-
Heh. Jesteś jedną... z tych? Kurwa, jesteście... tacy wkurwiający. Nawet umrzeć nie potraficie... z godnością, tylko trzeba wam.. kurwa... jebnąć porządniej- Czuł się jak na najgorszym kacu, po najdłuższej imprezie w życiu. Nawet słowa z jego ust nie chciały wychodzić w takim tempie i z takim tonem z jakim by chciał. Dało się usłyszeć frustrację w jego głosie. Zdenerwowanie na fakt, że ta walka będzie niepotrzebnie się przedłużać. Miał już przyjemność walczyć z kimś, kto przez ugryzienie samego siebie potrafił leczyć własne rany. Nigdy nie były to walki szybkie i proste, bo nawet na łożu śmierci wystarczał im jeden krótki moment, aby wykorzystali swoje dziwne umiejętności do przywrócenia swojego ciała do stanu wyjściowego.
Pomimo tego całego bólu, który odczuwał, nie miał zamiaru się poddawać. Na jego twarzy zagościł nawet drobny uśmieszek, ledwo widoczny, ale tylko na taki miał w tym momencie siłę, resztę własnych możliwości starał się skupić w tych mięśniach, które będzie potrzebował do realizacji swojego szalonego planu. Powietrze wokół Daisuke drgnęło, gdy napiął mięśnie nóg. Z głośnym hukiem pękającej ziemi wystrzelił przed siebie niczym pocisk. Pomimo odniesionych ran, jego ciało dalej było wykorzystywane jak śmiercionośna broń. Nawet sake z domieszką dziwnego specyfiku, które płynęło już przez jego wszystkie żyły nie było wystarczające aby go zatrzymać. Zostawił za sobą jedynie smugę rozgrzanego powietrza. Nie celował w twarz. Jego prawą pięść, twardą niczym wykutą z żelaza, posłał w krótkim i błyskawicznym uderzeniem prosto w nadgarstek rywalki. Siła uderzenia miała być tak skumulowana, żeby ramię kobiety zostało bezwładnie odrzucone w bok, odsłaniając jej tułów, zanim jeszcze zdąży się ugryźć. Wykorzystał pęd po pierwszym ciosie, z zabójczym tempem obracając swoje biodro. Jego noga śmignęła nisko przy ziemi, uderzając precyzyjnie w bok kolana przeciwniczki. Chrupnięcie i nagły ból po takim ciosie zmusił już wielu jego wrogów do ugięcia nóg. Sylwetka kobiety powinna się zachwiać, a ręce instynktownie opaść, by szukać równowagi. Garda powinna przestać istnieć. Nie dawał jej jednak ani sekundy wytchnienia, odbił się od podłoża, przypłacając to kolejnym pulsującym bólem w całej klatce piersiowej. Wykonał niski, drapieżny skok, aby znaleźć się za jej plecami. Zanim ona zdąży się obrócić, jego potężne przedramię oplotło jej szyję, tworząc stalową obręcz, odcinając jej dopływ tlenu, aby i ona miała problemy z oddychaniem, podobnie jak on sam. Zamiast jednak stać w tej pozie i czekać na jej ruchy postanowił zrobić coś jeszcze. To właśnie to wcześniej przyszło mu do głowy gdy się uśmiechnął. Wbił swoje zęby w jej odsłonięte ramie.
-
Nie zabije cię, przydasz mi się- Wyszeptał do jej uszu, widząc potencjał w jej umiejętnościach, które mógł wykorzystać dla własnej korzyści.
Ukryty tekst