Tajemniczy Las oddziela region Prastarego Lasu oraz regionu Samotnych Wydm. Miejsce to jest bardzo tajemnicze, gdyż niewielu ludziom udaje się z niego powrócić. A przynajmniej o zdrowych zmysłach. Ci jednak, którzy powrócili opowiadali, że w lesie napotkać można najróżniejsze stwory, które kilkakrotnie przewyższają rozmiarami znane nam zwierzęta. Jak się można więc domyślić ogromne pajęczaki lub też kilkunastu metrowe węże są spowszechniałymi mieszkańcami tej krainy.
Nie chciał wdawać się w polemikę z Kyoju. Na pewno wiedziała od nich więcej i jej oczekiwania wobec nich na pewno były wysokie. To, co nasuwało się Matsudzie na myśl za każdym razem gdy ich pouczała było to, że nie takich awanturników się spodziewała. Jako doskonale poinformowani w sytuacji na świecie, Bibliotekarze pewnie wiedzieli, kto i jak daleko jest posunięty w kolekcjonowaniu wisiorów. Niemniej jednak idealna sylwetka shinobi odkrywającego tajemnice świata zawierała w sobie więcej z uczonego i filozofa, niż z zabijaki czy lalusia. W ich duecie te proporcje były zaburzone w jedną stronę i być może nie byli po prostu idealnymi kandydatami do "Oświecenia", ale posiadanie wszystkich żywiołowych artefaktów dawało im prawo, aby przynajmniej spróbować go dostąpić. Czy więc oprowadzała ich ona tu wyłącznie z obowiązku, cieszyła się, martwiła, obawiała tego, że przepowiednia o "końcu" zaraz masz szansę się ziścić? Ciężko było wyczytać, co kobieta naprawdę myśli o ich obecności tutaj i na temat tego, kogo los jej przysłał. Póki co pokonywali po prostu kolejne etapy wprowadzenia do całej historii. Souei domyślał się, że opowiedziane przez nią wcześniej legendy o Dziesięcioogoniastym i jego spuściźnie miały przygotować ich do tego, aby w pełni zrozumieć sekret wisiorków, gdy zostanie on im już ukazany. Matsuda więc bez sprzeciwu ani pośpiechu słuchał i starał się zapamiętywać, ale teraz wyglądało na to, że wprowadzenie zostało już zakończone. Zejście schodami było nad wyraz męczące przez gęstniejącą aurę. Czuł ciężar, którego nie był w stanie do końca określić ani nazwać. Nogi i barki nie robiły się ciężkie, lecz coraz bardziej przytłoczone w miarę tego, jak zbliżali się do Studni. Wyglądało na to, że ta mieści się gdzieś w podziemiach Biblioteki, z dala od jej zbiorów i ciągnących się wzdłuż i wszerz regałów. Zmienili więc nieco klimat z astralno-uniwersyteckiego na zarośnięte podziemie. Następna (ostatnia?) sala wydawała się nieco skromniejsza od wielkich rzeźbionych wrót i filarów, które widzieli na parterze. Tutaj było bardziej... dziko i pierwotnie. Jakby to miejsce było pierwsze, a dopiero nad nim dobudowano i taką starą jak świat bibliotekę. Tylko skąd w takim razie wzięła się tu ta studnia? Pazur rzucił w kierunku Kyoju pytające spojrzenie, gdy zdecydowała się ona nie podchodzić już bliżej. To wzmogło jego ostrożność i wzbudziło podejrzenia, ale ostatecznie Souei zebrał się na odwagę, żeby zrobić jeszcze te kilka dodatkowych kroków, zapewne w ślad za Ichirou. Matsuda obejrzał najpierw dokładnie całość, która w gruncie rzeczy wyglądała niepozornie. Kamienna studnia z unoszącym się nad nią kamieniem emanowała chakrową poświatą, ale mimo to wyraźnie odstawała wyglądem od tego, co można było zobaczyć wśród głównych sal Biblioteki. Do tego jeszcze napis, który też zahaczał o temat oświecenia. Widocznie dlatego Kyoju tak często o nim wspominała. Tylko oświeceni będą w stanie pójść dalej. Na ich ramionach wciąż jednak brakowało świetlistych tatuaży lub popękanej skóry. Niemniej jednak mafiozo nie miał zamiaru teraz zawrócić.
Sabaku już zaczął się zastanawiać i głośno myśleć. - Pamiętam. - Owari specjalnie zwrócił na niego ich uwagę, aby nie przegapili tej wskazówki. Souei wyciągnął na dłoni swój wisiorek, aby oboje mogli przyjrzeć się im wszystkim naraz. Kolejność była tu kluczem, kolory prostą wskazówką, ale minięty w lesie obelisk dostarczał tylko części potrzebnych informacji. - Czyń honory. - Powiedział do Asahiego, oddając mu swój artefakt. Jeśli komuś ma urwać rękę, to lepiej niech to będzie jego ręka. Przyglądając się pozostałym dwóm miejscom, których obelisk nie precyzował dokładnie, Matsuda starał się sobie przypomnieć pozostałe znaki, które mijali po drodze. Była ta stara ruina, o której opowiadał im Pustelnik, ale to chyba nie to. Był jeszcze Jaguar... temu Owari znowu starał się przyjrzeć i mafiozo wtedy to zrobił, ale nie dostrzegł w nim niczego nienaturalnego? Wysilał się, aby odtworzyć sobie w pamięci tamto spotkanie, ale sam do końca nie wiedział, czy nie marnuje teraz czasu.
Respekt, a nawet lekka bojaźń, jaką okazała Kyoju, zasiały w sercu Soueia ziarno wątpliwości. Czy naprawdę nie wiedziała co się stanie, czy nie chciała im powiedzieć, aby nie wycofali się na ostatniej prostej? Jeśli przeczuwała coś złego, dlaczego nie próbowała ich od tego odwieść, zatrzymać, może nawet odebrać kamieni siłą? Może Bibliotekarze byli tylko obserwatorami? Mieli przyglądać się, prowadzić kronikę ale nie wolno było im się mieszać? Matsuda głośno przełknął ślinę, gdy pierwszy kamień został przyciągnięty przez unoszący się w powietrzu obelisk. Nie było wątpliwości, one należały do tego miejsca. Może nawet tu jest stworzono i rozdzielono, a teraz wracały do domu... Gdy studnia się przebudziła, wirująca energia stała się z jednej chwili o wiele bardziej odczuwalna. Otaczająca ich fauna również na to zareagowała i wracała do życia, po być może setkach lat pozostawania w letargu. Nawet bez słów kobiety czuć było, że za chwilę coś się stanie. Gdy drugi i trzeci kamyczek wylądowały na swoich miejscach stało się jasne, że nie było tutaj żadnej zagadki. Każdy z nich miał swoje miejsce i nie trzeba było nawet ich w nie wkładać. Wystarczyło zbliżyć je do studni, a natura czy chakra robiły swoje. Pytanie "jak?" zostało zastąpione przez "czy?". Już w tym momencie wokół nich wirowała ogromna ilość energii i chociaż naturalnie odpychała ich ona od źródła, to Pazur nie czuł w niej wrogości, lecz pierwotną siłę. Mimo obaw, chciał wiedzieć co będzie dalej. Musiał wręcz przekonać się, co się stanie po skompletowaniu w tym miejscu wszystkich kamieni żywiołów. Nie przekrzykiwał jednak tej małej zadymki, która wokół nich trwała, lecz patrzył z wyczekiwaniem na to, co się stanie. Gdyby po włożeniu na miejsce czwartego albo piątego wisiorka coś im zagrażało, wówczas miał zamiar skorzystać z techniki klanowej, aby utwardzić swoje ciało, jednak bardziej spodziewał się czegoś innego.
Z każdym kolejnym klejnotem wskakującym na swoje miejsce, Souei czuł jak nawałnica wokół nich przybiera na sile. Ichirou stał najbliżej źródła, a jednak wciąż mu się opierał i na pewno nie zamierzał zatrzymać się w takim momencie. Ba, Matsuda sam by to dokończył, gdyby Diaboł Świtu ostatecznie zwątpił. Oboje byli jednak zgodni, że dawno już przekroczyli punkt, w którym można było zawrócić. Wszyscy czuli ogromne ciśnienie napierającej chakry, byli bardzo blisko oka cyklonu, z którego pochodziła cała ta energia. Ale w sumie co to było? Mafiozo oczywiście nie zastanawiał się nad tym w tamtym momencie, bo skupiony był niemal wyłącznie na chronieniu własnej skóry. Odprowadził wzrokiem ostatni kamień wędrujący od dłoni Asahiego do wyżłobienia w obelisku. Wszystkie pasowały idealnie, nie mogło być tutaj żadnych wątpliwości. I wtedy na kilka sekund wszystko ustało. Chwila ciszy dała im złudną nadzieję, że najgorsze już za nimi. Gdy w końcu miał się rozluźnić, fala światła i mocy ostatni raz zalała pomieszczenie, powodując przy tym ogromny łoskot. Studnia wydała z siebie finalne, rozpaczliwe tchnienie, zanim zamilkła na wieki. Oszołomiony Souei przez kilka chwil był zupełnie zdezorientowany. Potrzebował trochę czasu, zanim otrząsnął się, pozbierał i wrócił do pozycji pionowej. Krwi nie było, żadnych złamań też chyba nie. Jakim cudem? Całe pomieszczenie było kompletnie zdewastowane, łącznie z obeliskiem, który to wszystko spowodował. Pęknięcie kamienia ujawniło kolejny sekret legendy, za którą gonili. Souei z ostrożnością podobną do tej Ichirou zbliżył się do drugiej kuli i wziął ją do ręki. Uniósł ją wysoko do oczu, aby dokładnie przyjrzeć się jej wnętrzu i tajemniczym pieczęciom na powierzchni. Wyglądały znajomo, to fakt, ale to wszystko, co mógł na razie o tym dziwnym tworze powiedzieć. Matsuda aktywował swojego byakugana, aby prześwietlić tajemniczą maź znajdującą się wewnątrz kryształowej kuli. Czy miała w sobie chakrę, czy może sama była chakrą? Wtedy Ichirou zwrócił jego uwagę na ciało Kyoju leżące przy wejściu do komnaty. - A gdy artefakt zostanie zespolony, studnia upomni się o swą daninę i pobierze to, co ją karmi i napędza od zarania. - Zacytował w odpowiedzi na słowa Ichirou to, co zostało zapisane na rozbitej teraz na części kamiennej przepowiedni. Połączył to z odbiciem ich sylwetek na ścianie. Być może musiało na kogoś paść. Być może taka była cena za te dwie piękne kule, które trzymają teraz w rękach. Fioletowa maź zamknięta wewnątrz nich na pewno nie zachowywała się naturalnie. Dążyła gdzieś. Najpierw do wyjścia, ale gdzie potem? - Jeśli to ją karmi i napędza, to powinniśmy być ostrożni - Powiedział patrząc na pokiereszowane zwłoki. Na początku przeszło mu przez myśl aby po prostu strzaskać kulę i zobaczyć co się stanie, ale szybko zrewidował swój plan. Zamiast tego oddał swoją kulkę Ichirou do potrzymania, a sam wziął ciało kobiety na ręce. Nie mogli tu zostawić jej zwłok i najlepiej będzie wyjaśnić całe to zajście szanując to, co z niej zostało. - Na szczęście na górze mamy całą wiedzą tego świata, na pewno w którejś z tych książek musi coś o tym być. I tak musimy komuś ją oddać, więc poszukajmy Gadiana, albo kogoś kto będzie coś o tym wiedział. - Wskazał wzrokiem na kule, po czym zamierzał skierować się w górę schodów, aby trafić z powrotem do Biblioteki. Jeśli w tym miejscu nikt nie będzie w stanie naprowadzić ich na jakiś trop, to czeka ich wielka podróż w prawdziwie nieznane.