Świątynia Bishamona
- Hayami Akodo
- Posty: 1277
- Rejestracja: 20 sie 2017, o 15:45
- Wiek postaci: 26
- Ranga: Samuraj
- Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem - Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=4011
- Multikonta: brak
- Aktualna postać: Hayami Akodo
- Hayami Akodo
- Posty: 1277
- Rejestracja: 20 sie 2017, o 15:45
- Wiek postaci: 26
- Ranga: Samuraj
- Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem - Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=4011
- Multikonta: brak
- Aktualna postać: Hayami Akodo
- Hayami Akodo
- Posty: 1277
- Rejestracja: 20 sie 2017, o 15:45
- Wiek postaci: 26
- Ranga: Samuraj
- Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem - Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=4011
- Multikonta: brak
- Aktualna postać: Hayami Akodo
- Hayami Akodo
- Posty: 1277
- Rejestracja: 20 sie 2017, o 15:45
- Wiek postaci: 26
- Ranga: Samuraj
- Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem - Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=4011
- Multikonta: brak
- Aktualna postać: Hayami Akodo
- Hayami Akodo
- Posty: 1277
- Rejestracja: 20 sie 2017, o 15:45
- Wiek postaci: 26
- Ranga: Samuraj
- Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR
- po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem - Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak - Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=4011
- Multikonta: brak
- Aktualna postać: Hayami Akodo
Re: Świątynia Bishamona
___________________________________________________________________________________________________________
Koniec!
Pierwsza seria misji C zakończona powodzeniem - udzieliłeś pomocy dziewczynce i zbliżyłeś się nieco do rozwiązania zagadki śmierci jej matki. Dziękuję za misję!
Zgodnie z ustaleniami ZT dla Mizumi do Kanału.
Koniec!
Zgodnie z ustaleniami ZT dla Mizumi do Kanału.
0 x
- Satoshi
- Posty: 583
- Rejestracja: 13 maja 2021, o 14:33
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Ciemne, brązowe włosy, jasno niebieskie oczy oraz pokiereszowana twarz.
Sylwetka raczej szczupła, z widocznym zarysem mięśni. Odziany w pomarańczową koszulę, białą kamizelkę i granatowe spodnie. - Widoczny ekwipunek: Odznaka Akoraito klanu Sabaku,
Kamizelka Shinobi (biała),
Kabura na broń (na prawym udzie),
Gurda,
Torba na prawym biodrze - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9603&p=173473#p173473
- GG/Discord: Satoshi#3881
Re: Świątynia Bishamona
Satoshi dotarł po prawie miesiącu podróży do Ryuzaku, gdzie czekało na niego morze. Słyszał o nim wiele, trochę nawet na jego temat przeczytał, jednak taki ogrom wody, chowający się za horyzontem, był wręcz surrealnym widokiem. Spodziewał się, że ocean wywrze na nim o wiele mniejsze wrażenie, czymże się bowiem różni bezmiar wody od bezmiaru pustyni? Mylił się zupełnie, widok fal, rytmicznie wylewających się na brzeg wprawił go osłupienie. Gdy w końcu się otrząsnął, jak dziecko ruszył bezmyślnie w kierunku wody z zamiarem zanurzenia się w chłodnej toni. Powstrzymał się jednak, gdy tylko jego stopy zostały zmoczone przez rozlewającą się po piasku falę. Nie potrafił przecież pływać. Był shinobi, potrafił ustać na płytkich jeziorach, jak jednak poradzi sobie w tak gwałtownym nurcie? Postanowił więc jednak przejść ostrożnie jeszcze kilka kroków, a następnie usiąść. Gurda była zrobiona z wypalonej gliny i szczelna, nie obawiał się zatem o zamoczenie swojego piachu. Nawet jeśli, zawsze może wymienić piach przytargany tu z pustyni, na ten lokalny, pachnący jodem. Spędził na plaży kilka następnych dni, nocując w pobliskiej tawernie. Lokal był obskurny, ale to dobrze, stan budynku skutecznie obniżał koszta wynajmu, które i tak były stosunkowo niskie, skoro co noc dochodziło do pijackich burd, wszczynanych przez nawalonych marynarzy.
Któregoś dnia Sabaku zdecydował jednak, że warto pozwiedzać i same Ryuzaku, udał się zatem w pierwszej kolejności na targ, chcąc pooglądać towary importowane z wielu innych krain, posmakować egzotycznych owoców i spróbować lokalnych specjałów, sprzedawanych w małych budkach porozrzucanych po ulicach, obleganych wręcz przez tłumy ludzi. Ich stroje były równie ciekawe. Chłopak przyzwyczaił się do pustynnej mody, zauważył też odmienne ubiory mieszkańców Yusetsu, teraz jednak przed oczami miał mieszankę ubrań, jakiej nie można było obejrzeć w żadnym z innych miast na kontynencie. Osada była przecież ogromnym miastem portowym.
Zwiedził do tej pory wiele różnych atrakcji, na dziś jednak zaplanował wizytę w jednej z największych świątyń, ta była poświęcona Bishamonowi, jednemu z siedmiu bogów szczęścia. Na pustyni oddawano cześć Hotei'owi, tu cały styl obrządków i architektury był zupełnie odmienny. Prawdę mówiąc, ciekawość była jedynym z powodów, dla których Sabaku zdecydował się odwiedzić to miejsce, jako że nie był zbyt religijnym człowiekiem.
Przechadzał się własnie pomiędzy alejkami z gęstą roślinnością w świątynnym gaju, delektując się przyjemną bryzą i panoramą miasta z jednej strony, bezkresnym morzem z drugiej.
Któregoś dnia Sabaku zdecydował jednak, że warto pozwiedzać i same Ryuzaku, udał się zatem w pierwszej kolejności na targ, chcąc pooglądać towary importowane z wielu innych krain, posmakować egzotycznych owoców i spróbować lokalnych specjałów, sprzedawanych w małych budkach porozrzucanych po ulicach, obleganych wręcz przez tłumy ludzi. Ich stroje były równie ciekawe. Chłopak przyzwyczaił się do pustynnej mody, zauważył też odmienne ubiory mieszkańców Yusetsu, teraz jednak przed oczami miał mieszankę ubrań, jakiej nie można było obejrzeć w żadnym z innych miast na kontynencie. Osada była przecież ogromnym miastem portowym.
Zwiedził do tej pory wiele różnych atrakcji, na dziś jednak zaplanował wizytę w jednej z największych świątyń, ta była poświęcona Bishamonowi, jednemu z siedmiu bogów szczęścia. Na pustyni oddawano cześć Hotei'owi, tu cały styl obrządków i architektury był zupełnie odmienny. Prawdę mówiąc, ciekawość była jedynym z powodów, dla których Sabaku zdecydował się odwiedzić to miejsce, jako że nie był zbyt religijnym człowiekiem.
Przechadzał się własnie pomiędzy alejkami z gęstą roślinnością w świątynnym gaju, delektując się przyjemną bryzą i panoramą miasta z jednej strony, bezkresnym morzem z drugiej.
0 x
- Fujiko
- Postać porzucona
- Posty: 60
- Rejestracja: 1 sie 2021, o 23:54
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=181843#p181843
- Multikonta: Tatsuo | Don Patch
Re: Świątynia Bishamona
Życie potrafi Ci dowalić z samego powodu, że w ogóle istniejesz. Już nie powiem, że siedzenie w biurze to jest całkowita masakra, gdzie jedyne co robisz, to maczasz jakieś drewno w oślizgłym atramencie z kałamarnic i udajesz, że przejmujesz się tym, co podbijasz, ale... ygh. Załatwianie spraw na odległość jest jeszcze gorszym problemem niż siedzenie w jednym miejscu i sama przestaję rozumieć, gdzie byłoby mi dobrze. Może trzeba wziąć przykład ze starego ojca i nawpychać w siebie zioła z lewego bazarku, którego nikt nie kontroluje, a nawet sprzedawcy. Wtedy jakoś łatwiej by było i można byłoby odpłynąć w krainę, w której nie byłoby denerwujących mnie rzeczy.
Po co się udałam tak daleko? Prowadzenie biznesu w jednym mieście kupieckim właściwie oznacza, że musisz się pojawiać i w drugim z nich, jeżeli chcesz mieć cokolwiek poza kilkoma ryo możliwymi do wydania na smażone ryby w starym roślinnym oleju niewymienianym od lat, bo nikogo na to nie stać. Żołądki ludzi są już tak przeżarte tym śmierdzącym tłuszczem, że zrobienie dla nich w pełni zdrowego i nowego dania kończyłoby się wymiotami na stół, jak nie śmiercią z szoku, że coś może dobrze smakować. W sumie zabawne. Muszę kiedyś wziąć jakiegoś obdartusa z ulicy i dać mu jedzenie o jakimkolwiek większym standardzie. Podepnę to pod eksperymenty na rzecz tworzenia nowego scenariusza sztuki. Zawsze przecież się udawało moje dziwne pomysły pod to podpiąć i póki co nikt nie narzekał. A przynajmniej nie jakoś głośno.
Mając szczęście, że spotkanie się skończyło, mogłam wreszcie zdjąć z siebie te odświętne szaty. Barwne kimono wręcz zdarłam, zarzucając je na swoje ramię, a dwa złote kanzashi wbite w me włosy szybkim ruchem zostały uwolnione, pozwalając mym czarnym włosom ułożyć się swobodnie na plecach. – Zawszony Daido i jego wymyślne stroje. – Podniosłam głowę do góry, trzęsąc delikatnie głową, tak, aby żaden włos się przypadkiem gdzieś nie zawinął. Nie mogę przecież wyglądać jakbym dopiero co wyszła z ciężkiej pracy. Choć zdecydowanie było to ciężką pracą, aby przekonać tego starucha do dania mi pieniędzy. Rozejrzałam się wokół. Gdzie ja się w ogóle znalazłam? Ach. Religijne wymysły. O, ktoś tam jest.
Muszę jakoś odreagować to, że nie mogłam do tej pory na nikogo nakrzyczeć. – Heeeeeeej ty tam. – Zawołałam co sił w płucach, aby mnie usłyszał. Wyglądał, jakby przypadkiem się wyrwał z pola, bo jego pan łaskawie dał mu kilka minut przerwy, a ten wybrał sobie jakąś świątynię prosząc pewnie o pieniądze czy inne. Bo o co oni mogą prosić. – Co w tym kotle na plecach nosisz? Pieniędzy szukasz? I co, rzucają tutaj inni? Słyszałam, że to trzeba pod kamieniami patrzeć, wiesz? Tam ponoć nikt nie zagląda. – Podchodząc żwawym krokiem, zaplatając ręce z tyłu, podeszłam bliżej chłopaka. – Oprócz demonów. One są łase na pieniądze, to lepiej szybko szukaj. – Nie mogę się doczekać, aż to zobaczę.
Po co się udałam tak daleko? Prowadzenie biznesu w jednym mieście kupieckim właściwie oznacza, że musisz się pojawiać i w drugim z nich, jeżeli chcesz mieć cokolwiek poza kilkoma ryo możliwymi do wydania na smażone ryby w starym roślinnym oleju niewymienianym od lat, bo nikogo na to nie stać. Żołądki ludzi są już tak przeżarte tym śmierdzącym tłuszczem, że zrobienie dla nich w pełni zdrowego i nowego dania kończyłoby się wymiotami na stół, jak nie śmiercią z szoku, że coś może dobrze smakować. W sumie zabawne. Muszę kiedyś wziąć jakiegoś obdartusa z ulicy i dać mu jedzenie o jakimkolwiek większym standardzie. Podepnę to pod eksperymenty na rzecz tworzenia nowego scenariusza sztuki. Zawsze przecież się udawało moje dziwne pomysły pod to podpiąć i póki co nikt nie narzekał. A przynajmniej nie jakoś głośno.
Mając szczęście, że spotkanie się skończyło, mogłam wreszcie zdjąć z siebie te odświętne szaty. Barwne kimono wręcz zdarłam, zarzucając je na swoje ramię, a dwa złote kanzashi wbite w me włosy szybkim ruchem zostały uwolnione, pozwalając mym czarnym włosom ułożyć się swobodnie na plecach. – Zawszony Daido i jego wymyślne stroje. – Podniosłam głowę do góry, trzęsąc delikatnie głową, tak, aby żaden włos się przypadkiem gdzieś nie zawinął. Nie mogę przecież wyglądać jakbym dopiero co wyszła z ciężkiej pracy. Choć zdecydowanie było to ciężką pracą, aby przekonać tego starucha do dania mi pieniędzy. Rozejrzałam się wokół. Gdzie ja się w ogóle znalazłam? Ach. Religijne wymysły. O, ktoś tam jest.
Muszę jakoś odreagować to, że nie mogłam do tej pory na nikogo nakrzyczeć. – Heeeeeeej ty tam. – Zawołałam co sił w płucach, aby mnie usłyszał. Wyglądał, jakby przypadkiem się wyrwał z pola, bo jego pan łaskawie dał mu kilka minut przerwy, a ten wybrał sobie jakąś świątynię prosząc pewnie o pieniądze czy inne. Bo o co oni mogą prosić. – Co w tym kotle na plecach nosisz? Pieniędzy szukasz? I co, rzucają tutaj inni? Słyszałam, że to trzeba pod kamieniami patrzeć, wiesz? Tam ponoć nikt nie zagląda. – Podchodząc żwawym krokiem, zaplatając ręce z tyłu, podeszłam bliżej chłopaka. – Oprócz demonów. One są łase na pieniądze, to lepiej szybko szukaj. – Nie mogę się doczekać, aż to zobaczę.
0 x
- Satoshi
- Posty: 583
- Rejestracja: 13 maja 2021, o 14:33
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Ciemne, brązowe włosy, jasno niebieskie oczy oraz pokiereszowana twarz.
