W sumie Sayuri trochę była ciekawa, jak daleka droga ich czeka. No i odpowiedź przyszła szybciej, niż sądziła. Ich dowódczyni zakomunikowała, że nawet czeka ich mocowania w lesie. Cholera, a ona nawet nie ma ze sobą śpiwora, a co dopiero mowa o namiocie! Na szczęście to zmartwienie trwało raptem sekundę, bo okazało się, że plecaki z odpowiednim sprzętem są już dla nich przygotowane. Czerwonowłosa odetchnęła w duchu z ulgś, po czym przysłuchiwała się wymianie zdań między Kohaku a Masakiyo. No, chłopak naprawdę wrócił do pełni formy. Już nawet nie wstydził się podbijać do dowódczyni! Jego bezpośredniość była rozbrajająca. Co prawda Kohaku postawiła jasną granicę, ale jakoś ciężko było uwierzyć młodej Hyūga, że chłopak będzie jej jakoś sumiennie przestrzegał.
Wzięła od Masakiyo plecak, który oczywiście założyła. Upewniła się, że dobrze leży i nic ją nie uwiera, po czym wraz z pozostałymi ruszyli do wyjścia. Po kilkunastu minutach byli już na głównym szlaku, więc spokojnie mogli zagaić rozmowę. Sayuri w końcu pragnęła poznać szczegółki odbytej walki we wzgórzu. Jej oczy zbyt wiele wtedy nie dojrzały. W sumie to praktycznie nic, ale też nie miała możliwości za bardzo się przyglądać. A teraz miała wiedzę z pierwszej ręki. Chociaż, znając słowotwórstwo Masakiyo, czy powinna mu tak we wszystko wierzyć? Może jednak, jeśli chodzi o walki, to tak nie bajkotworzy? I chyba właśnie tak było. Mówił konkrety, nawet nie próbował jakoś postawić siebie na piedestale. A przecież mógł wymyślić przeróżne scenariusze tamtych bitew. O tym jak było, wiedział zapewne tylko on i Ryuunosuke. Miał więc pole do popisu, ale wydawał się być w tym szczery. I to sobie ceniła.
- Nienajgorzej, chociaż zmarł mój dobry kolega. - odpowiedziała, zerkając gdzieś w bok. - Ale jak widać, dzięki niemu i tobie, Senrankai mnie nie dopadło. - dodała rozpogodzenia, jakby chcąc trochę zmienić temat. A przynajmniej nie mówić o śmierci bliskiej osoby. - Już miałam nawet jednego na muszce, ale pojawił się jeden taki... Chyba jakiś ich oficer i mi go podwędził. - rzuciła, na końcu trochę udając obrażoną na obieg sytuacji. Mimo wszystko, wciąż na wspomnienie o tej sytuacji, w jej głowie pojawiało się spojrzenie mężczyzny. Jego niezrozumiałe zachowanie zajmowało jej myśli, od których ciężko momentami było się uwolnić. Ale bardzo dobrze działało na to towarzystwo.
Zaskoczona zerknęła na Ayame, która wpadła między nich, a następnie wyprzedziła ich o parę kroków. Coś ją ewidentnie poruszyło. Tym razem były to jak najbardziej miłe wiadomości, na które czerwonowłosa uśmiechnęła się radośnie. Wszystkie te słowa, te obroty, to wszystko roztaczało taką przyjemną, niewinną aurę wokół niewysokiej Hyūga, że chciało się ją wyściskać niczym pluszowego misia!
- Hah! To nie przypadek, że jesteśmy tu razem, Ayame-chan! - zawtórowała jej wesoło, nie przestając się uśmiechać. I taką energię uwielbiała! To jej dodawało sił, pchało do przodu do działania. Swoją drogą, ciekawe co u Aoko. Pewnie jeszcze przebywała w szpitalu, żeby dobrze się zrenegerować. Przyda jej się trochę odpoczynku. Może trochę więcej niż trochę.
Z/T
Siedziba władzy
- Sayuri
- Posty: 233
- Rejestracja: 6 gru 2019, o 20:28
- Wiek postaci: 18
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Czerwone, lekko falowane włosy. Jasne oczy, charakterystyczne dla klanu Hyuuga. Nosi czarną, dopasowaną bluzkę z wycięciem nad piersiami, krótkie czarne spodenki, wysokie siateczkowe pończochy. Ramiona okrywa kimono związane pasem.
- Widoczny ekwipunek: Torba przepasana w pasie.
- Link do KP: viewtopic.php?f=40&t=7919&p=129861#p129861
- GG/Discord: venus_sayuri
- Sayuri
- Posty: 233
- Rejestracja: 6 gru 2019, o 20:28
- Wiek postaci: 18
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Czerwone, lekko falowane włosy. Jasne oczy, charakterystyczne dla klanu Hyuuga. Nosi czarną, dopasowaną bluzkę z wycięciem nad piersiami, krótkie czarne spodenki, wysokie siateczkowe pończochy. Ramiona okrywa kimono związane pasem.
- Widoczny ekwipunek: Torba przepasana w pasie.
- Link do KP: viewtopic.php?f=40&t=7919&p=129861#p129861
- GG/Discord: venus_sayuri
Re: Siedziba władzy
Ten dzień nawet miał przejaw taki, by być bardzo podobnym do popoprzednich. Przynajmniej względem zachowań osób, które znała. I już widziała ten błysk w oku u Masakiyo, już był ten uśmiech, ale wystarzyło jedno spotkanie jego spojrzenia ze spojrzeniem Takayamy i zgasł. Nagle, niespodziewanie. Nie, żeby Sayuri musiała narzekać na brak tej taniej adoracji, ale w sumie takiego go znała. I niezależnie czy kierował te słowa do niej czy do kogoś innego, on taki po prostu był. Jednak rozumiała to, że w pewnych sytuacjach trzeba było się dostosować. Ta była jedną z tych.
- Dzięki, mogłam nadrobić trochę spanko. - rzuciła jeszcze z uśmiechem, chcą dać mu do zrozumienia, że wierzy na tyle w jego umiejętności i siłę, że mogła spać spokojnie i czuła się bezpiecznie. Może chociaż to trochę podniesie go na duchu, przy tym grobowym nastroju?
Za to Ayame wracała do pełnej formy! Najwidoczniej czerwonowłosa wyrwała ją z jakiegoś letargu, głebokiego zamyślenia. Znowu jakieś wizje? Chyba na to wychodziło. Dziewczyna wygladała na nieco przejętą, ale w sumie głęboko wierzyła w to, co widziała. Na jawie czy we śnie. W pierwszym odruchu Sayuri miała tylko nadzieje, że zaraz żaden gniew na nią nie spłynie. Ale w końcu Ayame szybko się pomodliła, więc chyba sytuacja uratowana? Tak mogłaby pomyśleć czerwonowłosa, ale zaraz Ayame odpowiedziała na jej pytanie i wcale się tego nie spodziewała. Same złe rzeczy? Podróżuje z nimi zły duch?! Była w tym wszystkim tak przekonująca, że aż Sayuri dyskretnie chciała się rozejrzeć się dookoła, jakby chciała się upewnić, że on rzeczywiście gdzieś tam jest. Zanim jednak to zrobiła, Ayame skinęła głową w stronę Takayamy, sugerując, że to o niej mowa. Czy aż taka zła aura od niej bije? Owszem, była dość przytłaczająca, potrafiła też wywołać dreszcz, ale żeby od razu zły duch?
Spojrzała z powrotem na Ayame i tylko kiwnęła jej głową na znak, że zrozumiała jej słowa i przesłanie. Nie chciała jednak zbytnio wdawać się w dyskusję na ten temat. Nie była przekonana co do tego, żeby uczennica Ryuunosuke była rzeczywiście zła. Jednakże dalszą drogę przeszła już w ciszy. Aż dotarli do osady, prosto pod samą siedzibę. Trzeba było zdać raport. No, co prawda zapewne zrobi to Takayama i Akabane, a oni albo zostaną oddelegowani, albo dotrzymają im towarzystwa, jedynie się pokazując i nie odzywając ani słowem. Dlatego Sayuri czekała na dalsze zalecenia - czy ma wracać do domu czy wchodzą do siedziby.
- Dzięki, mogłam nadrobić trochę spanko. - rzuciła jeszcze z uśmiechem, chcą dać mu do zrozumienia, że wierzy na tyle w jego umiejętności i siłę, że mogła spać spokojnie i czuła się bezpiecznie. Może chociaż to trochę podniesie go na duchu, przy tym grobowym nastroju?
Za to Ayame wracała do pełnej formy! Najwidoczniej czerwonowłosa wyrwała ją z jakiegoś letargu, głebokiego zamyślenia. Znowu jakieś wizje? Chyba na to wychodziło. Dziewczyna wygladała na nieco przejętą, ale w sumie głęboko wierzyła w to, co widziała. Na jawie czy we śnie. W pierwszym odruchu Sayuri miała tylko nadzieje, że zaraz żaden gniew na nią nie spłynie. Ale w końcu Ayame szybko się pomodliła, więc chyba sytuacja uratowana? Tak mogłaby pomyśleć czerwonowłosa, ale zaraz Ayame odpowiedziała na jej pytanie i wcale się tego nie spodziewała. Same złe rzeczy? Podróżuje z nimi zły duch?! Była w tym wszystkim tak przekonująca, że aż Sayuri dyskretnie chciała się rozejrzeć się dookoła, jakby chciała się upewnić, że on rzeczywiście gdzieś tam jest. Zanim jednak to zrobiła, Ayame skinęła głową w stronę Takayamy, sugerując, że to o niej mowa. Czy aż taka zła aura od niej bije? Owszem, była dość przytłaczająca, potrafiła też wywołać dreszcz, ale żeby od razu zły duch?
Spojrzała z powrotem na Ayame i tylko kiwnęła jej głową na znak, że zrozumiała jej słowa i przesłanie. Nie chciała jednak zbytnio wdawać się w dyskusję na ten temat. Nie była przekonana co do tego, żeby uczennica Ryuunosuke była rzeczywiście zła. Jednakże dalszą drogę przeszła już w ciszy. Aż dotarli do osady, prosto pod samą siedzibę. Trzeba było zdać raport. No, co prawda zapewne zrobi to Takayama i Akabane, a oni albo zostaną oddelegowani, albo dotrzymają im towarzystwa, jedynie się pokazując i nie odzywając ani słowem. Dlatego Sayuri czekała na dalsze zalecenia - czy ma wracać do domu czy wchodzą do siedziby.
0 x

You were more than just somebody I was destined to meet.
- Kaito Ishikawa
- Posty: 1007
- Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
- Wiek postaci: 26
- Ranga: Kogō
- Widoczny ekwipunek: ...
Samehada
Tanto
Błękitna Zbroja
Długi łuk
Kołczan
Lis
Kruk
... - Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
- Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Re: Siedziba władzy
0 x
KLIK - KARMAZYNOWE SZCZYTY - GRA W REGIONIE - KLIK
_______________________________
Samehada / Narrator / Mowa
KP | PH | BANK
Prowadzone Misje:
Samehada / Narrator / Mowa
KP | PH | BANK
Prowadzone Misje:
- Sasame - Kampania S
- Minari - Kampania D
- Yukari - Kampania C
- Sayuri - Kampania C
- Anzou - Wyprawa A
- Sayuri
- Posty: 233
- Rejestracja: 6 gru 2019, o 20:28
- Wiek postaci: 18
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Czerwone, lekko falowane włosy. Jasne oczy, charakterystyczne dla klanu Hyuuga. Nosi czarną, dopasowaną bluzkę z wycięciem nad piersiami, krótkie czarne spodenki, wysokie siateczkowe pończochy. Ramiona okrywa kimono związane pasem.
- Widoczny ekwipunek: Torba przepasana w pasie.
- Link do KP: viewtopic.php?f=40&t=7919&p=129861#p129861
- GG/Discord: venus_sayuri
Re: Siedziba władzy
Misja się zakończyła, więc otrzymali za nią zapłatę i tak naprawdę mogli się rozejść. Oczywiście, że fajnie było przytulić trochę pieniążka, no ale rzeczywiście od momentu, kiedy Takayama się ujawniła, nie działo się nic zbytnio ciekawego. Czasami wręcz panowała grobowa cisza, a czerwonowłosa przesuwała spojrzeniem swoich jasnych oczy po kompanach, jakby szukała gdzie punktu zaczepienia do rozmowy. Nic takiego jednak nie znalazła, więc gdy tylko otrzymali zapłatę, pożegnała się ze wszystkimi, życzyła powodzenia i ukłoniła się przed odejściem.
Minęły raptem trzy dni, a u drzwi zjawił się chłopak, który ostatnim razem wezwał ją na misję. Pierwsze, co przyszło jej na myśl, to właśnie kolejne zlecenie, więc nawet poczuła podekscytowanie. Miała w końcu czas, żeby się zregenerować i wypocząć. A prawda była taka, że mieli przecież co robić. Senrankai, yokai... Tego nie można było odsuwać na później. Trzeba było kuć żelazo póki gorące, więc nic dziwnego, że z tym skojarzyło jej się pojawienie posłańca.
- Dzień dobry. Tak, to ja. - potwierdziła młodzieńcowi, po czym również skłoniła się lekko, zaraz jednak zawiesiła na nim swoje czujne spojrzenie. W oczach widniała ciekawość, której nawet nie zamierzała ukrywać, chociaż nie snuła jeszcze scenariusza kolejnego zadania. Zdecydowanie nawet nie zdążyłaby tego zrobić, bo zaraz do jej rąk trafił list, na którym widniała pieczęć władz Shiroi-iwy. Usta Sayuri nieco się rozchyliły w lekkim zdziwieniu, bo ostatnim razem tak oficjalnie to nie wyglądało, ale może to jakaś większa akcja? Nim jednak otworzyła list, posłanieć pożegnał się i pośpiesznie się oddalił, więc pożegnała go krótko i zasunęła drzwi. Tak się złożyło, że akurat była sama w domu, więc powędrowała do niewielkiego salonu i usiadła, żeby spokojnie przeczytać treść, która była do niej skierowana.
- Za trzy dni?! - wykrzyczała nagle, jakby to było najistotniejsze w tej informacji. A nie było. Po prostu była zdziwiona, ale przepełniała ją radość. Właśnie miało się spełnić jedno z jej marzeń. Awans na Akoraito. Czerownowłosa przyłożyła do siebie list, jakby chciała go przytulić i wzięła głęboki wdech. - Na bogów... To się dzieje. - wyszeptała pod nosem z zamkniętymi oczami, po czym energicznie podniosła dłonie do góry, wciąż w jednej ręcę trzymają list. - Jaaaaaaaaaaaaaaaj! - krzyknęła z radości i gdyby stała, to pewnie by podskoczyła. A zamiast tego wstała szybko i popędziła do swojego pokoju. No przecież musiała coś wybrać na tę okazję! A jak nie to kupić. Trzeba było to załatwić szybko.
Oczywiście nowina w jej domu rozeszła się szybko. Najpierw dowiedziała się matka, a zaraz po niej ojciec i brat. Wszyscy serdecznie jej gratulowali i mocno ją wyściskali, wychwalając ją za zaangażowanie. Mówili, że byli przekonani o tym, że to się stanie w niedługim czasie, bo widzieli jak ciężko trenuje i ile z siebie daje. Wsparcie bliskich było nieocenione. Sayuri uroniła kilka łez radości, a od ciągłych uśmiechów bolały ją policzki.
W końcu nadszedł ten dzień. Minęły trzy dni, przepełnione ekscytacją, nieopisaną radością i chęcią dalszego działania. Kiedy tylko nastał dzień nominacji, Sayuri miała w głowie już cały plan na najbliższe godziny. Jednak kiedy wstała z łóżka, jej uwagę przykuła paskudna pogoda, która tego dnia ją powitała. Panowała ulewa, nawet ciężko byłoby postawić nogę, żeby nie wdepnąć w błoto. Początkowo czerownowłosa lekko posmutniała, ale zaraz uświadomiła sobie, że przecież pogoda, na która nie ma wpływu, nie może zepsuć jej tego dnia. Zawzięła się w sobie, ubrała swoje odświętne kimono, spięła włosy w dość sporego koka, pozwalając by pojedycze pasemka czerwonych włosów otulały jej twarz po bokach i zeszła na dół. Zjadła nieduże śniadanie, bo żołądek miała lekko ściśnięty.
- Weź parasolkę, dziecko. - rzekła matka i sama zerknęła za okno. - Może powinnaś wziąć inne buty na zmianę? - zaproponowała i zerknęła na swojć córkę. W sumie przeszło to Sayuri przez myśl, ale zdążyła już wymyślić co innego.
- Powinnam dać radę bez tego. - odpowiedziała i wyszczerzyła się od ucha do ucha. - Ale będe potrzebowała jakieś ściereczki na wszelki wypadek. I płaszcza. - dodała i zrobiła dzióbek z ust, jakby się jeszcze nad tym zastanawiała. Ale nie, już postanowione! Wzięła więc kawałek materiału, który posłużyłby jej do ewentualnie wytarcia obuwia, które założyła. Narzuciła też na siebie płaszcz z kapturem. Upewniła się, że ma swoją torbę i odznakę, no i list. Pożegnała rodzicielkię i rozsunęła drzwi, patrząc na tę ulewę. Wzruszyła jednak tylko ramionami i w sumie mogłaby przejść w tym deszczu, ale nie będzie stała w siedzibie niczym smutna fotanna. Dlatego rozłożyła parasol, żeby ochronić dodatkowo głowę i ramiona i postanowiła wybrać trochę inną drogę. A mianowicie drogę górą. Tam błota nie była, ale musiała zachować ostrożność, żeby się nie poślizgnąć ani nie wywyinąc orła przeskakując z dachu na dach. Nie biegła na złamanie karku, aczkolwiek energicznie się poruszała, by jak najszybciej znaleźć się u celu i wejść do siedziby, zapewne schodząc jakąś boczną ścianą niedaleko wejścia. Następnie przed samym wejściem zamierzała przetrzeć buty, jeśli tego wymagały. No i udać się na upragniony awans, wcześniej zdejmując płaszcz, żeby nie narobić z niego kałuży oraz zostawiając parasol w odpowiednim do tego miejscu.
Hyūga Sayuri w tym dniu.
Minęły raptem trzy dni, a u drzwi zjawił się chłopak, który ostatnim razem wezwał ją na misję. Pierwsze, co przyszło jej na myśl, to właśnie kolejne zlecenie, więc nawet poczuła podekscytowanie. Miała w końcu czas, żeby się zregenerować i wypocząć. A prawda była taka, że mieli przecież co robić. Senrankai, yokai... Tego nie można było odsuwać na później. Trzeba było kuć żelazo póki gorące, więc nic dziwnego, że z tym skojarzyło jej się pojawienie posłańca.
- Dzień dobry. Tak, to ja. - potwierdziła młodzieńcowi, po czym również skłoniła się lekko, zaraz jednak zawiesiła na nim swoje czujne spojrzenie. W oczach widniała ciekawość, której nawet nie zamierzała ukrywać, chociaż nie snuła jeszcze scenariusza kolejnego zadania. Zdecydowanie nawet nie zdążyłaby tego zrobić, bo zaraz do jej rąk trafił list, na którym widniała pieczęć władz Shiroi-iwy. Usta Sayuri nieco się rozchyliły w lekkim zdziwieniu, bo ostatnim razem tak oficjalnie to nie wyglądało, ale może to jakaś większa akcja? Nim jednak otworzyła list, posłanieć pożegnał się i pośpiesznie się oddalił, więc pożegnała go krótko i zasunęła drzwi. Tak się złożyło, że akurat była sama w domu, więc powędrowała do niewielkiego salonu i usiadła, żeby spokojnie przeczytać treść, która była do niej skierowana.
- Za trzy dni?! - wykrzyczała nagle, jakby to było najistotniejsze w tej informacji. A nie było. Po prostu była zdziwiona, ale przepełniała ją radość. Właśnie miało się spełnić jedno z jej marzeń. Awans na Akoraito. Czerownowłosa przyłożyła do siebie list, jakby chciała go przytulić i wzięła głęboki wdech. - Na bogów... To się dzieje. - wyszeptała pod nosem z zamkniętymi oczami, po czym energicznie podniosła dłonie do góry, wciąż w jednej ręcę trzymają list. - Jaaaaaaaaaaaaaaaj! - krzyknęła z radości i gdyby stała, to pewnie by podskoczyła. A zamiast tego wstała szybko i popędziła do swojego pokoju. No przecież musiała coś wybrać na tę okazję! A jak nie to kupić. Trzeba było to załatwić szybko.
Oczywiście nowina w jej domu rozeszła się szybko. Najpierw dowiedziała się matka, a zaraz po niej ojciec i brat. Wszyscy serdecznie jej gratulowali i mocno ją wyściskali, wychwalając ją za zaangażowanie. Mówili, że byli przekonani o tym, że to się stanie w niedługim czasie, bo widzieli jak ciężko trenuje i ile z siebie daje. Wsparcie bliskich było nieocenione. Sayuri uroniła kilka łez radości, a od ciągłych uśmiechów bolały ją policzki.
W końcu nadszedł ten dzień. Minęły trzy dni, przepełnione ekscytacją, nieopisaną radością i chęcią dalszego działania. Kiedy tylko nastał dzień nominacji, Sayuri miała w głowie już cały plan na najbliższe godziny. Jednak kiedy wstała z łóżka, jej uwagę przykuła paskudna pogoda, która tego dnia ją powitała. Panowała ulewa, nawet ciężko byłoby postawić nogę, żeby nie wdepnąć w błoto. Początkowo czerownowłosa lekko posmutniała, ale zaraz uświadomiła sobie, że przecież pogoda, na która nie ma wpływu, nie może zepsuć jej tego dnia. Zawzięła się w sobie, ubrała swoje odświętne kimono, spięła włosy w dość sporego koka, pozwalając by pojedycze pasemka czerwonych włosów otulały jej twarz po bokach i zeszła na dół. Zjadła nieduże śniadanie, bo żołądek miała lekko ściśnięty.
- Weź parasolkę, dziecko. - rzekła matka i sama zerknęła za okno. - Może powinnaś wziąć inne buty na zmianę? - zaproponowała i zerknęła na swojć córkę. W sumie przeszło to Sayuri przez myśl, ale zdążyła już wymyślić co innego.
- Powinnam dać radę bez tego. - odpowiedziała i wyszczerzyła się od ucha do ucha. - Ale będe potrzebowała jakieś ściereczki na wszelki wypadek. I płaszcza. - dodała i zrobiła dzióbek z ust, jakby się jeszcze nad tym zastanawiała. Ale nie, już postanowione! Wzięła więc kawałek materiału, który posłużyłby jej do ewentualnie wytarcia obuwia, które założyła. Narzuciła też na siebie płaszcz z kapturem. Upewniła się, że ma swoją torbę i odznakę, no i list. Pożegnała rodzicielkię i rozsunęła drzwi, patrząc na tę ulewę. Wzruszyła jednak tylko ramionami i w sumie mogłaby przejść w tym deszczu, ale nie będzie stała w siedzibie niczym smutna fotanna. Dlatego rozłożyła parasol, żeby ochronić dodatkowo głowę i ramiona i postanowiła wybrać trochę inną drogę. A mianowicie drogę górą. Tam błota nie była, ale musiała zachować ostrożność, żeby się nie poślizgnąć ani nie wywyinąc orła przeskakując z dachu na dach. Nie biegła na złamanie karku, aczkolwiek energicznie się poruszała, by jak najszybciej znaleźć się u celu i wejść do siedziby, zapewne schodząc jakąś boczną ścianą niedaleko wejścia. Następnie przed samym wejściem zamierzała przetrzeć buty, jeśli tego wymagały. No i udać się na upragniony awans, wcześniej zdejmując płaszcz, żeby nie narobić z niego kałuży oraz zostawiając parasol w odpowiednim do tego miejscu.
Hyūga Sayuri w tym dniu.
0 x

You were more than just somebody I was destined to meet.
- Kaito Ishikawa
- Posty: 1007
- Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
- Wiek postaci: 26
- Ranga: Kogō
- Widoczny ekwipunek: ...
Samehada
Tanto
Błękitna Zbroja
Długi łuk
Kołczan
Lis
Kruk
... - Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
- Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Re: Siedziba władzy
0 x
KLIK - KARMAZYNOWE SZCZYTY - GRA W REGIONIE - KLIK
_______________________________
Samehada / Narrator / Mowa
KP | PH | BANK
Prowadzone Misje:
Samehada / Narrator / Mowa
KP | PH | BANK
Prowadzone Misje:
- Sasame - Kampania S
- Minari - Kampania D
- Yukari - Kampania C
- Sayuri - Kampania C
- Anzou - Wyprawa A
- Sayuri
- Posty: 233
- Rejestracja: 6 gru 2019, o 20:28
- Wiek postaci: 18
- Ranga: Dōkō
- Krótki wygląd: Czerwone, lekko falowane włosy. Jasne oczy, charakterystyczne dla klanu Hyuuga. Nosi czarną, dopasowaną bluzkę z wycięciem nad piersiami, krótkie czarne spodenki, wysokie siateczkowe pończochy. Ramiona okrywa kimono związane pasem.
- Widoczny ekwipunek: Torba przepasana w pasie.
- Link do KP: viewtopic.php?f=40&t=7919&p=129861#p129861
- GG/Discord: venus_sayuri
Re: Siedziba władzy
To zdecydowanie nie była letnia aura. Chociaż na dobrą sprawę i deszcz był potrzebny w tę porę roku, by wszystko co zielone, nie usłychło nagle z braku wody. Mimo wszystko pogoda nie rozpieszczała i to akurat w dzień jej awansu. No dobra, zapewne nie tylko jej, ale chyba każdy wolałaby dzisiaj słoneczko, a nie gromę chmur, z których wręcz strumieniami lał się deszcz. Jednak... Co mogła na to poradzić? Tylko starać się dotrzeć do celu, by jak najmniej się zabrudzić. A później ogarnąć, by wyglądać porządnie przy najwyższych władzach Shiroi-iwy.
Kiedy dotarła do budynku, mogła śmiało stwierdzić, że nie była pierwsza. Mężczyzna, który zajmował się porządkiem, ewidentnie nie był zadowolony z kolejnej osoby, która dołożyła mu roboty. Czerwonowłosa rzuciła mu jedynie przepraszające spojrzenie, ale mógł nawet tego nie zauważyć, wracając do swoich obowiązków. Sayuri zaś zdjęła płaszcz i poczuła jak nagle obejmuje ją chłód. Wiatr, który się zerwał, jakby wzmożył deszcz, a nadlatujące zimno wywłowało u niej nieprzyjemny dreszcz. Młoda Hyūga wzdrygnęła się, zaciskając mocniej dłonie na mokrym płaszczu. Nim jednak zdążyła się ogarnąć, pojawił się przy niej urzędnik, który wyjaśnił co i jak, zaprowadzając ją do znajomej już sali. Słuchała jego słów, potakując głową, że wszystko zrozumiała.
- Oczywiście. - odpowiedziała, zawstydzając się nieco na wzmianę o doprowadzeniu się do ładu. Wiedziała, że ten człowiek nie miał nic złego na myśli, ale rzeczywiście sytuacja wymagała tego, by godnie się prezentować.
Sala nagle wydała się być ogromna. Wcześniej, kiedy byli tutaj shinobi i kunoichi w ogromnej ilości, wszyscy w ścisku, nie było aż tak widać wielkości tego pomieszczenia. A teraz, kiedy była ich zarazem piątka razem z nią, a nikogo stąd nie znała, miała wrażenie, że mogłoby się tu nieść nawet echo. Idąc jednak za radą urzędnika, nie zamierzała tego sprawdzać, a postanowiła spędzić ten czas, by doprowadzić się do porządku. Odłożyła swój płaszcz i parasol w miejsce, które albo było do tego przeznaczone, albo Sayuri uznała, że nie będzie nikomu wadzić. Sama zaś wyjęła z torby ściereczkę, którą wzięła ze sobą i przetarła dół stroju i obuwie. Tak, by wyglądać schludnie i czysto. Co prawda nie widziała czy jej upięte włosy wyglądają tak, jak przy wyjściu, ale odruchowo poprawiła też je. W tym momencie cieszyła się, że jej kimono było ciemne, bo na jasnym materiale zdecydowanie trudniej byłoby pozbyć się zabrudzeń. Czerownowłosa upewniła się jeszcze, że kimono dobrze leży, a dekolt nie odsłania zbyt wiele - była dość skromną dziewczyną, aczkolwiek nie wstydziła się swojego ciała. Jednakże na taką okazję niewskazane było, by świeciła golizną. Dlatego pod kimonem znajdował się dodatkowy, jasnoróżowy materiał, który odsłaniał niewiele ciała poniżej obojczyków. Na jej szyi widniał wisiorek z połową shurikena, który dawno temu został zakupiony podczas turnieju w Yinzin. Chciała go mieć dzisiaj przy sobie.Co prawda przypuszczała, że Azuma już dawno zaszedł o wiele dalej, to miała cichą nadzieję, że nie zapomniał o niej, tak jak ona o nim.
Co chwilę ktoś przychodził, ktoś odchodził. Minęła może godzina, coś chyba koło tego, kiedy urzędnik pojawił się ponownie w drzwiach i przywołał ją gestem ręki. Oczywiście bezzwłocznie ruszyła w jego stronę. Znowu dostała instrukcje, aczkolwiek kilka rzeczy było na pewno istotnych. Chociażby informacja o tradycyjnym rytuale wypicia herbaty. Nie miała jeszcze okazji uczestniczyć w takim wydarzeniu z głową rodu Hyūga. Co prawda jej brat już miał nominacje za sobą, ale nigdy nie prosiła go o szczegóły, bo chciała sama to przeżyć. Tak na nowo, bez ustalonego wcześniej scenariusza.
- Dziękuję za wskazówki. - powiedziała i skłoniła się w stronę mężczyzny. Co mogłaby mu więcej powiedzieć? Żeby wyluzował? Przecież nie zamierzała zabierać czasu Liderowi, bo na pewno miał ważniejsze rzeczy na głowie. Przyjmował dzisiaj nie tylko nią i jakby tak z każdym miał wdawać się w pogawędkę, to by dnia zapewne nie starczyło. Osobiście nie przychodziło jej nic do głowy, o co mogłaby się zapytać Lidera. Pragnęła jedynie zapewnić o swojej lojalności i chęci działania na rzecz dobra klanu. I mimo, że potrafiła w sztukę medyczną, to zdecydowanie wolała działać na froncie, a nie w szpitalu. Tam też przecież byli potrzebni medycy.
Stanęła pod drzwiami i wzięła głęboki oddech. Opuszkami palców dotknęła wisiorka i wypuściła powietrze z płuc. Po krótkiej chwili obie jej dłonie wylądowały na wysokości bioder. Była gotowa. Podekscytowana, serce biło dość mocno i szybko, ale była gotowa. Przecież to wesoła chwila. I kiedy tylko została zaproszona, by wejść do środka, zrobiła to. Postąpiła ledwo kilka kroków w głąb pomieszczenia, w którym przebywał Lider klanu Hyūga i skłoniła się w jego stronę.
- Witaj, Reiko-sama. - przywiatała się, kiedy już tylko się wyprostowała. Jeśli przebywał tutaj ktoś jeszcze, również jej ukłon miał być powitaniem względem pozostałych. - Hyūga Sayuri, jestem do twojej dyspozycji. - zakomunikowała, jednocześnie oznajmiając swoją czynną służbę pod jego rozkazami. Nie chciała od razu mówić, jaka była podekscytowana i jak cieszyła się tym wyróżnieniem. To już mówiła sama jej twarz, bo oczy wręcz świeciły jej z radości, a na twarzy błąkał się uśmiech, niczym u o ośmioletniego dziecka. Chwila pewnie wzniosła, ale tak naprawdę pierwszy raz miała okazję spotkać się z Hyūga Reiko tak praktycznie twarzą w twarz. Czy miała udawać sztywną pannicę, którą nie była? Chyba nie powinna w ten sposób oszukiwać Lidera klanu. Była sobą, ale zachowywała przy tym stosowane zachowanie. Nie chełpiła się, ale całą sobą wyrażała radość z tego dnia.
Kiedy dotarła do budynku, mogła śmiało stwierdzić, że nie była pierwsza. Mężczyzna, który zajmował się porządkiem, ewidentnie nie był zadowolony z kolejnej osoby, która dołożyła mu roboty. Czerwonowłosa rzuciła mu jedynie przepraszające spojrzenie, ale mógł nawet tego nie zauważyć, wracając do swoich obowiązków. Sayuri zaś zdjęła płaszcz i poczuła jak nagle obejmuje ją chłód. Wiatr, który się zerwał, jakby wzmożył deszcz, a nadlatujące zimno wywłowało u niej nieprzyjemny dreszcz. Młoda Hyūga wzdrygnęła się, zaciskając mocniej dłonie na mokrym płaszczu. Nim jednak zdążyła się ogarnąć, pojawił się przy niej urzędnik, który wyjaśnił co i jak, zaprowadzając ją do znajomej już sali. Słuchała jego słów, potakując głową, że wszystko zrozumiała.
- Oczywiście. - odpowiedziała, zawstydzając się nieco na wzmianę o doprowadzeniu się do ładu. Wiedziała, że ten człowiek nie miał nic złego na myśli, ale rzeczywiście sytuacja wymagała tego, by godnie się prezentować.
Sala nagle wydała się być ogromna. Wcześniej, kiedy byli tutaj shinobi i kunoichi w ogromnej ilości, wszyscy w ścisku, nie było aż tak widać wielkości tego pomieszczenia. A teraz, kiedy była ich zarazem piątka razem z nią, a nikogo stąd nie znała, miała wrażenie, że mogłoby się tu nieść nawet echo. Idąc jednak za radą urzędnika, nie zamierzała tego sprawdzać, a postanowiła spędzić ten czas, by doprowadzić się do porządku. Odłożyła swój płaszcz i parasol w miejsce, które albo było do tego przeznaczone, albo Sayuri uznała, że nie będzie nikomu wadzić. Sama zaś wyjęła z torby ściereczkę, którą wzięła ze sobą i przetarła dół stroju i obuwie. Tak, by wyglądać schludnie i czysto. Co prawda nie widziała czy jej upięte włosy wyglądają tak, jak przy wyjściu, ale odruchowo poprawiła też je. W tym momencie cieszyła się, że jej kimono było ciemne, bo na jasnym materiale zdecydowanie trudniej byłoby pozbyć się zabrudzeń. Czerownowłosa upewniła się jeszcze, że kimono dobrze leży, a dekolt nie odsłania zbyt wiele - była dość skromną dziewczyną, aczkolwiek nie wstydziła się swojego ciała. Jednakże na taką okazję niewskazane było, by świeciła golizną. Dlatego pod kimonem znajdował się dodatkowy, jasnoróżowy materiał, który odsłaniał niewiele ciała poniżej obojczyków. Na jej szyi widniał wisiorek z połową shurikena, który dawno temu został zakupiony podczas turnieju w Yinzin. Chciała go mieć dzisiaj przy sobie.Co prawda przypuszczała, że Azuma już dawno zaszedł o wiele dalej, to miała cichą nadzieję, że nie zapomniał o niej, tak jak ona o nim.
Co chwilę ktoś przychodził, ktoś odchodził. Minęła może godzina, coś chyba koło tego, kiedy urzędnik pojawił się ponownie w drzwiach i przywołał ją gestem ręki. Oczywiście bezzwłocznie ruszyła w jego stronę. Znowu dostała instrukcje, aczkolwiek kilka rzeczy było na pewno istotnych. Chociażby informacja o tradycyjnym rytuale wypicia herbaty. Nie miała jeszcze okazji uczestniczyć w takim wydarzeniu z głową rodu Hyūga. Co prawda jej brat już miał nominacje za sobą, ale nigdy nie prosiła go o szczegóły, bo chciała sama to przeżyć. Tak na nowo, bez ustalonego wcześniej scenariusza.
- Dziękuję za wskazówki. - powiedziała i skłoniła się w stronę mężczyzny. Co mogłaby mu więcej powiedzieć? Żeby wyluzował? Przecież nie zamierzała zabierać czasu Liderowi, bo na pewno miał ważniejsze rzeczy na głowie. Przyjmował dzisiaj nie tylko nią i jakby tak z każdym miał wdawać się w pogawędkę, to by dnia zapewne nie starczyło. Osobiście nie przychodziło jej nic do głowy, o co mogłaby się zapytać Lidera. Pragnęła jedynie zapewnić o swojej lojalności i chęci działania na rzecz dobra klanu. I mimo, że potrafiła w sztukę medyczną, to zdecydowanie wolała działać na froncie, a nie w szpitalu. Tam też przecież byli potrzebni medycy.
Stanęła pod drzwiami i wzięła głęboki oddech. Opuszkami palców dotknęła wisiorka i wypuściła powietrze z płuc. Po krótkiej chwili obie jej dłonie wylądowały na wysokości bioder. Była gotowa. Podekscytowana, serce biło dość mocno i szybko, ale była gotowa. Przecież to wesoła chwila. I kiedy tylko została zaproszona, by wejść do środka, zrobiła to. Postąpiła ledwo kilka kroków w głąb pomieszczenia, w którym przebywał Lider klanu Hyūga i skłoniła się w jego stronę.
- Witaj, Reiko-sama. - przywiatała się, kiedy już tylko się wyprostowała. Jeśli przebywał tutaj ktoś jeszcze, również jej ukłon miał być powitaniem względem pozostałych. - Hyūga Sayuri, jestem do twojej dyspozycji. - zakomunikowała, jednocześnie oznajmiając swoją czynną służbę pod jego rozkazami. Nie chciała od razu mówić, jaka była podekscytowana i jak cieszyła się tym wyróżnieniem. To już mówiła sama jej twarz, bo oczy wręcz świeciły jej z radości, a na twarzy błąkał się uśmiech, niczym u o ośmioletniego dziecka. Chwila pewnie wzniosła, ale tak naprawdę pierwszy raz miała okazję spotkać się z Hyūga Reiko tak praktycznie twarzą w twarz. Czy miała udawać sztywną pannicę, którą nie była? Chyba nie powinna w ten sposób oszukiwać Lidera klanu. Była sobą, ale zachowywała przy tym stosowane zachowanie. Nie chełpiła się, ale całą sobą wyrażała radość z tego dnia.
0 x

You were more than just somebody I was destined to meet.
Użytkownicy przeglądający to forum: Kaito Ishikawa i 1 gość
