Sztab Generalny Ryuzaku
- Uchiha Hiromi
- Posty: 785
- Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
- Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
- Multikonta: Yuki Hoshi
- Uchiha Tsuyoshi
- Posty: 882
- Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
- Wiek postaci: 20
- Ranga: Kōgō
- Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
- Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
- Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
- Nizan
- Posty: 284
- Rejestracja: 9 lis 2025, o 10:25
- Wiek postaci: 23
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=231394#p231394
- GG/Discord: boyos
- Azuma
- Posty: 1343
- Rejestracja: 6 lis 2019, o 18:50
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Seinin
- Krótki wygląd: - Ostre rysy twarzy, mocna szczęka i czarne, potargane włosy
- Ciemne, przenikliwe oczy, często manifestowane Sharinganem
- Docięta sylwetka z ledwie widocznymi bliznami na przedramionach
- Przeważnie okazuje spokojną i chłodną postawę - Widoczny ekwipunek: - Czarne haori z motywem płomieni (cywil)
- Ciężka zbroja płytowa (front)
- Karasu no Tsubasa, tachi w ciemnoczerwonej pochwie u boku
- Złota odznaka rodowa Uchiha, wrona Kuro w pobliżu. - Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7859#p128617
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Azuma przyjął słowa Chinatsu i Sugiyamy w milczeniu. Choć instynkt podpowiadał mu, że sam poradziłby sobie najlepiej, zrozumiał argumenty strateżki. Bycie generałem oznaczało, że jego śmierć byłaby gorsza niż utrata oddziału – byłaby symbolem klęski i paraliżem dla całej armii. Przełknął tę lekcję z chłodnym profesjonalizmem.
Kiedy Masahiro ogłosił awans Hiromi i sfinansowanie jej badań, Azuma poczuł ulgę i dumę. Nie patrzył na Takeru, którego kpiące uwagi jedynie go irytowały. Zamiast tego wymienił z Hiromi krótkie, ale wymowne spojrzenie. Fakt, że została Sentokim i dowódcą, sprawiał, że nie była już tylko medyczką na tyłach, ale pełnoprawnym oficerem, z którym musieli się liczyć nawet ludzie Noritsune. Skinął jej głową, dając niemy znak poparcia dla jej nowego statusu.
Gdy Noritsune wezwał go do mapy, Azuma wziął kredę od Chinatsu. Przez chwilę analizował rzut osady, po czym zaczął pewnie nanosić znaki na planie. Rozumiał już, że jego rola uległa zmianie – nie był już tylko ostrzem, ale umysłem, który tym ostrzem kieruje. Skoro wymarsz tak dużej armii był sygnałem, którego nie dało się wyciszyć, należało go wykorzystać do odwrócenia uwagi od prawdziwego uderzenia.
– Skoro nie możemy podejść pod Takamori po cichu jako armia, zrobimy z naszego marszu teatr, który zajmie ich uwagę – zaczął Azuma, spoglądając na Noritsune i Chinatsu. – Jeszcze tej nocy, pod osłoną mroku wyruszą dwie niezależne grupy zwiadowców. Pierwsza grupa ma jeden cel, odnaleźć i zabezpieczyć Manakę Sakuyamę. Będą ją pilnować i czekać na nasz sygnał. Druga grupa zajmie się lokalizacją kluczowych przywódców bandytów. Nie uderzą od razu. Będą jak noże przystawione do gardeł. Czekać na odpowiedni moment.
Zamilkł na chwilę, ale nie po to by podkreślić rolę i znaczenie jakie niosły dwie wysłane grupy, tylko aby wewnętrznie ocenić, jakby się zachował będąc w którejś z tych grup. Czy ktoś inny, Sentoki albo Kogō, zdoła udźwignąć podobny ciężar?
– Gdy armia dotrze od południa pod miasto, rozwiniemy sztandary i rozpalimy pochodnie. Będziemy wyglądać jak gotowi spalić to miasto. Bandyci skupią przez to całą uwagę na murach i południowej bramie. I właśnie wtedy, gdy poczują naszą siłę uderzenia, dam sygnał dymny. Grupa druga wyeliminuje dowództwo wewnątrz miasta. Gdy obrońcy pojmą swoje położenia, obrona szybko się posypie i zaczną uciekać.
Azuma przeniósł wzrok na główne trakty prowadzące do Takamori. Naniósł dodatkowe oznaczenie przy trakcie wschodnim, zachodnim, a po chwili namysłu również ten prowadzący do podzamcza.
– W tych miejscach w ukryciu będą czekały wydzielone dodatkowe oddziały. Będą pilnowały dodatkowych dróg wyjścia z miasta. Gdy wróg zrozumie, że sprawa jest przegrana, najpewniej zdecyduje się na odwrót, którąś z tych dróg, a może nawet wszystkimi. Właśnie wtedy te wydzielone oddziały zaatakują i po przebiciu wkroczą do miasta. Rozbijemy obronę do końca, od środka.
Azuma spojrzał jeszcze na Hiromi. Dostrzegał jej zmęczenie, rany również musiały być dokuczliwe. Kobieta wykazywała się prawdziwym hartem, ale nie musiała być cały czas tak odważna i silna. Teraz powinna zająć się sobą.
– Hiromi-san, odpocznij choć chwilę. Zajmij się obrażeniami. Jeśli potrzebujesz do tego miejsca, możesz zająć mój namiot, teraz i tak mi nie będzie potrzebny – podszedł do niej bliżej i lekko nachylił się w kierunku jej ucha – Gratuluję awansu. W namiocie jest kufer, a tam są dwa zwoje. Jeden jest dla Ciebie, a drugi dla Yumiko-san. Jak uda Ci się ją spotkać, a powinna być w obozie, przekaż jej to proszę.
Kiedy Masahiro ogłosił awans Hiromi i sfinansowanie jej badań, Azuma poczuł ulgę i dumę. Nie patrzył na Takeru, którego kpiące uwagi jedynie go irytowały. Zamiast tego wymienił z Hiromi krótkie, ale wymowne spojrzenie. Fakt, że została Sentokim i dowódcą, sprawiał, że nie była już tylko medyczką na tyłach, ale pełnoprawnym oficerem, z którym musieli się liczyć nawet ludzie Noritsune. Skinął jej głową, dając niemy znak poparcia dla jej nowego statusu.
Gdy Noritsune wezwał go do mapy, Azuma wziął kredę od Chinatsu. Przez chwilę analizował rzut osady, po czym zaczął pewnie nanosić znaki na planie. Rozumiał już, że jego rola uległa zmianie – nie był już tylko ostrzem, ale umysłem, który tym ostrzem kieruje. Skoro wymarsz tak dużej armii był sygnałem, którego nie dało się wyciszyć, należało go wykorzystać do odwrócenia uwagi od prawdziwego uderzenia.
– Skoro nie możemy podejść pod Takamori po cichu jako armia, zrobimy z naszego marszu teatr, który zajmie ich uwagę – zaczął Azuma, spoglądając na Noritsune i Chinatsu. – Jeszcze tej nocy, pod osłoną mroku wyruszą dwie niezależne grupy zwiadowców. Pierwsza grupa ma jeden cel, odnaleźć i zabezpieczyć Manakę Sakuyamę. Będą ją pilnować i czekać na nasz sygnał. Druga grupa zajmie się lokalizacją kluczowych przywódców bandytów. Nie uderzą od razu. Będą jak noże przystawione do gardeł. Czekać na odpowiedni moment.
Zamilkł na chwilę, ale nie po to by podkreślić rolę i znaczenie jakie niosły dwie wysłane grupy, tylko aby wewnętrznie ocenić, jakby się zachował będąc w którejś z tych grup. Czy ktoś inny, Sentoki albo Kogō, zdoła udźwignąć podobny ciężar?
– Gdy armia dotrze od południa pod miasto, rozwiniemy sztandary i rozpalimy pochodnie. Będziemy wyglądać jak gotowi spalić to miasto. Bandyci skupią przez to całą uwagę na murach i południowej bramie. I właśnie wtedy, gdy poczują naszą siłę uderzenia, dam sygnał dymny. Grupa druga wyeliminuje dowództwo wewnątrz miasta. Gdy obrońcy pojmą swoje położenia, obrona szybko się posypie i zaczną uciekać.
Azuma przeniósł wzrok na główne trakty prowadzące do Takamori. Naniósł dodatkowe oznaczenie przy trakcie wschodnim, zachodnim, a po chwili namysłu również ten prowadzący do podzamcza.
– W tych miejscach w ukryciu będą czekały wydzielone dodatkowe oddziały. Będą pilnowały dodatkowych dróg wyjścia z miasta. Gdy wróg zrozumie, że sprawa jest przegrana, najpewniej zdecyduje się na odwrót, którąś z tych dróg, a może nawet wszystkimi. Właśnie wtedy te wydzielone oddziały zaatakują i po przebiciu wkroczą do miasta. Rozbijemy obronę do końca, od środka.
Azuma spojrzał jeszcze na Hiromi. Dostrzegał jej zmęczenie, rany również musiały być dokuczliwe. Kobieta wykazywała się prawdziwym hartem, ale nie musiała być cały czas tak odważna i silna. Teraz powinna zająć się sobą.
– Hiromi-san, odpocznij choć chwilę. Zajmij się obrażeniami. Jeśli potrzebujesz do tego miejsca, możesz zająć mój namiot, teraz i tak mi nie będzie potrzebny – podszedł do niej bliżej i lekko nachylił się w kierunku jej ucha – Gratuluję awansu. W namiocie jest kufer, a tam są dwa zwoje. Jeden jest dla Ciebie, a drugi dla Yumiko-san. Jak uda Ci się ją spotkać, a powinna być w obozie, przekaż jej to proszę.
Dla Hiromi:
- 1x mały zwój [121/150] [10]
- 3x zaawansowane zestawy ziół [36]
- 6x małych pojemników na substancje [60]
- 12x kulistych pustych bombek [24]
- 2x senbon [1]
Dla Yumiko:
- 1x średni zwój [378/400][30]
- strój Anatsu no ki [200]
- ochraniacz na czoło z emblematem Uchiha [8]
- szary płaszcz (bez zdobień) [20]
- kamizelka shinobi [150]
0 x
- Yumiko
- Posty: 127
- Rejestracja: 23 wrz 2025, o 21:32
- Wiek postaci: 17
- Ranga: Dōkō
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=12042
- Multikonta: Yukari
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Znudzona czekaniem i zmęczona obecnością wszystkich tych ludzi wokoło Yumiko postanowiła przejść się w poszukiwaniu bardziej ustronnego miejsca. Była jak cień poruszający się między ludźmi. Dopiero gdy usłyszała znajome imię stanęła i zaczęła przysłuchiwać się rozmowie. Mijało ją właśnie dwóch mężczyzn. Nie potrafiła określić ich wieku, ale nie to było istotne, bowiem to imię Tsuyoshiego zwróciło jej uwagę. Czy była wariatką, chcąc upewnić się, że chodzi dokładnie o tą samą osobę, o której myślała? Być może.- Przepraszam...- zaczepiła ich nieco skołowana. Po chwili jednak wykrzesała z siebie nieco więcej ikry dopytując się o mężczyznę. Z wcześniejszej rozmowy między nimi wiedziała, że Tsu był już na miejscu, jednak potrzebowała dokładniejszych informacji odnośnie tego, gdzie mógł się w tym momencie znajdować. Gdy poznała szczegóły uśmiechnęła się z wdzięcznością, podziękowała po czym po prostu oddaliła się we wskazanym kierunku.
Na miejscu Yumiko zaczęła rozglądać się po ludziach w poszukiwaniu tej jednej, znajomej, twarzy. Chciała już odejść, gdy coś, a raczej ktoś, zwrócił jej uwagę. Nieznajomy stał do niej tyłem. Ubrany w czarną zbroję, z włosami splecionymi tak, jak to robił Tsu. W pierwszym momencie pomyślała, że to może ktoś z jego rodziny, jednak po chwili gdy mężczyzna spojrzał gdzieś w bok, zobaczyła jego profil. Nie miała już wątpliwości. Był tym, którego szukała. Uśmiechnęła się obserwując go w takim wydaniu, a w jej głowie pojawiła się jedna mała myśl. Był jeszcze przystojniejszy niż to zapamiętała.
