Lub "Południowe Sogen" jak uparcie nazywają je członkowie Uchiha i Gazo, którzy tutaj mieszkają. Niepodbita część Sogen, która została wcielona do Ryuzaku no Taki i jest obecnie siedzibą szczepów Uchiha, Gazo oraz Wyrzutków Cesarskich - przede wszystkim Yukich, którzy uciekli z Cesarstwa. Zarządzana przez pana feudalnego - Takeda Masatoshiego i jego klan.
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 874 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 16 mar 2026, o 21:05
Lato 396 roku
Profancja? Cóż, można było na to tak patrzeć. I pewnie w „zwyczajnych” okolicznościach nawet należałoby na to tak patrzeć. Ale to nie były zwyczajne okoliczności. Alternatywą dla pozostawienia w tym miejscu jakichkolwiek kosztowności była stuprocentowa pewność, że zabiorą ją Kaminari albo Dzicy. To też starał się Tsuyoshi wyjaśnić Kenjiemu, przyjmując trochę postawę obronną.
- Jeśli nie weźmiemy ich my, to trafią w łapska naszych wrogów. A tak jest szansa, że jeszcze tu wrócą, gdy na stałe odbijemy te ziemie. A jeśli nie, to umieścimy je w jakiejś innej świątyni, na przykład Świątyni Susanoo w Sarufutsu. Albo w naszej kapliczce w Hachimantai - przedstawił swój tok myślenia. Tak, czuł się dziwnie, ogołacając to miejsce, ale... to tyle. W takich chwilach emocje muszą ustąpić rozumowi. Gdyby było inaczej, to pewnie po zobaczeniu w jakim stanie jest Świątynia, chciałby zabić wszystkich Kaminari i Dzikich w promieniu wielu kilometrów. Ale przecież byłaby to misja samobójcza, więc nawet na serio o czymś takim nie pomyślał, choć niewątpliwie przyniosłoby mu to ulgę.
- Nie wiem - odpowiedział na słowa o mnichach i wzruszył ramionami. Nie chciał zaprzątać sobie tym więcej głowy, żeby nie tracić skupienia na tym, co go otaczało. Mnisi byli martwi i niestety już się to nie zmieni.
- W porządku, pewnie jest tak jak mówisz. Ale na wszelki wypadek przejrzyjmy jeszcze podziemia i świątynię, żebyśmy sobie później nie pluli w brody. Co do ognia... nie wiem czy to dobry pomysł. Znowu go zgaszą, to pewne, więc dojdzie do kolejnego aktu profanacji. Nie wiem czy to mądre, jeszcze rozgniewamy boginię i dopiero będzie. Zamiast tego znajdźmy naczynie, w którym płonął ogień i zabierzmy je do Hachimatai. Tam będziemy mogli go rozpalić bez obaw, że zgaśnie. I kiedyś go tu przywieziemy, żeby znowu płonął na swoim miejscu - odparł. Jego własny pomysł podobał mu się znacznie, znacznie bardziej.
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 771 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 17 mar 2026, o 17:46
~ 15/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Wyprawa Rangi A ~
~ Świątynia Ognia ~
~ rok 396 ~
- Nie no, wiem. Tak tylko gadam, żeby rozluźnić atmosferę. Bo strasznie mnie denerwuje to, że jednak wydobywamy te rubiny, a cała świątynia… - Kenji przerwał. Jego tanto lekko się omsknęło na kamieniu i zahaczyło o jego dłoń. Syknął i strzepnął dłoń, po czym dalej wziął się do pracy. - To nasze dziedzictwo, nie? Tutaj przybywali nasi ojcowie, tu przybył dziadek. A teraz zostały zgliszcza, kilku martwych mnichów, pieczeń z Kaminari… no wiesz. Dajmy na to wuja Sosuke za chwilę zostanie Kogo, bo zostanie. Albo Hiroto czy Haruka. Daichi nie, bo Daichi to debil, podobno naraził się tej lasce, Nanie, Yumi mówiła, że ją próbował zmacać. I co? Nie przyjdą tutaj? Już my nie jesteśmy pobłogosławieni przez kapłana, tylko bierzemy fanty. Po prostu… Przykro. Tradycja poszła się jebać. Zrobią jakąś nową, ale…
Chwila szczerości ze strony Kenjiego była dość dziwna, ale Tsuyoshi przez całą tą podróż czuł się dziwnie. Jego relacja z Kenjim była w tej chwili pod dużym znakiem zapytania, a młodzieniec wydawał się… inny niż wcześniej. Gdzie się podział ten zazdrosny, złośliwy i nieprzyjemny Kenji, który rzucał sarkastycznymi komentarzami? Z drugiej strony, kiedy Tsuyoshi ustawiał go do strzeżenia kapliczki - robił to.
Po jakimś czasie skończyli z wydłubywaniem rubinów ze ściany, zapakowali się i wyruszyli na dalsze przeszukiwanie świątyni. Kenji ostatecznie się zgodził na dalsze przeszukanie świątyni, aby nie ominąć niczego. Młodzieńcy jeszcze przez jakiś czas, z pochodnią, krążyli po podziemiach. Zaglądali w ciemne korytarze, do niewielkich pomieszczeń. Wszystko było opustoszałe i splądrowane. Wszystko, co nie było przytwierdzone do podłogi, a także część, która do podłogi przytwierdzona była, została rozkradziona. W jednym z pomieszczeń zostały złożone też zwłoki ludzi, którzy zajmowali się świątynią - nie byli to tylko mnisi z pomieszczenia ze zwojem.
Spędzili tam jeszcze godzinę, ale niczego nie znaleźli. Zwoje z biblioteki świątynnej były wszystkie wzięte, wszystkie wartościowe przedmioty też. Profanacja świątyni była całkowita. Nie było żadnego poszanowania dla czczonej tutaj Amaterasu.
Niestety, kiedy znaleźli się w głównej sali świątyni, kiedy już wyszli, usłyszeli, że coś się dzieje na zewnątrz. Przez chwilę nasłuchiwali, ale powoli stało się jasne, że byli to ludzie. Całkiem wielu ludzi. Szmery rozmów, dźwięki kroków, parskanie koni. Mieli gości.
Ukryty tekst
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 874 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 17 mar 2026, o 18:57
Lato 396 roku
- Rozumiem, Kenji - odpowiedział, gdy kuzyn podzielił się z nim szczerze tym, co myślał i co właśnie czuł - Ja też czuję się z tym źle. Ale jeszcze gorzej będę się czuł, jak wrócę do Hachimantai, będę się kładł do łóżka i pomyślę sobie, że daleko ode mnie jest nasza świątynia, w której nasi wrogowie nadal mają używanie. A tak będę wiedział, że zabrałem cokolwiek, na czym możemy budować... no właśnie, nową tradycję. W bezpośredniej i namacalnej ciągłości ze starą - odpowiedział, spojrzał na rubiny i pokręcił głową. Tak właśnie było, odkąd tu przyszli czuł ciągły ból wynikający z tego, w jakim stanie było to miejsce. Ból przerwany tylko na krótki czas konfrontacji z wrogami.
Tsuyoshi patrzył na te sprawy bardzo podobnie do Kenjiego, ale najwyraźniej zrobił spore postępy jeśli chodzi o działanie w oparciu o chłodne kalkulacje, a nie emocje. Emocje były cały czas obecne, czekające na moment, kiedy będzie można je wyzwolić (jak przed chwilą, gdy trzeba było spopielić Kaminarich), ale na ten moment musiały ustąpić pola temu, co był najlepsze dla nich i dla klanu.
Kiedy wyszli z powrotem do głównej nawy, Uchiha rozglądnął się i skierował się do ołtarza z czarnego dębu, który zauważyli wcześniej. Podniósł z trudem kamienną czarę, w której płonął wcześniej Święty Ogień Amaterasu i zapieczętował ją w zwoju. Niestety, po dokładniejszych poszukiwaniach nie znaleźli nic więcej. Świątynia była w opłakanym stanie, Dzicy lub Kaminari działali w taki sposób, jakby wiedzieli, że nie zagrzeją miejsca w tych ruinach na stałe i że należy rozkraść wszystko, co tylko możliwe. Tsuyoshiego co jakiś czas nachodził fale wściekłości, ale jak już wspomniano, nie mógł sobie pozwolić na ich uwolnienie.
W pewnym momencie mogli usłyszeć, że przed wejściem zebrała się grupa ludzi. Tsuyoshiemu serce podeszło do gardła, ale tylko na moment. Natychmiast zgasił pochodnię i skinął na Kenjiego, żeby ten zrobił to samo i ukrył się z nim gdzieś z boku. Gdzie konkretnie? Jeśli istniało jakieś boczne wyjście ze świątyni (drzwi, wybite okno), to takie miejsce było idealne. Jeśli nie i byli odcięci, to... gdzieś po prostu z boku, za jakimś filarem, przegrodą, czy czymkolwiek. Jeśli będą w stanie uciec, to dobrze, a jeśli nie to i tak pewnie będzie czekała ich kolejna walka. Chciał jednak sprawdzić, kto taki zdecydował się przybyć do tego miejsca w nocy. Kolejna grupa rabusiów, którą trzeba będzie spalić na wiór? A może jakimś niedobrym zbiegiem okoliczności jacyś znajdujący się w pobliżu strażnicy zauważyli, że w świątyni dzieje się coś podejrzanego? W obu tych przypadkach wolałby uniknąć walki, bo nic im to już nie da, a może tylko ściągnąć na nich pościg.
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 771 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » wczoraj, o 18:43
~ 16/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Wyprawa Rangi A ~
~ Świątynia Ognia ~
~ rok 396 ~
Tsuyoshi dodatkowo wziął czarę, w której wcześniej płonął wieczny ogień Amaterasu. Zapieczętował ją w zwoju - była ciężka - a następnie schował zwój. Byli gotowi, żeby ruszać dalej. Jednak nie było to proste z powodu tego, co działo się na zewnątrz.
Tsuyoshi skinął na Kenjiego, a ten bez słowa zgasił własne światło. Obaj cofnęli się za osmalony filar, przy zejściu w dół, gdzie było najciemniej. Sharingan Tsuyoshiego nigdy nie zgasł, Kenji również trzymał swój włączony przez cały czas przebywania w świątyni. Kenji przywarł plecami do popękanej ściany, trzymając tanto nisko przy udzie. Oddychał cicho, równo, ale Tsuyoshi i tak słyszał, że kuzyn był spięty i gotowy.
Na zewnątrz odgłosy stawały się coraz wyraźniejsze.
Parskanie koni. Szczęk uzbrojenia. Twarde kroki wielu ludzi na kamiennych płytach dziedzińca. Przyciszone głosy, którym daleko było do swobody rabusiów czy hałasu jak zwykli bandyci. To nie była przypadkowa banda.
Po chwili usłyszeli też pierwszy rozkaz, wypowiedziany niskim, stanowczym tonem - stłumionym przez coś - jakby przez maskę:
- Rozstawić światła. Dwóch przy bramie. Reszta ze mną.
Ktoś odpowiedział krótkim, wojskowym:
- Hai.
Tsuyoshi nie poruszył się nawet o cal. Kenji obok niego drgnął ledwie zauważalnie i przesunął spojrzenie na wejście. Po chwili w drzwiach świątyni zamigotało światło.
