Lub "Południowe Sogen" jak uparcie nazywają je członkowie Uchiha i Gazo, którzy tutaj mieszkają. Niepodbita część Sogen, która została wcielona do Ryuzaku no Taki i jest obecnie siedzibą szczepów Uchiha, Gazo oraz Wyrzutków Cesarskich - przede wszystkim Yukich, którzy uciekli z Cesarstwa. Zarządzana przez pana feudalnego - Takeda Masatoshiego i jego klan.
Zmiana nastrojów była aż namacalna. Yumiko obserwowała chłopaków, którzy w tym momencie wydali się bardziej ludzcy, jakby stopnie i formalne przedstawienie poszło na boczny plan. Nie stał już przed nią najmłodszy Kogo w klanie, ani też chłopak z wyjątkowymi zdolnościami. W tym momencie byli rówieśnikami, każdy z inną raną na sercu i może w innych okolicznościach nie musieliby walczyć, a ten czas mogliby spędzać bardziej beztrosko.
Gdy Yumiko wsiadła na orła spojrzała na Azumę i uśmiechnęła się delikatnie. Chciała jak najwięcej wyciągnąć z tej małej podróży, dlatego skupiła się na tym.-Naprawdę? Sam? Nic dziwnego, że mało czasu spędzałeś w Kotei, z takimi umiejętnościami bardziej przydajesz się w terenie. - była pod wrażeniem. To były możliwości, które warto wykorzystywać na wojnie, tym bardziej, jeżeli zwierzę mogło transportować więcej niż jedną osobę. Gdyby mieć wiele osób z takimi umiejętnościami, można by było wykorzystać to jako element zaskoczenia. Atak z góry... Przy dalszym tłumaczeniu skupiła się nieco bardziej. Patrzyła na drogę, która ciągnęła się dalej, i nikła w mroku. Na ten moment podróż powinna być dla nich łaskawa. Czarnowłosa wyciągnęła prowizoryczną mapkę, którą narysował dla niej Shizaki. Musiała ją mocno trzymać, bo wiatr nie był łaskawy, ale za to widoki... Świat z góry wydawał się piękniejszy, pora dnia i kolory malujące się na niebie zapierały dech w piersiach.-Te miejsca z mapy. Gdzie mniej więcej są?- chciała je znaleźć sama i o ile orientacyjnie mogłaby wiedzieć w której części drogi są, to cała ta wycieczka powodowała, że nie potrafiła do końca się skupić.
Rozmowa zeszła na Azumę, jej wzrok od razu odnalazł chłopaka, który był blisko woźnicy.-Jest najstarszy stopniem, może czuje się odpowiedzialny za nas? Poza tym jest praktycznie w naszym wieku, a doszedł tak daleko. Zobacz jak go przedstawiają. Najmłodszy Kogo w klanie. Nie wydaje Ci się, że to duża presja? Mnie by to przerosło... Takie oczekiwania ludzi wokoło. I przykro mi z powodu osób, które straciłeś. Czasami drobne rzeczy są więcej warte niż majątek- Było to małe nawiązanie do rysunków, pozostawionych w stolicy. Teraz gdy byli sami mogła wrócić do tego, bowiem gdy tam na dole mogłoby to zaognić sytuację, a tego bardzo nie chciała.- Właśnie tego się obawiam, my mamy swoje plany, ale nie wiadomo, czy ktoś tam nie ma lepszych i dziękuję. To jest naprawdę piękne -uśmiechnęła się i przez ostatnie chwile, gdy Shizaki przygotowywał się do lądowania oglądała okolicę chłonąc każdy szczegół i tworząc nowe wspomnienia. A te konkretne, było teraz na samym szczycie.
