Baza wypadowa
- Nobuo
- Posty: 91
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Pączuś
- Ichirou
- Posty: 4146
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Baza wypadowa
Podróż przez pustynię miała w sobie coś hipnotycznego. Bezkresne morze złotego piasku rozciągało się we wszystkich kierunkach, falujące wydmy ciągnęły się po horyzont niczym zastygłe fale oceanu. Słońce wisiało nad głową bezlitośnie, zamieniając powietrze w drżącą, rozgrzaną mgłę, a każdy oddech smakował suchym, gorącym kurzem. Wielbłąd kołysał się miarowo pod Ichirou, jego kopyta zapadały się w miękki piasek z cichym szumieniem. To był jego żywioł, jego dom - choć czasem o tym zapominał, siedząc w chłodnych komnatach stolicy.
Dla Soueia sytuacja wyglądała zapewne zupełnie inaczej. Ichirou od czasu do czasu z rozbawieniem zerkał na jego cierpienie - sposób, w jaki Matsuda próbował się wygodniej ułożyć na grzbiecie wielbłąda, jak ocierał pot z czoła, jak jego wzrok błądził po monotonnym krajobrazie z wyraźnym znużeniem. Pustynia była dla niego pewnie tak samo monotonna i męcząca, jak dla Ichirou przeprawa przez morza. Każdy miał swój żywioł. I każdy miał miejsca, które go męczyły.
Po kilku godzinach drogi, gdy słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi, Akarui odezwał się, komentując rozwój regionu.
- Jeszcze sporo do zrobienia - odparł Ichirou krótko, nie wchodząc w szczegóły, ale na jego twarzy pojawił się mały grymas niezadowolenia. Jako lider znacznie lepiej znał bóle głowy obecnych terenów i problemy gospodarcze. Odbudowa infrastruktury, zarządzanie zasobami wodnymi, równoważenie budżetu przy jednoczesnej megalomanii Koteia - to wszystko ciążyło mu na barkach każdego dnia. Ale nie teraz. Teraz miał inne priorytety.
Zbliżająca się realizacja celu napawała go rosnącym niecierpliwością. Czuł to gdzieś pod skórą - podniecenie, które starał się kontrolować, ale które i tak dawało o sobie znać. Kilka razy lekko popędził wielbłąda, chcąc przyspieszyć tempo. Kilka razy zagaił do towarzyszy, próbując zmotywować ich do szybszej jazdy. Nie przejmował się zbytnio zdrowiem zwierzęcia - wielbłądy były stworzone do takich warunków. A czas się nie zatrzymywał.
Akarui w pewnym momencie zauważył jego napięcie, komentując że to powrót do korzeni.
- Trochę tak - przyznał Ichirou z lekkim uśmiechem. - Zapomniałem o tym, że twardo pod dupskiem.
Przez resztę drogi rozmawiał z nimi od czasu do czasu, poruszając niezbyt konkretne tematy - pogoda, krajobraz, wspomnienia z dawnych wypraw. Nie narzucał jednak rozmowy przez całą podróż. Dał im wytchnąć i pogrążyć się we własnych myślach. Sam też potrzebował takiej chwili.
Dalej wędrował w ciszy, dając sobie przynajmniej trochę okazji do nie myślenia o niczym konkretnym, na co w ostatnim czasie nie za często mógł sobie pozwolić. Obowiązki lidera, narady, decyzje - wszystko to zawsze wypełniało mu głowę. Teraz, na pustyni, pod otwartym niebem, mógł po prostu... istnieć. Jechać. Oddychać.
- Dobra, to nie ma co zwlekać, ruszajmy dalej - powiedział stanowczo, kiedy słońce zaszło na horyzont, a niebo zabarwiło się na ciemny fiolet. Odrzucił pomysł obozowiska. Chłodniejsze nocne wiatry pustyni były miłą, orzeźwiającą odmianą od upalnego klimatu dnia. Dwie godziny to nie było szmat czasu. Lepiej było dotrzeć na miejsce.
W końcu w oddali dostrzegli kilka świateł. Obozowisko. Trzy namioty, ustawione w niewielkiej odległości od siebie, tuż przy granicy gdzie piasek powoli ustępował miejsca twardszemu gruntowi i rzadkiej roślinności. Nie było to spektakularne miejsce, ale na potrzeby eskapady raczej powinno wystarczyć. Dobrze, że się przygotowali i nie wszystkim musiał zajmować się samemu. Delegowanie zadań miało swoje zalety.
- To gdzie ten komitet powitalny? - rzucił półżartem, patrząc na Akaruia.
Spodziewał się, że ktoś jeszcze będzie. Czy to będzie jedna, dwie, a może i więcej osób? Trudno ocenić. Mimo wszystko Klepsydra nie była zbyt liczną grupą, więc raczej można było się nastawiać na bardziej kameralne zgromadzenie. Ale ktoś powinien tu być. Marionetkarz wspomniał wcześniej o innych.
0 x
- Souei
- Posty: 1457
- Rejestracja: 29 gru 2020, o 12:45
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9235
Re: Baza wypadowa
Zrobiło się jakby bardziej... wilgotno? Po długiej przebytej drodze Souei nareszcie mógł odczuć różnicę w płucach. Wjeżdżali na tereny przygraniczne, gdzie rzeczywiście dało się już cokolwiek uprawiać. Nawadniane pola, które musiały do kogoś należeć jawiły się jak powrót do cywilizacji nawet mimo tego, że cała ich podróż trwała zaledwie kilka godzin. Dla Matsudy była to jednak jak wieczność, więc z nadzieją już zerkał na Akaruia, kiedy ten obwieści w końcu jakąś kolejną dobrą nowinę. Niestety, była ona tylko słodko-gorzka, bo widać było już koniec tej przejażdżki, ale nadal był on dość odległy. Souei zgodził się z resztą, że lepiej przemęczyć się do końca bez zatrzymywania, niż przeciągać to niezbyt przyjemne doświadczenie. Tym bardziej, że pustynia w nocy jest tak samo niegościnna, jak za dnia. Wielbłądy też wydawały się być w dobrej kondycji. Dla nich to pewnie pestka, te kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów. Nic nie stało więc na przeszkodzie, aby docisnąć je trochę bardziej i wraz z nastaniem nocy rzeczywiście znaleźć się w obozowisku Klepsydry.
Nie komentował za bardzo rozmów między nimi. Po prawdzie, to mało obchodziła go ta gadka-szmatka i już wolał od niej ciszę, więc nie starał się udzielać i wypowiadać na tematy, o których w sumie nie miał pojęcia. Spędził na pustyni już trochę czasu, ale i tak wiedział mało o sytuacji w prowincji jako całości. Prawdę mówiąc, cieszył się na myśl o tym, że w poszukiwaniu Biblioteki trochę wyrwą się z tego piaskowego krajobrazu i zmienią otoczenie na inne, nawet jeśli bardziej niebezpieczne.
Zanim jednak ruszą w gęstwinę, która już majaczyła w mroku całkiem niedaleko, musieli odpocząć, zaznajomić się ze wszystkimi informacjami i planami i dobrze przygotować. Trzy namioty rozbite gdzieś w polu nie były może rozbudowaną bazą operacyjną, ale jeśli zawierały wszystko co potrzebne, a przede wszystkim jakiś porządny siennik, to na pewno wystarczą. Pazur również spodziewał się kogoś jeszcze w bazie, tak jak zapowiadano, ale był gotowy również na... walkę? Ichirou zdawał się mu ufać, ale nie mogło ujść jego uwadze dziwne zachowanie towarzysza. Souei dopuszczał wiele różnych ewentualności, w tym scenariusze tak mało prawdopodobne, że zwierzenie się z nich mogłoby wzbudzić u nich politowanie. Cóż, taka praca, nie ufaj nikomu, kochaj tylko tych, co na to zasłużyli.
Nie komentował za bardzo rozmów między nimi. Po prawdzie, to mało obchodziła go ta gadka-szmatka i już wolał od niej ciszę, więc nie starał się udzielać i wypowiadać na tematy, o których w sumie nie miał pojęcia. Spędził na pustyni już trochę czasu, ale i tak wiedział mało o sytuacji w prowincji jako całości. Prawdę mówiąc, cieszył się na myśl o tym, że w poszukiwaniu Biblioteki trochę wyrwą się z tego piaskowego krajobrazu i zmienią otoczenie na inne, nawet jeśli bardziej niebezpieczne.
Zanim jednak ruszą w gęstwinę, która już majaczyła w mroku całkiem niedaleko, musieli odpocząć, zaznajomić się ze wszystkimi informacjami i planami i dobrze przygotować. Trzy namioty rozbite gdzieś w polu nie były może rozbudowaną bazą operacyjną, ale jeśli zawierały wszystko co potrzebne, a przede wszystkim jakiś porządny siennik, to na pewno wystarczą. Pazur również spodziewał się kogoś jeszcze w bazie, tak jak zapowiadano, ale był gotowy również na... walkę? Ichirou zdawał się mu ufać, ale nie mogło ujść jego uwadze dziwne zachowanie towarzysza. Souei dopuszczał wiele różnych ewentualności, w tym scenariusze tak mało prawdopodobne, że zwierzenie się z nich mogłoby wzbudzić u nich politowanie. Cóż, taka praca, nie ufaj nikomu, kochaj tylko tych, co na to zasłużyli.
0 x

- Nobuo
- Posty: 91
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Pączuś
Re: Baza wypadowa
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Z każdym pokonanym metrem coraz lepiej widzieli bazę wypadową jak to została nazwana przez Akarui'a. Był to najjaśniejszy punkt na czarnym pustynnym horyzoncie. Podobną jasność emitował księżyc razem z gwiazdami na nieboskłonie, meli ostatnie chwile przed dotarciem do celu by przyjrzeć się im. Zostali wszyscy ze swoimi myślami. Był to jeden z ostatnich momentów jak w spokoju mogliście podziwiać niebo z dala od światła jakie zazwyczaj panowało wieczorami w miastach. Wyczerpująca podróż wszystkim dała w kości, pustynia ma to do siebie, że jest ciężkim terenem do życia ale też niezbyt atrakcyjnym do najechania przez panujący tam klimat.
W końcu zakończył się ten najnudniejszy etap podróży, dotarli do celu, trzech muszkieterów klepsydry zatrzymało się jakieś pięć metrów przed przygotowanym wcześniej obozem. Mogli zejść i rozprostować kości, wielbłądy niemal padły na ziemię, a raczej na piach byłoby bardziej trafnym stwierdzeniem. Dotarcie Souei'a, Ichirou i Akarui'a wytworzyło tyle hałasu, że nagle z jednego z większych namiotów wychyliła się pierwsza głowa. To nie była byle czyja głowa bo małego fenka, spojrzał niemrawo na przybyszy. Zatrząsnął głową po czym jeszcze raz im się przyjrzał, prawdopodobnie łapał ostrość i nadszedł ten moment, dostrzegł jego Souei'a wystrzelił do niego jak z procy. Ignorował wszystkich, dla niego liczył się tylko ten jeden białowłosy mężczyzna, skakał na niego, latał wokół niego, był przeszczęśliwy, że go ujrzał.
- Komitet powitalny. - Stwierdził Akarui, po czym zaczęła się delikatnie poruszać płachta namiotu, a w niej ujawniła się Misae. Wyszła spokojnie, mimo tego, że na twarzy miała widoczne zmęczenie tym wszystkim pomieszane z lekką dozą ekscytacji, która powoli się udzielała wszystkim tutaj zgromadzonym. - No wreszcie jesteście. - Powiedziała z ulgą, na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Już zaczynałam się zastanawiać, czy pustynia was nie zatrzymała na pamiątkę. - Zerknęła na Tomoe, który urządzał przy Souei'u festiwal radości i tańca. - Widzę, że przynajmniej on nie jest zmęczony tym wszystkim. - Mrugnęła do Souei'a - Nie próbuj nawet udawać, że nie jest ci miło go zobaczyć.
Spojrzała na nich jeszcze raz kobieta, westchnęła cicho w jej oczach było widać radość. - Najpierw woda... Potem jedzenie... Potem będziemy mogli usiąść do debat o wielkich tajemnicach świata. - powiedziała i spojrzała na Ichirou, jak na przyjaciela jednak z należytym szacunkiem w końcu był Shirei-kanem, ponownie się uśmiechnęła. - Ichirou-san. Dobrze, że dotarliście.
Nastała chwila jak mogli przybysze w spokoju się ogarnąć, zebrać swoje rzeczy z wierzchowców, przywiązać wielbłądy i ogólnie zrobić wszystkie czynności jakie wypadało zrobić po przybyciu. Po chwili z namiotu wyłonił się jeszcze jeden osobnik czyli Yoichi. - Japierdole, myślałem że was piasek zjadł tyle wam to zajeło. - Rozłożył ręce szeroko na powitanie. - Yoichi. - Wtrąciła Misae. - Yoichi zatrzymał się po reprymendzie od Misae, zamrugał, podrapał się po głowie i zrobił minę skruszonego szczeniaka. - My się chyba nie znamy, jestem Yoichi. - Powiedział w kierunku Souei'a. - Chodźcie do środka, zaraz przygotujemy wam coś do jedzenia. - Powiedziała Misae.
W środku namiotu był prowizoryczny stół przygotowany na osiem osób, Yoichi skoczył szybko po wodę, którą rozłożył na stole, wszyscy mogli w cywilizowanych warunkach usiąść do posiłku którym już zaczęła się zajmować Misae.
Akarui
Misae
Yoichi
4
0 x
- Ichirou
- Posty: 4146
- Rejestracja: 18 kwie 2015, o 18:25
- Wiek postaci: 37
- Ranga: Shirei-kan, Seinin
- Krótki wygląd: Chodzące piękno.
- Widoczny ekwipunek: Hiramekarei, gurda, fūma shuriken, torba, dwie kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
- Lokalizacja: Atsui
Re: Baza wypadowa
Ichirou zsiadł z wielbłąda, czując jak napięte mięśnie odrobinę protestują po długiej jeździe. Nogi lekko zesztywniały, plecy dawały znać o sobie, ale to wszystko było drugorzędne. Byli na miejscu. Pobieżnie omiótł wzrokiem bazę wypadową, którą ocenił jako przyzwoitą, a potem zwrócił uwagę na poruszająca się kotarę, zza której wyłoniła się Misae.
- Długo musiałaś na nas czekać? - zapytał na dzień dobry, ściągając z wielbłąda torby czy inne tobołki. Spojrzał na scenę z Tomoe i Soueim, unosząc brew.
- Widzę, że niektórzy tęsknili bardziej niż inni - rzucił z lekką ironią, ale bez złośliwości.
Zanim jednak zajęli się jedzeniem, odpoczynkiem i ogólnym rozluźnieniem, Sabaku zwrócił się jeszcze do białowłosego.
- Rozejrzałbyś się po okolicy i sprawdził, czy mamy spokój? - Kto jak kto, ale Matsuda był do tego zadania idealny.
Misae nie musiała ich namawiać. Ichirou nie zamierzał od razu wykładać trudnych spraw do omówienia. Nie po tej przeprawie przez piaski pustyni, gdzie wszyscy jej uczestnicy pewnie byli odrobine zmęczeni, no i przede wszystkim głodni.
Później objawił się również Yoichi - swego rodzaju weteran świata shinobi, który porzucił bohaterskie życie na rzecz... no właśnie, czego? Krążył swoimi ścieżkami już od wielu lat, że raczej wszyscy o nim zapomnieli. Ale kiedyś zadeklarował się wspomóc ich grupę w ich w planie i najwyraźniej dotrzymał danego słowa.
- Zakładam, że dotarła do ciebie wiadomość - sprawa twojej zemsty jest załatwiona - odezwał się do niego ściszonym głosem podczas witania uściskiem dłoni. Chodziło rzecz jasna o eliminację szefa już nieistniejącej mafii w Shigashi.
Nie zamierzał wtrącać się w rozmowę między Soueiem a Yoichim. Byli dużymi chłopcami, dadzą sobie radę. Po zrzuceniu swoich bagaży w bezpieczne miejsce i odstawieniu wielbłąda, był bardziej zainteresowany tym, co jest akurat w garze.
- Kyoushiego raczej nie będzie, ale zostawił mi swój wisior. A Kuroi... chyba ma jakąś prywatę do przetrawienia - oznajmił reszcie, chociaż niczego nie można było być pewnym. A potem z zainteresowaniem sprawdził, co tam Misae dla nich szykuje.
- Zjadłbym wielbłąda z kopytami. Tylko nie mówcie tego tym na zewnątrz - zażartował, zasiadając na swoim miejscu.
A później, jeżeli wszyscy zasiedli, pogadał o tym i owym, podejmując tematy różnorakie i na ten moment mało istotne dla celu ich misji. Po prostu nadrobienie zaległości. Sam co najwyżej mógł poopowiadać o liderowaniu i tym, jak bardzo uciążliwa jest ta funkcja.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