Najpierw wąska smuga pochodni przecięła próg i zatańczyła po podłodze. Potem pojawił się cień człowieka. Pierwszy z przybyszów wszedł do środka ostrożnie, z bronią w dłoni i pochodnią uniesioną wysoko, tak by rozświetlić jak największy obszar. Za nim pojawił się drugi, a chwilę później trzeci. Światło rozlało się po wnętrzu głównej sali, wydobywając z ciemności osmalone kolumny, zburzony ołtarz, rozbite belki i ciała Dzikich zalegające pod ścianami niczym czarne, bezkształtne kłody.
Pierwszy z mężczyzn zatrzymał się gwałtownie.
- Co do... - urwał, patrząc na zwęglone zwłoki.
Drugi, niższy i szczuplejszy, przeszedł obok niego o kilka kroków. Był opancerzony lekko, ale porządnie, jak ktoś, kto miał pełnić zwiad, a nie stać w pierwszym szeregu. Kucnął przy jednym z trupów i zbliżył pochodnię do osmalonego torsu.
- Katon - stwierdził po chwili. - Nasi. Stare zwłoki. Nikt nie posprzątał tutaj. Cholerni Uchiha, ale też cholerni Kaminari, że nie potrafią z poszanowaniem zająć się zwłokami.
Trzeci z kolei nic nie mówił. Od razu przyklęknął przy śladach na kamieniu. Dotknął sadzy, roztarł ją między palcami.
- Jesteście pewni, że chcemy z nimi handlować? - mruknął.
Później wszedł jeszcze jeden człowiek, wyższy od poprzednich, z płaszczem narzuconym na ramiona mimo nocnego chłodu. Nie niósł pochodni - ktoś za nim robił to za niego - ale już po sposobie, w jaki pozostali zrobili mu miejsce, było jasne, że to on tu dowodził. Zatrzymał się w samym środku, przed posągiem Amaterasu i przez chwilę w milczeniu oglądał zniszczenia. Jego twarz była częściowo skryta w cieniu, lecz światło przesunęło się po jego zdeformowanej twarzy.
Nie twarzy.
Dziwnej masce.
Kujaku.
Kenji obok Tsuyoshiego bezgłośnie zacisnął palce na rękojeści tanto.
Dowódca Kujaku powiódł wzrokiem po wnętrzu świątyni. Nie wyglądał ani na przestraszonego, ani na szczególnie poruszonego widokiem ciał. Raczej... poirytowanego.
- Szukajcie zejścia - rzucił krótko. - Może Kaminari są w podziemiach świątyni, chociaż mieli tu na nas czekać.
Jeden z żołnierzy podszedł do ołtarza. Drugi zaczął obchodzić filary po lewej stronie. Trzeci ruszył ku miejscu, gdzie wcześniej paliła się pochodnia Tsuyoshiego i Kenjiego.
- Taichou - powiedział tamten natychmiast. - Mamy ślady.
Dowódca nie ruszył się od razu. Jego wzrok powoli przesunął się w stronę filara, za którym skryli się kuzyni. Nie zdradził niczego twarzą, ale wzrok następnie przesunął na posąg Amaterasu. Miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze stała kamienna misa.
- Ilu? - zapytał spokojnie.
- Co najmniej dwóch. Jeden niósł coś ciężkiego. Świeże.
Kenji zerknął przelotnie na Tsuyoshiego. Nawet w ciemności było widać, że pytanie ma już w oczach: atakujemy czy przeczekujemy? Nie było wyjścia innego niż to główne, chyba, że wywaliliby ścianę, lub wspięli do wysokiego okna, przez które wpadało srebrne światło ksieżyca.
Ukryty tekst
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 874 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » wczoraj, o 19:28
Lato 396 roku
No i niestety. Spełnił się gorszy scenariusz. Kenji i Tsuyoshi zostali zaskoczeni w świątyni przez oddział Dzikich. Może nie do końca zaskoczeni, bo jednak bez trudu zdążyli się ukryć, ale niestety ich droga ucieczki została odcięta. Wszystko wskazywało też na to, że będą mogli uniknąć walki, bo ich jedyna realna szansa na ucieczkę to główne wejście, które było obstawione przez żołnierzy wroga.
Na razie jednak czekali na rozwój sytuacji. Chwila po chwili dowiadywali się coraz więcej o swoim przeciwniku. Przede wszystkim, niestety ich dowódcą był ktoś, kto potrafił mieszać chakrę. Po drugie, oddział być dość liczny, choć nie powinni oni sprawić kłopotu dwóm Kōgō Uchiha. Poza tym widać że mieli się tutaj spotkać z Kaminari, co potwierdzało już w praktyce, że tamten przeklęty sojusz był faktem. Nie było teraz czasu, żeby ciskać na to gromy, ale w innych okolicznościach… No, w każdym razie przez jakiś czas Tsuyoshi i Kenji siedzieli za filarem w całkowitym milczeniu. W pewnym momencie jednak okoliczności zaczęły wskazywać na to, że ów kapitan zaczął podejrzewać, gdzie się skryli. Tsuyoshi nie czekał. Wykorzystał jeden moment, a mianowicie ten, gdy mężczyzna zaczął kierować wzrok na „ich” filar. To był moment, w którym można go było zaskoczyć, w którym nie będzie tak szybki, by odwrócić wzrok.
- Bierz pomagierów, ja dowódcę – wyszeptał i wyszedł zza filara, wpatrując się w tegoż właśnie dowódcę. Wiedział, że jeśli zrobi coś takiego niespodziewanie, to tamten odruchowo popatrzy, nie odwróci głowy. A to wystarczyło. Wystarczyło do tego, żeby użyć na nim Genjtusu. A przynajmniej taki był plan Tsuyoshiego.
