Sztab Generalny Kaminari

Awatar użytkownika
Boyos
Administrator
Posty: 4341
Rejestracja: 11 lut 2018, o 11:20
Ranga: Starszy Kapral
GG/Discord: Boyos#3562
Multikonta: Ario

Sztab Generalny Kaminari

Post autor: Boyos »

1 x
Obrazek
Awatar użytkownika
Anzou
Posty: 1218
Rejestracja: 14 sty 2019, o 19:58
Wiek postaci: 19
Ranga: Kogo
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi
- Kabura na lewym i prawym udzie
- plecak
- blaszane rękawiczki
- opaski na dwóch przedramionach
- kamizelka Shinobi pod płaszczem

Re: Sztab Generalny Kaminari

Post autor: Anzou »

Wojna. Z jednej strony Anzou tak bardzo nie lubił konfliktów zbrojnych, nie lubił walczyć, mordować przeciwników, ale z drugiej strony... to była jedna z niewielu rzeczy, które faktycznie jakoś mu w życiu wychodziły. Walka. To właśnie robił od lat. Początkowo jego zadania nie były bardzo skomplikowane, ale z wiekiem, doświadczeniem i mocą - stawał się silniejszy. Młody Kaminari był zaangażowany praktycznie w każdy konflikt, w którym uczestniczył jego klan. Pomagał tak jak mógł. Wierzył, że jego działania, jego trud i poświęcenie finalnie przyczynią się do lepszego bytu zwykłych ludzi. Tak w zasadzie poniekąd się działo. Ostatnie tygodnie spędził na krwawych bojach z klanem Pawia, które później zaowocowały sojuszem, dzięki czemu ludność, zwłaszcza w okolicach osady Kujanari odetchnęła z ulgą i cieszyła się spokojem. To było coś, co motywowało Białowłosego. Teraz jednak nie można było osiąść na laurach. Kolejny konflikt pojawił się na horyzoncie. Przeciwnik... raczej ten znany, ponieważ należy do klanu Uchiha. Klanu, z którym Anzou łączył kiedyś nadzieję, ale chyba tam na górze, na najwyższym poziomie nadal nie mogą dojść do porozumienia. Żyją jakąś przeszłością... a wojna, każde kolejne starcie - tylko to napędza. Chłopak nie miał nic innego jak tylko ruszyć zgodnie z rozkazem swojej przywódczyni. Po prostu ruszyć w bój, robić to, co potrafi, najlepiej jak tylko potrafi. Nie był już niewolnikiem dostarczania fantów dla Chino. Nie był dumny, że to nie on wszystko załatwił, a jego miecze nie spełniły oczekiwań, ale jedyne co mógł to pokazać, że jest coś wart i robić różnicę na polu bitwy. Niebieskooki spędził pewien czas w domu, z rodziną, najbliższymi, dzięki czemu na chwilę zapomniał o tym, jaki świat jest. Dało mu to pewnego rodzaju ulgę, przestrzeń, coś, dzięki czemu mógł poczuć jakąś namiastkę normalności. Jednak... taki spokój nie trwa wiecznie. Władca Piorunów ruszył zgodnie z instrukcjami do siedziby sztabu generalnego klanu, aby wykonywać zlecenia i rozkazy. Ubrany był stosunkowo dobrze, dobrał odpowiedni strój, czysty, funkcjonalny i pasujący w pełni do pory roku. Maszerował dwa dni. Z daleka dało się dostrzec, że organizacja stoi na najwyższym poziomie, pewnie Yai dołożył do tego swoje trzy grosze. Po wylegitymowaniu się Kaminari znalazł się w obozie, ruszył, a raczej został doprowadzony do namiotu, w którym spotkał Sande. Wnętrze również było całkiem dobrze zorganizowane, mapy, stoliki, wszystko, co potrzebne, aby planować i reagować na to, co dzieje się na polu bitwy. Władca Piorunów był pod wrażeniem, ucieszył się też i uśmiechnął, gdy zauważył Sandę. Ta wyglądała nieco poważniej, chyba też nie próżnowała i ostro trenowała w ostatnim czasie. Gdy ta tylko krzyknęła Anzou uśmiechnął się jeszcze bardziej. To było to. Tego mu brakowało. Anzou jakby... widział w niej Kagadę? Anzou z trudem powstrzymał śmiech, ale nie pokazywał tego, nie chciał podważać w żaden sposób autorytetu, który posiadała Sanda. Też była weteranką, też przeżyła niejedną bitwę, też dawała z siebie wszystko. Była Kaminari z krwi i kości. Człowiekiem, który poprowadzi armię do sukcesu. Anzou uważnie jej wysłuchał, minęło sporo, więc zapewne mają sobie trochę do wyjaśnienia.
- Dobre przygotowanie to podstawa, wiadomo, że walka wychodzi nam lepiej, ale ktoś musi wykonać tą robotę.
Powiedział Anzou z uśmiechem na twarzy. Stał wyprostowany i patrzył się na swoją rozmówczynię.
- Dobrze Ciebie widzieć, Sanda. Nie będę ściemniać - stęskniłem się. Brakowało mi... tego czegoś w ostatnim czasie. Co porabiałem... kurwa, po opuszczeniu samej osady Kujanari ruszyłem w droge, ale spotkałem jakiegoś dziwnego dziaduszka. Mówił, że może mnie nauczyć tego, jak lepiej władać Rantonem. Ruszyłem z nim i trenowałem, w tym samym czasie znalazłem też miecze, takie, które reagują na Raiton, po naładowaniu energią Raitonu tną wszystko jak pojebane. Problem w tym, że... Chino ich nie chciała. Zaniosłem jej te miecze, ale pozostałe fanty, czyli oko i nogę... już miała. Nie była zadowolona, tak jak mówisz. Chciałem ruszyć od razu po to oko, ale te miecze, ten dziadek... to się przeciągnęło, nie wiedziałem, że potrwa to aż tyle czasu. Stąd jestem tutaj. Miałem się stawić i robić to, co potrafię. Walczyć dla klanu.
Anzou mówił pewnie, stale gestykulował, aby podkreślić swój komunikat.
- A Ty? Też nie próżnowałaś. Widzę! Co robiłaś? I gdzie uderzamy?
0 x
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „[S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)”

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość