Świątynia Bishamona
- Fujiko
- Postać porzucona
- Posty: 60
- Rejestracja: 1 sie 2021, o 23:54
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=181843#p181843
- Multikonta: Tatsuo | Don Patch
Re: Świątynia Bishamona
Ajaja, to gdzie indziej się nie uczy pokory? Uczy się i to jeszcze jak! Po prostu może zwykli ludzie poza pustynią wiedzą, że czasami trzeba ją odstawić na bok, bo pokora wcale nie jest taką fajną towarzyszką, jaką się wydaje być na pierwszy rzut oka. A ze mną nigdy nie lubiła szczególnie chodzić, bo jakoś się nie dopasowałyśmy. Może ta pustynna pokora jest zdecydowanie inna? Hah, ja nie wiem. Czasami jednak wiedziałam, kiedy faktycznie dać sobie spokój. Jednak to nie z racji tego, że nie chciałam komuś sprawić przykrości czy że mogłabym zagalopować się zbyt daleko w rozmowie. Po prostu taki już miałam plan działania. Pstryknąć delikatnie w nos, a potem patrzeć jak świat i umysł kogoś płonie. Wsłuchiwałam się z grzecznością w to, co ten parobek do mnie mówił, spoglądając raz na niego, a raz wcale nie. Niech nie myśli, że skupiam swoje myśli na nim.
Mmm, rozkręca się. Te wszystkie wyzwiska to chyba przygotował sobie wcześniej, bo czuję się prawie jakbym właśnie oglądała spektakl z pierwszego miejsca, a ktoś próbuje rzucać wyświechtane śpiewki czytając ukradkiem scenariusz i myśląc, że nikt tego nie widzi. Czy ten spektakl również zakończy się brawami dla mnie i wręczeniem mi kwiatów? Oby nie. To znaczy... fajnie, jak mi klaszczą, ale te kwiaty to jednak mogliby sobie darować, bo potem muszę zajmować się ich noszeniem przez około pół godziny, aby nie było komuś smutno, że od razu wyrzuciłam jego jakże rewelacyjny prezent. I co? Taka zła jestem? – A to ja powiedziałam piec? Mmm, no nie wiem, może tak powiedziałam. Jak się rozbije i podpali, to chyba i ogień buchnie, co nie? Warto jednak uważać, aby sobie rąk nie przyprażyć, bo może to być bardzo złe w skutkach, a potem i praca w roli jest utrudniona. Bez takiej to ciężko wyżyć tak słyszałam. – Wyszczerzyłam swe ząbki, spoglądając na obandażowane ręce jegomościa. Fajne takie niezbyt bezpieczne. Ciekawe co i w ręce mu się przydarzyło? Powoli zaczynam mieć wrażenie, że on to wcale nie w polu robi, a chyba z niedźwiedziami się bawi. Może jest takim błaznem, co go panowie wysyłają do jaskiń, aby zobaczyć jak długo przetrwa starcie z bestią? Odjazd! Sama muszę kiedyś sprawdzić, jak długo by moja sprzątaczka wytrzymała. Ona, miotła i niedźwiadek. – Ej a niedźwiedzie to teraz nie śpią, co nie? – Jakoś tak zapomniałam o tym, że chłopak coś mi odpowiedział. Że niby doczytać do końca nie potrafię? No. Może i nie. Ale nudne są te zwoje, że szok. Czytam początek i koniec. To wystarczy, aby się odpowiednio doedukować.
– Żartowałam, przecież dobrze wiem, że nie śpią. A niczego innego poza winem nie pijam. Może okazjonalnie. Jak dają. Dziękuję jednak za troskę o moje wypróżnianie się. Jakoś nie zadziwia mnie to, że akurat na taki tor rozmów zeszła nasza dyskusja. A to ci dopiero. – Wzruszyłam ramionami, ruszając nimi z lekka. A tak, aby pokazać, że mnie to trochę średnio obchodzi, aby rozmawiać o fekaliach. Ciekawe czym mnie jeszcze zaskoczy. Może kolejny żart pójdzie o kopulacji? Hehe, no. Super. Słuchając pustynniaka jednym uchem, rozejrzałam się wokół, aby może choć sobie pięknego kwiatka we włosy włożyć. Hm... Trochę brzydkie to. O, a to ładne. Jakie brudne, łe. Dobra, wyczyści się. Pochwyciłam w końcu jakiegoś fioletowego chwasta, wyrywając go jednym ruchem z ziemi. Nie za bardzo jednak przejęłam się jakąś Amaterasu i nawet jak chłopak sądził, że właśnie się zdradził ze swojego pochodzenia, to grubo się przeliczył. On potrafi liczyć, tak? A jak nie, to coś innego zrobił prze-. – Mój biznes idzie wyśmienicie. Jedni wydają pieniądze, aby mieć to, co chcą, a drudzy używają nieco sprytu i własnego intelektu. Tak się właśnie kończy, gdy ktoś myśli, że wszystko może za pieniądze zdobyć, a potem wydaje je, zamiast choć chwilę się zastanowić, jak zdobyć ich więcej. O poczekaj, kolejna rada - po prostu ich nie wydawać. – Rozszerzyłam oczy, udając wielkie zdziwienie wyjawioną przed chwilą prawdą, a następnie, odłożywszy swe ładniejsze łachmany na bok, włożyłam kwiatek we włosy. Nie pasował ni huhu. Ale przecież nie miał.
Ała. Coś mi błysnęło przed oczami. Ukradł pewnie komuś jakąś bransoletkę, a potem myśli, że będzie mi się nią chwalił. Choć... ach. Hah. No. Shinobi to się wiele od pospólstwa nie różni. – A to ty wojownik jesteś. I co, z kim walczyłeś do tej pory? Zepsutymi płotami wokół gospo... a przepraszam, nie pracujesz na gospodarstwie. To może... popatrz. A co jak ja bym miała dać ci jakieś zlecenie? A ty mi nawet nic miłego nie powiedziałeś, a ja tak siedzę i słucham. Co jak się nagle popłaczę? – Niby udając, że to przypadkiem, poruszyłam delikatnie kwiatkiem w mych włosach, czekając na komplement z ust chłopaka. W końcu jest mężczyzną, to powinien mnie chwalić, a nie gnoić. – Ja mogę udać, że nie słyszałam tego, co mi mówiłeś wcześniej. – Heh, nawet nie będę musiała tak naprawdę udawać.
Mmm, rozkręca się. Te wszystkie wyzwiska to chyba przygotował sobie wcześniej, bo czuję się prawie jakbym właśnie oglądała spektakl z pierwszego miejsca, a ktoś próbuje rzucać wyświechtane śpiewki czytając ukradkiem scenariusz i myśląc, że nikt tego nie widzi. Czy ten spektakl również zakończy się brawami dla mnie i wręczeniem mi kwiatów? Oby nie. To znaczy... fajnie, jak mi klaszczą, ale te kwiaty to jednak mogliby sobie darować, bo potem muszę zajmować się ich noszeniem przez około pół godziny, aby nie było komuś smutno, że od razu wyrzuciłam jego jakże rewelacyjny prezent. I co? Taka zła jestem? – A to ja powiedziałam piec? Mmm, no nie wiem, może tak powiedziałam. Jak się rozbije i podpali, to chyba i ogień buchnie, co nie? Warto jednak uważać, aby sobie rąk nie przyprażyć, bo może to być bardzo złe w skutkach, a potem i praca w roli jest utrudniona. Bez takiej to ciężko wyżyć tak słyszałam. – Wyszczerzyłam swe ząbki, spoglądając na obandażowane ręce jegomościa. Fajne takie niezbyt bezpieczne. Ciekawe co i w ręce mu się przydarzyło? Powoli zaczynam mieć wrażenie, że on to wcale nie w polu robi, a chyba z niedźwiedziami się bawi. Może jest takim błaznem, co go panowie wysyłają do jaskiń, aby zobaczyć jak długo przetrwa starcie z bestią? Odjazd! Sama muszę kiedyś sprawdzić, jak długo by moja sprzątaczka wytrzymała. Ona, miotła i niedźwiadek. – Ej a niedźwiedzie to teraz nie śpią, co nie? – Jakoś tak zapomniałam o tym, że chłopak coś mi odpowiedział. Że niby doczytać do końca nie potrafię? No. Może i nie. Ale nudne są te zwoje, że szok. Czytam początek i koniec. To wystarczy, aby się odpowiednio doedukować.
– Żartowałam, przecież dobrze wiem, że nie śpią. A niczego innego poza winem nie pijam. Może okazjonalnie. Jak dają. Dziękuję jednak za troskę o moje wypróżnianie się. Jakoś nie zadziwia mnie to, że akurat na taki tor rozmów zeszła nasza dyskusja. A to ci dopiero. – Wzruszyłam ramionami, ruszając nimi z lekka. A tak, aby pokazać, że mnie to trochę średnio obchodzi, aby rozmawiać o fekaliach. Ciekawe czym mnie jeszcze zaskoczy. Może kolejny żart pójdzie o kopulacji? Hehe, no. Super. Słuchając pustynniaka jednym uchem, rozejrzałam się wokół, aby może choć sobie pięknego kwiatka we włosy włożyć. Hm... Trochę brzydkie to. O, a to ładne. Jakie brudne, łe. Dobra, wyczyści się. Pochwyciłam w końcu jakiegoś fioletowego chwasta, wyrywając go jednym ruchem z ziemi. Nie za bardzo jednak przejęłam się jakąś Amaterasu i nawet jak chłopak sądził, że właśnie się zdradził ze swojego pochodzenia, to grubo się przeliczył. On potrafi liczyć, tak? A jak nie, to coś innego zrobił prze-. – Mój biznes idzie wyśmienicie. Jedni wydają pieniądze, aby mieć to, co chcą, a drudzy używają nieco sprytu i własnego intelektu. Tak się właśnie kończy, gdy ktoś myśli, że wszystko może za pieniądze zdobyć, a potem wydaje je, zamiast choć chwilę się zastanowić, jak zdobyć ich więcej. O poczekaj, kolejna rada - po prostu ich nie wydawać. – Rozszerzyłam oczy, udając wielkie zdziwienie wyjawioną przed chwilą prawdą, a następnie, odłożywszy swe ładniejsze łachmany na bok, włożyłam kwiatek we włosy. Nie pasował ni huhu. Ale przecież nie miał.
Ała. Coś mi błysnęło przed oczami. Ukradł pewnie komuś jakąś bransoletkę, a potem myśli, że będzie mi się nią chwalił. Choć... ach. Hah. No. Shinobi to się wiele od pospólstwa nie różni. – A to ty wojownik jesteś. I co, z kim walczyłeś do tej pory? Zepsutymi płotami wokół gospo... a przepraszam, nie pracujesz na gospodarstwie. To może... popatrz. A co jak ja bym miała dać ci jakieś zlecenie? A ty mi nawet nic miłego nie powiedziałeś, a ja tak siedzę i słucham. Co jak się nagle popłaczę? – Niby udając, że to przypadkiem, poruszyłam delikatnie kwiatkiem w mych włosach, czekając na komplement z ust chłopaka. W końcu jest mężczyzną, to powinien mnie chwalić, a nie gnoić. – Ja mogę udać, że nie słyszałam tego, co mi mówiłeś wcześniej. – Heh, nawet nie będę musiała tak naprawdę udawać.
0 x
- Satoshi
- Posty: 583
- Rejestracja: 13 maja 2021, o 14:33
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Ciemne, brązowe włosy, jasno niebieskie oczy oraz pokiereszowana twarz.
Sylwetka raczej szczupła, z widocznym zarysem mięśni. Odziany w pomarańczową koszulę, białą kamizelkę i granatowe spodnie. - Widoczny ekwipunek: Odznaka Akoraito klanu Sabaku,
Kamizelka Shinobi (biała),
Kabura na broń (na prawym udzie),
Gurda,
Torba na prawym biodrze - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9603&p=173473#p173473
- GG/Discord: Satoshi#3881
Re: Świątynia Bishamona
Satoshi kiedyś zastanawiał się, jakie czynniki powodują, że ludzie stają się zepsuci. Z jednej strony trud życia i przeciwności losu powodowały, że człowiek stawał się całkowicie antysocjalny, szczególnie jeśli jego problemy spowodowane były przez innych ludzi. Z drugiej natomiast, nadmierne bogactwo, zbytek i spełnianie każdej jednej "widzimisię" przez rodziców lub służbę, powodowało zepsucie jeszcze gorsze, niż bieda. W pewnym sensie, lepiej było być ubogim, niż majętnym. Oczywiście, wszystko w granicach rozsądku. Ktoś jednak go nie miał, wychowując tak tę zadufaną w sobie kobietę, z którą rozmawiał w tym momencie Sabaku. Dla niego wydawała się całkowicie oderwana od rzeczywistości. Chyba pierwszy raz zresztą spotkał się z tak wyraźnymi oznakami braku szacunku. Każdy obywatel pustyni, widzący gurdę na plecach shinobi wiedział, że należy okazać szacunek. Ta odmiana była niepokojąca, ale ciekawa zarazem. Chyba dlatego tylko Satoshi wciąż kontynuował tą rozmowę, no bo ileż można się przedrzeźniać z tą próżniaczką? Trzeba szukać innych pozytywów całej sytuacji.
Zaczepne pytanie o niedźwiedzia chłopak po prostu zignorował, szczerze mówiąc nie miał pojęcia, skąd kobiecie przyszło w ogóle to pytanie do głowy. Plotła, co jej ślina na język przyniesie. Chwile później, osobistość zajęła się poszukiwaniem kwiatu, który mogłaby wpiąć we włosy. Sabaku nie rozumiał, po co chciała to zrobić, ni jak jej to nie pomoże, przy takim charakterze. Nie mógł jednakże nie odpowiedzieć, na kolejną mądrość, jaką kobieta postanowiła się pochwalić. - Nie o to w życiu chodzi, żeby nagromadzić jak najwięcej pieniędzy. Owszem, miło jest opływać w zbytki, ale patrząc na twój paskudny charakter, to wcale Ci bogactwo na dobre nie wyszło.
W końcu kobieta zrozumiała, że ma do czynienia z Shinobim. Może i niskiej rangi, bo początkującym wciąż. Ale swoje już widział, zdarzyło mu się parę razy otrzeć o śmierć. Miły przypływ adrenaliny, nie to, co aktualna sytuacja. Powoli zaczynała już się Satoshiemu nudzić, tym bardziej że poza kąśliwymi uwagami, nic ciekawego z niej nie wynikało. Przedrzeźnianie się, było dobrą rozrywką na chwilę. W ostatniej chwili Sabaku ukrył zdziwienie, gdy kobieta wspomniała o naprawianiu płotu na gospodarstwie. Faktycznie, coś takiego miało miejsce jakieś dwa, trzy miesiące temu. Chłopak bardzo dobrze wspominał ten czas, w przeciwieństwie do dzieciństwa, też spędzonego na farmie. Kobieta tak po prostu na to wpadła, czy może coś o nim wiedziała? *Nie, to raczej absurd* - pomyślał w końcu. Żadnym szpiegiem na pewno nie była. Nie z takim charakterem. Odpowiedział więc spokojnym głosem:
-Ty? Zlecenie mi? Podziękuję ślicznie, nie mam ochoty wdawać się w żadne interesy z ludźmi Twojego pokroju. Teraz ja Ci dam radę. Nie oczekuj miłych słów od kogoś, kogo na dzień dobry obrażasz, nic o nim nie wiedząc. Może i ludzie chwalą Cię, mówią różne komplementy, lecz ilu z nich mówi to szczerze, nie bojąc się o swoją pracę, bądź chcąc uzyskać przychylność w sprawie, z jaką do Ciebie przychodzą? Takie słowa niewarte są nawet garści piachu. - W rozumieniu chłopaka, była to święta prawda. Wiele razy widział, jak ludzie przyklejają się do Sentokich, zasypując ich komplementami. A ilu z tych Dokou i Akoraito ruszyłoby mu na pomoc, gdyby ich życie było przez to zagrożone?
Na dziwny gest kobiety, Satoshi tylko prychnął. Miała zupełnie nie po kolei w głowie. - Śmiało, udawaj. I tak wątpię, że cokolwiek do Ciebie dotarło.
Zaczepne pytanie o niedźwiedzia chłopak po prostu zignorował, szczerze mówiąc nie miał pojęcia, skąd kobiecie przyszło w ogóle to pytanie do głowy. Plotła, co jej ślina na język przyniesie. Chwile później, osobistość zajęła się poszukiwaniem kwiatu, który mogłaby wpiąć we włosy. Sabaku nie rozumiał, po co chciała to zrobić, ni jak jej to nie pomoże, przy takim charakterze. Nie mógł jednakże nie odpowiedzieć, na kolejną mądrość, jaką kobieta postanowiła się pochwalić. - Nie o to w życiu chodzi, żeby nagromadzić jak najwięcej pieniędzy. Owszem, miło jest opływać w zbytki, ale patrząc na twój paskudny charakter, to wcale Ci bogactwo na dobre nie wyszło.
W końcu kobieta zrozumiała, że ma do czynienia z Shinobim. Może i niskiej rangi, bo początkującym wciąż. Ale swoje już widział, zdarzyło mu się parę razy otrzeć o śmierć. Miły przypływ adrenaliny, nie to, co aktualna sytuacja. Powoli zaczynała już się Satoshiemu nudzić, tym bardziej że poza kąśliwymi uwagami, nic ciekawego z niej nie wynikało. Przedrzeźnianie się, było dobrą rozrywką na chwilę. W ostatniej chwili Sabaku ukrył zdziwienie, gdy kobieta wspomniała o naprawianiu płotu na gospodarstwie. Faktycznie, coś takiego miało miejsce jakieś dwa, trzy miesiące temu. Chłopak bardzo dobrze wspominał ten czas, w przeciwieństwie do dzieciństwa, też spędzonego na farmie. Kobieta tak po prostu na to wpadła, czy może coś o nim wiedziała? *Nie, to raczej absurd* - pomyślał w końcu. Żadnym szpiegiem na pewno nie była. Nie z takim charakterem. Odpowiedział więc spokojnym głosem:
-Ty? Zlecenie mi? Podziękuję ślicznie, nie mam ochoty wdawać się w żadne interesy z ludźmi Twojego pokroju. Teraz ja Ci dam radę. Nie oczekuj miłych słów od kogoś, kogo na dzień dobry obrażasz, nic o nim nie wiedząc. Może i ludzie chwalą Cię, mówią różne komplementy, lecz ilu z nich mówi to szczerze, nie bojąc się o swoją pracę, bądź chcąc uzyskać przychylność w sprawie, z jaką do Ciebie przychodzą? Takie słowa niewarte są nawet garści piachu. - W rozumieniu chłopaka, była to święta prawda. Wiele razy widział, jak ludzie przyklejają się do Sentokich, zasypując ich komplementami. A ilu z tych Dokou i Akoraito ruszyłoby mu na pomoc, gdyby ich życie było przez to zagrożone?
Na dziwny gest kobiety, Satoshi tylko prychnął. Miała zupełnie nie po kolei w głowie. - Śmiało, udawaj. I tak wątpię, że cokolwiek do Ciebie dotarło.
0 x
- Fujiko
- Postać porzucona
- Posty: 60
- Rejestracja: 1 sie 2021, o 23:54
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=181843#p181843
- Multikonta: Tatsuo | Don Patch
Re: Świątynia Bishamona
To bardzo ciekawe, dlaczego ludzie stają się zepsuci. A może po prostu tacy są? Nie za bardzo jestem w stanie podać różnicę pomiędzy tymi, których spotykam na bankietach od tych, których widuję na ulicy. Obu nie lubię w bardzo podobny sposób, a to przecież dobrze o mnie świadczy. Z biedakami jest o tyle śmiesznie, że Ci plują się na bogatych, myśląc, że jakby oni nagle zdobyli masę złotych monet, to nagle staliby się jacyś lepsi i uczynni. Już to widzę. Żartuję - nie widzę, bo nie jestem ślepa i zacofana jak niektórzy, aby sądzić, że powrót do dzielenia się wszystkim, co się ma i budowania społeczności opartej na wzajemnym sobie pomaganiu do czegokolwiek prowadził. To przecież walka o to, aby mieć jak najwięcej, pobudza ludzi do stawania się coraz lepszymi. Chęć zgnojenia drugiej osoby, zobaczenia jak bardzo cierpi czy jak płacze, bo właśnie straciła cały swój dobytek. Wiadomo, że nie można przesadzić, bo śmianie się z upadłych osób to też nie jest zabawne. To jak z prosiakiem, którego się karmi, dba o niego, patrzy, aby czasem nie zachorował, aby go po prostu zabić w odpowiednim momencie, kiedy o wiele bardziej się nam przyda. – Zjadłabym shogayaki. Taki tłusty. – Wyrzuciła z siebie, nie chcąc trzymać swych przemyśleń w środku. Ciekawe czy ten chłopak jadł porządnego świniaka? Jakby mnie nie wyzywał, to może bym nawet pomyślała, czy go nie zabrać.
Nie zabrać w roli wycierającego mi buzię oczywiście, bo przecież nie jestem aż tak okrutna, aby dawać komuś z biedoty kosztować smakołyków, których już nigdy przez swoje życie nie zjedzą. Oni mają swoje breje, a ja mam swoje pyszności. O, coś mówi. Długo mówi. Przechyliłam swoją głowę, trochę udając takie malutkie dzieciątko, co wsłuchuje się w słowa swojego mądrego ojca, łapiąc tyle mądrości życiowych, ile jest w stanie swym niewielkim umysłem. Słysząc jego wypowiedź, z początku nawet się delikatnie uśmiechnęłam, lecz z każdym słowem przeradzało się to w coraz mniej kontrolowany chichot, który tylko nabierał na silę. – Ale przecież mnie nie chodzi o szczere słowa, no co ty gadasz. – A to ci dopiero wymysł. Szczerość w kontaktach z innymi. Widać, jak brak rozmowy z ludźmi z wyższych sfer wpływa na rozwój intelektualny obecnych chłopców. Dziewczyn zresztą też, ale je to rzadko kiedy posądziłabym o gadanie z sensem. – Każdy chce usłyszeć komplement. Patrz. Ty byś powiedział coś mi, ja bym powiedziała. O czekaj. – Usiadłam nieco bardziej wyprostowana, zasłaniając swe usta jedną dłonią tak, aby przez palce prześwitywały me czerwone, wciąż umalowane wargi. Nogi przywiodłam blisko siebie, ustawiając je pod lekkim kątem. – Och, dziękuję, wcale nie trzeba było mówić mi takich pięknych słów, panie tutaj sobie wstaw swoje imię. – Szybko jednak wyszłam z roli, powracając do normalnego siadu, poprawiając jedynie kwiatek, aby jeszcze bardziej go zaakcentować.
– Wcale bym nie pamiętała, co do mnie powiedziałeś te parę sekund temu. Wiem o tym, że – zwierzętom – niektórym trzeba prezentować coś, zanim się im wytłumaczy jak to działa. Możesz uznać, że to będzie moja dobroć. Odłożenie pychy czy innej próżności na bok. – Zlustrowałam szybko raz jeszcze wygląd chłopaka. Wydawało mi się, że potrafię kłamać, ale czasami to wcale nie jest takie łatwe, gdy rzeczywistość nie pomaga ci w rzucaniu nieprawdziwych słów. – Myślę, że z pewnością jesteś dzielnym wojownikiem, który walczy o swój klan, a każda Twoja blizna, to znak tego, że jesteś o krok bliżej od stania się kimś wielkim w przyszłości. – Prawie zwymiotowałabym, gdybym musiała tak komukolwiek powiedzieć. Próbując ukryć zażenowanie na mojej twarzy, odkaszlnęłam cicho, czekając na ruch chłopaka. Czego się jednak nie robi dla edukacji niższych sfer. Powinnam to sobie wpisać jako działalność charytatywną do mojej organizacji. Może ktoś by mi kiedyś dał za to nagrodę. Niech tylko reszta tych bogaczy się o tym dowie.
Nie zabrać w roli wycierającego mi buzię oczywiście, bo przecież nie jestem aż tak okrutna, aby dawać komuś z biedoty kosztować smakołyków, których już nigdy przez swoje życie nie zjedzą. Oni mają swoje breje, a ja mam swoje pyszności. O, coś mówi. Długo mówi. Przechyliłam swoją głowę, trochę udając takie malutkie dzieciątko, co wsłuchuje się w słowa swojego mądrego ojca, łapiąc tyle mądrości życiowych, ile jest w stanie swym niewielkim umysłem. Słysząc jego wypowiedź, z początku nawet się delikatnie uśmiechnęłam, lecz z każdym słowem przeradzało się to w coraz mniej kontrolowany chichot, który tylko nabierał na silę. – Ale przecież mnie nie chodzi o szczere słowa, no co ty gadasz. – A to ci dopiero wymysł. Szczerość w kontaktach z innymi. Widać, jak brak rozmowy z ludźmi z wyższych sfer wpływa na rozwój intelektualny obecnych chłopców. Dziewczyn zresztą też, ale je to rzadko kiedy posądziłabym o gadanie z sensem. – Każdy chce usłyszeć komplement. Patrz. Ty byś powiedział coś mi, ja bym powiedziała. O czekaj. – Usiadłam nieco bardziej wyprostowana, zasłaniając swe usta jedną dłonią tak, aby przez palce prześwitywały me czerwone, wciąż umalowane wargi. Nogi przywiodłam blisko siebie, ustawiając je pod lekkim kątem. – Och, dziękuję, wcale nie trzeba było mówić mi takich pięknych słów, panie tutaj sobie wstaw swoje imię. – Szybko jednak wyszłam z roli, powracając do normalnego siadu, poprawiając jedynie kwiatek, aby jeszcze bardziej go zaakcentować.
– Wcale bym nie pamiętała, co do mnie powiedziałeś te parę sekund temu. Wiem o tym, że – zwierzętom – niektórym trzeba prezentować coś, zanim się im wytłumaczy jak to działa. Możesz uznać, że to będzie moja dobroć. Odłożenie pychy czy innej próżności na bok. – Zlustrowałam szybko raz jeszcze wygląd chłopaka. Wydawało mi się, że potrafię kłamać, ale czasami to wcale nie jest takie łatwe, gdy rzeczywistość nie pomaga ci w rzucaniu nieprawdziwych słów. – Myślę, że z pewnością jesteś dzielnym wojownikiem, który walczy o swój klan, a każda Twoja blizna, to znak tego, że jesteś o krok bliżej od stania się kimś wielkim w przyszłości. – Prawie zwymiotowałabym, gdybym musiała tak komukolwiek powiedzieć. Próbując ukryć zażenowanie na mojej twarzy, odkaszlnęłam cicho, czekając na ruch chłopaka. Czego się jednak nie robi dla edukacji niższych sfer. Powinnam to sobie wpisać jako działalność charytatywną do mojej organizacji. Może ktoś by mi kiedyś dał za to nagrodę. Niech tylko reszta tych bogaczy się o tym dowie.
0 x
- Satoshi
- Posty: 583
- Rejestracja: 13 maja 2021, o 14:33
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Ciemne, brązowe włosy, jasno niebieskie oczy oraz pokiereszowana twarz.
Sylwetka raczej szczupła, z widocznym zarysem mięśni. Odziany w pomarańczową koszulę, białą kamizelkę i granatowe spodnie. - Widoczny ekwipunek: Odznaka Akoraito klanu Sabaku,
Kamizelka Shinobi (biała),
Kabura na broń (na prawym udzie),
Gurda,
Torba na prawym biodrze - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9603&p=173473#p173473
- GG/Discord: Satoshi#3881
Re: Świątynia Bishamona
Satoshi się zaśmiał. Tak otwarcie, nie ukrywał swojego rozbawienia. Kobieta żyła naprawdę w swoim świecie.
-Wiesz, nie każdy lubi fałszywe komplementy. Tym się różnimy. Tak swoją drogą, jakby Ci się kiedyś biznes z ubraniami posypał, to nie próbuj sił w aktorstwie. Strasznie słabo Ci to wychodzi. - luźne przemyślenie, z niczym niepowiązane. Nie było się z resztą co dziwić, z takim charakterem zapewne nigdy nie została szczerze połechtana prawdziwym, trafionym komplementem. Skąd miałaby wiedzieć, jak odegrać coś, czego nigdy nie odczuła?
Kolejna krzywa akcja, dziewczyna zapragnęła go nauczyć, jak dawać fałszywe komplementy. Shinobi nie uważał, że potrzebuje tej lekcji. Zresztą przed chwilą podkreślił swoje podejście do dwulicowości, a ta dalej swoje. Niektórzy ludzie po prostu myślą, że wiedzą lepiej...
Cała jej wypowiedź aż ociekała jadem, chyba nawet najmniej domyślny wsiowy głupek nie uwierzyłby w ani jedno słowo, które padło z jej przekoloryzowanych ust. Kolejna rzecz, której Satoshi nie cierpiał. Ukrywanie swojego prawdziwego "ja" pod maską pudru, przeróżnych barwidełek i wypełniaczy. Fałsz nie tylko słowny, ale i w prezencji.
-Daruj sobie. Trzeba być chyba chorym na umyśle, żeby nie uznać twoich słów za próbę obrazy. Już nawet nie chodzi o fakt, że myślisz jedno, a mówisz drugie, tu aż da się wyczuć jad, jak u pustynnej żmii. Pogratulować.- prędzej czy później kobieta odezwie się w ten sposób do kogoś, kto nie puści czegoś takiego mimo uszu. Sabaku był dosyć dumny z przynależności do najpotężniejszego klanu na pustyni, a przebywając na terenie Unii, najprawdopodobniej wydusiłby swoim piachem przeprosiny z tej baby, tu jednak nie chciał wszczynać niepotrzebnych burd. Czas chyba kończyć tę rozmowę...
-Wiesz, nie mogę powiedzieć, że miło mi się z Tobą rozmawiało. Myślę, że powinniśmy zakończyć tę rozmowę, bo i tak trwała ona za długo. Najpierw była dość zabawna, biorąc pod uwagę twoje oderwanie od rzeczywistości, w której żyje większość ludzi. Nie wiem, nie urodziłem się w jedwabiach, więc może ciężko mi zrozumieć Twój sposób myślenia. Ale znów, dam Ci radę, tym razem już ostatnią. Uważaj na słowa. Możesz nimi narobić sobie wrogów, przed którymi nawet twoje pieniądze Cię nie uratują. Wielu shinobi ceni sobie własną dumę znacznie wyżej niż ja. Połowa z nich zabiłaby Cię bez mrugnięcia okiem za to, co powiedziałaś. A raczej to, co tak naprawdę insynuowałaś. Wybacz, ale nie powiem "do widzenia" - Satoshi naprawdę znudził się całą sytuacją. Nawet jeśli się z nim nie zgadzała, kobieta wręcz w oczywisty sposób pokazywała, że ma go, trywialnie mówiąc, w dupie. Wtrącenia o jedzeniu w trakcie, gdy on coś mówił, jasno dawały do zrozumienia, że jej umysł był zajęty innymi sprawami. Shinobi cechował się dość dużą cierpliwością, wszystko ma swoje granice i szkoda było mu tracić tak piękny dzień na rozmowę z tak pustą osobą.
Mówi się, że pieniądze zmieniają ludzi. Mogła być to prawda, ale zdecydowanie gorsi byli Ci, którzy w bogactwie się urodzili.
-Wiesz, nie każdy lubi fałszywe komplementy. Tym się różnimy. Tak swoją drogą, jakby Ci się kiedyś biznes z ubraniami posypał, to nie próbuj sił w aktorstwie. Strasznie słabo Ci to wychodzi. - luźne przemyślenie, z niczym niepowiązane. Nie było się z resztą co dziwić, z takim charakterem zapewne nigdy nie została szczerze połechtana prawdziwym, trafionym komplementem. Skąd miałaby wiedzieć, jak odegrać coś, czego nigdy nie odczuła?
Kolejna krzywa akcja, dziewczyna zapragnęła go nauczyć, jak dawać fałszywe komplementy. Shinobi nie uważał, że potrzebuje tej lekcji. Zresztą przed chwilą podkreślił swoje podejście do dwulicowości, a ta dalej swoje. Niektórzy ludzie po prostu myślą, że wiedzą lepiej...
Cała jej wypowiedź aż ociekała jadem, chyba nawet najmniej domyślny wsiowy głupek nie uwierzyłby w ani jedno słowo, które padło z jej przekoloryzowanych ust. Kolejna rzecz, której Satoshi nie cierpiał. Ukrywanie swojego prawdziwego "ja" pod maską pudru, przeróżnych barwidełek i wypełniaczy. Fałsz nie tylko słowny, ale i w prezencji.
-Daruj sobie. Trzeba być chyba chorym na umyśle, żeby nie uznać twoich słów za próbę obrazy. Już nawet nie chodzi o fakt, że myślisz jedno, a mówisz drugie, tu aż da się wyczuć jad, jak u pustynnej żmii. Pogratulować.- prędzej czy później kobieta odezwie się w ten sposób do kogoś, kto nie puści czegoś takiego mimo uszu. Sabaku był dosyć dumny z przynależności do najpotężniejszego klanu na pustyni, a przebywając na terenie Unii, najprawdopodobniej wydusiłby swoim piachem przeprosiny z tej baby, tu jednak nie chciał wszczynać niepotrzebnych burd. Czas chyba kończyć tę rozmowę...
-Wiesz, nie mogę powiedzieć, że miło mi się z Tobą rozmawiało. Myślę, że powinniśmy zakończyć tę rozmowę, bo i tak trwała ona za długo. Najpierw była dość zabawna, biorąc pod uwagę twoje oderwanie od rzeczywistości, w której żyje większość ludzi. Nie wiem, nie urodziłem się w jedwabiach, więc może ciężko mi zrozumieć Twój sposób myślenia. Ale znów, dam Ci radę, tym razem już ostatnią. Uważaj na słowa. Możesz nimi narobić sobie wrogów, przed którymi nawet twoje pieniądze Cię nie uratują. Wielu shinobi ceni sobie własną dumę znacznie wyżej niż ja. Połowa z nich zabiłaby Cię bez mrugnięcia okiem za to, co powiedziałaś. A raczej to, co tak naprawdę insynuowałaś. Wybacz, ale nie powiem "do widzenia" - Satoshi naprawdę znudził się całą sytuacją. Nawet jeśli się z nim nie zgadzała, kobieta wręcz w oczywisty sposób pokazywała, że ma go, trywialnie mówiąc, w dupie. Wtrącenia o jedzeniu w trakcie, gdy on coś mówił, jasno dawały do zrozumienia, że jej umysł był zajęty innymi sprawami. Shinobi cechował się dość dużą cierpliwością, wszystko ma swoje granice i szkoda było mu tracić tak piękny dzień na rozmowę z tak pustą osobą.
Mówi się, że pieniądze zmieniają ludzi. Mogła być to prawda, ale zdecydowanie gorsi byli Ci, którzy w bogactwie się urodzili.
0 x
- Fujiko
- Postać porzucona
- Posty: 60
- Rejestracja: 1 sie 2021, o 23:54
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=181843#p181843
- Multikonta: Tatsuo | Don Patch
Re: Świątynia Bishamona
Nie każdy lubi fałszywe komplementy? Prychnęłabym cicho, gdyby to nie był pierwszy raz, gdy udało mi się to usłyszeć. Problem jest taki, że każdy komplement jest fałszywy. Mówimy je wtedy, kiedy chcemy sprawić komuś radość albo kiedy to wypada powiedzieć coś miłego. Nawet osoby, które nas ponoć kochają, mówią nam je z konkretnego powodu. Bo czują coś do nas? A tutaj byśmy mogli wejść w głęboki temat tego, czym w ogóle jest miłość, ale ja nie czułam, aby taka rzecz w naszym świecie istniała. – Aktorstwie? A dziękuję za radę. – A gdybyś tylko wiedział... Może jakoś inaczej byś do mnie podszedł, a i komplement by wyleciał z twoich ust. Tego się jednak mogę tylko domyślać. – Niekoniecznie prowadzę sklep z ubraniami, wiesz? Słaby interes, jak mam być szczera. Oceniam to po tych kupcach, co nimi handlują, a ja od nich kupuję lub w inny sposób podbieram. Udają, że znają się na sztuce, a potem błagają o to, aby ktoś kupił ich szmaty, bo potem nie zostaje im wiele. A chłopi wolą chodzić w obdartych ciuchach, niż sobie kupić coś nowego. – Zresztą przykładów wcale daleko nie musimy szukać. Dla mnie strój chłopaka nie wydawał się być najnowszym szykiem mody i wcale nie znalazłby się wśród panów prezentujących najnowsze trendy. Raczej był to zlepek tego, co udało się przypadkiem znaleźć - jakaś pourywana koszula, kamizelka w kolorze bieli niepasująca do niczego, a to wszystko połączone z ekwipunkiem typowego żołnierza. W prostocie jest piękno, dlatego zawsze ubieram się tak samo. Zero problemów z tym, że coś może nie podpasować.
Zrezygnowana wyjęłam kwiatek z włosów i spojrzałam się na niego chwilę. Nie pomógł mi zdecydowanie. Trudno się mówi. Złapałam go w pięść, wyrywając jak się da jego barwne płatki korony, a następnie porzuciłam go gdzieś w trawie, pozostawiając na pastwę losu. Prawie jak... może jak wszystkich. Czy w takim razie nie bałam się, że i mnie kiedyś tak pozostawią? Jakby jeszcze miał kto mnie tak pozostawić, to może kiedyś straciłabym minutę mojego życia na to, aby o tym pomyśleć. – Hejhej, a to już takie ostre ataki wyprowadzasz, a ja taka grzeczna byłam. – Nawet zrobiło mi się trochę smutno muszę przyznać. Tak odrobinę. Nie będę przecież się użalać nad wybuchem gniewu jakiegoś młokosa, który myśli, że wie najlepiej jak wygląda świat. Niech wraca do tej swojej rzeki i nabiera z niej wodę do garnka. Miał jednak w końcu z czymś rację. Rozmowa ta musiała powoli dobiec końca, ale przecież nie mogę pokazać, że ja się obraziłam i poszłam. Z wciąż trwającym uśmiechem na ustach, pochwyciłam mocniej swe odświętne szaty, a następnie wstając, spojrzałam raz jeszcze na pokieraszowaną twarz chłopaka. – A jednak dalej tutaj stoję. Może i ja coś potrafię, o czym nie wiesz, hm? Nie żebym się chwaliła, ale jednak trochę się chwalę. Życie z wredotą nie jest łatwe, ale jakie przyjemne. Mógłbyś spróbować, o ile miałbyś taką możliwość być dla kogoś wrednym. – Czyli wtedy, kiedy twoje życie nie zależałoby od tego, czy ktoś da Ci złoto za pomoc.
A skoro już o tym mowa. Odchodząc na kilka kroków od młodzieńca, przypomniało mi się, że przecież napomknęłam mu o tym, że mógłby zarobić sobie kilka ryo, gdyby tylko chciał. I tak nie są mi szczególnie potrzebne, a nie marzy mi się noszenie koszy z ubraniami na wozy. Ostatnio jak poprosiłam jednego z konnych o pomoc, to on się tylko przewrócił. Mizerno jest teraz z tymi chłopami. No więc odwróciwszy się na pięcie, wystawiłam dłoń do przodu, prezentując garncarzowi ubranie zdjęte ze mnie parę minut temu. – Skoroś shinobi, no to mam zlecenie dla Ciebie. Pomoc z dostarczeniem mych ubrań. Płacę dobrze. Dobrze jak dla Ciebie, wiadomo, ale wolałabym mieć stabilniejsze towarzystwo przy przenoszeniu ubrań niż zwykły wieśniak. Tak, mogę przyznać, że Twoja ranga wzrosła nieco w moich oczach ponad wieśniaka. – Wcale nie wzrosła, ale Ty nie musisz o tym wiedzieć. Po prostu to kolejny fałszywy komplement. Rzucony ot tak, bez większych problemów, a mogący mi pomóc. O ile chłopak będzie łasy na pieniądze.
Zrezygnowana wyjęłam kwiatek z włosów i spojrzałam się na niego chwilę. Nie pomógł mi zdecydowanie. Trudno się mówi. Złapałam go w pięść, wyrywając jak się da jego barwne płatki korony, a następnie porzuciłam go gdzieś w trawie, pozostawiając na pastwę losu. Prawie jak... może jak wszystkich. Czy w takim razie nie bałam się, że i mnie kiedyś tak pozostawią? Jakby jeszcze miał kto mnie tak pozostawić, to może kiedyś straciłabym minutę mojego życia na to, aby o tym pomyśleć. – Hejhej, a to już takie ostre ataki wyprowadzasz, a ja taka grzeczna byłam. – Nawet zrobiło mi się trochę smutno muszę przyznać. Tak odrobinę. Nie będę przecież się użalać nad wybuchem gniewu jakiegoś młokosa, który myśli, że wie najlepiej jak wygląda świat. Niech wraca do tej swojej rzeki i nabiera z niej wodę do garnka. Miał jednak w końcu z czymś rację. Rozmowa ta musiała powoli dobiec końca, ale przecież nie mogę pokazać, że ja się obraziłam i poszłam. Z wciąż trwającym uśmiechem na ustach, pochwyciłam mocniej swe odświętne szaty, a następnie wstając, spojrzałam raz jeszcze na pokieraszowaną twarz chłopaka. – A jednak dalej tutaj stoję. Może i ja coś potrafię, o czym nie wiesz, hm? Nie żebym się chwaliła, ale jednak trochę się chwalę. Życie z wredotą nie jest łatwe, ale jakie przyjemne. Mógłbyś spróbować, o ile miałbyś taką możliwość być dla kogoś wrednym. – Czyli wtedy, kiedy twoje życie nie zależałoby od tego, czy ktoś da Ci złoto za pomoc.
A skoro już o tym mowa. Odchodząc na kilka kroków od młodzieńca, przypomniało mi się, że przecież napomknęłam mu o tym, że mógłby zarobić sobie kilka ryo, gdyby tylko chciał. I tak nie są mi szczególnie potrzebne, a nie marzy mi się noszenie koszy z ubraniami na wozy. Ostatnio jak poprosiłam jednego z konnych o pomoc, to on się tylko przewrócił. Mizerno jest teraz z tymi chłopami. No więc odwróciwszy się na pięcie, wystawiłam dłoń do przodu, prezentując garncarzowi ubranie zdjęte ze mnie parę minut temu. – Skoroś shinobi, no to mam zlecenie dla Ciebie. Pomoc z dostarczeniem mych ubrań. Płacę dobrze. Dobrze jak dla Ciebie, wiadomo, ale wolałabym mieć stabilniejsze towarzystwo przy przenoszeniu ubrań niż zwykły wieśniak. Tak, mogę przyznać, że Twoja ranga wzrosła nieco w moich oczach ponad wieśniaka. – Wcale nie wzrosła, ale Ty nie musisz o tym wiedzieć. Po prostu to kolejny fałszywy komplement. Rzucony ot tak, bez większych problemów, a mogący mi pomóc. O ile chłopak będzie łasy na pieniądze.
0 x
- Satoshi
- Posty: 583
- Rejestracja: 13 maja 2021, o 14:33
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Ciemne, brązowe włosy, jasno niebieskie oczy oraz pokiereszowana twarz.
Sylwetka raczej szczupła, z widocznym zarysem mięśni. Odziany w pomarańczową koszulę, białą kamizelkę i granatowe spodnie. - Widoczny ekwipunek: Odznaka Akoraito klanu Sabaku,
Kamizelka Shinobi (biała),
Kabura na broń (na prawym udzie),
Gurda,
Torba na prawym biodrze - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9603&p=173473#p173473
- GG/Discord: Satoshi#3881
Re: Świątynia Bishamona
Satoshi zamrugał zdezorientowany. *To ona była teraz miła? Tak na poważnie?* Dziewczyna miała zdecydowanie inny słownik, z którego uczono ją definicji różnych słów. Młody Sabaku wiele w życiu słyszał obelg, zarówno tych, skierowanych pod jego adresem, jak i wypowiedzianych w kierunku kogoś innego, których był tylko świadkiem. Rzadko które jednak dorównywały temu, co mówiła ta kobieta.
-Udany żart. Prawie. Jeśli teraz byłaś miła, to nawet nie chcę wiedzieć, co by było, gdybyś postanowiła jednak przestać. Rośnie Antykreatorowi konkurencja najwidoczniej. - Satoshi zaczął już ignorować słowa kobiety. Nic ciekawego nie wnosiły do rozmowy, próba analizy ich sensu powodowała błędy systemowe. Zupełnie inne światopoglądy, różniące się między sobą na fundamentalnym poziomie. Tego się nie dało przeskoczyć, więc szkoda trwonić czasu na próbę zrozumienia.
-Skoro tak mówisz... Ciekawe czy za kilka lat też tak będziesz sądzić. - odpowiedział zdawkowo. I tak do niej nie dotrze.
Sabaku musiał jednak przyznać kobiecie jedno. Miała tupet, jak stąd do Kinkotsu. Oferować mu pieniądze za bycie jej służącym? Po tych wszystkich słowach? Satoshi zawsze był ogromnym materialistą, zawsze uważał, że niezależnie od rodzaju pracy, nie odmówi wykonania zlecenia, jeżeli płaca była wystarczająco dobra, by rekompensować włożony trud. Teraz jednak natrafił chyba na granicę swojej chciwości, bo nie miał zamiaru przyjąć jej oferty nawet za równowartość tego, co sam miał teraz w swoim mieszku. A wykonał wiele zleceń, by to uzbierać.
-Podziękuję, szukaj służby gdzie indziej. Swoją drogą, takaś majętna, a nie masz nikogo do noszenia za ciebie Twoich ciuchów? Gdzież się oni podziali? Uciekli, bo stwierdzili, że pieniądze nie są tego warte? Jaka szkoda... Bywaj. - Shinobi w końcu zdecydował się całkowicie zakończyć rozmowę. Poprawił nieco swoją gurdę, po czym ruszył schodkami w dół, kierując się ku centrum osady Ryuzaku no Taki. Szkoda, że tak się ta rozmowa potoczyła, popsuł mu się humor. Trzeba go poprawić, wcinając jakieś dobre regionalne przysmaki ze straganów.
-Udany żart. Prawie. Jeśli teraz byłaś miła, to nawet nie chcę wiedzieć, co by było, gdybyś postanowiła jednak przestać. Rośnie Antykreatorowi konkurencja najwidoczniej. - Satoshi zaczął już ignorować słowa kobiety. Nic ciekawego nie wnosiły do rozmowy, próba analizy ich sensu powodowała błędy systemowe. Zupełnie inne światopoglądy, różniące się między sobą na fundamentalnym poziomie. Tego się nie dało przeskoczyć, więc szkoda trwonić czasu na próbę zrozumienia.
-Skoro tak mówisz... Ciekawe czy za kilka lat też tak będziesz sądzić. - odpowiedział zdawkowo. I tak do niej nie dotrze.
Sabaku musiał jednak przyznać kobiecie jedno. Miała tupet, jak stąd do Kinkotsu. Oferować mu pieniądze za bycie jej służącym? Po tych wszystkich słowach? Satoshi zawsze był ogromnym materialistą, zawsze uważał, że niezależnie od rodzaju pracy, nie odmówi wykonania zlecenia, jeżeli płaca była wystarczająco dobra, by rekompensować włożony trud. Teraz jednak natrafił chyba na granicę swojej chciwości, bo nie miał zamiaru przyjąć jej oferty nawet za równowartość tego, co sam miał teraz w swoim mieszku. A wykonał wiele zleceń, by to uzbierać.
-Podziękuję, szukaj służby gdzie indziej. Swoją drogą, takaś majętna, a nie masz nikogo do noszenia za ciebie Twoich ciuchów? Gdzież się oni podziali? Uciekli, bo stwierdzili, że pieniądze nie są tego warte? Jaka szkoda... Bywaj. - Shinobi w końcu zdecydował się całkowicie zakończyć rozmowę. Poprawił nieco swoją gurdę, po czym ruszył schodkami w dół, kierując się ku centrum osady Ryuzaku no Taki. Szkoda, że tak się ta rozmowa potoczyła, popsuł mu się humor. Trzeba go poprawić, wcinając jakieś dobre regionalne przysmaki ze straganów.
0 x
- Fujiko
- Postać porzucona
- Posty: 60
- Rejestracja: 1 sie 2021, o 23:54
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=181843#p181843
- Multikonta: Tatsuo | Don Patch
Re: Świątynia Bishamona
Ależ piękne komplementy mi prawi ten młodzieniec. Mogłabym się nawet zarumienić, gdyby mi nie było tak zimno. I co z tego, że je lato. Taki nagły chłód mnie przeszedł. Gdyby tylko był ktoś, kto mógłby mnie przytulić, haha. Przez tę rozmowę powoli moje myśli przypominają biednie pisaną komedię romantyczną. Za każdym razem, gdy słyszę te przepięknie wyświechtane frazesy za ścianą mojego gabinetu, to aż mnie skręca. A przynajmniej kiedyś skręcało, bo teraz nauczyłam się z tym żyć, starając się nie myśleć za dużo o tym, jaki jest sens tych słów. Zachwyt na twarzach pięknie ubranych kobiet (i o zgrozo nie tylko ich) wystarczająco dawał mi do zrozumienia, że znaczna część widzów tych pięknych sztuk wystawianych u nas wcale nie szuka sensu. Wystarczy dać im miłość, jakieś inne mniej ważne historie, a na końcu pojednanie się kochanków. O czym ja... Ach. – Nie myślałam o tym, aby przestać być miłą. Skoro bycie takim milutkim dla innych się przydaje, to ja nie zamierzam być głupia i porzucać zachowania, co dobrze działa. – To jak strata pieniędzy na cele charytatywne. Dając je anonimowo jest się skończonym debilem, ale gdy będzie się mogło rozpowiedzieć o tym innym, to już jest kompletnie inna bajka.
Nie przyjął ode mnie roboty? A to dopiero. Nie, żeby mnie to zdziwiło, ale chłopak musi mieć nierówno pod sufitem, aby zrozumieć, że własnie podarowałabym mu pieniądze na przeżycie kolejnych kilku miesięcy na tym grajdołku zwanym Ryuzaku. A nie, on nie jest stąd. Czekajcie, bo już zapomniałam, skąd on w ogóle pochodził. Tak jakby mnie to jeszcze obchodziło. – Cieszę się, że podziękowałeś. Kultura to podstawa naszego istnienia. Tak mówia. – Mojego na pewno. W końcu bez teatru musiałabym kopać rowy czy wyrywać chwasty jak tamten. – Widzisz. Każdy myśli, że pieniądze nie są warte, dopóki ich nie zabraknie drugiej osobie. Przykro się patrzy, że nie masz nic w swojej głowie, ale ja nie jestem tą, która ci wskaże dobrą drogę. Bywaj. – Pożegnałam się grzecznie, schylając się nawet nieco. Niech ma, skoro z takim nastawieniem zapewne już nigdy się nie spotkamy. Chyba że akurat będę mijała gdzieś jego trupa leżącego na trakcie. Opuszczając świątynię, zamierzałam powrócić do swojej pięknej formy, narzucając kimono na ramiona, zapinając się dokładnie obi i sprawdzając, czy wszystko leży tak, jak powinno. – I gdybym tylko widziała cię jeszcze raz, to... – Jak dalej leciał ten tekst ze sztuki? Ach, nie wiem. Czas ruszać. Póki co biznes w Ryuzaku został zakończony, a ja chyba nie jestem specjalnie mile tutaj widziana. Dziwny kraj i dziwni ludzie, choć majętni, a to ważne. Można powinnam otworzyć tutaj drugi teatr? Rozwój to w końcu podstawa.
z/t
Nie przyjął ode mnie roboty? A to dopiero. Nie, żeby mnie to zdziwiło, ale chłopak musi mieć nierówno pod sufitem, aby zrozumieć, że własnie podarowałabym mu pieniądze na przeżycie kolejnych kilku miesięcy na tym grajdołku zwanym Ryuzaku. A nie, on nie jest stąd. Czekajcie, bo już zapomniałam, skąd on w ogóle pochodził. Tak jakby mnie to jeszcze obchodziło. – Cieszę się, że podziękowałeś. Kultura to podstawa naszego istnienia. Tak mówia. – Mojego na pewno. W końcu bez teatru musiałabym kopać rowy czy wyrywać chwasty jak tamten. – Widzisz. Każdy myśli, że pieniądze nie są warte, dopóki ich nie zabraknie drugiej osobie. Przykro się patrzy, że nie masz nic w swojej głowie, ale ja nie jestem tą, która ci wskaże dobrą drogę. Bywaj. – Pożegnałam się grzecznie, schylając się nawet nieco. Niech ma, skoro z takim nastawieniem zapewne już nigdy się nie spotkamy. Chyba że akurat będę mijała gdzieś jego trupa leżącego na trakcie. Opuszczając świątynię, zamierzałam powrócić do swojej pięknej formy, narzucając kimono na ramiona, zapinając się dokładnie obi i sprawdzając, czy wszystko leży tak, jak powinno. – I gdybym tylko widziała cię jeszcze raz, to... – Jak dalej leciał ten tekst ze sztuki? Ach, nie wiem. Czas ruszać. Póki co biznes w Ryuzaku został zakończony, a ja chyba nie jestem specjalnie mile tutaj widziana. Dziwny kraj i dziwni ludzie, choć majętni, a to ważne. Można powinnam otworzyć tutaj drugi teatr? Rozwój to w końcu podstawa.
z/t
0 x
- Minoru
- Posty: 1323
- Rejestracja: 3 kwie 2019, o 17:58
- Wiek postaci: 30
- Ranga: Sentoki
- Krótki wygląd: Dorosły już mężczyzna o krótko przystrzyżonej brodzie i włosach dość niechlujnie związanych w kucyk.
- Widoczny ekwipunek: - 2 x Torby umieszczone na plecach, przy pasie
- 2 x Katana wisząca u lewego boku
- Kamizelka shinobi - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4573&p=68391#p68391
Re: Świątynia Bishamona
0 x
Prowadzone misje:
- Tetsu Maji - D Przekleństwo pustyni (Wolna)
- Tsukune - Wyprawa B Zdradzicecki Korikami (Przejęta)
- Arii - Zadanie specjalne C Kress
- Tsukune
- Posty: 2773
- Rejestracja: 24 maja 2015, o 23:14
- Wiek postaci: 30
- Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem i trumną. Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
- Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, pasek z biczem, laska
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=803&p=4864#p4864
Re: Świątynia Bishamona
-Widocznie nie chcą się kompromitować. Wolą załatwić wszystko po cichu. Zapewne każda głowa rodu zrobiłaby to samo. W końcu to ich członek rodziny ich pohańbił i ośmieszył. Do tego jeszcze ich okradł dając przy okazji możliwość ewentualnego zdobycia ich informacji innym sobie podobnym lub komuś kto mu zapłaci. Poza tym bądźmy szczerzy. Zapewne władze miasta chciałyby coś za ewentualną pomoc i informacje. Zgadując pewnie więcej niż jakiś Shinobi który kiedyś im pomógł a może na tym jeszcze coś zyskać. powiedziałem z lekkim uśmieszkiem.
-Jak ten kutafon wkurwi mnie jak poprzedni to tym razem po zabiciu nie wysadzę mu głowy tylko zamiast go zabić zrobię mu sekcję na żywca...albo coś gorszego stwierdziłem ze spokojem w głosie mimo iż moje oczy pokazywały co innego.
-Od razu pół miasta. Aż tak potężny nie jestem. Ale postaram się spowodować jak najmniej uszkodzeń dodałem by po tym opuścić gabinet, a następnie budynek rady i udać się w kolejności jaką polecił mi Osamu.
Pierwszym moim celem była pracownia Mujina. Gdy dotarłem na miejsce poza zamkniętymi drzwiami dostrzegłem też usychające rośliny. Innymi słowy gospodarza czy tam właściciela od dłuższego czasu nie było w domu...Przez chwilę pomyślałem o tym aby może nie włamać mu się do domu...ale stwierdziłem że nie chce mi się z tym pieprzyć i swoje kroki skierowałem w stronę świątyni.
-Nic dziwnego, że praktycznie tu nie zaglądam. Cholernie irytujące jest dotarcie do tego miejsca. pomyślałem i westchnąłem w duchu
-Co nas kurwa podkusiło aby znowu się w coś wpierdolić?
-Ewentualne spore korzyści z tej pomocy płynące? odpowiedziałem pytaniem swego alter ego na pytanie.
-A witam. W tym momencie niestety nie mam zbytnio czasu aby móc się pomodlić. Mam dosyć ważną sprawę do załatwienia, ale jak to skończę tu zapewne przybędę tu aby się pomodlić o coś o wiele bardziej przyziemnego. Chwilę świętego spokoju zacząłem mówić i przy witaniu się chwyciłem swój kapelusz unosząc go w górę w geście przywitania, by następnie nałożyć go spowrotem.
-Szukam niejakiej osoby o imieniu Hattori. Znajduje się może w tym momencie w tej świątyni? Chciałbym zamienić z tą osobą parę zdań i zadać kilka pytań jeżeli to możliwe. dodałem z lekkim uśmiechem. Postanowiłem użyć swojej wrodzonej umiejętności od tak z czystej ciekawości i sprawdzić czy mnich by mnie okłamał. Praktycznie nie używałem tego a chciałbym sobie tak dla zabawy sprawdzić to sobie.
-Jak ten kutafon wkurwi mnie jak poprzedni to tym razem po zabiciu nie wysadzę mu głowy tylko zamiast go zabić zrobię mu sekcję na żywca...albo coś gorszego stwierdziłem ze spokojem w głosie mimo iż moje oczy pokazywały co innego.
-Od razu pół miasta. Aż tak potężny nie jestem. Ale postaram się spowodować jak najmniej uszkodzeń dodałem by po tym opuścić gabinet, a następnie budynek rady i udać się w kolejności jaką polecił mi Osamu.
Pierwszym moim celem była pracownia Mujina. Gdy dotarłem na miejsce poza zamkniętymi drzwiami dostrzegłem też usychające rośliny. Innymi słowy gospodarza czy tam właściciela od dłuższego czasu nie było w domu...Przez chwilę pomyślałem o tym aby może nie włamać mu się do domu...ale stwierdziłem że nie chce mi się z tym pieprzyć i swoje kroki skierowałem w stronę świątyni.
-Nic dziwnego, że praktycznie tu nie zaglądam. Cholernie irytujące jest dotarcie do tego miejsca. pomyślałem i westchnąłem w duchu
-Co nas kurwa podkusiło aby znowu się w coś wpierdolić?
-Ewentualne spore korzyści z tej pomocy płynące? odpowiedziałem pytaniem swego alter ego na pytanie.
-A witam. W tym momencie niestety nie mam zbytnio czasu aby móc się pomodlić. Mam dosyć ważną sprawę do załatwienia, ale jak to skończę tu zapewne przybędę tu aby się pomodlić o coś o wiele bardziej przyziemnego. Chwilę świętego spokoju zacząłem mówić i przy witaniu się chwyciłem swój kapelusz unosząc go w górę w geście przywitania, by następnie nałożyć go spowrotem.
-Szukam niejakiej osoby o imieniu Hattori. Znajduje się może w tym momencie w tej świątyni? Chciałbym zamienić z tą osobą parę zdań i zadać kilka pytań jeżeli to możliwe. dodałem z lekkim uśmiechem. Postanowiłem użyć swojej wrodzonej umiejętności od tak z czystej ciekawości i sprawdzić czy mnich by mnie okłamał. Praktycznie nie używałem tego a chciałbym sobie tak dla zabawy sprawdzić to sobie.
Ukryty tekst
0 x
- Minoru
- Posty: 1323
- Rejestracja: 3 kwie 2019, o 17:58
- Wiek postaci: 30
- Ranga: Sentoki
- Krótki wygląd: Dorosły już mężczyzna o krótko przystrzyżonej brodzie i włosach dość niechlujnie związanych w kucyk.
- Widoczny ekwipunek: - 2 x Torby umieszczone na plecach, przy pasie
- 2 x Katana wisząca u lewego boku
- Kamizelka shinobi - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4573&p=68391#p68391
Re: Świątynia Bishamona
0 x
Prowadzone misje:
- Tetsu Maji - D Przekleństwo pustyni (Wolna)
- Tsukune - Wyprawa B Zdradzicecki Korikami (Przejęta)
- Arii - Zadanie specjalne C Kress
- Tsukune
- Posty: 2773
- Rejestracja: 24 maja 2015, o 23:14
- Wiek postaci: 30
- Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem i trumną. Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
- Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, pasek z biczem, laska
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=803&p=4864#p4864
Re: Świątynia Bishamona
Postanowiłem przemilczeć w tym momencie sprawę z jaką przybywam do Hattoriego. Nie było to aktualnie ważne do momentu w którym nie będę z tą osobą twarzą w twarz.
-Ja pierdolę. Chyba z bycia shinobi lepiej będzie założyć jakąś świątynie lub sektę i zarabiać kasę na idiotach niż pierdolić się z szukaniem jakichś zjebów i walką usłyszałem w głowie wypowiedź swego alter ego. Musiałem sam przed sobą przyznać iż mnisi naprawdę mieli straszny przepych. Z zewnątrz niby tacy świętojebliwi a w środku przepych większy niż u nie jednego bogacza.
-Myślałem że nic mnie nie zaskoczy. Jak widać ten zakichany świat ma jeszcze więcej do ukazania niż myślałem pomyślałem praktycznie ignorując wypowiedź swego alter ego. No może nie tyle ignorując co w pewnym sensie jakimś tam odpowiedziałem na to? Chyba...No mniejsza z tym tak naprawdę. No i w końcu po wędrówce przepychem tak oczojebnym jak blask słońca na śniegu dotarłem tam gdzie miałem dotrzeć. Jedyne co stało mi na drodze to były drzwi. Które po pozwoleniu zostały otwarte dla mnie i sam przestąpiłem przez próg trzymając dłonie splecione za plecami a w nich w tym momencie moja laska była skierowana pod lekkim kontem. Gdy tamci rozmawiali ja spokojnie przyglądałem się zwoją. Nie dotykałem ich. Przyglądałem się im z bliska od tak. Gdy starszy? A może podstarzały mnich? Wyglądał jakby został zmumifikowany...no a przynajmniej takie ja odniosłem wrażenie.
-Witaj. Nie przyszedłem tutaj aby prosić o pomoc w naprawieniu zwoju lub pieczęci. Przyszedłem tutaj zapytać o informacje. Oczywiście nie widzę problemu aby za nie zapłacić. gdy zacząłem się witać jedną ręką chwyciłem kapelusz zdejmując go lekko z głowy by po chwili osadzić spokojnie na swoim miejscu i oprzeć obie dłonie o laskę by kontynuować swoją wypowiedź.
-Potrzebuje informacji czy nie kontaktował się z tobą przypadkiem ktoś ostatnio wyglądający w ten sposób... zacząłem by następnie opisać dokładnie wygląd poszukiwanej przeze mnie osoby jaki dostałem od Shirakuda Baiginori'ego. Dodatkowo wspominając też jak osoba której szukam ma na imię. ...-Posiada coś co jest dla mnie cenne. Nie ma praktycznie żadnej wartości materialnej. Znajduje się tam bardzo cenna pamiątka po...bardzo bliskiej mi osobie przeszedłem teraz bardziej do konkretu mówiąc iż ma coś ten osobnik mojego, pozwalając by na końcu mój głos lekko zaczął się łamać jakbym powstrzymywał się od płaczu. Zamknąłem po chwili oczy unosząc głowę w górę jakbym patrzył w niebo i wziąłem powolny i głęboki wdech i spokojny wydech aby "opanować" gromadzące się we mnie emocje.
-Czy kontaktował się z tobą może ten osobnik z prośbą o zdjęcie pieczęci? zapytałem patrząc mężczyźnie w oczy z widoczną w nich prośbą aby okazało się że jednak Tu był. Oczywiście w tym czasie też używam swojej umiejętności wrodzonej aby sprawdzić prawdę jego słów. Czemu to zrobiłem? Dla spokoju własnego ducha...heh...jak to zabawnie brzmi będąc gdzieś na tyłach świątyni.
-Ja pierdolę. Chyba z bycia shinobi lepiej będzie założyć jakąś świątynie lub sektę i zarabiać kasę na idiotach niż pierdolić się z szukaniem jakichś zjebów i walką usłyszałem w głowie wypowiedź swego alter ego. Musiałem sam przed sobą przyznać iż mnisi naprawdę mieli straszny przepych. Z zewnątrz niby tacy świętojebliwi a w środku przepych większy niż u nie jednego bogacza.
-Myślałem że nic mnie nie zaskoczy. Jak widać ten zakichany świat ma jeszcze więcej do ukazania niż myślałem pomyślałem praktycznie ignorując wypowiedź swego alter ego. No może nie tyle ignorując co w pewnym sensie jakimś tam odpowiedziałem na to? Chyba...No mniejsza z tym tak naprawdę. No i w końcu po wędrówce przepychem tak oczojebnym jak blask słońca na śniegu dotarłem tam gdzie miałem dotrzeć. Jedyne co stało mi na drodze to były drzwi. Które po pozwoleniu zostały otwarte dla mnie i sam przestąpiłem przez próg trzymając dłonie splecione za plecami a w nich w tym momencie moja laska była skierowana pod lekkim kontem. Gdy tamci rozmawiali ja spokojnie przyglądałem się zwoją. Nie dotykałem ich. Przyglądałem się im z bliska od tak. Gdy starszy? A może podstarzały mnich? Wyglądał jakby został zmumifikowany...no a przynajmniej takie ja odniosłem wrażenie.
-Witaj. Nie przyszedłem tutaj aby prosić o pomoc w naprawieniu zwoju lub pieczęci. Przyszedłem tutaj zapytać o informacje. Oczywiście nie widzę problemu aby za nie zapłacić. gdy zacząłem się witać jedną ręką chwyciłem kapelusz zdejmując go lekko z głowy by po chwili osadzić spokojnie na swoim miejscu i oprzeć obie dłonie o laskę by kontynuować swoją wypowiedź.
-Potrzebuje informacji czy nie kontaktował się z tobą przypadkiem ktoś ostatnio wyglądający w ten sposób... zacząłem by następnie opisać dokładnie wygląd poszukiwanej przeze mnie osoby jaki dostałem od Shirakuda Baiginori'ego. Dodatkowo wspominając też jak osoba której szukam ma na imię. ...-Posiada coś co jest dla mnie cenne. Nie ma praktycznie żadnej wartości materialnej. Znajduje się tam bardzo cenna pamiątka po...bardzo bliskiej mi osobie przeszedłem teraz bardziej do konkretu mówiąc iż ma coś ten osobnik mojego, pozwalając by na końcu mój głos lekko zaczął się łamać jakbym powstrzymywał się od płaczu. Zamknąłem po chwili oczy unosząc głowę w górę jakbym patrzył w niebo i wziąłem powolny i głęboki wdech i spokojny wydech aby "opanować" gromadzące się we mnie emocje.
-Czy kontaktował się z tobą może ten osobnik z prośbą o zdjęcie pieczęci? zapytałem patrząc mężczyźnie w oczy z widoczną w nich prośbą aby okazało się że jednak Tu był. Oczywiście w tym czasie też używam swojej umiejętności wrodzonej aby sprawdzić prawdę jego słów. Czemu to zrobiłem? Dla spokoju własnego ducha...heh...jak to zabawnie brzmi będąc gdzieś na tyłach świątyni.
Ukryty tekst
0 x
- Minoru
- Posty: 1323
- Rejestracja: 3 kwie 2019, o 17:58
- Wiek postaci: 30
- Ranga: Sentoki
- Krótki wygląd: Dorosły już mężczyzna o krótko przystrzyżonej brodzie i włosach dość niechlujnie związanych w kucyk.
- Widoczny ekwipunek: - 2 x Torby umieszczone na plecach, przy pasie
- 2 x Katana wisząca u lewego boku
- Kamizelka shinobi - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4573&p=68391#p68391
Re: Świątynia Bishamona
0 x
Prowadzone misje:
- Tetsu Maji - D Przekleństwo pustyni (Wolna)
- Tsukune - Wyprawa B Zdradzicecki Korikami (Przejęta)
- Arii - Zadanie specjalne C Kress
- Tsukune
- Posty: 2773
- Rejestracja: 24 maja 2015, o 23:14
- Wiek postaci: 30
- Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem i trumną. Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
- Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, pasek z biczem, laska
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=803&p=4864#p4864
Re: Świątynia Bishamona
Uśmiechnąłem się tylko nikle na słowa starego mężczyzny.
-Ech nie pozostaje mi nic innego jak szukać tej łajzy dalej powiedziałem z westchnieniem. Następnie ręką chwyciłem starego mnicha za nadgarstek ręki którą miał na moim ramieniu i lekko mu ją wykręciłem. Nie tak aby zrobić mu ból ani nic. Po prostu tak aby wewnętrzna część jego dłoni skierowana była w stronę sufitu. Następnie drugą ręką sięgnąłem za swoją pazuchę i wyciągnąłem woreczek w którym było 300 ryo i położyłem mu na ręce
-Ciekawe masz zwoje nie powiem powiedziałem gdy puściłem jego rękę i skierowałem czubek laski w stronę zwoi którym się na początku przyglądałem po czym jakby nigdy nic skierowałem się do drzwi które otworzyłem
-A i tak w razie czego. Ten gość nie tylko mi skrewił. Jest ktoś a nawet zapewne paru ktosi którzy są potężniejsi ode mnie i jak dowiedzą się że w jakiś sposób mu pomogłeś zrobią wszystko aby Ciebie dopaść i abyś zapłacił za pomaganie mu. dodałem na wychodne po czym szybkim krokiem lekko "kulejąc" na lewą nogę skierowałem się do wyjścia z tej świątyni tą samą trasą którą się tu skierowałem. Specjalnie w razie gdyby ktoś mnie wołał nie reagowałem jakbym był zajęty własnymi myślami. Następnie po opuszczeniu obszaru całej świątyni i sprawiając iż znikła mi z oczu zatrzymałem się. Zerknąłem wpierw w lewo, następnie w prawo, za siebie i przed siebie jakbym sprawdzał czy nikogo nie ma w pobliżu i wszedłem między drzewa ze swojej lewej strony. Tak jakbym był za potrzebą. Kolejne co zrobiłem...to zdjąłem z siebie górną część ubrania. Po co? Z tego względu iż nie spodobało mi się iż wyczułem że kłamie. Dodatkowo chciałem sprawdzić czy przy tym dotknięciu podwójnym mojego ramienia nie nałożył na mnie pieczęci. Skoro jest w tym bardzo dobry nie zdziwiłbym się gdyby potrafił coś takiego zrobić. Co prawda sam niewiele o tym wiedziałem ale nie zdziwiłbym się jakby to było możliwe. Jeżeli nie zobaczyłem żadnego znaku na swoim ciele przyjrzałem się kolejno warstwom swoich ubrań i jak na nim nic nie dostrzegłem założyłem jedną warstwę a następnie kolejną. Jednak gdy zobaczyłem coś nietypowego lub wyczułem swoją umiejętnością po prostu nacinam to miejsce. Czemu nacinam? Cóż skoro potrafi naprawić uszkodzony zwój lub pieczęć mogło to znaczyć iż jeżeli będzie uszkodzona jest spore prawdopodobieństwo iż nie zadziała i to co ewentualnie planował nie dojdzie do skutku.
-Kłamał. Więc w taki sposób mogę wykryć kłamstwo. Bardzo interesujące. Po prostu czuję coś nieswojego w jego wypowiedzi...a może po prostu ja to tak odebrałem no nic. Trzeba dobrze zapamiętać czakrę tego starca i ewentualnie iść za nim. Jedno jest pewne. Widział go. Rozmawiał z nim. Pytanie czy już mu pomógł czy dopiero dał mu cenę jaką musi zapłacić i ten szuka zarobku pomyślałem jednocześnie składając jedną pieczęć aby wzmocnić swój wrodzony dar i zbadać dokładniej cały obszar. Możliwe iż moja ofiara jest o wiele bliżej niż sądziłem. Po zeskanowaniu terenu postanowiłem obejść większym kołem całą świątynię. Jednocześnie co jakiś czas sprawdzając czy stary mnich się gdzieś przykładowo nie przemieścił.
-Ech nie pozostaje mi nic innego jak szukać tej łajzy dalej powiedziałem z westchnieniem. Następnie ręką chwyciłem starego mnicha za nadgarstek ręki którą miał na moim ramieniu i lekko mu ją wykręciłem. Nie tak aby zrobić mu ból ani nic. Po prostu tak aby wewnętrzna część jego dłoni skierowana była w stronę sufitu. Następnie drugą ręką sięgnąłem za swoją pazuchę i wyciągnąłem woreczek w którym było 300 ryo i położyłem mu na ręce
-Ciekawe masz zwoje nie powiem powiedziałem gdy puściłem jego rękę i skierowałem czubek laski w stronę zwoi którym się na początku przyglądałem po czym jakby nigdy nic skierowałem się do drzwi które otworzyłem
-A i tak w razie czego. Ten gość nie tylko mi skrewił. Jest ktoś a nawet zapewne paru ktosi którzy są potężniejsi ode mnie i jak dowiedzą się że w jakiś sposób mu pomogłeś zrobią wszystko aby Ciebie dopaść i abyś zapłacił za pomaganie mu. dodałem na wychodne po czym szybkim krokiem lekko "kulejąc" na lewą nogę skierowałem się do wyjścia z tej świątyni tą samą trasą którą się tu skierowałem. Specjalnie w razie gdyby ktoś mnie wołał nie reagowałem jakbym był zajęty własnymi myślami. Następnie po opuszczeniu obszaru całej świątyni i sprawiając iż znikła mi z oczu zatrzymałem się. Zerknąłem wpierw w lewo, następnie w prawo, za siebie i przed siebie jakbym sprawdzał czy nikogo nie ma w pobliżu i wszedłem między drzewa ze swojej lewej strony. Tak jakbym był za potrzebą. Kolejne co zrobiłem...to zdjąłem z siebie górną część ubrania. Po co? Z tego względu iż nie spodobało mi się iż wyczułem że kłamie. Dodatkowo chciałem sprawdzić czy przy tym dotknięciu podwójnym mojego ramienia nie nałożył na mnie pieczęci. Skoro jest w tym bardzo dobry nie zdziwiłbym się gdyby potrafił coś takiego zrobić. Co prawda sam niewiele o tym wiedziałem ale nie zdziwiłbym się jakby to było możliwe. Jeżeli nie zobaczyłem żadnego znaku na swoim ciele przyjrzałem się kolejno warstwom swoich ubrań i jak na nim nic nie dostrzegłem założyłem jedną warstwę a następnie kolejną. Jednak gdy zobaczyłem coś nietypowego lub wyczułem swoją umiejętnością po prostu nacinam to miejsce. Czemu nacinam? Cóż skoro potrafi naprawić uszkodzony zwój lub pieczęć mogło to znaczyć iż jeżeli będzie uszkodzona jest spore prawdopodobieństwo iż nie zadziała i to co ewentualnie planował nie dojdzie do skutku.
-Kłamał. Więc w taki sposób mogę wykryć kłamstwo. Bardzo interesujące. Po prostu czuję coś nieswojego w jego wypowiedzi...a może po prostu ja to tak odebrałem no nic. Trzeba dobrze zapamiętać czakrę tego starca i ewentualnie iść za nim. Jedno jest pewne. Widział go. Rozmawiał z nim. Pytanie czy już mu pomógł czy dopiero dał mu cenę jaką musi zapłacić i ten szuka zarobku pomyślałem jednocześnie składając jedną pieczęć aby wzmocnić swój wrodzony dar i zbadać dokładniej cały obszar. Możliwe iż moja ofiara jest o wiele bliżej niż sądziłem. Po zeskanowaniu terenu postanowiłem obejść większym kołem całą świątynię. Jednocześnie co jakiś czas sprawdzając czy stary mnich się gdzieś przykładowo nie przemieścił.
Ukryty tekst
0 x
- Minoru
- Posty: 1323
- Rejestracja: 3 kwie 2019, o 17:58
- Wiek postaci: 30
- Ranga: Sentoki
- Krótki wygląd: Dorosły już mężczyzna o krótko przystrzyżonej brodzie i włosach dość niechlujnie związanych w kucyk.
- Widoczny ekwipunek: - 2 x Torby umieszczone na plecach, przy pasie
- 2 x Katana wisząca u lewego boku
- Kamizelka shinobi - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4573&p=68391#p68391
Re: Świątynia Bishamona
0 x
Prowadzone misje:
- Tetsu Maji - D Przekleństwo pustyni (Wolna)
- Tsukune - Wyprawa B Zdradzicecki Korikami (Przejęta)
- Arii - Zadanie specjalne C Kress
- Tsukune
- Posty: 2773
- Rejestracja: 24 maja 2015, o 23:14
- Wiek postaci: 30
- Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem i trumną. Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
- Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, pasek z biczem, laska
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=803&p=4864#p4864
Re: Świątynia Bishamona
Cóż mój plan nie zadziałał z daniem kasy i lekkim nastraszeniem z informacją iż ten osobnik ma wielu potężnych wrogów no nic. Sporym plusem okazało się to iż po sprawdzeniu swego ciała nie znalazłem na nim żadnej pieczęci. Przynajmniej jakiś plus. Zamyśliłem się n chwilkę. Zaczynało się robić nieco późno ale jednak postanowiłem się udać do ostatniego osobnika jakiego miałem na liście. Po co do niego się udaję skoro wiem iż ten stary pierdziel mnie okłamał? Oj mam ku temu swój pewien demoniczny plan. Czemu demoniczny? Cóż lepiej abym nie zdradzał tego teraz bo nie będzie niespodzianki. Sprawdziłem jeszcze szybko okolicę czy nikt a zwłaszcza ta dwójka czyli dziadek i ten który mnie do niego prowadził nie są gdzieś blisko i postanowiłem pobiec do ostatniego osobnika jakiego miałem na liście od radnego. Miałem zamiar zadać mu parę pytań. Co prawda znałem już odpowiedź, że ta stara żywa mumia spotkała się z nim ale może dzięki porozmawianiu z tym ostatnim osobnikiem zdobędę jeszcze poza informacją gdzie mógłby znajdować się ten osobnik...w końcu mógł powiedzieć gdzie się zatrzymał aby w razie czego skontaktować się z nim co do ceny za pomoc. Jednak liczyłem w duchu na to iż On powie mi iż odesłał tego kolesia do starucha. Będę miał wtedy pretekst do "nawiedzenia" ich spowrotem i opierdolenia ich za to...może przy okazji ich trochę postraszę? W sumie warto by to zrobić w subtelny sposób. Nie otwarcie tylko tak nieco skrycie...tak to będzie bardzo dobry pomysł. Z takimi rozmyślaniami opuściłem ten cholerny zapyziały teren świątyni...który jak na mój gust i mój śmierdział straszliwie religijnością a może po prostu jebał tak ten stary dziad wał wie. W taki sposób po pewnym czasie zapewne dotarłem na miejsce do którego zmierzałem.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