Jeśli się udał, to mężczyzna pomógł Kenjiemu rozprawić się z resztą oddziału, ciskając kunaiami i senbonami.
Ukryty tekst
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 771 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » wczoraj, o 21:43
~ 17/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Wyprawa Rangi A ~
~ Świątynia Ognia ~
~ rok 396 ~
Wyłaniający się z zanadrza Tsuyoshi spowodował sporo zamieszania. Jeszcze może mogliby próbować uciec, ale nie wiedząc, co czekało ich na zewnątrz, woleli zmierzyć się już z przeciwnikiem, a przynajmniej częścią przeciwników w środku. Tsuyoshi widział jednak po Kenjim, że gdyby Tsuyoshi nie zareagował, on sam by to zrobił. Bo zanim jeszcze Tsuyoshi skończył mówić, Kenji już wdrapywał się dwoma susami na pomnik Amaterasu, składając pieczęcie.
Płomienie Kenjiego wypełniły wnętrze świątyni jak oddech rozwścieczonego smoka. Powietrze momentalnie zawrzało od żaru, a ogień odbijał się od kamiennych murów. Zamaskowany dowódca drgnął, próbując zerwać pieczęć genjutsu, ale błysk Sharingana Tsuyoshiego związał na stałe. Nie mógł się ruszyć.
Wtedy zaczęła się rzeź.
Z bocznych korytarzy wypadli kolejni żołnierze Dzikich - część w popłochu, inni próbując utrzymać szyk. Kenji, stojący na szczycie pomnika Amaterasu zebrał powietrze, przyłożył dłonie do ust i wypuścił kolejny strumień ognia, który spłynął w dół niczym lawina. Dwóch żołnierzy nie zdążyło nawet krzyknąć; kolejnych trzech odrzuciła fala gorąca prosto w rozżarzone odłamki kamieni.
Tsuyoshi tymczasem wykonał jeden krok w tył, dwa w bok i zniknął. A raczej tak mogło się wydawać tym, którzy nie dorównywali szybkości jego klanu. Pojawił się za plecami pierwszego przeciwnika, a klinga kunai przecięła powietrze tak cicho, że dopiero po chwili wrogowie dostrzegli, że stoją o jednego mniej.
Kolejny z Dzikich skoczył na niego z wrzaskiem, wymachując oburęcznym mieczem. Tsuyoshi odchylił się, czubek ostrza minął jego policzek o włos. W tym samym momencie Sharingan błysnął i przeciwnik znieruchomiał na ułamek sekundy. Wystarczająco długo. Kunai Tsuyoshiego przeciął go pozbawiając życia.
Dowódca, mimo ognia trawiącego jego ciało, próbował wyrwać się z genjutsu, ale Tsuyoshi nie puścił. Mężczyzna stał, wierząc, że przebiją i unieruchamiają go metalowe pręty. Kenji to wykorzystał. Zsunął się z posągu, lądując obok Tsuyoshiego z gracją kota. . Jednym ruchem otarł pot z czoła, drugą dłonią sięgnął do torby i zaczął ciskać senbony w wyłaniających się z dymu przeciwników. Każda igła trafiała w punkt - ścięgno, krtań, tętnica. Żaden z wrogów nie stawiał mu dłużej oporu niż kilka sekund.
Zostało już tylko pięciu… potem trzech… potem jeden.
Ostatni żołnierz rzucił się do ucieczki, ale Tsuyoshi wyprzedził go jednym błyskiem ruchu, tnąc go. Następnie tymczasem skierował uwagę na dowódcę, klęczącego pośród dogasających płomieni. Genjutsu trzymało go jak stalowe kajdany. Jednym doskokiem, a potem prostym ruchem ostrza poderżnął mu gardło. Mężczyzna nawet nie drgnął, jego świadomość była zbyt pogrążona w koszmarze, by zarejestrować śmierć.
W świątyni zapanowała cisza, przerywana tylko trzaskaniem dogasających belek. Dym unosił się ku sklepieniu, a dwóch Uchiha stało pośrodku ruin, otoczonych ciałami tych, którzy odważyli się z nimi walczyć.
Ukryty tekst
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 874 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » wczoraj, o 23:30
Lato 396 roku Jeszcze kilka chwil temu Tsuyoshi kierował się głównie zdrowym rozsądkiem. Świątynia, artefakty, zabranie tego, co tylko możliwe, żeby nie dopuścić do dalszych profanacji, a w Sarufutsu czy Hachimantai otrzymać choćby namiastkę dawnego kultu i czci potężnej bogini. Robiąc jednak krok zza kolumny w kierunku wroga wiedział, że nadszedł moment, by wyładować całą swoją furię na tych, którzy przyszli tu niszczyć ich dziedzictwo i bezczelnie plądrować to miejsce kultu. Poczuł falę gniewu, poczuł furię pokoleń Uchiha, które przybywały tutaj na święte pielgrzymki. Uderzyła go fala gorąca, i to jeszcze zanim Kenji zaatakował swoim katonem. Niech te marne robaki zaznają jego gniewu! Niech zaznają gniewu jego rodu! Niech zaznają gniewu całego klanu i wszystkich jego przodków. Niech zaznają gniewu samej bogini słońca, Amaterasu!
Ukazując się kapitanowi Kujaku, ukazał się nie tylko jako zajadły wróg jego klanu, ale również jako śmierć we własnej osobie. Jego czerwone tęczówki złapały wroga w potężne genjutsu, a to oznaczało, że nie ma już dla niego ratunku. Jakby naigrawając się z jego bezradności, Tsuyoshi zupełnie bezczelnie... zignorował jego obecność, upewniwszy się oczywiście, że tamten się nie wyswobodzi, nawet ślamazarnie złożoną pieczęcią do kai.
