Wszystkie polecenia wydawały Ci się w miare zrozumiałe, jednakże miałeś też swoją teorię na temat podchodzenia w sposób bardziej...wyprofilowany. Z jednej strony dobrze nauczyć się czegoś nowego, z drugiej nie byłeś do końca pewny, czy nadajesz się do działania bardziej infiltracyjnego. Władca Piorunów raczej był znany z temperamentu podobnego do Chino-sama, stąd od razu nawiązaliście nić porozumienia.
- Cóż...znaku jako takiego nie ustalaliśmy, ponieważ wszyscy wysłani tam Shinobi są raczej dość doświadczeni, więc jak teraz pytasz to kurczę troche mi głupio, że przeoczyłam taką rzecz. - dziewczę niewinnie się uśmiechnęło i podrapało po czubku głowy. - Eto...nie powinnam tego mówić, ale chyba mam jedną poszlakę dla Ciebie. Pani Kagada to przyjaciółka z dawnych lat pani Chino, więc napewno będzie wiedziała o niej sporo. Napewno możesz ją zapytać o coś, co tylko my będziemy wiedzieli czyli na przykład...eee...w sumie to nie wiem, przepraszam, jestem bardzo niewyspana. - twarz dziewczyny pobladła, ale wiedziałeś, że Cię nie oszukuje. Ledwo kontaktowała. Zapewne jak wyjdziesz to położy się na biurku i uśnie na kolejne kilka godzin.
- To co musisz wiedzieć, to fakt, że te tereny nie wyglądają tak jak zapamiętałeś. Dużo z naszych ziem ze względu na szkodliwość kamienia zmieniło się w jałowe pustynie. Im bliżej wody, tym wiadomo, że roślinności będzie więcej, ale no...weź ze sobą dużo wody. To może być w miarę ciężka podróż. - powiedziała. - Masz jeszcze tutaj mapę, byś trafił do celu.
Wydawało się, że wszystko co potrzebujesz masz gotowe. Jak chcesz coś dopytać, to pytaj, a jak nie, to ruszaj w drogę.
Krótki wygląd: - Różowe włosy. - Czarne Haori przewiązane jedwabnym obi, tego samego koloru luźne spodnie oraz wysokie buty za kostkę. - Patrz avatar. - Po resztę zapraszam do kp.
Krótki wygląd: - Różowe włosy. - Czarne Haori przewiązane jedwabnym obi, tego samego koloru luźne spodnie oraz wysokie buty za kostkę. - Patrz avatar. - Po resztę zapraszam do kp.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Władca Piorunów po dokonaniu treningu ruszył do Siedziby Władzy. Był najedzony, ogarnięty, pachnący i przy sobie miał miecze, które udało mu się ostatnio zdobyć. Od ostatniego czasu minęło już trochę, dobre pół roku był poza klanem, ten czas spędził nie tylko na treningu i poprawie własnych umiejętności, ale również zdobyciu odpowiedniego artefaktu dla szefowej klanu - Chino Kaminari. Niebieskooki nie miał bladego pojęcia w jaki sposób może się ta rozmowa zakończyć, z jakim nastawieniem zostanie przyjęty. Zapewne będzie tak jak zawsze, chłopak dostanie ochrzan, że tyle czasu to zajęło, że tyle czasu minęło, a nadal brakuje kluczowych elementów takich jak oko czy też proteza. Życie go nie rozpieszcza, ale był gotowy. Władca Piorunów nie miał z tym najmniejszego problemu, wiedział, że kolejną rzeczą jaką idzie dokonać to właśnie zdobycie Sharingana. Nic innego go teraz nie interesowało. Niebieskooki po przybyciu do Siedziby widział wiele ludzi, niektóre twarze nawet już kojarzył, ich zachowania nie wyróżniały się raczej niczym szczególnym. Po prostu sobie byli. Kaminari szukał jednak jednej, konkretnej osoby. Nie był to Yai, nie była to Kagada, to była Chino. Wiedział, gdzie urzęduje, miał pewne podejrzenia, gdzie jej szukać. Ruszył w tym kierunku, aby finalnie się do niej dostać. Jeżeli będzie trzeba - poczeka. Mimo wszystko liczy, że finalnie uda się całkiem sprawnie zobaczyć z kobietą, która jest głową całego klanu. Głową, która niedługo zyska nową siłę.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Było ciepłe lato, choć czasem padało, dużo... wrogów się biło i mało się spało, tak zaczyna się - wakacyjna przygoda, Anzou jeszcze młody i Chino była młoda. Zapewne gdzieś w innym uniwersum, gdzieś w innych taki tekst uznano by za wstęp do pięknej piosenki. Realia i rzeczywistość były jednak zgoła inne. Niebieskooki po dość solidnej podróży wrócił do stolicy, która niewiele różniła się od jego ostatniego pobytu. W ciągu kilku dni zdążył już się nieco podszkolić w zakresie technik, spędzić trochę czasu z siostrą, która też wyrosła i stała się solidną Kunoichi. W siedzibie władzy jednak Anzou zderzył się z murem w postaci biurokracji. Kaminari jednak nigdzie się nie spieszył, nie miał nic konkretnego do załatwienia, oczywiście poza okiem i protezą. Część swoich zobowiązań już wykonał. Miał je przy sobie. Zwarte i gotowe do użycia. Anzou usłyszał też plotki o jakiejś delegacji. Władca Piorunów nie miał żadnego pojęcia o co chodzi, ale być może - Chino odwiedziła nowych sojuszników z klanu Pawia i tam spędziła nieco czasu z Siostrami Nocy, może widziała ten słynny meteoryt? W końcu chyba takie też były założenia. Anzou doczekał się i został poproszony do środka. Wszedł jak przystało na Kaminari - wyprostowany, dumny i z wysoko uniesioną brodą. Wewnątrz spotkał go nie tylko nietypowy widok samej Chino, która wyglądała inaczej. Ona dosłownie promieniowała pozytywną energią. To było nietypowe, bardzo nietypowe. Po tym przygaszeniu... jakby ślad zniknął? Do tego miała dłuższe włosy, zdecydowanie bardziej zadbane. Różnice było widać gołym okiem. Anzou ukłonił się w geście szacunku. Uwagę Władcy Laserów przykuła nie tylko sama Shirei-kan, ale również wystrój pomieszczenia. Odbiegał zdecydowanie od tego, co zapamiętał Anzou. Ogromna liczba kwiatów. Czyżby... Chino poznała kogoś? Pół roku to dość dużo czasu, aby z kimś się zaprzyjaźnić czy też... zakochać. Białowłosy tego nie wykluczał. Anzou uśmiechnął się delikatnie słysząc, że jest zgubą klanu. Fakt, trochę go nie było, ale w tym czasie nie próżnował, a co lepsze - klan dalej prosperował, co jest dość... pozytywne.
- Bardzo dobrze wyglądasz. Lato Ci służy. Powiedział Anzou spokojnym głosem, w którym dało się wyczuć nieco radości. Młody Kaminari utrzymywał kontakt wzrokowy. Chino nie mogła mu pomóc. Anzou nawet tego nie oczekiwał. To on miał wobec niej dług, to on miał coś, co zamierzał jej wręczyć. Posiadał trzy miecze. Dwa, które udało mu się wywalczyć od strażnika oraz jeden, który... zakupił od starej handlarki, która zwyczajnie zrobiła go w konia. Wszystko to wyląduje właśnie w dłoniach Chino. Władca Piorunów przejechał wzrokiem po sali, a następnie wrócił do rozmówczyni.
- Trochę mi to zajęło. Po negocjacjach od razu ruszyłem po artefakt. Spotkałem jakiegoś dziaduszka... długa historia, nie wiem czy na tyle istotna. Do konkretów - mam coś dla Ciebie. Trzy miecze. Anzou położył na stole, tuż obok Chino to, co udało mu się zdobyć. Dwa miecze były oczywiście lśniące, z daleka było widać, że są wyjątkowe.
- Jeden z tych mieczy to Kōmyōken. Sprzedała mi go jakaś Staruszka, mówiła, że w rękach właściwej osoby potrafi pokonać strach w drugim człowieku. To atrapa, tak go kupiłem, bo pięknie wygląda. Powiedział Anzou spokojnym głosem pokazując na miecz, który zakupił od staruszki. Wtedy dłoń skierował na dwa te same ostrza.
- A te... udało mi się zdobyć w trakcie pojedynku. Trochę to trwało, musiałem pobłądzić, ale finalnie są. Reagują na Chakrę Raitonu. Co o nich myślisz? Są Twoje. Ja nie zamierzam zabierać Ci więcej czasu. Od razu ruszam po oko. Anzou mówił spokojnie i oczekiwał odpowiedzi Chino. Uważnie też ją obserwował, patrzył jak reaguje, co myśli. Cieszył się, że wrócił i wykonał część zadania. To wiele dla niego znaczyło. To pokazało, że jego słowa nie są rzucane na wiatr. Teraz pora na realizacje kolejnych zadań. Kaminari przekazuje miecze Kiba nowej właścicielce - Chino Kaminari.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Anzou wszedł do środka i rozpoczął rozmowę z przywódczynią klanu. Gołym okiem było widać, że ona jakby odżyła, że rozpromieniała, jakby coś tchnęło w nią dodatkową energię. Władca Piorunów wiedział, a przynajmniej tak czuł, że ona nie będzie zadowolona z tego, że znowu dużo czasu go nie było, a co gorsza, że w trakcie tego czasu nie załatwił tego, co od niego oczekiwano. W zasadzie - Białowłosy chyba niewiele myślał w tej materii. To było jedno z zadań, które ciągnęło się za nim, jak jakiś glut, cholernie też mu to uwłaczało. Chino wysłuchała jego wywodu, ale chyba niewiele sobie z tego robiła. Jej zachowanie było inne.
- Nie olałem. W żadnym wypadku. Władca Piorunów czuł zawód w głosie swojej rozmówczyni. Czuł, że ponownie pokładała w nim nadzieje, że czekała, aż Kaminai przyniesie jej te trzy rzeczy. Ten jednak ponownie nie dowiózł. To było bolesne, ale przecież w ostatnim czasie Niebieskooki też nie próżnował. Sama też praktycznie w ogóle nie zareagowała na miecze, które dostarczył Anzou. Jakby to nie było nic. Dalej Chino opowiedziała nieco więcej, otworzyła się, poruszyła tematy i jakby... zrzucała z siebie pewnego rodzaju ciężar. Anzou uważnie jej słuchał, próbował wyłapać każdy niuans tej rozmowy. Chłopak czuł, że musi się tłumaczyć. Nawet jeżeli tylko winny się tłumaczy... on musiał to zrobić. Czuł się winny.
- Pół roku to dużo czasu, masz rację. Za dużo straciłem na poszukiwanie tych mieczy. Wyprawa do Ayatsuri pewnie pochłonęłąby jeszcze więcej. Atrapę pies trącał, ale te miecze... reagują na Raiton, wtedy są w stanie przeciąć praktycznie wszystko. Anzou lekko chciał podkreślić, że to co przyniósł to nie jest jakiś zwykły miecz. Dalej jednak utrzymywał kontakt wzrokowy z Chino, która kontynuowała swoją ofensywę i dopiero się chyba rozkręcała. Nie była jednak w tym wszystkim chamska, zachowywała się zupełnie przyzwoicie, ale... Kaminari dalej czuł, że jest zawiedziona. A gdy usłyszał o oku... Jego ciało delikatnie zmiękło. Gzik załatwił oko. W trzy tygodnie. Gdzie Niebieskooki nie zrobił tego przez tak wiele czasu.
- Gzik... czyli to załatwił... z jednej strony się ciesze, z drugiej... to chciałem być ja. Mimo wszystko, to on jest Seininem i potrafi się teleportować... Białowłosy mówił trochę ciszej, jakby sam do siebie, słowa ciężko przechodziły mu przez gardło. Nie czuł się komfortowo, a gdy usłyszał o tym, że Chino odzyskała nogę... I do tego od Sióstr Nocy... To poczuł ponowny cios. Nie fizyczny, ale psychiczny. Nie był zadowolony. Zacisnął nawet swoją pięść, lekko przygryzł wargę. Spojrzał na Chino.
- I protezę... kurwa, jest mi z tym źle, ale cieszę się, cieszę się, że odzyskałaś to, co straciłaś, co straciłaś przeze mnie. Przepraszam, że nie dostałaś tego wszystkiego z moich rąk. Anzou patrzył już nie na swoją rozmówczynię, ale gdzieś dalej, jego wzrok był pusty, a nagle Kaminari został jakby pozbawiony energii, motywacji. Nie stracił sensu swojego życia, ale raczej możliwości, aby spłacić swój dług wdzięczności wobec Chino, która nadstawiła swoje życie by go ratować. Mimo wszystko, dobrze, że tak się sprawy potoczyły. Shirei-kan klanu Kaminari zyskała ogromną moc. To duża wartość dodana. Dalej Anzou mógł już tylko słuchać jak to nie zawiódł swojej liderki. Anzou wcale nie szlajał się po świecie, był też na wojnie, przez co nie mógł dowieźć zadania. Miał też jakieś swoje powody, ale tłumaczenia chyba tutaj nie mają sensu. Zwłaszcza, że Chino nawet nie chce mieczy. Kaminari dostał też instrukcje, zgłosić się do Jina, czyli do Gzika, elitarnej jednostki klanu i brać udział w wojnie. To przynajmniej Władcy Piorunów wychodziło.
- To szlajanie po świecie też nie zawsze jest dla przyjemności, przecież wiesz. Stoczyłem niejedną bitwę, niejedną wojnę, po to, aby klan miał... lepiej. Mam swoje braki, mam swoje wady, doskonale to wiem. Dlatego też chcę być silniejszy, żeby móc chronić tych, na których mi zależy - Ciebie, klan, swoją rodzinę, siostrę. Zgłoszę się do Jina i rusze na wojnę. Tylko tyle mi pozostało. Rozumiem Twój żal, sam też jestem zły, że nie udało mi się dostarczyć tego wszystkiego. Przepraszam. Po prostu przepraszam. I życzę Ci wszystkiego dobrego, na Twojej nowej drodze. Wierzę, że będziesz szczęśliwa. A ja... zajmę się tym, co mi faktycznie wychodzi. Walka dla klanu. Tylko co do tych mieczy... przecież ja nawet nie wiem jak ich używać... Zostawię je u siebie w domu, na razie, może kiedyś zmienisz zdanie. Albo ja się nauczę ich sensownie używać. Od dziś - nie będę stanowić dla Ciebie żadnego problemu. Dziękuję za wszystko i przepraszam za wszystko, Chino. Anzou mówił powoli, z lekkim smutkiem w głosie. Nie czuł się komfortowo, ale przynajmniej chciał jakoś to wszystko wyjaśnić z Chino. Zabrał te wszystkie miecze, które miał. Nie było nic innego jak ruszyć na wojnę. Zebrać odpowiedni ekwipunek, dozbroić się i zwyczajnie ruszyć na front. Klan wzywa. Kaminari pożegnał się ukłonem i opuścił siedzibę.