Krótki wygląd: - czarne włosy, ciemne oczy - wyraźnie zarysowana szczęka, ostre rysy twarzy - delikatne blizny na przedramionach i rękach - przeciętny wzrost, docięta sylwetka
Widoczny ekwipunek: - ochraniacz na czoło z emblematem klanu - skórzana kamizelka shinobi - kabury na broń na lewym i prawym biodrze - torba z ekwipunkiem na lewym pośladku
Azuma rozmówił się z woźnicą. Starał się go uspokoić, ale sukces był połowiczny – kupiec nie kontynuował tematu, ale zaczął z niepokojem przyglądać się mokradłom. Jego pobratymcom ten niepokój szybko się udzielił, bo zaczęły się gorączkowe, przyciszone rozmowy. Azuma skwitował to ciężkim westchnieniem, przenosząc wzrok ku górze.
Czarny, atramentowy orzeł brylował na niebie, stopniowo zwiększając odległość. Przez myśl Kogo przeszło, że Yumiko nie wydawała się sparaliżowana tym zadaniem. Czy to oznaczało, że już miała do czynienia z takim doświadczeniem? A może zwyczajnie nie pomyślała o tym co nastąpi? Uchiha przez chwilę głowił się nad tym, dostrzegając że jego towarzysze stali się teraz niedużą kropką, najwyraźniej odlatując dalej niż sam Azuma początkowo zakładał.
Dopiero tęskne kraknięcie Kuro, wyrwało Azume z tych rozmyślań.. Osiemnastoletni Kogō potarł głowę ptaszka, przyglądając się mu z uwagą. – Chyba nie powiesz mi, że też się boisz? Akurat Tobie najmniej zagraża. Gdy zrobi się gorąco, po prostu czmychniesz, jak zwykle.
Yumiko i Shizaku wracali. Kropka którą jeszcze chwilę temu byli, teraz przeobraziła się w pięść, Z tej odległości można było już rozróżnić kontury sylwetek. Azuma szybko pojął, że dwójka lotników chciała wylądować na szlaku, nieco dalej od karawany. Azuma przywiązał lejce wierzchowca Shizakiego, do siodła konia Yumiko, a potem trzymając za lejce tego drugiego, wsiadł na swojego rumaka i ruszył im na spotkanie. Dopiero przy ich lądowaniu, musiał zareagować.
– Prrrrr. – uspokoił wierzchowce, gdy atramentowy orzeł osiadł na szlaku. – Jak przelot? Coś niepokojącego zauważyliście? – zapytał, udając że nieprzyjemna konwersacja sprzed kilkunastu minut, nie miała miejsca. Azuma podał lejce Shizakiemu uprzednio odwiązując je, a potem przytrzymał lejce wierzchowca Yumiko, gdy ta postanowiła go dosiąść..
- Podziwiając takie widoki musisz mieć też niedogodności, chyba że... Poznasz kobietę z takimi samymi zdolnościami, zobacz jakie wtedy życie byłoby piękne! - niemalże się zaśmiała na swoje słowa, ale taka była prawda, trzeba szukać tam, gdzie ludzie byli podobni. Jednak gdy rozmowa zeszła na ich dzisiejszą trasę zaczęła się bardziej skupiać. Dostrzeżenie drogi sprawiało jej nieco kłopotu, musiała bardzo wytężyć wzrok by dostrzec to co chciał jej pokazać Shizaki. Brak doświadczenia w takich warunkach zaczynał być kłopotliwy, jednak po chwili zaczęła widzieć więcej szczegółów. - Jak ty to robisz? Dla mnie z tej perspektywy wszystko jest niemalże identyczne.- przy kolejnych punktach było coraz łatwiej, dostrzegała już różnicę. Widziała to co chciał jej pokazać. Milczała analizując całą trasę i dając mu możliwość wytłumaczenia wszystko.
Gdy skończyli analizę uśmiechnęła się. Była pewniejsza niż jeszcze przed lotem. Wiedziała więcej, a to dawało jej poczucie ulgi, jednak komentarz o jej grobie spowodował, że zaczęła się śmiać.- Nie zamierzam tutaj ginąć, raz wyrwałam się śmierci. Więcej nie zamierzam patrzeć jej w oczy. Możesz być spokojny, zanotuje to w głowie.-powiedziała już spokojniej.
Lądowanie niemalże nie różniło się niczym od początku lotu. Yumiko podała dłoń dla chłopaka i zeszła na ziemię. Lot był wspaniały, ale jednak tutaj czuła się bezpieczniej.- Dziękuję, to było niesamowite.-powiedziała raz jeszcze po czym spojrzała na Azumę, który do nich podjechał. Skoro Shizaki jeszcze przed chwilą powiedział, że miała wybierać i dowodzić postanowiła jako pierwsza odpowiedzieć na pytanie.-Droga na ten moment jest czysta, chyba że Shizaki dostrzegł coś czego nie zauważyłam ja... W każdym razie poznałam trasę, co mi pomogło. Mam teraz większą świadomość tego gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. - powiedziała podchodząc do swojego konia i głaszcząc jego pysk. Bez problemu weszła na jego grzbiet, po czym odebrała lejce od Azumy. To właśnie wtedy zaczęła się przyglądać ptakowi siedzącemu na jego ramieniu. -Kim jest Twój towarzysz?- zapytała dalej bezczelnie się gapiąc.
Krótki wygląd: - czarne włosy, ciemne oczy - wyraźnie zarysowana szczęka, ostre rysy twarzy - delikatne blizny na przedramionach i rękach - przeciętny wzrost, docięta sylwetka
Widoczny ekwipunek: - ochraniacz na czoło z emblematem klanu - skórzana kamizelka shinobi - kabury na broń na lewym i prawym biodrze - torba z ekwipunkiem na lewym pośladku
Po wylądowaniu Yumiko i Shizakiego, wrócili do normalnej rozmowy, jakby wcale nie doszło przed ich startem do sprzeczki. Azuma przekazał im konie, a Ci w zamian udzielili informacji na temat dalszej drogi. Gdy Shizaki potwierdził słowa Yumiko, Uchiha odwrócił się w kierunku kupców.
– Słyszeliście? Nie widać niebezpieczeństwa, nie ma się zatem czym martwić. Im będziemy dalej, oczywiście może być niebezpieczniej, ale od tego macie nas, shinobich.
Kuro zdawał się nie podzielać tego zdania, a może właśnie krakaniem potwierdził opinie opiekuna. Azuma przez chwilę przypatrywał się wronie, temu spojrzeniu, tej dziwnej inteligencji ukrytej w ciemnoniebieskich oczach.
– Pamiątka z Karmazynowych Szczytów… Na imię ma Kuro, lubi czyjeś porcje żywnościowe, ale zadowoli się też okruszkami – odpowiadając na pytanie Yumiko, Azuma poczochrał czarny łebek wrony. Widząc to z jaką fascynacją przyglądała się mu Yumiko, na myśl przyszło mężczyźnie wspomnienie z Hiromi, która próbowała się zaprzyjaźnić z ptaszkiem. A potem Saori.
– No i definitywnie nie lubi kobiet. – Obu to nawiązanie przyjaźni, wyszło nieskutecznie.
Yumiko była zaskoczona zapewnieniem Azumy. Co się tutaj wydarzyło podczas lotu, że mężczyzna musiał zapewniać ludzi o ich bezpieczeństwie?- Coś się stało jak nas nie było?- zapytała nieco zmieszana. Czyżby fakt, że się nie dogadywali miał wpływ na ludzi podróżujących z nimi? A może wydarzyło się coś jeszcze o czym nie mówił? Całe szczęście Shizaki po powrocie z lotu zachowywał się dokładnie tak samo jak na początku i czarnowłosa była mu za to ogromnie wdzięczna. Nie zniosłaby więcej sprzeczek, a nie umiała załagadzać takich sytuacji. Ze wszystkimi zawsze się dogadywała i chciałby, żeby tym razem było tak samo.
Wrona na ramieniu Azumy krakała, a ten patrzył na nią, jakby z nią rozmawiał, w języku, którego nikt nie rozumiał. Było to szalenie interesujące.-A więc Kuro, miło mi cię poznać.- powiedziała w stronę ptaka, jednak kolejne słowa wybiły ją z rytmu.-o...To nie szkodzi. Nie każdego można lubić prawda? Ale nie wchodząc sobie w drogę na pewno się dogadamy. - Wiedziała, że mimo wszystko będzie zostawiać jedzenie dla ptaka. Tak samo jak wzięłaby marchewki wiedząc, że będą poruszać się konno. Uwielbiała zwierzęta, ale nie wszystkie zwierzęta lubiły ją...- Powiedz mi tylko, jak on jest w pobliżu i zbliżę się do Ciebie to mnie nie zaatakuje? Wolała wiedzieć teraz, niż miałaby się później dowiedzieć na własnej skórze.
Shizaki wyrównał do niej konia i zapytał o ustalenia, które przegadywali na górze. Kiwnęła potwierdzająco- Plan jest taki by zatrzymać się w pierwszym punkcie by odpocząć i napoić konie. Jeżeli nam się uda dotrzeć to trzeciego punktu, to super. Mielibyśmy czas na odpoczynek i o świcie moglibyśmy ruszyć na bagna. Jednak jak będziemy przy drugim punkcie i będzie potrzeba się zatrzymać to zmieniamy plan i zostajemy tam. Skoro to nasze ziemie, to możemy być elastyczni. Może tak być?- to pytanie zadała już bardziej do ogółu. Wolała dzisiaj jechać spokojniej niż zmordować wszystkich i jutro mieć problemy w dalszej części trasy.
Krótki wygląd: - czarne włosy, ciemne oczy - wyraźnie zarysowana szczęka, ostre rysy twarzy - delikatne blizny na przedramionach i rękach - przeciętny wzrost, docięta sylwetka
Widoczny ekwipunek: - ochraniacz na czoło z emblematem klanu - skórzana kamizelka shinobi - kabury na broń na lewym i prawym biodrze - torba z ekwipunkiem na lewym pośladku
Lekko się skrzywił, gdy padło pytanie o to co się stało. W gruncie rzeczy nie było to nic wielkiego, ale jednak zwiastun pewnych problemów. Nie zamierzał jednak ukrywać przed towarzyszami niepokoju, który targał handlarzami.
– Boją się. Teraz, gdy większośc naszych sił zaangazowanych jest na froncie, trakty i szlaki są mniej bezpieczne. Nie myślę tylko o bandytach, ale i o siłach wroga. Tym, od czasu do czasu udają się zbrojne wypady na nasze tyły. – Dla Shizakiego nie była to pewnie nowość, ale dla Yumiko już tak, z uwagi na „nowy począek”. – Dobrze, że wykonaliście przelot. Powinien trochę uspokoić nastroje.
Chwilę po tym rozmowa zeszła na mniej poważny temat, bo na temat ptaszka. Yumiko ze zrozumieniem podeszła do tego jaki był i czego wyraźnie nie tolerował. Po jej postawie można było wysnuć wrażenie, że nie będzie próbowała mu się narzucać. Gdy jednak spytała, czy powinna obawiać się ataku z jego strony, gdyby znajdzie się zbyt blisko Azumy, ten pokręcił spokojnie głową.
– Tym nie powinnaś się martwić. Dopóki nie sięgniesz do niego ręką, raczej bedzie Cię po prostu ignorował.. w ten czy inny sposób.. – Zauważył, na koniec się odrobinę reflektując, bo można było odnieść wrażenie, że słowa Shizakiego, wcale nie zostały przez Kuro zignorowane.
Po pewnym czasie zatrzymali się na krótka przerwę. Mozna było wtedy na chwilę odpiąć konie, doprowadzić do wodopoju, a także samemu się posilić. Droga dotychczas wyglądała w porządku, choć im bardziej oddalali się od Sarufatsu, tym coraz częściej dostrzegali nieomylne znaki ulegającej przekształceniu flory. Nikt się jednak nie rozwodził nad tym dłużej, tylko po upływie ciut ponad kwadransu, zebrali się i ruszyli dalej. Zmierzali do drugiego punktu, a gdy tam dotarli, przerwa wyglądała podobnie.
– Powiedz, opuszczałaś Sarufatsu na dalej jak dzień drogi? – zapytał Yumiko, gdy słońce było co raz niżej, jasno mówiąc że zbliżało sie do zachodu widnokręgu. Teren również był mniej przyjazny. Grunt stracil na twardości, co też było widać po roślinności. Drzewa zostały zastąpione karłowatymi gałęziami, krzakami i innymi kępami traw, które wyrastały to tu to tam. – Jakie misje wcześniej robiłaś? Walczyłas?
Uchiha badał. Pod tymi pytaniami, mogło kryć się wiele odpowiedzi, które mogły natychmiast zostać wykorzystane do pogłębienia jego wiedzy o dziewczynie. Szczególnie teraz, gdy właśnie dotarli do miejsca, w którym mieli rozłożyć obóz. I teoretycznie mogli porozmawiać. Oczywiście, po zabezpieczeniu terenu.
– Ustawcie wozy w literę “V”, tyłem do siebie. Najlepiej tam gdzie grunt jest twardy. Będziecie mogli rozpalić też ogień, wewnątrz. W nocy będzie zimno. Yumiko-san, będzie trzeba ustalić warty, hmmm masz pomysł jak nas podzielić?
Pytanie Yumiko chyba nie przypadło do gustu ich dowódcy, sądząc po grymasie jego twarzy. Jednak odpowiedział. Nie dziwiła się, że mężczyźni się boją, sama czuła się nieswojo w tej sytuacji. Pierwszy raz dostała tak ważne zadanie i planowała wywiązać się z niego jak najlepiej. Lot dał jej ten komfort, że wiedziała chociaż w jakim położeniu była.-W takim razie dobrze, że ich uspokoiłeś. Miejmy nadzieję, że nic nas nie zaskoczy, ale bądźmy przygotowani na wszystko...
Nie spodziewała się słów Shizakiego. Uśmiechnęła się do niego kręcąc jedynie głową. Był niemożliwy w tym swoim beztroskim zachowaniu.-Nawet jak był, to chyba już przeszedł na naszą stronę.- odpowiedziała cicho, bo Azuma dalej kontynuował z nią rozmowę. Jak się okazało ptak był tylko ptakiem i nie zamierzał atakować Yumiko, o ile ta uszanuje jego granicę.- Całe szczęście! Chociaż o to nie będę się martwić
Podczas ich pierwszego postoju Shizaki przejął inicjatywę i sprawdził okolicę, była mu za to wdzięczna. Sama skorzystała z chwili by rozprostować nogi, przekąsić coś i sprawdzić jak się miewa jej czworonożny przyjaciel. Każdy zajmował się sobą, przez co nie było czasu na rozmowy. W ogóle nie było czasu na cokolwiek, bowiem nim ktokolwiek zdążył się zorientować ruszyli w dalszą drogę. Drugi punkt wydawał się idealny do odpoczynku, jednak nie zatrzymali się. Jechali dalej by pokonać jak największą część trasy. Krajobraz zaczął się zmieniać, ziemia była mokra co zaczynało utrudniać przemieszanie, a powietrze... stawało się jakby cięższe im bardziej zbliżali się do bagnistego terenu
Słońce było coraz niżej, czas na dzisiejszą podróż powoli się kończył, a w głowie czarnowłosej pojawiła się jedna mała myśl. Czy dobrze zrobiła, że jechali dalej? Teraz nie było odwrotu. Decyzja zapadła, ale ta niepewność nie dawała jej spokoju. Dopiero głos Azumy spowodował, że wróciła do otaczającego ją świata-Po powrocie do zdrowia nie zapuszczałam się tak daleko. Najdalej gdzie byłam to na posterunku granicznym na połnocnym-zachodzie. To tyle, a moje misje ograniczały się do prostych zadań. Zbieranie ziół, pomoc przy spektaklu. Nic tak bardzo istotnego jak to.-powiedziała spokojnie. Zrobiła krótką przerwę, w której analizowała ostatnie wydarzenia.-Nie, nie walczyłam, jedynie o tym czytałam, czy to... będzie jakiś problem?- to zdanie powiedziała o wiele ciszej niż poprzednie. Nie chciała by ludzie, którzy z nimi podróżują mieli więcej powodów do obaw. I tak fakt, że tu była był dla nich wystarczająco obciążający.
W końcu dotarli. Miejsce nie wyglądało już tak przyjemnie jak z góry, ale Azuma wszystkich poprowadził. Kazał ustawić wozy, zorganizować miejsce na ognisko. Gdy wszystko było gotowe mogli odetchnąć.- Jeżeli mam być szczera, to nie myślałam o tym. Co ile człowiek powinien się zmieniać? Co dwie, trzy godziny by miał też czas na regenerację? Jedno wiem na pewno, będziesz drugi na warcie, zważywszy na to, że jesteś najsilniejszy, a ludzie atakują wtedy, gdy wszyscy głęboko śpią. Ja mogę wziąć pierwszą zmianę, a Shizaki ostatnią. Wstanę wcześniej, by ewentualnie mógł on spatrolować teren z góry, gdy widoczność już będzie lepsza. - zrobiła przerwę patrząc na chłopaków i oczekując jakiejkolwiek reakcji.-Tak to powinno wyglądać, czy się mylę?
Krótki wygląd: - czarne włosy, ciemne oczy - wyraźnie zarysowana szczęka, ostre rysy twarzy - delikatne blizny na przedramionach i rękach - przeciętny wzrost, docięta sylwetka
Widoczny ekwipunek: - ochraniacz na czoło z emblematem klanu - skórzana kamizelka shinobi - kabury na broń na lewym i prawym biodrze - torba z ekwipunkiem na lewym pośladku
Eskortowanie karawany, dotychczas przebiegało spokojnie. Robili postoje zgodnie z wytyczonym planem, obserwowali otoczenie i rozmawiali. Okazało się, że dla Yumiko nie była to pierwsza taka podróż, choć teraz miała wyruszyć dalej, niż kiedykolwiek dotarła. Przynajmniej, od kiedy była świadoma. Gdy Yumiko spytała, czy takie doświadczenie będzie problemem, Uchiha wzruszył ramionami. Po chwili dodał, by się tym nie martwiła. Każdy od czegoś zaczynał.
Przed zmierzchem dotarli do trzzeciego punktu. Gonił ich czas, więc szybko przeszli do rozbijania obozowiska. Krótka komenda, poinstruowanie i kupcy zabrali się za ustawianie wozów. Rozpalone zostało też ognisko, a potem ustalona kolejność czuwania. Yumiko zaczynała, Azumie przypadła w udziale druga warta. Shizakiemu trzecia. Miał chwilę na sen.
Yumiko obudziła go delikatnie w środku nocy. Zdała krótki raport, podkreślając że nie zauważyła niczego podejrzanego. Azuma przytaknął, wskazując jej swoje miejsce. Nie było to wiele, ale ogrzane miejsce, zawsze dawało odrobinę więcej ciepła. Krótko się pożegnał, życząc szybkiego snu i odszedł dalej. Standardowo obszedł obozowisko, a potem opuścił okrąg światła, ruszając głębiej w gąszcz, aby upewnić się, że i tam nie dzieje się nic niepokojącego.
I pierwsze godziny tak właśnie wyglądały. Dopiero Kuro zaalarmował, że coś się zmieniło.
Niepokojące, wręcz gorączkowe krakanie wrony wzbudziło jego czujność. W pierwszej chwili nic się nie działo, ale wkrótce to usłyszał. Jeźdźcy! Najpierw usłyszał tęten koni, ale potem dostrzegł sylwetki, oznaczające się cieniem na tle granatowego nieboskłonu.
– Pięciu jeźdźców, zmierzają do nas – wstępnie zgodził się ze stwierdzeniem Shizakiego, który naprędce dołączył do Uchihy. W pogotowiu miał już włócznię, gotowy bronić obozu. W obozie zapanował popłoch. Ludzie się przewracali, niektórzy próbowali odczepić konie. – Zostawcie wierzchowce. Spłoszone, uciekną i potopią się na bagnach. Trzymajcie się blisko wozów, a najlepiej schowajcie się pod nie! – W momencie kiedy to wykrzykiwał, kątem oka zauważył że jego Kuro zaczął pikować… Wprost w niego samego! - Co do..! - Krzyknął draśnięty przez ptaka. Zaskoczony cofnął się i właśnie wtedy, miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał, przeszyła nadlatująca strzała. Drasnęła jego płaszcz i poleciała dalej, znikając w ciemności.
Azuma zaklął.
– Uważajcie, na plecach mamy użytkownika stylu Takedy. Zajmę się nim. Jeźdźcy są Wasi – spojrzał na Shizakiego i Yumiko, ten ostatni raz sprawdzając czy mają jakieś uwagi, bądź obawy. Jeżeli nie, Uchiha aktywował swojego sharingana, lokalizując w ciemności źródło chakry i wykorzystując wozy, drzewa i ciemność, postanowił zbliżyć się jak najbardziej do przeciwnika, jednocześnie jak najbardziej utrudniając mu kolejny strzał.
Kogo zakładał, że przeciwnik obierając go za pierwszy cel, najpewniej będzie chciał naprawić swój poprzedni błąd i to na nim skupi się jego uwaga. Azuma przynajmniej na to liczył, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak niebezpieczny był to typ przeciwnika dla ninja.
Mawiają, że śmierć można wyczuć z daleka, że otoczenie szepcze Ci do ucha złe słowa, a natura ugina się pod ciężarem grozy. Taka właśnie atmosfera panowała nad obozowiskiem. Mrok otulał śpiących ludzi, ognisko dawało niewielki blask, a zwierzęta... one jedyne idealnie komponowały się z powstałym krajobrazem. Panował spokój. Czarnowłosa większość czasu przemierzała teren wokół obozowiska, nasłuchiwała, oglądała. Chciała poznać możliwości terenu, jednak nic nie wskazywało na to, że cokolwiek mogłoby się wydarzyć.
Nadszedł czas zmiany, Yumiko po cichu podeszła do Azumy, jednak nie obudziła go od razu. Przyjrzała mu się ze zdziwieniem. Ile ten chłopak musiał przeżyć, że nawet śpiąc był przygotowany? Broń w zasięgu ręki. Ciekawe, czy zdarzały się dni, kiedy odpoczywał normalnie. Nie dała sobie jednak czasu na przemyślenia. Obozowisko nie powinno zostać zbyt długo bez nadzoru. Zdała szybki raport i z wdzięcznością przyjęła ogrzane miejsce po mężczyźnie. Nie minęła chwila, a czarnowłosa była już w objęciach Morfeusza.
Ile trwał ten spokój? Jak długo śniła? Nie wiedziała, jednak krzyk, który wyrwał ją ze snu świadczył tylko o jednym. Zostali zaatakowani. Nie było czasu na grzebanie się. Shizaki już był przy Azumie, gotowy do walki. Chaos, który zapanował odbiegał od tego, jak wyglądała noc. Kupcy zachowywali się jakby dalej śnili. Zero racjonalnego myślenia, jakby tak dalej poszło straciliby szansę na dalszą podróż. Azuma jednak zachował zimną krew. Poinstruował wszystkich i wtedy.... Kuro zaczął zachowywać się jakby i go coś opętało. Trwało to chwilę, w której to strzała przecięła powietrze. I gdyby nie ten ptak skończyło by się to źle... Nawet bardzo źle.
Decyzje zostały podjęcie w trybie ekspresowym. Azuma wziął na siebie likwidowanie osoby. która mogła wyrządzić im więcej szkód. Oni zaś mieli się zająć jeźdźcami...-Tu nie zginę...-przywołała wcześniejsze słowa Shizakiego. Jednak to było zdanie, które po prostu wyleciało z jej głowy. Ona jednak lustrowała otoczenie. Łaziła w nocy po obozie, ale czy widziała gdzieś konar, kamień, cokolwiek co mogłoby być jej zabezpieczeniem? Jeżeli takowa rzecz znajdowała się w zasięgu jej wzroku to super, wiedziała już jaki będzie jej kolejny ruch - Osłaniaj mnie... i nie daj mnie zabić.
To były ostatnie słowa wypowiedziane do chłopaka. Czemu tak bardzo ufała osobie, którą poznała zaledwie dzień wcześniej? Nie wiedziała, w tym momencie miała inny cel... Gdy namierzyła cokolwiek co przydałoby się do podmiany, ruszyła w tym kierunku. Tylko na chwilę, by nalepić na to jedną małą notkę wybuchową. Wolała być przygotowana na każdą ewentualność. Nawet na to, by wysadzić w powietrze kilka ciał... Miała nadzieję, że Shizaki czuwał gdzieś za jej plecami i nie pozwoli na to by oberwała z zaskoczenia. Gdy zbliżyła wystarczająco blisko wyciągnęła shurikeny. Skoro Azuma nie kazał odwiązywać koni, by ich nie spłoszyć, to czemu nie spłoszyć tych, należących do przeciwnika? Niewiele myśląc Yumiko rzuciła bronią w jeźdźców. Poszły dwa, jeden za drugim. Jej celem był jeździec, a drugim koń, który miał wprowadzić chaos... W razie jakichkolwiek komplikacji wiedziała, że skorzysta z kawarimi, wykorzysta do tego przedmiot na którym przylepiła notkę...
Krótki wygląd: - czarne włosy, ciemne oczy - wyraźnie zarysowana szczęka, ostre rysy twarzy - delikatne blizny na przedramionach i rękach - przeciętny wzrost, docięta sylwetka
Widoczny ekwipunek: - ochraniacz na czoło z emblematem klanu - skórzana kamizelka shinobi - kabury na broń na lewym i prawym biodrze - torba z ekwipunkiem na lewym pośladku
Agresorzy jeszcze nie wiedzieli, w jak głębokiej dupie się znaleźli. Przepuszczając atak na obóz w którym stacjonował Uchiha, z miejsca przeobrazili się z roli drapieżnika w ofiarę. Szczególnie w nocy, gdy odrobina księżycowego światła była wystarczająca, aby każdemu Uchiha oświetlić jego cel. Drzewa, gęste zarośla, nieprzyjazny teren, to wszystko było zaledwie utrudnieniem i to właściwie dla kogo?
– Ty ignorancie. Zobaczymy kto jest na szczycie tego łańcucha.
Użytkownik Takedy znajdował się za linią drzew. To utrudniało jego wypatrzenie, ale jednocześnie utrudniało właściwe przymierzenie i strzał, szczególnie gdy cel się poruszał. Azumie ta sytuacja pasowała. Kluczył między drzewami, ograniczając odległość, do momentu, aż wydało mu się że zlokalizował swój cel. Oddalony był o jakieś 100 metrów. Dalej niż z początku sądził.
Musiał się jeszcze zbliżyć. Kupić więcej czasu. Już miał na to pomysł.
W pewnym momencie, omijając kolejną serię strzał, nagle skręcił, a potem skoczył naprzód, niemal wprost w kierunku wroga, oczywiście co chwilę to znikając, to pojawiając się między drzewami. W tym samym momencie wzrok Uchihy ciężko pracował. Jego tomoe się poruszały, szukając właściwego miejsca, a gdy mężczyzna w końcu je dostrzegł, uformował odpowiednie pieczęcie, a z jego ust wyleciał ognisty pocisk.
Ten nie był jednak wycelowany wprost w oponenta. Raz, że z racji ilości drzew byłoby to dośyć trudne, a dwa… Takiej potrzeby nie było. Wystarczyło jedynie początkową odległość skrócić o połowę. Pocisk wypuszczony z tej odległości, mknął nieco na bok – tak by finalnie uderzyć w drzewo, jakieś 3-4 metry od miejsca w którym był strzelec.