Teraz przyszedł czas na odebranie życia tym, którzy byli jego podwładnymi, którzy profanowali to miejsce samą swoją obecnością, którzy mieli czelność pomyśleć, że są bezpieczni. Uchiha był już w takiej furii, że zabijanie sprawiało mu przyjemność, co nie zdarzało się często, a być może nawet do tej pory nigdy. Kiedy mknął z pełną prędkością w kierunku zaskoczonych żołnierzy Kujaku, dokładnie przypatrywał się twarzy każdego z nich, która była widoczna. W tym ułamku sekundy pomyślał o tym, że wszystko, co do tej pory zrobili, doprowadziło ich do tego miejsca. Pomyślał o tym, że mieli rodziny, być może ktoś na nich czekał w domu, ktoś kogo kochali. Być może najęli się na służbę, bo nie mieli co włożyć do garnka? A może naprawdę z ich domu wygnały ich demony i liczyli na lepszą przyszłość tutaj, w Sogen? Może wielu z nich było dobrymi ludźmi, którzy zostali wtłoczeni w te wydarzenia niekoniecznie z własnej woli?
U większości ludzi takie myśli wywołałyby wątpliwości, a może nawet współczucie czy niechęć do walki. W przypadku Tsuyoshiego było teraz jednak odwrotnie. Myśli te dodawały mu siły, napawał się nimi. Wściekłość, jaka wzbierała w nim odkąd weszli do sprofanowanego przybytku Amaterasu znajdowała teraz ujście i wściekłość ta nie przyjmowała żadnych wymówek ani okoliczności łagodzących. Nie było ważne, czy żołnierze zawinili, czy nie. Sprofanowali Święty Przybytek, zagrabili ziemie Sogen, mordowali jego klanowiczów! Niech cierpią, niech cierpią ich rodziny, niech cierpią ci, którzy ich kochali!
Z dziką wściekłością, Tsuyoshi pozbawiał życia kolejnych przeciwników, jednego po drugim. Posługiwał się kunaiem, którym ciął bez litości we wrażliwe punkty. Gdyby nawet miał teraz przy sobie inny oręż jak katana czy włócznia, nie skorzystałby. Chciał być jak najbliżej tych, których zabijał, chciał widzieć ich twarze i czuć jak najmocniej, że to jego ciosy są przyczyną ich śmierci. Nie pozwolił nawet jednemu (ostatniemu) żołnierzowi zachować życia i uciec z tego miejsca, by powiedzieć o tym, co się stało. Nie, nie tym razem. Profanacja Świątyni Amaterasu jest niewybaczalna.
Kenji nie odstawał przy tym od niego, choć chyba był on bardziej zrównoważony - tym razem. Jego katon i senbony były jednak zabójczo skuteczne, a hałastra wrogów nie miała z nimi najmniejszych szans.
Kiedy już wszyscy poza dowódcą byli martwi, Tsuyoshi omiótł jeszcze wściekle wzrokiem całą główną nawę. Gdy zobaczył, że poza dowódcą nikt już nie został przy życiu, wypuścił głośno powietrze nosem i zaczął szybciej oddychać. Popatrzył na dłoń z kunaiem, która zaczęła mu lekko drżeć. Zawahał się na moment, ale jednak zdecydował, że szybkie zabicie kapitana jest jedynym wyjściem w tej sytuacji. Normalnie pewnie by go przesłuchiwał, ale teraz... nie mieli tego komfortu. Zabił więc i komendanta, po czym wytarł kunai w jego szatę i schował do torby.
- Musimy iść, i to jak najszybciej. Nasza walka na pewno była słyszalna, więc to kwestia czasu, jak pojawią się następni - rzucił do Kenjiego, upewniając się że z kuzynem wszystko w porządku. Na szczęście jednak żaden z nich nie ucierpiał w tej walce. Świadczyło to o ich niebagatelnej sile i potwierdzało w praktyce, że awans nie był przypadkowy, lecz w zupełności zasłużony.
Kiedy wychodzili, ostatni raz spojrzał jeszcze za siebie przez ramię, na Świątynię. Ciała wrogów leżały tutaj jak ofiary z ludzi złożone Amaterasu w przebłaganiu i zadośćuczynieniu za profanację. Samej świątyni te ciała i krew na posadzce niewiele pomogły. Nadal była w opłakanym stanie i na razie tak pozostanie. Tsuyoshi nie rozpamiętywał jednak, nie było na to czasu. Szybkim krokiem, obładowany artefaktami i zwojami, ruszył w drogę powrotną. Tej nocy nie będzie dla nich odpoczynku. Musieli jak najbardziej oddalić się z tego miejsca przed nastaniem świtu.
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 771 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » dzisiaj, o 09:57
~ 18/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Wyprawa Rangi A ~
~ Świątynia Ognia ~
~ rok 396 ~
Kiedy wyszli ze świątyni, księżyc był wysoko na niebie, oświetlając dziedziniec i samą świątynię. Jeżeli nie patrzyło się na zniszczenia na dziecińcu, sama świątynia wyglądała majestatycznie skąpana w srebrnym świetle. Obu mężczyzną było szkoda, że tak się z nią skończyło - że została zniszczona. Szczęśliwie, mieli zwoje, mieli artefakty. Mieli dziedzictwo, które mieli przetransportować z powrotem do domu.
Ogień w świątyni dogasał, a hałas na pewno ściągną na te tereny więcej wrogów. Musieli stąd odejść. Zauważyli jednak coś ciekawego na dziedzińcu. Konie. Jeden rzut oka i wiedzieli, że to Sogeńskie konie. Konie z Wietrznych Równin. Ukradzione przez Dzikich.
Były cztery, pewnie dla oficerów tego oddziału, który miał… ilu ludzi? Ciężko było policzyć. Ofiara złożona bogini Amaterasu była tej nocy bardzo krwawa. Do pełni szczęścia brakowało jedynie tego, żeby była złożona w samo południe. Niestety, nie można było mieć wszystkiego, o czym wspomniał Kenji, kiedy już oddalili się od tego miejsca.
Kenji zaproponował konie.
- Powinniśmy je uwolnić. Dzicy nie zasługują na nasze konie.
Podszedł, przywitał się i wskoczył na jednego. Wiedział, że inne pobiegną za nim, bo konie tak miały. Biegały razem. Tsuyoshi też to wiedział. Wskoczył na swojego konia i wyruszyli w drogę powrotną.
Najpierw musieli zjechać w dół po schodach i ścieżce między drzewami. Tutaj musieli być ostrożni. W czasie jazdy jednak, za sobą słyszeli coś. Jakiś hałas. Ludzie - pewnie Dzicy - dotarli do świątyni bardzo szybko - szybciej niż obaj się spodziewali. Jednak zagrożenie nie nadeszło od strony, gdzie jechali.
Dopiero na dole, nieco w oddaleniu, mogli się zatrzymać i spojrzeć na świątynię Amaterasu, której wieża wciąż majaczyła nad drzewami na górze, na której byli. Może chcieli zobaczyć, czy było tam jakieś niebezpieczeństwo, może chcieli wiedzieć, czy pójdzie za nimi pogoń. Ale nie. Wszystko było w porządku. Prawie idealnie. Z jakiegoś powodu jednak, nad wierzą świątyni krążyły ptaki - i to duże ptaki, takie, które było widać w świetle księżyca.
Kenji wzruszył ramionami i machnął na Tsuyoshiego.
- Wracamy do domu.
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 874 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » dzisiaj, o 12:15
Lato 396 roku
Po wyjściu ze świątyni, Tsuyoshiemu zrobiło się nieco niekomfortowo. Do tej pory nigdy nie walczył z tak dużą nienawiścią, jak tym razem. Owszem, gardził życiami Dzikich i ich wojaków, ale nigdy nie czerpał przyjemności z samego zabijania. Potrafiło mu ono przynieść ulgę, ale nigdy nie chciał zabijać dla samego zabijania, ani nie było to dla niego źródłem satysfakcji. Tym razem było inaczej. Nie wiedział do końca co o tym myśleć, zresztą nie było na to czasu, więc po prostu odsunął na razie te myśli na bok.
Na dziedzińcu stały konie, i to nie byle jakie. Konie z Sogen.
- Tak, weźmy je - odparł Tsuyoshi i zabrał się do roboty. On również najpierw pozwolił się zapoznać z własną obecnością, a potem wskoczył na kolejnego. Kiedy już się ustabilizowali na siodłach, ruszyli z tego miejsca, oddalając się tak szybko, jak tylko się da. Narobili hałasu, więc każda chwila miała znaczenie.
Bardzo niepokojące było to, że nie tak długo po odjechaniu usłyszeli hałas w okolicy Świątyni. Oznaczało to, że pościg może wyruszyć wcześniej, niż się tego spodziewali. Na razie jednak galopowali, a na odwrócenie wzroku w kierunku świątyni mogli sobie pozwolić dopiero, gdy oddalili się na „w miarę” bezpieczna odległość. Co jednak zaskoczyło Uchihę, nad wieżą świątyni krążyły... ptaki? Ale czy na pewno? Były większe od ptaków, które widywał nie raz Tsuyoshi. Przypatrzyłby im się dokładniej, ale nie mieli na to czasu. Jak już wspomniano, każda chwila miała znaczenie. Trzeba było uciekać.
- Ciekawe co to za cholerstwo. Strasznie duże, większe od orłów - powiedział tylko i odwrócił wzrok, patrząc znowu przed siebie - Tak, wracajmy do naszych. Zrobiliśmy kawał dobrej roboty, Kenji - dodał i spiął lejce, uciekając przed nieznanym zagrożeniem...
Jechali co koń wyskoczy, nie zważając na noc i ciemność. Drogę oświetlali sobie pochodniami (byli bardziej widoczni, ale bez tego, w całkowitych ciemnościach, z pewnością skończyliby na ziemi, a konie z połamanymi nogami). Jeśli im się poszczęściło, to jeszcze tej samej nocy, pod osłoną ciemności, przebyli granicę z Wolnym Sogen. Jeśli nie, nadłożyli trochę drogi, ale pokonując tę trasę drugi raz, byli już nieco lepiej zorientowani w tym, którędy pojechać, żeby szybko i bez wykrycia przez Dzikich znaleźć się na bezpiecznych terenach.
I jeśli im się to udało, to dalej... było już znacznie łatwiej. Podróż na dobrych koniach przez obszar kontrolowany przez Uchiha był jak bułka z masłem. Kierowali się prosto na Hachimantai, nie oszczędzając koni. Nie robili też ani jednego postoju, który nie był absolutnie konieczny, co wiązało się z wyczerpującym pozostawaniem w siodle długimi, długimi godzinami. Pościg co prawda już im nie groził, ale nie był to dobry moment na obijanie się. Trwała wojna, a lada chwila miały się zacząć działania z wojskami samego Ryuzaku w roli głównej. Dlatego też obu Kōgō rozumiało się bez słów i niemalże ścigało się w drodze do rodzinnego Hachimantai, na wschód.
- Spóźnimy się pewnie na początek działań wojennych - zagadał w pewnym momencie Tsuyoshi do Kenjiego - mam nadzieję, że nie aż tak bardzo. Ciekawe, czy przydzielą nam jakieś oddziały, czy wyślą na jakieś indywidualne misje. Albo w małym gronie, doborowych shinobi. Eliminacja wrogich oficerów, sabotaż za linią frontu... w sumie mamy doświadczenie - powiedział, choć tak naprawdę wolałby jednak dowodzić ludźmi, najlepiej jak największą liczbą. Tak jak powiedział do Yumiko, było to dla niego absolutnie niesamowite przeżycie, mimo odpowiedzialności. Czy będzie miał okazję to powtórzyć?
- No i... niezłe to było, tam w świątyni. Jesteś dobry w seido. Tamci padali jak muchy, dosłownie - pokiwał głową z uznaniem. Kenji zaprezentował swoje umiejętności, które zrobiły wrażenie na Tsuyoshim. Poza tym chciał mu pokazać, że nadal jest mu życzliwy.
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 771 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » dzisiaj, o 15:33
~ 19/19 ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Wyprawa Rangi A ~
~ Świątynia Ognia ~
~ rok 396 ~
- Noo… - odpowiedział powoli Kenji, patrząc razem z Tsuyoshim na krążące wokół świątyni ptaszyska. - Wielkie skurwysyny. Przywołańce? Nie wiem, przerażają mnie. Wracamy - potwierdził i spiął konia jadąc za Tsuyoshim.
Bogowie najwyraźniej sprzyjali kuzynom tej nocy. Ryzyko jazdy z pochodniami opłaciło się, bo choć migoczące światło mogło zdradzić ich pozycję z wielu kilometrów, to właśnie ono uchroniło wierzchowce przed złamaniem nóg w zdradliwych, pełnych wyrw bezdrożach. Dzicy musieli patrzeć w inną stronę, albo zwyczajnie uznali, że nikt przy zdrowych zmysłach nie pędzi z takim impetem przez mrok. Przekroczyli granicę Wolnego Sogen tuż przed świtem, zostawiając za sobą napięcie, które przez ostatnie godziny ściskało im gardła.
Wiatr zagłuszał część słów, ale Kenji doskonale usłyszał kuzyna. Zrównał na moment swojego dyszącego konia z wierzchowcem Tsuyoshiego. Jego twarz była umazana kurzem i potem, ale w oczach błyszczała mieszanka zmęczenia i dumy.
- Shirei-kan wiedział, że pojawimy się trochę później. Założę się, że ten zwój ma coś, co może nam pomóc. Albo ta maska jest magiczna - odpowiedział Kenji, przekrzykując miarowy stukot kopyt. - A może za rubiny wynajmiemy najemników? - dodał, tym razem półżartem. - Na pewno dadzą nam i to i to. W sensie i dowodzenie i indywidualne misje, Tsuyoshi. No ale my sobie poradzimy. Mam nadzieję, że nasze rodzeństwo i kuzynostwo, które poszło dostanie cichą robotę na tyłach. Niby mniejsza chwała, ale przynajmniej wrócą cali. Haruka siedzi w oddziale deszyfrującym. Daichi, Masato i Hina chyba w polu. Cieszę się, że chociaż Harumi i Hiroto mają swoje zadanie w Sarufutsu. Przynajmniej o nich nie trzeba się martwić.
Słysząc pochwałę dotyczącą walki w świątyni, Kenji uśmiechnął się kącikiem ust i pokiwał głową.
- Dzięki - odpowiedział z nutą szczerego uznania. - Technika siadła idealnie, to fakt. Ale bez ciebie, nie miałbym czasu na to. Co rodzina to rodzina.
Tereny Uchiha rzeczywiście okazały się bułką z masłem, choć była to bułka czerstwa i trudna do przełknięcia z powodu narastającego wyczerpania. Uda paliły ich od siodła, a brak snu sprawiał, że rzeczywistość momentami zlewała się w jedną, pędzącą smugę lasów i dróg. Nie zatrzymywali się. Zmieniali tylko tempo, dając koniom chwilę wytchnienia, by zaraz znów zerwać je do galopu. Jedną noc musieli przenocować w terenie. Następnego dnia jednak jechali dalej.
W końcu, gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, rzucając długie, krwawe cienie na okoliczne wzgórza, ich oczom ukazało się Hachimantai.
Gdy tylko wjechali na główny dziedziniec, wyczerpane konie niemal zatrzymały się w miejscu, ciężko chwytając powietrze. Kaito i Hana niemal natychmiast przybiegli, żeby zająć się końmi, a mała Katsumi otworzyła szeroko buzię, kiedy Tsuyoshi i Kenji przybyli.
- Cuniii! Keniii! - zawołała radośnie, próbowała podbiec w swój dziecięcy sposób, ale zatrzymała się, żeby spojrzeć na konie. - Koniki zmęczone. Dlaczego męczyć koniki?
W drzwiach domu pojawił się dziadek. Minę miał poważną, głowę wysoko uniesioną. Tsuyoshi i Kenji doskonale wiedzieli, co mieli zrobić w tym momencie. Szybko zsiedli z koni, wyciągnęli zwoje - jeden duży, dwa mniejsze i przyklękając w głębokim ukłonie złożyli je przed dziadkiem. Ten poważnie skinął głową.
- Wasza pielgrzymka została zakończona sukcesem. W moim gabinecie opowiecie mi, co się stało i jak poradziliście sobie z przeciwnościami losu. Udało wam się jednak przynieść zwój z jedną z najświętszych technik dla naszego klanu. Wcześniej, każde z nas uczyło się jej na miejscu. Teraz złożymy ją, zgodnie z rozkazami Shirei-kana, w naszej kapliczce. Ponownie, waszym zadaniem będzie strzeżenie tej kapliczki oraz będziecie strażnikami tej techniki, ucząc jej tych, którzy są tego godni. Obaj się jej nauczycie. A potem wyruszycie na front, do waszych klanowych obowiązków. Zameldujcie Masahiro-dono, że zwój jest bezpieczny.
Jeszcze jeden post gracza i Wyprawa Zakończona Sukcesem
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 874 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » dzisiaj, o 18:28
Lato 396 roku
Dotarli do Hachimantai. Przeszli do świątyni, za linię frontu, a potem z powrotem tutaj. Była to trudna droga, której punktem kulminacyjnym było starcie w przybytku Amaterasu. Tsuyoshi nadal odczuwał pewien smutek związany z losem tego miejsca, ale rzeź, jakiej dokonali na Kaminarich i Kujaku łagodziła ten ból. W jego głowie pojawiła się też pewna… obawa. Czy to, co zrobił w świątyni nie poszło za daleko? A w zasadzie nie co, ale… jak to zrobił?
Cóż, będzie miał jeszcze okazję to przemyśliwać. Teraz jednak najważniejsze było to, że byli w domu. Cali i zdrowi, choć wyczerpani, brudni i obładowani artefaktami i zwojami. Kiedy jednak zobaczył Kaito i Hanę, a już w ogóle Katsumi, poczuł ogromną radość. W Hachimantai wszystko było inne, mimo tego że nie leżało ono tak daleko od frontu. Było swojsko i po prostu bezpiecznie. Ogromny kontrast w stosunku do tego, co przeżywali przez ostatnie tygodnie.
Od razu zsiadł z wierzchowca i przytulił Tsumi, mimo stanu, w którym się znajdował. Nie mógł się powstrzymać.
- Tsumi, cieszę się, że cię widzę! - powiedział i zaczął z nią rozmawiać, wypytując co u niej i co się działo podczas ich nieobecności, a także gdzie jest wujek Sosuke, ciocia Emi, Harumi, tato i mama.
Szybko jednak musiał przerwać tę przemiłą rozmowę i spoważnieć, bo kątem oka dostrzegł ruch w drzwiach. Tak jak się spodziewał, dziadek wyszedł im na spotkanie nie tracąc ani chwili. Poprosił małą siostrę żeby się odsunęła i zaprezentował artefakty i zwoje przed dziadkiem, przyklękając na jedno kolano i skłaniając się. Od razu też wyjaśnił, że zabrali rubiny oraz naczynie, w którym płonął święty ogień Amaterasu.
Później, gdy dziadek zarządził, co i w jakiej kolejności mają zrobić kuzyni, zrobił dokładnie to, co powiedział Kazuya. W pierwszej kolejności umył się i przebrał, a także na krótką chwilę zameldował się u Sanae (i Haridy, jeśli był obecny, ale było to bardzo nieprawdopodobne). Zaraz potem odszukał Kenjiego i razem z nim odwiedził Kazuyę w jego gabinecie, oczywiście jak zawsze czyniąc wszelkie honory, jeszcze raz dziękując za zaufanie oraz za zbroje. Kiedy został dopuszczony do głosu, opowiedział:
- Droga do granicy z terenami okupowanymi przez Kaminari była spokojna. Później pod osłoną lasu przedostaliśmy się za granicę frontu, a wczesną nocą dotarliśmy na bliską odległość do świątyni. Zastanawialiśmy się, czy wyruszyć od razu, czy dopiero o świcie, ale Kenji słusznie zauważył, że nocą nie będzie nas tak łatwo wypatrzyć przez straże - po tych słowach zrobił krótką przerwę przed przejściem do najważniejszych wydarzeń - Sama Świątynia Amaterasu... była w opłakanym stanie. Całkowicie zbezczeszczona i sprofanowana przez Dzikich i Kaminarich. Straszny widok. W podziemiach natknęliśmy się na grupę, która chciała dostać się do sekretnej komnaty. Po szybkim wyeliminowaniu tych hien, sami dostaliśmy się do skarbca, gdzie znaleźliśmy zwój, maskę, katanę i szkatułkę, które zabraliśmy ze sobą. Rozejrzeliśmy się jeszcze po pozostałej części świątyni, ale nic nie znaleźliśmy. Zdecydowałem jeszcze, że dobrze będzie wziąć rubiny imitujące sharingany w posągach, bo z pewnością Dzicy albo Kaminari sami by je wzięli. Oprócz tego zapieczętowałem jeszcze naczynie, w którym płonął wcześniej święty ogień Amaterasu. Pomyślałem, że można byłoby jej użyć albo w naszej kapliczce, albo gdzieś indziej, ale... byłby to wspaniały symbol ciągłości - ponownie zrobił przerwę, obserwując reakcję dziadka - podczas wychodzenia ze świątyni natknęliśmy się jeszcze na oddział Kujaku, który wybiliśmy do nogi. Oby Amaterasu przyjęła tę ofiarę. Dalej... zabraliśmy konie i zdołaliśmy się wymknąć niezauważeni - zakończył opowieść. O dziwnych ptakach nie wspominał, bo miał za mało konkretów, żeby się tym dzielić z dziadkiem.
Kiedy rozmowa była zakończona, po głębokim skłonieniu się, wyszedł z gabinetu.
- Kenji... dziękuję. I powodzenia na froncie - powiedział jeszcze, uśmiechnął się i uścisnął dłoń kuzyna. Odwrócił się w przeciwnym kierunku i skierował korytarzem do swojego pokoju. W jego oczach płonęły już ognie wojny.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości