Satori no Bunko
- Nobuo
- Posty: 287
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
- Ichirou
- Posty: 4169
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
- Souei
- Posty: 1475
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Satori no Bunko
- Aha, aha... - Przytakiwał Gadianowi, gdy ten tłumaczył mu, że żadnych tajemnic świata w tych regałach nie znajdzie. Cóż, miało to sens, że najmniej wartościowe tomy znajdowały się w strefie, do której nawet przybysze z zewnątrz dostali dostęp bez żadnych przeszkód. W porządku, Souei na chwilę odlepił swój wzrok od półek i skierował go na łysego mnicha.
Bardzo dobrze szło mu mówienie wprost i z sensem, ale ostatecznie nie dał rady utrzymać się w tych ryzach. Dla mafioza zrozumiałe było to, że legendy bez tej tych doniosłych i niejednoznacznych słów straciłyby swoją magię, ale to właśnie był ten czas. Koniec tego, początek tamtego, nowy świat, stary porządek. Matsuda zerkał na Ichirou, który trochę bardziej niż on starał się nadawać na tych samych falach co ich gospodarz. Właśnie dlatego Souei oddawał mu tą palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o rozmowy i negocjacje, bo Shirei-kan nadawał się do tych spraw o wiele lepiej, niż mordobijca z niższych sfer.
Być może dlatego nikt do tej pory nie stawał im na drodze, lecz bardziej prowadził ich ku celowi. A może tak było najlepiej dla wszystkich? Owari też na pewno to wiedział, to o wisiorkach. A jednak stary obłąkaniec, facet na łódce i teraz Gadian - nikt ich nie zatrzymywał przed zburzeniem tego porządku świata, jeśli to rzeczywiście miało mieć takie poważne konsekwencje. Dlaczego więc wszyscy po kolei uznawali, że tak będzie lepiej? Że pomogą, zamiast starać się przeszkodzić? Być może wierzyli, że w pewnym momencie tak musi się stać, i że ten duet jest wystarczająco dobrany, aby unieść tą odpowiedzialność. Bo ta miała być bardzo ciężka, ale Ichirou i Souei chyba już byli na to przygotowani.
Po wysłuchaniu "ceny", jaką przyjdzie im zapłacić za przejście dalej, Souei powstrzymał się od wzruszenia ramionami, aby nie obrazić tu zgromadzonych. Sam dostał kryształek niedawno i cały czas czuł się bardziej jako jego powiernik, niż właściciel i użytkownik. Więc gdy przyszedł czas na rozstanie się z nim, a raczej z mocą, którą zapewniał, przyjął to na chłodno i bez żalu. Cóż, faktem było, że na razie oddawali tą moc tylko w zamian za obietnicę, ale wyglądało na to, że klamka zapadła już dużo wcześniej. Ale nawet gdyby Souei miał jeszcze jakiś wybór, nie wycofałby się teraz, stojąc przed tymi ogromnymi wrotami.
Te w końcu otworzyły się i ukazały im jeszcze bardziej monumentalne, prawdziwe wnętrze biblioteki. Z początku Souei został przytłoczony ilością wszystkiego wewnątrz i szybko zdał sobie sprawę, że nawet gdyby ktoś chciał wedrzeć się tu siłą i wyrwać z rąk mnichów jakąś wiedzę, to bez informacji jak i gdzie, znalezienie tutaj czegokolwiek konkretnego wydawało się graniczyć z cudem. Po takim wstępie Pazur czuł nawet podekscytowanie na myśl o tym, co czeka ich już za chwilę, bo nie było już wątpliwości, że wisiorki nie są tylko zwykłą legendą jakich wiele na świecie. Z pozoru były to tylko książki - słowa zapisane atramentem na pożółkłych stronach. Czuć było jednak, że nikt nie patrzy tutaj na to w ten sposób i Matsuda powoli zaczynał to rozumieć, atmosfera ewidentnie mu się udzielała. Szedł obok swojego kompana w ciszy, czekając na to, co wydarzy się dalej, zastanawiając się, czy rzeczywiście powinien się uznać godnym tego miejsca. Wcześniej nawet do miejskiej biblioteki pasował jak pięść do nosa, a teraz proszę... za chwilę zostanie oświecony, choć może nie tak dosłownie, jak ich przewodnik po tym miejscu.
Bardzo dobrze szło mu mówienie wprost i z sensem, ale ostatecznie nie dał rady utrzymać się w tych ryzach. Dla mafioza zrozumiałe było to, że legendy bez tej tych doniosłych i niejednoznacznych słów straciłyby swoją magię, ale to właśnie był ten czas. Koniec tego, początek tamtego, nowy świat, stary porządek. Matsuda zerkał na Ichirou, który trochę bardziej niż on starał się nadawać na tych samych falach co ich gospodarz. Właśnie dlatego Souei oddawał mu tą palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o rozmowy i negocjacje, bo Shirei-kan nadawał się do tych spraw o wiele lepiej, niż mordobijca z niższych sfer.
Być może dlatego nikt do tej pory nie stawał im na drodze, lecz bardziej prowadził ich ku celowi. A może tak było najlepiej dla wszystkich? Owari też na pewno to wiedział, to o wisiorkach. A jednak stary obłąkaniec, facet na łódce i teraz Gadian - nikt ich nie zatrzymywał przed zburzeniem tego porządku świata, jeśli to rzeczywiście miało mieć takie poważne konsekwencje. Dlaczego więc wszyscy po kolei uznawali, że tak będzie lepiej? Że pomogą, zamiast starać się przeszkodzić? Być może wierzyli, że w pewnym momencie tak musi się stać, i że ten duet jest wystarczająco dobrany, aby unieść tą odpowiedzialność. Bo ta miała być bardzo ciężka, ale Ichirou i Souei chyba już byli na to przygotowani.
Po wysłuchaniu "ceny", jaką przyjdzie im zapłacić za przejście dalej, Souei powstrzymał się od wzruszenia ramionami, aby nie obrazić tu zgromadzonych. Sam dostał kryształek niedawno i cały czas czuł się bardziej jako jego powiernik, niż właściciel i użytkownik. Więc gdy przyszedł czas na rozstanie się z nim, a raczej z mocą, którą zapewniał, przyjął to na chłodno i bez żalu. Cóż, faktem było, że na razie oddawali tą moc tylko w zamian za obietnicę, ale wyglądało na to, że klamka zapadła już dużo wcześniej. Ale nawet gdyby Souei miał jeszcze jakiś wybór, nie wycofałby się teraz, stojąc przed tymi ogromnymi wrotami.
Te w końcu otworzyły się i ukazały im jeszcze bardziej monumentalne, prawdziwe wnętrze biblioteki. Z początku Souei został przytłoczony ilością wszystkiego wewnątrz i szybko zdał sobie sprawę, że nawet gdyby ktoś chciał wedrzeć się tu siłą i wyrwać z rąk mnichów jakąś wiedzę, to bez informacji jak i gdzie, znalezienie tutaj czegokolwiek konkretnego wydawało się graniczyć z cudem. Po takim wstępie Pazur czuł nawet podekscytowanie na myśl o tym, co czeka ich już za chwilę, bo nie było już wątpliwości, że wisiorki nie są tylko zwykłą legendą jakich wiele na świecie. Z pozoru były to tylko książki - słowa zapisane atramentem na pożółkłych stronach. Czuć było jednak, że nikt nie patrzy tutaj na to w ten sposób i Matsuda powoli zaczynał to rozumieć, atmosfera ewidentnie mu się udzielała. Szedł obok swojego kompana w ciszy, czekając na to, co wydarzy się dalej, zastanawiając się, czy rzeczywiście powinien się uznać godnym tego miejsca. Wcześniej nawet do miejskiej biblioteki pasował jak pięść do nosa, a teraz proszę... za chwilę zostanie oświecony, choć może nie tak dosłownie, jak ich przewodnik po tym miejscu.
0 x

- Nobuo
- Posty: 287
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
- Ichirou
- Posty: 4169
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Satori no Bunko
Przekroczenie wielkich wrót Satori no Bunko zmieniło wszystko. Do tej pory Ichirou pozwalał sobie na sporą dozę sceptycyzmu, traktując opowieści o tym miejscu z odpowiednim dystansem, ale teraz... teraz po prostu przestał wątpić. Majestat wnętrza, architektoniczny absurd zakrzywiający przestrzeń, połączony z gęstą, niemal namacalną aurą sprawiły, że musiał uwierzyć. To coś tak niespotykanego nie mogło być zwykłą farsą.
Zresztą, zmiana dotyczyła nie tylko samego otoczenia. W momencie przejścia przez próg wisiorek na jego piersi zawibrował po raz ostatni, lekko się nagrzał i... zgasł. Stał się zwykłym, martwym kamieniem. Sabaku ujął go na moment w palce, upewniając się, że nie wyczuwa w nim już ani krztyny dawnej mocy, po czym wypuścił z dłoni. Jak już wcześniej wspomniał, była to cena, na jaką był gotów.
Wciąż nie miał pojęcia, jakie dokładnie sekrety kryły w sobie ciągnące się w nieskończoność regały i te przepastne zbiory, ale poczuł nagłą, palącą chęć zgłębienia ich. Walki, krwawe wojny, niekończące się polityczne przepychanki... doświadczył tego w swoim życiu tak wiele, że w gruncie rzeczy przestały robić na nim większe wrażenie. Wchodząc jednak do tej biblioteki, Sabaku znów poczuł się jak młodzik. Zew krwi ustąpił miejsca dawno przygaszonej ciekawości świata, która teraz zapłonęła w nim na nowo.
Jego fascynację brutalnie przerwał jednak widok Gadiana. Ichirou aż przetarł jedno oko wierzchem dłoni, by upewnić się, że nic mu się nie uwidziało w tym nasączonym chakrą powietrzu. Błyszczące do tej pory tatuaże zniknęły, a w ich miejscu pojawiła się pękająca skóra i puste, czarne ślepia.
- To twój prawdziwy wygląd? - zapytał bez ogródek, nie do końca rozumiejąc, co tu właśnie zaszło. Czy wcześniejszy, majestatyczny wizerunek Wyniesionego był tylko iluzją, czy to ta specyficzna biblioteka tak na niego działała, zdzierając z niego maskę?
Wkrótce z mroku wynurzyła się kolejna postać. Kobieta roztaczająca wokół siebie aurę tajemnicy, która idealnie pasowała do tego magicznego wnętrza. Miała bardzo młodziutką twarz, choć tutaj, patrząc na jej siwe włosy, można było się zastanawiać, czy to jej prawdziwy wizerunek. Ichirou skinął jej krótko głową na powitanie i w milczeniu odczekał, aż rozmówi się z Gadianem. Jej słowa o tym, że są jednymi z ostatnich, mocno zapadły mu w pamięć. Mnich z pomostu już wcześniej nawiązywał do czegoś podobnego. Nadchodził koniec. Tylko czego? Jaki koniec? Zagadka goniła zagadkę.
Sabaku zerknął kątem oka na swojego kompana. Prawdopodobnie dzielili w tej chwili zarówno to samo zdziwienie, jak i ciekawość. Przez ułamek sekundy wydało mu się to wręcz niezwykle zabawne - przyszło mu odkrywać największe magiczne tajemnice tego świata u boku mafijnego zakapiora. Souei pasował tutaj jak pięść do oka, ale może właśnie kogoś takiego brakowało w tym wzniosłym, uduchowionym miejscu. Kiedy Kyōju zadała pytanie i ruszyła schodami w górę, Ichirou od razu podążył za jej prowadzeniem.
- Chakra to energia, mieszanka ducha i ciała - zaczął spokojnie, mierząc wzrokiem jej plecy. - Ale energia drzemie nie tylko w nas, lecz i wokół nas. Wypełnia naszą przestrzeń. Jestem bardziej praktykiem. Umiem nią władać, tak samo jak potrafię tworzyć ją wprost z natury... - oznajmił, wprost odnosząc się do opanowanej przez siebie sztuki Senjutsu. Przez chwilę szli w milczeniu, ale w pewnym momencie Asahi przerwał ciszę.
- Domyślam się jednak, że skoro zadajesz to pytanie, nasza wiedza to tylko wierzchnia warstwa piasku na pustyni prawdy - powiedział, zdając sobie sprawę, że wielu rzeczy pewnie będą się uczyć na nowo.
0 x
- Souei
- Posty: 1475
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Satori no Bunko
Po przekroczeniu progu do wnętrza Biblioteki poczuł się, jakby znalazł się w innym świecie. Ogromne wnętrze zdające się nie mieć granic w żadnym kierunku istniało jakby poza czasem i przestrzenią, które zostawili za ogromnymi wrotami. Matsuda z otwartymi ze zdziwienia ustami przelatywał wzrokiem nie tylko po zebranych na regałach książkach, ale również po ludziach, ornamentach i kolumnach podtrzymujących sklepienie. Ogromne drzewo, które widzieli z brzegu jeziora wydawało się cudem natury, natomiast to, co znajdowało się wewnątrz niego, było jeszcze poziom wyżej. Jeśli na świecie znajdowałaby się jakaś skarbnica tajemnic i wszelakiej wiedzy, to wyglądałaby dokładnie tak. Ironią losu było, że pośrodku tego wszystkiego stał ktoś taki jak Souei, który teraz czuł się jakby dostępował jakiegoś zaszczytu, na który nie zasłużył. Być może to uznanie samego siebie za godnego było trochę zbyt pochopne z jego strony, ale cóż... nie do końca był świadomy na co się pisze.
Dostojny Ichirou doskonale tu pasował, świecący Gadian też, gdy tu nagle... Pazur mimowolnie spiął mięśnie, gdy zobaczył mnicha odmienionego na gorsze. Po jego wyniesionej aparycji nie było śladu, a zamiast tego objawił im się jako jakiś potwór albo inna zjawa. Matsudzie od razu przeszło przez myśl, że to już nie jest kolejny test, ale zwykła zasadzka. Czekał tylko na pierwszy ruch tamtego, aby skoczyć do niego i rozerwać jego popękaną skórę do końca. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. To wszystko było tutaj normalne? Zanim otrzymali jakieś sensowne wyjaśnienie tej przemiany, do akcji wkroczyła jakaś kobieta, której Gadian przekazał dalsze oprowadzanie, a sam grzecznie przeprosił i usunął się na bok. Mafiozo trochę odetchnął, ale od teraz nie zapominał już o tym, że w sumie niczego nie wie ani o tym miejscu, ani o tutejszych ludziach. Głupio byłoby zakończyć swoją legendę z nożem wbitym w plecy.
- Nie podoba mi się to. - Szepnął do Ichirou, aby oboje zeszli na ziemię, jeśli jego też wzięło to z zaskoczenia. Dobre pierwsze wrażenie już minęło i Jugo skupił się na tym, kogo miał najbliżej i przed sobą.
Młoda kobieta była równie uprzejma co wszyscy do tej pory. Kontynuowała narrację końca i nazywania ich ostatnimi, co dawało nadzieję na to, że może w końcu ona będzie osobą, która wyjaśni im, co to konkretnie oznacza. Gdy Asahi odpowiedział na jej pytanie dotyczące chakry, Souei nie dodawał już niczego od siebie. Było widać, że zadała to pytanie po to, aby za chwilę sama na nie odpowiedzieć, więc Matsuda nie przedłużał. Ciekawiło go jednak coś innego i nie dawało mu to spokoju.
- Co się stało z twoim kolegą? Na zewnątrz wyglądał jak półbóg, a tutaj jakby zaraz miał się rozpaść. - Powiedział, rozglądając się przy okazji po innych bibliotekarzach, których od czasu do czasu można było uchwycić między regałami. Po tym jednym spotkaniu Pazur nazwałby ich raczej Wyniszczonymi, a nie Wyniesionymi.
Dostojny Ichirou doskonale tu pasował, świecący Gadian też, gdy tu nagle... Pazur mimowolnie spiął mięśnie, gdy zobaczył mnicha odmienionego na gorsze. Po jego wyniesionej aparycji nie było śladu, a zamiast tego objawił im się jako jakiś potwór albo inna zjawa. Matsudzie od razu przeszło przez myśl, że to już nie jest kolejny test, ale zwykła zasadzka. Czekał tylko na pierwszy ruch tamtego, aby skoczyć do niego i rozerwać jego popękaną skórę do końca. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. To wszystko było tutaj normalne? Zanim otrzymali jakieś sensowne wyjaśnienie tej przemiany, do akcji wkroczyła jakaś kobieta, której Gadian przekazał dalsze oprowadzanie, a sam grzecznie przeprosił i usunął się na bok. Mafiozo trochę odetchnął, ale od teraz nie zapominał już o tym, że w sumie niczego nie wie ani o tym miejscu, ani o tutejszych ludziach. Głupio byłoby zakończyć swoją legendę z nożem wbitym w plecy.
- Nie podoba mi się to. - Szepnął do Ichirou, aby oboje zeszli na ziemię, jeśli jego też wzięło to z zaskoczenia. Dobre pierwsze wrażenie już minęło i Jugo skupił się na tym, kogo miał najbliżej i przed sobą.
Młoda kobieta była równie uprzejma co wszyscy do tej pory. Kontynuowała narrację końca i nazywania ich ostatnimi, co dawało nadzieję na to, że może w końcu ona będzie osobą, która wyjaśni im, co to konkretnie oznacza. Gdy Asahi odpowiedział na jej pytanie dotyczące chakry, Souei nie dodawał już niczego od siebie. Było widać, że zadała to pytanie po to, aby za chwilę sama na nie odpowiedzieć, więc Matsuda nie przedłużał. Ciekawiło go jednak coś innego i nie dawało mu to spokoju.
- Co się stało z twoim kolegą? Na zewnątrz wyglądał jak półbóg, a tutaj jakby zaraz miał się rozpaść. - Powiedział, rozglądając się przy okazji po innych bibliotekarzach, których od czasu do czasu można było uchwycić między regałami. Po tym jednym spotkaniu Pazur nazwałby ich raczej Wyniszczonymi, a nie Wyniesionymi.
0 x

- Nobuo
- Posty: 287
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
Re: Satori no Bunko
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Ichirou jako pierwszy zapytał o wygląd Gadiana. -Tak, zgadza się. Nie każdy spotkał się z takim widokiem i jest w stanie zrozumieć żywego trupa. Nie jest to też pierwszy raz, jak widzisz człowieka w tym stanie… czyż nie? - Zadał pytanie retoryczne, nawet nie próbując czekać na odpowiedź. Po chwili po prostu zniknął za progiem biblioteki. Teraz zostali już tylko we trójkę... Sabaku... Jugo... I kobieta, która prowadziła ich dalej, spokojnie wspinając się po schodach. Pierwszy odezwał się Souei. Cicho, podzielił się swoimi obawami, które zaczynały powoli układać się w jedną całość.Soundtrack
Ichirou jednak… był gdzie indziej. Skupiony na tym miejscu. W jego spojrzeniu było coś, co przypominało dziecięcą ekscytację. Każda przygoda była czymś nowym, ale zwykle wiedział, czego może się spodziewać. Tutaj? Nie wiedzieli nic. Ani co zaraz usłyszą... Ani co będą musieli zrobić. Na pytanie kobiety odpowiedział Shirei-kan. Kyōju wysłuchała go spokojnie, a potem uśmiechnęła się lekko. -Masz rację. Nie skłamałeś w żadnym miejscu… ale twoja wiedza to tylko małe ziarenko piasku w olbrzymim naczyniu. - Zrobiła jeszcze kilka kroków w górę. - To miejsce… to właśnie taka piaskownica. - Spojrzała przed siebie. -Możecie z niej zabrać dowolną ilość piasku… - Znów mówiła metaforą. Na swój sposób była bardziej przystępna niż poprzednie, ale wciąż nie mówiła wprost. Przynajmniej jeszcze nie.
Pazur wtrącił się nagle, wracając do wcześniejszego tematu... Zapytał o Gadiana, Kyōju odpowiedziała bez zawahania. - Gadian umarł śmiercią naturalną… prawie sto lat temu. -Jej ton pozostał spokojny. -Całe życie pracował nad biblioteką. Dlatego został doceniony… i pozwolono mu pracować tutaj także po śmierci... Podobnie zresztą jak ten, który was tu przyprowadził. Owari zginął tragicznie jeszcze wcześniej. - To zaczynało się układać w całość. Jego słowa z podróży. Opowieści o bibliotece w lesie, do której chodzili jeszcze jego rodzice. Miejsce, które wyglądało, jakby przez wieki nikt go nie odwiedzał.
Schody ciągnęły się długo. Dobre sto stopni, może więcej. Każdy kolejny krok odsłaniał nowe fragmenty wnętrza biblioteki, nowe poziomy, nowe półki. W końcu dotarli na piętro. Było to coś na kształt antresoli, zawieszonej nad ogromnym holem. Przeszli na centralny punkt balkonu, skąd można było spojrzeć na bibliotekę z zupełnie innej perspektywy. Widok był jeszcze bardziej przytłaczający. Z tego miejsca mogli dostrzec ogromne pomieszczenie znajdujące się przed nimi, za potężnymi łukami. Każdy z nich był ozdobiony wyrzeźbioną głową jednego z dziewięciu zwierząt. Kyōju zatrzymała się.
- Zadałam wam wcześniej pytanie… czym jest chakra. - Podeszła bliżej balustrady. - Masz rację. To energia życiowa. Mieszanka ciała i ducha, która pozwala władać siłą wykraczającą poza ludzkie możliwości. - Na moment spojrzała w dół. - Ale czy wiecie… skąd się wzięła? - Zrobiła klimatyczną pauzę - Zapewne słyszeliście tylko legendy. - Odwróciła się lekko w ich stronę. - Chakra nie pochodzi od ludzi... Pochodzi od planety.
Zrobiła krok wzdłuż balkonu. - Ludzie nie mieli chakry… przed przybyciem na ziemię Kaguyi Ōtsutsuki... Na ziemi zostało zasadzone Boskie Drzewo. Było źródłem… i miejscem zbioru całej chakry tego świata. Z niego wyłonił się owoc chakry. - Jej spojrzenie stało się bardziej skupione. - Kaguya Ōtsutsuki, żądna władzy, siły i potęgi… zjadła ten owoc. Zdobyła moc, która pozwalała jej kontrolować wojny… życia ludzi… sam bieg świata. - Mówiła cały czas tym samym tonem, nie zmieniając niczego w sposobie swojej wypowiedzi.
Stała się istotą… wykraczającą poza ludzkie pojęcie. - W tym momencie między nimi przeleciała zmaterializowana chakra. Wyglądała jak cienka, przezroczysta warstwa unosząca się w powietrzu. Coś pomiędzy falą energii a drobnym, niebieskim piaskiem. Przemknęła spokojnie, jakby była naturalną częścią tego miejsca. Kyōju kontynuowała. - Kaguya spłodziła dwóch synów. Hamurę… który dał początek klanowi Hyūga... I Hagoromo… znanego jako Mędrzec Sześciu Ścieżek. - Zatrzymała się. -Byli pierwszymi ludźmi, którzy narodzili się z możliwością korzystania z chakry.
Na moment spojrzała gdzieś w dal. - Kiedy dorośli… ich matka stała się zagrożeniem dla świata. Żądna jeszcze większej mocy… i bojąca się potęgi własnych potomków… połączyła się z Boskim Drzewem... Stworzyła istotę wykraczającą poza wszystko, co jesteście w stanie zrozumieć. - Tym razem wyjątkowo zmieniła ton robiąc przy tym dramatyczną pauzę. - Dziesięcioogoniastego... Jej synowie zdołali ją zapieczętować… i rozdzielić Juubiego na dziewięć mniejszych istot. - Uniósła dłoń. -Znanych dzisiaj jako ogoniaste bestie. Hagoromo… Mędrzec Sześciu Ścieżek… rozdzielił także chakrę pomiędzy ludzi. Pozwalając im z niej korzystać. - Odwróciła się i wskazała dłonią za nich. - A teraz… opowiem wam o tych bestiach..
Ukryty tekst
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Funanori
Gadian - Klik!
Kyōju- Klik!
18
0 x
- Ichirou
- Posty: 4169
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Satori no Bunko
- Mhm - przytaknął krótko na słowa Gadiana, bo potrzebował paru chwil na połączenie faktów. Dziwna, budząca niechęć aparycja mnicha czy - jak się później okazało - jego długowieczność... To faktycznie było coś, z czym Ichirou miał już okazję się spotkać. Chodziło rzecz jasna o Antykreatora, który posiadał coś w rodzaju nieśmiertelności, odporności na upływ czasu i obrażenia. Magiczna umiejętność, zakazane jutsu, czy cokolwiek to było. Może właśnie tutaj można było znaleźć odpowiedź na tę zagadkę, bo źródło nieśmiertelności Hana wciąż pozostawało nie do końca wyjaśnione. A jeśli Gadian rzeczywiście umarł prawie sto lat temu i wciąż tu funkcjonował... mechanizm musiał być podobny. Edo Tensei? Coś innego? Trzeba było zapytać później.
Ruszył za kobietą w górę po schodach. W międzyczasie wysłuchał szczerego komentarza kompana o tym, że nie podoba mu się cała ta sytuacja.
- No cóż - mruknął, rozkładając ręce na boki w geście podzielenia swoich odczuć. Też nie do końca podobała mu się perspektywa, że znaleźli się w centrum miejsca, którego nie rozumieli, pośród ludzi, czy raczej istot, których intencji nie znali. Ale co mieli innego zrobić? Przecież nie cofnąć się. Droga powrotna została zamknięta, jak powiedział Gadian. A stawianie jakichś żądań czy narzucanie swojej siły też nie wydawało się odpowiednie - nie w miejscu, które emanowało taką mocą i starożytnością. Czegokolwiek by nie szukali, tutejsze zbiory były przytłaczające. Bez wsparcia obeznanej osoby mogliby nigdy nie znaleźć informacji, które mimo wszystko mogły być na wyciągnięcie ręki, gdzieś w tych niezliczonych tomach, regałach i poziomach. Sabaku zamierzał więc kontynuować narzuconą im grę i zbytnio się nie wychylać. Póki co tutejsi sprawiali wrażenie przychylnych. Chyba nawet aż za bardzo. Tak jakby wyczekiwano na nich, by bez większych negocjacji zacząć wyjawiać im tajemnice o powstaniu świata i tak dalej... Ichirou starał się więc zachować czujność. Być może to wszystko było tylko grą, mającą uśpić ich uwagę.
Fakt faktem, udzielił odpowiedzi na temat istoty chakry, ale - jak sam zresztą stwierdził - jego wiedza była raczej elementarna. Praktyczna, lecz powierzchowna. Wszystko to ze strony tajemniczej kobiety brzmiało jedynie jak wstęp, by zaraz później wyjawić im absolutną prawdę. I tak w istocie było. Opowieść o samym początku. O Kaguyi Ōtsutsuki. O Mędrcu Sześciu Ścieżek. O jego potomkach. O Boskim Drzewie i owocu chakry. O Dziesięcioogoniastym i jego podziale na dziewięć bestii. Diabeł Świtu wysłuchał wszystkiego z uwagą. Mógł docenić pewien patos i baśniowość tej historii oraz sposób, w jaki Kyōju ją opowiadała - jakby recytowała starożytny epos. Prawda była jednak taka, że uważał to za niezbyt życiowe opowiastki. Legendy, mitologie, historie z zamierzchłych czasów. Jego ciekawość świata dotyczyła bardziej teraźniejszości lub tego, co miało dopiero nadejść. Jak wykorzystać wiedzę teraz. Jak wpłynąć na bieg wydarzeń w przyszłości. A grzebanie w dziejach sprzed setek lat? Jakie to miało znaczenie, jakie przełożenie na stan obecny, na ich teraz? No chyba żadne. Tak przynajmniej wydawało się władcy piasku, który zachował tę opinię dla siebie. No, może raz przez jego oblicze przemknął wyraz zdziwienia i zmarszczył czoło, gdy usłyszał o zjedzeniu owocu chakry. Brzmiało to absurdalnie, ale poza tym zachował spokój. Wysłuchał grzecznie, traktując całą tę pogawędkę jako jeden wielki prolog do tego, co mogli tutaj naprawdę znaleźć. Do konkretów.
O, a potem padło coś bardziej życiowego. Ogoniaste bestie nie były już jakąś czczą bajeczką, tylko czymś autentycznym i aktualnym. Istniejącym w ich świecie, tu i teraz.
- O, tak się składa, że miałem z paroma do czynienia... - wtrącił, zanim przeszła do kolejnego rozdziału opowieści. Zrobił to chyba po to, żeby pokazać, że coś o tym już wiedzą i nie są kompletnie niewykształconymi barbarzyńcami. Chociaż z drugiej strony, jeżeli tutejsi szczegółowo prowadzili te swoje kroniki, to Ichirou nie powiedział niczego nowego. Pewnie mieli doskonale udokumentowane jego starcia z bijuu w swoich tomach, ukrytych gdzieś na jednej z tych niezliczonych półek.
- Zamieniamy się w słuch. Mogę do tej opowieści zaproponować suszone daktyle - dodał, wskazując subtelnie na torbę przy pasie. Zabrał ze sobą trochę prowiantu na podróż. Okazał się on niepotrzebny dzięki przygotowaniom Akaruiego, ale teraz mógł się przydać. Ton całego spotkania robił się na tyle doniosły i patetyczny, że po prostu musiał choć na odrobinę sprowadzić atmosferę na ziemię, by złapać oddech. Może lekki żart przerwie to napięcie i pozwoli im trochę się zrelaksować.
0 x
- Souei
- Posty: 1475
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Satori no Bunko
Dziwiło go niezmiernie, że rozmowa o żywych trupach mających ponad sto lat spływała tu po wszystkich jak po kaczce. Po wypowiedzi Gadiana wydawało mu się, że się przesłyszał, ale potem innymi słowami powtórzyła to Kyoju. To samo miało dotyczyć Owariego, ale przecież staruszek nie miał na sobie ani żadnych świecących tatuaży, ani nawet przesadnie łuszczącej się skóry. I kim był ten ktoś, których ich w ten sposób docenił i "pozwolił zostać na dłużej"? Im więcej dostawał odpowiedzi, tym więcej pytań nasuwało mu się na myśl, lecz cały czas kolejne "ale" były przysłaniane przez następne ważne tematy. Takie, jak na przykład legenda o powstaniu chakry, niezwykłym drzewie i jego owocu czy w końcu o Dziesięcioogoniastym.
- Zaraz, zaraz... jak to przed przybyciem na ziemię? Skąd się wzięła ta legenda? - Jeśli nie było to przejęzyczenie, to wchodzili właśnie na terytorium jakiejś abstrakcji na temat bytów spoza Matki Ziemi. Do tego zaś trzeba było wiedzieć nieco więcej, niż te tylko te dwa zdania, które zostały wypowiedziane jako wstęp.
Oczywiście to wszystko mogła być tylko bajeczka, ale skoro kobieta opowiadała im właśnie tą konkretną wersję, to chyba nie dlatego, że brzmiała najbardziej epicko, tylko że sama wierzyła w tą linię wydarzeń. Zazwyczaj jednak najpierw rodzi się legenda, którą z braku dowodów wypełnia się magią. Dopiero kroczek po kroczek i z biegiem czasu te niezwykłe momenty zastępują fakty i coś zupełnie przyziemnego. Być może tak samo będzie w tym wypadku i to jeszcze dopiero przed nimi. Kaguya pochodziła spoza ziemi, no bo nie wiadomo było tak naprawdę skąd, tak to wytłumaczył sobie na szybko Matsuda, aby od razu nie zwariować.
Mędrzec Sześciu Ścieżek brzmiał już nieco bardziej znajomo. Imię to rzeczywiście przewijało się w legendach, ale nic nigdy nie było na ich temat pewne. Kyoju jednak wydawała się mieć to wszystko poukładane w jedną całość, więc gdy opowiedziała im, że Mędrzec był synem tej tajemniczej kosmitki, Souei z miejsca przyjął to do wiadomości. Taka geneza była dobra jak każda inna. No i jeszcze wątek Ogoniastych Bestii. Te istniały naprawdę, wszyscy to wiedzieli. To znaczy krążyły legendy o tym jak wyglądają, co potrafią i czym są, ale jedno wiadome było na pewno nawet dla kogoś takiego jak Pazur, który nigdy w życiu nie widział żadnej z nich na własne oczy - one istnieją. Mogły się między sobą różnić, ale wszyscy wrzucali je do jednego worka jako Biju, a teraz ujawniony wspólny przodek był tu idealnie pasującym spoiwem. Matsuda musiał szybko wyjść ze swojej strefy komfortu i otworzyć głowę na wszystko nowe, co go tutaj czeka, bo był to zaledwie początek ich pobytu tutaj, a on już ledwo co nadążał.
- Zaraz, zaraz... jak to przed przybyciem na ziemię? Skąd się wzięła ta legenda? - Jeśli nie było to przejęzyczenie, to wchodzili właśnie na terytorium jakiejś abstrakcji na temat bytów spoza Matki Ziemi. Do tego zaś trzeba było wiedzieć nieco więcej, niż te tylko te dwa zdania, które zostały wypowiedziane jako wstęp.
Oczywiście to wszystko mogła być tylko bajeczka, ale skoro kobieta opowiadała im właśnie tą konkretną wersję, to chyba nie dlatego, że brzmiała najbardziej epicko, tylko że sama wierzyła w tą linię wydarzeń. Zazwyczaj jednak najpierw rodzi się legenda, którą z braku dowodów wypełnia się magią. Dopiero kroczek po kroczek i z biegiem czasu te niezwykłe momenty zastępują fakty i coś zupełnie przyziemnego. Być może tak samo będzie w tym wypadku i to jeszcze dopiero przed nimi. Kaguya pochodziła spoza ziemi, no bo nie wiadomo było tak naprawdę skąd, tak to wytłumaczył sobie na szybko Matsuda, aby od razu nie zwariować.
Mędrzec Sześciu Ścieżek brzmiał już nieco bardziej znajomo. Imię to rzeczywiście przewijało się w legendach, ale nic nigdy nie było na ich temat pewne. Kyoju jednak wydawała się mieć to wszystko poukładane w jedną całość, więc gdy opowiedziała im, że Mędrzec był synem tej tajemniczej kosmitki, Souei z miejsca przyjął to do wiadomości. Taka geneza była dobra jak każda inna. No i jeszcze wątek Ogoniastych Bestii. Te istniały naprawdę, wszyscy to wiedzieli. To znaczy krążyły legendy o tym jak wyglądają, co potrafią i czym są, ale jedno wiadome było na pewno nawet dla kogoś takiego jak Pazur, który nigdy w życiu nie widział żadnej z nich na własne oczy - one istnieją. Mogły się między sobą różnić, ale wszyscy wrzucali je do jednego worka jako Biju, a teraz ujawniony wspólny przodek był tu idealnie pasującym spoiwem. Matsuda musiał szybko wyjść ze swojej strefy komfortu i otworzyć głowę na wszystko nowe, co go tutaj czeka, bo był to zaledwie początek ich pobytu tutaj, a on już ledwo co nadążał.
0 x

- Nobuo
- Posty: 287
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
Re: Satori no Bunko
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Kiedy kobieta stała jeszcze na balkonie, Souei zapytał… a raczej dopytał o samo przybycie na ziemię Kaguyi. - Kaguya była wyższym bytem. Oświecona… prekursorka. Przybyła z nieboskłonu. - Brzmiało to bardziej jak fanatyczna opowieść niż faktyczna wiedza. - To, co wiadomo, to że pochodziła z nieba. Reszta, którą jesteśmy w stanie odczytać, to już zwyczajne domysły i legendy, niemające oparcia w faktach. -Kyōju nie ciągnęła tego wątku dalej. Zamiast tego szybko wyczuła nastawienie Ichirou. Ten zdecydowanie wolał iść dalej, niż słuchać o teorii początku wszystkiego. Nie był uczonym ani badaczem, żeby przekuć tę wiedzę w coś praktycznego. A coś istotnego mogło pojawić się dla niego w każdej kolejnej chwili.Soundtrack
Po chwili zaproponował też daktyle, wyciągając je w stronę Pazura. Souei jednak nawet na nie nie spojrzał. Skupił się na Kyōju. Ta natomiast, widząc przekąskę, tylko prychnęła. - Brak szacunku do wiedzy. - Przymrużyła oczy, patrząc na niego i na woreczek z jedzeniem. - Wystarczy wam wiedza… a nie słuchanie legend o tym, na czym opieracie swoje moce, zdolności i potęgę. - Nie wyglądała, jakby miała zamiar dalej rozwijać temat Kaguyi. Teraz była wyraźnie bardziej zainteresowana kolejnym wątkiem... Ogoniaste bestie.
Białowłosa wskazała na ogromne łuki, na których wyrzeźbione były głowy dziewięciu bestii. Za nimi znajdowały się ciężkie, drewniane drzwi. A za nimi… No właśnie. Kobieta ruszyła w ich stronę. Ręce miała schowane w kieszeniach płaszcza. Kiedy podeszła bliżej, drzwi otworzyły się same, bez jej dotyku. Obróciła głowę w stronę członków Klepsydry i krótkim ruchem wskazała, by weszli za nią. Wnętrze pomieszczenia było ogromne. Pośrodku rozciągał się długi, czerwony dywan. Cały pokój wykonany był z ciemnego, błyszczącego drewna, które odbijało światło w specyficzny, niemal nienaturalny sposób.
Po obu stronach stały ogromne, siedmiometrowe statuy ogoniastych bestii. Cztery po lewej, cztery po prawej i jedna na końcu sali. Wszystkie wykonane z przezroczystego kryształu. Wyraźnie symbolizowały dziewięć ogoniastych bestii. Część z nich była jednak… inna. Pięć statuet posiadało w sobie czerwone kryształy. Pierwszy z lewej, ogromny tanuki z jednym ogonem. Obok niego kot o dwóch ogonach. Dalej koń o pięciu ogonach, ślimak o sześciu… i na końcu sali dziewięcioogoniasty lis. Ich kryształy pulsowały. Pozostałe statuy również miały kryształy, ale były one przezroczyste, lekko niebieskawe. Nie pulsowały. Wyglądały na nieaktywne. Kyōju przeszła na sam koniec sali, która miała dobre trzydzieści metrów długości.
- Tak jak wam powiedziałam… powstało dziewięć ogoniastych bestii. - Odwróciła się w ich stronę. - Każda z nich jest fizycznym ucieleśnieniem chakry… z własnym charakterem. - Wskazała na dziewięcioogoniastego lisa i zaczęła iść w kierunku posągu znajdującego się na końcu pomieszczenia. - Najsilniejszy z nich. Lis o imieniu Kurama. - Jej głos pozostał spokojny, ale wyraźnie poważniejszy. - Ucieleśnienie nienawiści, sprytu i sadyzmu. Ma ciężki charakter. Nie cierpi ludzi. Musi komuś zaufać, by możliwa była jakakolwiek współpraca... A jego testy… czas, zanim komuś zaufa… bywają śmiertelne. - Przesunęła spojrzenie dalej. - Jak każda z bestii potrafi tworzyć dłonie z chakry, sięgające na duże odległości... Potrafi władać chakrą w sposób, który pozwala mu nią strzelać… bez żadnego przygotowania... A ich najsilniejsza technika… Bijūdama... Ogromna kula chakry. Zbyt szybka, by przed nią uciec… i zbyt silna, by ją wytrzymać.
Po tych słowach przeniosła się pod kolejną statuę. - Gyūki, Byk. Przeciwieństwo Kyūbiego. Znacznie bardziej przyjacielski… ale łączy to z wysoką inteligencją i powagą. Stara się być życzliwy wobec ludzi… ale nadal jest ogoniastą bestią. - Wskazała na jego macki. - Jest w stanie zmieść wszystko wokół siebie… nawet w promieniu pięćdziesięciu metrów. Dodatkowo potrafi strzelać atramentem. - Przeszła dalej. - Chōmei... Motyl. Najbardziej różniący się od pozostałych. Infantylny. Entuzjastyczny. Nadpobudliwy. - Na jej twarzy pojawiła się lekka pogarda jakby do niego. - Uwielbia rozmowy z ludźmi. Jako jedyny nie byłby przeciwny zapieczętowaniu... Ale trzeba liczyć się z tym, że będzie szukał towarzystwa… bez przerwy. Potrafi rozproszyć pył, który ogranicza widoczność.
Wykonała Kolejne kilka kroków krok. - Saiken.… Ślimak o sześciu ogonach. Przyjaźniej nastawiony do ludzi. Energetyczny. Serdeczny. Honorowy. Potrafi wystrzeliwać kwas… w różnych formach. Nawet tworzyć z niego chmurę. - Spojrzała w stronę kolejnej statuy - Kokuō. Koń… z domieszką delfina. Spokojniejszy. Cichy. Dumny. Unika ludzi… ale nie można jej urazić. Wtedy nie zawaha się użyć uwolnienia wrzątku.
Przeszła na drugą stronę. - Son Goku. - Wskazała na ogromną małpę. - Ciężki charakter. Ceni spokój… i swoją dumę. Nikt nigdy nie osiągnął z nim pełnej współpracy. Mizantropia. Rubaszność. Honor... A sam posługuje się uwolnieniem lawy. - Kolejna statua. - Isobu... Żółw. Ostatnio bardzo aktywny. Naruszono jego spokój. Mniej dziki… ale nie zna litości. Potrafi zwinąć się i ruszyć z ogromną prędkością. Suiton na poziomie, którego nie widujecie na co dzień. - Kolejna. - Matatabi. - Spojrzała krótko na Soueiego. - Niebieski kot. Indywidualistka. Nie przepada za ludźmi. Współpraca z nią to wyczyn na najwyższym poziomie.A sama w walce korzysta z pazurów i Katonu.
Na końcu podeszła do ostatniej bestii. Spojrzała przy tym na Shirei-kana. - Ten… będzie cię najbardziej interesował.. - Jej kąciki ust lekko się podniosły. - Jako zagrożenie dla twojego domu. Shukaku. Najbardziej nieobliczalny ze wszystkich. Wybuchowość, skrajna mizantropia. Kontroluje piasek z niesłychaną precyzją i siłą. A jego Futon… przewyższa nawet najsilniejszych. - Lekko mlasnęła - Ale cię uspokoję... Nie musisz się go obawiać… jeszcze.
Zyskujecie dodatkowy poziom wiedzy o każdej ogoniastej bestii.
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Funanori
Gadian - Klik!
Kyōju- Klik!
19
1 x
- Ichirou
- Posty: 4169
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Satori no Bunko
Stali we dwójkę na środku prastarej biblioteki. Z jednej strony sława na skalę kontynentu i lider potężnego klanu, z drugiej - bezwzględny mafioza, pragmatyczny aż do bólu. A jednak obaj słuchali mistycznej kobiety, która snuła opowieści o początkach dziejów, zupełnie jakby byli małymi chłopcami, którym opiekunka czyta na dobranoc bajki. Skoro jednak trafili do tego miejsca, a ktoś raczył im wykładać tajemnice świata, Ichirou starał się zbytnio nie przerywać. Próbował zachować otwarty umysł i chłonąć wiedzę, choć z każdą kolejną dawką rewelacji w jego głowie mnożyły się wątpliwości. Na ile mogli mieć pewność, że to wszystko jest czystą, nieubarwioną prawdą? Należało traktować te słowa dosłownie, czy szukać w nich ukrytych metafor? W toku opowieści Sabaku pokiwał kilka razy głową, dając do zrozumienia, że nadąża, ale w pewnym momencie musiał interweniować. Coś nie dawało mu spokoju i uwierało znacznie mocniej niż ostry kamień w bucie.
- Ale hola, hola. Uściślijmy sobie na moment jedną rzecz - zaczął z wyraźnym grymasem niezadowolenia, unosząc otwartą dłoń w stanowczym geście, by przystopować wywód przewodniczki. - "Kaguya" to tylko zbieżność nazw i nie ma absolutnie nic wspólnego z tym szczep... z klanem na Wydmach, prawda? - zapytał tonem, który niemal wymuszał potwierdzenie. Sama myśl o tym wydawała się absurdalna. To było wręcz niemożliwe, by ci dzikusy, którzy napsuli mu tyle krwi i z którymi toczył przez lata krwawe wojenki, byli bezpośrednimi spadkobiercami jakiejś bogini czy matki wszystkich shinobi.
Kiedy ten temat został zamknięty, ruszyli dalej, a Ichirou powrócił do roli słuchacza - miejmy nadzieję, że już w nieco bardziej udobruchanym nastroju. Gdy weszli do kolejnej, monumentalnej komnaty, w końcu poczuł, że trafiają na właściwe tory. Tym razem chłonął informacje z niekłamanym zaciekawieniem i znacznie mniejszą podejrzliwością. Temat ogoniastych bestii, choć mogło to brzmieć przewrotnie, wydawał mu się o wiele bardziej przyziemny i namacalny. Istoty zrodzone z czystej chakry, potężne, niszczycielskie, a jednak możliwe do ujarzmienia - miał już z nimi do czynienia w przeszłości. Część przekazywanych rewelacji stanowiła dla niego oczywistość, ale charakterystyka pozostałych bijū pozwalała mu cennie uzupełnić luki w posiadanej wiedzy.
Jego bystrej uwadze nie umknęły również charakterystyczne kryształy osadzone w statuach. Sabaku nie potrzebował godzin skomplikowanej dedukcji, by rozgryźć tę zagadkę. Posiadał przecież sprawdzoną wiedzę o tożsamości trzech jinchūrikich, co idealnie pokrywało się z trzema z pięciu aktualnie pulsujących kryształów. Logika była nieubłagana. Gdy w jego głowie odpowiednie trybiki wskoczyły na swoje miejsce, zawiesił ciężkie, rzucane spode łba spojrzenie na podobiźnie jednoogoniastego szopa. Jego kryształ również świecił. Była to dla niego rewelacja, i to zdecydowanie z gatunku tych najgorszych. Jakim cudem wywiad Sabaku lub przynajmniej Unii wcześniej tego nie wyłapał?
- Skoro tak sprawnie zbieracie informacje ze świata... - zaczął powoli, kompletnie ignorując mizerne próby uspokojenia go przez kobietę. - To kto ma w sobie Shukaku? I od jak dawna? - zapytał ostro. Skoro do tej pory bezcenne informacje sypały się tu z rękawa niemal bez proszenia, Ichirou nie mógł odpuścić tak kluczowej kwestii. Ze wszystkich mitów, legend i różnych danych, które do tej pory tu padły, tożsamość aktualnego nosiciela demona pustyni była dla niego absolutnie najważniejsza.
0 x
- Souei
- Posty: 1475
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Satori no Bunko
Odpowiedź Kyoju dała mu dużo do myślenia, ale chyba nie na teraz. Tempo jakie narzuciła ich przewodniczka było na tyle wysokie, że z trudem nadążał z przyswajaniem nowych informacji. O spokojnej opowieści przy ciastku i herbacie nie było na razie mowy. Może później, gdy już trochę ochłoną, a Matsuda poukłada sobie w głowie to o co jeszcze chce zapytać, może będzie jeszcze okazja aby to zrobić. Na razie, po lakonicznej odpowiedzi na swoje pytanie dotyczące pierwszej Oświeconej, Pazur nie drążył tego tematu dalej, lecz jedynie kiwnął głową bez przekonania, a następnie ruszył w ślad za kobietą, która już prowadziła ich dalej. Początek legendy o Mędrcu Sześciu Ścieżek był jedynie wprowadzeniem do tego, co znajdowało się w kolejnej przepastnej sali. Po otwarciu ogromnych wrót, ich oczom ukazały się wielkie posągi ogoniastych bestii. Na pierwszy rzut oka Souei nie zidentyfikował ich w ten sposób, lecz jego wiedza po raz kolejny została szybko uzupełniona. Krótki opis każdego z nich wystarczył, aby przy ostatnim nie wiedział już, co było mówione na początku. Dopiero przechadzając się między wszystkimi kryształowymi statuami powoli kodował sobie wszystkie te informacje o ogoniastych bestiach i oczywiście wybierając swoją ulubioną na podstawie wyglądu. Cóż, nie każdy miał do tego w życiu taką idealną okazję.
Dopiero gdy Ichirou odezwał się ze swoim pytaniem, Matsuda przeniósł na niego wzrok. Jemu znany był tylko jeden Jinchuuriki, ale wyglądało na to, że wiedza Asahiego w tym zakresie była nieco większa. Istotnie ciekawe było również dla niego, czy bibliotekarze znają tożsamość wszystkich ludzi, którzy mają w sobie zapieczętowaną Ogoniastą Bestię. Ze słów Kyoju wynikało, że są oni na ten temat bardzo dobrze poinformowani, więc mafiozo również z zainteresowaniem nadstawił uszu.
Patrząc na to wszystko szerzej, Souei cały czas miał problem z połączeniem kropek. Do tej pory nie odzywał się zbytnio, bo uznawał, że w miejscu takim jak to, wszyscy dookoła "wiedzą lepiej" od niego, czego mu potrzeba. Gadian wiedział po co przepłynęli jeziorko zanim zdążyli się odezwać, to samo z Kyoju. Czy jednak ta lekcja do czegoś prowadziła? O co tutaj chodziło i co będzie w następnej sali? Nie zamierzał wcinać się w rozmowę między nią a Ichirou, dopóki Sabaku nie uzyska swojej odpowiedzi, ale gdy między nimi znowu ucichło, a Pazur obejrzał i zapamiętał już wszystko, co było do obejrzenia i zapamiętania, sam podszedł do przyjaciela, gdziekolwiek tamten w tej chwili stał.
- Nie chcę jej popędzać, żeby niczego nie stracić... to wszystko jest bardzo ciekawe, ale jakoś nie widzę, jak to wszystko łączy się z wisiorami i świątynią żywiołów. Gadian powiedział, że mamy je tu połączyć w klucz... - a ona opowiada im tu o jakimś koniodelfinie. Tego ostatniego nie powiedział już na głos, na wypadek gdyby bibliotekarka wszystko słyszała. Dla niej było to pewnie ogromnie ważne, ale Souei bał się, że zaraz na jego barki spadnie coś ponad jego ambicje. Nie pytali o to wszystko, ale mimo wszystko ich przewodniczka zdecydowała, że muszą oni posiąść najpierw tą wiedzą, zanim podzieli się z nimi tym, po co naprawdę tu przybyli. Czyżby więc wszystko to naprawdę było ze sobą połączone jak naczynia połączone? Na pewno elementem wspólnym wszystkiego, co do tej pory usłyszeli była istota chakry, ale wciąż wiedzieli zbyt mało, aby połączyć te wszystkie historie z artefaktami, które ze sobą przynieśli.
Dopiero gdy Ichirou odezwał się ze swoim pytaniem, Matsuda przeniósł na niego wzrok. Jemu znany był tylko jeden Jinchuuriki, ale wyglądało na to, że wiedza Asahiego w tym zakresie była nieco większa. Istotnie ciekawe było również dla niego, czy bibliotekarze znają tożsamość wszystkich ludzi, którzy mają w sobie zapieczętowaną Ogoniastą Bestię. Ze słów Kyoju wynikało, że są oni na ten temat bardzo dobrze poinformowani, więc mafiozo również z zainteresowaniem nadstawił uszu.
Patrząc na to wszystko szerzej, Souei cały czas miał problem z połączeniem kropek. Do tej pory nie odzywał się zbytnio, bo uznawał, że w miejscu takim jak to, wszyscy dookoła "wiedzą lepiej" od niego, czego mu potrzeba. Gadian wiedział po co przepłynęli jeziorko zanim zdążyli się odezwać, to samo z Kyoju. Czy jednak ta lekcja do czegoś prowadziła? O co tutaj chodziło i co będzie w następnej sali? Nie zamierzał wcinać się w rozmowę między nią a Ichirou, dopóki Sabaku nie uzyska swojej odpowiedzi, ale gdy między nimi znowu ucichło, a Pazur obejrzał i zapamiętał już wszystko, co było do obejrzenia i zapamiętania, sam podszedł do przyjaciela, gdziekolwiek tamten w tej chwili stał.
- Nie chcę jej popędzać, żeby niczego nie stracić... to wszystko jest bardzo ciekawe, ale jakoś nie widzę, jak to wszystko łączy się z wisiorami i świątynią żywiołów. Gadian powiedział, że mamy je tu połączyć w klucz... - a ona opowiada im tu o jakimś koniodelfinie. Tego ostatniego nie powiedział już na głos, na wypadek gdyby bibliotekarka wszystko słyszała. Dla niej było to pewnie ogromnie ważne, ale Souei bał się, że zaraz na jego barki spadnie coś ponad jego ambicje. Nie pytali o to wszystko, ale mimo wszystko ich przewodniczka zdecydowała, że muszą oni posiąść najpierw tą wiedzą, zanim podzieli się z nimi tym, po co naprawdę tu przybyli. Czyżby więc wszystko to naprawdę było ze sobą połączone jak naczynia połączone? Na pewno elementem wspólnym wszystkiego, co do tej pory usłyszeli była istota chakry, ale wciąż wiedzieli zbyt mało, aby połączyć te wszystkie historie z artefaktami, które ze sobą przynieśli.
0 x

- Nobuo
- Posty: 287
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
Re: Satori no Bunko
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Sabaku nie odpuścił, dopytał jeszcze raz, spokojniej, ale wyraźnie dokładniej, jakby próbował wyciągnąć coś więcej niż tylko powierzchowną odpowiedź. Temat klanu Kaguya nie dawał mu spokoju, sama nazwa niosła ze sobą ciężar dawnych opowieści i czegoś, co trudno było jednoznacznie określić. -Oczywiście, że ma wspólnego... Ich zdolności wywodzą się od tej Kaguyi, jednak każdy klan od niej pochodzi. Nie są klanem wybranym, a nazwa jest bardziej dziełem późniejszych kronikarzy niż samego wyboru matki chakry. Chakra została dana światu, nie jednostkom... To, co dziś nazywacie rodami, jest jedynie próbą uporządkowania czegoś, co od początku było chaosem. Historia nie jest czysta... nigdy nie była.Soundtrack
Jej ton pozostał niezmienny, spokojny, niemal pozbawiony emocji. Informacje, które przekazała, powinny go uspokoić, przynajmniej można było tak zakładać, jednak czy to było to, co chciał usłyszeć, zależało już tylko od niego. W jej słowach było coś jeszcze, coś między wersami, co pozostawiało więcej pytań niż odpowiedzi.
...
W drewnianym pomieszczeniu ze statuami ogoniastych bestii panowała cisza, ciężka i nienaturalna. Rzeźby zdawały się obserwować, jakby były czymś więcej niż tylko martwym drewnem. Ichirou ponownie zwrócił się do kobiety, tym razem bez zbędnych wstępów, przechodząc od razu do sedna. - To było bardziej niż pewne, że zainteresuje cię ta jedna bestia... Imienia nie mogę ci zdradzić, jednak mogę ci zasugerować. Ją... tę osobę już widziałeś. Co więcej, zabiła już władcę... więc sam możesz odpowiedzieć sobie na pytanie, od jak dawna nosi w sobie tę bestię. Shukaku nie trafia w przypadkowe ręce. Więcej nie mogę powiedzieć... Jesteśmy w Bibliotece Oświecenia, nie w Wyroczni Prawdy. Tutaj wskazuje się drogę, nie prowadzi za rękę. - Ewidentnie nie miała zamiaru powiedzieć więcej. Każde jej słowo było wyważone, jakby dokładnie wiedziała, gdzie przebiega granica. A jednak zdradziła wystarczająco dużo, by zasiać wątpliwość. W międzyczasie wtrącił się Souei, sprowadzając rozmowę na bardziej konkretny tor. Na co kobieta odpowiedziała.
- A więc celem jest świątynia, to by się zgadzało z pragmatycznym podejściem. Dobrze, zapraszam was z powrotem do głównego holu. - Wyprowadziła ich z pomieszczenia, a gdy tylko je opuścili, drzwi zatrzasnęły się z potężnym hukiem, który odbił się od ścian i jeszcze przez chwilę niósł się echem. Jakby coś zostało za nimi zamknięte... albo jakby to oni zostali wpuszczeni głębiej.
Schodzili w dół po schodach, nie narzucała tempa, ale liczba stopni zdawała się nienaturalnie duża. Droga dłużyła się, aż w końcu stanęli ponownie w głównym holu, przestronnym i przytłaczającym swoją skalą. -Mam nadzieję, że przynajmniej coś ta krótka opowieść wam rozjaśniła. Nie wydajecie się jednak jeszcze na tyle oświeceni, by przyjąć pełne dary biblioteki... ale to się jeszcze okaże. Zapraszam za mną.- Ruszyła w ich stronę, przechodząc pomiędzy członkami Klepsydry. Przez chwilę wyglądało to tak, jakby kierowała się ku głównym wrotom, jednak w ostatnim momencie skręciła w jedną z bocznych odnóg.
-To, co teraz ujrzycie, to Kinjutsu no Ma... miejsce, w którym przechowywane są techniki, również te zakazane.- Weszli do ogromnego pomieszczenia. Przestrzeń zdawała się nierealna, jakby nie pasowała do wnętrza drzewa. Regały ciągnęły się w nieskończoność, wykonane z drewna, wypełnione zwojami. Każdy dział był dokładnie opisany: klanowe, żywiołowe, iryo, genjutsu. Wszystko uporządkowane, jakby ktoś pilnował tego od setek lat bez najmniejszego błędu.
Szli przed siebie, prowokowani jej obecnością, jej tempem, jej spokojem. Dział klanowy rozdzielał się na liczne odnogi, każda oznaczona. Każda prowadziła do innej historii, innej mocy. Na końcu Kinjutsu no Ma było widać światło kolejnego pomieszczenia. Całość wydawała się nierealna, biorąc pod uwagę, że znajdowali się wewnątrz drzewa, jednak sama struktura tego miejsca przeczyła logice. Po kilkunastu krokach dostrzegli również wyższe poziomy. Balkony, kolejne rzędy regałów, a na nich techniki podstawowe. Ściany tworzyły korytarze z drewna i wiedzy, ciągnące się w każdą stronę.
-Jako że poświęciliście tak wiele, biblioteka pozwoli wam odebrać jeszcze jedną rzecz przed wyruszeniem do Studni Otwarcia.- Zatrzymała się i odwróciła w ich stronę. -Macie chwilę dla siebie. Przejrzyjcie to, co ma największy wpływ na shinobi, czyli jutsu. Zbiory nie są pełne, nie jesteśmy w stanie zebrać wszystkiego. Jest jednak jedna zasada... to, co znajduje się na regałach, musi na nich pozostać po lekturze. Wiedza nie jest czymś, co się zabiera... a czymś, co się rozumie. Gdy skończycie, będę czekać na końcu głównego korytarza. Tam rozpoczniemy kolejny etap.
Po tych słowach zostawiła ich samych. Mogli się rozglądać, ruszyć w dowolnym kierunku, każdy dział był wyraźnie oznaczony, każdy zwój czekał na otwarcie. Pomieszczenie było ogromne, pełne możliwości, ale też przytłaczające swoją skalą. A jeśli ich to nie interesowało... droga była prosta. Na końcu korytarza czekała już ona.
Ukryty tekst
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Funanori
Gadian - Klik!
Kyōju- Klik!
20
1 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

