Strona 1 z 3
Satori no Bunko
: 11 gru 2015, o 23:11
autor: Rokuramen Sennin
Satori no Bunko 悟りの文庫
Biblioteka Oświecenia
Głęboko między tysiącami olbrzymich drzew, rosnącymi na niemalże wciąż dziewiczych (i niebezpiecznych dla nieprzygotowanych ludzi) terytoriach krainy, znanej powszechnie jako Tajemniczy Las, znajduje się jedna bardzo niezwykła sekwoja - wielkie drzewo z szerokim obwodem, rosnące na samym środku wysepki wystającej spod powierzchni zielonkawej wody starego jeziora. Nawet starając się przeszukiwać tereny z powietrza, nie udałoby się tej okolicy wypatrzeć - wkomponowała się ona idealnie w otoczenie, chowając swoje istnienie pod olbrzymim baldachem liści, ciągnącym się po całych terenach Tajemniczego. Tutaj trzebaby jednak spytać - po co miałoby się wnosić aż tyle wysiłku, by znaleźć jedno drzewo, nieważne jak duże by ono było?
Ano, trzeba tutaj z góry zaznaczyć, że nie bez powodu zostały wspomniane rozmiary tego wytworu natury, jak i zaznaczono że Tajemniczy Las jest "niemalże" dziewiczy. Właśnie tutaj, w miejscu gdzie praktycznie żadna inna stopa nie postawiła nigdy kroku, znajduje się - można to tak nazwać - niewielka osada wewnątrz pnia. I jak zapewne nietrudno się domyślić, temu miasteczku daleko do normalności. We wszystkich domach mieszkają bowiem tajemniczy, łysi mnisi, niekiedy z żonami (które jednak rzadko się pojawiały poza terenami drzewa), jedynym sposobem na dostanie się tutaj jest niewielka przystań na łodzie, znajdująca się u korzeni rośliny, a na wyższych segmentach kory zostały wzniesione wieże strażnicze, o koszarach nie wspominając. Połączenie fortecy z niewielką, ukrytą krainą? Coś musi być na rzeczy, prawda?
I dokładnie tak właśnie jest. O ile w osadzie można przez jakiś czas przebywać, o tyle bez pozwolenia podstarzałego przeora, rozpoznawanego jako człowiek o żelaznej woli i niezłamanym kodeksie honorowym, nie można wejść nawet na sekundę do samego centrum drzewa. Nie bez powodu.
Wewnątrz sekwoi znajduje się bowiem przepastna sala z kilkunastoma piętrami. A na każdym piętrze można było odnaleźć tysiące półek z książkami. Książkami traktującymi o wszystkim - historii, medycynie, technice, sztukach szermierczych i talentach shinobi. Zawierały one każde najmniejsze wydarzenie ze świata, każdy najmniejszy skrawek wiedzy. Woluminy znajdujące się w tym miejscu miały niekiedy wartość tak wielką, że za jedną można by było kupić całą prowincję.
Oto właśnie Biblioteka Oświecenia. Starożytna świątynia wyrzeźbiona i ukryta w naturze, by chronić całą wiedzę i tysiące sekretów, kryjące się na powierzchni ziemi. Całą tą kolekcją opiekują się właśnie przebywający tutaj mnisi, którzy upewniają się że informacje wewnątrz kolekcji są na bieżąco uzupełniane, oraz że każdy foliał jest w idealnym stanie - a w razie gdyby zaczęły się rozpadać ze starości, są oni przeszkoleni, aby tworzyć idealne kopie tychże dzieł. Jeden z nich z rzadka wychodzi poza tereny drzewa, aby w okolicznych prowincjach kupować zapasy, których zaczyna brakować (chociaż dzięki płodnej ziemi, większość towarów mnisi po prostu sami tworzą lub hodują).
Wielu ludzi mogłoby marzyć o dostępie do tego starego miejsca - niestety, tylko nieliczni wiedzą o jego istnieniu, a jeszcze mniej z nich ma szansę kiedykolwiek postawić stopę w Bibliotece. Ci jednak, którzy dostąpią tego zaszczytu, mogą być pewni że ich światopogląd zmieni się w bardzo krótkim czasie...
Re: Satori no Bunko
: 4 mar 2026, o 19:06
autor: Ichirou
Gdy Souei wypowiedział swoje przemyślenia o Owarim i jego testach, Ichirou w duchu musiał niechętnie przyznać mu rację. Z szaleńcem standardowe metody często były nieskuteczne. Może rzeczywiście musieli grać w jego grę, przynajmniej do czasu aż dotarliby do celu. Potem... cóż, wtedy zasady mogły się zmienić. A może i nie musiały - zależało od tego, co znajdą na końcu tej dziwnej wędrówki.
Przewrócił oczami i westchnął ciężko, kiedy starzec wspomniał o zwykłej bibliotece i precyzowaniu słów. Naprawdę? Teraz będą się łapać za słówka jak jacyś pedanci? Ichirou nie miał ochoty na takie gierki. Widział jednak że Owari po prostu kontynuuje marsz, jakby nic się nie stało, więc postanowił nie pociągać tematu. Może dziadek się z nimi tylko droczył. A może to była kolejna część jego dziwnych testów. Trudno było stwierdzić z tym typem.Kilka godzin później, gdy stanęli przed kamieniami z kolorowymi oznaczeniami, Ichirou spojrzał na nie z wyraźnym sceptycyzmem.
- Jak na instrukcję to dość mało czytelna, niewiele mi to mówi - stwierdził z przekąsem, krzyżując ręce na piersi.
Kamienie reagowały na ich wisiorki - to fakt. Wibracje były wyraźne, niemożliwe do zignorowania. Ale co z tego oprócz potwierdzenia że zmierzali w dobrym kierunku? Nie było tu żadnych napisów, żadnych wskazówek, żadnej mapy. Po prostu trzy kolory i wibrujące kryształy. Przynajmniej tyle - mieli potwierdzenie że coś jest na rzeczy i starzec mimo ich wątpliwości jednak prowadził ich do celu. Że to nie była kompletna strata czasu. To musiało wystarczyć.
Nie doszło do bliższego spotkania z jaguarem, więc mogli kontynuować marsz przez coraz gęstszy las. Schodzili stopniowo w dół, jakby teren naturalnie opadał, prowadząc ich do jakiegoś zagłębienia. Ciemność gęstniała z każdym krokiem mimo światła które wytwarzał. Las stawał się bardziej pierwotny, bardziej dziki, jakby cofali się w czasie. Aż wreszcie dotarli do... dziury?
Sabaku zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na wielki otwór w ziemi. Potem na Soueia. Potem na starca. I tak w kółko jeszcze kilka razy, jakby oczekując że ktoś powie "żartowałem" . Nikt nic nie powiedział. Owari stał spokojnie, wyraźnie czekając aż się zdecydują. W pewnym momencie Ichirou westchnął ciężko, pocierając kark. No cóż. Jak trzeba to trzeba.
- No dobra - powiedział krótko, bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
A potem po prostu wskoczył. Był jednak cały czas w gotowości. Piasek w gurdzie był gotowy do natychmiastowej reakcji. Gdyby była potrzeba - gdyby okazało się że to pułapka, że spadają w jakąś otchłań czy cokolwiek innego - miał plan. Mógł się wyratować, osłonić, wspomóc w każdy potrzebny sposób. Nie wskakiwał na ślepo jak jakiś idiota. Na szczęście interwencja piasku nie była potrzebna. Był to po prostu... zjazd. Długi, dość brutalny dla ubrania, ale bezpieczny. Straty podczas tego wielkiego ślizgu były jedynie w estetyce. Biała toga Diabła Świtu, która jeszcze rano lśniła czystością, była teraz porządnie usmarowana od ziemi i błota. Rękawy miały ciemne smugi, materiał przy nogach był cały w grudkach zaschniętej gliny. Kiedy w końcu wylądował i stanął na równe nogi, otrzepał się z wyraźnym grymasem niezadowolenia na twarzy.
- Przydałaby się ta trawa co czyści - skomentował z wyraźną irytacją, próbując pozbyć się najgorszych plam z togi, co oczywiście niewiele dało.
Potem uniósł spojrzenie. I zamarł. Przed jego oczami rozpościerała się... cóż, trudno było to opisać jednym słowem. Olbrzymia sekwoja - drzewo tak wielkie że jego pień musiał mieć z dziesięć, może piętnaście metrów średnicy. Może i więcej, ciężko było ocenić z tej odległości. Ale to nie samo drzewo było najbardziej zaskakujące. To, co przykuło uwagę Ichirou, to fakt że w pniu tego kolosu wyrzeźbiono coś na kształt konstrukcji. Drzewo było jednocześnie ogromną, majestatyczną rośliną, jak i tworem (chyba) ludzkim - konstrukcją zmyślnie wtopioną w sekwoję, że stawała się z nią jedną, spójną całością. Biblioteka ukryta w naturze?
- Sporawa - skomentował w końcu, nie kryjąc lekkiej nuty uznania w głosie.
- Pusto, czy mamy tam jakichś ludzi? - zagaił do kompana, bo ten ze swoimi dojutsu mógł zawczasu zrobić rekonesans i oszczędzić im ewentualnych niespodzianek.
Nie miał pojęcia czego się spodziewać po tym miejscu. Czy było ono zapomnianym od dekad reliktem przeszłości, pokrytym grubą warstwą kurzu i pajęczyn? Czy jednak było odwiedzane, może nawet zamieszkane? A może był tu jakiś gospodarz, strażnik, ktoś kto pilnował tego miejsca przed intruzami? Myśląc o tym ostatnim, zerknął podejrzliwie na starca, który stał spokojnie obok nich, obserwując ich reakcje z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Owari wiedział o tym miejscu. Wiedział jak tu dotrzeć. Wiedział o testach, o kamieniach, o wszystkim. Jaka była jego rola w tym wszystkim?
- No to czas odwiedzić ten lokal - rzucił w końcu żartobliwie, próbując rozładować nieco napięcie które narastało w nim samym.
I ruszył w stronę przystani, w stronę majestatycznej sekwoi która kryła w sobie - miejmy nadzieję - odpowiedzi na pytania które zadawali sobie przez ostatnie lata.
Re: Satori no Bunko
: 5 mar 2026, o 11:47
autor: Souei
Podczas podróży przez las nie działo się nic i było to absolutnie w porządku. Z dwóch skrajności Matsuda wolał wyjątkowo nudną przechadzkę, niż walkę o życie na każdym kroku. Droga była daleka, to fakt, ale była pokonywana dość sprawnie. Owari pokazywał im rzeczy, ale nie dzieląc się na ich temat żadnymi szerszymi wyjaśnieniami. Mafiozo też nie palił się z pytaniami, więc przeprawa upływała w większości w ciszy, co było w sumie komfortowe dla Pazura, który nie przepadał za czczymi pogaduszkami.
Dopiero spotkanie z jaguarem nieco go ożywiło. Dla Matsudy było to pierwsze zetknięcie z tym wielkim kotem i to od razu oko w oko. Nie odczuwał strachu ale nie dlatego, że dzikie zwierzę nie mogło mu w żaden sposób zagrozić. Po prostu zazwyczaj dobrze dogadywał się z "mniejszymi przyjaciółmi", i to dosłownie. Tutaj jednak nie skorzystał z okazji ku temu, aby się odezwać, zapytać czy chociażby przywitać. Po prostu patrzył w oczy drapieżnika, który był chyba zaciekawiony nimi tak samo, jak Jugo nim. Gdyby spotykali w tym lesie więcej takich cudów natury, być może byłby to etap bardziej warty zapamiętania.
No i udało się. Nareszcie dotarli do wielkiej, ziejącej dziury w ziemi, która wręcz krzyczała, aby do niej nie wchodzić.
- Czyli mamy tam wejść? - Upewnił się, bo śmierdziało to pułapką na kilometr. Dopiero więc gdy okazało się, że pozostali panowie naprawdę mają zamiar zjechać tą dziwną zjeżdżalnią, jemu nie pozostało nic innego, jak tylko przystać na to, co kazał im zrobić Owari. Dla bezpieczeństwa spróbował jeszcze prześwietlić byakuganem to co czeka na nich w środku, ale nie dostrzegł tam żadnych śladów chakry, a ciemność nie pozwalała zbadać niczego więcej. W gruncie rzeczy zrobił więc to samo co oni, choć naprawdę przez cały czas czekał tylko na moment, w którym sufit zawali mu się na głowę i zginą oboje razem z Ichirem w najbardziej naiwny sposób -wykiwani przez staruszka bez piątej klepki. Gdy więc dotarł do końca tunelu i bezpiecznie wylądował na drugim jego końcu, którym nie były zaświaty, malutki kamień spadł mu z serca. Otrzepał się z tego, co było w stanie samo odpaść z ubrania, a następnie wyprostował się i przyzwyczaił oczy ponownie do światła. Przed nimi, nareszcie, rozpostarł się widok godny zapamiętania. Struktura, która ukazała się ich oczom była dzika, pierwotna i imponująca. I o dziwo nosiła oznaki bytności ludzkiej. Nie tak wyobrażał sobie Bibliotekę, której szukali, ale to było nawet lepsze. Ogromne drzewo, którego pień był w centrum całego kompleksu wznosiło się wysoko ponad ich głowami i skutecznie przysłaniało niebo. Było zabudowane różnymi konstrukcjami, które wyglądały prosto i skromnie, ale nie jak ruina. Z tej odległości wyglądały one jak domki na drzewie, jednak to był chyba tylko efekt skali, która naprawdę zrobiła na nim wrażenie.
- Kto by pomyślał... - Wyrzucił z siebie trochę podświadomie, robiąc kroki w tamtym kierunku. Staruch naprawdę przeprowadził ich przez las, w pewnym momencie wskoczyli do dziury i już. Wielka tajemnica stała teraz u ich stóp, gotowa na odkrycie. Matsuda upewnił się, że ma na sobie swój wisior i teraz to on czekał, aż zacznie wibrować. Wyglądało na to, że znajdą tutaj o wiele więcej, niż w rzeczywistości szukali, ale mieli chyba czas na wszystko po kolei.
- Zwracam honor... - Rzekł jeszcze do Owariego, bo chyba nie musiał dodawać, jak sceptycznie był on do niego nastawiony od samego początku tej podróży. Pazur czekał jednak na dalsze wskazówki i oprowadzenie, bo nie zamierzał rwać się na hurra do drzwi i wpadać tam jak do siebie. Nie miał wątpliwości, że nie są tutaj sami, co zamierzał zaraz potwierdzić byakuganem.
Re: Satori no Bunko
: 5 mar 2026, o 22:21
autor: Nobuo
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Stali we trzech wpatrzeni w majestat drzewa, wybudowanego siłą ludzkich dłoni... prawda? W zasadzie na ten moment nie wiedzieli nic o tym drzewie, ale znajdujące się w nim budynki, albo bardziej konstrukcje przypominały miasto. Rozrzucone pomiędzy potężnymi konarami platformy, balkony i pomosty łączyły się ze sobą jak sieć ulic zawieszonych w powietrzu. Z tej odległości trudno było ocenić skalę całego miejsca, ale jedno było pewne to nie było zwykłe drzewo. Było raczej czymś pomiędzy tworem natury a dziełem cywilizacji, która postanowiła z naturą nie walczyć, a ją wykorzystać. - Nie myślcie, że to jest koniec podróży, ona się w tym momencie dopiero zaczyna. - Czyżby to była kolejna próba dziada należąca do kategorii "z dupy"?
Stali na półce skalnej, przypominało to mały klif. Po zboczach górki były wykute z kamienia schody, które prowadziły kilkanaście metrów w dół. Schody były stare, miejscami starte przez czas, a między szczelinami kamieni zdążył wyrosnąć mech i drobna trawa. Na dole znajdował się pas zieleni długi na około 100 metrów, porośnięty gęstą, wilgotną roślinnością. A na jego końcu, na granicy z jeziorem otaczającym ogromną sekwoję, była przystań.
Ze wzgórza mogli zauważyć też od razu pomost i zaczepione o niego kilka gondoli. Drewniane łodzie lekko kołysały się na spokojnej tafli wody, a ich czarne kadłuby wyglądały, jakby pamiętały czasy znacznie starsze niż sama przystań. Woda wokół drzewa była zaskakująco spokojna, niemal nienaturalnie gładka, jakby coś pilnowało, żeby jej powierzchnia pozostawała niezmącona.
Souei jeszcze stojąc przed tunelem przeskanował wszystko. Tunel, który był bezpieczny. Widok, jaki zaraz zobaczą normalnymi oczami. Przystań, pas zieleni, schody. Nawet to, że w przystani znajdują się dwie osoby o bardzo niskich pokładach chakry, czy układy chakry różnych zwierząt poruszających się wokół mężczyzn. Czuł drobne stworzenia w trawie, ptaki na gałęziach i coś większego, co na chwilę przemknęło gdzieś między krzakami.
Jednak jakby istniała jakaś dziwna bariera i nad samą wodą nie był w stanie ujrzeć żadnej chakry. Dokładnie to mógł zaobserwować, kiedy mężczyzna z przystani wyszedł na pomost przetrzeć piach albo mech pewnie nie często była używana. W chwili gdy jego stopa znalazła się nad taflą wody, jego chakra dziwnie się zachowała, jakby się za czymś schowała albo została przytłumiona przez coś, czego Souei nie był w stanie zidentyfikować.
- Ludzie są tutaj wszędzie, biblioteka sama w sobie jest otoczona wioską. - Owari wziął większy oddech, jakby chciał jeszcze przez chwilę nacieszyć się ciszą tego miejsca. - W tym momencie już droga zależy wyłącznie od was, miałem was doprowadzić tylko do wody. - Po czym, nie patrząc na członków klepsydry, ruszył w kierunku schodów, a następnie ubitą dróżką wszedł do przystani. Szedł dosyć spokojnym tempem, więc nie było problemu go dogonić. Kiedy tylko otworzył drzwi od przystani, bardzo mocno zaskrzypiały. Można było to usłyszeć z kilkudziesięciu metrów. Na pewno nie były otwierane od bardzo dawna. Kurz uniósł się lekko w powietrzu, jakby samo miejsce było zaskoczone, że ktoś postanowił z niego skorzystać.
Jeżeli zdecydowali się za nim pogonić, to przystań wyglądała następująco: składała się z jednego bardzo starego budynku wykonanego z drewna. Był on obrośnięty mchem, a wilgoć sprawiła, że część desek przybrała niemal czarny kolor. W środku, co już dobrze wiedział Matsuda, siedział za ladą jeden mężczyzna, jak na zwykłej recepcji. Było kilka krzeseł, coś na wzór poczekalni. Samo pomieszczenie główne miało z pięć na pięć metrów i wyglądało raczej skromnie, jakby miało spełniać tylko jedną funkcję przyjmować tych, którzy chcieli dostać się na drugą stronę. Z niego, przez duże drzwi balkonowe, było wyjście na drewniany pomost, po którym spacerował w tę i wewte inny łysy mężczyzna. Jego kroki były powolne i jednostajne, jakby pilnował miejsca bardziej z przyzwyczajenia niż z rzeczywistej potrzeby. Co jakiś czas zatrzymywał się przy jednej z gondoli, poprawiał linę albo zrzucał z desek trochę mchu, po czym wracał do swojego powolnego spaceru.
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
12
Re: Satori no Bunko
: 6 mar 2026, o 09:11
autor: Ichirou
Stali we trzech, wpatrzeni w majestat tego... drzewa? Wioski? Ciężko było to jednoznacznie nazwać. Z tej odległości widać było wyraźnie że nie był to zwykły twór natury. Rozrzucone pomiędzy potężnymi konarami platformy czy pomosty łączyły się ze sobą jak sieć ulic zawieszonych w powietrzu. Konstrukcje wyglądały solidnie, przemyślane, jakby ktoś naprawdę tu mieszkał. Albo mieszka. Trudno było ocenić skalę całego miejsca, ale jedno było pewne - to było coś pomiędzy dziełem natury a dziełem cywilizacji, która postanowiła nie walczyć z otoczeniem, tylko je wykorzystać. Nawet Ichirou, który na co dzień był raczej cyniczny w opiniach, musiał przyznać - imponujące.
- I tak tu sobie żyją? Bez kontaktu z resztą świata? - zapytał, zaintrygowany faktem, że miejsce to było zamieszkiwane przez jakąś społeczność. Zaskakujące, że tutejsi ludzie byli w stanie tak skutecznie się odizolować. Przecież o tym miejscu były co najwyżej jakieś strzępki zapomnianych legend. Aż dziwne, że nikt do tej pory nie położył łapska na tej lokacji.
- Czyli co, rozstajemy się? Skoro tak, to dzięki, dziadku. To była... dość specyficzna podróż - stwierdził nawet z drobną nutą wdzięczności. Owari mimo wszystko zaprowadził ich do właściwego miejsca i nie wodził ich za nos aż tak, jak się zapowiadało z samego początku.
Później ruszył za pustelnikiem. W milczeniu rozglądał się po przystani, zapoznając się z tym miejscem. Nie spodziewał się aż takiego piętna cywilizacji tutaj. Jakiś gość za biurkiem, gdzieś dalej inny spacerujący po pomoście, coś na wzór poczekalni. Może jednak bywali tu jacyś goście? Ciężko sobie wyobrazić, by siedzieli na dupie tutaj cały czas, by przyjąć jakąś wizytę raz na rok.
- Można byłoby polecieć dalej na własną rękę, ale byłoby to wobec nich trochę niegrzeczne, co nie? - zagaił ciszej do Soueia, kiedy przechadzali się po przystani. Wiadomo, dysponowali szerokim wachlarzem rozwiązań - mogliby równie dobrze olać to wszystko, użyć piaskowej chmurki, przebić się, ale finalnie pewnie skończyłoby się to jakimś zgrzytem lub większym konfliktem, w efekcie czego doszłoby do rozwiązań siłowych, szukania na własną rękę perły w morzu piasku... No nie tędy droga. Czy byli potężnymi jednostkami, czy też nie, wypadało dostosować się do tutejszych zwyczajów.
- Dzień dobry... - odezwał się kulturalnie, ze spokojnym tonem, do mężczyzny za ladą. - Chcielibyśmy przedostać się na drugą stronę. Szukamy odpowiedzi do zagadki, która dręcz nas od paru lat - zagaił enigmatycznie, choć z drugiej strony jasno przedstawił cel ich wizyty. - Mamy się gdzieś wpisać? Uzupełnić papiery? Wyrobić legitymację czytelnika? - dodał później, przecierając kark dłonią. Nie miał pojęcia, jakie zasady tutaj panują, ale skoro wszystko tutaj było tak zorganizowane, to spodziewał się jakichś formalizmów. Ale równie dobrze mogło to być po prostu jego skrzywienie - efekt zbyt długiej pracy za biurkiem jako polityk przez ostatnie miesiące.
Re: Satori no Bunko
: 6 mar 2026, o 15:37
autor: Souei
Ten niezręczny moment, gdy masz się z kimś pożegnać, ale w sumie wracacie w tym samym kierunku... Dla Matsudy było już jasne, że Owari jest częścią tej społeczności, którą im przedstawił. Mafiozo nie do końca rozumiał, co mężczyzna miał na myśli mówiąc, że to dopiero początek ich podróży, bo swój cel mieli już przecież tuż pod nosem. Wystarczyło przeprawić się przez niewielkie, spokojne jeziorko i zapytać o pozwolenie. I właśnie tutaj był pies pogrzebany. Po tubylcach można było spodziewać się praktycznie wszystkiego. Tak samo dla Pazura było prawdopodobne to, że są zwykłymi wieśniakami, jak i to, że to najlepiej na świecie wyszkoleni wojowniczy mnisi strzegący tajemnic świata od pokoleń. Rozsądek nakazywał ostrożność i brak gwałtownych ruchów, a na pewno doradzał zacząć od spokoju i uprzejmości. Wiedza zawarta w legendarnej bibliotece na pewno ogromna, ale może nie oznaczało to, że jest niedostępna i zakazana.
Pozwolił sobie na chwilę rozluźnienia zamiast ciągłego pozostawania czujnym, aby nie zostać wyprowadzonym w pole przez podstarzałego szaleńca.
- Może jeszcze kiedyś się spotkamy. - Odparł do mężczyzny, gdy ostatecznie wszyscy trzej schodzili na brzeg jeziora w kierunku niewielkiej przystani. Wyglądało bardzo prosto i skromnie, co robiło na nim w sumie dobre wrażenie. Czułby się bardziej nieswojo, gdyby Biblioteka i wszystko wokół lśniło od złota i przepychu. Ascetyczny niemal tryb życia dawał nadzieję na to, że mieszkający tu ludzie nie będą "zepsuci" w jego rozumieniu.
- Zróbmy to po ichniemu, może mają jakiś protokół do tego wszystkiego. Facet doprowadził nas na miejsce bez problemu, a jest od nich, więc może nie będzie tak źle. - Czekają ich próby, inicjacja, rytuały? Ciężko było powiedzieć. Nie wiedzieli o tych ludziach niczego, ale w sumie jakie to wyzwania mogły ich tu czekać?
Matsuda zmierzył obu nieznajomych panów wzrokiem, czekając na ich odpowiedź na powitanie Ichirou.
Re: Satori no Bunko
: 7 mar 2026, o 14:03
autor: Nobuo
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
To jest społeczność zajmująca się biblioteką... Tak, w tym momencie się rozstajemy. - powiedział ze zdecydowanie większą dozą emocji niż miał w zwyczaju. Mimo to jego głos wciąż pozostawał równy, niemal jednostajny, jakby każda wypowiedź była przez niego wcześniej przemyślana. - Na pewno się jeszcze spotkamy.
Spojrzał kątem oka na Matsudę. Ten przez krótką chwilę miał wrażenie, że coś jest nie tak. Oczy Owariego wyglądały... dziwnie. Nienaturalnie. Nie były to zwykłe oczy, ale też nie przypominały żadnego dojutsu, które kojarzył. Przez moment zdawało się, że ich kolor jakby się zmienił. Czyżby była to jakaś jego sztuczka? Iluzja? A może tylko gra światła i zmęczenia po długiej podróży sprawiła, że Matsudzie coś się przewidziało? Zanim jednak zdążył się nad tym głębiej zastanowić, pustelnik ruszył dalej, jakby nic się nie wydarzyło.
Następnie ruszyli za pustelnikiem do przystani. Kiedy tylko tam weszli, nie było już nigdzie Owariego. Jakby rozpłynął się w powietrzu albo zwyczajnie zniknął gdzieś pomiędzy pomostem a budynkiem. Za ladą siedział za to łysy, młody mnich, który gdy tylko zobaczył dwóch przybyszy, otworzył szeroko oczy i rozchylił usta, jakby zobaczył ducha. Wyglądał na autentycznie przerażonego jego mina wyglądała tak .
Przez dosłownie sekundę wpatrywał się w Ichirou bez ruchu. Potem potrząsnął łbem. - Dzień dobry... - Podobnie jak przybysze, nie wiedział do końca co powinien zrobić, ale wyraźnie starał się zachować profesjonalnie. - W czym mogę pomóc? - Na szczęście władca piasku uprzedził go i jasno wskazał, co zamierzają zrobić. - Dobrze, proszę poczekać. - Mnich wstał zza lady i pociągnął za zwisający z prawej strony sznurek. W następnej chwili rozległ się bardzo głośny dźwięk dzwonu. Nie był to jednak zwykły dźwięk miał w sobie jakiś dziwny, głęboki ton, który niósł się po tafli jeziora. Echo odbiło się od wody i odległych brzegów, krążąc wokół ogromnej sekwoi jeszcze kilka razy zanim powoli zanikło.
Nie wyglądało by miał ochotę na żarty, dlatego też całkowicie zignorował Shirei-kana kiedy powiedział o legitymacji czytelnika. Z plusów nie wyglądało też na to, by wymagał od mężczyzn jakiejkolwiek papierologii. Nie było ksiąg, formularzy ani pytań o dokumenty. Nietrudno było się domyślić, że obcych nie widują tutaj zbyt często, dlatego prowadzenie szczegółowej ewidencji raczej nie było konieczne. Po kilku sekundach w wyjściu na pomost pojawił się drugi mężczyzna. Ten był już zdecydowanie starszy. Również był mnichem łysy, ubrany w biało-pomarańczowe kimono. - Tak? - Odezwał się stojąc w drzwiach i patrząc na młodszego mnicha, kompletnie ignorując przybyszy.
- Panowie chcą przedostać się na drugą stronę jeziora. - Odpowiedział młodszy, po czym wrócił za ladę i usiadł na swoim prostym krześle. - Oczywiście, zapraszam do gondoli. - Wskazał im całą dłonią pierwszą z brzegu gondolę, który w zasadzie wyglądał jak powiększony kajak. Kiedy tylko weszli na pomost, przeszyło ich dziwne uczucie... Jakby coś ich nagle opuściło.
Usadowili się na miejscach w łodzi. Mnich odczepił linę utrzymującą gondolę przy pomoście i już po kilku sekundach z impetem wskoczył na podest znajdujący się z tyłu łodzi, wprawiając ją w ruch. Deski lekko zaskrzypiały, gdy ciężar jego ciała przeniósł się na konstrukcję. Następnie schylił się poniżej, gdzieś pod miejscami siedzącymi. Po chwili pojawiło się wiosło, które wyciągnął tak sprawnie, jakby wcześniej w ogóle tam go nie było niemal jakby je wyczarował. Jednym płynnym ruchem zanurzył je w wodzie i gondola powoli zaczęła oddalać się od przystani, przecinając spokojną taflę jeziora.
- Jak żeście tu trafili? Skąd pochodzicie? - Zapytał mnich, nie przerywając spokojnego, rytmicznego wiosłowania.
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Starszy mnich
13
Re: Satori no Bunko
: 7 mar 2026, o 21:22
autor: Ichirou
Dialog jak i samo spotkanie ze starcem dobiegało końca, więc nie było co ciągnąć dalej tematu. Owari wypełnił swoją rolę - doprowadził ich do wody, jak obiecał. Ale zaintrygował go koncept społeczności, która zajmowała się biblioteką. Spodziewał się czegoś zupełnie odwrotnego. Prędzej jakichś ruin, zapuszczonego miejsca pokrytego kurzem i pajęczynami, może co najwyżej jakiejś jednej samotnej osoby - pustelnika czy mnicha - która trzymała pieczę nad archiwami w kompletnej izolacji. A tymczasem tu cała wioska. Mnisi, przystanie, gondole. Coś jakby organizacja. Oby nie sekta.
Może Ichirou nie maszerował z otwartą gębą i wyrazem wielkiego zdziwienia wymalowanym na twarzy, ale jednak z wyraźnym zainteresowaniem rozglądał się po okolicy i lustrował uważnie napotkane osoby. Starał się nie być nachalny, ale jego wzrok błądził po detaliach - sposób w jaki mnisi się poruszali, stan budynków, sposób w jaki gondole były zacumowane. Wszystko to mówiło coś o tym miejscu. O tym jak długo tu było, jak było zarządzane, czy było przyjazne obcym.
Jak na bibliotekę przystało było jednak dość... drętwo. Mężczyzna który powitał się z przybyszami nie załapał luźnej gadki władcy piasku, odpowiadając bardzo oficjalnie i sztywno. Ichirou powstrzymał się więc od dalszych żarcików, żeby nie robić z siebie błazna. Atmosfera tu ewidentnie nie sprzyjała swobodzie i żartom. Na prośbę by poczekali chwilę, skinął głową ze zrozumieniem, starając się wyglądać na cierpliwego.
Potem spojrzał za siebie, rozglądając się po Owarim. Starzec po prostu zniknął. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu, nie zostawiając śladu. Ichirou zmarszczył brwi, rozglądając się jeszcze raz uważniej. Nic. Gdyby nie to że technika ta była elitarna i wyjątkowa, można byłoby posądzić go o posiadanie Hiraishina. Dziwne. Choć nie była to pierwsza dziwna rzecz podczas tej przygody. Każde kolejne zjawisko przeczące logice szokowało odrobinę mniej od poprzedniego. Powoli się przyzwyczajał.
Byli bardzo grzeczni, potulni wręcz - przynajmniej do tej pory - i jak baranki podążyli za swoim przewodnikiem przez przystań, a potem na pomost. Niedługo później znaleźli się już na gondolach. Ichirou wszedł do łodzi ostrożnie, starając się utrzymać równowagę gdy drewno zakołysało się pod jego stopami. Usiadł, chwytając się burty. Poczuł się jakoś dziwne, ale wytłumaczył to sobie rodzajem transportu. Był człowiekiem pustyni, przyzwyczajonym do stabilnego lądu pod stopami. Mimo całego bagażu doświadczeń jego podróże na wodzie można było zliczyć na palcach jednej ręki. Może nawet ręki przeciętnego cieśli. Nic więc dziwnego że i tym razem, nawet jeśli akwen był niewielki a woda spokojna, czuł lekki dyskomfort. Gondola kołysała się delikatnie, a on musiał świadomie powstrzymywać się przed napięciem mięśni. Nawet jeśli woda była względnie płytka, to nie zmieniało faktu że nie lubił być na niej. Nie mógł sobie pozwolić na zrelaksowanie. Zachowywał czujność, obserwując wodę, brzegi, samo drzewo do którego się zbliżali.
Gdy mnich zapytał kto im pomógł dotrzeć, Ichirou odpowiedział bez wahania.
- Pomógł nam pewien gość. Owari - wyjaśnił krótko, spoglądając na mnicha. Sądził że skoro Pustelnik był dobrze zaznajomiony z tym miejscem i wtajemniczony w jego sekrety, to tutejsi musieli go znać. Odpowiedź była zatem więcej niż wyczerpująca, mimo że krótka. Nie było sensu rozwijać tematu jeśli mnich i tak wiedział o kim mowa.
- Jestem z Samotnych Wydm - odparł na kolejne pytanie o pochodzenie. Chociaż na usta cisnęło mu się żeby powiedzieć, że przecież widać po nim. Strój, odcień skóry, piach w gurdzie, akcent... No aż samo się prosiło. Ale Ichirou postanowił stronić od ironii. Przychylność tutejszej społeczności była im jak najbardziej na rękę, a sarkazm wobec tych sztywniaków mógł nie pomóc w budowaniu dobrych relacji.
- A dokładniej, to z Atsui - dodał po chwili, starając się zagaić choć trochę rozmowę i przełamać dotychczasową sztywną atmosferę. - Można w sumie powiedzieć że jesteśmy sąsiadami. Mimo tego niełatwo jednak tu trafić .
Za Soueia nie odpowiadał. Nie chciał odbierać mu języka, choć znając mafiozę ten pewnie nieszczególnie miał ochotę na pogawędki. Matsuda nigdy nie był szczególnie gadatliwy, zwłaszcza wobec obcych.
Re: Satori no Bunko
: 9 mar 2026, o 09:40
autor: Souei
Tak jak się spodziewał, było cicho, spokojnie i bardzo poważnie. Wyglądało również na to, że całkiem konkretnie, co nie zwiastowało powtórki z pitolenia bez sensu, które zafundował im Owari. Pilnujący przystani jegomość nie robił im żadnych problemów z przewiezieniem ich na drugą stronę. Po chwili rozmowy drugi męzczyzną, zostali zaproszeni do łódki, co było dość zaskakujące. Widocznie tubylcy wyznawali bardzo niebezpieczną doktrynę "najpierw ich wpuśćcie, a potem sprawdzimy kim są". W tym przypadku jednak bardzo im się poszczęściło, bo nie mieli do czynienia z kimś, kto chce rozwalić ich niewielką społeczność od środka. Souei i Ichirou byli nastawieni pokojowo i posłusznie udawali się tam, gdzie im wskazano, więc póki co wszystko szło jak po maśle.
Spokojna tafla jeziora zmarszczyła się nieznacznie, gdy niewielka łupina została wprawiona w ruch. Wszyscy trzej wskoczyli do niej, a Matsuda zajął miejsce na jednej z ławeczek rozpostartych między burtami. Przyjrzał się zwinności człowieka, których był ich gondolierem. Miał w sobie dużo gracji i godności, jakimi zazwyczaj emanują ci wszyscy łysi mnisi. Do tej pory nie był wiadome, czy mają tu do czynienia z jakimś jednym zakonem lub klasztorem, czy społeczność przypomina tu bardziej regularną osadę. Niemniej jednak fakt, że wszyscy skupili się wokół wielkiego, legendarnego drzewa które robiło za skarbnicę wiedzy świata, nasuwało już pewne przypuszczenia.
- Shigashi no Kibu. - Odpowiedział krótko, choć przez chwilę wahał się, czy w ogóle mówić coś o sobie. Po krótkim namyśle, w czasie gdy Ichirou zaczął się zaprzyjaźniać, stwierdził jednak, że w tym miejscu nie ma dla niego takich samych zagrożeń, jak w rodzimym mieście.
- Szukamy informacji o tych wisiorkach. - Kciukiem wyciągnął spod ubrania wisior, który znajdował się na jego szyi. W ten sposób zaprezentował go wioślarzowi, gdyby na swoje pytanie oczekiwał szerszej odpowiedzi. Obserwował przy tym jego reakcję na ten widok. Czy po facecie spłynie to, jakby codziennie widywał takie błyskotki, czy jednak rozpozna je jako coś wyjątkowego? Nie sposób było na razie domyślić się, ze sprawami jakiej wagi tutejsi mnisi mają do czynienia studiując zawartość Biblioteki, więc może dla nich cała gonitwa Soueia i Ichirou będzie po prostu trywialną drobnostką w skali wszechświata?
Re: Satori no Bunko
: 10 mar 2026, o 19:17
autor: Nobuo
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Płynęli we trzech gondolą w stronę sekwoi. Mnich stał na końcu łodzi i raz z jednej, raz z drugiej strony zanurzał wiosło w wodzie, wykonując spokojne, wyćwiczone ruchy. Nie spieszył się, ale też nie pozwalał, by łódź zniosło z kursu. Każde pociągnięcie było dokładne, jakby robił to od setek podróży. Gondola przecinała nieruchomą taflę jeziora, zostawiając za sobą jedynie delikatne kręgi rozchodzące się po zielonkawej wodzie.
Z tej odległości drzewo wydawało się jeszcze większe, niż kiedy patrzyli na nie ze skały. Jego korzenie rozchodziły się szeroko i grubo, w wielu miejscach wystając ponad powierzchnię wody jak naturalne pomosty albo potężne, drewniane łuki. Problem polegał na tym, że nie było widać żadnego miejsca, gdzie można by było zacumować łódź. Nie było przystani, nie było pomostu, nie było nawet niewielkiej szczeliny pomiędzy korzeniami. Wszystko wyglądało tak, jakby drzewo samo w sobie odpychało każdą próbę zbliżenia się do niego.
Czyżby wejście znajdowało się bezpośrednio w pniu drzewa? Może gdzieś były wykute drzwi z prostą tabliczką „zapraszamy do biblioteki”? To jednak wydawało się zdecydowanie zbyt proste jak na miejsce, które przez tyle lat pozostawało ukryte przed światem.
W międzyczasie Ichirou rozpoczął rozmowę z mnichem. Wspomniał o Owarim, a Souei uważnie obserwował reakcję przewoźnika. Spodziewał się choćby minimalnego drgnięcia brwi, krótkiego spojrzenia czy jakiegokolwiek sygnału, że imię coś dla niego znaczy. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Mnich wyglądał dokładnie tak samo jak wcześniej czyli spokojny, skupiony na wiosłowaniu, jakby rozmowa była jedynie szumem tła. - Samotne Wydmy... ciekawa nazwa. To będzie dalej niż pięćset stóp w linii prostej od przystani? - Odpowiedział mnich na to co powiedział shirei-kan.
W tym samym czasie Matsuda wspomniał o Shigashi no Kibu. - Ta nazwa obiła mi się kiedyś o uszy... To nie jest przypadkiem zaraz za rzeką? - Mnich wyglądał, jakby kompletnie nie miał pojęcia, o czym mówią. Ani cień rozpoznania nie pojawił się na jego twarzy. Jakby wymieniane nazwy miejsc nie istniały w jego świecie albo nigdy o nich nie słyszał.
Łódź płynęła dalej. Sekwoja rosła z każdą chwilą w ich oczach, aż w końcu zaczęła dominować nad całym widokiem. Zbliżyli się tak bardzo, że wyglądało to, jakby za moment mieli wpaść prosto w jeden z ogromnych korzeni. Ten konkretny był potężny... jego średnica była większa niż kilka domów ustawionych obok siebie. W ostatniej chwili gondola skręciła jednak lekko pod jego łukiem i przepłynęli pod nim, jakby był naturalnym mostem.
I wtedy zobaczyli, co kryło się po drugiej stronie. Za potężnym korzeniem otworzyła się przestrzeń, której nie sposób było dostrzec wcześniej... Małe miasteczko. Nie było to tłoczne miejsce jak stolice prowincji, gdzie ludzie przeciskają się przez ulice. Bardziej przypominało większą wieś albo niewielką osadę, ale mimo to tętniło życiem. Widać było ludzi chodzących pomiędzy budynkami, kilku mnichów niosących skrzynie, a gdzieś dalej grupkę dzieci biegających pomiędzy drewnianymi schodami.
Tuż przy wodzie znajdowała się plaża, a na niej przystań niemal identyczna jak ta, z której wyruszyli. Drewniane pomosty wychodziły kilka metrów w jezioro, a przy nich przywiązanych było kilka podobnych gondoli. Za przystanią rozciągał się pas trawy, może kilkanaście metrów szerokości, a dopiero dalej zaczynało się właściwe serce tego miejsca.
Nie było jednak już tylko drzewem. W jego pniu i korzeniach wyrzeźbiono całe fragmenty infrastruktury. Platformy, schody, przejścia i budynki były wkomponowane bezpośrednio w drewno. Wyglądało to tak, jakby mieszkańcy nie budowali obok drzewa, lecz raczej pozwolili mu stać się fundamentem całej osady. Drewno służyło im tutaj za wszystko za ściany, za schody, za mosty łączące kolejne poziomy. Za przystanią zaczynała się jedna główna ścieżka, która jednocześnie była szerokimi schodami prowadzącymi wyżej. Po kilku metrach rozdzielała się na dwie mniejsze odnogi, które oplatały pień drzewa, prowadząc gdzieś dalej pomiędzy zabudowaniami.
Była też trzecia droga. Wyraźnie szersza. Prowadziła prosto do ogromnego budynku wyrzeźbionego w samym pniu. Z tej odległości wyglądało to jak świątynia. Wnętrze drzewa zostało wydrążone w gigantyczną halę, a konstrukcję podtrzymywało osiem potężnych mosiężnych filarów. Każdy z nich miał dobre pięć metrów średnicy. Aż trudno było uwierzyć, że nie byli w stanie zobaczyć tego miejsca wcześniej, będąc dodatkowo na podwyższeniu.
Jakby cała osada była ukryta za naturalną kurtyną korzeni i konarów. W międzyczasie Matsuda wpadł na pewien pomysł. Sięgnął do szyi i wyjął wisior, który wcześniej nosił ukryty pod ubraniem. Uniósł go w stronę mnicha. -Czy to jest... - Nie zdążył dokończyć. W tej samej chwili jego oczy przewróciły się lekko w tył, a ciało bezwładnie opadło na dno gondoli... Zemdlał.
Sekundę później łódź uderzyła o brzeg. Gondola zatrzęsła się mocno, kiedy kadłub zarył w mokry piasek plaży. Wstrząs był na tyle silny, że przez moment wszyscy stracili równowagę. I wtedy ktoś pojawił się przed nimi. Dosłownie kilka metrów od gondoli, stojąc na piasku nad brzegiem jeziora. Był to kolejny mnich. Wyglądał młodo, podobnie jak poprzedni, lecz jego ciało pokrywały tatuaże, a oczy były zupełnie inne. Białe, pozbawione źrenic... Byakkugan.
- Witamy w Satori no Bunko. - Jego głos był spokojny, niemal uprzejmy. - Widzę, że zapoznaliście się już z Funanorim... - Na moment przeniósł wzrok z nieprzytomnego mnicha na pozostałych. - Po co przybyliście? - Aktywował Byakkugana. Delikatne napięcie chakry było wyczuwalne, ale jego postawa nie zdradzała agresji. Nie wyglądał jak ktoś gotowy do ataku. Raczej jak ktoś, kto właśnie dokładnie sprawdza, kogo przywiał wiatr do jednej z najbardziej ukrytych bibliotek świata.
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Funanori
Mnich z Byakkuganem - Klik!
14
Re: Satori no Bunko
: 11 mar 2026, o 12:40
autor: Ichirou
Z lekko napiętymi mięśniami, podpierając się o burtę by zachować większą stabilność na kołyszącej się łodzi, oglądał z uwagą majestatyczną sekwoję. Zerkał co jakiś czas czujnie na mnicha, a przy tym starał się nie myśleć o nieprzyjemnym kołysaniu gondoli i wodzie pod nimi. Fakt faktem nie widzieli żadnej przystani przy olbrzymim drzewie, ale Ichirou nie myślał nad tym za wiele. Może musieli okrążyć drzewo bo pomost był po drugiej stronie, a może po prostu musieli obyć się bez tego, co w sumie nie stanowiło większego problemu dla shinobi ich kalibru.
Kiedy wydawało się że tym razem przyszło im obcować z nieco normalniejszym człowiekiem niż do tej pory, padło dziwne pytanie. Bardzo dziwne. Mnich był wręcz oderwany od rzeczywistości. Ichirou najpierw odchrząknął zanim podjął się odpowiedzi.
- Zgadza się, dalej. Sporo dalej. Długo wędrowaliśmy stamtąd zanim tu dotarliśmy - wyjaśnił spokojnym głosem, zmuszając się do zachowania powagi mimo absurdalności sytuacji. Jedynie zerknął wymownie wtedy na Soueia i kiedy złapał z nim kontakt wzrokowy wzruszył ramionami w geście trochę niezrozumienia, a trochę bezradności. Chyba było ciężko o normalnych ludzi podczas tej wyprawy.
Tak czy inaczej mężczyzna z wiosłem nie wykazał się potencjałem na dobrego rozmówcę. Zamiast prowadzić dość absurdalną rozmowę o tym czy pięćset stóp to dużo czy mało, Ichirou postanowił nie podnosić głosu o ile nie było to potrzebne. Luźna gadka chyba tutaj i tak nic by im nie dała. Zresztą o czym tu gadać z kimś tak odklejonym od realiów świata? Płynąc dalej gondolką władca piasku zwątpił na chwilę w duchu w to że znajdą tu odpowiedzi na ich pytania. Biblioteka Oświecenia, jak nazwa sugerowała, miała być miejscem wiedzy. Skoro napotkany mnich był aż tak bardzo na bakier z podstawową geografią świata, trudno było nie nabrać choćby odrobiny zwątpienia. Może cała ta legenda to była ściema?
Wbrew oczekiwaniom nie opłynęli sekwoi lecz... wpłynęli do niej. Drzewo okazało się bowiem jednym wielkim organizmem, potężną rośliną z którą w symbiozie żyli tutejsi mieszkańcy. Wszystkie konstrukcje, platformy, obiekty były wręcz harmonijnie wbudowane w żywe drewno jakby architekci nie narzucali swojej woli naturze tylko dopasowywali się do niej. Kręcili się tutaj też ludzie, w o wiele większej liczbie niż Ichirou z początku przypuszczał. Dzieci biegające po drewnianych schodach, mnisi niosący skrzynie, zwykli mieszkańcy zajmujący się codziennymi sprawami. To nie był opuszczony relikt przeszłości lecz żywa społeczność. Bursztynowym oczom nie mógł też umknąć najpotężniejszy ze wszystkich budynek, gigantyczna hala wydrążona w samym pniu podtrzymywana olbrzymimi mosiężnymi filarami. Czyżby to była właśnie ta biblioteka?
Potem doszło do dziwnej scenki. Souei ujawnił wisiorek, mnich zemdlał, uderzyli o brzeg... Wszystko to zadziało się w ciągu jednej chwili zanim Ichirou zdecydował się na jakieś działania.
Nie zakończyło się to jednak katastrofą. Był to raczej finał podróży a zarazem powitanie przez kolejną osobę, która sprawowała pieczę nad tym kompleksem. Asahi zlustrował spojrzeniem witającego ich mężczyznę. Nie rozumiał przy tym dlaczego zupełnie nic nie robił za wiele sobie z faktu, że jego kolega właśnie zemdlał, jakby to było coś całkiem normalnego.
No cóż, skoro nie było to nic niecodziennego, Sabaku również zignorował tę sytuację i ciągnął rozmowę jakby nigdy nic. Ukłonił się elegancko a potem zabrał głos.
- Dzień dobry. Podróżujemy w poszukiwaniu odpowiedzi na pewne pytania. Wiemy że to właśnie tutaj możemy je znaleźć - zaczął enigmatycznie po czym zrobił małą pauzę, jakby dobierając właściwe słowa. - Szukamy informacji w sprawie żywiołowych wisiorków, o kluczu z nich powstałym, o związaną z nimi Świątynią Żywiołów... Jak się domyślam posiadacie tutaj sporo wiedzy na ten temat. Bylibyśmy wdzięczni gdybyście mogli się nią z nami podzielić - wyjaśnił z ogładą, starając się brzmieć uprzejmie i przy tym profesjonalnie. Nie wiedział jakie panują tutaj obyczaje, więc tak jak do tej pory zachowywał się grzeczniutko, bez żadnych swobodnych wyskoków czy sarkazmu, który normalnie mógłby się pojawić.
Re: Satori no Bunko
: 11 mar 2026, o 21:09
autor: Souei
Z każdym kolejnym ruchem wioseł ogromna sekwoja górowała nad nimi coraz bardziej i bardziej. Souei musiał już zadzierać głowę wysoko w górę, aby zobaczyć rozłożyste gałęzie, na które miał dobry widok z brzegu jeziora. Z tamtej perspektywy nie docenił w pełni skali Biblioteki, która teraz wydawała się większa, niż jakikolwiek budynek w jego rodzinnym mieście. Trudno było uwierzyć, że w dzikim Tajemniczym Lesie znajdowało się miejsce takie jak to.
Płynąc mieli szansę uciąć sobie pogawędkę ze swoim przewoźnikiem, jednak dobre wrażenie, jakie zrobił on Matsudzie, zostało szybko zatarte. Po co pytał o ich pochodzenie, skoro jego świat kończył się na najbliższej rzece? Można było z tego wyciągnąć już pierwszy wniosek - w ogromnym zbiorze wolumenów brakowało map świata, albo ten gość ewidentnie nie miał do nich dostępu. Na jego absurdalną odpowiedź, Pazur przewrócił tylko oczami ze zrezygnowaniem i zauważył tą samą reakcję u Ichirou. Oboje chyba nie mieli ochoty wplątywać się w kolejny bezsensowny dialog, więc może kolejne wydarzenia były im w istocie na rękę.
Zupełnie niespodziewanie dla mafioza, po zaprezentowaniu wisiorka mnichowi, ten po prostu osunął się na nogach, zanim wydusił z siebie cokolwiek sensownego. To spotkało się z kolejnym zrezygnowanym westchnięciem Soueia. Naprawdę zaczynał mieć już powoli dość tych dziwaków, a spotkali przecież dopiero trzech. Czy uda im się tu w ogóle porozmawiać z kimś normalnym?
Chwilę później łódź zatrzymała się na brzegu przystani, która było tylko malutką częścią kompleksu, który dopiero teraz ukazał im się w pełnej okazałości, gdy podpłynęli do ogromnego drzewa z innej strony. Parę zabudowań, które widział gdy wyjechali na pupach z tunelu było jedynie przedsmakiem cywilizacji, która wrosła w pień ogromnego drzewa i żyła w nim w symbiozie, choć może jednak bardziej jak huba...? Pazur nie spodziewał się tu aż tak sielankowej i rodzinnej atmosfery, ale w takim razie odniósł wrażenie, że to małe społeczeństwo jest bardziej odizolowane od świata, niż początkowo przypuszczał. Nie to jednak przyciągnęło najwięcej jego uwagi. Ogromne kolumny podtrzymujące konstrukcję znajdującą się na szczycie szerokich schodów były tutaj centralnym punktem i chyba celem ich podróży, która zaczęła się kilka dobre kilka lat temu. Oby tylko byli w stanie wynegocjować wejście do środka, zamiast je wywalczać...
Pierwszy napotkany mnich już ich prześwietlił, a Ichirou zdążył mu odpowiedzieć. Souei nie czekał już na nic. Po tym jak tubylcy zaprezentowali się przed nimi do tej pory, spodziewał się, że facet zaraz wpadnie w jakąś histerię, rozpłacze się albo też zemdleje. W najlepszym wypadku odpowie znowu jakąś zagadkową metaforą, żeby tylko uniknąć prostej i jasnej odpowiedzi. Jasne, rób swoje, panie mnichu.
Re: Satori no Bunko
: 12 mar 2026, o 20:39
autor: Nobuo
Biblioteka oświecenia
Fabuła - Ichirou & Souei
Soundtrack VIDEO
- A więc tak się sprawy mają... więc to jesteście wy. - Mnich przez chwilę jeszcze patrzył na nich swoimi białymi oczami, jakby kończył jakąś niewidzialną analizę. Po sekundzie aura chakry wokół jego oczu zniknęła zdezaktywował Byakkugana. Jego spojrzenie stało się zwyczajniejsze, choć nadal było w nim coś przenikliwego. Zrobił kilka spokojnych kroków w stronę przybyszów.
- Nazywam się Gadian. Jestem opiekunem tego miejsca… tej biblioteki. - Mówiąc to, zbliżył się tak, że dzieliła go od Ichirou dosłownie długość wyciągniętej dłoni. Złożył ręce przed sobą i lekko się ukłonił nie było w tym przesadnej ceremonii, raczej spokojny, naturalny gest kogoś, kto przez lata witał w ten sposób nielicznych gości. - Nie będziemy rozmawiać u progu biblioteki. Zapraszam was do pronaosa.
Odwrócił się niemal od razu, jakby sprawa była oczywista, i ruszył z powrotem na ścieżkę. Wybrał największą z wyrzeźbionych w drewnie dróg tę najbardziej reprezentacyjną. Drewno pod stopami było wygładzone od lat chodzenia, a schody prowadzące w górę wyglądały tak, jakby były częścią samego drzewa, a nie czymś do niego dobudowanym. Ścieżka zaczynała się zaraz za plażą.
Wejście do sekwoi
Jeżeli chodziło o mnicha, który przed chwilą zemdlał, sytuacja zdawała się już opanowana. Podszedł do niego inny mnich, który klęczał teraz przy jego boku i próbował go ocucić. Nie wyglądało to na szczególną tragedię... Członkowie Klepsydry nie poświęcili temu zbyt wiele uwagi i w zasadzie już nie musieli, w końcu wygłądał on tylko na jakieś podrzędnego mnicha.
Schody prowadziły coraz wyżej. Wraz z każdym krokiem odsłaniał się coraz dokładniejszy widok na wyrzeźbiony w drzewie hol. Na jego końcu stały dwie masywne figury strażnicy wyrzeźbieni z jednego kawałka drewna. Ich sylwetki były monumentalne, a dłonie spoczywały na rękojeściach ogromnych włóczni. Pomiędzy nimi znajdowały się potężne drzwi. Ciężkie, masywne, również wykonane z drewna, ale tak precyzyjnie obrobionego, że wyglądało niemal jak kamień. Intuicja podpowiadała tylko jedno. To było wejście do Biblioteki Oświecenia.
Gadian prowadził ich dalej po schodach, a kiedy byli już mniej więcej w połowie drogi, ponownie się odezwał. - Przepraszam za mojego brata, Funanoriego… - Na chwilę zwolnił kroku. - Klejnoty w społeczności pielęgnującej tradycję Satori no Bunko oznaczają tylko jedno… koniec. - Jego głos był spokojny, ale w tych słowach kryło się coś cięższego. - Według legendy otwierają one Świątynię Żywiołów. Ale to zapewne już wiecie… w końcu jesteście Shirei-kanem… oraz tym, który dorównuje Shirei-kanom.
Spojrzał na nich przez ramię dokładnie w chwili, gdy kończyli wchodzić po schodach i znaleźli się u progu pronaosa. Widok, który się przed nimi otworzył, był imponujący. Piękne kolumny wyrastały z podłogi jak naturalne filary drzewa. Po obu stronach znajdowały się rzędy półek wypełnionych księgami. Niektóre były stare i oprawione w ciemną skórę, inne wyglądały na stosunkowo nowe. Powyżej rozciągały się antresole, po których chodzili kolejni mnisi. W całym przedsionku panował spokojny, ale wyraźny ruch.
Wnętrze Pronaosa
Mnisi przenosili zwoje, odkładali księgi, rozmawiali półgłosem między sobą. - Korzystając z chwili, póki zmierzamy do samego wejścia… opowiem wam, jak działa to społeczeństwo. Bo patrząc po waszych twarzach… niewiele rozumiecie. - Ruszył dalej. - Nazywamy się Ludem Oświeconych. Jesteśmy cywilizacją zamkniętą wokół opieki nad tym pięknym cudem, jakim jest Biblioteka Oświecenia… oraz nad tym, co skrywa w środku.
Minęli kilku mnichów niosących stos ksiąg. - Żyjemy w systemie kastowym. Dlatego nasz towarzysz, będący Enzoku, nie wytrzymał. Zapewne mieliście również… specyficzne powitanie, kiedy weszliście do przystani. - Na moment wskazał dłonią gdzieś w dół, w stronę obrzeży osady. - Dalecy to kasta zamieszkująca obrzeża sekwoi. Nie mogą wejść do pronaosa i zajmują się podstawowymi funkcjami w życiu społeczności. - Po chwili wskazał na kilku mnichów pracujących przy półkach.
- Kinzoku to ci, którzy służą bezpośrednio przy bibliotece. Zajmują się jej utrzymaniem… oraz tworzeniem nowych ksiąg opisujących to, co dzieje się obecnie na świecie. To ich możecie zobaczyć tutaj, w sekwoi. - Na moment zawiesił głos. - Są jeszcze Wyniesieni… - I w tym miejscu zwyczajnie urwał.
Tak szli dalej, słuchając opowieści Gadiana o funkcjonowaniu tej osobliwej społeczności. Aż w końcu znaleźli się przed samymi drzwiami. A właściwie prawie przed nimi. Do samych wrót było jeszcze jakieś pięćdziesiąt metrów, a same drzwi miały dobre dziesięć metrów wysokości. Ich powierzchnię pokrywały skomplikowane wzory przypominające splatające się konary drzew.
Mnich z Byakkuganem zatrzymał się. Odwrócił powoli w ich stronę. - Zapytam więc jeszcze raz… po co tu przyszliście? - Jego głos był spokojny, ale tym razem wyraźnie poważniejszy. - Czy tylko dla Świątyni Żywiołów? - Złożył ręce przed sobą. - Czy wiecie w ogóle… po co chcecie do niej dotrzeć? - Przeniósł wzrok na ogromne wrota biblioteki. - Biblioteka zawiera wszystko, czego szukacie. Ale ma również swoją cenę… szczególną cenę. Cenę, którą zapłacicie wy… w chwili, gdy tylko przekroczycie jej próg.
Spojrzał z powrotem na nich. - Wiecie o tym? - Na końcu dodał jeszcze spokojniej - Domyślacie się też zapewne… że nie może do niej wejść nikt, kto nie jest godny oświecenia. - Zapadła krótka cisza. To brzmiało dokładnie jak to, czego podróżnicy mogli się spodziewać... Kolejna zagadka... Kolejna metafora... I kolejna próba...
Akarui
Misae
Yoichi
Owari - Klik!
Młodszy mnich
Funanori
Gadian - Klik!
15
Re: Satori no Bunko
: 12 mar 2026, o 22:35
autor: Ichirou
Po dość oficjalnym przywitaniu ze strony Gadiana tylko skinął głową, bo co dopiero ukłonił się elegancko i nie było co przesadzać i zapętlać się w tej kurtuazji.
- Asahi Ichirou - przedstawił się zwięźle, bardziej z grzeczności niż z konieczności, bo - jak się niedługo później okazało - ich tożsamość była tutaj znana. Możliwe, że zapowiedział też Owari, ale równie dobrze mogła po prostu wyprzedzać ich sława. Władca piasku uznał ten fakt za plus. Nie mieli intencji w ukrywaniu swoich imion, a skoro ich postacie były już znane, to mogli ominąć te kilka zbędnych korków i przejść bardziej do konkretów.
Najpierw jednak przeszli się trochę po majestatycznym, wtopionym w sekwoję kompleksie, zostawiając za sobą omdlałego typa od gondoli, który okazał się tu być jedynie pachołem, który nie mam wstępu do właściwego terenu Biblioteki. Podczas przechadzki Ichirou spokojnie rozglądał się po okolicy, obserwującą ten niespotykany nigdzie indziej klimat specyficznej społeczności. Westchnął w pewnym momencie z refleksją, że szkoda, że ludzie pustyni nie byli aż tak zdyscyplinowani i oddani sprawie, jak ci tutaj. Może wprowadzenie sekciarstwa nie byłoby takie złe?
Niedługo później wrócił myślami do bardziej konkretnych spraw. Kiedy pokonywali schody, Gadian przedstawił im dość enigmatyczną i budzącą zastanowienie wiadomość. Zmarszczył brwi, kiedy padła wzmianka o jakimś końcu. Zerknął z niezrozumieniem na Soueia, który zresztą był tak samo zorientowany jak on. Czyli słabo.
- Wiemy o Świątyni Żywiołów. Wiemy o połączeniu wisiorków w klucz... Mamy te wisiorki. Zebranie ich wszystkich było nie lada wyzwaniem - pociągnął temat, by po krótkiej pauzie przejść do intrygującej go kwestii. - Nie rozumiem jednak, co rozumiecie przez nie jako koniec? Koniec czego? - Miał nadzieję, że mężczyzna uchyli im rąbka tajemnicy. Prowadzący ich mnich jak na dotychczasowe (dość niskie) standardy wydawał się osobą kompetentną i dość rozgarniętą.
W końcu znaleźli się w przedsionku, który już sam w sobie mógłby stanowić za główne archiwum niejednej stolicy prowincji. Potężne regały wypełnione były księgami w przeogromnej ilości. Ichirou spacerował z dłońmi splecionymi z tyłu, przyglądając się tutejszym zbiorom. Przyjrzał się paru półkom, próbując wyłapać jakieś opisy, może tytuły, chcąc zrozumieć, co zawierają tutejsze archiwa. Raczej nie był to zbiór tomików poezji. Skąd tyle tego się tu wzięło? Były sprowadzane z zewnątrz, czy mnisi sami wszystko tutaj spisywali? Każda chwila obserwacji przynosiła kolejne pytania, ale te póki co nie padały na głos. Sabaku nie chciał wprowadzać robić przesłuchania i sypać lawiną pytań. Poza tym byli tutaj nie krajoznawczo, a w konkretnym celu. Zaspokojenie ciekawości, nawet jeśli całkiem sporej, było wciąż na drugim miejscu. Priorytetem wciąż była misja Klepsydry.
Na szczęście dostali króciutki wykład. Głównie dotyczył kastowości tutejszego społeczeństwo.
- Tylko w jaki sposób zbieracie informacje ze świata? Wydajecie się być dość... odizolowani - pociągnął temat, który w tym wszystkim był najmniej jasny i stanowił swego rodzaju lukę w zobrazowaniu tego, jak funkcjonuje Biblioteka Oświecenia.
A później przeszli do sedna. Wybrzmiały ciężkie pytania. Na pozór były proste, ale ich wydźwięk miał sporą wagę. Ichirou domyślał się, że mnich może czegoś teraz oczekiwać, że pewne odpowiedzi mogą być dobre, a inne niekoniecznie. Opiekun tego miejsca doszukiwał się w tym większej głębi, niż sami członkowie Klepsydry, którzy - nie ma się co oszukiwać - na co dzień byli bardziej przyziemni, rzeczowi, niespecjalnie uduchowieni.
Zanim więc zebrał się do odpowiedzi, zastanowił się krótko. Zerknął w międzyczasie na Soueia, który pewnie nie był zbyt skory do wychodzenia przed szereg i bycia twarzą ich skromnej, dwuosobowej grupy. Role były akurat jasno podzielone. Asahi wezbrał się w sobie i przyjął spokojny, odrobinę bardziej patetyczny ton niż zazwyczaj.
- Zdobycie informacji o Świątyni Żywiołów to główny cel, jaki nam przyświeca. Ale tak, stojąc u tych wrót nie sposób nie poczuć respektu do tej skarbnicy wiedzy - zaczął, chcąc zaprezentować szacunek. - Zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji i tego miejsca. To nie jest żaden kaprys, pierwsza lepsza wycieczka... Poświęciliśmy lata na zebranie elementów, potem wiele czasu i sił na odnalezienie tego miejsca. Domyślam się, że wstęp wiąże się z jakimś kosztem. Tylko jakim? - zapytał, robiąc przerwę na ewentualną odpowiedź mnicha. Cena była bowiem wciąż tajemnicą, a dwójka bohaterów nie była w stanie strzelać na oślep.
- Godny? Prowadzicie kroniki z wydarzeń ze świata. Bardzo dobrze wiecie, kim jestem i czego dokonałem. Nie trzeba tych rzeczy wymieniać. Myślę, że fakt, że tu stoimy, jest już odpowiedzą samą w sobie. Gdybyśmy nie byli godni, nie pojawilibyśmy się przed tymi wrotami - skończył nieco dosadniej. Nie mogli tu przyjść po prostu po nic, by rozejrzeć się po wiosce i pocałować klamkę. Nie bez powodu od samego początku Owari wprowadzał narracje, że wkroczyć mogła tylko ich dwójka. Może chodziło o siłę, może o coś innego, ale była już w tym pewna selekcja. A Ichirou nie był pierwszym lepszym przybłędą. Znał swoje miejsce i już od dawna nie musiał niczego i nikomu udowadniać.
Re: Satori no Bunko
: 13 mar 2026, o 14:28
autor: Souei
Szedł za Gadianem i Ichirou w ciszy. Dobrze, że od razu zostali wprowadzeni na schody, u szczytu których znajdował się cel ich wyprawy. Souei nie wiedział, czego powinien spodziewać się po mieszkających tu mnichach, więc ta gościnność nieco ulżyła owej niepewności. Rozglądał się przy tym dookoła, ponieważ nigdy w życiu nie widział niczego podobnego i ogarnęło go przekonanie, że chyba już nigdy nie zobaczy. Krok za krokiem Biblioteka odkrywała się przed nimi i mafiozo miał szansę przyjrzeć się wszystkiemu z bliska. Rzeźbieni masywni strażnicy, ogromne, ciężkie wrota... Gadian opowiadał coś o tubylcach, ale w tym momencie Matsuda bardziej skupiał się na tym co widzi, niż co słyszy. Wyłapał te informacje dotyczące tutejszej struktury społecznej, ale szczerze mówiąc, jakoś nie bardzo go to interesowało. Zbliżali się, a z każdym krokiem wioseczka zbudowana na pniu wielkiego drzewa zostawała za ich plecami, a przed nimi rozciągała się wielka sala z tysiącami ksiąg. To miał być dopiero przedsmak tego, co czeka ich dalej, a Souei już był zdumiony tym, co zobaczył.
Co było w nich wszystkich spisane? Jaką historyczną wartość miały wszystkie te wolumeny, że okazały się warte składowania w tym miejscu? Czy były to tylko kroniki, tajemna wiedza? W jakim języku były spisane? Pazur nie mógł się oprzeć przed odejściem nieco na bok i przeleceniu wzrokiem po grzbietach książek, gdy wciąż jeszcze byli prowadzeni wgłąb budynku, wprost pod te wielkie wrota, które teraz wydawały się naprawdę ogromne.
W jego głowie już teraz pojawiało się mnóstwo pytań, choć dobrze wiedział, że nikt mu na nie nie odpowie. Potrzebowaliby naprawdę dużo czasu i o wiele większego zaufania do siebie nawzajem, żeby zdradzić mu całą historię tego niezwykłego miejsca. A już nawet to, czy oboje z Ichirou byli w ogóle godni wejścia do środka, wcale jeszcze nie było dla Gadiana oczywiste.
- Ja tak samo jak kolega. - Dodał do wypowiedzi Asahiego trochę lekceważąco, a trochę na odczepnego, bo wciąż gdzieś na boku zajęty był wpatrywaniem się w zebrane tu księgi, zamiast w swojego rozmówcę.
- To jakie, w takim razie, są wasze warunki? - Obrócił się w stronę Gadiana. Mimo tych zachwytów Souei nie stracił swojego pragmatyzmu i biznesowego podejścia do sprawy. Przede wszystkim nie tego spodziewał się, wyruszając na wyprawę do Biblioteki Oświecenia. Spodziewał się czegoś dużo mniejszego i z dużo mniejszym potencjałem. Jego celem rzeczywiście było dowiedzenie się jak najwięcej o Świątyni Żywiołów i wisiorkach, ale gdy widział teraz cały ogrom zgromadzonej tu wiedzy, docierało do niego, że wyjście stąd tylko z tym, byłoby zmarnowaniem ogromnej szansy. Nie spodziewał się jednak, że zabijaka na usługach mafii będzie czegokolwiek godzien w ocenie tych uduchowionych mnichów. Dlatego chwilowo nie wychylał się z żadnym propozycjami i przyjął postawę o wiele bliższą prawdy i pozwalającą mu jednocześnie na większą swobodę w całej tej rozmowie.
- Jak to mówią... wiem, że nic nie wiem. - I to była chyba istota tej wizyty tutaj. Razem z Ichirou nie mieli pojęcia, czy w tej Bibliotece kryje się moc, wiedza i bogactwo, czy może bezużyteczne zapiski starych ludzi, które są bezcenne ale tylko dla historyków.