Sylwetka raczej szczupła, z widocznym zarysem mięśni. Odziany w pomarańczową koszulę, białą kamizelkę i granatowe spodnie. - Widoczny ekwipunek: Odznaka Akoraito klanu Sabaku,
Kamizelka Shinobi (biała),
Kabura na broń (na prawym udzie),
Gurda,
Torba na prawym biodrze - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9603&p=173473#p173473
- GG/Discord: Satoshi#3881
Re: Świątynia Bishamona
Satoshi dość przyjemnie spędzał czas "urlopując" się nad morzem. Cieszył się, że zdecydował się wyruszyć w niemal miesięczną podróż pieszo, przemierzając najpierw pustynię, rozgrzaną letnim słońcem, później ogromną puszczę, by w końcu usłyszeć szum fal. Dźwięk był niesamowicie kojący, a chłodna bryza stanowiła wspaniałą odmianę do ostrego wiatru, niosącego piach, który wręcz kłuł, uderzając w skórę twarzy. Całe wczasy zapowiadały się przyjemną sielankę.
Sabaku właśnie kontemplował rzeczywistość, rozmyślając o swoich sprawach, gdy został zaczepiony przez nijaką z wyglądu kobietę, z widocznymi gołym okiem problemami emocjonalnymi. Z początku planował ją ignorować, ta jednak bez wyraźnej przyczyny próbowała mu ubliżyć, zbliżając się do niego. Po chwili stała już niedaleko, trajkocząc coś o demonach. *Pokazać Ci demona? Jak sobie życzysz* pomyślał Satoshi, po czym powoli odwrócił okropnie pokiereszowaną twarz w kierunku kobiety. Ujrzał przed sobą, no cóż... kogoś, w kogo mógł wpatrywać się przez najbliższą godzinę, a gdyby choć na chwilę się po tym czasie odwrócił w innym kierunku, po kilku sekundach niechybnie zapomniałby, jak ta osoba wygląda. Całkowity przeciętniak z widoczną chorobą psychiczną. Cóż, czasy były ciężkie, nadmierny stres wywoływał różne zaburzenia emocjonalne. Postanowił więc podejść do sprawy spokojnie, jak do dziecka, które nie rozumiało jeszcze zasad rządzących światem, zamkniętego w swojej bańce stworzonej ze szczęścia i miłości rodziców.
-Nie szukam tu pieniędzy, a wypoczynku i spokoju. Nie planowałem zaglądać pod kamienie jak biedacy, mam za co żyć, może i skromnie, ale nie boję się, że przymrę głodem. A to nie kocioł, tylko gurda, a w środku... coś dla mnie bardzo ważnego. - Choć ninja nie ukrywał się ze swoją tożsamością, wszak na jego nadgarstku wciąż bujała się odznaka shinobi przytwierdzona do skórzanej bransolety, nie miał zamiaru ogłaszać wszem i wobec, że włada piachem i wszędzie biega z własnym zapasem. Dla pustynnych ludów była to informacja jak najbardziej naturalna, chłopak nie sądził jednak, że ktokolwiek z krain niekaranych zabójczym słońcem nie zareaguje zdziwieniem. Chłopak nie byłby jednak sobą, gdyby na koniec nie rzucił ironicznej docinki:
-Jeśli boisz się o konkurencję, to śmiało możesz brać się za zbieranie monet, nie będę Ci przeszkadzał.
Sabaku właśnie kontemplował rzeczywistość, rozmyślając o swoich sprawach, gdy został zaczepiony przez nijaką z wyglądu kobietę, z widocznymi gołym okiem problemami emocjonalnymi. Z początku planował ją ignorować, ta jednak bez wyraźnej przyczyny próbowała mu ubliżyć, zbliżając się do niego. Po chwili stała już niedaleko, trajkocząc coś o demonach. *Pokazać Ci demona? Jak sobie życzysz* pomyślał Satoshi, po czym powoli odwrócił okropnie pokiereszowaną twarz w kierunku kobiety. Ujrzał przed sobą, no cóż... kogoś, w kogo mógł wpatrywać się przez najbliższą godzinę, a gdyby choć na chwilę się po tym czasie odwrócił w innym kierunku, po kilku sekundach niechybnie zapomniałby, jak ta osoba wygląda. Całkowity przeciętniak z widoczną chorobą psychiczną. Cóż, czasy były ciężkie, nadmierny stres wywoływał różne zaburzenia emocjonalne. Postanowił więc podejść do sprawy spokojnie, jak do dziecka, które nie rozumiało jeszcze zasad rządzących światem, zamkniętego w swojej bańce stworzonej ze szczęścia i miłości rodziców.
-Nie szukam tu pieniędzy, a wypoczynku i spokoju. Nie planowałem zaglądać pod kamienie jak biedacy, mam za co żyć, może i skromnie, ale nie boję się, że przymrę głodem. A to nie kocioł, tylko gurda, a w środku... coś dla mnie bardzo ważnego. - Choć ninja nie ukrywał się ze swoją tożsamością, wszak na jego nadgarstku wciąż bujała się odznaka shinobi przytwierdzona do skórzanej bransolety, nie miał zamiaru ogłaszać wszem i wobec, że włada piachem i wszędzie biega z własnym zapasem. Dla pustynnych ludów była to informacja jak najbardziej naturalna, chłopak nie sądził jednak, że ktokolwiek z krain niekaranych zabójczym słońcem nie zareaguje zdziwieniem. Chłopak nie byłby jednak sobą, gdyby na koniec nie rzucił ironicznej docinki:
-Jeśli boisz się o konkurencję, to śmiało możesz brać się za zbieranie monet, nie będę Ci przeszkadzał.
0 x
- Fujiko
- Postać porzucona
- Posty: 60
- Rejestracja: 1 sie 2021, o 23:54
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=181843#p181843
- Multikonta: Tatsuo | Don Patch
Re: Świątynia Bishamona
Widząc sponiewieraną twarz chłopaka, jedynie lekko się uśmiechnęłam, choć może i grymas niezadowolenia gdzieś mi przemknął na mojej twarzy. Nie mogę tego aż tak całkowicie negować. Ciekawe, co się mu wydarzyło w życiu! Może dostał grabiami w buzię od swojego pana, a te całkiem przypadkiem przejechały nieco dalej, tworząc blizny na cały jego marny żywot? Trochę nuda, jeżeli to okazałoby się prawdą. Tylko przecież jakie inne powody mógłby mieć? Pobił się ze swoimi kolegami wieśniakami i przegrał? Hah, a to by było dopiero dobre. Ciekawe, jakie walki sobie tam urządzają, gdy nikt nie patrzy. Przecież jakoś muszą odreagować swoje nudne życie, a to jedyne, co przychodzi mi do głowy, co mogłoby leżeć w ich zainteresowaniach. – Fajna twarz! Tak normalnie do ludzi z nią wychodzisz? A potem biedaki boją się po ulicach chodzić, bo nie wiedzą, co się za drzewami czai. – Uśmiechnęłam się leciutko, samej odchodząc na krok do tyłu. Wariat to czy nie, siły fizycznej nie wolno lekceważyć, a będąc nieco dalej, mogłabym zawsze czmychnąć do tyłu.
Wpatrzona w ten jakże śmieszny dzban, jaki sobie nosił na plecach, w końcu dotarło do mnie, że najpewniej tam trzyma wodę. W niektórych osadach wciąż nie wymyślili sobie studni i nie potrafią zaciągnąć pitnej wody jak normalni ludzie, tylko muszą udawać się do rzek czy innych wodopojów, aby zaspokoić swoje pragnienie. Czasami zdarza mi się zapomnieć, jak to wygląda życie w innych częściach świata, ale na szczęście ojczulek i ulica zadbały o to, abym miała wszelaką wiedzę na wiele tematów. – No widzę przecież, że skromnie. Podstawą dobrego zrozumienia świata i samego siebie jest poznanie własnych słabości. Nawet rzucę ci taką mądrość, którą wyczytałam... oj. – Co jak on nie umie czytać? To by dopiero był problem. Nie dla mnie oczywiście, ale nie ma co chyba opowiadać mu o pięknie spisanych zwojach, bo jeszcze się chłopak pogrąży w smutku albo co gorsza nie zrozumie, co chciałabym mu przekazać. A ja nie mam siły mu tłumaczyć. A bić też go nie zamierzam, bo zdaje się być o wiele bardziej dotknięty przez los niż ja. Prawie mi go szkoda. – Dla mnie woda też okazałaby się być bardzo ważna. Choć ja mało jej piję. Ponoć to szkodzi cerze to znaczy skórze. Ja nie wiem, a pewnie ty też nie wiesz. – Wzruszyła ramionami, rozglądając się dookoła.
Ławeczka! Mogę usiąść i odpocząć chwilę, nim ruszę w podróż powrotną. Szybko hycnęłam w tamtą stronę, obracająć się na piętrze i z wielką gracją usiadłam na niej. Trochę zaskrzypiała pode mną, ale to nie z powodu mych kilogramów, a po prostu starocia, jaki tutaj dali. – Co przepraszam? Haha, kawalarz! – Włączyłam swój sztuczny śmiech, choć prawdę mówiąc nawet rozbawił mnie jego tekst o konkurencji. – Nie widzisz, że ja nie muszę żyć skromnie? Właśnie byłam u pewnego pana i załatwiłam sobie darmową dostawę ubrań, do mojego małego biznesu. Nie chcesz jakiegoś? Prosto ze szwalni. Takiej wiesz. Ekskluzywnej, a nie takiej... – Takiej. Uspokój się Fuji, nie możesz być aż tak niemiła. W końcu ten chłopak nie jest wcale tak nudny, na jakiego się wydawał. – To od czego odpoczywasz zatem? Aż taką dużą Ci przerwę dali na gospodarstwie, że mogłeś zajść aż tutaj? W mieście to tylko ludzie okradać potrafią, a pieniądze ważna sprawa. – Coś ja już o tym wiem.
Wpatrzona w ten jakże śmieszny dzban, jaki sobie nosił na plecach, w końcu dotarło do mnie, że najpewniej tam trzyma wodę. W niektórych osadach wciąż nie wymyślili sobie studni i nie potrafią zaciągnąć pitnej wody jak normalni ludzie, tylko muszą udawać się do rzek czy innych wodopojów, aby zaspokoić swoje pragnienie. Czasami zdarza mi się zapomnieć, jak to wygląda życie w innych częściach świata, ale na szczęście ojczulek i ulica zadbały o to, abym miała wszelaką wiedzę na wiele tematów. – No widzę przecież, że skromnie. Podstawą dobrego zrozumienia świata i samego siebie jest poznanie własnych słabości. Nawet rzucę ci taką mądrość, którą wyczytałam... oj. – Co jak on nie umie czytać? To by dopiero był problem. Nie dla mnie oczywiście, ale nie ma co chyba opowiadać mu o pięknie spisanych zwojach, bo jeszcze się chłopak pogrąży w smutku albo co gorsza nie zrozumie, co chciałabym mu przekazać. A ja nie mam siły mu tłumaczyć. A bić też go nie zamierzam, bo zdaje się być o wiele bardziej dotknięty przez los niż ja. Prawie mi go szkoda. – Dla mnie woda też okazałaby się być bardzo ważna. Choć ja mało jej piję. Ponoć to szkodzi cerze to znaczy skórze. Ja nie wiem, a pewnie ty też nie wiesz. – Wzruszyła ramionami, rozglądając się dookoła.
Ławeczka! Mogę usiąść i odpocząć chwilę, nim ruszę w podróż powrotną. Szybko hycnęłam w tamtą stronę, obracająć się na piętrze i z wielką gracją usiadłam na niej. Trochę zaskrzypiała pode mną, ale to nie z powodu mych kilogramów, a po prostu starocia, jaki tutaj dali. – Co przepraszam? Haha, kawalarz! – Włączyłam swój sztuczny śmiech, choć prawdę mówiąc nawet rozbawił mnie jego tekst o konkurencji. – Nie widzisz, że ja nie muszę żyć skromnie? Właśnie byłam u pewnego pana i załatwiłam sobie darmową dostawę ubrań, do mojego małego biznesu. Nie chcesz jakiegoś? Prosto ze szwalni. Takiej wiesz. Ekskluzywnej, a nie takiej... – Takiej. Uspokój się Fuji, nie możesz być aż tak niemiła. W końcu ten chłopak nie jest wcale tak nudny, na jakiego się wydawał. – To od czego odpoczywasz zatem? Aż taką dużą Ci przerwę dali na gospodarstwie, że mogłeś zajść aż tutaj? W mieście to tylko ludzie okradać potrafią, a pieniądze ważna sprawa. – Coś ja już o tym wiem.
0 x
- Satoshi
- Posty: 583
- Rejestracja: 13 maja 2021, o 14:33
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Ciemne, brązowe włosy, jasno niebieskie oczy oraz pokiereszowana twarz.
Sylwetka raczej szczupła, z widocznym zarysem mięśni. Odziany w pomarańczową koszulę, białą kamizelkę i granatowe spodnie. - Widoczny ekwipunek: Odznaka Akoraito klanu Sabaku,
Kamizelka Shinobi (biała),
Kabura na broń (na prawym udzie),
Gurda,
Torba na prawym biodrze - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=9603&p=173473#p173473
- GG/Discord: Satoshi#3881
Re: Świątynia Bishamona
Satoshi prychnął, wyraźnie rozbawiony. Często dostrzegał "ukradkowe" spojrzenia ludzi, którzy wlepiali gały w jego blizny, pierwszy raz jednak ktoś otwarcie o nie zapytał. Oczywiście nie zamierzał spowiadać się dziwnej kobiecie, która chyba wbrew wszelkim pozorom, jakie sprawiała, nie była szalona. No, przynajmniej nie w klasycznym rozumieniu tego słowa. Takich ludzi na pustyni nie było, nawet jeśli ktoś zachowywał się jak totalny bęcwał, szybko wybijano mu to z głowy. Cała dobra spędzona po szyję w piasku, z oczami na poziomie skorpionich żądeł, skutecznie uczyła gagatków pokory. Widać co kraj, to obyczaj. Tutaj najwidoczniej ubliżanie obcym ludziom było całkowicie normalne. Sabaku zdecydował się podjąć wyzwanie przeprowadzenia nietuzinkowej rozmowy, tym bardziej że kobieta, choć starała po sobie tego nie pokazywać, czuła swego rodzaju respekt, odsuwając się nieco, co znaczy, że bała się ataku...
-Nie moja wina, że ludzie boją się wszystkiego, co nieznane. Swoją drogą, powiedz, proszę, jak to jest żyć z tak rozdętym ego? Jak Ty się z nim w drzwiach w ogóle mieścisz?
Kobieta, nie wiedzieć dlaczego, strasznie zaciekawiła się jego gurdą, wpatrując się w nią jak wół w malowane wrota głównej świątyni Amaterasu. Z drugiej strony, był chyba jedyną osobą w mieście, która poruszała się z wielkim glinianym naczyniem na plecach...
-No widzisz, taka oczytana i rozeznana w życiu, a zwykłą glinianą gurdę piec nazwałaś. Ani komina nie ma, ani dym nie leci, no piec jak się patrzy. - Sabaku wyczuł próbę dopieczenia mu, gdy jego przypadkowa rozmówczyni zawiesiła głos. Nie przejął się tym, już jako dziecko pracujące na farmie czytał dość płynnie. Jedyna pożyteczna rzecz, jakiej nauczył go ojciec. Czymże się więc przejmować- No i co z tą mądrością? Zapomniałaś doczytać do końca?
Chłopak dawno już nie miał okazji uzewnętrznić swojej prawdziwej natury, chował swój cynizm i złośliwość, ciężko bowiem byłby mu utrzymać choćby neutralne stosunki z współklanowiczami, o zleceniodawcach nie wspominając. Tak jak mówiła kobieta, życie wiódł skromne, strach pomyśleć co by z nim było, gdyby narobił sobie wrogów w Kinkotsu. Na pustyni nie da się przeżyć samodzielnie.
-Wody się nie pije w ogóle. Polecam wino, w ostateczności piwo. No, chyba że chcesz wysrać wnętrzności w potwornej biegunce. - Tu Sabaku wymownie zerknął na ubogi biust kobiety - Oj, przepraszam, wygląda na to, że już Cię to spotkało. Cera to chyba najmniejsze zmartwienie.
Ona rozsiadła się na trzeszczącej ławeczce, on oparł się o balustradę, biegnącą wzdłuż ścieżki. W końcu zrozumiał, skąd wzięło się takie, a nie inne zachowanie kobiety. Zwykła rozpieszczona smarkula. Nie przeżyłaby tygodnia na pustyni. Na jej głowę wystającą z piachu pluliby nawet Kaguya. Na przechwałki kobiety zareagował oszczędnie, czasami po prostu szkoda marnować powietrze.
-Widzę widzę, duch ubogi, to zdobienia bogate. Yin i Yang, jak ze wszystkim na świecie. Równowaga musi być. Co do ubrań, stokrotnie dziękuję, nie nawykłem do noszenia rzeczy niepraktycznych, niszczejących wręcz w oczach pod spojrzeniem Amaterasu.- Satoshi nie był pewny, czy powinien zdradzać, skąd pochodzi, ale z drugiej strony, co mu szkodzi? Widzi tę kobietę po raz pierwszy i ostatni w życiu. Po kilku dniach zapewne zapomni, że w ogóle odbył tak groteskową rozmowę.
-Odpoczywam od pracy. To się nazywa wakacje, nie wiem, czy słyszałaś. Swoją drogą, aż tak słabo Ci biznes przędzie, że musiałaś przyjąć jałmużnę w postaci darmowej dostawy? Nie byłaś w stanie zapłacić? Troszkę wstyd, jakby mnie kto pytał - Satoshiego bawiła ta rozmowa. Dziewczę wystawiało się na kolejne docinki z każdym swoim zdaniem. Chciała sprawić wrażenie, że jest kimś ważnym, godnym szacunku, a z każdą chwilą go traciła. Ciekawe skąd była? Różniła się nieco od tubylców, prawdopodobnie musiała szukać partnerów biznesowych aż tutaj, bo w rodzinnych stronach każdy miał już jej serdecznie dość.
-Nie pracuję na gospodarstwie. Po prawdzie, to chwytam się różnych zajęć, za które ludzie zapłacą. - Tu Satoshi błysnął swoją złotą odznaką, na tyle szybko, że Kobieta mogła rozpoznać, co ona oznaczała, jednak bez możliwości przeczytania znaków na niej wyrytych. -Pieniądze to ważna sprawa, ale są rzeczy ważniejsze- dodał na koniec zdawkowym tonem.
-Nie moja wina, że ludzie boją się wszystkiego, co nieznane. Swoją drogą, powiedz, proszę, jak to jest żyć z tak rozdętym ego? Jak Ty się z nim w drzwiach w ogóle mieścisz?
Kobieta, nie wiedzieć dlaczego, strasznie zaciekawiła się jego gurdą, wpatrując się w nią jak wół w malowane wrota głównej świątyni Amaterasu. Z drugiej strony, był chyba jedyną osobą w mieście, która poruszała się z wielkim glinianym naczyniem na plecach...
-No widzisz, taka oczytana i rozeznana w życiu, a zwykłą glinianą gurdę piec nazwałaś. Ani komina nie ma, ani dym nie leci, no piec jak się patrzy. - Sabaku wyczuł próbę dopieczenia mu, gdy jego przypadkowa rozmówczyni zawiesiła głos. Nie przejął się tym, już jako dziecko pracujące na farmie czytał dość płynnie. Jedyna pożyteczna rzecz, jakiej nauczył go ojciec. Czymże się więc przejmować- No i co z tą mądrością? Zapomniałaś doczytać do końca?
Chłopak dawno już nie miał okazji uzewnętrznić swojej prawdziwej natury, chował swój cynizm i złośliwość, ciężko bowiem byłby mu utrzymać choćby neutralne stosunki z współklanowiczami, o zleceniodawcach nie wspominając. Tak jak mówiła kobieta, życie wiódł skromne, strach pomyśleć co by z nim było, gdyby narobił sobie wrogów w Kinkotsu. Na pustyni nie da się przeżyć samodzielnie.
-Wody się nie pije w ogóle. Polecam wino, w ostateczności piwo. No, chyba że chcesz wysrać wnętrzności w potwornej biegunce. - Tu Sabaku wymownie zerknął na ubogi biust kobiety - Oj, przepraszam, wygląda na to, że już Cię to spotkało. Cera to chyba najmniejsze zmartwienie.
Ona rozsiadła się na trzeszczącej ławeczce, on oparł się o balustradę, biegnącą wzdłuż ścieżki. W końcu zrozumiał, skąd wzięło się takie, a nie inne zachowanie kobiety. Zwykła rozpieszczona smarkula. Nie przeżyłaby tygodnia na pustyni. Na jej głowę wystającą z piachu pluliby nawet Kaguya. Na przechwałki kobiety zareagował oszczędnie, czasami po prostu szkoda marnować powietrze.
-Widzę widzę, duch ubogi, to zdobienia bogate. Yin i Yang, jak ze wszystkim na świecie. Równowaga musi być. Co do ubrań, stokrotnie dziękuję, nie nawykłem do noszenia rzeczy niepraktycznych, niszczejących wręcz w oczach pod spojrzeniem Amaterasu.- Satoshi nie był pewny, czy powinien zdradzać, skąd pochodzi, ale z drugiej strony, co mu szkodzi? Widzi tę kobietę po raz pierwszy i ostatni w życiu. Po kilku dniach zapewne zapomni, że w ogóle odbył tak groteskową rozmowę.
-Odpoczywam od pracy. To się nazywa wakacje, nie wiem, czy słyszałaś. Swoją drogą, aż tak słabo Ci biznes przędzie, że musiałaś przyjąć jałmużnę w postaci darmowej dostawy? Nie byłaś w stanie zapłacić? Troszkę wstyd, jakby mnie kto pytał - Satoshiego bawiła ta rozmowa. Dziewczę wystawiało się na kolejne docinki z każdym swoim zdaniem. Chciała sprawić wrażenie, że jest kimś ważnym, godnym szacunku, a z każdą chwilą go traciła. Ciekawe skąd była? Różniła się nieco od tubylców, prawdopodobnie musiała szukać partnerów biznesowych aż tutaj, bo w rodzinnych stronach każdy miał już jej serdecznie dość.
-Nie pracuję na gospodarstwie. Po prawdzie, to chwytam się różnych zajęć, za które ludzie zapłacą. - Tu Satoshi błysnął swoją złotą odznaką, na tyle szybko, że Kobieta mogła rozpoznać, co ona oznaczała, jednak bez możliwości przeczytania znaków na niej wyrytych. -Pieniądze to ważna sprawa, ale są rzeczy ważniejsze- dodał na koniec zdawkowym tonem.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