-Tsuyoshi?-zapytała chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Nie ośmieliła się użyć zdrobnienia, którego używała podczas ich ostatniego spotkania. Tutaj rangi miały znaczenie, a ludzie okazywali sobie należyty szacunek- Miałam nadzieję, że Cię tu spotkam. Cieszę się, że zdążyłam Cię złapać.-powiedziała zerkając na niego. Gdyby byli sami Yumiko na pewno bardziej entuzjastycznie podeszłaby do tego spotkania, teraz jednak miała opory, a jedynym znakiem, mówiącym o tym jak bardzo cieszy się na to spotkanie były jej oczy.
Nie wiedziała jak dużo czasu będą mieli na rozmowę. Ludzie tutaj pojawiali się i znikali. Inni tak jak ona, czekali nieco dłużej. Dla każdego prędzej, czy później znajdowało się zadanie do wykonania. -Wiesz już, gdzie wyruszasz?-zapytała obserwując go uważnie. Zastanawiała się czy obawiał się nadchodzących dni... Czy będzie mu dane dowodzić ludźmi tak jak chciał? Mimo, że nie powiedziała tego głośno wspierała go, tak samo jak chciała wspierać Hiromi czy nawet Azumę. W końcu znalazła ludzi, z którymi czuła się dobrze. Z delikatnym wahaniem przybliżyła się do niego tak, by osoby postronne nie mogły usłyszeć kolejnych słów skierowanych w jego stronę-I pamiętaj Yoshi. Uważaj na siebie -po tych słowach odsunęła się na bezpieczną odległość. Już nie potrzebowała iść z dala od tego całego chaosu. Wystarczyła jej obecność kogoś kogo znała.
0 x
- Nobuo
- Posty: 282
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Yumi, Pączuś
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
A więc wojna
Misja wojenna B - Sosuke
Posty
Nobuo 6
Sosuke 5
Sosuke zapytał na koniec alchemika, czy powinien coś wiedzieć zanim się rozejdą w swoje strony. - Generalnie, wystarczy ci informacje, że jeżeli coś spierdolicie to albo was ubiją tam albo tutaj... A teraz działaj. - Klepnął go po ramieniu, po czym ruszył zając się swoimi rzeczami a Sosuke został w namiocie. Nie minęło wiele jak Uchiha też opuścił namiot w celu znalezienia towarzyszy na misje.
Sam stwierdził, że zaufanych ludzi nie ma zamiaru w to angażować, tak też latając po obozie, szukał ludzi... których kojarzył... którzy nie wyglądali na miękkie faje... którzy nie wyglądali na kapusi... którzy się po prostu nadadzą. Zajęło mu to z pół dnia ale zorganizował jakimś cudem ekipę siedmiu osób poza nim samym. Do tego też mieli być Kise i Hizuro.
Zebrali się tak też wyznaczonego wieczoru w wyznaczonym miejscu. Na miejscu stał Kise z workiem, z którego dosyć solidnie jebało. Obok był Hizoru który miał kilka zwojów, prawdopodobnie z wodą. Dobiegł po chwili również alchemik. - Mam dla was pożywkę... dla tej pleśni. - Wręczył im dwa bukłaki. - Wystarczy że zalejecie zgniłe warzywa tuż przed rozlokowaniem ich w spichlerzu.
- Mam nadzieję, że ci ludzie nie spierdolą operacji. - Podszedł do Sosuke Gazo i powiedział mu na ucho. Następnie machnął ręką zapraszając wszystkich do namiotu, który był pusty. - Dzisiaj, rozpoczniemy pierwszą operację wojenną... Powodzenie tej akcji... Może zagwarantować nam przewagę pozycyjną, kontrolę na strefą operacji dzikusów. Dlatego dzisiaj lecimy dla nas, dla naszego domu, dla naszych przyjaciół... Kochanek, dzieci czy żon. - Mówił dosyć cicho by nikt poza namiotem nie usłyszał, ale brzmiał charyzmatycznie.
W międzyczasie, Kise też wdrożył w plan nowych członków załogi. - Będziemy musieli podłożyć zawartość tego worka w spichlerzu, następnie zlać go wodą i jak najwięcej zboża tam się znajdującego też polać. Dodatkowo trzeba zatkać wszystkie okiennice, ale zrobić to tak by się nikt nie zorientował. Po tym wszystkim spierdalamy. - By wiedzieli co mają robić.
- Polecimy na ptakach korzystając z osłony nocy, będzie to pięć ptaków. Po dwie osoby na jednym, każdy ptak coś musi przewozić, zatrzymamy się z 500 metrów od spichlerza by podejść po cichu. Musimy uciec z tego miejsca jeszcze w nocy, zrozumiano? - Spojrzał na wszystkich, stojąc dumnie w wyprostowaną wypiętą klatką piersiową. Po czym tłum, a w zasadzie grupka odpowiedziała tylko kiwnięciem głowy. - Teraz wymarsz, ruszamy za naszą przyszłość.
Kise wyjął ogromny zwój z którego wyskoczyło po chwili pięć dużych ptaków. - Sosuke, polecimy we dwóch.
Kise Tori
Hizuro
Boruboshi
0 x
- Sosuke
- Posty: 151
- Rejestracja: 6 maja 2024, o 14:53
- Wiek postaci: 30
- Ranga: Sentoki
- Widoczny ekwipunek: Katana i Wakizashi przy pasie
- Link do KP: viewtopic.php?p=218699#p218699
- Multikonta: Daisuke
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Nie wydawał się zaskoczony informacją o ryzyku jakiego się podejmują. Mina Sosuke jasno dawała do zrozumienia, że rozumiał takie ryzyko i był gotowy je podjąć. Nie liczyły się metody jakimi muszą sięgnąć po to zwycięstwo. Liczyła się przyszłość ich klanu oraz życia wielu żołnierzy, nie wspominając już o ludności cywilnej wypędzonej z tych ziem. Nie było takiej możliwości, żeby Sentoki się wycofał i nie wykorzystał każdej możliwości, aby przechylić szansę zwycięstwa na stronę swojego klanu. Kiwnięciem głową pożegnał się z Alchemikiem i ruszył szukać pomocników do tej prawie samobójczej misji. Nie było to zadanie proste, ale całe szczęście obóz był dość rozległy i znalezienie kogoś, kto nadawałby się na tego typu operację nie było zadaniem niemożliwym.
-Spichlerz znajduje się na samym środku drogi z obozu dzikich w naszym kierunku. Zakładam, że ich atak nie będzie zwlekał. Być może będą chcieli przeprowadzić szybki natarcie, w czasie gdy nasze siły będą zajęte trzymaniem dwóch frontów. Potrzebujemy czasu dla naszych armii na zorganizowanie obrony, zanim będą mogli przystąpić do kontrataków. Możliwe, że spichlerz będzie już pod ich kontrolą, być może armia będzie dopiero nadchodzić, a może trafimy w sam środek. Tak czy inaczej, naszym celem jest podejść tak, aby nikt się nie zorientował. Wykrycie diametralnie zmniejszy skuteczność naszego planu- Dołożył do tej przemowy nieco swoich przemyśleń, podkreślając to co najbardziej kluczowe w całej tej siły. Byli małą grupą, więc od poszczególnych jednostek mogło zależeć najwięcej. Sosuke chciał, aby byli świadomi jakiego rodzaju brzemię leży na ich barkach. Wiedział, że ich to nie przytłoczy, a zamiast tego podniesie morale oraz skłoni do większej rozwagi. Nie chciał wspominać o braku heroizmu. Ten aspekt może się przydać. Być może sam Sosuke będzie tak musiał postąpić jeśli sprawy pójdą mocno źle. Musieli spróbować i najwyżej wycofać się ponownie do sztabu. Ryzykowali tylko życiem paru ludzi, które to ryzyko może być bardzo zmniejszone. Szanse na to co mogli osiągnąć były zaś ogromne.
-Powodzenia- Rzucił do pozostałych, ostatni raz sprawdzając swoje wyposażenie i, z pomocą Kise, pakując się na ich środek transportu. Atmosfera w obozie była bardzo ciężka, ale Sosuke czuł cały ciężar decyzji, którą już podjęli. Być może koszty tego wkrótce go dosięgną. Ale póki co wszystko co odczuwał, wszelkie motywacje, które nim kierowały tylko wzmacniały jego czujność oraz budowały pewność siebie.
0 x
- Suyunami Yuri
- Posty: 288
- Rejestracja: 14 kwie 2025, o 20:23
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: białe włosy, trzy blizny na twarzy, czerwone oczy
- Widoczny ekwipunek: -
- Link do KP: viewtopic.php?p=222989#p222989
- Multikonta: Arii
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Chłopak z uwaga wsłuchał się w słowa kobiety, kiwając jej głową na znak zrozumienia przekazu. Przemyślana struktura, która miała zapewnić im zebranie jak największej ilości informacji ze szczegółami. Jedna osoba miała kontrolować teren, druga doglądać i wspierać, zaś trzecia zdolna miała być do ochrony całej drużyny i zapewnienie im ochrony. Nikt jednak nie zamierzał prowadzić tutaj rozmowy, co jeszcze bardziej go zaniepokoiło, wszyscy tutaj przyszli oddać życie za Ryuzaku i Uchiha, ale nikomu nie było po drodze, aby zebrać wszelkie informacje, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo? Coś mogło zostać pominięte, nikt nie był nieomylny.
-Tak, jeszcze tylko dwa pytania. Czy w drużynie będzie znajdował się Iryonin lub ktoś przeszkolony w pierwszej pomocy? Wiem, że akurat z Iryoninem może być ciężej, ale osoba mogąca nas opatrzyć w razie jakiegokolwiek ataku ze strony wroga lub wpadnięcia w pułapkę, którą ciężko będzie przewidzieć... może być to ratujące życie. A im bardziej obniżymy taką możliwość tym lepiej dla nas.- chłopak mówiąc to patrzył się na wszystkich, żeby zrozumieli w jakiej pozycji są i co może się w najgorszym wypadku wydarzyć.
-Druga sprawa. Nie oszukujmy się, że wrogie wojsko Dzikich i Kaminari mogą dokładnie tak samo się przygotować, więc będą chcieli zdobyć takie same informacje o naszych wojskach, o ile już ich nie posiadają.- odchrząknął, łapiąc trochę powietrza. -W jakich odległościach będziemy badać teren, aby uniknąć wciągnięcia kolejnej grupy w jakąś potyczkę, która hipotetycznie może się wydarzyć. Celem są informacje, więc im więcej ich tutaj dotrze tym lepiej, dlatego świadomość odległości pomoże lepiej dobrać strategię wywiadu, aby nie myśleć o możliwym wsparciu, kiedy ktoś popełni błąd w kalkulacjach.- i tutaj ponownie omiótł szybkim wzrokiem całą grupę ludzi w namiocie. Nie chcieli zadawać pytań, więc musieli chyba być sprowadzonymi na ziemię w takiej sytuacji. Byli na wojnie, to nie będzie zwykła misja, jak codziennie się trafiała. Zagrożenie wzrosło o kolejne 50% i lepiej, żeby uświadomili sobie to tutaj. Kończąc również drugie pytanie dał znać, że to wszystko, co chciał wiedzieć, dając przestrzeń na kolejne rozkazy.
Możliwe, że ktoś uzna go za głupiego wchodząc w taką dyskusję, ale tak jak wcześniej jego myśl już poszła. Chciał zwiększyć szansę swojego przeżycia i grupy, do której wejdzie. Każda ilość informacji ułatwi im dobór decyzji i zamknie w ich odpowiednich ramach tego, co mają zrobić i wrócą tutaj razem, bez żadnych szkód.
0 x
- Uchiha Hiromi
- Posty: 785
- Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
- Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
- Multikonta: Yuki Hoshi
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Uchiha Hiromi
Rok 396
Z trudem powstrzymała głębokie westchnięcie. Znała takich ludzi, jak Noritsune. Sama nie miała za dużo z takimi do czynienia, ale widziała, jak sobie radził z nimi jej ojciec. Jak należało z nimi rozmawiać, żeby czuli się ważni i jak najłatwiej wyprowadzić ich z równowagi. Bogaty, silny, ważny i o wielkim ego, które prawdopodobnie było zasłużone. Brakowało mu tylko zrozumienia, że wchodząc w nowe środowisko, należało zrozumieć, z kim się miało do czynienia, a nie od razu się rządzić i rozpychać.
Chociaż Hiromi była święcie przekonana, że nie dość, że mężczyzna stawia jej wyzwanie wyłącznie dlatego, że wypiła jego wino, ale też popycha Uchiha do wzięcia odpowiedzialności za wszystko, chociaż na pewno miał budżet na szpital. Hiromi doskonale zdawała sobie sprawę, że finansowanie opieki medycznej było drogie, ale wyszkolenie żołnierza lub - co gorsza! - shinobi pochłaniała jeszcze większe fundusze.
Nie spodziewała się jednak, że od razu dostanie awans na Sentokiego oraz trzy setki ludzi pod swoim dowodzeniem. Hiromi nie dowodziła. Ona…
Zaszczyt był jednak zaszczytem. Ukłoniła się nisko przed Uchiha Emi oraz swoim bratem.
- Z pokorą przyjmuję ten zaszczyt i przysięgam nigdy nie przynieść wstydu klanowi Uchiha, a nową rangę nosić z dumą i odpowiedzialnie - wyprostowała się. - Dziękuję. Zrobię co w mojej mocy w sprawie Mazi, a w sprawie szpitala… - spojrzała wyzywająco na Noritsune. - Dopilnuję, żeby pańscy żołnierze, którzy do mnie trafią, mogli wrócić na front i do domu, żeby nie musieć wypłacać wdowom zadośćuczynienia i zaległego żołdu.
Jej sprawa była chwilowo zakończona, miała wyjść, już się ukłoniła, życzyła ukochanemu powodzenia (jego plan był chyba dobry… w każdym razie absolutnie nie miała sił go teraz analizować swoim zmęczonym umysłem, poza tym… cóż, i tak niekoniecznie się na tym znała). Rzuciła mu jedynie kolejny uśmiech, kiedy odesłał ją do swojego namiotu. Nie miała siły się rumienić - tym bardziej, że i tak chwilowo miało go tam nie być.
- Dziękuję. I jasnę, sprowadzę Yumiko-chan. Uważaj na siebie, ale jestem pewna, że będziesz wspaniały - dodała, tylko na sekundę dotykając czołem jego ramienia, po czym ukłoniła się wszystkim raz jeszcze i wyszła z namiotu.
***
Do namiotu Azumy dotarła dość szybko i wpakowała się do środka. Rozejrzała się i uśmiechnęła lekko do siebie - wszystko było tutaj poukładane i na swoim miejscu, a ona teraz miała wprowadzić tutaj trochę… właściwie dużo chaosu. Nie przejmowała się jednak tym, przynajmniej nie na razie.
Na chwilę usiadła na pryczy Azumy i zamknęła oczy, już tęskniąc za jego obecnością, chociaż była wśród jego rzeczy. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby teraz mogła się do niego po prostu przytulić i wypłakać. Jednak było jak było - oboje zdawali sobie sprawę z tego, że czasami, w ciężkiej sytuacji nie będzie go w pobliżu. Jednak przed chwilą zaopiekował się nią na tyle, na ile mógł w sytuacji, w jakiej byli. Ktoś inny by zignorował, szczególnie w takim towarzystwie. Azuma taki nie był.
Miała nadzieję… wiedziała, że sobie poradzi na jego zadaniu.
Dała sobie jeszcze chwilkę na odpoczynek. Wino ją rozgrzało i uspokoiło nieco, obecność Amayi i zirytowanie Noritsune dodatkowo pomogły jej się nieco pozbierać. Nadal w głowie miała wszystko, co się wydarzyło, ale chwilowo próbowała o tym nie myśleć.
Musiała zająć się sobą. Zaczęła od przygotowania sobie balii z wodą, później się rozebrała i obmyła. Ubranie było praktycznie poszarpane i Hiromi pewnie nie byłaby w stanie go uratować, co nie znaczyło, że nie zamierzała spróbować. Na razie jednak delikatnie obmyła całe swoje ciało z krwi, brudu i zapachu dymu oraz śmierci, który miała na sobie. Była bardzo ostrożna z plecami. Później, po wytarciu się, zajęła się swoimi ranami. Wyleczyła je powoli, z chwili na chwilę czuła się nieco lepiej. W końcu jednak udało jej się zaleczyć wszystko, co mogła zaleczyć. Wtedy się ubrała i przysiadła przy niewielkim stoliku.
Zaczęła pracować nad raportem.
***
Raport dostarczyła do Masahiro po kilku godzinach. Już nie wchodziła do namiotu dowodzenia - niemal słaniała się na nogach. Oddała mu zwój i wróciła do namiotu Azumy, gdzie, tym razem, już zasnęła na jego pryczy po krótkim płaczu w poduszkę. Musiała jeszcze to z siebie wyrzucić.
Spała jak zabita i dopiero wczesnym rankiem, kiedy się obudziła, przejrzała kufer, o którym wspominał Azuma. Znalazła zwoje - dla niej i dla Yumiko. Schowała oba do swojej torby, po czym wyszła z namiotu i poprosiła, żeby wezwano do niej Uchiha Yumiko - sama Hiromi nie mogła na razie się stąd ruszyć, bo generał Emi w każdej chwili mogła jej potrzebować.
0 x
- Uchiha Hiromi
- Posty: 785
- Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
- Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
- Multikonta: Yuki Hoshi
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
W głównym obozowisku wojsk, przeznaczonym głównie dla ninja, powietrze drżało od letniego gorąca i uderzało ciężką, gryzącą w nozdrza mieszanką zapachów: dymu z setek ognisk, końskiego potu, naoliwionej stali i wszechobecnego pyłu, który unosił się spod tysięcy stóp. Postawiony na wykarczowanej polanie, był połączeniem pomiędzy głównym sztabem - leżącym w samym środku - oraz obrzeżami, gdzie obozowali zwykli żołnierze. W wydawało się, że nie był to obóz, tylko pulsujący, żywy organizm, żyłami płynęły rzeki żołnierzy, wozów zaopatrzeniowych i kurierów z rozkazami.
Dźwięk uderzających o kowadła młotów mieszał się z rżeniem koni i twardymi, szczekliwymi komendami oficerów. W tym oceanie chaosu, sylwetka Tsuyoshiego w idealnie wypolerowanej, czarnej zbroi z herbem klanu Uchiha stanowiła punkt zaczepienia dla wzroku. I to właśnie ten punkt odnalazła Yumiko.
Kiedy kunoichi podeszła bliżej, przez chwilę wszystko inne zniknęło przyćmione przez jej obecność. Jej kroki były ciche i lekko się wahała, co Tsuyoshi widział w spięciu ramion i tym, jak szybko rozejrzała się nerwowo, zanim skupiła się na nim. Przywitała się, zamieniła z nim kilka słów i uśmiechów.
Ostatnie zdanie, cichy szept był przeznaczony tylko dla jego uszu, a po ich wypowiedzeniu, Yumiko cofnęła się o krok. Zanim jednak Tsuyoshi zdążył w pełni przetrawić to spotkanie lub oddalić się w stronę kwater, gdzie miał się zapisać, z tłumu wyłonił się niski, żylasty shinobi. Jego twarz w połowie zasłaniała chusta, a na ramieniu widniała opaska sztabowa.
Zatrzymał się kilka kroków od dwójki, skłonił się sztywno, z szacunkiem należnym randze Kogo, splótł dłonie i odczekał ułamek sekundy, by nie wejść Tsuyoshiemu w słowo, po czym przemówił twardym, wypranym z emocji głosem:
- Uchiha Tsuyoshi-dono. Wybaczcie zuchwałość i przerwanie rozmowy - posłaniec wyprostował się, a jego wzrok był wbity w czarną zbroję Uchihy. - Arcykapłan Rintaro wzywa. Macie stawić się w namiocie Arcykapłana, w Głównym Obozie. Bezzwłocznie.
Przekazawszy wiadomość, posłaniec cofnął się o krok i zniknął w tłumie, zostawiając Tsuyoshiemu wolną rękę na pożegnanie się z Yumiko. Tsuyoshi doskonale wiedział, że wzywa go jeden z generałów armii Zjednoczonych Sił Ryuzaku.
Kiedy tylko Uchiha ruszył przed siebie, natychmiast pochłonęła go wrzawa prowizorycznego miasta. Główne drogi obozowiska były rozjeżdżone ciężkimi kołami wozów zaopatrzeniowych, a w rozedrganym od upału powietrzu unosił się gęsty, gryzący pył, który osiadał cienką warstwą na wszystkim dookoła. Wąskie przejścia między rzędami zszarzałych od dymu namiotów tętniły surowym, żołnierskim życiem. Zwykli Doko i Akoraito tłoczyli się w cieniu nielicznych ocalałych drzew, szukając wytchnienia od lejącego się z nieba żaru. Zapach końskiego potu i niemytych ciał mieszał się z dławiącą wonią palonego drewna, a z oddali nieustannie dobiegał rytmiczny, ogłuszający łoskot młotów uderzających o kowadła w polowych kuźniach.
Z każdym kolejnym krokiem w stronę sztabu generalnego, krajobraz ulegał jednak wyraźnej zmianie. Prowizoryczne paleniska, krzyki poganiaczy mułów i głośne zbiegowiska niższych rangą żołnierzy zostawały w tyle. Błoto i nierówności terenu ustępowały miejsca starannie ubitej ziemi. Namioty w tej strefie obozu były uszyte z lepszego, grubszego płótna i rozstawione z matematyczną niemal precyzją, tworząc idealnie proste, szerokie aleje.
Zgiełk zewnętrznych pierścieni stawał się coraz bardziej przytłumiony, dławiony przez narastającą, surową dyscyplinę. Chaos ustąpił miejsca wojskowemu porządkowi. Zamiast kręcących się bez celu rekrutów, ścieżki przemierzały teraz wyłącznie zorganizowane patrole i cicho przemykający kurierzy. Wzdłuż głównego traktu prowadzącego do kwatery dowodzenia stali nieruchomi wartownicy z elitarnych jednostek, oparci o drzewce swoich broni. Nikt tu nie podnosił głosu, nikt nie trwonił energii na bezcelowe rozmowy. Słychać było jedynie miarowy chrzęst żwiru pod okutymi butami i łopot czerwonych proporców ze znakiem Ryuzaku lub Uchiha, szarpanych przez letni wiatr.
Przed wejściem do środkowego kręgu, gdzie swoje namioty mieli ważniejsi oficerowie, Tsuyoshi musiał się wylegitymować.
Tutaj namioty były najporządniejsze i największe, a spokój był wręcz namacalny. Jedynym jednak, który mocno się wyróżniał od neutralnych, jasnych namiotów z dobrego płótna.
Namiot Rintaro ociekał wręcz jaskrawą czerwienią i głęboką czernią. Przed wejściem łopotał na wietrze potężny symbol Jashina. Przestrzeni przed wejściem nie strzegli zwykli wartownicy, lecz ubrani w czerwono-czarne szaty kapłani czy inni zeloci. Ich twarze były puste, a oczy martwe, zapatrzone w jakiś punkt w przestrzeni, jakby w ogóle nie odczuwali ludzkiego zmęczenia. Przepuścili Tsuyoshiego bez słowa, jedynie rozsuwając drzewce swoich włóczni.
Gdy Uchiha przekroczył próg, uderzył go ciężki, metaliczny odór krwi, zmieszany z wonią drogich kadzideł. Wnętrze było podzielone. Po lewej stronie znajdował się ołtarz ofiarny - czarny, zachlapany świeżą posoką, przy którym oparta była o zdobiony stojak długa, przerażająca kosa z czarnej stali, a na nim leżał wypatroszony prosiak.
Po prawej stronie znajdowało się centrum dowodzenia dziesięciotysięczną armią. Potężny stół taktyczny uginał się od map północnego regionu Zachodniego Sogen, raportów i drewnianych figurek oddziałów.
Przy stole stał Rintaro. Arcykapłan i głównodowodzący. Wyglądał jak chłopiec, który ledwie wkroczył w dorosłość - jak Azuma z odzysku - a jednak aura, którą roztaczał, zapierała dech w piersi. Jego blade palce, na których połyskiwały delikatne, czerwone smugi po niedawnym "rytuale", leniwie przesuwały po mapie jeden ze znaczników.
Słysząc kroki, podniósł wzrok. Jego twarz rozjaśnił opanowany, chłopięcy wręcz uśmiech, który jednak w ogóle nie dotarł do jego dwukolorowych oczu. Poprawił powoli kołnierz swoich szat, nie spuszczając wzroku z nowo przybyłego oficera.
- Kogo Uchiha Tsuyoshi - głos Rintaro był miękki, niemal aksamitny, z nutą arystokratycznego dostojeństwa. Przetarł opuszek palca o krawędź stołu, zostawiając na nim czerwoną smugę. - Czekałem na Ciebie. Obóz bywa... hałaśliwy, prawda? Ale to dobry znak. Każdy z tych głosów to potencjalna modlitwa na polu bitwy - przechylił lekko głowę, wskazując dłonią na mapę taktyczną. - Pewnie się zastanawiasz, dlaczego cię tu wezwałem, bo mnie nie znasz. Ale ja trochę słyszałem o tobie, twojej rodzinie i rzeczach, jakie osiągnąłeś w czasie ostatniej kampanii. Zdobycie mostu Teppu, Rantori, rozkazów Orochi. Chciałbym cię przetestować. Podejdź. Zobaczmy, gdzie najlepiej rozlać krew wroga, używając twojego ostrza.
Arcykapłan Rintaro
0 x
- Kaito Ishikawa
- Posty: 1063
- Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
- Wiek postaci: 26
- Ranga: Kogō
- Widoczny ekwipunek: ...
Samehada
Tanto
Błękitna Zbroja
Długi łuk
Kołczan
Lis
Kruk
... - Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
- Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
0 x
KLIK - KARMAZYNOWE SZCZYTY - GRA W REGIONIE - KLIK
_______________________________
Samehada / Narrator / Mowa
KP | PH | BANK
Prowadzone Misje:
Samehada / Narrator / Mowa
KP | PH | BANK
Prowadzone Misje:
- Sasame - Kampania S
- Minari - Kampania D
- Sayuri - Kampania C
- Suyunami Yuri - Wyprawa B
- Uchiha Tsuyoshi
- Posty: 882
- Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
- Wiek postaci: 20
- Ranga: Kōgō
- Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
- Widoczny ekwipunek: Czarna zbroja, guan dao, wakizashi, torba przy boku,
- Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Lato 396 roku
W obozie panował charakterystyczny mikroklimat. Nie było się czemu dziwić - tak wielkie zgromadzenie wojskowych, ich zwierząt, sprzętu i jedzenia musiało odcisnąć piętno na otaczającym świecie. Tsuyoshiemu to nie przeszkadzało. Nawykł już do przebywania w takich miejscach, choć wytwarzały w nim one dziwny rodzaj napięcia. Napięcia, jakie towarzyszyło przed czymś ważnym, w chwilach gdy decydowały się losy danego odcinka frontu, a nawet regionu. Przemierzał więc obóz w poszukiwaniu jakiegoś punktu, w którym rozdzielano żołnierzy, z tylu głowy mając myśli, że wszyscy za niedługo wyruszą na spotkanie ku swojemu przeznaczeniu. Psy wojny lada moment zostaną spuszczone i zaczną kąsać i szarpać ludzkie życia z niebywałą determinacją. Czyje jednak okażą się bardziej zajadłe i silniejsze, a koniec końców i silniejsze? Ryuzaku, Dzikich czy Kaminari?
Z tych myśli wyrwał go znajomy głos. Gdy usłyszał swoje imię, momentalnie się zatrzymał i obrócił głowę w kierunku, z którego dobiegł. Od razu skojarzył, do kogo należy, a jego pierwsza myśl znalazła potwierdzenie w rzeczywistości.
- Yumiko! - odpowiedział i natychmiast do niej podszedł, skracając dystans. Chciał nawet odruchowo uścisnąć ją na przywitanie, ale szybko cofnął rękę i rozglądnął się, po czym popatrzył na dziewczynę ze wzrokiem "sama rozumiesz" i wzruszył nieporadnie ramionami. Widząc jej radosne oczy nie mógł zareagować inaczej, jak tylko się uśmiechnąć.
- Ja też się cieszę, że Cię widzę - odparł i nie odmówił sobie przyjemności szybkiego zlustrowania jej wzrokiem. Szybko jednak uderzył w poważniejsze tony, odpowiadając na to, o co zapytała - Nie mam pojęcia. Prawdę mówiąc, dopiero przybyłem na miejsce z Kenjim, moim kuzynem. Myślałem, że bardziej się spóźnimy, ale chyba jesteśmy w samą porę - wyjaśnił, po czym zorientował się, że przecież Yumiko nie wie dlaczego miałby się spóźnić.
- W ogóle to byłem za linią frontu w Świątyni Amaterasu, wiesz? Po awansie na Kōgō - (o tym dziewczyna musiała już słyszeć) - dostaliśmy z Kenjim takie zadanie od dziadka. Opowiem Ci kiedyś dokładniej - zapowiedział. Ten gwar nie był dobrym miejscem na takie opowieści, więc ograniczył się do krótkiego podsumowania, żeby Yumiko była na bieżąco z tym "co u niego" - A Ty? Wiesz przynajmniej do której armii Cię przydzielili? Bo ja to w sumie nawet tego nie wiem - powiedział, choć z tonu jego głosu nie wynikało, że narzekał. Po prostu stwierdził fakt - dopiero co przybył na miejsce. Natomiast jeśli dziewczyna uważniej wsłuchała się w jego głos (co zapewne zrobiła), mogła w nim wyczuć mieszankę napięcia i delikatnej nerwowości, którą jednak mężczyzna w większości przykrywał pewnością siebie. Co równie istotne, na pewno nie było w nim strachu.
Kiedy podeszła bliżej niego, popatrzył na nią uważnie. W głowie od razu pojawiło mu się Jezioro Shikotsu, ale starał się nie dać po sobie tego poznać.
- Ty również Yumiko - odpowiedział od razu. Nie mógł jej odpowiedzieć czegoś w stylu "trzymaj się z daleka od niebezpieczeństw", albo "nie wychylaj się". Była Uchihą. Była na wojnie. Te słowa brzmiałyby prawie jak zachęta do tchórzostwa, a więc zniewaga - nawet jeśli nie miałby takich intencji. Yumiko musiała spełnić swój obowiązek obrony klanu, tak samo jak Tsuyoshi. W głębi jednak Kōgō liczył na jej rozwagę.
Kiedy ponownie usłyszał swoje imię, zorientował się, że na moment stracił poczucie czasu i przestrzeni. Do rzeczywistości przywołał go shinobi, który właśnie odpowiedział na część pytań tej dwójki o przyszłość Tsuyoshiego. Kōgō po wymianie grzeczności wysłuchał go, po czym odpowiedział mocnym i zdecydowanym głosem:
- Tak jest. Stawię się tam za moment - zakomunikował krótko i skinął głową. Gdy tamten się oddalił, znowu spojrzał na Yumiko.
- A więc Arcykapłan Rintaro, co? Spodziewałem się raczej Azumy-san albo Cioci Emi, ale... może to i lepiej. Nikt mnie nie oskarży o kumoterstwo czy nepotyzm - powiedział trochę do niej, trochę do siebie. Polecenie, jakie usłyszał, było jednak bardzo precyzyjne. Miał się stawić u dowódcy niezwłocznie. Szybko uderzyła go świadomość, że muszą przerwać to miłe spotkanie. Tsuyoshi bez wahania zrobił ku niej krok, na dosłownie sekundę objął jej jedną ręką plecy i uścisnął ją w geście pożegnania.
- Do zobaczenia. Będę pisał - powiedział jeszcze tylko, ostatni raz się uśmiechnął, po czym odwrócił się i ruszył sprężystym krokiem ku miejscu, w którym powinien się znajdować namiot Rintaro.
Z każdą chwilą zagłębiania się w obóz do jego oczu i nozdrzy coraz mocniej dochodziła różnica między czystym, a nawet pachnącym domostwem w Hachimantai, a obozem. W innych okolicznościach pewnie rzuciłby sam do siebie jakiś ironiczny komentarz, ale teraz był za bardzo skupiony na tym, co miało go czekać. Wezwał go sam jeden z dowódców armii sił Uchiha i Ryuzaku, a to nie były już przelewki. Musiał mieć zarówno ciało, jak i umysł ostrze jak brzytwa oraz napięte jak cięciwa gotowa do strzału. Niezależnie od wszystkiego, pewne było to, że Arcykapłan Rintaro był najbardziej ekscentrycznym ze wszystkich dowódców. Już sam jego namiot i straże wyróżniały się w tym morzu brudnych i zwyczajnie wyglądających wojaków. Ba! Nawet obóz był tutaj rozbity znacznie porządniej i bardziej uporządkowanie! A dodatkowo panował w nim dziwny spokój. Z jednej strony była to miła odmiana od zgiełku i brudu w innych rejonach, z drugiej jednak... było w tym wszystkim coś... dziwnego?
Mimo to, Tsuyoshi nie był onieśmielony. Pewnym krokiem stawał przed strażnikami i legitymował się wszędzie tam, gdzie było to konieczne. Kiedy jednak wszedł w końcu do czerwono-czarnego namiotu Rintaro, poczuł że najbliższe chwile będą stanowiły dla niego próbę. Zapach krwi był trudny do zniesienia, ale Uchiha nie zawahał się nawet na moment. Opuścił za sobą poły namiotu i stanął przed wejściem wyprostowany. Zaraz potem skłonił głowę w wyrazie szacunku do swojego przełożonego, nie trwoniąc uwagi na dość... osobliwy wystrój wnętrza. W głowie jednak pojawiła mu się nutka wątpliwości co do tego, czy ten człowiek jest poczytalny.
- Do dyspozycji, Rintaro-sama - odpowiedział i podniósł wzrok. Zdziwił go młody wiek tego człowieka, ale ponownie: nie dał tego po sobie poznać. Zamiast tego, pozwolił mu mówić - zupełnie tak, jak nakazywały zasady hierarchii.
- Tak jest, brałem udział we wszystkich tych starciach - odpowiedział - I jak najbardziej cię znam, Raintaro-sama. Brałem udział w walkach o Kōtei dwa lata temu. Wiem, że stanąłeś po naszej stronie w tamtych tragicznych chwilach i wsparłeś nas swoim orężem - wzrok odruchowo poleciał mu na upiorną kosę przy ołtarzu - Klan Uchiha ani ja nie zapomina - powiedział i ukłonił się znowu, choć tym razem już mniej formalnie i nie aż tak nisko. Mówił szczerze i nie było w tym pruderii. O ile Tsuyoshi (mówiąc delikatnie) był sceptyczny wobec innych klanów i nacji, o tyle był honorowy i potrafił docenić tych, którzy pomogli Uchiha w potrzebie, narażając własne życie. Choć w przypadku Rintaro, to ostatnie sformułowanie mogło być nieco... nieprezycyjne.
- Z chęcią przeleję tyle krwi Dzikich, ile tylko będzie trzeba - odpowiedział, podchodząc do stołu z mapami.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość



