Lub "Południowe Sogen" jak uparcie nazywają je członkowie Uchiha i Gazo, którzy tutaj mieszkają. Niepodbita część Sogen, która została wcielona do Ryuzaku no Taki i jest obecnie siedzibą szczepów Uchiha, Gazo oraz Wyrzutków Cesarskich - przede wszystkim Yukich, którzy uciekli z Cesarstwa. Zarządzana przez pana feudalnego - Takeda Masatoshiego i jego klan.
Uchiha Hiromi
Posty: 743 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » 10 mar 2026, o 11:45
~ 7/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Wyprawa Rangi A ~
~ Świątynia Ognia ~
~ rok 396 ~
Robiło się coraz ciemniej, gdy Tsuyoshi i Kenji bezszelestnie zbliżali się do pogrążonej w mroku Świątyni Ognia. Księżyc, choć wzszedł już wysoko, skrywał się częściowo za pierzastymi chmurami, rzucając na światło blade, srebrzyste smugi. W oddali majaczyły ciemne zarysy lasu. Im bliżej podchodzili, tym wyraźniej widzieli szczegóły zbezczeszczonej świątyni: potężną bramę Tori, posągi dawnych strażników o odrąbanych głowach i ściany poznaczone sadzą.
Zatrzymali się na skraju rozległego, zarośniętego dziedzińca. Otoczyła ich niemal grobowa cisza, nawet nocne cykady umilkły. W powietrzu unosiła się ostra woń spalenizny, zmieszana z mdlącym aromatem starej krwi i woni nadpalonego oleju. Słyszeli własne, przyspieszone bicie serca oraz stłumiony szum wiatru, przenikającego przez nadkruszone mury, lecz ani śladu głosów czy kroków. Wątłe smugi księżycowego światła lśniły na popękanych dachówkach głównej wieży, ale okna ziały czernią. Nigdzie nie widać było blasku pochodni ani ognisk.
Weszli cicho na dziedziniec świątyni. Kiedyś było to miejsce kultu bogini Amaterasu, teraz nie było gdzie składać modłów czy oczyścić się z grzechów. Obaj wiedzieli, że aby dostąpić zaszczytu wejścia i skorzystania ze świątyni, powinni obmyć swoje dłonie i usta, ale teraz było to niemożliwe. Ołtarz z dzwonkiem, miejsce na składanie darów - wszystko było opustoszałe i obrabowane. W środku panował półmrok, a powietrze było tu ciężkie i nieruchome. W mroku majaczyły niewyraźne kształty: przewrócone kolumny, porozrzucane, nadpalone belki stropowe i… czyjeś ciała.
Kenji dotknął ramienia Tsuyoshiego i skinął głową w stronę leżącej nieopodal ciemnej masy. Oboje zbliżyli się bezgłośnie. Ludzkie zwłoki - ciało potężnie zbudowanego mężczyzny z tatuażami, przysypane gruzem ze zburzonej ściany. Nawet w słabym świetle było widać, że jego pierś zapadła się nienaturalnie i sterczał z niej złamany drzewiec włóczni. Twarz Dzikiego zastygła w groteskowym wyrazie bólu. Nie było wątpliwości – intruzi zapuścili się aż tutaj i ponieśli straty. Tylko… z czyich rąk?
- Sprzed kilku dni… - ocenił w myślach z ponurą miną Kenji.
Ostrożnie ruszyli dalej. Przemknęli wzdłuż ocalałego fragmentu muru, kierując się ku głównemu pawilonowi. Jego masywne drzwi stały otworem; jedno skrzydło było pęknięte, jakby wepchnięto je brutalnie do środka. Z wnętrza biła głęboka ciemność, nie rozświetlona nawet najmniejszym płomieniem. Wyraźnie wyglądało, że wieczny ogień, pielęgnowany tutaj od stuleci, został zgaszony.
Kenji wyciągnął przed siebie tanto, nim obaj przenieśli się bezszelestnie pod osłonę ciemności we wnętrze świątynnej hali. W środku panował zaduch - śmierdziało stęchlizną, kurzem i dymem. Zatrzymali się tuż za progiem, pozwalając oczom przywyknąć do mroku. Martwa cisza wypełniała ogromną przestrzeń głównej komnaty. W półmroku z trudem można było rozróżnić poszczególne kształty - kolumny okalające wnętrze, zarys ołtarza pośrodku oraz monumentalną statuę bóstwa ognia za nim. Nawet teraz, osmolony sadzą i częściowo obalony, posąg Amaterasu górował nad nimi niczym milcząca strażniczka. Jej kamienne oblicze pękło na pół, a oderwana połowa twarzy leżała u stóp figury, spoglądając pustym okiem w czarną otchłań świątyni.
Posuwali się dalej w głąb sali, lawirując fragmentami belek, które runęły z sufitu. Na ścianach widniały czarne smugi po ogniu; sufit był zapadnięty w kilku miejscach, odsłaniając prostokąty nocnego nieba. Wyraźnie było widać ślady walk - łuski strzał sterczące z drewnianych kolumn, porzucony zakrwawiony topór o wyszczerbionym ostrzu, a nawet rozrzucone ciała. Dwa, trzy, może więcej, które należały do Dzikich. Część z nich nosiła ślady pchnięć i cięć, inni byli makabrycznie zwęgleni. Jedno z ciał leżało u stóp ołtarza w pozycji, która nie pozostawiała wątpliwości, że człowiek ten umarł w straszliwych męczarniach.
Kenji nachylił się nad zwęglonym korpusem, siląc się na obojętność.
- Co ich tak urządziło? - szepnął, patrząc na Tsuyoshiego
Ołtarz w centralnej części hali, niegdyś misternie rzeźbiony z czarnego dębu, był teraz osmolony i częściowo nadpalony. Na jego szczycie stała kamienna czara, w której płonął niegdyś święty ogień Amaterasu. Teraz naczynie było puste i zimne. Warstwa popiołu pokrywała wnętrze czary oraz pobliski fragment ołtarza.
Nagle coś usłyszeli. Ich uwagę przykuło ciche echo głosów, dochodzące spod posadzki. Ktoś rozmawiał stłumionym szeptem, a dźwięki, niewyraźne i odbite od kamiennych ścian, zdawały się dobiegać gdzieś spod nich. Kenji natychmiast uklęknął, przykładając ucho do pękniętej płyty podłogowej. Z jego miny Tsuyoshi wywnioskował, że również rozróżnia ludzkie szepty.
Na nowo skupieni i czujni, zaczęli badać okolicę ołtarza, szukając zejścia do podziemi. Po chwili Tsuyoshi dostrzegł za ołtarzem, w posadzce między dwoma kolumnami wejście do korytarza prowadzącego w głąb ziemi. Kamienne schody opadały stromo w dół, znikając po kilku stopniach w całkowitej ciemności. Wokół widać było ślady wyważenia - nadłamane wieko włazu i rozrzucone odłamki kamienia. Dzicy musieli odkryć podziemną kryptę i brutalnie wedrzeć się do środka.
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 862 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » 10 mar 2026, o 20:23
Lato 396 roku
Niestety, widok świątyni był przygnębiający. Została ona sprofanowana i zbezczeszczona, o czym podróżnicy przekonali się jeszcze na długo przed wejściem do niej. Trudno się patrzyło na to, co pozostało z posągów, miejsc kultu, modlitwy i wyciszenia. Żal opanowywał serce Tsuyoshiego raz za razem, a w gardle czuł nieprzyjemny ucisk. Wiedział jednak, że nie jest to czas na opłakiwanie świątyni. Nadal nie wiedzieli co lub kto czai się wokół oraz w jej wnętrzu. Nadal nie można było tracić czujności.
- Musiało tu dojść do jakiejś walki - odparł, gdy przyglądał się zwłokom przed wejściem. Przyglądnął się zwłokom, ale nie spostrzegł nic więcej ponad to, co Kenji.
Kiedy weszli do środka, aż ścisnęło mu serce, gdy dostrzegł, że ogień, który powinien płonąć nie tlił się nawet wątłym blaskiem, a posąg Amaterasu został uszkodzony. Oczywiście spodziewał się takiego widoku, ale wciąż... było to bardzo przygnębiające. Gdzie byli bogowie, że pozwalali na takie rzeczy? Czy naprawdę Uchiha tak źle wywiązywali się z funkcji kustoszów kultu Susanoo i Amaterasu? A może właśnie to wojownicy tacy jak on i Kenji mieli być źródłem pomsty bogów na tych, którzy dopuszczali się tych bezeceństw?
Wyraźnie też było widać ślady walk. Kilka ciał, wszystkie należące do Dzikich. Niektórzy byli zwęgleni.
- Jedyne co przychodzi mi do głowy, to Kaminari. Po pierwsze, to rejony pogranicza i mogli się oni tu zapuścić. Po drugie... te zwęglone ciała. Katon albo Raiton. Stawiałbym jednak na to drugie - odpowiedział Kenjiemu. Mógł się mylić, ale z drugiej strony nie widział sensownej alternatywy dla tego, co powiedział.
W pewnym momencie ich uszu dobiegło echo głosów. Mało tego: to były rozmowy! Tsuyoshi momentalnie się spiął i aktywował swojego sharingana. Zaczął też poruszać się ostrożniej. Kenji przytknął ucho do posadzki, ale nic nie powiedział, co oznaczało że najprawdopodobniej nie usłyszał nic ponad to, co usłyszeli obaj. Tsuyoshi skinął na niego głową w kierunku zejścia do podziemi, czyli tam, skąd dobiegały odgłosy. Musieli to sprawdzić. Oczywistym było też to, że ktokolwiek tam przebywał, nie był to ani pielgrzym, ani turysta. Kaminari? Dziki? Rabuś? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, czekała ich konfrontacja i nie było sensu nawet się łudzić, że będzie inaczej. Tsuyoshi wyjął kunai z torby i pokazał Kenjiemu na znak tego, że zaraz prawdopodobnie czeka ich walka. Nie chciał nic mówić, bo jeśli zaczną do siebie szeptać, to mogą zdradzić swoje położenie. A w takiej sytuacji zaskoczenie było szalenie ważne.
Tsuyoshi schował nóż z powrotem do torby i zagłębił się w ciemność pod posadzką.
Ukryty tekst
0 x
Uchiha Hiromi
Posty: 743 Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
Wiek postaci: 19
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
Multikonta: Yuki Hoshi
Post
autor: Uchiha Hiromi » wczoraj, o 18:31
~ 8/... ~ ~ Uchiha Tsuyoshi ~
~ Wyprawa Rangi A ~
~ Świątynia Ognia ~
~ rok 396 ~
Kamienne stopnie schodziły stromo w głąb ziemi, wiodąc Tsuyoshiego i Kenjiego coraz głębiej pod posadzkę zbezczeszczonej świątyni. Z każdym krokiem robiło się coraz ciemniej - światło księżyca zostawało wysoko za nimi, ustępując miejsca mrokowi, w którym z trudem można było rozróżnić cokolwiek. Chłód kamieni przenikał przez podeszwę butów, a porowate ściany były wilgotne, zostawiając na opuszkach palców śliski osad, gdy opierali o nie dłonie dla zachowania równowagi. Cisza w podziemiach była wręcz przeszywająca, przerywana jedynie odległym kapaniem wody gdzieś w czeluściach oraz echem ich własnych, stłumionych oddechów. Zapach wilgoci i stęchlizny mieszał się z lekkim zapachem spalenizny i subtelną nutą ostrego ozonu, jak po niedawnym wyładowaniu.
Nagle,Tsuyoshi coś usłyszał. Kenji natychmiast zastygł za nim, starając się nawet powstrzymać oddech. Do ich uszu dobiegło ledwo słyszalne echo głosów. Ktoś rozmawiał szeptem w oddali, a słowa niosły się po kamiennych korytarzach urywanymi strzępami zdań. Brzmiały obco w świętych, pogrążonych w mroku murach świątynnej krypty:
- …pieczęć jeszcze trzyma… - wychwycili zdławiony, niecierpliwy głos, którego dalsze słowa zagłuszył pogłos.
- Ładunek nie może się spalić, rozumiesz? Musimy… - odpowiedział inny, przyciszony głos, ale słowa zlały się z kapaniem wody.
- …dowódca czeka… czasu brak… - dodał trzeci, lecz i ten głos na moment zagubił się w echo.
- Cicho! - syknął nagle pierwszy z rozmówców, po czym zapadła cisza.
Młodzi mężczyźni zatrzymali się i wstrzymali oddechu. Sharingany połyskiwały w ich oczach, kiedy desperacko starali się nie oddychać, żeby nie zostać wykrytym. Po dłuższej chwili jednak nic się nie stało.
Ostrożnie ruszyli dalej, czarny korytarz stopniowo zakręcał, prowadząc ich bliżej odgłosów. Ciemność była niemal absolutna. Wtedy Tsuyoshi dostrzegł coś niepokojącego: na wysokości jego kostek, tuż nad kolejnym stopniem, rozciągnięta była niemal niewidoczna żyłka. Delikatnie odbiła słabe światło, być może metalowy drucik skrzył się od wilgoci. Kenji zmarszczył brwi; on również słyszał leciutkie brzęczenie i poczuł wyraźny zapach ozonu, silniejszy niż wcześniej. Ledwo dostrzegalna mgiełka kurzu unosiła się nad podłogą i zdradzała przebieg pułapki. Tylko dwa kroki dalej niewinnie połyskiwał drobny przedmiot. kawałek metalu z kilkoma małymi dzwoneczkami przyczepiony do ściany. Wystarczyło dotknąć żyłki, a uśpione dotąd dzwonki rozdzwoniłyby się alarmująco, zdradzając intruzów.
Gdy tylko ominęli czujkę, ich oczom ukazał się zarys kolejnego korytarza, prowadzącego do podziemnej komnaty. W oddali zamigotało słabe światło - krótkie mgnienie błękitnawej poświaty przebiegło po wilgotnej ścianie. Na ułamek sekundy zobaczyli cień poruszającej się sylwetki za załomem skalnego przejścia. Po chwili zapanowała znów ciemność, ale nie mieli już złudzeń: tuż za rogiem ktoś jest, i to bardzo blisko. Zapach spalenizny i elektrycznych wyładowań był teraz wyraźniejszy; cienkie strużki dymu błądziły przy sklepieniu, ledwo widoczne w mroku. Gdzieś za ścianą cicho rozległ się pojedynczy odgłos - może upadającej kropli na suchy grunt, a może ścieranej stopy po kamieniu. Wrogowie milczeli, być może skoncentrowani na finalnym etapie swojego zadania… albo nasłuchujący, równie czujni.
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
Uchiha Tsuyoshi
Posty: 862 Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
Wiek postaci: 20
Ranga: Kōgō
Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Post
autor: Uchiha Tsuyoshi » wczoraj, o 21:40
Lato 396 roku
Szli dalej, z każdym krokiem oddalając się od księżyca, czyli głównego źródła światła, jakie zostawili za sobą. Było zimno, wilgotno i ciemno, a do tego trochę ciasno. Sprawiało to pewien dyskomfort Tsuyoshiemu, bo konfrontacja w takich warunkach potrafiła być absolutnie nieprzewidywalna dla obu stron potencjalnego konfliktu. Choć... czy faktycznie potencjalnego? Idąc w całkowitej ciszy, ponownie coś usłyszeli. Tym razem były to wyraźniejsze strzępki rozmów. Mogli oni zidentyfikować słowa, a nawet fragmenty zdań. Nie pozostawiały one wątpliwości co do tego, że mieli do czynienia z rabusiami. Było też coś o dowódcy, co było kolejną poszlaką wskazującą na to, że nie byli to zwykli rabusie, a oddział shinobich - prawdopodobnie tych przeklętych Kaminari.
W pewnym momencie głosy umilkły i Tsuyoshi już napinał mięśnie do walki, ale... chyba wciąż jeszcze nie zostali wykryci. Podobnie zresztą było w przypadku pułapki, na jaką natrafili. Minimalne źródło światła, które znajdowało się w tych podziemnych korytarzach (czy to jakaś daleka pochodnia, czy coś jeszcze innego) zdradziło cienką żyłkę połączoną z dzwoneczkami, które miały zaalarmować tych, którzy weszli tu pierwsi.
I tu rozpoczęła się już najtrudniejsza z najtrudniejszych części zadania. Doszli do momentu, w którym byli pewni obecności... kogoś. Za rogiem. Tsuyoshi nie był pewny, czy naprawdę dotarli do tego miejsca niewykryci, czy możne wróg już wiedział o ich obecności. Za pierwszą opcją przemawiało to, że ominęli dzwoneczkową pułapkę i zachowywali absolutną ciszę. Za drugą opcją przemawiało to, że umilkli również ci, którzy byli w tych podziemiach z nimi. Co jednak zrobić w takiej sytuacji? Nie mogli przecież tu tkwić w nieskończoność, czekając na... no właśnie, na co? Aż tamci skończą swoją robotę, cokolwiek to było? Czy może aż ich odkryją, co było jeszcze gorszą ewentualnością?
Tsuyoshi nie porozumiewał się z Kenjim bo nawet najcichszy szept mógł ich zdradzić. Pozostając w gotowości do natychmiastowej reakcji, w szczególności do uchylenia się przed atakami wroga, ponownie wyjął z torby kunai. Z największą osiągalną dla niego dyskrecją, podszedł do rogu korytarza i delikatnie wystawił kunai za róg (ale przy ziemi, żeby zminimalizować szanse na wykrycie), żeby sprawdzić, co się za nim czai, korzystając z tego, że dobrze utrzymana stal odbija światło jak lusterko. Najważniejszym, co chciał sprawdzić, było to, gdzie znajdowali się wrogowie, ilu ich było i - co nie mniej istotne - czy mają oni przy sobie jakiekolwiek źródła ognia. Logika wskazywałaby na to, że mają pochodnie, ale trzeba było to sprawdzić.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość