Boyos
Administrator
Posty: 4341 Rejestracja: 11 lut 2018, o 11:20
Ranga: Starszy Kapral
GG/Discord: Boyos#3562
Multikonta: Ario
Post
autor: Boyos » 2 mar 2026, o 08:52
Sztab generalny Ryuzaku rozbito w niewielkiej, wykarczowanej polanie pośród gęstego lasu. Główny namiot dowódczy stoi w samym centrum obozu – wysoki, jasny, rozpięty na masywnych drewnianych masztach. Na jego ścianach wiszą czerwone proporce z prostym znakiem Ryuzaku, widoczne już z daleka między drzewami.
Wejście do namiotu jest szeroko odsłonięte. W środku panuje półmrok rozświetlany ciepłym blaskiem papierowych lampionów. Na środku stoi ciężki, prowizoryczny stół z surowych desek, a na nim rozłożona jest wielka mapa regionu – ręcznie rysowana, pełna symboli gór, szlaków i osad. W kilku miejscach wbite są drewniane znaczniki i małe chorągiewki, wyznaczające pozycje oddziałów oraz linie marszu.
0 x
Sosuke
Posty: 145 Rejestracja: 6 maja 2024, o 14:53
Wiek postaci: 30
Ranga: Sentoki
Widoczny ekwipunek: Katana i Wakizashi przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?p=218699#p218699
Multikonta: Daisuke
Post
autor: Sosuke » dzisiaj, o 09:01
Jego obecność na powitaniu kolumny wojsk z Ryuzaku była bardziej niż koniecznością. Nie tylko z polecenia własnego ojca, ale z własnego poczucia obowiązku, gdy jego siostra stała jako jeden z generałów obok lidera Uchiha. Pokaz obu, rzekomo zjednoczonych, sił sprawił, że atmosfera stała się bardziej niż gęsta. Niektórzy młodsi, bardziej skorzy do bitki Uchiha, wyrwali się z niepotrzebnymi komentarzami. Sosuke jedynie spojrzał na nich kątem oka, jakby obawiał się spojrzeć na wprost, bo dostrzegłby swoje odbicie sprzed lat. Teraz był już innym człowiekiem, który choć wspominał po wielokroć lata swojej młodości, próbował iść we właściwym kierunku, patrząc w przyszłość. I tutaj właśnie ta przyszłość się przed nimi malowała. Trudno było jednoznacznie odczytać jak ta wojna może się potoczyć oraz jaki może być koszt dla Uchiha za wykorzystanie sporej części armii swojego sprzymierzeńca. Nawet jeśli rozgromią siły Dzikich i Kaminarich, to wciąż nie będzie to oznaczało końca walki. Odzyskają ziemie, ale kto będzie później na nich władał. Masahiro Uchiha wraz ze swoimi doradcami, wśród których oczywiste miejsce powinna zajmować Emi, czy też ten bezczelny dowódca Noritsume z Ryuzaku, który wydawał się przychodzić jak do siebie na obchód. Na dodatek okazało się, że jest on wujkiem Orochiego, co przez moment wprawiło Sosuke w zdumienie. Tym bardziej, że rozmowa jego Starego z Wujem była bardziej niż niecodzienna. Historie o Sugiyamie znał każdy, a ci wyżej postawieni Uchiha mogli nawet doświadczyć ich z pierwszej ręki. I absolutnie nikt by nie przypuszczał, że to właśnie on zachowa się w taki sposób. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności oraz zachowanie młodszego brata, nie należało się dziwić. Sosuke szybciej wypuścił powietrze nosem. Dokładnie takiego zachowania spodziewałby się po prawdziwym Uchiha.
Wkrótce potem rozpoczęła się uczta. Pierwsza poważna batalia, którą przyjdzie trzydziestolatkowi stoczyć tego lata. Stołu suto zastawiane jadłem oraz... alkoholem. Z jednej strony mógł się cieszyć, że miejsce, które mu przypadło plasowało się wśród młodszych oficerów i to raczej z gatunku tych co dopiero zbiorą swoje pierwsze poważne doświadczenie. Choć jego siostra siedziała jako trzecia osoba z kolei po prawicy Masahiro, to z tego tytułu nie przysługiwało Sosuke nic. On sam niczym ważnym się jeszcze nie wsławił, a lata jego kariery zostały już dawno zapomniane. Teraz po powrocie ma czas, aby samemu zasłużyć na jakieś wyróżnienia. Czuł, że ta wojna, w ten czy inny sposób, odbije się głębokim piętnem na jego życiu. Ale póki nie zyska nowego, musi borykać się z poprzednim. Jak to w towarzystwie młodych, szybko został poczęstowany czarką sake, którą twardą i mocną reakcją odmówił. To niespecjalnie przyniosło mu poważanie oraz zaciśnięcie relacji z siedzącymi wokół niego. On zdawał się tym nie przejmować, siedząc niczym ważniak, z niezbyt ciekawą miną, jakby był tak za karę. W głębi duszy musiał jednak uważać na każdy swój ruch i każdą swoją myśl. Wystarczyłaby chwila zawahania i sięgnąłby po pozostawioną czarkę z trunkiem.
Aby zająć swój umysł czymś innym starał się obserwować i w miarę możliwości nasłuchiwać wydarzeń przy głównym stole. Szczególną uwagę zwracał szczególnie na Emi oraz przybyszy z Ryuzaku. Nigdy o nich nie słyszał i nie wiedział do końca co ma o nich myśleć. Pod wieloma względami nie podobali mu się oni, ale skoro zostali wysłani jako dowódcy na taką wojnę, to musieli znać się na swoim fachu, a więc z tego tylko względu wypadało im okazywał szacunek. Pomijając kwestie etykiety i manier, którą oczywiście miał wpojoną od maleńkiego.
Koniec uczty Sosuke przyjął z olbrzymią ulgą i o dziwo zdecydowanie bardziej swobodnie oraz pewnie siebie czuł się na trakcie prowadzącym w rejony, na których miała toczyć się główna batalia tej wojny. Czuł jak adrenalina krąży w jego żyłach, czuł jak każda jego myśl krąży tylko wokół tego, aby doszczętnie spalić wszystkich najeźdźców, którzy okupują jego ojczyznę od dawna. Tym razem nie będzie to bezmyślne posłanie katona tuż przed własne nogi. Panował nad sobą, doskonalił swoją sztukę ognia i wiedział, że gdy spotka go sytuacja podobna do tej z Zachodniego Sogen (a los najwidoczniej znów zmusił go aby w te rejony wrócił), to tym razem postąpi inaczej. Postąpi tak jak powinien! Mowa Masahiro widocznie go poruszyła. Dzieci, które śpią spokojnie - Tsumi. Towarzysze, którzy polegli. Stanąć między światłem a ciemnością. Dokładnie tak się czuł. Jako ostatnia fala ognia, powstrzymująca dzikich przed zalaniem kontynentu. Uchiha nie zapomnieli. Sosuke nigdy nie zapomni. Zdecydowanie pamięta krzyki tamtej nocy. Pamięta dym, który unosił się nad jego domem. Pamięta jak wtedy uciekł. I teraz wraca. Częściowo jako tamten dawny Sosuke, ale zupełnie odmieniony, znacznie bardziej doświadczony. Będzie walczył, aby inni mogli odzyskać to co utracili. Odda swoją siłę, wolę oraz serce, aby żadnego Uchiha już nie spotkało to co spotkało jego samego. Stał z podniesioną głową, wypiętą piersią i mocno ściskając katanę w swojej dłoni. Chwycił ją mocniej i uniósł ją wysoko wraz z okrzykiem bitewnym, gdy mowa Masahiro dobiegła końca.
0 x
Azuma
Posty: 1338 Rejestracja: 6 lis 2019, o 18:50
Wiek postaci: 19
Ranga: Seinin
Krótki wygląd: - Ostre rysy twarzy, mocna szczęka i czarne, potargane włosy - Ciemne, przenikliwe oczy, często manifestowane Sharinganem - Docięta sylwetka z ledwie widocznymi bliznami na przedramionach - Przeważnie okazuje spokojną i chłodną postawę
Widoczny ekwipunek: - Czarne haori z motywem płomieni (cywil) - Ciężka zbroja płytowa (front) - Karasu no Tsubasa, tachi w ciemnoczerwonej pochwie u boku - Złota odznaka rodowa Uchiha, wrona Kuro w pobliżu.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7859#p128617
Post
autor: Azuma » dzisiaj, o 13:53
Poprzedni wątek: Sklep z wyposażeniem
Dla postronnego obserwatora Azuma mógł wydawać się jedynie kolejną figurą na szachownicy klanu Uchiha, ustawioną karnie u boku Shirei-kana. Jednak ciężar metalowej odznaki Seinina przypominał mu o drodze, którą przebył – od murów Rantori, przez walkę z Antykreatorem, aż po wewnętrzne śledztwo w klanie. Te doświadczenia sprawiły, że stał teraz pod bramą Sarufutsu z całkowitym spokojem. Wyprostowany, z dłońmi splecionymi za plecami, obserwował nadciągające wojska. Jego Sharingan pozostawał nieaktywny, ale nawykłe do bagien Ryuzaku oczy precyzyjnie analizowały kolumnę przeciwnika. Huk kopyt i złoty pancerz Noritsune nie zrobiły na nim wrażenia. Azuma widział w tym jedynie brak subtelności, obcy filozofii walki w której się wychował. Gdy Masahiro przedstawił go jako najmłodszego generała, Azuma wytrzymał rozbawione spojrzenie Noritsune. Nie spuścił wzroku, wykonał jedynie krótki ukłon – na tyle głęboki, by zachować protokół sojuszniczy, ale wystarczająco oszczędny, by podkreślić godność oficera Uchiha. Mimo buty gościa, Seinin zachował kamienną twarz, świadomy, że oczy jego własnych ludzi śledzą każdy jego gest w oczekiwaniu na reakcję dowództwa.
Prawdziwym wstrząsem była chwila, w której maska Sugiyamy Kuroyamiego pękła.
Azuma po raz pierwszy widział swojego mentora tak wyraźnie targanego emocjami. Gniew Lorda Kuroyamiego był niemal namacalny. Gdy wyszło na jaw spowinowacenie obu dowódców, Azuma zrozumiał, że sytuacja w sztabie będzie od teraz wyjątkowo napięta. Nie odezwał się słowem, wymieniając jedynie znaczące spojrzenia z pozostałymi oficerami. Pozostał w gotowości, dbając o to, by emocje starszyzny nie wpłynęły negatywnie na młodszych, bardziej narywistych żołnierzy w szeregach.
Uczta w Sarufutsu miała mniej dramatyczny, choć momentami groteskowy przebieg. Azuma zajął miejsce przy stole honorowym i skupił się na obserwacji otoczenia. Brak Sugiyamy był aż nadto widoczny, podobnie jak zdenerwowanie Shizue i irytujące zachowanie arcykapłana Rintaro. Azuma przyjmował kolejne toasty jedynie skinieniem głowy, ignorując makabryczne uwagi Jashinisty. W pamięci jego wciąż pobrzmiewały jego ostatnie doświadczenia z przedstawielem ów religijnego kultu. A ponadto… W głowie analizował się też los Hiromi – wiedza o jej misji na terenach objętych wojną budziła w nim uzasadniony niepokój. Koniec biesiady przyjął z wyraźną ulgą.
Wymarsz i podróż do obozu przywróciły żołnierską rutynę, w której Azuma czuł się znacznie lepiej niż podczas politycznych gierek. W trakcie drogi trzymał się blisko Shirei-kana jako jego cicha asysta. Wiedział, że obecność zdyscyplinowanego generała u boku lidera jest ważnym sygnałem dla Ryuzaku – dowodem, że Uchiha są gotowi do walki i nie dadzą się zdominować sojusznikom. Gdy dotarli do Sztabu Generalnego, Azuma stanął na podium wraz z resztą dowództwa. Słuchał przemowy Masahiro o odzyskiwaniu ziemi przodków z pełnym skupieniem. Kiedy Shirei-kan uniósł katanę, Azuma nie dołączył do okrzyków armii. W milczeniu patrzył na morze czarnych zbroi, a następnie – zgodnie ze swoim zwyczajem – uderzył pięścią w napierśnik i skłonił się przed liderem. Etap pokazów i dyplomacji dobiegł końca.
Zaczynała się prawdziwa wojna.
0 x
Nobuo
Posty: 261 Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Avek
Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
Post
autor: Nobuo » dzisiaj, o 21:58
A więc wojna
Misja wojenna B/A/A+ (do ustalenia) - Sosuke
Posty
Nobuo 1
Sosuke 0
Sosuke spędzał dzień w sztabie generalnym Ryuzaku, przygotowując się do wojny typowy dzień dla Uchihy w tych czasach. Presja wisiała w powietrzu niemal bez przerwy. Z zachodu i północnego wschodu pól Tenran zbierały się siły przeciwnika, a wszyscy w obozie wiedzieli, że prędzej czy później nadejdzie moment, gdy stal spotka się ze stalą. Sosuke siedział właśnie w zbrojowni, polerując swój oręż i sprawdzając kunaie, kiedy do namiotu wpadło dwóch mężczyzn.
- Uchiha Sosuke? - zapytał pierwszy, zatrzymując się przy wejściu. Czekał tylko krótką chwilę na reakcję. - Za piętnaście minut masz się stawić w głównym namiocie. - To było wszystko. Sosuke miał jeszcze moment dla siebie, ale wiedział, że nie powinien zwlekać. Wkrótce ruszył przez obóz. Po drodze mijał wielu ważnych ludzi dowódców, zwiadowców, strategów. Wszyscy byli czymś zajęci, wszyscy mówili o wojnie. Kiedy wszedł do głównego namiotu, zobaczył tych samych dwóch mężczyzn. Stali pochyloni nad rozłożoną na stole mapą.
- Dobrze, że szybko przybyłeś, Sentoki Sosuke... Nazywam się Kise Tori. Będziemy razem współpracować. - powiedział pierwszy z nich, lekko się kłaniając. - Zostaliśmy mianowani, by we dwóch skoordynować atak na kluczowy punkt ofensywy brudasów zza muru. - Przesunął palcem po mapie i zatrzymał go na jednym z zaznaczonych miejsc a był to spichlerz...
- Zaatakować to może złe słowo. Musimy przeprowadzić operację. Dzicy opierają na tym miejscu swój balans sił, więc naszym zadaniem jest wyłączyć je z działań wojennych. - Spojrzał na Uchihę. - Dlatego jesteśmy tutaj we dwóch. Jest jeszcze ze mną Hizuro. - Drugi mężczyzna wychylił się zza niego nieco niepewnie. - Jesteśmy ze szczepu Gazo. Załatwimy transport, ale to ty zdecydujesz, ilu ludzi potrzebujesz do tego zadania. - Kise mówił coraz szybciej.
- To będzie twoja pierwsza misja. Musimy sprytnie opracować, jak wyłączyć ten spichlerz z użytku i zmusić dzikich do przeniesienia środka ciężkości ich operacji dalej na tyły. - Wyprostował się i spojrzał na Sosuke z wyraźnym optymizmem. - Dlatego trzeba dopracować szczegóły, żebyśmy mogli przejść od razu do działania.
Kise Tori
Hizuro
0 x
Mowa
KP | PH | Ryo
Ichirou & Souei - Bilbioteka
Takashi - Misja S
Deku - Wyprawa B
Gosui - Misja A
Sosuke
Posty: 145 Rejestracja: 6 maja 2024, o 14:53
Wiek postaci: 30
Ranga: Sentoki
Widoczny ekwipunek: Katana i Wakizashi przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?p=218699#p218699
Multikonta: Daisuke
Post
autor: Sosuke » dzisiaj, o 22:36
Wszystko sprawdził już po dziesięć razy. Nie wynikało to jednak ze stresu nadchodzącymi starciami. Tą część miał już dawno temu za sobą, w poprzednich wojnach, gdy przyszło mu mierzyć się z Senju wspieranymi przez Kaminarich. Teraz się po prostu niecierpliwił kiedy wreszcie wyruszy. Był praktycznie pewien, że ani siły z Antai, ani siły z Północnego Sogen (nazywanego przez niektórych Atarashi), nie będą zwlekać dodatkowych dni. Ich atak był bardziej niż pewien. Musieli to zrobić zanim Uchiha wspierani przez wojska Ryuzaku zdążą okopać się w regionie. Bazę główną zdążyli już zabezpieczyć, ale wciąż byli zagrożeni i jeśli nie zrobią kroku na przód, błyskawicznie zostaną zepchnięci w tył przed dwie armie.
Kiwnął głową, gdy otrzymał wezwanie. Katana i Wakizashi ponownie znalazły się przy jego pasie, a kabury zaczepił na ich miejscach. Czekał tyle, że wreszcie się doczekał. Nie wiedział o planach głównych wojsk, nie miał czasu na spotkanie z Emi, a nawet jeśli to nie planował jej przeszkadzać. Miała ważniejsze rzeczy na głowie niż przekazywać na bieżąco informacje swojemu młodszemu bratu.
-Zwarty i gotowy do walki - Tym razem bardziej oficjalnie ukłonił się na znak przywitania z dwójką mężczyzn. Lekko uniósł brew, gdy padła wzmianka o brudasach, ale jego mina jasno wyrażała poparcie dla takich określeń na wrogów. Słowo "dzicy" można było dwojako rozumieć. Niektórzy czuli strach na brzmienie tej nazwy. Ale jedyne co mieli to przewagę przez zaskoczenie oraz brak dokładnych informacji o nich. I nawet mimo tego, Uchiha pewnie rozprawiliby się z nimi szybko, gdyby nie działania Kaminari. Ponownie sąsiedzi z Antai wykazali się olbrzymią dawką miłości do swojego sąsiada z równin, wbijając im kunai w plecy nawet wtedy gdy chodziło o bezpieczeństwo całego kontynentu. Było widać, że Sosuke raz jeszcze przyjrzał się dwójce mężczyzn, gdy wspomnieli o swoim szczepie. Z jego neutralnej miny ciężko było odczytać co dokładnie miało to oznaczać, ale na radosnego z pewnością nie wyglądał.
-Najprostsze by było pewnie wysadzenie tego. Dwie, może trzy kule zrobione z notek i szybka ucieczka. Niestety wtedy sami odetniemy sobie w przyszłości możliwość skorzystania z tego przy kontrofensywie. Można podłożyć ogien i zniszczyć wszelkie zapasy, które tam obecnie mają. Do zbiorów jeszcze parę miesięcy, a okoliczne pola prawie na pewno będą spalone przez tych barbarzyńców. To da nam szansę na przejęcie tego w przyszłości - Przeniósł wzrok w kierunku mapy, aby uważniej się jej przyjrzeć. Dokładnie analizował sobie wszystkie potencjalne możliwości, aż wreszcie zaczął je artykułować. Nie było czasu na wykwintne działania. Wojna to nie miejsce na przekombinowane plany. Musiało być prosto i skutecznie.
-Niestety wtedy będą wiedzieli o tym co zrobiliśmy. Mogą szybciej próbować coś temu zaradzić. Przydałaby się jakaś bardziej cicha akcja. Mamy dostępne jakieś trucizny? Zatrucie zapasów, o ile by nas nie wykryli, mogłoby pozbawić ich sporą część wojska. A także wpłynąć na morale. Są niezorganizowani, wszelkiego rodzaju niedogodności szybko mogą wzmóc bunty po ich stronie - Nadal przypatrywał się mapie, szukając czegoś, co mogłoby mu pomóc wymyślić jeszcze jedną strategię. Nie każdy pomysł musiał być idealny, ale wystarczyłoby, żeby (nawet przypadkiem) wspomnieli o czymś, co może okazać się skuteczne. Spojrzał na twarze obu Gazo, czekając na ich reakcję. Też mieli prawo się wypowiedzieć, skoro dowodzenie zostało przyznane Sosuke. On nigdy nie zabraniał nikomu się odezwać. Dawało to też starszemu Sentokiemu nieco czasu, aby przemyśleć kwestie wojska oraz tego ilu ludzi powinni zabrać. Sam spichlerz, z tego co słyszał, może być strzeżony, a do tego nadchodząca armia mogła chcieć ich złapać. Ale nie mogli ryzykować wykrycia, więc siły będą musiały być ograniczone.
Ukryty tekst
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość