Atarashi jest prowincją położoną na północnym krańcu kontynentu, nad Morzem Lazurowym, pomiędzy Antai a pozostałościami Muru oddzielającego dawniej Sogen i tak zwane Niezbadane Obszary. Powstała ona w wyniku podboju części Sogen przez „ludzi zza muru”, którzy w lecie 394 r. dokonali inwazji, usuwając z tych terytoriów władzę klanów Uchiha. Od tego czasu zamieszkują oni te ziemie, rozdając karty w tej części Wietrznych Równin. Zamieszkiwana jest przez klany Soma, Orochi i Mateki , które swoją siedzibę mają w Mieście Atarashi (Stare Kōtei), odbudowanym po zniszczeniach powstałych podczas podboju. Klan Kujaku poszedł za to dalej na zachód, zatrzymując się na Półwyspie Antai. Jest to także miejsce położenia tajemniczego Kamienia z Gwiazd.
Ayatsuri Yuu
Posty: 695 Rejestracja: 25 wrz 2020, o 14:23
Wiek postaci: 22
Ranga: Ogar
Krótki wygląd: szczupły, delikatnie umięśniony, czarnowłosy, zielonooki
Widoczny ekwipunek: odznaka ninja, duża torba, bandaże na rękach, dwie kabury na broń, duży pojemnik na substancję na ramieniu (pełen piasku), Yakei, płaszcz
Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=8939
Multikonta: Kokuyo Akagane
Post
autor: Ayatsuri Yuu » 21 sty 2026, o 18:16
Ech, może gdyby wcześniej spędził czas na tym, by faktycznie zadbać o kompleksową edukację medyczną, nie doszłoby do tego, co okazało się niestety nieuniknione. Yuu naprawdę nie chciał go zabić i gdyby mógł wcześniej podjąć inną decyzję, która nie zagrażałaby jego bezpieczeństwu, bez wahania by to zrobił. Niestety, na linii stało jego własne życie, a nie można zaprzeczyć, że był w tej sytuacji ofiarą, na którą zastawiono pułapkę. Dlatego właśnie nie powinien mieć wyrzutów sumienia, ale pojawiły się one, gdy na jakiś czas przed dotarciem do Shi no geto sprawdził stan swojego "jeńca" i odkrył, że upłynęła z niego resztka życia. Chociaż było to przykre, wiedział co musi zrobić - spalić ciało, by pozbyć się dowodów. Nie zrobił oczywiście niczego złego, ale osoby, które by o tym usłyszały, a konkretnie wieśniacy z Munro i okolic mogliby być innego zdania - o opinię współShinsengumi się nie marwił, bo wiedział, że znakomita większość osób z podobnym problemem poradziłaby sobie tak samo. Oczywiście nie mówił o tych, którzy całkowicie wykraczali poza skalę siły w danym starciu, ale jak wiadomo wygrać utrzymując przeciwnika przy życiu jest znacznie trudniej niż po prostu się takowego pozbyć. I byli przecież tacy, z którymi tak bez żadnego problemu poradziłby sobie Yuu, ale tajemniczy klient Hamury, choć słabszy od niego, ewidentnie nie był aż tak słaby.
Za to pozbywając się ciała znalazł niesamowicie ciekawą pamiątkę po nim, jeśli można było w ogóle to tak nazwać. Przez kilka minut aż zapomniał o całym świecie, wgłębiając się w treść, która niestety nie była na tyle łatwa, by mógł ją zrozumieć bez kilkukrotnego przeczytania tego samego fragmentu. Znaczy sam zamysł techniki nie był szczególnie zaskakujący, ale sposób w jaki była wykonywana... A zresztą, nie czas teraz na to. Zdecydowanie mógł odłożyć na później tę akurat kwestię i zająć się studiowaniem zwoju wtedy, kiedy już będzie w przyjemniejszym miejscu. Zwłaszcza że tym, co wytrąciło go z koncentracji na nowym Fuinjutsu był bardzo nieprzyjemny swąd ludzkiego ciała. Oddalił się w związku z nim trochę, by go nie czuć, ale obserwował spalanie się do momentu aż zostaną tylko niemożliwe do zidentyfikowania kości, a w razie potrzeby jeszcze podsyci ogień. Kości będzie można zebrać i jeszcze rozrzucić, najlepiej w takich miejscach, by zwierzyna z okolicy szybko się nimi zajęła.
Yuu nigdy nie był szczególnie religijny, ale wydarzenia, których był świadkiem od kiedy przybył na Mur skłaniały go do pewnego przewartościowania swoich priorytetów. Czy znaczyło to, że będzie teraz co trzeci dzień spędzać śpiewając mantry w świątyni? Ależ skąd, ale pozwolił sobie na trochę dłuższą zwłokę, prosząc o spokój dla mężczyzny, którego życia pozbawił. Nie było powodu, by miał cierpieć również po śmierci. Znaczy oczywiście, można było do tego podejść małostkowo, w końcu i tamten tak zrobił, ale w zasadzie z jakiej racji?
No i może nie przystawało to do sytuacji, ale kiedy już ruszył ponownie w drogę, od myśli o schowanym chwilowo zwoju oderwała go niepożądana, ale bardzo życiowa refleksja zabarwiona pewną irytacją, że znowu będzie musiał czyścić wnętrze marionetki z krwi. Zdarzało się to niestety coraz częściej, a zupełnie czym innym było szybkie przetarcie ostrzy po walce, a innego podejścia wymagało wywabienie zaschniętej lub wsiąkniętej głębiej w drewno cieczy. Głupio trochę, bo irytował się głównie na trupa, którego sam tam umieścił, ale bądźmy poważni - to z jego powodu wynikła cała ta bitka, więc nie można powiedzieć, że było to nieuzasadnione.
W końcu jednak, kiedy nadchodził już wieczór, znalazł się ponownie w Shi no geto, gdzie wchodząc do środka fortecy szybko zapieczętował swoją lalkę. A w zasadzie Pająka, bo Tytana mógł schować do zwoju już chwilę po momencie, gdy dowiedział się o śmierci jeńca. Był zmęczony całym dniem drogi, zwłaszcza że podróżował jeszcze po walce, ale zmusił się, żeby jeszcze tego samego dnia załatwić wszelkie formalności i tym samym mieć troszeczkę prościej nazajutrz. Wpierw odnalazł Kapitana z Sekcji Zaopatrzeniowej odpowiedzialnego za dostawy sprzętu na Mur, choć musiał spytać paru Szczurów nim udało się do niego dotrzeć. Po krótszej rozmowie przedstawiającej sytuację w Munro i podczas powrotu został w końcu odprawiony, ale słońce zdążyło już do tego momentu zajść, więc szybko pognał do magazynu, by złożyć z powrotem namiot i poświadczyć zdanie sprzętu i w końcu był już wolny.
Ale o ile nie miał już formalności do wypełnienia, chciał odprężyć się też trochę psychicznie, nie tylko paść na łóżko i spać do późnego poranka. Uwolniony na moment od obowiązków udał się do karczmy, gdzie co prawda nie będzie dzisiaj duszą towarzystwa, ale wczuje się w przyjemny klimat pośród ludzi, których łączą więzy nigdy nie zrozumiałe przez tych, którzy nigdy nie narażali życia wspólnie z kimś. Nie zamierzał nie wiadomo jak długo siedzieć przy piwie i pogawędkach, pewnie z godzinkę, a później spokojnie wróci do swojej kwatery i zaśnie w końcu na własnym łóżku, a nie w jakiejś karczmie czy na gołej ziemi.
0 x
Ayatsuri Yuu
Posty: 695 Rejestracja: 25 wrz 2020, o 14:23
Wiek postaci: 22
Ranga: Ogar
Krótki wygląd: szczupły, delikatnie umięśniony, czarnowłosy, zielonooki
Widoczny ekwipunek: odznaka ninja, duża torba, bandaże na rękach, dwie kabury na broń, duży pojemnik na substancję na ramieniu (pełen piasku), Yakei, płaszcz
Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=8939
Multikonta: Kokuyo Akagane
Post
autor: Ayatsuri Yuu » 22 sty 2026, o 00:46
Kolejny dzień NIE miał się wcale tak zacząć. W planach było napicie się odrobiny piwa, spędzenie z godzinki, maksymalnie dwóch z przyjaciółmi z Shinsengumi, a następnie powrót do kwatery i porządne wyspanie się na własnym łóżku. Nie było mu to jednak dane, zasiedział się mocno i ranek zastał go co prawda śpiącego, ale nie tam gdzie zaplanował, a wciąż w karczmie. Bądź co bądź musiał odpaść wcześnie, bo nie czuł się wcale jakoś bardzo niewyspany, nawet nieszczególnie bolała go głowa, choć pewnie jeszcze z godzinka snu by nie zawadziła. Kiedy z pewną obawą rozejrzał się wokoło, mógł jednak odetchnąć z ulga, bo nie wyglądało na to, by zwymiotował wczorajszą kolację. Ewidentnie szybkie odpadnięcie było spowodowane wyczerpaniem po podróży, nie nadmierną konsumpcją alkoholu. Czuł jednak wpływ ostatniej nocy na siebie, ale nie chciał marnować zbyt wiele czasu. Można pić do późna, ale jednak trzeba rano wstać, na tym polega odpowiedzialność. A on był faktycznie odpowiedzialny, w związku z czym odpuści sobie dodatkowy sen i zamiast tego umyje się w zimnej wodzie, to powinno bez większego problemu zmyć z niego resztki senności.
I faktycznie zadziałało, ale kiedy zasiadł sobie w wygodnym miejscu do czytania zwoju, który uzyskał poprzedniego dnia odkrył że trudno mu się zabrać za porządne studiowanie go. Owszem, przesuwał oczami po tekście, ale miał problem z przyswojeniem go sobie, zmuszając go do ciągłego wracania do poprzednich części tekstu kiedy zorientował się, że w zasadzie nie do końca jest pewien o czym czyta. W końcu jednak stwierdził, że wystarczy, bo w tej sytuacji nie ma to sensu. Ewidentnie dzisiaj będzie musiał popracować bardziej fizycznie, a wysiłek intelektualny zostawić na kolejny dzień, albo chociaż na wieczór. Nie pozostawało więc nic innego jak zająć się codziennym treningowym reżimem, który narzucił mu Shirogane na każdy dzień, który spędzał w fortecy, a nie na jakiejś misji poza nią. Oczywiście doskonale pamiętał, że w czasie jego ostatniej podróży minął termin, w którym miało być gotowe jego kolejne zamówienie na części do marionetek. Ekscytował się tym, że wreszcie będzie mógł w praktyce przetestować to, nad czym już pracował teoretycznie, ale nie było co uprzedzać faktów - zrobionoby mu z dupy jesień średniowiecza, jakby okazało się, że pominął dzień treningu, a spędził cały dzień w warsztacie. Zresztą aż tyle nie będzie potrzebował - sam projekt do zbudowania był w zasadzie dosyć prosty, a jedyną trudność sprawiało dodatkowe zastosowanie do niego Fuinjutsu.
Cały ranek spędził pracując nad swoją wytrzymałością i uczciwie wypełniając jedno po drugim wszystkie ćwiczenia, które zawierały się w jego codziennej rutynie w czasie wolnym. Bieg wokół fortecy, pompki, przysiady i brzuszki to był zaledwie wierzchołek góry lodowej, który traktował jako rozgrzewkę, potem wchodziły kolejne ćwiczenia, zaprojektowane specjalnie po to, by zmusić do pracy szczególnie te partie jego mięśni, które na co dzień były zaniedbane, a które przy niektórych manewrach okazywały się niezbędne i już miał sytuację - ba, w zasadzie to nie jedną - w której zawiodły go, gdy ich potrzebował. Oczywiście, głównie musiał martwić się o to, by to jego marionetki okazały się wystarczająco sprawne by robić to czego od nich oczekiwał, ale nie mógł zaprzeczyć, że czuł efektywność treningów, które mu narzucono. Weźmy chociażby ten pierwszy ukradkowy atak, którym zaskoczono go wczoraj - może i nie zdołał jeszcze go uniknąć, ale wiedział, że przed tym morderczym reżimem treningowym nie tylko w ogóle nie byłby w stanie zareagować, ale też jego ciało gorzej by go zniosło - zdecydowanie czuł że atak miał problem z wbiciem się w niego z taką siłą jak tego chciał jego przeciwnik.
No ale w końcu skończył intensywny trening i mógł zając się tym, co lubił najbardziej - sztuką. Po ponownym szybkim obmyciu się i pozbyciu potu, który zmoczył całe jego ciało od razu ruszył tam, gdzie gnało go serce - do sklepu z wyposażenie, gdzie już czekało na niego jego zamówienie. A przynajmniej powinno czekać. I gdy zobaczył sklepikarza rozpromieniającego się na jego widok, wiedział że tak było - w końcu nie tylko on teraz zyska nową kukiełkę, ale i tamten zarobi niemałą kwotę za prowizję przy transporcie odpowiednich części. Ale kiedy tamten zniknął na zapleczu by przynieść to, co zamówił wcześniej Yuu, postanowił trochę uzupełnić swoje zakupy. Część rzeczy oczywiście mógł zamówić w zbrojowni, ale niektóre warto byłoby mieć na własność, ot chociażby namiot - w końcu coraz częściej wybywał poza fortecę na tyle długo by musieć spędzić noc na zewnątrz, a komfort był jednak ważny. Do tego może jakaś żyłka, makibishi, dzwoneczki. Tak, to chyba starczy. I doskonale się składało, bo akurat sklepikarz wrócił z całą skrzynią z jego zamówieniem.
-Jeszcze to dorzućmy do zamówienia. I dzisiaj nie będę potrzebował skrzyni. - chciał się trochę pochwalić, okej? Nawet lekkie zapoznanie się wczoraj ze zwojem jaki znalazł pogłębiło jego zrozumienie technik pieczętujących na tyle, że był w stanie jeszcze bardziej efektywnie zarządzać przestrzenią w nich, żal byłoby nie skorzystać, a jak dziwnie by to nie zabrzmiało, ale to właśnie ten mężczyzna był świadkiem większości sukcesów Yuu na Murze - doskonale zdawał sobie sprawę nie tylko z tego że opracował jakiś nowy projekt, ale i że spłynęło mu wystarczająco wiele z dodatków do żołdu za wykonane zadania na kolejne duże zamówienie.
Ukryty tekst
0 x
Ayatsuri Yuu
Posty: 695 Rejestracja: 25 wrz 2020, o 14:23
Wiek postaci: 22
Ranga: Ogar
Krótki wygląd: szczupły, delikatnie umięśniony, czarnowłosy, zielonooki
Widoczny ekwipunek: odznaka ninja, duża torba, bandaże na rękach, dwie kabury na broń, duży pojemnik na substancję na ramieniu (pełen piasku), Yakei, płaszcz
Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=8939
Multikonta: Kokuyo Akagane
Post
autor: Ayatsuri Yuu » 22 sty 2026, o 18:35
0 x
Ayatsuri Yuu
Posty: 695 Rejestracja: 25 wrz 2020, o 14:23
Wiek postaci: 22
Ranga: Ogar
Krótki wygląd: szczupły, delikatnie umięśniony, czarnowłosy, zielonooki
Widoczny ekwipunek: odznaka ninja, duża torba, bandaże na rękach, dwie kabury na broń, duży pojemnik na substancję na ramieniu (pełen piasku), Yakei, płaszcz
Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=8939
Multikonta: Kokuyo Akagane
Post
autor: Ayatsuri Yuu » 23 sty 2026, o 09:51
0 x
Ayatsuri Yuu
Posty: 695 Rejestracja: 25 wrz 2020, o 14:23
Wiek postaci: 22
Ranga: Ogar
Krótki wygląd: szczupły, delikatnie umięśniony, czarnowłosy, zielonooki
Widoczny ekwipunek: odznaka ninja, duża torba, bandaże na rękach, dwie kabury na broń, duży pojemnik na substancję na ramieniu (pełen piasku), Yakei, płaszcz
Link do KP: http://shinobiwar.pl/viewtopic.php?f=33&t=8939
Multikonta: Kokuyo Akagane
Post
autor: Ayatsuri Yuu » dzisiaj, o 01:14
nauka
Senju Sobu
I kolejnego dnia w końcu zacznie faktycznie wcielać w życie swój pomysł dotyczący Jednorożca. W końcu miał swój cel w zbudowaniu kukiełki w takiej formie, w jakiej to ostatecznie zrobił - i co więcej, miał już w głowie plany na kolejne podobne, jednak najpierw musiał się przekonać czy jego idea jest słuszna i wystarczająco skuteczna do zastosowań bojowych. Jeśli nie, to cóż, wyrzucił ostatnio sporo pieniędzy w błoto, zamawiając odpowiednie części. Ale taki już był żywot marionetkarza, zwłaszcza takiego, który cały czas starał się rozwijać w rodowej sztuce. W przeciwieństwie do wielu shinobi jego wysiłki nie skupiały się tylko na poprawieniu swoich możliwości - musiał spędzić całe mnóstwo czasu na projektowaniu i prototypowaniu nowej broni. A przy jego ambicji do tego, by marionetki nie były tylko bronią, ale miały też walory artystyczne, przedsięwzięcie stawało się astronomicznych rozmiarów. Oczywiście, mnóstwo osób go "wyprzedzało", ale ostatecznie maraton wygrywa ten, kto się nie zatrzyma, a nie ten kto zdobędzie przewagę na początkowym fragmencie trasy.
Ponownie musiał znaleźć w sobie specyficzny rodzaj wdzięczności do zmarłego, skierowanej ku ofierze jego ostatniego wypadu poza Shi no geto. Gdyby nie on i zwój, jaki odnalazł przy jego ciele, miałby wciąż pewne braki w sztuce pieczętowania, które ostatnie dni pozwoliły mu załatać. Mając teraz w głowie kilka kawałków puzzli, których wcześniej mu niefortunnie brakowało, teraz mógł przełożyć nowe zrozumienie na kolejne próby wzmocnienia swoich możliwości. Czy Kaifujutsu: Aiandomu szczególnie pomagało mu w wykonaniu tego, co planował z Jednorożcem? No w zasadzie to nie, ale były tam pewne zasady, na których obie częściowo bazowały. W tej kategorii jednak bardziej przyda mu się doświadczenie zdobyte przy Kyosei no Kaifu - bądź co bądź różnicę między podstawową i bojową formą Jednorożca zaplanował na tyle różniące się rozmiarami, że będzie musiał uwzględnić aspekt nadania pewnego impetu, nawet jeśli nie wystarczającego by korzystać z niego przy strzelaniu.
Natychmiastowe przywołanie wszystkich części przy tym konkretnym projekcie było najzwyczajniej w świecie karkołomne. Na całe szczęście położył już pewne podwaliny pod tę technikę już na etapie budowania. Przygotował w projekcie wzór pieczęci, jakie będą musiały zostać umieszczone na szyi kukiełki i wyraźnie je odznaczył. Była to czasochłonna i irytująca część całego procesu, ale tak już było z pieczęciami - każda była inna, nawet jeśli pozornie służyły do tego samego. Z tego właśnie powodu musiał spędzić mnóstwo czasu na studiowaniu przykładów i opracowywaniu wzoru perfekcyjnego dla siebie, a przynajmniej dla tego jednego przypadku. Teraz jednak odkrywał, że zaczynał wątpić w swoje dzieło i szukać wad konstrukcyjnych w pieczęci oraz analizować możliwości poprawy. Choć parę chwil spędził owładnięty tymi myślami, stosunkowo szybko zdołał się złapać na tym i wyrwać z powoli formującej się obsesji. Jeśli da sobie samemu przekonać się, że jest źle to potem ponownie uwierzyć będzie bardzo ciężko - w zasadzie w takiej sytuacji byłby swoim największym wrogiem w dokończeniu pracy nad tą kukiełką.
A więc skoro już spędził parę dni na researchu, teraz zostawała ta prostsza część - wprowadzenie wszystkiego w życie. Co jednak było bardziej problematyczne, musi tu zachować kolejność odpieczętowywania. Jeśli przywołałby całą szyję Jednorożca w jednym momencie, za mocno działałoby przyciąganie ziemi i utrudniłoby przymocowanie końcówki do reszty kukiełki i jeśli nie zrobiłby tego od razu w odpowiednim momencie zwyczajnie by spadła jako niezależna część. A tego nie chciał, choć pewnie zdarzy się to jeszcze wiele razy w czasie prób. Ale w zasadzie to był problem odpieczętowania, ostatecznie zapieczętowanie elementów nie powinno się wcale różnić od standardowego poza celowym rozplanowaniem każdego kawałka miejsca. Jednak kiedy zaczął, poczuł opór. Nie ulegało wątpliwości, że wynikał on ze zmiany materiału, na którym umieszczono pieczęci zamiast zwykłego zwoju. I czekał go powrót do deski kreślarskiej z paroma zwojami traktującymi o temacie i głową gotową do wykonywania obliczeń. Żeby polec już na pierwszej próbie. Znaczy nie była to porażka, bo widział po działaniu pieczęci, że był blisko - potrzebował tylko niewielkich poprawek.
A kiedy te kilkakrotnie przeliczył i naniósł na kukiełkę, okazało się, że po paru próbach skupionych na modyfikacji ścieżek chakry, bez problemu zakończył pieczętowanie. Tyle że to była najprostsza część całego ambarasu. Kiedy pierwszy raz odpieczętowywał szyję, od razu zorientował się, że jednak wiedza z Aiandomu da mu w tej sytuacji więcej niż przypuszczał. Dla kogoś bardziej doświadczonego w tej dziedzinie wiedzy byłoby jasne, że przemieszczenie przestrzenne będzie na start niezbędne, by wpasować odpowiednio w siebie części już na sam start. Jednym szczęściem było to, że dopiero co spędził dużo czasu nad tym zwojem i mógł w zasadzie od ręki, przy tylko jednym sięgnięciu do środka po referencję, dodać odpowiednie elementy do pieczęci. Potem pieczęć była już w swojej ostatecznej formie, więc tak naprawdę była to już tylko kwestia ćwiczeń - najpierw akcentując dokładność, by nie wyrobić w sobie zwykłych nawyków. Dopiero kolejnego dnia, i jeszcze następnego - bo po jednym wciąż nie był zadowolony - skupił się na rozwinięciu prędkości działania, by była wystarczająca dla potrzeb bojowych.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość