Niewielka rolniczo-rybacka wioska nad rzeką. Po jednej stronie rzeki, niedaleko wioski, znajduje się obóz klanu Yuki - siedziba Wyrzutków Cesarskich, przewodzonych przez Yuki Mikoto, po drugiej, w niewielkim oddaleniu, posiadłość rdzennej dla tych ziem Uchiha, z głową rodziny Uchiha Haridą.
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 13:16
W samym sercu lasu okalającego Hachimatai , tam gdzie ścieżki stają się wąskie i ledwie widoczne, a powietrze gęstnieje od zapachu wilgotnej ziemi i mchów, znajduje się urokliwy wodospad. Od osady dzieli go co najmniej dwa kwadranse marszu, ale tylko przy założeniu, że zna się do niego drogę. Ma kilkanaście metrów wysokości i opada łagodnie, nie zakłócając spokoju miejsca, w którym się znajduje. Jedynie w jednym miejscu tworzy większą, kilkumetrową kaskadę.
Niewielka rzeczka, która go tworzy, w tym miejscu bardziej przypomina górski potok o czystej jak łza wodzie. Sunie ona po kamieniach, co rusz rozdzielając się na węższe strumienie i ponownie się łącząc, omijając wystające z dna, twarde skały. Wodospad otaczają różnych rozmiarów drzewa, w tym najstarsze, o potężnych pniach, których korony splatają się wysoko nad głową, tworząc miejscami zielone sklepienie, przez które do tafli wody i na brzeg dociera jedynie nieduża część promieni słonecznych.
U podnóża wodospadu woda zbiera się w niewielkim zagłębieniu, tworząc naturalną nieckę o gładkich, kamiennych brzegach. Tuż obok znajduje się nieduży fragment płaskiego terenu, tworzący polanę będącą idealnym miejscem do treningu. Dla tych, którzy wiedzą jak tu dotrzeć jest to również fantastyczne miejsce do medytacji. Ze względu na łagodny spadek, szum wody jest łagodny; koi on myśli i tłumi wszelkie inne dźwięki świata.
Dopiero znacznie dalej szersza już rzeka opuszcza las i wpada do jeziora rozciągającego się obok Hachimatai.
Wodospad prezentuje się wspaniale podczas każdej pory roku, nie tylko w lecie. Wiosną ma tu miejsce prawdziwy festiwal budzącego się życia, kiedy rozćwierkane ptactwo oraz zwierzyna leśna przybywają, by się napoić. Jesienią okolica jest ubarwiona kolorowymi, spadającymi liśćmi, tworzącymi grubą, szeleszczącą warstwę. Zimą natomiast jego wody niemal całkowicie zamarzają, a skały i drzewa są okryte białym puchem, zupełnie jak w dalekich krainach.
Wodospad zimą:
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 13:58
Wiosna 396 roku
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 14:14
Wiosna 396 roku
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 14:45
Wiosna 396 roku
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 15:06
Wiosna 396 roku
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 16:24
Wiosna 396 roku
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 16:49
Wiosna 396 roku
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 17:14
Wiosna 396 roku
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 29 sty 2026, o 17:36
Wiosna 396 roku
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 839 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 4 lut 2026, o 15:26
Wiosna 396 roku
Wiosną Tsuyoshi wyruszył na front, biorąc udział w sporadycznych i raczej mniejszych, niż większych potyczkach z Dzikimi. Tak się złożyło, że częściej niż zwykle otrzymywał zadania na tyłach, ale misje eskortowe, które nie były tak szalone i nieprzewidywalne, jak jeszcze w zeszłym roku, nie mówiąc już o tym co działo się dwa lata temu, gdy front jeszcze nie okrzepł. Dość często wracał też do Hachimantai. Wynikało to z faktu, że pozostała część jego rodziny intensywniej zaangażowała się w misje – jego rodzeństwo i kuzynostwo było coraz starsze i coraz mniej garnęło się do nudnej straży przy kapliczce. Musiał więc łatać dziury w grafiku sobą samym.
Paradoksalnie jednak, były dobre strony tego faktu. Miał trochę czasu dla siebie. Mógł sobie poukładać to, co stało się w ciągu ostatnich kilku lat, a może nawet wcześniej. Przychodził więc często nad ten sam wodospad, ale już nie po to, żeby trenować. A raczej: nie tylko po to. Pojawiał się tu o różnych porach dnia, żeby usiąść w cieniu starych drzew i pomedytować, albo zwyczajnie pozwolić swoim myślom swobodnie płynąć. Czasem szybko, jak rzeczka, która tworzyła wodospad w tym miejscu, a czasem leniwie, jak Aka płynąca przez Hachimantai. Rozmyślał o różnych rzeczach, wszystkie jednak wiązały się z tym, kim był i jaki był. Co zaprowadziło go do tego miejsca i co go teraz czeka?
Rozmyślał o tym, kim był zanim odbył swoją pierwszą dłuższą podróż do Kōtei. Cóż, ten okres życia można było podzielić na dwa etapy. Pierwszym był czas do momentu śmierci na wojnie z Kaminari Uchiha Kiroyukiego – jego przyjaciela, a trochę nawet mentora. Pamiętał te niekończące się noce i biwaki spędzane w lesie, gdy słuchał jego historii, by później rozmawiać o tym, co z tego wynika dla klanu. Kiroyuki był zadeklarowanym przeciwnikiem wojen oraz zwolennikiem dążenia do pokojowej koegzystencji z innymi klanami – oczywiście na tyle, na ile się dało. Tsuyoshi, mimo młodego wieku, z racji wychowania, był sceptyczny wobec takich pomysłów. Ogromny autorytet, jaki miał u niego Kiroyuki wystarczał jednak do tego, żeby wzbudzić u czternastoletniego wówczas chłopaka wątpliwości, a nawet zapoczątkować pewne zrozumienie i zalążek... sympatii do takich poglądów? Wszystko skończyło się jednak niestety gwałtownie, gdy nić życia Kiroyukiego została przecięta błyskawicą Kaminari – i dosłownie, i w przenośni.
Tsuyoshi doskonale pamiętał, co czuł, gdy o śmierci przyjaciela powiedział mu jego ojciec. Na początku niedowierzanie mieszało się z tysiącem pytań, których jednak nie zadał, bo nie było wskazane, żeby przed ojcem okazywać głębsze emocje. Dowiedział się w jakich okolicznościach to się stało oraz że członkom drużyny Kiroyukiego nie udało się odzyskać jego ciała. Zdobył się tylko na krótkie „rozumiem, ojcze” wypowiedziane przygnębiającym głosem, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza, którą otarł szybko rękawem, nie chcąc zostać uznanym za słabego. Tego samego dnia nocą wyruszył jednak samotnie do lasu, w miejsce, gdzie najczęściej biwakowali z Kiroyukim. Świecił jasny księżyc w pełni, co kontrastowało ze stanem jego umysłu i serca. Gdy dotarł na polanę („tę” polanę), kolana ugięły się pod nim same. To tutaj. Dokładnie tutaj. Jeszcze niezarośnięte trawą, wypalone miejsce, gdzie palili swoje ostatnie wspólne ognisko. Usiadł, odrzucając niedbale na bok śpiwór i torbę i patrzył się pustym wzrokiem w to miejsce. W jednym momencie doszło do niego, co się stało i ogarnęła go straszliwa pustka. Bezdenna pustka, jakby ktoś wyrwał mu kawałek jego własnego „ja”. Kiroyuki już nigdy się nie odezwie. Nie będzie prawił o tym, że oko za oko uczyni świat ślepym oraz że każda kolejna wojna tylko osłabia tych, którzy w niej walczą. A Tsuyoshi nie odpowie mu, że to piękne, ale przecież nikt nie pozostawia Uchiha wyboru. Cisza, jaka go otaczała była wręcz ogłuszająca – o ile można tak nazwać ciszę. W pewnym momencie puściły mu wszystkie pęta, którymi trzymał swoje emocje – żeby nie pokazać rodzinie, a szczególnie ojcu, że jest słaby. Łzy zaczęły płynąć cicho, kapiąc jedna za drugą i wsiąkając szybko w chłodną ziemię. Nie było sensu ich powstrzymywać. Poza Księżycem i być może spoglądającą na niego z daleka zwierzyną, nikt nie patrzył. Podwinął kolana, opierając o nie czoło i płakał dalej. To Tsuyoshi był tym, który częściej powtarzał (po ojcu), że świat nie jest sprawiedliwy i nigdy nie będzie. Ale najwyraźniej to on nie wiedział też do końca, o czym mówi. Nie znał prawdziwej wagi swoich słów. Nie był gotowy na to, że świat usłyszy kiedyś to, co mówił i przyjdzie do niego mówiąc „sprawdzam”, karcąc go za to, z jaką pewnością mówił czasem to, co mówił. Teraz jednak Tsuyoshi przekonał się straszliwie boleśnie na własnej skórze, co oznacza to, że świat nie jest sprawiedliwy, lecz bezwzględny. Tsuyoshi pamiętał, że tamtej nocy rozpalił jedynie małe, skromne ognisko, którym chciał oddać ostatni hołd swojemu towarzyszowi. „Żegnaj przyjacielu” – to jedyne słowa, które padły, gdy ognisko wygasło po niedługim czasie. Oczywiście ani las, ani nikt inny mu nie odpowiedział. Ale gdzieś głęboko w sobie, Tsuyoshi poczuł coś nowego. Nie była to jednak ani ulga, ani spokój. Był to bolesny zarodek determinacji. Tamtej nocy nie zasnął nawet na minutę. Siedział na zimnej ziemi przy wygasłym ognisku aż do świtu, a gdy pierwsze światło przebiło się przez drzewa, nie był już tym samym chłopcem, który wszedł do lasu. Coś w nim umarło razem z Kiroyukim, ale coś innego, czego nie potrafił do końca nazwać, się narodziło. Z pewnością nie był już jednak dzieckiem, w żadnym sensie.
Po tych wydarzeniach życie zdecydowanie mu przyspieszyło. Był już w wieku, w którym sam został powołany na front, lecz na inny odcinek, a mianowicie na ten, na którym walczyło się z Inuzuka (trudno powiedzieć, czy była to świadoma decyzja kogoś na górze, czy po prostu przypadek). Tsuyoshi był jednak zdecydowanie słabszy od Kiroyukiego, dlatego nie otrzymywał tak niebezpiecznych zadań. Nie oznaczało to jednak, że sporadycznie nie służył w takich miejscach, które takie zagrożenie stwarzały. I to w dużym nasileniu. Było tak z jedną misji odbywanej późnią jesienią 390 roku. Minęło więc już niemal sześć lat, ale ta misja wciąż była w Tsuyoshim żywa jak niemal żadna misja – pewnie dlatego, że była to pierwsza misja, na której był tak bliski zasmakowania śmierci. Była jak zabliźniona rana, która co prawda już od dawna nie boli, ale stanowi materialne świadectwo cierpienia, przez jakie się przeszło. Tamte wydarzenia przypieczętowały niejako jego wizję świata i stały się fundamentem dla decyzji, które później podejmował już bez złudzeń. Misja, podczas której jako Dōkō, razem z inną kunoichi tej rangi, w drużynie pod dowództwem Sentokiego (którym sam teraz był!), mieli znaleźć ciało poległego w starciu Akoraito w celu odzyskania ważnego zwoju. Misja od początku była niepokojąca. Trop okazał się mylący, informacje nieprecyzyjne, a czas działał przeciwko nim. W drużynie panowało napięcie, a on sam czuł, jak w jego sercu zaczyna zagnieżdżać się strach. Strach, który odczuł już bardzo wyraźnie, gdy zapadła decyzja o rozdzieleniu się. Wszystko działo się jednak tak szybko, że nie miał czasu na wahanie i posłusznie zrealizował rozkaz. Gdy ruszył samotnie przez las, nagle ogarnęła go przemożna świadomość własnej kruchości. On, czternastoletni Dōkō, znajdował się sam w lesie, w którym w każdej chwili mógł wpaść na silnych shinobi Inuzuka, którym towarzyszyły psy tropiące. Wizja bycia rozszarpywanym przez ich kły, wizja śmierci w samotności, z dala od domu, a nawet z dala od kompanów z drużyny, zaczynała odciskać coraz większe piętno na jego psychice. Coraz częściej rozglądał się już nie w poszukiwaniu pobojowiska i ciała akoraito, ale w obawie przed tym, że już ktoś go dostrzegł i ściga. Był to strach przed śmiercią, przed bezradnością i przed tym samym, strasznym i niesprawiedliwym światem, który kilka miesięcy wcześniej upomniał się o Kiroyukiego.
A potem rozległ się wybuch. Świat upomniał się nie o Tsuyoshiego, a o Honomi, Dōkō z jego z drużyny. Gdy Uchiha przybył na miejsce i zobaczył Tomoshikiego stojącego nad ciałem Honomi (a właściwie tym, co z niego zostało), strach zaczął ustępować, co nie było szczególnym powodem do dumy. Wiedział jednak, że w tej śmiertelnej ruletce otrzymał przepustkę do dalszego życia. Nie otrzymała go jednak Honomi. Co było jednak bardzo ważne, ślady mówiły jasno, że dziewczyna nie walczyła. Została złapana, związana, a potem zabita – nie z konieczności, lecz z jakiegoś sadystycznego wyboru. To właśnie ten fakt uderzył Tsuyoshiego najmocniej. Tym razem nie poczuł jednak gwałtownego bólu, ani rozpaczy. Zamiast tego przyszło po prostu zimne zrozumienie. Śmierć Honomi była aktem pogardy wobec życia jego klanowiczów, a zarazem i aktem brutalnej bezkarności, bo Inuzuka już dawno oddalili się ze zwojem. I w tej chwili Tsuyoshi już bez cienia wątpliwości zrozumiał, że świat nagradza jedynie tę właśnie brutalną skuteczność.
Sześć lat później Tsuyoshi rozumiał już, że tamta misja była punktem zwrotnym, przynajmniej w pewnym zakresie. Nie tylko dlatego, że stracił na misji towarzyszkę zaledwie kilka kwadransów po tym, jak z nią rozmawiał, lecz dlatego, że stracił coś jeszcze – resztki wiary w to, że sen Kiroyukiego może się kiedykolwiek spełnić. Wizja świata, w którym konflikty można wygasić, a nienawiść rozbroić rozsądkiem i wzajemnym szacunkiem, rozpadła się tamtego dnia bezpowrotnie. Nie umniejszało to pamięci przyjaciela, którą Tsuyoshi oczywiście pielęgnował, niemniej jednak... było to ostatecznym pogrzebaniem tych nadziei. Przynajmniej dla Tsuyoshiego Uchihy. Te wydarzenia były ostatecznym dowodem na słuszność twierdzenia „my albo oni”. Hasło to przestało być wtedy dla młodzieńca uproszczeniem powtarzanym przez fanatyków i radykałów. Stało się po prostu faktem.
To ostateczne pogrzebanie złudzeń odbiło się bardzo negatywnie na Tsuyoshim i gdyby nie rodzina oraz dobre relacje z rodzeństwem i kuzynostwem, które go wspierało, pewnie by się załamał, a jego młodzieńcza psychika doznałaby poważnego, może nawet nieodwracalnego uszczerbku. Tym bardziej, że kolejne doświadczenia wojenne tylko pogłębiały jego depresyjne doświadczenia. W zimie tegoż 390 roku służył na tyłach. Przydział do zadań pomocniczych był decyzją logiczną, uzasadnioną jego rangą i potrzebami klanu, ale dla niego samego był niemal upokorzeniem. Każdy dzień spędzony z dala od bezpośrednich starć pogłębiał w nim poczucie bezużyteczności. Miał wrażenie, że stoi z boku historii, podczas gdy inni płacą za nią najwyższą cenę. Jak w soczewce wszystkie te myśli i problemy skupiły się pewnego zimowego popołudnia, gdy siedział na skrzyni z prowiantem, ostrząc broń bez większej potrzeby. Kiedy do miasteczka wjechały wozy, poczuł znajomy ucisk w żołądku. Nie musiał patrzeć, by wiedzieć, co przywiozły. Kilka chwil później zaczął słyszeć śmiertelną wyliczankę – nazwiska (choć nie zawsze), wiek, ranga. Z początku starał się odcinać, ale w gruncie rzeczy czuł, że jego wnętrze zapada się pod swoim własnym ciężarem, i to kolejny raz. Czy to się kiedyś skończy? Czy ta jedna wielka makabra, ten wielkie żarna mielące ludzkie życia zamiast ziaren, przestaną kiedyś pracować? Pomyślał o swojej rodzinie – a co, jeśli usłyszy kiedyś w takich okolicznościach imię Harumi, Hiroto, Kenjiego, taty, wujka Sosuke? Wtedy coś w nim pękło. Wściekłość mieszała się z bezradnością. Złość na wrogów, na los, może nawet na samego siebie, że wciąż żyje? A Honomi nie i stojąc wtedy nad jej ciałem poczuł ulgę, że to on przeżył (to uczucie ulgi było dla niego powodem wstydu jeszcze bardzo długo i nigdy się nim z nikim nie podzielił)?
Tamten dzień był kolejnym z „przełomowych” dni. Wtedy też podjął decyzję. Wiedział już aż za dobrze, że nie wystarczy marzyć o pokoju ani wierzyć, że spirala nienawiści wygaśnie sama. Jeśli wojna ma się skończyć, jeśli jego klan ma przeżyć i zachować należne mu miejsce pod słońcem, to ktoś musi ją doprowadzić do końca. Ale nie przez żadne bajania o kompromisie czy porozumienia, albo układy. Sukces mogła przynieść jedynie absolutna dominacja. Siłowe wyrwanie z rąk innych tego, co należało się Uchiha. Skoro spirala walki nie może zostać zatrzymana, trzeba wejść w nią z całą swoją siłą, a potem złamać, tak by już nigdy nikt nie był w stanie wprawić jej ponownie w ruch i skierować przeciwko jego klanowi.
Kiedy układał sobie to wszystko w głowie, coraz lepiej zaczynał rozumieć swoje emocje i odczucia, które mu wtedy towarzyszyły, a także myśli, które wtedy rodziły się w jego głowie. Siedząc tu, nad wodospadem, podczas cichego popołudnia, wśród kojących dźwięków wody, zaczynał patrzeć na to wszystko jak na całość. Całość, której brakowało jeszcze ostatniego elementu. Do tego momentu, do którego doszedł w swoim wspomnieniach, jego przeżycia kształtowały go, nawet bardzo gwałtownie. Znał już swoją drogę, ale nie potrafił panować nad sobą i nad tymi uczuciami, które nim targały. Mimo przeżywania traum, mimo doświadczania cierpienia i utraty przyjaciela, on... nadal nie odblokował swojego sharingana. Było to raczej zaskakujące. W tym wieku duża część jego rówieśników służących na froncie już dawno mogła się pochwalić czerwonymi oczami. Przez kolejne lata nic się w tym zakresie nie zmieniało, a on sam zaczynał coraz mocniej czuć, że stoi w miejscu i to pod wieloma względami.
Dopiero teraz, kilka lat później, zrozumiał jak ważna była lekcja, której udzielił mu pewnego wiosennego dnia 392 roku wujek Fujimoto, brat jego matki. W bardzo dosadny sposób wytłumaczył mu, w jaki sposób powinien stawać się silniejszy. „Działasz pod wpływem emocji. Jesteś nierozważny, chwiejny i podatny na wszystko, co cię otacza. Twoja złość stanowi Twoją siłę tylko przez krótki czas”. „Potęgi klanu nie zbudujesz ani nie przyczynisz się do niej jedynie nienawidząc wszystkich wokół.”. „Spokój i rozwaga, konsekwencja i planowanie.”. To były słowa, które bez cienia przesady mógł wyrecytować nawet wybudzony w środku nocy z głębokiego snu. Wujek nie musiał mu tłumaczyć dokładniej, sam zrozumiał. Siłą jego klanu, siłą Uchiha są emocje, które odczuwają silniej, niż inni ludzie. Radość była u nich intensywna, gniew palący, a strata niemal obezwładniająca. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w sharinganie, który rozwija się właśnie pod ich wpływem. Ważne było jednak to, że chcąc podążać drogą prawdziwej siły, nie można było dawać się sterować emocjom. Trzeba było je odpowiednio kierunkować. Nie chodziło przy tym o ich tłumienie. To była droga donikąd, prowadząca do pustki albo szaleństwa. Trzeba było je przeżywać, pielęgnować, wzniecać i o nie dbać, ale nie powinno się dawać im bezmyślnie sterować. Były chwile, gdy musiał być zimny, wyrachowany i opanowany do granic, by później dać im upust. Zupełnie jak dowódca oddziału w trakcie bitwy, który nie może ulec impulsowi pierwszego uderzenia. Najpierw musi stać opanowany oko w oko z wrogiem, czekając na rozkaz dowódcy, by uderzyć w momencie i miejscu, które będzie najbardziej efektywne, które zada wrogowi śmiertelny cios. Kiedy jednak poprowadzi swój oddział i skrzyżuje miecz z siłami przeciwnika, może zostawić za sobą oczekiwanie i rozładować całą furię na wrogu. Tak właśnie powinien robić dojrzały Uchiha. Czuć i przeżywać wszystko po wielokroć, ale nie puszczać cugli własnej jaźni. Być jak wulkan, który latami wzbiera, by później wykipieć z całą furią. Być może nie była to jedyna droga, jaką mógł podążać silny Uchiha. Być może nie była to najlepsza droga, jaką mógł podążać silny Uchiha. Ale Tsuyoshi czuł, że była to właśnie jego droga i to właśnie ona pozwoli mu w najlepszy sposób spożytkować własny potencjał.
Czas pokazał, że chyba właśnie tak było. Musiał poczekać jeszcze dwa lata, aby aktywować sharingana, ale kiedy przyszedł odpowiedni moment, zrobił to. Kiedy stanął oko w oko ze śmiercią (a przynajmniej tak sądził), wszystko zaskoczyło, a jego sharingan odpowiedział natychmiast. Na szczęście okazało się, że okoliczności, w których to się stało, nie były tak dramatyczne. Osobą, która wzbudziła w nim tak skrajne emocje był Kyoushi-sama, który nie chciał go skrzywdzić. Drugą łezkę zyskał podczas ewakuacji Kōtei, również w stanie poważnego zagrożenia. Trzecia łezka, zdobyta przez niego w Rantori, była natomiast idealnym wyrazem tego, w jaki sposób działał. Po prowadzeniu walki z zimną skutecznością, dopuścił w końcu do siebie emocje, które targały nim jeszcze od bitwy o Kōtei. Chciał, żeby Dzicy w końcu dali spokój jego rodzinie, jego klanowi, wszystkim których znał i wszystkiemu, co było dla niego cenne. Wyładował się na żołnierzach Dzikich ze złością i agresją, wyładowując swoje obawy, strachy, frustracje i cały ten negatywny ładunek emocjonalny, który w sobie nosił. Przyniosło to spodziewany efekt. Dzicy zostali starci w proch (w tamtym miejscu), a on sam stał się silniejszy.
Była jeszcze jedna, ważna rzecz, z którą musiał zmierzyć się Tsuyoshi. Przez całe lata nosił w sobie pytanie, które wracało uporczywie jak echo w pobliskim lesie: dlaczego jego sharingan tak długo pozostawał „zablokowany”? Dlaczego, mimo tylu przeżyć, tylu ran, tylu chwil, które powinny były go przełamać... nic się nie zmieniało? Musiał przyznać uczciwie, że przez bardzo długi czas po prostu tego nie wiedział, a przecież myślał o tym wielokrotnie. Analizował, szukał logicznych odpowiedzi, próbował znaleźć w tym jakiś sens. Ale nic nie przynosiło przekonującej odpowiedzi.
Teraz jednak, gdy miał trochę czasu tylko dla siebie i niemal niebiańskiego spokoju w tym swoim sanktuarium, zrozumiał. Nie brakowało w nim emocji, to było oczywiste. Wszystko wskazywało jednak na to, że mimo tych wszystkich traum (a może właśnie z ich powodu!), jakaś jego część odrzucała je, spychała je gdzieś na bok, nie dopuszczała ich do siebie. Prawdopodobnie działo się tak z głęboko utajonego strachu przed tym, z czym to się wiąże. Emocje oznaczały przecież utratę kontroli, a przynajmniej ryzyko takiej utraty. Dopiero, gdy wujek Fujimoto wprost powiedział mu, że emocji, nawet tych skrajnych, nie należy się bać, puściły ostatnie pęta, a on otworzył się w pełni na samego siebie i na to, czego doświadcza. I to właśnie pozwoliło mu ruszyć z rozwojem jak z kopyta.
Utrata Kōtei, domniemana śmierć Kyoushiego-sama, informacja o tym, co spotkało rodzinę wujka Sosuke. Pamiętał, jak płakał nad losem całego klanu, także z obawy przed tym, co miało nadejść. Po tych wszystkich wydarzeniach siedział tu jednak, w tym zakątku, który można byłoby pomylić z rajem, silniejszy niż kiedykolwiek do tej pory. Przeżył to wszystko, co go spotkało. Nadal, gdy myślał o Kiroyukim, momentami ściskało go serce. Podobnie, gdy spoglądał na strzępek szaty Honomi z emblematem klanu, który trzymał u siebie w pokoju, w szafce. Nadal też miał ochotę na uderzenie się prosto w twarz pięścią z całej siły, gdy przypominał sobie o uczuciu ulgi, które spotkało go, gdy zrozumiał, że to on, a nie Honomi przeżyje. Nadal również, gdy umysł podsuwał mu czasami myśli o utracie kogokolwiek z przyjaciół, ale też własnej rodziny, szczególnie rodzeństwa i rodziców – budził się w nim lęk. Takie chwile zdarzały się w zasadzie w każdych okolicznościach, jednak nie pokazywał tego po sobie, a przynajmniej starał się tego nie robić. Obraz ten byłby jednak niepełny bez wspomnienia o tym, że w jego sercu pojawiło się ostatnio coś nowego. Jego słowa często niosły w sobie coś więcej niż tylko chłodną, wyuczoną wrogość - była w nich prawdziwa, głęboko osobista nienawiść. A to czyniło ją szczególnie groźną, przede wszystkim dla niego samego. Takie emocje potrafią dawać siłę, ale równie często prowadzą prosto ku zatraceniu. Tsuyoshi coraz częściej czuł, że był zdolny do wielu rzeczy, o których wcześniej myślałby raczej z odrazą - byle uchronić swoich bliskich. Wciąż jednak nie było jasne, jaką drogę ostatecznie wybierze Uchiha.
Co znamienne, nie odrzucał żadnych z opisanych wyżej emocji, nie starał się ich blokować. Przeżywał je, pielęgnował, a nawet czasem wręcz zaogniał ich płomień. Wszystko po to, by lepiej chronić rodzeństwo, rodzinę, klan, a nawet wszystkich ludzi mieszkających na ziemiach Wolnego Sogen. Obiecywał sobie nie raz i nie dwa, że zrobi wszystko, co tylko w jego mocy, by uchronić ich od losu, jaki stał się udziałem tak wielu ich pobratymców. Nawet najszczersze, najbardziej żarliwe obietnice nie były jednak w stanie zdziałać nic bez przekucia woli w czyn. Czy Tsuyoshiemu uda się osiągnąć to, czego tak pragnął, czyli doprowadzić do zwycięstwa Uchiha i zapewnienia im bezpiecznej przyszłości?
- Przekonajmy się – powiedział sam do siebie, wstając ze świeżej trawy.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość