Kujaku Haruka
Posty: 647 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11834&p=224917#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » 22 sty 2026, o 12:29
Siedziba klanu Mateki wznosi się na obrzeżu dzielnicy, gdzie dawne, uporządkowane rezydencje rodu Uchiha zaczynają mieszać się z bardziej zwartą zabudową klasy średniej dawnego Kotei, a teraz - Atarashi. Dawniej posiadłość jednego z bogatszych rodów, dziś nosi ślady bitwy i późniejszej odbudowy, ale także wyraźne piętno nowych, wyjątkowo skupionych na sztuce i mistycyzmie gospodarzy.
Do posiadłości prowadzi dawna, reprezentacyjna brama. Jej ciężkie, równo ociosane filary są dziełem dawnych rzemieślników, lecz masywne wrota zmieniają charakter: gładkie drewno pokrywają teraz misternie wycinane, lecz wciąż surowe wzory. Z daleka przypominają poprzeczne blizny, z bliska układają się w delikatne spirale, fale i drobne, powtarzalne motywy, przywołujące na myśl zapis melodii w drewnie.
Nad wejściem wisi nowa, ciemna deska z symbolem Mateki. Znak jest nie tylko namalowany - jest wycinany cienkim ostrzem, wielokrotnie, warstwa po warstwie, aż linie stają się głębokie, cienkie i eleganckie. W zagłębieniach tkwi ciemny pigment, który w świetle lamp nabiera odcienia głębokiego fioletu.
Kamienny mur wokół posiadłości nosi pęknięcia i ślady napraw. Między równymi blokami wstawione są płaskie, naturalne głazy z wyraźnym rysunkiem żył - Mateki wybierają je właśnie dla tych naturalnych linii, które przypominają im linie melodii, tkanej sprawnie przez każdego z członków klanu. W niektórych miejscach na murze zawieszone są cienkie, długie wstęgi tkaniny. Nie są krzykliwe, mają raczej stonowane barwy - szary błękit, przygaszoną czerwień, brudne złoto - a ich końce zakończone są drobnymi paciorkami i dzwoneczkami, które przy wietrze wydają cichy dźwięk, przypominający szept. Mówi się, że ma on odstraszać złe yokai.
Dziedziniec nie jest już idealnie równą płaszczyzną jak za czasów dawnych właścicieli, lecz nie panuje tu chaos. Gładkie, kamienne płyty przeplatają się ze starannie rozsypanym, jasnym żwirem. Pomiędzy nimi rosną kępy miękkiej trawy i niskie krzewy o drobnych kwiatach. Układ roślin i kamieni nie jest geometryczny, ale wyczuwalny jest w nim rytm - jak w tańcu, który sprawia wrażenie improwizowanego, choć każdy krok jest przemyślany.
Główna bryła budynku nadal zachowuje klasyczny kształt, lecz pierwotna, surowa elegancja rodu Uchiha ustępuje miejsca subtelnej dzikości Mateki. Biel ścian przełamują pionowe pasma ciemniejszych desek, w których wycięte są drobne, powtarzalne motywy - półksiężyce, smukłe liście, faliste linie przypominające ślad pędzla lub drganie struny. Z daleka wyglądają jak prosta dekoracja, dopiero z bliska zdradzają cierpliwą, dokładną pracę czyichś dłoni, które musiały poświęcić na to zadanie cały pierwszy rok bytności klanu w nowym domu.
Pod okapem dachu, obok dawnych rzeźb, wiszą maski i ozdoby, ale nie są to brutalne, toporne twarze. Drewno jest delikatnie wygładzone, rysy twarzy wydłużone, niemal taneczne. Rogi Yokai płynnie przechodzą w linie przypominające falujące włosy, otwarte paszcze układają się w łuk - niemal jak uśmiech scenicznej maski. Kolory są przygaszone: matowa czerwień, głęboka czerń, pojedyncze akcenty jasnej ochry - bardziej jak stara tkanina niż świeża farba.
Wnętrze głównej sali staje się salą muzyki i tańca. Podłogę pokrywają tatami i cienkie, tkane maty o wzorach złożonych z prostych linii - spiral, łuków, drobnych punktów - które wyznaczają niewidzialne ścieżki kroków. W centrum znajduje się lekko obniżona przestrzeń, której krawędź zdobi pas kamiennych płytek ułożonych w subtelny wzór przypominający rozchodzące się kręgi na wodzie. To tutaj muzycy Mateki siadają z instrumentami, a wokół nich tancerze wykonują płynne, często dość dzikie choreografie.
Ściany, niegdyś zdobione scenami bitew i pejzażami, teraz wypełniają rozwijane zwoje i wąskie panele. Każdy panel przedstawia coś innego: abstrakcyjne fale, sylwetki tancerzy uchwycone w jednym, kluczowym ruchu, cienie Yokai o smukłych, wydłużonych kształtach. Linia jest prosta, czasem drżąca, jakby autor nie miał szkolenia dworskich mistrzów - a jednak całość tworzy spójny, wysmakowany rytm.
W bocznym skrzydle mieści się serce sztuki klanu. Pokoje są niezbyt duże, lecz jasne; okna zasłaniają półprzezroczyste, lekko zszarzałe papiery, na których cienkim tuszem narysowane są delikatne motywy -gałązka, pojedynczy liść, linia przypominająca obrys shamisenu.
Na stojakach spoczywają instrumenty. Shamiseny mają pudła rezonansowe obciągnięte starannie wyprawioną skórą, a ich gryfy zdobią cienkie, wypalone linie. Koto stoją na prostych, drewnianych podstawach; mostki nie są równo strugane, ale każdy z nich ma swój kształt, jakby dopasowany do konkretnego muzyka. Biwy mają lekko asymetryczne, miękko wygładzone pudła, na których ktoś wypalił cienkie, niemal niewidoczne spirale. Shakuhachi zrobione są z bambusa, na którym zachowane są naturalne przebarwienia, a u wylotu ustnika delikatnie wyżłobione są znaki - nie zawsze zrozumiałe, bardziej osobiste talizmany niż uczone inskrypcje.
Na ścianach wiszą zwoje z zapisem melodii, które różne plemiona Mateki przyniosły ze sobą zza Muru - kreska jest miejscami nierówna, lecz sekwencje znaków układają się w eleganckie, powtarzalne struktury. Pomiędzy nimi przyczepione są drobne pióra, sznurki z paciorkami, cienkie kawałki metalu, które przy poruszeniu wydają dźwięk. Cały budynek wydaje się reagować na ruch: gdy ktoś przechodzi korytarzem, coś cicho zadźwięczy, coś lekko zaszumi - jakby posiadłość sama zapamiętywała rytm kroków nowych gospodarzy.
Jedno ze skrzydeł jest też skrzydłem mieszkalnym - tutaj na piętrze mieszczą się pokoje dla tych shinobi, którzy z reguły są wiecznie w drodze, lub tych, którzy dopiero co przybyli zza Muru i nie mają jeszcze swojego domu, na dole zaś znajdują się kuchnie, sala jadalna i łaźnie. To sprzyja atmosferze wspólnoty i nierzadko prowadzi do ożywionej wymiany informacji i doświadczeń, z których tworzą się nowe pieśni. Pieczę nad budynkiem utrzymuje zawsze jeden z kogo klanu, chociaż często zagląda tutaj również sama liderka klanu, jeżeli tylko obowiązki jej nie zatrzymają gdzie indziej.
Za głównymi zabudowaniami znajduje się ogród i altana, gdzie niekiedy przeprowadzane są rytuały pętania demonów. Ziemia nie jest tu idealnie równa, ale każda kępka mchu, każdy kamień wydaje się leżeć na swoim miejscu. Ścieżki wytyczają płaskie płyty kamienne, pomiędzy którymi rosną drobne, pachnące rośliny. Każdy stawiany tutaj krok wydaje się wydawać odrobinę inny dźwięk.
Altana, która dawniej służyła kontemplacji, jest teraz kręgiem przyzwań. Jej słupy pokrywają drobne wyżłobienia - spirale, falujące linie, podobizny Yokai - tak cienkie, że pod palcami przypominają w pierwszej sekundzie bardziej tkaninę, niż drewno. Pod dachem wiszą rzędy małych dzwoneczków i blaszek, które wydają z siebie cichą melodię na wietrze. W centrum altany znajduje się kamienny krąg z ledwie widocznymi pęknięciami. W szczelinach tkwią stare, zaschnięte ślady krwi, jednak wokół nich ktoś rozsypuje drobne, barwione piaski w delikatne wzory, przypominające mandale. Gdy Mateki siadają tu z instrumentami, wyglądają bardziej jak artyści podczas przedstawienia, niż shinobi, lecz z każdym uderzeniem bachi o struny, z każdym długim dźwiękiem shakuhachi, powietrze gęstnieje, a Doki pojawiają się w cieniu, przyciągnięte muzyką.
1 x
Kaito Ishikawa
Posty: 752 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Długi łuk Kołczan Lis ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » 23 sty 2026, o 10:07
Fabuła
N ie potrzebuję nic, dobre sobie. Nie odpowiedziałem na te słowa. Samuraj zawsze musi być gotowy do walki... Ale czy ja jeszcze jestem samurajem ? To pytanie nie dawało mi spokoju, jeszcze wszystkiego nie zdążyłem sobie poukładać w głowie... W każdym razie pomimo wewnętrznej rozterki uścisnąłem wyciągniętą rękę mężczyzny, zachowując się tak jak wymagał tego zwyczaj.
M ężczyzna zainteresował się Samehadą, tak samo zresztą jak ona nim, co doskonale czułem przez poczucie głodu, które bardzo mi się nasiliło.
- Spokój - powiedziałem w myślach nakazując towarzyszce więcej ogłady
Po chwili zwróciłem się do Ryūzō:
- W pełnoprawnej potyczce jeszcze nie miałem sposobności. Co pewnie zmieni się za nie lada moment. Jednak już miałem okazję powywijać tym ostrzem i sprawdzić go w boju. Jednak czuję, że odkrycie pełni możliwości ostrza, dopiero przede mną.
I dąc dalej mężczyzna poinformował mnie o tym jak powinienen stosownie zachować się w obecności Megumi-dono. O samej kobiecie jak i o każdym innym seininie słyszałem strzępki informacji. Byli to szanowani wojownicy, o znaczącej sławie, niezwykłej sile i z reguły mogących pochwalić się dużymi osiągnięciami dla swoich klanów. Dlatego też mając to na uwadzę, kiwałem głową, że rozumiem co się do mnie mówi. Nie przerywałem jednak wypowiedzi Kurogane, pozwalając mu dokończyć. Na sam koniec poruszył kwestię moich dokonań, a kiedy skończył odpowiedziałem mu spokojnie na wszystko:
- Oczywiście, nie odmówię. W moim klanie nie pościliśmy, wojownik musi mieć zawsze siłę do walki. A co do moich osiągnięć na samej wojnie to rzeczywiście miałem już sposobność w uczestniczeniu w kilku potyczkach. Podbicie twierdzy Katashi to była prawie największa bitwa, najwięcej sił kosztowało mnie i naszych ludzi przejęcie ziem sąsiadujących z twierdzą... - chwilę się zamyśliłem, patrząc na mężczyznę po cyzm dodałem -... Rzeczywiście szkoda, że nie dołączyłeś, mam przeczucie, że byłbyś wartością dodatnią na polu bitwy. Podejrzewam jednak, że znajdzie się jeszcze nie jedna bitwa dla ciebie. - skończyłem wypowiedź lekkim, przyjacielskim uśmiechem
Miło było patrzeć na mężczyznę, który prawdziwie żałuje, że nie ma go na polu walki. Tak, to był obiecujący początek mojej opinii o tym mężczyźnie.
B ędąc na terenie klanu Mateki, mogłem dostrzec wiele krzykliwych i kolorów ozdobień, na ich widok, pomyślałem o Erumi... Ze zdziwieniem, odkryłem, że tęsknie za tą kobietą.
W eszliśmy do domostwa, które okazało się, że należy najpewniej do Megumi-dono.
- Pani - ukłoniłem się nisko na przywitanie
Samehada bardzo się ożywiła, aż za bardzo, czułem się skrępowany jej zachowaniem. Czułem też jej chęć skosztowania chakry Megumi-dono. Próbowałem ją uspokoić, ale na niewiele to się zdawało. Gdy pani Megumi skończyła mówić, odezwałem się zawstydzonym głosem:
- Pani, proszę o wybaczenie, ale moja towarzyszka, jest bardzo ożywiona prezencją pani chakry. Lepiej będzie jak Samehada zostanie przy mnie.
Nie chciałem nikogo urazić, pamiętałem, że reprezentuje też Yamamoto-dono, dlatego podjąłem desperacki ruch i nakarmiłem Skórę rekina swoją własną chakrą.
0 x
Kujaku Haruka
Posty: 647 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11834&p=224917#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » 24 sty 2026, o 13:05
Post Fabularny
Wiosna 396 roku
Atarashi
Kaito Ishikawa
Samehada niechętnie, ale posłuchała twojego polecenia, kiedy nakazałeś jej spokój. Posiadanie ostrza, które jest w pewien sposób żywe i reaguje na twoje nastroje i polecenia było z pewnością dziwnym przeżyciem - prawdopodobnie w momencie, kiedy pierwszy raz stanąłeś przed obliczem Yamamoto-dono, nie miałeś pojęcia, że droga ta zaprowadzi cię w takie właśnie miejsce. A jednak, dziwne, pokryte łuską ostrze towarzyszyło ci, powoli się do ciebie przyzwyczajając... a przynajmniej można było mieć taką nadzieję.
- Nie wątpię. Piękna sztuka. Mój dziad powiadał, że ostrze powstało, kiedy podwodna osada rybiego klanu z południa została zdziesiątkowana przez jednego z Yokai, żyjących w głębinach. Kowal pochodzący z tej wioski, który trakcie masakry był w podróży na ląd, ujrzał rodzinę, przyjaciół i sąsiadów pochłoniętych przez bestię i postanowił stworzyć broń, która będzie w stanie pożreć każdą istotę, która ma w sobie choć krztynę chakry. Rok pracował, przelewając w ostrze cały swój gniew i żal, wzbogacając stal krwią i łuskami poległych, które zebrał w dniu, gdy ujrzał dokonaną rzeź. Gdy Samehada była gotowa, jeszcze nie była żywa - dopiero kiedy kowal starł się z Yokai, a oręż pochłonął chakrę demona, jednocześnie wchłonął też chakrę i duszę samego kowala, zamykając oba w broni. Podobno po dziś dzień w głębi ostrza toczy się walka między człowiekiem a demonem... - uraczył cię opowieścią Ryūzō, kiedy spacerowaliście spokojnie uliczkami. - No, ale to tylko jedna z wersji. Południowcy pewnie mają swoje. Ale daj mi znać, jakbyś rzeczywiście usłyszał dwa głosy z wnętrza broni, bom okrutnie tego ciekaw. -
Wspinając się już ścieżką do domostwa, rozmowa zeszła na twoje wojenne dokonania, a ty sam poczułeś odrobinę sympatii do człowieka, który wydawał się mieć ducha prawdziwego wojownika, nie stroniącego, a wręcz pragnącego walki i sprawdzenia się w boju. Na wspomnienie o braku postów, na twarzy Ryūzō zagościł szeroki uśmiech.
- Ha, bardzo dobrze! To samo swoim chłopakom powtarzam, żeby jedli mięsiwa i ryż, bo inaczej to na chuchroków wyrosną co to nawet kunaia nie będą w stanie podnieść, a co dopiero prawdziwej broni, jak mojego Pożeracza Serc. A ktoś musi nieść rodzinną tradycję, nie? - kciukiem wskazał do tyłu, na własny, ogromny miecz przytroczony do pleców. - W sumie niedługo powinni już się sami zabierać do roboty, bo po czternaście lat mają, to ileż można w domu siedzieć. A wtedy może mnie też puszczą gdzieś bliżej frontu. -
Potem dotarliście już jednak do sali jadalnej, gdzie rzeczywiście odłożyliście broń na bok... pomijając Samehadę, która szarpała się niemal na twoich plecach i tylko twoja silna wola wydawała się trzymać ją w ryzach. Co ciekawe, gdzieś z tyłu twojego umysłu poczułeś... myśl, czy raczej uczucie - bardzo proste.
Głód.
Jeść.
Chakra. DUŻO CHAKRY!
POLOWAĆ!
Intencja była jasna, choć to, co mogło zaniepokoić, to fakt, że... nieco trudno było ci rozróżnić, czy jest to intencja ostrza, czy twoja własna. Dopiero po sekundzie-dwóch dotarło do ciebie, że te emocje nie są twoimi własnymi i usiadłeś na wskazanym miejscu. Nakarmiłeś też przy okazji ostrze swoją chakrą, co sprawiło, że odrobinę się uspokoiło. Nadal czułeś jego delikatny ruch na plecach, ale teraz wydawało się... trawić? I chociaż dalej było zainteresowane obojgiem twoich rozmówców, tak chwilowo żądza polowania została stłumiona.
Przy okazji zarejestrowałeś, że kobieta przygląda ci się uważnie, ale nie skomentowała twojego chwilowego zawahania. W spojrzeniu tym nie było nawet cienia niepokoju, jeśli już - ostrożność starego wojownika, nic więcej. Jedynie skinęła głową, kiedy uznałeś, że lepiej Samehadę będzie mieć przy sobie.
- Dobrze, tylko na nią uważaj. Skoro zdecydowałeś się nosić taką broń, jesteś za nią odpowiedzialny. - stwierdziła, po czym wyciągnęła z pieca jakieś smakowicie pachnące placki, które szybko wyłożyła do koszyczka przygotowanego zawczasu i dodała obok miseczki z jakimiś owocowymi przetworami, których nie rozpoznałeś - musiały być jakimś jej lokalnym specjałem. Przyniosła to wszystko do stołu, po czym wskazała na wiktuały, sama też zasiadając.
- Jedzcie, chłopcy. A w międzyczasie ty, młodzieńcze, opowiedz mi jak doszło do tego, że odnalazłeś tę broń. Większość uznała ją za zaginioną, a tutaj nagle pojawiasz się ty. Wybrany przez Kyuubiego-samę. Pomagasz ludowi, który jest ci obcy, mordując tych, którzy kulturowo powinni być ci bliżsi. Do tego ni z tego, ni z owego znikasz na... ile dwa-trzy tygodnie? I wracasz z tym. - wskazała na Samehadę na twoich plecach. - Przyznasz z pewnością, że czyni cię to... interesującą postacią. -
Występujące postacie:
Kurogane Ryūzō - KLIK
Kageyama Megumi - KLIK
0 x
Kaito Ishikawa
Posty: 752 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Długi łuk Kołczan Lis ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » 24 sty 2026, o 16:55
Fabuła
M oje zakłopotanie ustąpiło delikatnemu uczuciu złości, które poczułem w głębi serca. Zesztywniałem, chłodnym wzrokiem, bez wyrazu twarzy, spojrzałem starszej kobiecie w oczy:
- Pani... Wybacz, ale jedynie z grzeczności chciałem uprzedzić, że nie ma możliwości, abym odłożył swoją broń, dokonałem tego, aby pani nie urazić brakiem ogłady i manier. Proszę nie zapominać, że jestem sługą Yamamoto-dono, przedłużeniem ręki mego pana, Ishikawa Kaito, w mojej obecności jest pani całkowicie bezpieczna i niczego nie musi się pani obawiać. Większe bezpieczeństwo ode mnie jest w stanie zapewnić jedynie mój pan, Yamamoto Kazuo.
Ukłoniłem się ponownie, lekko, na znak szacunku, kończąc tym samym swoją autoprezentacje.
S amehada po otrzymaniu dawki chakry uspokoiła się, na tyle, że stała się znośna. Odetchnąłem z ulgą, wszak wciąż reprezentowałem swojego pana i co najmniej wyszedłbym na kogoś niepoważnego w oczach innych, a tym samym mój pan. Nie mogłem sobie na to pozwolić, dlatego niczym szczeniaczka, zamierzałem dawać Samehadzie jedynie okruchy mojej siły, aby zbyt szybko nie zużyć swojej chakry.
J adłem ze smakiem to co zostało przygotowane przez kobietę. Nie szczędziłem sobie dokładek, ale jadłem starannie jak na człowieka przystało, a nie jak wygłodniałe zwierzę. Słowa Megumi połączyłem z tym co usłyszałem w szpitalu, co mówił Ryūzō. Uśmiechnął się w duchu do własnych myśli. Czując, że o coś innego chodzi, że dzieje się coś na co powinienem być uważny.
- Interesującą ? Nie mi oceniać pani. Będąc absolutnie szczerym, pomagam Yamamoto-dono. To on jest moim panem, to ja wybrałem tego człowieka na swojego pana. Zamierzam walczyć u jego boku do samego końca... mojego albo przeciwników mojego pana. W świecie wojennej propagandy nie ma szlachetnych ludzi, nie ma ludzi, którzy walczą o niewinne życia bezbronnych ludzi... A przynajmniej już się godziłem z tą myślą dopóki nie poznałem Yamamoto-dono. Poza tym bardzo panią proszę nie mówić kto jest mi bliższy kulturowo, zostałem wychowany w małej wiosce samurajów, szlachetnych wojowników, podążających kodeksem bushido, a nie najemnych rzezimieszków gwałcących małe dzieci czy kobiety, zbrodniarzy nie oddających honoru wojownikom z którymi walczą, którzy zabierają honor pokonanym. Dlatego walczę po naszej stronie, a nie po stronie zamurców... Tak w skrócie, ceniąc pani czas, pozwoliłem sobie zaspokoić ciekawość historią mojej skromnej osoby. A co do Samehady to... Myślałem, że upłynęło z górą cztery, może pięć dni, nie więcej... Historia zaczęła się tutaj w Atarashi. Dwóch podejrzanych mężczyzn zapytało mnie, gdzie znajdę cmentarz świętych. Odpowiedziałem im zgodnie z prawdą, że nie wiem, ale czując od nich bijącą siłę, chciałem ich zatrzymać i odprowadzić do właściwych służb na przesłuchanie pod moją obecnością. Niestety kobieta o imieniu Mai przypadkiem dała tej dwójce okazję na zaskoczenie mnie i zaatakowanie. Z łatwością odepchnęli mnie, po czym zniknęli z łatwością. Mai okazała się byłą członkinią klanu Inuzuka, która ścigała tą dwójkę podejrzanych mężczyzn, którzy mieli należeć do przestępczej organizacji Kuroi Kiri. Dziewczyna zapewniała mnie, że sytuacja jest bardzo poważna i zagraża nawet całemu światu... Tak powiedziała i choć nie dałem temu wiary to wiedziałem, że tamta dwójka to realne zagrożenie dla naszych ludzi. Postanowiłem udać się za nimi. Dotarłem poza mur, do tajemniczego cmentarza. Weszliśmy z Mai do krypty, w środku czekał na nas labirynt korytarzy zagadki. Czuliśmy czyjąś obecność. Słyszeliśmy jak to coś dopadło jednego z mężczyzn. Podążaliśmy śladem drugiego, rozwiązaliśmy zagadki i trafiliśmy do komnaty w której znajdowała się Samehada. Mai ruszyła na mężczyznę, który przywłaszczył sobie to istnienie na moich plecach. Przestępca bez problemu odrzucił dziewczynę i zaczął uciekać. Po obejrzeniu dziewczyny ruszyłem za członkiem Kuroi Kiri, jednak nie zdążyłem go dopaść, zajęła się nim jedna ze strażniczek tych katakumb. Pomimo moich zapewnień, że chcieliśmy tylko upewnić się, że przestępcy zostaną zatrzymani i chcemy wyjść, nie chciała nas wypuścić, zaatakowała. W wyrównanej walce, jakiej do tej pory jeszcze nie miałem, udało mi się zwyciężyć. Chciałem tą kobietę przyprowadzić przed oblicze Yamamoto-dono, jednak zabrała sobie życie. Samehada uznała mnie za swojego towarzysza. Niestety kiedy próbowaliśmy opuścić katakumby zjawiły się inne strażniczki i... - zacisnąłem pięści -... Mai, ta głupia dziewucha, poświęciła się, wyrzucając mnie z krypty. Strażniczki zamknęły przejście, a właściwie to je jakoś zapieczętowały. Cały dzień i całą noc waliłem w drzwi, siląc się pigułkami wzmacniającymi, jednak finalnie padłem bez sił, a brama pozostała niewzruszona... - dałem sobie chwilę, po czym kontynuowałem - ... Złożyłem przysięgę dziewczynie, że tam wrócę, że wrócę po nią. Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do Atarashi i odzyskać siły. Tak to było z tą historią, moją i Samehady... oraz Mai.
Skończyłem mówić, nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy tyle się nagadałem. Napiłem się picia i zabrałem się za dalsze jedzenie.
0 x
Kujaku Haruka
Posty: 647 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11834&p=224917#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » 27 sty 2026, o 23:57
Post Fabularny
Wiosna 396 roku
Atarashi
Kaito Ishikawa
- Yamamoto... ha. Dawno nie słyszałam, by ktoś mówił o nim jego trupim imieniem. Ciekawe. Ale masz rację, że jest to jeden z naszych największych wojowników. I nie ma chyba drugiej osoby, która by podobnie dbała o zwykłych ludzi. - mruknęła kobieta, kiedy przypomniałeś jej, komu przysięgałeś wierność. Widać było, że jest zaintrygowana twoją osobą i z całą pewnością właśnie cię ocenia i wyrabia sobie o tobie opinię - podobnie jak ty o niej. Ryūzō zamilkł na razie, skupiając się na jedzeniu - i widać było, że chociaż został tutaj zaproszony, to rozmowa między tobą a Megumi jest najważniejsza. Zabrałeś się do jedzenia, ze smakiem kosztując obcych wiktuałów.
- Tak, tak... wybacz, zapominam ciągle, że wasze zasady są bardziej restrykcyjne, niż większość naszych. Ale dziękuję za twoją uprzejmość w tym względzie i wiedz, że ją doceniam. Niestety, nie licząc tych odludków z twierdzy Soga, z którymi tylko dwa razy miałam styczność, jesteś w zasadzie chyba jedynym samurajem na naszych ziemiach, o którym mi wiadomo. Teraz wysłali nam trochę ludzi, więc nie będziesz już aż takim rodzynkiem, no ale nadal. - dodała jeszcze starsza kobieta, kiedy zacząłeś się posilać. Sama schrupała jeden z placków, popijając go herbatą i słuchając dalej twojej opowieści, nie przeprywając.
- Inuzuka i jacyś obcy shinobi szwendający się po mieście? Dobrze wiedzieć, będę sobie musiała chyba uciąć poważną pogawędkę z szefem straży. Oraz naszymi sensorami. Kuroi Kiri... hmmm. Chyba będę musiała też złożyć wizytę Nori. Może jej dziewczęta coś wiedzą. - mruknęła tylko, kiedy wspomniałeś o tym, jak doszło do wyruszenia na poszukiwania cmentarza. Kiedy skończyłeś swoją - mimo wszystko nadal dość krótką i skupioną na faktach opowieść, pokiwała głową, natomiast Ryūzō wtrącił się.
- Straże zostaw mnie, Megumi-sama. Chętnie im przypomnę o obowiązkach. - zaoferował, wyraźnie chętny do tego zadania. Megumi zerknęła na niego i skinęła głową.
- Dobrze, ale to po śniadaniu. I upewnij się, że dotarło do nich, że jak jeszcze raz puszczą tyle osób, żeby się po stolicy szlajało bez żadnego potwierdzenia, to ich przerobię na swoje nowe demony. - poleciła mu, wracając wzrokiem następnie do ciebie i stukając w zamyśleniu palcami dłoni w blat stołu, bezwiednie wybijając jakąś melodię. - Jakkolwiek nie pochwalam, że obcy shinobi i kunoichi szwendają się po naszych nowych ziemiach bez pozwolenia, tak jestem w stanie docenić poświęcenie tej dziewczyny... O ile było to poświęcenie... -
Megumi spojrzała na Samehadę, drzemiącą obecnie na twoim plecach, zastanawiając się nad czymś. Czułeś, że rozważa przez chwilę różne scenariusze w głowie, w końcu jednak machnęła dłonią.
- Nieważne na razie. Wrócimy do tego za chwilę. Teraz chciałabym wiedzieć, jakie są twoje plany na przyszłość. Załóżmy, że... że wracasz tam, wydostajesz tę dziewczynę, a Rada i sam Kyuubi-sama uznają ją za godną zaufania, może dołączyć do nas tak jak i ty. Co dalej? Chcesz założyć tutaj rodzinę? Adoptować te dzieciaki, którymi obecnie opiekuje się moja prawnuczka? Jak to widzisz? Zakładając, że Kyuubi-sama nie będzie wymagać od ciebie ciągłego przebywania na froncie. Czy może masz to w rzyci i interesuje cię tylko doskonalenie w rzemiośle wojennym oraz próbowanie się z coraz to nowymi przeciwnikami, aż trafisz wreszcie na takiego, który będzie od ciebie silniejszy? I co, jeśli Kyuubi-sama w końcu umrze i będzie musiał odrodzić się w nowym wojowniku? Może... może to jest twój cel, hmm? Ale komu wtedy przysięgniesz wierność? -
Otwarte pytanie postawiło sprawę jasno. Starsza kobieta była zainteresowana nie tylko twoją przeszłością, ale również - a może co najważniejsze - przyszłością. Jej jasne oczy świdrowały cię swoją intensywnością i widać było, że bada cię w jakiś sposób.
Występujące postacie:
Kurogane Ryūzō - KLIK
Kageyama Megumi - KLIK
0 x
Kaito Ishikawa
Posty: 752 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Długi łuk Kołczan Lis ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » 28 sty 2026, o 10:35
Fabuła
N a wzmiankę o Twierdzy Soga, zacisnąłem lekko pięści. Chciałem coś powiedzieć, ale rozmyśliłem się, skoro nie zabrałem głosy przy Yamamoto-dono, nie będę teraz wzmiankował za jego plecami, rozpowszechniając plotki, że tamci samurajowie to zwykli zdrajcy... Poczułem lekkie rozgniewanie, ale dołożyłem wszelkich starań, aby się uspokoić i zarazem opanować.
P odczas kiedy ja jadłem kobieta zaczęła rozważać moją przyszłość. Kiwałem głową na potwierdzenie jej przypuszczeń dotyczących Mai. Miałem zamiar kiwać głową dalej, jednak wtedy piorun we mnie strzelił, zamarłem, zbladłem...
- Jest pani babką Erumi ? ... - wyrwało mi się cicho.
Już wiedziałem po co tu zostałem z prowadzony, potrzebowałem chwili, aby sobie poukładać wszystko w głowie, w tym czasie kobieta dokończyła swoją wypowiedź. Bez ładu i składu odpowiedziałem na te inne dodatkowe tematy.
- Nie myślałem co będzie później, samuraj wybiera pana, ma pana i ginie przy panu. Mam zamiar dalej trzymać sie Yamamoto-dono... Co będzie dalej ? Absolutnie nie wiem. Przebywając tutaj, powoli się zmieniam, bardzo powoli, ale zmiana jest dla mnie nad wyraz zauważalna. Chcę być silny, chcę być jeszcze silniejszy, ale na siłę nie mam zamiaru szukać wrogów, aby sobie coś udowodnić... - chwila przerwy powoli zbliżałem się do sedna - ... Hanaro i Ujin to moje dzieci. Przy świadkach nadałem im nazwisko Ishikawa. Wysłałem listy do Yamamoto-dono i do krain samurajskich, że ród Ishikawa ma nowych członków. Chłopcy od tej pory mają status przyszłych samurajów i są szkoleni na samurajów, szlachetnych wojowników... - ciężko westchnąłem, a więc teraz główny temat - ... Nie pohańbiłem Erumi. Ani ciałem, ani słowem, ani myślą, która mogłaby stać się czynem. Prawda, że jesteśmy razem, znaczy się żyjemy razem, znaczy się eee... opiekujemy się wspólnie dziećmi. Nie chcieliśmy, aby wojna zabrała wszystko dzieciom. Jaki był powód Erumi, tego nie wiem, ja nie chciałem, żeby dzieci, które miały rozpocząć szkolenie na wojowników, skończyły jako zwykli chłopi. Erumi została z nami i spaliśmy razem... To znaczy śpię obok nich, wszystkich, a nie tylko z nią... Żadna granica nie została przekroczona... - chwila ciszy, bolesnej ciszy, zastanawiałem się czy tylko ja sam w tej ciszy słyszę ciche "jeszcze" -... Nie dlatego, że nie mogłem. A dlatego, że mi zależy... Aaa... - lekko się zaczerwieniłem, zrozumiałem dopiero po fakcie sens wypowiedzianych słów. Wziąłem wdech i pewnym siebie głosem dokończyłem- ... Pani Megumi, jeśli ty i twój klan obawiacie się, że jej imię może zostać splamione, wezmę to na siebie. Jeśli uznacie, że moja obecność jest zagrożeniem, odejdę. Jeśli jednak uznacie, że powinienem naprawić to, co wzbudza wasz niepokój, zrobię to bez wahania... Chciałbym też abyśmy mieli jasność, nie proszę o łaskę. Proszę o możliwość poniesienia odpowiedzialności. - zakończyłem patrząc się kobiecie prosto w oczy. Obawiałem się, że będę musiał ponieść konsekwencję swoich poczynań, ale byłem na to gotowy.
0 x
Kujaku Haruka
Posty: 647 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11834&p=224917#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » 31 sty 2026, o 02:53
Post Fabularny
Wiosna 396 roku
Atarashi
Kaito Ishikawa
Mimo, że wspomnienie o dawnych wrogach twojego rodu było w oczywisty sposób bolesnym i frustrującym przeżyciem, postarałeś się opanować emocje i nie dać po sobie poznać - a przynajmniej nie na głos - że masz... pewne obiekcje co do tamtego rodu. Zresztą, nie było to aż takie trudne, kiedy kolejna informacja Megumi-sama bardziej cię zmroziła - dotarło do ciebie, że kobieta z którą właśnie rozmawiasz, jest prababką Erumi, dziewczyny do której zapałałeś pewnego rodzaju uczuciem - nawet, jeśli nie zostało ono jeszcze skonsumowane w sposób fizyczny, ani być może nawet dokładnie określone w aspekcie emocjonalnym. Czułeś na sobie świdrujący wzrok Megumi, zareagowałeś więc w naturalny sposób, mówiąc całą prawdę i nie ukrywając waszej relacji, chociaż skupiłeś się najpierw na pozostałych - prostszych - kwestiach.
- Czyli oficjalnie przyjąłeś ich do rodziny i przyuczasz wojennego kunsztu? Dobrze, potrzebujemy silnej młodzieży. Zwłaszcza po... - Megumi zaczęła, ale nie do kończyła, zamiast tego upijając łyk herbaty. - Mów dalej. -
Wtedy trzeba było przejść do tej bardziej zawstydzającej sprawy - Erumi. Kiedy mówiłeś o dziewczynie i zapewniałeś, że nie została pohańbiona w żaden sposób, mina seinnin klanu Mateki była dość nieodgadniona. Nie byłeś pewny, czy czasem zaraz cię nie zaatakuje, ofuknie czy jeszcze inaczej złaja, że prowadzasz się z jej prawnuczką. Nie oferowała ci też żadnego sygnału, kiedy plątałeś się nieco w słowach, czerwieniąc się. Ryūzō w tym czasie patrzył raczej surowo, chociaż jednocześnie - chrupał ciastko, co nieco łagodziło ten widok.
Wreszcie, kiedy urwałeś, zapadła cisza, która trwała dobrą minutę.
I nagle Megumi się roześmiała, głośnym, dochodzącym z głębi trzewi śmiechem, po czym otarła łzę w kąciku oka. Wąsaty wojownik obok niej również się uśmiechnął, a w zasadzie - chyba po prostu odsłonił twarz, wcześniej zakrytą częściowo dłonią z ciastkiem.
- Wreszcie ktoś, kto pasuje do tej dziewuchy! Nie przejmuj się, chłopcze, nie zhańbiłeś jego imienia. Bardziej hańbiła je sama sobie, do tej pory jeszcze nie mając żadnego dzieciaka. Zresztą dorosła jest już, to i sama o sobie decydować może. Ja w jej wieku już miałam pierwszego bachora... chociaż no niestety trzeba go było oddać Lasom. - tu przez jej twarz przebiegł przez moment cień, kiedy wspominała najwyżej jakieś stare, bolesne dzieje. - Jedyne co, to chciałabym, żebyś się zastanowił co dalej i w jakim kierunku ma zmierzać wasza relacja. Jak się sobie podobacie, to zacznijcie normalnie ze sobą sypiać, jak będzie to działać przez najbliższych parę tygodni lub miesięcy - to się pobierzcie, spłodźcie kolejne dzieciaki i zabierzcie za ich wychowanie. Jeśli mamy rosnąć w siłę jako jeden lud, to potrzebujemy od was przynajmniej czwórki. A teraz do ważniejszych spraw. -
Megumi spoważniała, po czym skinęła na Ryūzō. Ten skinął głową i sięgnął do swojej torby, z której wyciągnął zwój. Zwój, który następnie rozwinął i podstawił ci pod nos.
- Czytaj, Ishikawa-san. - polecił ci mężczyzna, a ty przebiegłeś dokument wzrokiem. Był... raczej krótki, lecz jego treść dość jasna - wyraźnie była to odpowiedź na coś. I co ważniejsze - spisana została ręką twojego pana.
Nie wracam na południe, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Mieliśmy układ. Spełniłem na razie swoją jego część, teraz muszę spełnić obietnicę daną naszym ludziom tutaj, na Północy. Yokai mnożą się teraz na potęgę, mam informacje o powrocie kilku, które powinny być już dawno martwe. Harpie, o których mi doniosłaś, nie są jedyne - jeśli tego jeszcze nie zrobiliście, to wyślijcie list do Kujaku i Sióstr, ale zacznijcie też zbierać pieczętników z sekt, bo problemy na granicy mogą się okazać trywialne, jeśli chociaż kilka z tych doniesień się potwierdzi. Zresztą - jeżeli czerwonoocy sprawiają wam taki problemy, to znaczy, że być może po prostu nie zasługujemy na ziemie, które zdobyliśmy do tej pory... a nasza prawdziwa walka czeka gdzie indziej. Informuj mnie tylko, jeśli pojawiłby się wśród nich jakiś inny Sakryfikant i zaczął brać czynny udział w działaniach wojennych. A najlepiej rozważ, czy nie użyć tego, który do nas dołączył.
Co do Ishikawy, o którego pytałaś - tak, nie jest z naszego ludu, ale zdążył sobie zasłużyć na moje zaufanie. Ani razu nie splamił swojego honoru przy mnie, do tego jest bardzo wprawnym wojownikiem - myślę, że niedługo mógłby nawet rzucić wyzwanie niektórym spośród największych z nas. Radzie może nie, ale Asahiemu, Nori? Niemal na pewno. Skorzystaj zatem z jego siły - tutaj, za Murem i tak nie ma na razie dla niego miejsca. Przyda się bardziej wam.
Ze swojej strony - nie mam zastrzeżeń, żeby oficjalnie dołączył do twojego klanu. Co prawda, może bardziej odnalazłby się wśród Soma, ale nie chcę dawać takiej broni w ręce Nishimury (jeśli czytasz ten list, Nishi - to bez obrazy, ale znamy się nie od dziś i sam doskonale wiesz, że trzeba cię do cholery temperować, czasami nawet jak drugi z was jest przy sterach). Ostatnie słowa kieruję zaś do Ishikawy. Niech je przeczyta, albo mu je po prostu przekaż, jak wolisz.
Ishikawa-san - jeśli chodzi o ciebie, to jest moim życzeniem, byś traktował Yumeki dokładnie tak, jak traktujesz moją osobę. Potrzeba, żebyś oficjalnie dołączył do któregoś z klanów, choć oczywiście nie oznacza to, że masz porzucić nazwisko. Niemniej, Yumeki będzie lepiej niż ja wiedziała, gdzie twoje ostrze może przydać się najbardziej. Ufam, że będziesz jej służyć tak samo wiernie, jak i mnie.
Podpisano,
Y.
Kiedy skończyłeś lekturę i oddałeś list, Megumi znowu się odezwała, choć w międzyczasie wyciągnęła jeszcze z jakiegoś powodu mapę.
- Jak widzisz, Kyuubi-sama ufa ci na tyle, by zarekomendować twoje oficjalne dołączenie do wolnych plemion. Konkretnie - do klanu Mateki. Jeśli się zgadzasz, to niniejszym w imieniu Yumeki-sama, nadaję ci rangę Kogo i przyłączam do klanu pieśni i demonów. Wraz z tytułem, w dowód uznania dla twoich dotychczasowych dokonań, Yumeki-sama oddaje również w twoje i twoich potomków ręce zamek Shibata, położony tutaj. Jest trochę zaniedbany, dostaniesz jednak też rzemieślników, którzy pomogą ci w jego odbudowie. -
Teraz już wiedziałeś, po co była jej mapa terenów Atarashi. Stuknęła palcem w jeden z punktów na niej, po czym znowu skinęła na Ryūzō, który tym razem wyciągnął z torby inny przedmiot - złoty medalion, na którym wyryte zostało twoje imię oraz nowa ranga, wszystko opatrzone symboliką klanu Mateki.
Występujące postacie:
Kurogane Ryūzō - KLIK
Kageyama Megumi - KLIK
1 x
Kaito Ishikawa
Posty: 752 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Długi łuk Kołczan Lis ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » 31 sty 2026, o 18:48
Fabuła
P o zdaniu relacji , tego co łączy mnie i Erumi czekałem w napięciu na to co będzie dalej. Spodziewałem się najgorszego, ale reakcja pani Megumi całkowicie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, ale przyznając sam przed sobą, wiedziałem, że właśnie odczuwam radość. Dostałem przyzwolenie na to, aby być z kobietą... za którą bardzo tęskniłem.
P óźniej jednak stało się coś, co całkowicie zmieniło moje życie... Przeczytałem list od Yamamoto... Poczułem silny ścisk w okolicach serca, choć chciałem tego uniknąć głupie łzy same napłynęły do moich oczu... List odłożyłem delikatnie na stole... Rękami zakryłem swoją twarz... Ojciec nie przygotowywał mnie na taki los... Zawsze wyobrażałem sobie, że ścieżka samuraja ma w sobie dużo romantyzmu... Pan ze swoim samurajem u boku, gotowi są walczyć do samego końca... Walcząc o lepsze jutro dla swoich, nie krzywdząc niewinnych, chronić swojego honoru... Opuściłem w końcu ręce:
- Yamamoto-dono umyślnie czy nie, ale właśnie kupczy moim ostrzem jak herbatą na targowisku... A do tego nie ma osobiście szlachetnej Yumeki-dono, której miałbym oddać swoje ostrze...
Mój głos urwał... Bolało, jak to cholernie mnie to bolało, tylko siłą woli powstrzymałem się, żeby nie opuścić tego miejsca... Mam być shinobi ? Wyśmiałbym ten pomysł jeszcze kilka miesięcy temu, ale teraz ? Po raz kolejny zawiodłem się na kimś, kto miał mi być panem... Yamamoto miał być tym idealnym, ostatnią szansą na spełnienie coraz bardziej wydającej się, nie realnej obietnicy złożonej mojemu ojcu... Jednak czy shinobi nie mieli lepiej ? Niektórzy z nich, byli bardzo honorowymi wojownikami, żyli szczęśliwie pod skrzydłami swego lidera, byli narzędziem tak samo jak ja, ale nie musieli się obawiać, że ktoś się ich pozbędzie jak niechcianego narzędzia... Moje obawy, że zaczyna mi za bardzo zależeć, właśnie chyba tego też dotyczą... Z klanami pokazałem inicjatywę, którą sam zacząłem podejmować, walcząc o dobro życie ludzi, którzy pode mną walczyli... Nie byłem bierny jak Yamamoto, nie patrzyłem bezsensownie jak ulatuje szansa zwycięstwa... Po prostu ją chwyciłem, łamiąc bushido... Jednak jak się okazuje, nie potrzebnie o to się martwiłem... Łamanie kodeksu bushido w imię ratunku życia swoich ludzi nie może być złe... Ci którzy łamią zasady są śmieciami, ale ci którzy porzucają swoich towarzyszy na pastwę losu są jeszcze większymi ścierwami... W chwili mej słabości odpowiedź przyszła sama, mój duch uspokoił się, przestałem się wahać, znowu po tygodniach rozterek zacząłem myśleć ostro i pewnie jak ongiś...
- Proszę o wybaczenie Megumi-sama, chwila słabości.
Miałem dostać własny zamek i wysoką range shinobi, jednak choć mogło to wydać się bezczelne, miałem jeszcze jeden warunek
- Zostanę shinobi klanu Mateki, Yumeki-dono, będzie moją liderką. Będę strzegł tego klanu, gotowym za niego oddać życie... Jednakże proszę o jeszcze jedną rzecz... Mianowicie chciałbym, aby w imieniu Yumeki-dono, złożyła mi pani obietnice. Obietnice, że nie będziecie kupczyć mną jak herbatą na targowisku. A moja i mego klanu przynależność do klanu Mateki staje się faktem niepodważalnym.
Czekałem w napięciu, gdyż od tej odpowiedzi, zależał mój los.
0 x
Kujaku Haruka
Posty: 647 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11834&p=224917#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » wczoraj, o 20:25
Post Fabularny
Wiosna 396 roku
Atarashi
Kaito Ishikawa
Spotkanie zaoferowało ci, jak się okazało, sporą dawkę emocji. Po pierwsze - odetchnąłeś z ulgą, że nikt nie ma ci za złe przebywania z Erumi. W zasadzie wręcz dostałeś wolną rękę, może najwyżej z zastanowieniem się za jakiś czas, czy to na pewno jest to, czego pragniesz - nic więcej. Największe kajdany, jakie zatem ci ciążyły w tym aspekcie były tymi, które sam sobie nałożyłeś. Potem jednak przyszedł cios, którego się nie spodziewałeś - pytanie, czy sam Yamamoto zdawał sobie sprawę z tego, jaki jego list będzie mieć wpływ na ciebie, że w ten sposób zburzył właśnie twoje wyobrażenie na temat służby w jego imieniu. Musiałeś dokonać nagłej, wyjątkowo gwałtownej zmiany swojego myślenia, nagiąć je na nowe tory, ale tak, by nie zerwać tego, co decydowało o... cóż, o byciu tobą. O byciu samurajem.
Naturalnie, nie uszło to uwadze obojga rozmówców, chociaż po minie Ryūzō zorientowałeś się, że chyba nie do końca zrozumiał emocje, które zagościły na twojej twarzy.
- Co? Jaka kurwa herbata? -
Megumi uciszyła go dłonią. Zmarszczyła delikatnie brwi, ale zaraz coś błysnęło w jej oku i spojrzała na ciebie ze zrozumieniem. Do tego spokojnie wysłuchała twojego warunku, podczas gdy Ryūzō patrzył to na ciebie, to na nią, dalej chyba nie mogąc do końca pomieścić tej konwersacji w swoim własnym rozumieniu świata.
- Żebyśmy się dobrze zrozumieli, Ishikawa-san... Yumeki-dono nie ma, ponieważ w pełni oficjalne odebranie przysięgi odbędzie się za jakiś tydzień, podczas festiwalu. Tym bardziej, że... cóż, ma dużo spraw na głowie, więc w niektórych zastępują ją seinnini. A to, że Kyuubi-sama cię zarekomendował komukolwiek jako kompetentnego wojownika, to... cóż, pewnie na palcach jednej dłoni mogłabym policzyć podobne przypadki w ciągu ostatnich dziesięciu-dwudziestu lat. Nie chciałabym zatem, żebyś żył w błędnym przekonaniu, że ktoś nie okazał ci tutaj szacunku. -
Spojrzała na Ciebie, badając cię wzrokiem, zapewne próbując dopasować swoje własne wartości i perspektywę do tego, co czułeś ty sam. Potarła dłonią brodę, masując jakby skórę twarzy w lekkim zamyśleniu, po czym spojrzała w sufit, przywołując jakieś wspomnienia.
- Pamiętam podobną rozmowę z Hisao Sogą, lata temu... Powiedzmy, że miał podobne obiekcje i odczucia co do swojej rozmowy z liderką klanu Orochi. Przysięgałeś wierność Kyuubiemu-sama, a teraz zostajesz... przekazany... innemu liderowi. Tyle, że Kyuubi-sama po prostu nie ma na miejscu, do tego... do tego chyba wie, że jego czas powoli się kończy. Raczej nie tej zimy, raczej nie kolejnej... ale czas, w którym stare legendy i stare pokolenie plemion odejdzie w cień jest coraz bliżej. I nie chce, by wtedy plemiona zostały całkiem bez ochrony. Stąd polecenie ci, abyś związał się z klanem Mateki - ponieważ Kyuubi-sama ufa najbardziej Yumeki-sama i temu, że nie wykorzysta ona twojej wierności w niehonorowy sposób. Myślę też, że mogę ci spokojnie w jej imieniu przysiąc, że to jedyny taki przypadek, gdzie twoje ostrze zostanie przekazane komu innemu. Klan Mateki z chęcią przyjmie cię do swego grona, nawet jeśli nie umiesz grać na żadnym instrumencie. Czy to cię satysfakcjonuje? -
Megumi wstała od stołu, po czym przeszła jeszcze do szafek, przynosząc z nich jakąś karafkę i trzy drobne czarki. Było coś kuriozalnego, a jednocześnie nieco... przytulnego? Ciepłego? ...w całej tej sytuacji. Oto ty, samuraj ze starego, poważanego rodu, po raz kolejny miałeś komuś przysiąc swoje życie i wierność, w pustej sali jadalnej, pachnącej niedawno gotowaną strawą. Tym razem jednak zapewniłeś sobie, by w miarę możliwości był to ostatni taki przypadek.
- Pijasz? W moim plemieniu takie przysięgi pieczętowaliśmy jednym kieliszkiem trunku. Ale jeżeli wolisz, możemy poprzestać na tradycyjnej przysiędze krwi. - spytała, czekając na twoją reakcję i kładąc obok czarki prosty, kościany nóż.
Występujące postacie:
Kurogane Ryūzō - KLIK
Kageyama Megumi - KLIK
0 x
Kaito Ishikawa
Posty: 752 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Długi łuk Kołczan Lis ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » wczoraj, o 23:10
Fabuła
C hoć ból rozsadzał mnie od środka, żal powoli odchodził, widząc, kłopoty jakie przysporzyłem moim rozmówcą, którzy nie byli w stanie zrozumieć moich uczuć. Kiwałem głową twierdząco i w dogodnym momencie podniosłem rękę uspokajająco.
- Rozumiem, proszę się nie przejmować, nie chowam urazy. Chciałem też przeprosić, zasugerowanie, że powinna tu być Yumeki-dono było niegrzeczne z mojej strony, proszę o wybaczenie.
Na kolejne rewelacje kiwnąłem tylko głową, chciałem już mieć to za sobą, im szybciej tym lepiej.
- Tak... To mnie satysfakcjonuje. Dziękuję, Megumi-dono. - odpowiedziałem ze szczerą wdzięcznością w głosie
Z aproponowano mi alkohol
- Nie pijam alkoholu, mąci zmysły, osłabia wolę wojownika... Jednak jeżeli tego wymaga rytuał, to w imię dziedzictwa i zwyczajów, jestem skłonny do niego przystąpić - powiedziałem nie pewnie
Nie do końca podobała mi się opcja wypicia alkoholu, ale w tym momencie, chciałem znaleźć się w klanie Mateki. Złożona obietnica, była nadzieją... chyba już ostatnią jaka mi pozostała
W momencie kiedy rytuał dobiegł końca, zabrałem głos:
- Skoro należę do klanu Mateki i mam go strzec to jest jedna kwestia do poruszenia. Ród Soga. Znam go z ziem samurajskich. Ród ten zdradził mój, zabijając naszego pana. Ród Ishikawa okrył się przez to hańbą, mój ojciec wraz z naszymi samurajami odzyskał honor, ale kosztowało ich to życie. Soga zabrali świetlaną przyszłość mego klanu... Nie mówię tego bo oczekuje satysfakcji... Mówię to po to, aby nasz klan, klan Mateki, nie popełnił tego samego błędu co klan Ishikawa... Jedynie o co mogę prosić, to w chwili, w której klan Soga zacznie sprawiać kłopoty i kogoś trzeba będzie wysłać, niech to będę ja...
W końcu powiedziałem to co we mnie siedziało, choć wcześniej uznałem, że kim byłbym, gdyby mówił swojemu panu komu można ufać, a komu nie. To teraz, w tym momencie nie czułem tego oporu... A nawet, poczułem jakbym zrzucił siebie ciężar, który mi straszliwie ciążył... Tak, czuję się teraz o wiele lżejszy.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość