Baza wypadowa
- Nobuo
- Posty: 130
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Pączuś
- Ichirou
- Posty: 4152
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Baza wypadowa
Podróż przez pustynię miała w sobie coś hipnotycznego. Bezkresne morze złotego piasku rozciągało się we wszystkich kierunkach, falujące wydmy ciągnęły się po horyzont niczym zastygłe fale oceanu. Słońce wisiało nad głową bezlitośnie, zamieniając powietrze w drżącą, rozgrzaną mgłę, a każdy oddech smakował suchym, gorącym kurzem. Wielbłąd kołysał się miarowo pod Ichirou, jego kopyta zapadały się w miękki piasek z cichym szumieniem. To był jego żywioł, jego dom - choć czasem o tym zapominał, siedząc w chłodnych komnatach stolicy.
Dla Soueia sytuacja wyglądała zapewne zupełnie inaczej. Ichirou od czasu do czasu z rozbawieniem zerkał na jego cierpienie - sposób, w jaki Matsuda próbował się wygodniej ułożyć na grzbiecie wielbłąda, jak ocierał pot z czoła, jak jego wzrok błądził po monotonnym krajobrazie z wyraźnym znużeniem. Pustynia była dla niego pewnie tak samo monotonna i męcząca, jak dla Ichirou przeprawa przez morza. Każdy miał swój żywioł. I każdy miał miejsca, które go męczyły.
Po kilku godzinach drogi, gdy słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi, Akarui odezwał się, komentując rozwój regionu.
- Jeszcze sporo do zrobienia - odparł Ichirou krótko, nie wchodząc w szczegóły, ale na jego twarzy pojawił się mały grymas niezadowolenia. Jako lider znacznie lepiej znał bóle głowy obecnych terenów i problemy gospodarcze. Odbudowa infrastruktury, zarządzanie zasobami wodnymi, równoważenie budżetu przy jednoczesnej megalomanii Koteia - to wszystko ciążyło mu na barkach każdego dnia. Ale nie teraz. Teraz miał inne priorytety.
Zbliżająca się realizacja celu napawała go rosnącym niecierpliwością. Czuł to gdzieś pod skórą - podniecenie, które starał się kontrolować, ale które i tak dawało o sobie znać. Kilka razy lekko popędził wielbłąda, chcąc przyspieszyć tempo. Kilka razy zagaił do towarzyszy, próbując zmotywować ich do szybszej jazdy. Nie przejmował się zbytnio zdrowiem zwierzęcia - wielbłądy były stworzone do takich warunków. A czas się nie zatrzymywał.
Akarui w pewnym momencie zauważył jego napięcie, komentując że to powrót do korzeni.
- Trochę tak - przyznał Ichirou z lekkim uśmiechem. - Zapomniałem o tym, że twardo pod dupskiem.
Przez resztę drogi rozmawiał z nimi od czasu do czasu, poruszając niezbyt konkretne tematy - pogoda, krajobraz, wspomnienia z dawnych wypraw. Nie narzucał jednak rozmowy przez całą podróż. Dał im wytchnąć i pogrążyć się we własnych myślach. Sam też potrzebował takiej chwili.
Dalej wędrował w ciszy, dając sobie przynajmniej trochę okazji do nie myślenia o niczym konkretnym, na co w ostatnim czasie nie za często mógł sobie pozwolić. Obowiązki lidera, narady, decyzje - wszystko to zawsze wypełniało mu głowę. Teraz, na pustyni, pod otwartym niebem, mógł po prostu... istnieć. Jechać. Oddychać.
- Dobra, to nie ma co zwlekać, ruszajmy dalej - powiedział stanowczo, kiedy słońce zaszło na horyzont, a niebo zabarwiło się na ciemny fiolet. Odrzucił pomysł obozowiska. Chłodniejsze nocne wiatry pustyni były miłą, orzeźwiającą odmianą od upalnego klimatu dnia. Dwie godziny to nie było szmat czasu. Lepiej było dotrzeć na miejsce.
W końcu w oddali dostrzegli kilka świateł. Obozowisko. Trzy namioty, ustawione w niewielkiej odległości od siebie, tuż przy granicy gdzie piasek powoli ustępował miejsca twardszemu gruntowi i rzadkiej roślinności. Nie było to spektakularne miejsce, ale na potrzeby eskapady raczej powinno wystarczyć. Dobrze, że się przygotowali i nie wszystkim musiał zajmować się samemu. Delegowanie zadań miało swoje zalety.
- To gdzie ten komitet powitalny? - rzucił półżartem, patrząc na Akaruia.
Spodziewał się, że ktoś jeszcze będzie. Czy to będzie jedna, dwie, a może i więcej osób? Trudno ocenić. Mimo wszystko Klepsydra nie była zbyt liczną grupą, więc raczej można było się nastawiać na bardziej kameralne zgromadzenie. Ale ktoś powinien tu być. Marionetkarz wspomniał wcześniej o innych.
0 x
- Souei
- Posty: 1460
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Baza wypadowa
Zrobiło się jakby bardziej... wilgotno? Po długiej przebytej drodze Souei nareszcie mógł odczuć różnicę w płucach. Wjeżdżali na tereny przygraniczne, gdzie rzeczywiście dało się już cokolwiek uprawiać. Nawadniane pola, które musiały do kogoś należeć jawiły się jak powrót do cywilizacji nawet mimo tego, że cała ich podróż trwała zaledwie kilka godzin. Dla Matsudy była to jednak jak wieczność, więc z nadzieją już zerkał na Akaruia, kiedy ten obwieści w końcu jakąś kolejną dobrą nowinę. Niestety, była ona tylko słodko-gorzka, bo widać było już koniec tej przejażdżki, ale nadal był on dość odległy. Souei zgodził się z resztą, że lepiej przemęczyć się do końca bez zatrzymywania, niż przeciągać to niezbyt przyjemne doświadczenie. Tym bardziej, że pustynia w nocy jest tak samo niegościnna, jak za dnia. Wielbłądy też wydawały się być w dobrej kondycji. Dla nich to pewnie pestka, te kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów. Nic nie stało więc na przeszkodzie, aby docisnąć je trochę bardziej i wraz z nastaniem nocy rzeczywiście znaleźć się w obozowisku Klepsydry.
Nie komentował za bardzo rozmów między nimi. Po prawdzie, to mało obchodziła go ta gadka-szmatka i już wolał od niej ciszę, więc nie starał się udzielać i wypowiadać na tematy, o których w sumie nie miał pojęcia. Spędził na pustyni już trochę czasu, ale i tak wiedział mało o sytuacji w prowincji jako całości. Prawdę mówiąc, cieszył się na myśl o tym, że w poszukiwaniu Biblioteki trochę wyrwą się z tego piaskowego krajobrazu i zmienią otoczenie na inne, nawet jeśli bardziej niebezpieczne.
Zanim jednak ruszą w gęstwinę, która już majaczyła w mroku całkiem niedaleko, musieli odpocząć, zaznajomić się ze wszystkimi informacjami i planami i dobrze przygotować. Trzy namioty rozbite gdzieś w polu nie były może rozbudowaną bazą operacyjną, ale jeśli zawierały wszystko co potrzebne, a przede wszystkim jakiś porządny siennik, to na pewno wystarczą. Pazur również spodziewał się kogoś jeszcze w bazie, tak jak zapowiadano, ale był gotowy również na... walkę? Ichirou zdawał się mu ufać, ale nie mogło ujść jego uwadze dziwne zachowanie towarzysza. Souei dopuszczał wiele różnych ewentualności, w tym scenariusze tak mało prawdopodobne, że zwierzenie się z nich mogłoby wzbudzić u nich politowanie. Cóż, taka praca, nie ufaj nikomu, kochaj tylko tych, co na to zasłużyli.
Nie komentował za bardzo rozmów między nimi. Po prawdzie, to mało obchodziła go ta gadka-szmatka i już wolał od niej ciszę, więc nie starał się udzielać i wypowiadać na tematy, o których w sumie nie miał pojęcia. Spędził na pustyni już trochę czasu, ale i tak wiedział mało o sytuacji w prowincji jako całości. Prawdę mówiąc, cieszył się na myśl o tym, że w poszukiwaniu Biblioteki trochę wyrwą się z tego piaskowego krajobrazu i zmienią otoczenie na inne, nawet jeśli bardziej niebezpieczne.
Zanim jednak ruszą w gęstwinę, która już majaczyła w mroku całkiem niedaleko, musieli odpocząć, zaznajomić się ze wszystkimi informacjami i planami i dobrze przygotować. Trzy namioty rozbite gdzieś w polu nie były może rozbudowaną bazą operacyjną, ale jeśli zawierały wszystko co potrzebne, a przede wszystkim jakiś porządny siennik, to na pewno wystarczą. Pazur również spodziewał się kogoś jeszcze w bazie, tak jak zapowiadano, ale był gotowy również na... walkę? Ichirou zdawał się mu ufać, ale nie mogło ujść jego uwadze dziwne zachowanie towarzysza. Souei dopuszczał wiele różnych ewentualności, w tym scenariusze tak mało prawdopodobne, że zwierzenie się z nich mogłoby wzbudzić u nich politowanie. Cóż, taka praca, nie ufaj nikomu, kochaj tylko tych, co na to zasłużyli.
0 x

- Nobuo
- Posty: 130
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Pączuś
Re: Baza wypadowa
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Z każdym pokonanym metrem coraz lepiej widzieli bazę wypadową jak to została nazwana przez Akarui'a. Był to najjaśniejszy punkt na czarnym pustynnym horyzoncie. Podobną jasność emitował księżyc razem z gwiazdami na nieboskłonie, meli ostatnie chwile przed dotarciem do celu by przyjrzeć się im. Zostali wszyscy ze swoimi myślami. Był to jeden z ostatnich momentów jak w spokoju mogliście podziwiać niebo z dala od światła jakie zazwyczaj panowało wieczorami w miastach. Wyczerpująca podróż wszystkim dała w kości, pustynia ma to do siebie, że jest ciężkim terenem do życia ale też niezbyt atrakcyjnym do najechania przez panujący tam klimat.
W końcu zakończył się ten najnudniejszy etap podróży, dotarli do celu, trzech muszkieterów klepsydry zatrzymało się jakieś pięć metrów przed przygotowanym wcześniej obozem. Mogli zejść i rozprostować kości, wielbłądy niemal padły na ziemię, a raczej na piach byłoby bardziej trafnym stwierdzeniem. Dotarcie Souei'a, Ichirou i Akarui'a wytworzyło tyle hałasu, że nagle z jednego z większych namiotów wychyliła się pierwsza głowa. To nie była byle czyja głowa bo małego fenka, spojrzał niemrawo na przybyszy. Zatrząsnął głową po czym jeszcze raz im się przyjrzał, prawdopodobnie łapał ostrość i nadszedł ten moment, dostrzegł jego Souei'a wystrzelił do niego jak z procy. Ignorował wszystkich, dla niego liczył się tylko ten jeden białowłosy mężczyzna, skakał na niego, latał wokół niego, był przeszczęśliwy, że go ujrzał.
- Komitet powitalny. - Stwierdził Akarui, po czym zaczęła się delikatnie poruszać płachta namiotu, a w niej ujawniła się Misae. Wyszła spokojnie, mimo tego, że na twarzy miała widoczne zmęczenie tym wszystkim pomieszane z lekką dozą ekscytacji, która powoli się udzielała wszystkim tutaj zgromadzonym. - No wreszcie jesteście. - Powiedziała z ulgą, na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Już zaczynałam się zastanawiać, czy pustynia was nie zatrzymała na pamiątkę. - Zerknęła na Tomoe, który urządzał przy Souei'u festiwal radości i tańca. - Widzę, że przynajmniej on nie jest zmęczony tym wszystkim. - Mrugnęła do Souei'a - Nie próbuj nawet udawać, że nie jest ci miło go zobaczyć.
Spojrzała na nich jeszcze raz kobieta, westchnęła cicho w jej oczach było widać radość. - Najpierw woda... Potem jedzenie... Potem będziemy mogli usiąść do debat o wielkich tajemnicach świata. - powiedziała i spojrzała na Ichirou, jak na przyjaciela jednak z należytym szacunkiem w końcu był Shirei-kanem, ponownie się uśmiechnęła. - Ichirou-san. Dobrze, że dotarliście.
Nastała chwila jak mogli przybysze w spokoju się ogarnąć, zebrać swoje rzeczy z wierzchowców, przywiązać wielbłądy i ogólnie zrobić wszystkie czynności jakie wypadało zrobić po przybyciu. Po chwili z namiotu wyłonił się jeszcze jeden osobnik czyli Yoichi. - Japierdole, myślałem że was piasek zjadł tyle wam to zajeło. - Rozłożył ręce szeroko na powitanie. - Yoichi. - Wtrąciła Misae. - Yoichi zatrzymał się po reprymendzie od Misae, zamrugał, podrapał się po głowie i zrobił minę skruszonego szczeniaka. - My się chyba nie znamy, jestem Yoichi. - Powiedział w kierunku Souei'a. - Chodźcie do środka, zaraz przygotujemy wam coś do jedzenia. - Powiedziała Misae.
W środku namiotu był prowizoryczny stół przygotowany na osiem osób, Yoichi skoczył szybko po wodę, którą rozłożył na stole, wszyscy mogli w cywilizowanych warunkach usiąść do posiłku którym już zaczęła się zajmować Misae.
Akarui
Misae
Yoichi
4
0 x
- Ichirou
- Posty: 4152
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Baza wypadowa
Ichirou zsiadł z wielbłąda, czując jak napięte mięśnie odrobinę protestują po długiej jeździe. Nogi lekko zesztywniały, plecy dawały znać o sobie, ale to wszystko było drugorzędne. Byli na miejscu. Pobieżnie omiótł wzrokiem bazę wypadową, którą ocenił jako przyzwoitą, a potem zwrócił uwagę na poruszająca się kotarę, zza której wyłoniła się Misae.
- Długo musiałaś na nas czekać? - zapytał na dzień dobry, ściągając z wielbłąda torby czy inne tobołki. Spojrzał na scenę z Tomoe i Soueim, unosząc brew.
- Widzę, że niektórzy tęsknili bardziej niż inni - rzucił z lekką ironią, ale bez złośliwości.
Zanim jednak zajęli się jedzeniem, odpoczynkiem i ogólnym rozluźnieniem, Sabaku zwrócił się jeszcze do białowłosego.
- Rozejrzałbyś się po okolicy i sprawdził, czy mamy spokój? - Kto jak kto, ale Matsuda był do tego zadania idealny.
Misae nie musiała ich namawiać. Ichirou nie zamierzał od razu wykładać trudnych spraw do omówienia. Nie po tej przeprawie przez piaski pustyni, gdzie wszyscy jej uczestnicy pewnie byli odrobine zmęczeni, no i przede wszystkim głodni.
Później objawił się również Yoichi - swego rodzaju weteran świata shinobi, który porzucił bohaterskie życie na rzecz... no właśnie, czego? Krążył swoimi ścieżkami już od wielu lat, że raczej wszyscy o nim zapomnieli. Ale kiedyś zadeklarował się wspomóc ich grupę w ich w planie i najwyraźniej dotrzymał danego słowa.
- Zakładam, że dotarła do ciebie wiadomość - sprawa twojej zemsty jest załatwiona - odezwał się do niego ściszonym głosem podczas witania uściskiem dłoni. Chodziło rzecz jasna o eliminację szefa już nieistniejącej mafii w Shigashi.
Nie zamierzał wtrącać się w rozmowę między Soueiem a Yoichim. Byli dużymi chłopcami, dadzą sobie radę. Po zrzuceniu swoich bagaży w bezpieczne miejsce i odstawieniu wielbłąda, był bardziej zainteresowany tym, co jest akurat w garze.
- Kyoushiego raczej nie będzie, ale zostawił mi swój wisior. A Kuroi... chyba ma jakąś prywatę do przetrawienia - oznajmił reszcie, chociaż niczego nie można było być pewnym. A potem z zainteresowaniem sprawdził, co tam Misae dla nich szykuje.
- Zjadłbym wielbłąda z kopytami. Tylko nie mówcie tego tym na zewnątrz - zażartował, zasiadając na swoim miejscu.
A później, jeżeli wszyscy zasiedli, pogadał o tym i owym, podejmując tematy różnorakie i na ten moment mało istotne dla celu ich misji. Po prostu nadrobienie zaległości. Sam co najwyżej mógł poopowiadać o liderowaniu i tym, jak bardzo uciążliwa jest ta funkcja.
0 x
- Souei
- Posty: 1460
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Baza wypadowa
Trzy namioty, jakiś dół w ziemi i pustka dookoła. Nie było to wiele, a jednak i tak było lepsze niż przeprawa wielbłądem przez pustynię. Souei z wdzięcznością przywitał moment, gdy ponownie dotknął stopami ziemi. Rozprostował gnaty, wyprostował plecy i odetchnął. Dotarli szczęśliwie i bez żadnych niespodzianek, więc nadszedł czas na kolejną nieprzyjemną część tej wyprawy. Spotkania i powitania po długiej rozłące zawsze był dla niego niezręczne, no może z wyjątkiem jednego. Pędzący w jego stronę był naprawdę miłą niespodzianką, lecz jak na mafioza przystało, Matsuda nie był równie wylewny, co jego futrzasty... przyjaciel? Pazur kucnął jednak przy nim i pogłaskał go między uszami. Hoyt wyprzedził wszystkich innych, więc zdecydowanie na to zasłużył.
- Ah, mój dobrodziej. - Odezwał się do niego miękko i nawet z uśmiechem, gdy poświęcał mu chwilę na rozładowanie tego entuzjazmu. Dziwne, ale ten mały szybko sprawił, że Matsuda od razu zapomniał o niedogodnościach podróży, którą właśnie odbył i zdecydowanie poprawił mu humor.
Tak samo jak Misae, jej różowa głowa wystająca z namiotu była miłym widokiem. Spodziewanym oczywiście, zwłaszcza po obecności pustynnego liska. Ta para była przecież nierozłączna. Mafiozo przywitał się z nią po tym, gdy wymieniła już uściski tudzież dygnięcia z Ichirou.
- Czyli wybierasz się z nami? Bardzo dobrze. - Powiedział, pamiętając jej udział w wyprawie po szefa Ekibyo. Nie była im potrzebna do walki, ale posiadała inne bardzo przydatne umiejętności.
Potem skupił wzrok na Yoichim. Był to dla niego ktoś nowy i na pierwszy rzut oka wyglądał na bardzo poturbowanego przez życie. Sztuczna ręka i noga były widoczne tak samo jak proteza Akaruia. Patrząc po nich można by pomyśleć, że Klepsydra to zrzeszenie kombatantów i inwalidów.
- Miło mi. - Mruknął do niego tylko, gdy stanęli naprzeciwko siebie. Nie, w żadnym wypadku nie oznaczało to wrogości czy niechęci. Było to całkiem standardowe powitanie w wykonaniu Pazura.
Po odbębnieniu konwenansów można było nareszcie przejść do coraz mniej formalnych części spotkania, rozluźnić się i rzeczywiście odpocząć. Gdy Misae zaoferowała przygotowanie posiłku, Matsuda wstał i poszedł za nią. O wiele bardziej pasowało mu pomaganie w czymś, w czym miał jakieś tam doświadczenie, zamiast prowadzenie pogawędki o niczym w gronie, które znało się na długo przed tym, gdy do nich dołączył.
- To z czym pracujemy? - Zagadnął do niej, gdy rozglądał się po namiocie, gdzie zamierzała przygotować coś na ząb. Mistrzem kuchni może nie był, ale trochę już liznął pustynnej kuchni. Może przynajmniej obierze ziemniaki albo odwiruje sałatę.
- Ah, mój dobrodziej. - Odezwał się do niego miękko i nawet z uśmiechem, gdy poświęcał mu chwilę na rozładowanie tego entuzjazmu. Dziwne, ale ten mały szybko sprawił, że Matsuda od razu zapomniał o niedogodnościach podróży, którą właśnie odbył i zdecydowanie poprawił mu humor.
Tak samo jak Misae, jej różowa głowa wystająca z namiotu była miłym widokiem. Spodziewanym oczywiście, zwłaszcza po obecności pustynnego liska. Ta para była przecież nierozłączna. Mafiozo przywitał się z nią po tym, gdy wymieniła już uściski tudzież dygnięcia z Ichirou.
- Czyli wybierasz się z nami? Bardzo dobrze. - Powiedział, pamiętając jej udział w wyprawie po szefa Ekibyo. Nie była im potrzebna do walki, ale posiadała inne bardzo przydatne umiejętności.
Potem skupił wzrok na Yoichim. Był to dla niego ktoś nowy i na pierwszy rzut oka wyglądał na bardzo poturbowanego przez życie. Sztuczna ręka i noga były widoczne tak samo jak proteza Akaruia. Patrząc po nich można by pomyśleć, że Klepsydra to zrzeszenie kombatantów i inwalidów.
- Miło mi. - Mruknął do niego tylko, gdy stanęli naprzeciwko siebie. Nie, w żadnym wypadku nie oznaczało to wrogości czy niechęci. Było to całkiem standardowe powitanie w wykonaniu Pazura.
Po odbębnieniu konwenansów można było nareszcie przejść do coraz mniej formalnych części spotkania, rozluźnić się i rzeczywiście odpocząć. Gdy Misae zaoferowała przygotowanie posiłku, Matsuda wstał i poszedł za nią. O wiele bardziej pasowało mu pomaganie w czymś, w czym miał jakieś tam doświadczenie, zamiast prowadzenie pogawędki o niczym w gronie, które znało się na długo przed tym, gdy do nich dołączył.
- To z czym pracujemy? - Zagadnął do niej, gdy rozglądał się po namiocie, gdzie zamierzała przygotować coś na ząb. Mistrzem kuchni może nie był, ale trochę już liznął pustynnej kuchni. Może przynajmniej obierze ziemniaki albo odwiruje sałatę.
0 x

- Nobuo
- Posty: 130
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Pączuś
Re: Baza wypadowa
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
- Kilka dni już tutaj siedzimy, staramy się dopiąć wszystko na ostatni guzik. - Odpowiedziała kobieta Ichirou'wi. Następnie padło pytanie od Shirei-kana by jego towarzysz sprawdził okolicę jednak uprzedził go Akarui. - Yoichi na bieżąco patroluje teren, staraliśmy się wybrać skrajnie odludne miejsce, jednak dmuchamy na zimne. - Uspokoił oraz zapewnił pełen profesjonalizm w całej operacji. - Dotarła, dziękuję. - Kiwnął mu głową, było widać ulgę jaka pojawia się na jego twarzy. - Szkoda, że Kyoushi nie może uczestniczyć, z nim na pewno byłoby łatwiej dojść do celu. - Odpowiedziała jeszcze na spokojnie Misae.
Ekipa podzieliła się na dwie gruby, Souei razem z Misae zaczęli kombinować nad posiłkiem, gdzie między nogami pałętał im się fenek, którego co chwilę Yamanaka musiała odpędzać by nic mu się nie stało, a Ichirou, Akarui i Yoichi zasiedli przy stole.
Ci pierwsi musieli przygotować jadło na pięć osób. - Chodź pokażę ci. - Zaprowadziła go za namiot gdzie znajdował się dół, była to sprytnie zrobiona lodówka pozwalała jakkolwiek utrzymywać ciepło pożywienia by nie popsuło się po kilku chwilach w Atsuiskim upale. - Weź worek z ryżem i wodę by go zagotować, ja się zajmę warzywami i mięsem do tego. Zrobimy ryż z suszonym mięsem i warzywami, dosyć proste, jednak jak na te warunki to będzie wykwintne. - Uśmiechnęła się do przedstawiciela Shigashi w klepsydrze.
Sprawnie we dwójkę zajęli się procesem gotowania, ognisko przygotowane przed namiotami, zrobiony z kilku desek prosty stół do przygotowania posiłków oraz kilkanaście minut wystarczyło by z tych prostych składników we dwójkę przygotowali pożywienie dla wszystkich, nawet zostało trochę dla Hoyta, oczywiście tego co mógł zjeść i by mu nie zaszkodziło.
Po tym czasie wszyscy mogli usiąść przy stole i skosztować posiłek, w pewnym momencie na stole też pojawiły się dwie butelki z winem. - Lepszej okazji by się zrelaksować nie będzie. - Zarzuciła dziewczyna, po czym zostało pomiędzy wszystkich chętnych rozlane wino. Ichirou i Souei, nie musieli się obawiać o to, że było zatrute czy coś bo widzieli jak wszyscy przed nimi się napili i nic im się nie stało.
- Jutro z rana przyjdzie do nas pustelnik. - Kiedy wszyscy się delektowali posiłkiem Akarui przedstawił sytuację. - Węszyłem w temacie tej biblioteki i natrafiłem na gościa. On zna drogę, ale jest jeden problem... Droga do biblioteki się zmienia... Przynajmniej z tego co ustaliłem, to była w zasadzie dosyć długa historia. Uratowałem jego psa no i zapytał się czy może się jakoś odwdzięczyć, no to jakoś tak wyszło, że poprowadził mnie po tym Tajemniczym lesie, widzieliśmy już ją, przynajmniej pasowało do lokalizacji i opisu jaki zdobyliśmy. - W tym momencie poczuli lekkie wibrowanie od wszystkich pięciu kryształów.
- Biblioteką zajmiemy się jutro, co tam u was słychać Souei... Ichirou, opowiadajcie... - Kobieta zmieniła temat biorąc jednocześnie łyk wina.
Akarui
Misae
Yoichi
5
0 x
- Ichirou
- Posty: 4152
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Baza wypadowa
Wyglądało na to, że sytuacja jest bezpieczna i nawet Souei nie musiał fatygować swoich zdolności. Ichirou pozwolił więc sobie na odrobinę rozluźnienia i zajął miejsce przy stole w namiocie, który miał służyć jako miejsce obrad czy spożywania posiłków. Część ekipy w tym czasie działała w kuchni, a Ichirou - jak na szefa przystało - po prostu czekał sobie na gotowe. Uraczył się więc winem, żeby czymś się zająć i nie myśleć tylko o głodzie.
Później pojawił się posiłek, przy którym towarzysze zdradzili trochę co nieco o ich dotychczasowych poszukiwaniach.
- Pustelnik? - powtórzył tylko pytająco. W zasadzie i bibliotece do tej pory wiedzieli niewiele. Na pierwszą myśl przed oczami Sabaku pojawiał się widok wielkiego, zakurzonego archiwum, zawierającego największy zbiór ksiąg na kontynencie. Ale w sumie miejsce to nie musiało być przecież zakurzone i zapomniane. Może miało jakiegoś opiekuna?
- Droga się zmienia - powtórzył znowu, ale tym razem już kpiącym tonem. - Że niby rośliny co noc spacerują sobie i las się zmienia? Brzmi jak bujda. Może to po prostu iluzja. Znam takie sztuczki, wbrew pozorom nie są trudne... - stwierdził, przejawiając dość sporą dozę sceptycyzmu. Może wierzył w legendę wisiorków i świątyni żywiołów, ale z reguły stąpał twardo po ziemi i trudno zyskać jego wiarę.
Potem nieco zdziwiony spojrzał na wisiorki, które chyba... jakoś zadrgały? Asahi zmarszczył brwi i spoglądał na nie przez moment, próbując upewnić się, czy nie było to czasem po prostu jakieś mylne wrażenie.
A potem Misae postanowiła zebrać zaległości, na co westchnął ciężko, przypominając sobie całe to swoje liderowanie.
- Pewnie już słyszeliście. Teraz mam więcej na głowie. Same problemy - buntownicy podburzający cywili, susze, polityczne gierki... Jakoś mam wrażenie, że kiedyś polityka była prostsza. Jak był jakiś zatarg, to finalnie dochodziło do otwartej konfrontacji, potem wygrywał silniejszy i ustalało się nowy porządek. Każdy teraz kombinuje i wszystko jest zagmatwane. Wojny to jednak są łatwiejsze... - zreflektował się na koniec po tej treściwej relacji. To nie był czas, miejsce ani ludzie by wykładać konkretne problemy, z jakimi borykał się na co dzień. Może pozostali członkowie mieli coś ciekawszego i lżejszego do opowiedzenia.
- To co za ten pustelnik? Jest wiarygodny? - odezwał się jakiś czas później, kiedy luźne rozmowy przygasły. Mimo wszystko jego myśli co jakiś czas wracały na tor ich wspólnego planu.
0 x
- Souei
- Posty: 1460
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Baza wypadowa
- Huh. - Mruknął tylko, gdy otrzymał od Misae instrukcje. Wyglądało na to, że prym wiódł tylko we własnej kuchni, ale może była to nawet miła odmiana. Posłusznie zarzucił sobie wór ryżu na plecy i poczekał, aż Yamanaka zbierze wszystko, co było jej potrzebne. Danie rzeczywiście było dobrym wyborem jak na ich polowe warunki, więc nie zaczynał żadnej rozmowy na ten temat. Po wyczerpującej podróży każdy i tak pewnie rzuci się na swoją miskę, cokolwiek by w niej nie było. Szedł w krok za nią, rozeznając się przy tym, jak urządzony był obóz. Fenek towarzyszył im obojgu, wyglądając jak wierny przyjaciel, a w rzeczywistości czekając chyba na to, czy jakiś kawałek mięsa nie spadnie przypadkiem na ziemię. Ten to miał łeb na karku.
Na niewielkim palenisku postawił garnek tudzież kociołek i czekał, aż woda zacznie bulgotać, zanim wrzuci ryż. I to chyba tyle, wykonał swoje zadanie już prawie w całości. Nie wrócił jednak do grupki, lecz usiadł w pobliżu dziewczyny, patrząc na to co robi, jak kroi warzywa i jak powoli składniki zamieniają się w danie. Pasowało mu to bardziej, niż angażowanie się w luźną pogawędkę w większym gronie. Tutaj mógł po prostu siedzieć w milczeniu i czasem tylko przeczesać Hoyta po głowie. Odpoczywał w swoim naturalnym środowisku. Więc gdy tylko jedzonko było gotowe, z lekkim ociąganiem zabrał ze sobą część miseczek i znowu w ślad za Misae powędrował do stołu, przy którym wszyscy czekali. Usiadł gdzieś na krańcu, aby nikt go nie trącał i miał spokój podczas jedzenia.
Zapowiedź postaci jakiegoś Pustelnika bardzo mu się nie spodobała. Z relacji Yoichiego wynikało, że będą musieli polegać na kimś nieznanym. Tamten miał może i dług wdzięczności, ale oprócz tego na pewno swoje motywy. Matsudzie w głowie od razu zapaliła się czerwona lampka, a w wyobraźni pojawiły się dwa albo trzy mało realne scenariusze, jak to przez tego Pustelnika wszyscy kończą w piachu. Jadł jednak, na razie jedynie przysłuchując się temu, co wszyscy mieli do powiedzenia.
Pazur podzielał sceptycyzm Ichirou. Zmieniająca się droga była bardzo ogólnym i enigmatycznym stwierdzeniem i do tej pory w sumie nikt, ani Yoichi, ani wcześniej Akarui nie sprecyzowali, co mają na myśli. Na pytanie o jego wiarygodność, Souei wtrącił swoje trzy grosze.
- Łatwo możemy to sprawdzić. Misae może przeszukać mu głowę zanim wyruszymy. Sprawdzimy, o co naprawdę mu chodzi, a w najlepszym wypadku w ogóle nie będziemy go potrzebować. - Jego metody były może nieco inne, niż siedzących przy tym stole, ale nie gryzł się przez to w język. Był przekonany, że wyszarpanie drogi do Biblioteki z głowy Pustelnika byłoby lepsze, niż bycie zdanym na jego łaskę.
Skończył jeść. Został mu tylko ostatni kawałek suszonego mięsa, który zostawił sobie na koniec jedzenia. Popatrzył na niego i znowu kątem oka dostrzegł siedzący mu pod nogami cień z wielkimi uszami.
- A masz ty... - Mruknął z niezadowoleniem, rzucając swój ostatni smakowity kąsek temu małemu żebrakowi, a następnie podniósł się z siedziska.
- Dobranoc. - Rzucił do wszystkich, ignorując zupełnie pytanie "co tam jak tam?", oddalając się do którego z namiotów, aby w końcu trochę odpocząć.
Na niewielkim palenisku postawił garnek tudzież kociołek i czekał, aż woda zacznie bulgotać, zanim wrzuci ryż. I to chyba tyle, wykonał swoje zadanie już prawie w całości. Nie wrócił jednak do grupki, lecz usiadł w pobliżu dziewczyny, patrząc na to co robi, jak kroi warzywa i jak powoli składniki zamieniają się w danie. Pasowało mu to bardziej, niż angażowanie się w luźną pogawędkę w większym gronie. Tutaj mógł po prostu siedzieć w milczeniu i czasem tylko przeczesać Hoyta po głowie. Odpoczywał w swoim naturalnym środowisku. Więc gdy tylko jedzonko było gotowe, z lekkim ociąganiem zabrał ze sobą część miseczek i znowu w ślad za Misae powędrował do stołu, przy którym wszyscy czekali. Usiadł gdzieś na krańcu, aby nikt go nie trącał i miał spokój podczas jedzenia.
Zapowiedź postaci jakiegoś Pustelnika bardzo mu się nie spodobała. Z relacji Yoichiego wynikało, że będą musieli polegać na kimś nieznanym. Tamten miał może i dług wdzięczności, ale oprócz tego na pewno swoje motywy. Matsudzie w głowie od razu zapaliła się czerwona lampka, a w wyobraźni pojawiły się dwa albo trzy mało realne scenariusze, jak to przez tego Pustelnika wszyscy kończą w piachu. Jadł jednak, na razie jedynie przysłuchując się temu, co wszyscy mieli do powiedzenia.
Pazur podzielał sceptycyzm Ichirou. Zmieniająca się droga była bardzo ogólnym i enigmatycznym stwierdzeniem i do tej pory w sumie nikt, ani Yoichi, ani wcześniej Akarui nie sprecyzowali, co mają na myśli. Na pytanie o jego wiarygodność, Souei wtrącił swoje trzy grosze.
- Łatwo możemy to sprawdzić. Misae może przeszukać mu głowę zanim wyruszymy. Sprawdzimy, o co naprawdę mu chodzi, a w najlepszym wypadku w ogóle nie będziemy go potrzebować. - Jego metody były może nieco inne, niż siedzących przy tym stole, ale nie gryzł się przez to w język. Był przekonany, że wyszarpanie drogi do Biblioteki z głowy Pustelnika byłoby lepsze, niż bycie zdanym na jego łaskę.
Skończył jeść. Został mu tylko ostatni kawałek suszonego mięsa, który zostawił sobie na koniec jedzenia. Popatrzył na niego i znowu kątem oka dostrzegł siedzący mu pod nogami cień z wielkimi uszami.
- A masz ty... - Mruknął z niezadowoleniem, rzucając swój ostatni smakowity kąsek temu małemu żebrakowi, a następnie podniósł się z siedziska.
- Dobranoc. - Rzucił do wszystkich, ignorując zupełnie pytanie "co tam jak tam?", oddalając się do którego z namiotów, aby w końcu trochę odpocząć.
0 x

- Nobuo
- Posty: 130
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Pączuś
Re: Baza wypadowa
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Wstępna wymiana informacji o bibliotece zaczęła nabierać emocji. Ichirou nie mógł uwierzyć, że cała ta historia, ma się sprowadzić do jednego dziadka leśnego. - Yoichi potwierdził, że doprowadził go do miejsca. - Spojrzał na towarzysza, który miał pełne usta od jedzenia, które zapewne próbował ładować do buzi na czas. - No ta. - Odpowiedział, że aż mu wypadły kawałki jedzenia. - Uznałbym, że ten pustelnik to jest nasza droga na skróty... Można spróbować dostać się tam na własną rękę ale to nie jest zwykły las. Z informacji jakie pozyskaliśmy, serce tego lasu bardziej przypomina dżunglę, niż zwykły dziczy las, rzeki na tym grząskim i mokrym gruncie potrafią w tydzień zmienić kompletnie wygląd danego punktu orientacyjnego. Też żyją w tym lesie zwierzęta, których działalność może wpływać na wszystko. Nie mogliśmy dotrzeć do konkretnych opisów ale to jest podsumowanie tego jakie mogliśmy zebrać. - Zakończył Akarui i powrócił do spożywania swojego posiłku.
- Możesz też mieć w tym dużo racji, że jest to zwykła iluzja, ale z tych raportów jakie przedstawił Akarui, nie wygląda mi na taką... Mam przeczucie, że to działa w jakiś inny sposób. - Misae dodała patrząc jednocześnie na swój talerz i trzymając w dłoniach wino, które sączyła. Wtedy pojawiło się pytanie Ichirou o tym, czy ten pustelnik jest wiarygodny. - Wydaje się wiarygodny, no widziałem to na własne oczy, mówię wam. Ogromne drzewo pomiędzy wszystkim, wokół niego woda, a w środku światła... Tego się nie da zapomnieć, a zresztą jak to jest podpucha to przecież macie go na strzała co nie? - Wyszczerzył się w kierunku Souei'a który był tylko i wyłącznie zainteresowany tym co mogą spotkać w bibliotece, bajki na temat wszystkiego wokół go nie obchodziły, dlatego też uciekł po chwili jak temat biblioteki został zmieniony na przyziemne rozmowy.
Rozmowy trwały jeszcze chwilę, wszyscy co pozostali przy stole opowiadali co się u nich działo. Była to ostatnia chwila odprężenia jaka się wszystkim udzieliła. Nie wiadomo co przyniesie jutro, co przyniesie kolejna przygoda, nie wiadomo co przyniesie pustelnik... Minęło jakieś pół godziny, może do godziny jak wszyscy się rozeszli po namiotach a właściwie do jednego namiotu w którym wszyscy spali. Był on na tyle przestrzenny, że nikt nikomu nie przeszkadzał, śpiwory też nie były najniższej klasy. Jedynym problemem był dźwięk, jak ktoś puścił bąka albo jak Yoichi zaczął chrapać to niosło się to niesamowicie.
Z rana światło przechodzące przez materiał namiotu obudziło Ichirou i Souei'a, dodatkowo ponownie kryształy lekko zawibrowały. W namiocie znajdował się jeszcze tylko Yoichi, mogli usłyszeć głosy z zewnątrz. - Za chwilę się obudzą i będziemy mogli porozmawiać. - Jak tylko wyszli z namiotu przed nim siedział na krzesełku pustelnik a obok niego stał Akarui. Pustelnik ręką odsłonił swoje oczy i spojrzał na mężczyzn zaciekawiony, jego kąciki ust minimalnie się uniosły, mało kto mógłby to dostrzec, ale dla shinobich o takiej sile to nie był problem. - Nazywam się Owari. - Wypowiedział podnosząc się z krzesełka, ledwo stał i podpierał się laską.
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
6
0 x
- Ichirou
- Posty: 4152
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Baza wypadowa
Było trochę luźnej pogawędki, nieco jedzenia, czy popijania wina, ale były to jedynie przerywniki w trakcie przygody. Tematem przewodnim była Biblioteka Oświecenia i to on wzbudzał największe zainteresowanie, przynajmniej jeśli chodzi o Ichirou. Uwaga lidera grupy była więc skupiona najbardziej na tajemniczej postaci Pustelnika. Nie mieli w tym zakresie zbyt wiele informacji, ale na to Matsuda już wyłożył swoje rozwiązanie. Najbardziej mafijne jakie mogło być. Sabaku spojrzał na niego wtedy z minimalnym uśmiechem i chyba nawet cichutko sobie prychnął.
- Jak zawsze zadaniowy, co? Prosto do celu - podsumował jego propozycję, która mimo wszystko była całkiem sensowna i skuteczna.
- Może na sam początek pogadajmy z nim i zobaczmy, co ma do zaoferowania. Plan niezły, winszuję, ale gość może być w jakiś sposób przydatny w trakcie podróży albo i na miejscu. Jak zaczniemy metodą siłową, to już potem nie będzie innej drogi, a nie mamy pojęcia, czego możemy się tam w ogóle spodziewać... - odpowiedział, przedstawiając bardziej dyplomatyczny wariant. Może to nowa funkcja polityczna, może wiek, a może po prostu ostrożność, ale chyba nie chciał na starcie iść ścieżką przebijania się przez wszystko kopniakiem w drzwi, łapania każdego za fraki i wyciągania informacji siłą.
No nic. Jako szef grupy miał tutaj decydujące zdanie, wiec stanęło na tym, że dociskają Pustelnika do ziemi i nie robią mu prania mózgu. Przynajmniej nie na dzień dobry.
Później wszyscy rozeszli się na spoczynek. Może to brak Kyoushiego, który wprowadzał do grupy pierwiastek patologii, a może wszyscy byli lekko poddenerwowani obecnym zadanie, ale skończyło się wyjątkowo grzecznie i spokojnie jak na zebranie Klepsydry. Ichirou jakiś czas później udał się na spoczynek. Zadbał o swoją higienę - na miarę prowizorycznych warunków rzecz jasna, a potem ułożył się do spanka.
Noc na skraju pustyni była regenerująca i orzeźwiająca. Asahi nawet w miarę się wyspał, choć dwa czy trzy razy zdarzyło mu się przebudzić, by sprawdzić, że wokół panuje spokój i wszystko jest w porządku. Później obudził się już nad samym rankiem, kiedy usłyszał rozmowę na zewnątrz.
Wywlókł się z namiotu chyba w tej samej chwili co Souei. Na zewnątrz ujrzał mężczyznę, którego wygląd bardzo korelował z przydomkiem, jakim określił go wcześniej Akarui.
- Asahi Ichirou - przedstawił się w odpowiedzi. Zazwyczaj nie było to potrzebne, jego sława zwykle go wyprzedzała, ale jeśli facet był pustelnikiem nie tylko z nazwy, to może i faktycznie był odcięty od tego, co się w świecie dzieje. Tak czy inaczej, Sabaku po tym krótkim wstępie gestem dłoni zasugerował przybyszowi, że może sobie z powrotem klapnąć. Średnio mu wychodziło stanie na prostych nogach, ale mogły to być też pozory.
- Ponoć znasz drogę do Biblioteki Oświecenia. Skąd masz taką wiedzę? Byłeś tam? - zagaił, przechodząc do konkretów, bo w sumie o czym było tutaj gadać. Po chwili pauzy dorzucił jeszcze jedno, najważniejsze z pytań.
- Zaprowadzisz nas tam albo wskażesz drogę? - Splótł ręce na klatce piersiowej, uważnie lustrując starszego mężczyznę. Wyglądał dość pospolicie, raczej kiepsko, ale skoro miał wiedzę o sekretnym miejscu, to nie mógł być pierwszym lepszym łachmaniarzem.
0 x
- Souei
- Posty: 1460
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Baza wypadowa
Nie obudził się jako pierwszy. Widocznie po trudnym poprzednim dniu potrzebował więcej czasu, żeby dobrze wypocząć. Pomimo polowych warunków czuł się dobrze. Nic nie łamało go w krzyżu, tylko trochę zdrętwiał mu kark, ale to po prostu się rozchodzi. Przeciągnął się, jednak nie dane było mu wylegiwać się do dziesiątej. Na zewnątrz już coś się działo. Pan Pustelnik chyba był rannym ptaszkiem. Zanim Matsuda wyszedł z namiotu, zdążył usłyszeć już głosy toczące ze sobą rozmowę o tym, co ma zdarzyć się dalszej części dnia. Gdy w końcu wywlókł się na światło dzienne, prawie wszyscy byli już obecni na zgromadzeniu wokół ich gościa.
Wyglądał rzeczywiście jak pustelnik, choć raczej przyjaźnie nastawiony. Pazur pozostawał jednak wobec niego podejrzliwy. Nie odpowiedział na jego powitanie, tylko stojąc z boku przyglądał mu się badawczo. Nie był może ekspertem w czytaniu ludzi, ale ciężko było uwierzyć, że jakiś staruszek pomoże im rozwikłać jakąś legendarną tajemnicę wyłącznie z dobroci serca. Ichirou też na pewno to wiedział. Musiał wiedzieć, chociaż oczywiście nie mógł o tym powiedzieć, prawda? Rozsądek nakazywał podchodzić do wszystkich obietnic, a nawet próśb z odpowiednią rezerwą. Słuchając odpowiedzi na pytanie Asahiego, Matsuda rozejrzał się za czymś do picia po przebudzeniu. Nie, nie alkoholu. Wody. Może nie było tutaj już tak sucho jak na środku pustyni, ale i tak usta miał jak popiół.
Wyglądał rzeczywiście jak pustelnik, choć raczej przyjaźnie nastawiony. Pazur pozostawał jednak wobec niego podejrzliwy. Nie odpowiedział na jego powitanie, tylko stojąc z boku przyglądał mu się badawczo. Nie był może ekspertem w czytaniu ludzi, ale ciężko było uwierzyć, że jakiś staruszek pomoże im rozwikłać jakąś legendarną tajemnicę wyłącznie z dobroci serca. Ichirou też na pewno to wiedział. Musiał wiedzieć, chociaż oczywiście nie mógł o tym powiedzieć, prawda? Rozsądek nakazywał podchodzić do wszystkich obietnic, a nawet próśb z odpowiednią rezerwą. Słuchając odpowiedzi na pytanie Asahiego, Matsuda rozejrzał się za czymś do picia po przebudzeniu. Nie, nie alkoholu. Wody. Może nie było tutaj już tak sucho jak na środku pustyni, ale i tak usta miał jak popiół.
0 x

- Nobuo
- Posty: 130
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Pączuś
Re: Baza wypadowa
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Nie było to klasyczne przywitanie... W zasadzie, nie można tego nawet nazwać normalnym przywitaniem kiedy stary mężczyzna czeka na przeciwko namiotu aż się ktoś obudzi. Ichirou nie patyczkował się i normalnie się przedstawił wchodząc ze starcem w rozmowę. Souei, przyjął inną taktykę i był dużo bardziej sceptycznie nastawiony do podstawionego pustelnika. - Mądry, przejdą... - Spojrzał na Akarui'a, ten nie wiedział co ma dokładnie na myśli i zdziwionym wzrokiem starał się uciec na mężczyzn, którzy wyszli z namiotu, by nie utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego.
- Biblioteka pytasz? Nazwałbym to ruiną ale może kiedyś tam była... Kto wie, pamiętam jak spotkałem ambitnego... Zadawał to samo pytanie, ciekawe gdzie teraz jest. - Patrzył w niebo mrużąc lekko oczy od słońca. Akarui nie był w stanie zrozumieć tego bełkotu, kto był ambitnym? Po chwili z namiotu w którym wczoraj ucztowaliście wyłoniła się Misae. - Idealnie wstaliście, już prawie gotowe śniadanie. - Machnęła ręką by wszyscy się do namiotu w którym zaraz będzie gotowy posiłek. - Ostatni posiłek, to po bogatym był... To były czasy, kiedyś to było, te lasy były bardziej dzikie, już na wejściu czyhały pierwsze bestie. - Po czym ruszył w stronę namiotu. Analityk klepsydry podszedł do śpiochów i zaczął mówić cicho. - Mam co do tego złe przeczucia... Czy on wie gdzie to jest i czy Yoichi faktycznie widział, bibliotekę, czy to było coś innego? Chodźcie zjeść zaraz go zbadamy. - Po czym ruszył w stronę namiotu.
W samym namiocie była już przygotowana duża patelnia z jajecznicą, trochę chleba i woda też postawiona na stole. Pierwsi przy stole zasiedli Yoichi i Owari. - O wstały śpiochy, biblioteka czeka a wy śpicie do popołudnia. - Spojrzał na Souei'a z wrednym uśmiechem. - Jakbyś sam podróżował taki kawał to by nie było ci do śmiechu. - Akarui, pomimo bycia zawsze stonowanym to drgnęła mu brew na komentarz Yoichiego.
Pustelnik nałożył sobie dosyć małą porcję i po już pierwszym gryzie z pełnymi ustami. - Miła, pyszne. - Następnie już nie podniósł głowy znad talerza i tylko był skoncentrowany na posiłku. - Panie Owari, czy będziemy mogli przeprowadzić małe badanie, za nim wyruszymy w podróż? - To był pierwszy moment jak ten spojrzał gdzieś poza talerzem. - Nie mądry... Nie wyruszymy, oni wyruszą. - Wskazał na Ichirou i Souei'a a następnie wrócił do jajecznicy.
W tym momencie Misae podeszła na po cichu na palcach za starca i złapała go za głowę. Na jej twarzy można było dostrzec, obrzydzenie jak go dotykała. Stali tak chwilę, a następnie odskoczyła i upadła - Tego jest za dużo... Droga jest za każdym razem inna.- Powiedziała próbując się podnieść z piasku. - Nie ma złych zamiarów, ale nie pozwoli nikomu pójść poza waszą dwójką. - Spojrzała na Souei'a a następnie przejechała wzrokiem na Ichirou.
- Może nie miła ale za to mądra. - Uśmiechnął się i wstał z siedzenia. - Godzina i ruszamy, muszę się przejść. - Po czym ruszył w stronę wyjścia. Yoichi szybko wstał i zagrodził mu drogę. - Za godzinę tu będę, wiecie wszystko. Zapytajcie miła... Nie pójdę to nie wskażę. - Akarui machnął głową najgłośniejszemu z klepsydry by mu odstąpił.
Pustelnik poszedł, w stronę lasu. Pojawiło się okno czasowe na wszelkie przygotowania przed wyprawą, wszystkie pytania jakie można było zadać należało kierować do Misae w tej sytuacji, tylko, że trzymała się za głowę, czym to mogło być spowodowane?
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
7
0 x
- Ichirou
- Posty: 4152
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Baza wypadowa
Chyba inaczej sobie to trochę wyobrażał. Gość co prawda wyglądał średnio - nawet jakby postawić go w otoczeniu żebraków z dzielnicy biedoty w okresie suszy i nieurodzaju - ale Ichirou zamierzał być otwartym na świat człowiekiem i nie skreślał przybysza na starcie. No niestety w parze z wyglądem było też zachowanie, które było trochę... ekscentryczne? Jeśli chodzi o mówienie krótko, sensownie i na temat, to mówił co najwyżej krótko. Już na samym starcie wypalił z enigmatycznym stwierdzeniem, że z biblioteki może już nic nie być. Cały misterny, wieloletni plan Klepsydry po nic.
Zacisnął wargi w wąską linię, zmarszczył brwi i spojrzał na starca jakby trochę spode łba. Powstrzymał się od komentarzy w pierwszej chwili, a w drugiej został powstrzymany przez innych i niepotrzebne aktualnie wstawki o śniadanku. Asahi w tym momencie był skoncentrowany na temacie i skoro pewien wątek został poruszony, to oczekiwał na jego rozwnięcie.
- Hola, hola. To stoi ta Biblioteka, czy nie? - zapytał, dając szansę na ewentualną odpowiedź. - Kto to ten ambitny? - dodał chwilę później. Było to mniej istotne, ale również chciał o to zahaczyć. Każdy strzępek informacji mógł okazać się przydatny.
Później sytuacja rozwinęła się w jeszcze dziwniejszym kierunku. Kiedy zostali wskazani razem z Soueiem, uniósł brew pytająco i zrobił pytająco minę, bo deklaracja Pustelnika zabrzmiała absurdalnie. Co ciekawe, absurd ten został potwierdzony przez Misae. Dalej jednak tego nie rozumiał.
- Czemu niby tylko my? Co stoi na przeszkodzie wyruszyć w większej ekipie? - rzucił, odnosząc wrażenie, że chyba jako jedyny nie kuma. Zerknął w międzyczasie na każdego z zebranych po kolei, szukając jakiejś nici porozumienia w tej kwestii, albo oczekując wyjaśnień.
Ograniczył się od dalszego wypytywania starca, bo raczej nie dałoby to żadnych odpowiedzi. Pozwolił mu odejść. W razie czego mieli w grupie osoby, które mogłyby go bez problemu wytropić w parę chwil.
- Dużo z nim wcześniej gadaliście? Nie brzmiał jakoś bardzo wiarygodnie, a tułać we dwójkę za wymysłami szaleńca to trochę mi się nie chce - stwierdził spokojnie, kiedy tamten już sobie poszedł i byli znowu w zaufanym gronie. Poza Soueiem reszta gwardii raczej dawała Owariemu wiarę, więc nie zamierzał na starcie skreślać planu. W końcu poświęcono sporo czasu na zdobywanie informacji, założenie bazy wypadowej i tak dalej. Ichirou po prostu musiał się przekonać, bo póki co miał pewne wątpliwości.
W pewnym momencie wzruszył bezradnie ramionami, spoglądając wymownie na Soueia.
- W ostateczności zrobimy po twojemu i tyle - stwierdził ciszej, zaczynając po czasie doceniać prostotę jego planu.
- To co, piszesz się na spacer we dwójkę? - zapytał go później, a potem ruszył do pobliskiego namiotu, żeby pozbierać swoje klamoty, spakować jakiś prowiant i wodę na podróż. Godzina na przygotowania to było aż nadto, więc Sabaku bez problemu uwinął się ze swoimi sprawami i był gotowy do dalszej wycieczki w głąb Lasu, choć nie omieszkał kręcić nosem - głównie na enigmatyczność i ekscentryczność starca, który miał być ich przewodnikiem.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

