Kunisaku nie zamierzał tu walczyć. Jego skok do Nariko był to czysty impuls, kiedy mroczna część chłopaka wychodziła na wierzch. W tej chwili czuł się tak zaplątany w sieć kłamstw, że sam nie wiedział, co się dzieje. Komu wierzyć, a tym bardziej, komu ufać.
- Przepraszam, nie chciałem Cię dotykać. - powiedział, cofając rękę i wycofując się. - Ani grozić. Jednak kiedy w grę wchodzi życie moich najbliższych, przestaję się kontrolować. - wyjaśnił, spoglądając na Taisho i dając do zrozumienia, że się zaczął uspokajać.
Nizan to wiedział. Sytuacja mogła być dramatyczna. Życie Shimy i Araty naprawdę mogło być zagrożone i to sprawiało, że gdy tylko Nizan o tym pomyślał, to autentycznie zaczynał się trząść ze złości. Jednak musiał nad sobą zapanować i wysłuchać wszystkiego, co mieli do powiedzenia Nariko i Taisho. Sprawa była najwyższej wagi. Tu nie było mowy o pomyłce, bo ta kosztowała życie, którego nie umiałby przywrócić.
Nariko wyjaśniła mu, że pod piaskami Głębokich Odnóg znajduje się jakieś złoże marionetek? Albo do marionetek?
- Złoże do tworzenia marionetek? Przecież Głębokie Odnogi to tylko jakieś góry. - powiedział Nizan, unosząc brew. - Marionetki tworzy się z drewna, wzmacnianej stali, albo stali kantaiskiej. Chcesz mi powiedzieć, że w Odnogach znalazła tę samą odmianę stali, co w Kantai? To przecież bez sensu. - zauważył Nizan. - Kantai, a Odnogi to zupełnie dwie inne... topografie terenu. Jedno jest wyspą, druga to część kontynentu i to dosyć głęboko ukryta. W każdym razie, powiedzmy, że odkryła nową odmianę stali, czy surowiec, który zastąpi stal kantaiską i nie musiałaby wtedy jej transportować z Cesarstwa. Jednak, czemu Saori miałaby zostawić naszą matkę w Odnogach? Przecież były dwiema przyjaciółkami. - powiedział. - Nawet chyba była moją rodzoną ciotką, czy coś. Czy kuzynką. - mruknął.
Rozszerzył oczy.
- Chciała zostać Shirei-kan zamiast Araty? Przecież to kolejny bezsens. Arata by pokonała jeden na jednego Saori w każdym momencie. To jak mogła zdradzić Aratę, jeżeli poszły tam we dwie? Jakby... - westchnął cicho. - Nie wiem czemu, wydajecie się honorowymi ludźmi i owszem, mogliście w każdej chwili ze mną walczyć. Wiecie, że narobiłbym dużo szkód, więc pewnie to Was trzyma przed tym, by ze mną zacząć walczyć. Nie obraź się, Nariko-sama, ale po prostu ta opowieść... nie trzyma się totalnie kupy. Im głębiej schodzimy, tym coraz bardziej wygląda to na szaleństwo wymyślone przez jakąś obłąkaną osobę... jednak. - Nizan spojrzał na Nariko. - Wzbudzasz aurę osoby, która nie jest szalona. Możesz też liczyć na to, że jeżeli obrócisz mnie przeciwko Saori, to Ryuzaku wstawi się za Wami. Jednak nadal, nie zobaczyłem żadnego dowodu. - wyjaśnił.
- Rozmawiajmy dalej. Załóżmy, że Ario był wierny naszej matce. Że dowiedział się, że Saori zdradziła Aratę w ten czy inny sposób. Załóżmy, że to Wy wyciągneliście Aratę z... miejsca gdzie była. Czemu Saori nie pozbyła się w takim razie rannej Araty? Był to niewygodny świadek. Mogła przypuszczać, że Ario nie odpuści i zacznie się nią interesować. Mogła ją nawet potajemnie podtruć, bez świadków. - powiedział. - Opowiedz mi o tym więcej. O tym, gdzie znaleźliście Aratę i co tam się stało. - po czym na chwilę wrócił do jednego tematu. - Czekaj... jaki rdzeń? Z jakiej piersi? O czym teraz mowa?
Na sam koniec Nizan spojrzał na Nariko i potem na Taisho.
- Twoja opowieść jest mocno wybrakowana, Nariko-sama, ale z jakiegoś powodu nie atakujecie mnie. Jeżeli Saori ma rację, to Unia powinna być w stanie Was łatwo zetrzeć na proch, a tego nie robi. Jednak tak jak mówiłem. Nie przyszedłem tu walczyć i nie chciałem brać w tym udziału, jednak... jeżeli Saori ma rację, to Takane-sama powinna wiedzieć, że uchodźcy, których przyjęło Ryuzaku, to bandyci. Albo, w drugą stronę, czyli, że trzeba Wam pomóc. Czuję, że niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie Ryuzaku, muszę dowiedzieć się prawdy. - westchnął cicho. - A miałem przyjść tylko... po zwoje. W każdym razie. Potrzebuję ich. Niezależnie jaką podejmę decyzję, muszę wyjść stąd ze zwojami. Więc tak, chodźmy obejrzeć Warsztat... ale sami. - powiedział, spoglądając na Taisho. - Z Waszą dwójką mógłbym nie mieć szans, jeżeli chcielibyście mnie gdzieś zaciągnąć. Jeżeli ja mam Wam zaufać, to chcę, byście też zaufali mnie. Przynajmniej na tyle, na ile możecie. Tylko ja i Nariko-sama. - wyjaśnił, po czym spojrzał na Taisho. - A jeżeli okaże się, że mieliście rację i Saori od samego początku manipulowała mną, lub wzięła na zakładników moją rodzinę...
Ponownie chakra zafalowała wokół Nizana.
- ... to walka z Wami to będzie jej ostatnie zmartwienie.
Ukryty tekst

