/Trening KC C - 2/24 darmowych treningów.
Chwilę mu to zajęło używając tak naprawdę słabszych swoich technik klanowych, nie wysilał się za bardzo by opanować lepiej swoje umiejętności, ale by przejść na kolejny poziom wiedział, że tym razem musi dać z siebie więcej. Przeanalizować każdy swój błąd, wyeliminować jak najwięcej się da i zrozumieć to co jeszcze nie zostało przez niego zrozumiane. Wziął głęboki wdech, rozprostował się. Spojrzał na góry które tak miło wspominał z poprzedniej lokacji, te były jednak dużo większe, było ich też znacznie więcej i nie które były pokryte śniegiem. To jednak nie było teraz takie ważne, po prostu zamknął oczy i przystąpił do kolejnego swojego treningu aby jeszcze lepiej zrozumieć swoją kontrolę czakry. Miał nadzieję, że parę technik pozwoli mu na lepsze zrozumienie. Nie czekając więc za dużo po prostu przystąpił do swojego treningu.
Polana przy drodze
- Izuro
- Posty: 123
- Rejestracja: 22 wrz 2023, o 20:50
- Wiek postaci: 31
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11314&p=212828#p212828
- GG/Discord: izuro94
- Izuro
- Posty: 123
- Rejestracja: 22 wrz 2023, o 20:50
- Wiek postaci: 31
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11314&p=212828#p212828
- GG/Discord: izuro94
Re: Polana przy drodze
/W oczekiwaniu na misję.
W jego życiu wiele się zmieniło, nie był już zwykłym słabym wojownikiem który obawiał się własnego cienia. Czuł, że może znacznie więcej niż dotychczas, nie wiedział jednak za dużo o świecie. Postanowił to zmienić, w końcu co jak, co, ale jedynie co znał to tylko parę lokacji, a świat był długi i szeroki. Wziął swój sprzęt który porozrzucał podczas treningu, otrzepał ubranie, przetrząsnął włosami aby w jakimś ładzie wyruszyć ku przygodzie.
- Trzeba w końcu rozruszać te swoje leniwe ciało, może znowu wyląduję w więzieniu, albo co gorsza ktoś mnie zabije...? - pomyślał. Miał jednak nadzieję, że to co go spotka ponownie odmieni jego dotychczasową historię i stanie się lepszym człowiekiem....
W jego życiu wiele się zmieniło, nie był już zwykłym słabym wojownikiem który obawiał się własnego cienia. Czuł, że może znacznie więcej niż dotychczas, nie wiedział jednak za dużo o świecie. Postanowił to zmienić, w końcu co jak, co, ale jedynie co znał to tylko parę lokacji, a świat był długi i szeroki. Wziął swój sprzęt który porozrzucał podczas treningu, otrzepał ubranie, przetrząsnął włosami aby w jakimś ładzie wyruszyć ku przygodzie.
- Trzeba w końcu rozruszać te swoje leniwe ciało, może znowu wyląduję w więzieniu, albo co gorsza ktoś mnie zabije...? - pomyślał. Miał jednak nadzieję, że to co go spotka ponownie odmieni jego dotychczasową historię i stanie się lepszym człowiekiem....
0 x
- Deku Orochi
- Posty: 48
- Rejestracja: 31 sty 2026, o 10:47
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avatar
- Widoczny ekwipunek: Torba biodrowa
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=236262#p236262
- Multikonta: Brak
- Izuro
- Posty: 123
- Rejestracja: 22 wrz 2023, o 20:50
- Wiek postaci: 31
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11314&p=212828#p212828
- GG/Discord: izuro94
Re: Polana przy drodze
Już od jakiegoś czasu podchodził do życia lekkomyślnie. Nie miał swojego miejsca, ludzi do których mógłby wracać, w końcu nikt nie był dla niego bliskim. Nie czuł potrzeby wrócić do swojej starej wioski, ani też nie chciał wracać do miejsc które odwiedził. Może było coś w nich urokliwego, ale nie czuł do nich przywiązania. Czy ten świat mu pokaże takie miejsce? Odnajdzie swój azyl? Tylko czy taka dusza potrafi stanąć w miejscu i określić, że to tu? Jasnowłosy westchnął rozmyślając nad swoim życiem. Poprawił swoje uczesanie które teraz chował pod sakkatem. Teren w którym się znajdował nie był zbytnio urodzajny, ale gdzieniegdzie wyłaniały się kwiaty, nie był nimi zbytnio zainteresowany chociaż z ciekawości czasem zerkał. Mimo wszystko był na obcym terenie i musiał zachować jako taką ostrożność. Nie wiedział co go może tutaj czekać. Jego ruda broda była w nieładzie! Musiał któregoś dnia wybrać się do specjalistów by poprawić swoją fryzurę. Nie był jednak w żadnym mieście. Wyciągnął więc mapę prowincji karmazynowe szczyty i spojrzał na nią aby dowiedzieć się lepiej o swoim położeniu. Może to tam powinien się udać? Tylko czy było tam bezpiecznie? Wtem usłyszał jakiś szelest by po chwili dostrzec dwa jelenie które przebiegły jego drogę, nie zatrzymały się nawet po prostu uciekły.
- Uciekają przed czymś....? - pomyślał i westchnął. Spojrzał w kierunku z którego "uciekały". Może po prostu chciały przebiec na drugą stronę, a może coś je spłoszyło. Nie czuł się tutaj zbyt komfortowo, ale takie to było życie. Surowe i pełne strachu który w każdej chwili mógł stanąć przed nim oko w oko. Złapał za swoją rudą brodę i przetarł ją. Bardzo lubił to robić, jego otwory gębowe lekko przygryzły włoski domagając się gliny, ale nic takiego nie miał zamiaru im dawać. W końcu jego siła wybuchowa była niebezpieczna, mógł zrobić krzywdę sobie jak i innym. Już raz się o tym przekonał i nie miał póki co zamiaru tego wykorzystywać. Sztuka była czymś pięknym, ale jednak trzeba było używać jej z głową. Kroczył dalej, było tu stosunkowo chłodno zwłaszcza przy jego ubiorze, ale nie przejmował się tym. Na szczęście słońce dawało przyjemne ciepło, a promienie słoneczne nie dochodziły do jego oczu przez sakkat który był bardzo praktyczny. Uwielbiał go, ale ta słoma mogła by być zastąpiona jakimś lepszym materiałem, mniej niszczącym się i nie sprawiającym dodatkowych dźwięków. Wyuczył się je nie odbierać jako coś wrogiego, ale mogą one mu któregoś dnia przeszkodzić w odpowiednim odbiorze sytuacji. Jest przecież perfekcjonistą i każdy szczegół dla niego był ważny. Po paru godzinach podróży dostrzegł w oddali jakąś postać, nie do końca wiedział kto to i jakie ma zamiary, ale mimo wszystko od tak dawna nikogo nie widział, że może warto by było czegoś się od niego dowiedzieć. Mniej więcej znał swoje położenie dzięki mapie którą używał co jakiś czas. Kiedy znalazł się nieco bliżej dostrzegł, że to dzieciak z ogromnym koszem, a w nim grzyby. Chłopak był bardzo skupiony na tym co robił, nie chciał zebrać niewłaściwego grzyba. Jasnowłosy uśmiechnął się lekko aby sprawić by osoba nie odczuła, że jest jakoś wrogo nastawiony.
- Ohayo! - machnął ręką w uśmiechu. Chciał się w ten sposób przywitać. Miał tylko nadzieję, że ten odbierze go jako ktoś niegroźny. Zielonooki był gościem na tych terenach i musiał się dostosować. Kiedy młodzieniec odpowiedział od razu się zmieszał, opuścił swój sakkat i z uśmiechem odpowiedział.
- Wybacz. Nie miałem zamiaru cię straszyć, podróżuję po tym terenie i nie widziałem żadnej żywej duszy. Jesteś pierwszą którą napotkałem. Czy jest tu jakaś osada? Miejsce gdzie mógłbym odsapnąć, nabrać sił i dostać jakąś pracę...? - nie zdążył zbytnio dokończyć swoich wypowiedzi, a chłopak zawołał Nobiego, nie do końca wiedział co napotka na swej drodze. Miał lekkie obawy... Wyciągnął ręce aby go uspokoić.
- Przepraszam, że cię wystraszyłem. Nazywam się Izuro, nie mam złych zamiarów po prostu chcę odpocząć po podróży.... - podrapał się po głowie. Obok chłopaka pojawiło się wielkie stare psisko z którego chlapała ślina. Mimo wieku wyglądał na naprawdę groźnego stąd też nie chciał zrobić najmniejszego głupiego ruchu, ale gdyby mu przyszło jednak się bronić to po prostu odskakuje do tyłu tak by zwiększyć odległość między sobą, a wrogiem, ale to w chwili gdyby pies zrobił groźny ruch. Zwierzęta zawsze były groźne, a szczególnie w obronie swojego Pana. Izuro miał nadzieję, że jego wypowiedź sprawi, iż atmosfera trochę się uspokoi. Potrzebował trochę odpoczynku, a także możliwości zarobku. Miał nadzieję, że właśnie dzięki chłopakowi uda się je dostać.
LEGENDA:
Mowa
Myśli
- Uciekają przed czymś....? - pomyślał i westchnął. Spojrzał w kierunku z którego "uciekały". Może po prostu chciały przebiec na drugą stronę, a może coś je spłoszyło. Nie czuł się tutaj zbyt komfortowo, ale takie to było życie. Surowe i pełne strachu który w każdej chwili mógł stanąć przed nim oko w oko. Złapał za swoją rudą brodę i przetarł ją. Bardzo lubił to robić, jego otwory gębowe lekko przygryzły włoski domagając się gliny, ale nic takiego nie miał zamiaru im dawać. W końcu jego siła wybuchowa była niebezpieczna, mógł zrobić krzywdę sobie jak i innym. Już raz się o tym przekonał i nie miał póki co zamiaru tego wykorzystywać. Sztuka była czymś pięknym, ale jednak trzeba było używać jej z głową. Kroczył dalej, było tu stosunkowo chłodno zwłaszcza przy jego ubiorze, ale nie przejmował się tym. Na szczęście słońce dawało przyjemne ciepło, a promienie słoneczne nie dochodziły do jego oczu przez sakkat który był bardzo praktyczny. Uwielbiał go, ale ta słoma mogła by być zastąpiona jakimś lepszym materiałem, mniej niszczącym się i nie sprawiającym dodatkowych dźwięków. Wyuczył się je nie odbierać jako coś wrogiego, ale mogą one mu któregoś dnia przeszkodzić w odpowiednim odbiorze sytuacji. Jest przecież perfekcjonistą i każdy szczegół dla niego był ważny. Po paru godzinach podróży dostrzegł w oddali jakąś postać, nie do końca wiedział kto to i jakie ma zamiary, ale mimo wszystko od tak dawna nikogo nie widział, że może warto by było czegoś się od niego dowiedzieć. Mniej więcej znał swoje położenie dzięki mapie którą używał co jakiś czas. Kiedy znalazł się nieco bliżej dostrzegł, że to dzieciak z ogromnym koszem, a w nim grzyby. Chłopak był bardzo skupiony na tym co robił, nie chciał zebrać niewłaściwego grzyba. Jasnowłosy uśmiechnął się lekko aby sprawić by osoba nie odczuła, że jest jakoś wrogo nastawiony.
- Ohayo! - machnął ręką w uśmiechu. Chciał się w ten sposób przywitać. Miał tylko nadzieję, że ten odbierze go jako ktoś niegroźny. Zielonooki był gościem na tych terenach i musiał się dostosować. Kiedy młodzieniec odpowiedział od razu się zmieszał, opuścił swój sakkat i z uśmiechem odpowiedział.
- Wybacz. Nie miałem zamiaru cię straszyć, podróżuję po tym terenie i nie widziałem żadnej żywej duszy. Jesteś pierwszą którą napotkałem. Czy jest tu jakaś osada? Miejsce gdzie mógłbym odsapnąć, nabrać sił i dostać jakąś pracę...? - nie zdążył zbytnio dokończyć swoich wypowiedzi, a chłopak zawołał Nobiego, nie do końca wiedział co napotka na swej drodze. Miał lekkie obawy... Wyciągnął ręce aby go uspokoić.
- Przepraszam, że cię wystraszyłem. Nazywam się Izuro, nie mam złych zamiarów po prostu chcę odpocząć po podróży.... - podrapał się po głowie. Obok chłopaka pojawiło się wielkie stare psisko z którego chlapała ślina. Mimo wieku wyglądał na naprawdę groźnego stąd też nie chciał zrobić najmniejszego głupiego ruchu, ale gdyby mu przyszło jednak się bronić to po prostu odskakuje do tyłu tak by zwiększyć odległość między sobą, a wrogiem, ale to w chwili gdyby pies zrobił groźny ruch. Zwierzęta zawsze były groźne, a szczególnie w obronie swojego Pana. Izuro miał nadzieję, że jego wypowiedź sprawi, iż atmosfera trochę się uspokoi. Potrzebował trochę odpoczynku, a także możliwości zarobku. Miał nadzieję, że właśnie dzięki chłopakowi uda się je dostać.
LEGENDA:
Mowa
Myśli
0 x
- Deku Orochi
- Posty: 48
- Rejestracja: 31 sty 2026, o 10:47
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avatar
- Widoczny ekwipunek: Torba biodrowa
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=236262#p236262
- Multikonta: Brak
- Izuro
- Posty: 123
- Rejestracja: 22 wrz 2023, o 20:50
- Wiek postaci: 31
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11314&p=212828#p212828
- GG/Discord: izuro94
Re: Polana przy drodze
/Zrozumiałem, że pies skoczył na Izura, a nie na młodego.
Kiedy to wyciągnął ręce aby pokazać, że jest niegroźny dostrzegł kątem oka, iż pies ruszył ku niemu. Już chciał odskoczyć gdy zobaczył nastawienie zwierzaka. Uśmiechnął się tylko i dał mu dokonać tego co chciał. Zaczął potwornie go lizać po twarzy śliniąc przy tym niemiłosiernie. Jasnowłosy nie mógł się zbytnio od niego odciągnąć, ale też nawet nie próbował bo dzięki temu Tobi mógł zrozumieć, zielonooki nie miał złych zamiarów wobec niego. Wziął głęboki wdech i po krótkiej chwili odsunął lekko Nobiego od siebie.
- Wystarczy Nobi.... - zaśmiał się, był dość pogodny dzisiejszego dnia zwłaszcza widząc reakcję "groźnego" psa który to wydawał się na pierwszy rzut oka. Kiedy to pies trochę się uspokoił kontynuował rozmowę z młodzieńcem dokładnie mu się przyglądając i słuchając tego co miał mu do powiedzenia. Według tego co mówił lasy jak i okolice nie były zbyt bezpieczne. Co rusz przechadzały się tędy wojska, najemnicy. Runo leśne było praktycznie zebrane, a zwierzęta omijały te rejony by nie zostać upolowanym. Nie ma co się dziwić, w końcu człowiek musiał coś zjeść. Szkoda jednak, że nie liczyli się z tymi małymi. Westchnął cicho pod nosem.
- Powiedz mi proszę co to za wojska, gdzie one zmierzają, kto z kim walczy i co się tutaj dzieje...? Nie ukrywam, nie wiem nic na ten temat, a zdziwiło mnie to. - nie znał dobrze tych terenów, co nieco słyszał o ciężkich czasach, ale lepiej było dowiedzieć się więcej u miejscowych. Długo przebywał sam, nie specjalnie lubił przebywać z ludźmi dłużej niż parę dni. Już tak dawno opuścił swoją wioskę, iż nawet nie pamiętał kiedy to było. Jedyne co mu przychodziło do głowy to bieda każdego dnia, wrodzy ludzie... Świat był okrutny...
Minęła chwila zadumy, przemyśleń aż w końcu Tobi odezwał się opowiadając o tym, iż Nobi potrafi poznawać dobrych ludzi, o zaproszeniu na obiad do jego domu, do mamy która dobrze gotowała nie mając za wiele. Zrobiło mu się go trochę żal, ale nie chciał tego pokazać. Zrobiło mu się bardzo miło i postanowił przyjąć zaproszenie, a może nawet jakoś im się odwdzięczyć za gościnę. Zwrócił uwagę jak chłopak obrócił się na pięcie. Ruszył więc za nim nie chcąc go zgubić, nie znał tych lasów za dobrze, wolał nie stracić z oczu swojego przewodnika. Wraz z nimi kroczył mniejszy, aczkolwiek bardzo miły kompan który to umilał im drogę. Po krótkiej chwili znowu Tobi zadał pytanie, był bardzo ciekawski. Spytał o bycie shinobi, przez chwilę nie wiedział mu jak ma na to odpowiedzieć, co prawda nim był, ale nie chciał się wszystkim dzielić. Podrapał się po głowie.
- Czy jestem shinobi... Nikt mnie jeszcze tak nie nazwał, trenuję każdego dnia aby być silniejszym, poznaję różne techniki aby przetrwać w tym świecie, ale... shinobi... Nie walczę dla osad, bronię się by przetrwać. - westchnął głęboko, był w końcu skromnym człowiekiem, a czy nazwą go shinobi, mordercą, czy czarodziejem nie miało to dla niego znaczenia. Przyjrzał się baczniej Tobiemu. Czuł od niego młodzieńczą pewność siebie. Wiele jednak napotka w swoim życiu i marzenia mogą się nie spełnić, miał jednak cichą nadzieję, że chłopak dopnie swego i stanie się kim tylko zapragnie!
- Przykro mi z powodu Twojego taty. Na pewno jest w lepszym świecie i patrzy na Ciebie jak sobie dajesz radę! Widzę jednak, że pomagasz mamie jak tylko możesz! Nie wątpię, że któregoś dnia będziesz wstanie obronić swoją rodzinę. Trenuj ciężko każdego dnia, a na pewno ci się uda, ale nie zapominaj też o obowiązkach i swojej mamie....Może pozwól mi sobie pomóc, potrzymam ci koszyk w końcu jestem starszy i silniej.... to znaczy odpoczniesz sobie. Skoro i tak idziemy w tym samym kierunku to pozwól mi sobie pomóc. - nie chciał być nachalny, ale myślał w dobrym tonie było mu trochę ulżyć zwłaszcza, że trochę nazbierał do tego koszyka. Szli mało uczęszczanymi ścieżkami, gdyby nie młokos zapewne by się zgubił. Drzewa powalone, krzaki na drodze mogły dać do zrozumienia, że celowo osada ukrywa się przed głównym traktem aby nikt jej nie znalazł. Nie miał więc zamiaru tego zmieniać. Kiedy wyszli z ruczaju dostrzegł w oddali niskie domki, z kominów unosił się dym. Ktoś widocznie tam mieszkał, nie wiedział ile osób. Pies ruszył pierwszy pędem w stronę samotnej kobiety na drodze którą dostrzegł, następnie chłopak. Czy on też powinien? Wyglądałoby to jak by ich gonił, nie chciał jednak by ktoś tak go ocenił toteż szedł przyspieszonym krokiem, ale nie biegł. Przyglądał się całej tej sytuacji, tak samo jak otoczeniu. Nie chciał zostać zaskoczonym, nie odczuwał jakiegoś zagrożenia, ale wolał dmuchać na zimno. Szedł cały czas za tą dwójką. Kiedy to zbliży się do kobiety od razu wita się z nią ukłonem ściągając przy tym sakkat jak przystało w jego odczuciu.
- Witam, nazywam się Izuro... Przybyłem tutaj na zaproszenie Tobiego. Bardzo miły chłopak... - spojrzał dookoła czy wszystko było w porządku, nie chciał zachowywać się jednak nieuprzejmie toteż spojrzenie w głównej mierze było na kobiecie i młodzieńcu. Nie wiedział jak ktoś starszy na jego osobę zareaguje. W końcu dorośli byli zupełnie inni niż dzieci, mniej beztroscy, bardziej nieufni, a przy tym nieprzewidywalni dla obcych. Jeżeli mu kobieta jakoś odpowie kontynuuje wypowiedź aby zrozumiała jego cel wizyty.
- Przybyłem tutaj aby odpocząć, a także jakoś zarobić. Podróżuję po świecie, ale nie jestem najemnikiem czy żołnierzem chociaż potrafię się obronić... - westchnął głęboko i podrapał po głowie uśmiechając się przy tym aby wydać się na milszego człowieka.
Kiedy to wyciągnął ręce aby pokazać, że jest niegroźny dostrzegł kątem oka, iż pies ruszył ku niemu. Już chciał odskoczyć gdy zobaczył nastawienie zwierzaka. Uśmiechnął się tylko i dał mu dokonać tego co chciał. Zaczął potwornie go lizać po twarzy śliniąc przy tym niemiłosiernie. Jasnowłosy nie mógł się zbytnio od niego odciągnąć, ale też nawet nie próbował bo dzięki temu Tobi mógł zrozumieć, zielonooki nie miał złych zamiarów wobec niego. Wziął głęboki wdech i po krótkiej chwili odsunął lekko Nobiego od siebie.
- Wystarczy Nobi.... - zaśmiał się, był dość pogodny dzisiejszego dnia zwłaszcza widząc reakcję "groźnego" psa który to wydawał się na pierwszy rzut oka. Kiedy to pies trochę się uspokoił kontynuował rozmowę z młodzieńcem dokładnie mu się przyglądając i słuchając tego co miał mu do powiedzenia. Według tego co mówił lasy jak i okolice nie były zbyt bezpieczne. Co rusz przechadzały się tędy wojska, najemnicy. Runo leśne było praktycznie zebrane, a zwierzęta omijały te rejony by nie zostać upolowanym. Nie ma co się dziwić, w końcu człowiek musiał coś zjeść. Szkoda jednak, że nie liczyli się z tymi małymi. Westchnął cicho pod nosem.
- Powiedz mi proszę co to za wojska, gdzie one zmierzają, kto z kim walczy i co się tutaj dzieje...? Nie ukrywam, nie wiem nic na ten temat, a zdziwiło mnie to. - nie znał dobrze tych terenów, co nieco słyszał o ciężkich czasach, ale lepiej było dowiedzieć się więcej u miejscowych. Długo przebywał sam, nie specjalnie lubił przebywać z ludźmi dłużej niż parę dni. Już tak dawno opuścił swoją wioskę, iż nawet nie pamiętał kiedy to było. Jedyne co mu przychodziło do głowy to bieda każdego dnia, wrodzy ludzie... Świat był okrutny...
Minęła chwila zadumy, przemyśleń aż w końcu Tobi odezwał się opowiadając o tym, iż Nobi potrafi poznawać dobrych ludzi, o zaproszeniu na obiad do jego domu, do mamy która dobrze gotowała nie mając za wiele. Zrobiło mu się go trochę żal, ale nie chciał tego pokazać. Zrobiło mu się bardzo miło i postanowił przyjąć zaproszenie, a może nawet jakoś im się odwdzięczyć za gościnę. Zwrócił uwagę jak chłopak obrócił się na pięcie. Ruszył więc za nim nie chcąc go zgubić, nie znał tych lasów za dobrze, wolał nie stracić z oczu swojego przewodnika. Wraz z nimi kroczył mniejszy, aczkolwiek bardzo miły kompan który to umilał im drogę. Po krótkiej chwili znowu Tobi zadał pytanie, był bardzo ciekawski. Spytał o bycie shinobi, przez chwilę nie wiedział mu jak ma na to odpowiedzieć, co prawda nim był, ale nie chciał się wszystkim dzielić. Podrapał się po głowie.
- Czy jestem shinobi... Nikt mnie jeszcze tak nie nazwał, trenuję każdego dnia aby być silniejszym, poznaję różne techniki aby przetrwać w tym świecie, ale... shinobi... Nie walczę dla osad, bronię się by przetrwać. - westchnął głęboko, był w końcu skromnym człowiekiem, a czy nazwą go shinobi, mordercą, czy czarodziejem nie miało to dla niego znaczenia. Przyjrzał się baczniej Tobiemu. Czuł od niego młodzieńczą pewność siebie. Wiele jednak napotka w swoim życiu i marzenia mogą się nie spełnić, miał jednak cichą nadzieję, że chłopak dopnie swego i stanie się kim tylko zapragnie!
- Przykro mi z powodu Twojego taty. Na pewno jest w lepszym świecie i patrzy na Ciebie jak sobie dajesz radę! Widzę jednak, że pomagasz mamie jak tylko możesz! Nie wątpię, że któregoś dnia będziesz wstanie obronić swoją rodzinę. Trenuj ciężko każdego dnia, a na pewno ci się uda, ale nie zapominaj też o obowiązkach i swojej mamie....Może pozwól mi sobie pomóc, potrzymam ci koszyk w końcu jestem starszy i silniej.... to znaczy odpoczniesz sobie. Skoro i tak idziemy w tym samym kierunku to pozwól mi sobie pomóc. - nie chciał być nachalny, ale myślał w dobrym tonie było mu trochę ulżyć zwłaszcza, że trochę nazbierał do tego koszyka. Szli mało uczęszczanymi ścieżkami, gdyby nie młokos zapewne by się zgubił. Drzewa powalone, krzaki na drodze mogły dać do zrozumienia, że celowo osada ukrywa się przed głównym traktem aby nikt jej nie znalazł. Nie miał więc zamiaru tego zmieniać. Kiedy wyszli z ruczaju dostrzegł w oddali niskie domki, z kominów unosił się dym. Ktoś widocznie tam mieszkał, nie wiedział ile osób. Pies ruszył pierwszy pędem w stronę samotnej kobiety na drodze którą dostrzegł, następnie chłopak. Czy on też powinien? Wyglądałoby to jak by ich gonił, nie chciał jednak by ktoś tak go ocenił toteż szedł przyspieszonym krokiem, ale nie biegł. Przyglądał się całej tej sytuacji, tak samo jak otoczeniu. Nie chciał zostać zaskoczonym, nie odczuwał jakiegoś zagrożenia, ale wolał dmuchać na zimno. Szedł cały czas za tą dwójką. Kiedy to zbliży się do kobiety od razu wita się z nią ukłonem ściągając przy tym sakkat jak przystało w jego odczuciu.
- Witam, nazywam się Izuro... Przybyłem tutaj na zaproszenie Tobiego. Bardzo miły chłopak... - spojrzał dookoła czy wszystko było w porządku, nie chciał zachowywać się jednak nieuprzejmie toteż spojrzenie w głównej mierze było na kobiecie i młodzieńcu. Nie wiedział jak ktoś starszy na jego osobę zareaguje. W końcu dorośli byli zupełnie inni niż dzieci, mniej beztroscy, bardziej nieufni, a przy tym nieprzewidywalni dla obcych. Jeżeli mu kobieta jakoś odpowie kontynuuje wypowiedź aby zrozumiała jego cel wizyty.
- Przybyłem tutaj aby odpocząć, a także jakoś zarobić. Podróżuję po świecie, ale nie jestem najemnikiem czy żołnierzem chociaż potrafię się obronić... - westchnął głęboko i podrapał po głowie uśmiechając się przy tym aby wydać się na milszego człowieka.
0 x
- Deku Orochi
- Posty: 48
- Rejestracja: 31 sty 2026, o 10:47
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avatar
- Widoczny ekwipunek: Torba biodrowa
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=236262#p236262
- Multikonta: Brak
- Izuro
- Posty: 123
- Rejestracja: 22 wrz 2023, o 20:50
- Wiek postaci: 31
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11314&p=212828#p212828
- GG/Discord: izuro94
Re: Polana przy drodze
Mijały godziny na tych ziemiach, a jasnowłosemu zaczynało być tu co raz przyjemniej. Jedynie co to myśl o najemnikach, wojskach nie dawała mu spokoju. Najwidoczniej w okolicach nie było najbezpieczniej, ale o tym do końca nie wiedział jedynie przypuszczał. Tobi nie wiedział zbytnio o obecnej sytuacji przez mamę która mu zapewne zabroniła dociekać. W sumie było to słuszne podejście, w końcu mógł źle przez to skończyć. W jego wieku, przy tych zdolnościach lepiej było się nie wychylać. Sam też uważał na każdy swój ruch, w końcu nawet mała grupka shinobi mogła sprawić, że zacznie gryźć ziemię do góry dnem. Nie chciał jeszcze umierać, miał wiele do zrobienia, ale co dokładnie? Sam tego jeszcze nie wiedział. Jego podróż tak naprawdę się rozpoczęła i nie miał najmniejszego zamiaru zbyt wcześnie jej zakończyć! Kobieta którą napotkał, matka była bardzo piękna, miała jednak smutne duże oczy które od razu rzuciły mu się. Zapewne to przez śmierć męża, a także trudy życia. Może coś jeszcze? Uważnie jej się przyglądał, ale nie na tyle by sprawić w niej zakłopotanie. Wziął głęboki wdech. Gdy tylko usłyszał o dobrym sercu od razu przed oczyma przypomniała mu się jego historia, jak mordował ludzi.
- Czy na pewno jestem taki dobry...? Mam dobre serce...? Jak to można było stwierdzić...? Tylko dlatego, że pies to wywąchał i mały chłopczyk ocenił? - lekko posmutniał, ale zaraz wyrzucił wspomnienia z głowy. Nie chciał o tym teraz myśleć. Kobieta w tym czasie obserwowała go, pies przymilał się do jej stóp, a syn ciągnął ją za rękę. Od razu przypomniał sobie, że trzyma kosz z grzybami.
- Powiedzcie tylko gdzie mam odstawić ten kosz, zaniosę go oczywiście gdzie trzeba... - uśmiechnął się. Zrobił coś naprawdę dobrego, od razu poczuł ulgę na sercu. W głębi duszy nie był taki zły jak sam oceniał, skazy na jego imieniu wcale nie przekreślały go jako dobrego człowieka. Taką miał nadzieję. Wtem odezwał się chłopiec broniąc go. Opowiadając, że jest dobrym człowiekiem, potrafi różne techniki i może pomoże w przegonieniu burmistrza. Zielonooki od razu spojrzał na chłopaka po czym skierował spojrzenie na matkę drapiąc się przy tym po głowie i uśmiechając.
- Przepraszam, ale nie do końca wiem co między burmistrzem, a Wami zaszło. Jak trzeba będzie to mogę jakoś pomóc, ale nie chcę robić problemów. Użycie siły, czy paru technik to nie problem, ale wolałbym tego omijać... - westchnął głęboko kończąc wypowiedź. Przyglądał się baczniej reakcji kobiety. Od razu zaczęła przepraszać za syna, opowiedziała o braku ojca. Widać było w jej oczach smutek z tego powodu. Spojrzał w jej oczy.
- Całkowicie go rozumiem, też straciłem swoją rodzinę będąc jeszcze młodym dzieciakiem. W takich chwilach dobrze, że ma kogoś takiego jak Ty, do kogo może się odezwać i kto w odpowiednich momentach go zatrzyma. - zaśmiał się aby trochę rozluźnić atmosferę. Może nie było to na miejscu, nie chciał jednak by kobiecie zrobiło się przez to wszystko jakoś nieprzyjemnie. Nie miał zamiaru rozdrapywać ran. Tobi wraz z Nobim ruszyli przodem, a zaraz za nimi kobieta i Izuro. Byli trochę od nich oddaleni, minęli maleńką górkę i teraz mógł dostrzec całą osadę. Dostrzegł domki przed nimi, mieszkańców, ich dobytki.
- Nie chcę Wam przysparzać kłopotów, ani też nadużywać waszej gościnności. Jeżeli przeszkadzam to możesz śmiało mnie to powiedzieć. Przy okazji mogę spytać jak ci na imię i co to za osada? Kto tu rządzi? No i co to za wojska, najemnicy którzy przemierzają te ziemię.... - może zadał dużo pytań, ale potrzebował tych odpowiedzi by lepiej zrozumieć otaczający go teren o którym tak naprawdę nie wiele wiedział, a mogło to sprawić, że mógł się czegoś domyślić choćby atmosfery tu panującej, czy też co mogło się tu wydarzyć jeżeli chodzi o ojca, burmistrza... Uprawiano tu pola, hodowano bydło, a na ziemiach kobiety i dziecka widać było największy obszar i względny dostatek, ale całkowicie zaniedbany. Brakowało im męskiej ręki. Podeszli nieco bliżej i kobieta skinieniem ręki wskazała niewielki stolik pod gruszą. Nakazała by ten usiadł wygodnie i poczekał na nią. Kiedy weszła do domostwa od razu wybiegł pies i dzieciak. Nie przeszkadzało mu to, usiadł wygodnie na ławce i przyglądał się otoczeniu. Chciał wiedzieć co ma dookoła siebie, jakie ewentualne zagrożenie mogło by go spotkać. Jak zwykle on, nie chciał być zaskoczonym. Po krótkiej chwili przybyła dwójka. Tobi dostrzegł jego dziwne otwory gębowe w dłoniach.
- No tak.... Przecież nie każdy rozumie co to jest, a nie wygląda to zapewne zbyt przyjaźnie... Tylko jak mu o tym opowiedzieć by się nie wystraszył, a także by nikt dookoła o tym nie wiedział, a także jego matka która mogłaby się wystraszyć. Chociaż zapewne i tak wiele wiedziała.... - pomyślał. Uśmiechnął się do niego i szybko zaczął myśleć nad odpowiedzią. Podrapał się po głowie i zaczął opowiadać.
- Bo widzisz, to moja zdolność. Potrafię tworzyć z gliny różne dzieła za pomocą tego. - wskazał na swoje ręce, a dokładniej na jamy. Dostrzegł, że kobieta się zbliża a więc trzeba było szybko zakończyć swoją wypowiedź. Schował od razu ręce by kobieta tego nie zauważyła.
- Pokażę ci kiedyś jak to robię, ale nie mów nikomu o tym. Dobrze? - uśmiechnął się do niego wyciągając rękę do "żółwika". Miał nadzieję, że Tobi dotrzyma tajemnicy.- Obiecuję.
W oddali czuć było zapach jedzenia. Różne sery, pieczywo, pieczone mięso i karafka lemoniady. Wszystko postawiła na stolik. Stanęła za chłopakiem. Głupio mu było samemu siedzieć przy stole toteż od razu rzekł.
- Może usiądziemy wszyscy wspólnie przy stole? Zjemy razem? - uśmiechnął się mile. Nie pamiętał by kiedykolwiek i z kimkolwiek tak dobrze się czuł. Nie znał ich, ale biła od nich pozytywna aura. Chciał ich bliżej poznać. Zaczął co nieco przegryzać. Wpierw polał wszystkim lemoniady. Następnie wziął pieczywo z kawałkiem mięsa co rusz starając się zerkać na kobietę i młokosa. Nie jadł łapczywie, delektował się. W pewnym momencie rzucił pytaniem do najstarszej tego rodu.
- Jak mógłbym Wam pomóc. Chciałbym się odwdzięczyć za przyjęcie mnie tak mile... - zakończył swą wypowiedź oczekując jakiejś odpowiedzi.
LEGENDA:
Mowa
Myśli
- Czy na pewno jestem taki dobry...? Mam dobre serce...? Jak to można było stwierdzić...? Tylko dlatego, że pies to wywąchał i mały chłopczyk ocenił? - lekko posmutniał, ale zaraz wyrzucił wspomnienia z głowy. Nie chciał o tym teraz myśleć. Kobieta w tym czasie obserwowała go, pies przymilał się do jej stóp, a syn ciągnął ją za rękę. Od razu przypomniał sobie, że trzyma kosz z grzybami.
- Powiedzcie tylko gdzie mam odstawić ten kosz, zaniosę go oczywiście gdzie trzeba... - uśmiechnął się. Zrobił coś naprawdę dobrego, od razu poczuł ulgę na sercu. W głębi duszy nie był taki zły jak sam oceniał, skazy na jego imieniu wcale nie przekreślały go jako dobrego człowieka. Taką miał nadzieję. Wtem odezwał się chłopiec broniąc go. Opowiadając, że jest dobrym człowiekiem, potrafi różne techniki i może pomoże w przegonieniu burmistrza. Zielonooki od razu spojrzał na chłopaka po czym skierował spojrzenie na matkę drapiąc się przy tym po głowie i uśmiechając.
- Przepraszam, ale nie do końca wiem co między burmistrzem, a Wami zaszło. Jak trzeba będzie to mogę jakoś pomóc, ale nie chcę robić problemów. Użycie siły, czy paru technik to nie problem, ale wolałbym tego omijać... - westchnął głęboko kończąc wypowiedź. Przyglądał się baczniej reakcji kobiety. Od razu zaczęła przepraszać za syna, opowiedziała o braku ojca. Widać było w jej oczach smutek z tego powodu. Spojrzał w jej oczy.
- Całkowicie go rozumiem, też straciłem swoją rodzinę będąc jeszcze młodym dzieciakiem. W takich chwilach dobrze, że ma kogoś takiego jak Ty, do kogo może się odezwać i kto w odpowiednich momentach go zatrzyma. - zaśmiał się aby trochę rozluźnić atmosferę. Może nie było to na miejscu, nie chciał jednak by kobiecie zrobiło się przez to wszystko jakoś nieprzyjemnie. Nie miał zamiaru rozdrapywać ran. Tobi wraz z Nobim ruszyli przodem, a zaraz za nimi kobieta i Izuro. Byli trochę od nich oddaleni, minęli maleńką górkę i teraz mógł dostrzec całą osadę. Dostrzegł domki przed nimi, mieszkańców, ich dobytki.
- Nie chcę Wam przysparzać kłopotów, ani też nadużywać waszej gościnności. Jeżeli przeszkadzam to możesz śmiało mnie to powiedzieć. Przy okazji mogę spytać jak ci na imię i co to za osada? Kto tu rządzi? No i co to za wojska, najemnicy którzy przemierzają te ziemię.... - może zadał dużo pytań, ale potrzebował tych odpowiedzi by lepiej zrozumieć otaczający go teren o którym tak naprawdę nie wiele wiedział, a mogło to sprawić, że mógł się czegoś domyślić choćby atmosfery tu panującej, czy też co mogło się tu wydarzyć jeżeli chodzi o ojca, burmistrza... Uprawiano tu pola, hodowano bydło, a na ziemiach kobiety i dziecka widać było największy obszar i względny dostatek, ale całkowicie zaniedbany. Brakowało im męskiej ręki. Podeszli nieco bliżej i kobieta skinieniem ręki wskazała niewielki stolik pod gruszą. Nakazała by ten usiadł wygodnie i poczekał na nią. Kiedy weszła do domostwa od razu wybiegł pies i dzieciak. Nie przeszkadzało mu to, usiadł wygodnie na ławce i przyglądał się otoczeniu. Chciał wiedzieć co ma dookoła siebie, jakie ewentualne zagrożenie mogło by go spotkać. Jak zwykle on, nie chciał być zaskoczonym. Po krótkiej chwili przybyła dwójka. Tobi dostrzegł jego dziwne otwory gębowe w dłoniach.
- No tak.... Przecież nie każdy rozumie co to jest, a nie wygląda to zapewne zbyt przyjaźnie... Tylko jak mu o tym opowiedzieć by się nie wystraszył, a także by nikt dookoła o tym nie wiedział, a także jego matka która mogłaby się wystraszyć. Chociaż zapewne i tak wiele wiedziała.... - pomyślał. Uśmiechnął się do niego i szybko zaczął myśleć nad odpowiedzią. Podrapał się po głowie i zaczął opowiadać.
- Bo widzisz, to moja zdolność. Potrafię tworzyć z gliny różne dzieła za pomocą tego. - wskazał na swoje ręce, a dokładniej na jamy. Dostrzegł, że kobieta się zbliża a więc trzeba było szybko zakończyć swoją wypowiedź. Schował od razu ręce by kobieta tego nie zauważyła.
- Pokażę ci kiedyś jak to robię, ale nie mów nikomu o tym. Dobrze? - uśmiechnął się do niego wyciągając rękę do "żółwika". Miał nadzieję, że Tobi dotrzyma tajemnicy.- Obiecuję.
W oddali czuć było zapach jedzenia. Różne sery, pieczywo, pieczone mięso i karafka lemoniady. Wszystko postawiła na stolik. Stanęła za chłopakiem. Głupio mu było samemu siedzieć przy stole toteż od razu rzekł.
- Może usiądziemy wszyscy wspólnie przy stole? Zjemy razem? - uśmiechnął się mile. Nie pamiętał by kiedykolwiek i z kimkolwiek tak dobrze się czuł. Nie znał ich, ale biła od nich pozytywna aura. Chciał ich bliżej poznać. Zaczął co nieco przegryzać. Wpierw polał wszystkim lemoniady. Następnie wziął pieczywo z kawałkiem mięsa co rusz starając się zerkać na kobietę i młokosa. Nie jadł łapczywie, delektował się. W pewnym momencie rzucił pytaniem do najstarszej tego rodu.
- Jak mógłbym Wam pomóc. Chciałbym się odwdzięczyć za przyjęcie mnie tak mile... - zakończył swą wypowiedź oczekując jakiejś odpowiedzi.
LEGENDA:
Mowa
Myśli
0 x
- Deku Orochi
- Posty: 48
- Rejestracja: 31 sty 2026, o 10:47
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avatar
- Widoczny ekwipunek: Torba biodrowa
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=236262#p236262
- Multikonta: Brak
- Izuro
- Posty: 123
- Rejestracja: 22 wrz 2023, o 20:50
- Wiek postaci: 31
- Ranga: Akoraito
- Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11314&p=212828#p212828
- GG/Discord: izuro94
Re: Polana przy drodze
Kiedy to opowiadał o swych zdolnościach dostrzegł, że przysłuchuje się również kobieta. Nie była zniesmaczona tym co posiada, a nawet widać było, że ją to ciekawi. Wziął głęboki wdech. Nie był z tego powodu zbytnio zadowolony, dzielenie się takimi wiadomościami mogło kiedyś zgubić go. Po kobiecie czy dziecku nie wyczuwał zagrożenia, ale zawsze mogli podać dalej tą wiadomość i ktoś silniejszy mógł to wykorzystać. Czy zawsze jednak powinien się wszystkiego bać? Świat był wielkim zagrożeniem, ale może są ludzie którzy nie chcą jego śmierci. Spojrzał na dwójki reakcję. Już chciał coś powiedzieć gdy chłopak rzucił "Jesteś super Izuro... Chcę być taki jak Ty..." Te słowa wciąż mu chodziły po głowie zapominając o całym świecie. Czyżby stał się czyjąś inspiracją, osobą do naśladowania? Westchnął głęboko, napił się trochę pysznej lemoniady. Tobi zaczął biegać z wyciągniętymi dłońmi do tyłu jak shinobi by po chwili dołączył Nobi. Zostali więc na chwilę sami z kobietą. Bacznie jej się przyglądał i nasłuchiwał tego co miała do powiedzenia. To co się dowiedział mocno go zdziwiło.
- Atarashi, Ryuzaku, ziemie za wielkim murem… Armia...Dzicy, Yokai... Zadufane klany chcące tylko swoich korzyści... - próbował te wszystkie słowa powtarzać w głowie. Zapamiętać, ponieważ mogły mu się kiedyś przydać. Nie do końca rozumiał po której stronie powinien stanąć. Nie specjalnie przepadał za wielkimi rodami. Sam był jednym z nich, ale nigdy nie dostał aprobaty, był nikim. Było mu jednak z tego powodu dobrze, odnajdowywał samego siebie! Domyślał się, że jednym z zabranych na wojnę był mąż kobiety, a może inaczej zginął? Nie chciał dopytywać, widział po niej, że te rany są świeże. Całym jej życiem był teraz Tobi który w tym momencie beztrosko bawił się w najlepsze. Kobieta widząc jego radość odpowiedziała, że nie potrzebuje żadnej pomocy. Głupio mu się zrobiło, ale nie chciał się z nią o to kłócić. Mógł zostać parę dni, jeść co tylko chce bo mieli tego dużo. Mimo wszystko zrobiło mu się niezręcznie. Spojrzał na jej farmę która widać, że potrzebowała mężczyzny. Pomoże jej nawet jeżeli sama tego nie będzie potrzebowała. Niewiasta poczerwieniała i wskazała mu kurnik, a dokładniej domek letni w którym nie było zwierząt.
- Skoro spali w nim ludzie to i dla mnie nie będzie problemu... - pomyślał i rozejrzał się uważnie. Nie było tu tak źle, od razu skierował swoje spojrzenie na kobietę by w końcu jakoś odpowiedzieć.
- Dziękuję. Zdecydowanie tyle mi wystarczy. Czy będę mógł się gdzieś umyć...?. - powiedział ostatnie słowa dość zalotnie, ale nie na tyle by nie obrazić kobiety. Wyczuwał w jej słowach tęsknotę za mężczyzną... Może.... Uśmiechnął się by po chwili stracić swój uśmiech. Kobieta spojrzała w tym momencie w dal gdzie na koniach pojawiła się trójka mężczyzn w tym jeden grubas. Siedzieli oni na białych koniach, od razu do głowy przyszła mu myśl czemu oni nie są w armii, kim są i czego od niej chcą. Kiedy dostrzegli jasnowłosego skierowali ręce na swoje miecze. Ciekaw był czy potrafią chociaż nimi operować bo po grubasie tego nie można było stwierdzić. Nie chciał jednak wchodzić w konflikt. Dotarli dość blisko i tłuścioch rzucił dość miłe, ale według niego lekceważące określenie imienia kobiety.
- Kamaki.... Ładne imię. - pomyślał zachowując spostrzeżenia dla siebie. Na coś się przydali. Kiedy to zignorowali przywitanie się z dzieckiem i zielonookim nie specjalnie się przejął, ale gdy dostrzegł, że omal nie stratowali psa i chłopaka lekko się zirytował. Nie była to jego walka, ale mimo wszystko nie chciał stawać obojętny.
- Powiedz tylko to zareaguję... Nie wyglądają na miłych... Tobi niech wróci tutaj...- Szybko szepnął do kobiety stojąc za nią tak by tylko ona usłyszała. Skoncentrował się na otoczeniu bacznie obserwując ruchy tej trójki. Przy tym obserwował Tobiego. Nie chciał zrobić pierwszego kroku bo nie wiedział jak to się skończy, a przy okazji był tu tylko gościem. Jeżeli kobieta bądź chłopak zostaną zaatakowani to na pewno stanie w ich obronie, ale póki nic im nie zagraża... Trzymał ręce w gotowości, pierwszym co przychodziło mu do głowy to zastosowanie którejś z technik ziemnych, ale na tą chwilę czekał w gotowości oglądając przebieg zdarzeń. Miał nadzieję, że Tobi przyjdzie do nich bądź matka o to poprosi. Wolał mieć ich dwoje obok siebie aby mieć większą szansę na ich obronę. Czuł za nich odpowiedzialność. W razie potrzeby obrony używa Doton: Doryū Taiga*
___________
- Atarashi, Ryuzaku, ziemie za wielkim murem… Armia...Dzicy, Yokai... Zadufane klany chcące tylko swoich korzyści... - próbował te wszystkie słowa powtarzać w głowie. Zapamiętać, ponieważ mogły mu się kiedyś przydać. Nie do końca rozumiał po której stronie powinien stanąć. Nie specjalnie przepadał za wielkimi rodami. Sam był jednym z nich, ale nigdy nie dostał aprobaty, był nikim. Było mu jednak z tego powodu dobrze, odnajdowywał samego siebie! Domyślał się, że jednym z zabranych na wojnę był mąż kobiety, a może inaczej zginął? Nie chciał dopytywać, widział po niej, że te rany są świeże. Całym jej życiem był teraz Tobi który w tym momencie beztrosko bawił się w najlepsze. Kobieta widząc jego radość odpowiedziała, że nie potrzebuje żadnej pomocy. Głupio mu się zrobiło, ale nie chciał się z nią o to kłócić. Mógł zostać parę dni, jeść co tylko chce bo mieli tego dużo. Mimo wszystko zrobiło mu się niezręcznie. Spojrzał na jej farmę która widać, że potrzebowała mężczyzny. Pomoże jej nawet jeżeli sama tego nie będzie potrzebowała. Niewiasta poczerwieniała i wskazała mu kurnik, a dokładniej domek letni w którym nie było zwierząt.
- Skoro spali w nim ludzie to i dla mnie nie będzie problemu... - pomyślał i rozejrzał się uważnie. Nie było tu tak źle, od razu skierował swoje spojrzenie na kobietę by w końcu jakoś odpowiedzieć.
- Dziękuję. Zdecydowanie tyle mi wystarczy. Czy będę mógł się gdzieś umyć...?. - powiedział ostatnie słowa dość zalotnie, ale nie na tyle by nie obrazić kobiety. Wyczuwał w jej słowach tęsknotę za mężczyzną... Może.... Uśmiechnął się by po chwili stracić swój uśmiech. Kobieta spojrzała w tym momencie w dal gdzie na koniach pojawiła się trójka mężczyzn w tym jeden grubas. Siedzieli oni na białych koniach, od razu do głowy przyszła mu myśl czemu oni nie są w armii, kim są i czego od niej chcą. Kiedy dostrzegli jasnowłosego skierowali ręce na swoje miecze. Ciekaw był czy potrafią chociaż nimi operować bo po grubasie tego nie można było stwierdzić. Nie chciał jednak wchodzić w konflikt. Dotarli dość blisko i tłuścioch rzucił dość miłe, ale według niego lekceważące określenie imienia kobiety.
- Kamaki.... Ładne imię. - pomyślał zachowując spostrzeżenia dla siebie. Na coś się przydali. Kiedy to zignorowali przywitanie się z dzieckiem i zielonookim nie specjalnie się przejął, ale gdy dostrzegł, że omal nie stratowali psa i chłopaka lekko się zirytował. Nie była to jego walka, ale mimo wszystko nie chciał stawać obojętny.
- Powiedz tylko to zareaguję... Nie wyglądają na miłych... Tobi niech wróci tutaj...- Szybko szepnął do kobiety stojąc za nią tak by tylko ona usłyszała. Skoncentrował się na otoczeniu bacznie obserwując ruchy tej trójki. Przy tym obserwował Tobiego. Nie chciał zrobić pierwszego kroku bo nie wiedział jak to się skończy, a przy okazji był tu tylko gościem. Jeżeli kobieta bądź chłopak zostaną zaatakowani to na pewno stanie w ich obronie, ale póki nic im nie zagraża... Trzymał ręce w gotowości, pierwszym co przychodziło mu do głowy to zastosowanie którejś z technik ziemnych, ale na tą chwilę czekał w gotowości oglądając przebieg zdarzeń. Miał nadzieję, że Tobi przyjdzie do nich bądź matka o to poprosi. Wolał mieć ich dwoje obok siebie aby mieć większą szansę na ich obronę. Czuł za nich odpowiedzialność. W razie potrzeby obrony używa Doton: Doryū Taiga*
___________
- Nazwa
- Doton: Doryū Taiga
- Ranga
- C
- Pieczęci
- Tygrys
- Zasięg Max.
- 15 metrów
- Koszt
- E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (1/2 na turę)
- Statystyki
- Dodatkowe
- Obłocenie I
- Opis Po złożeniu pieczęci przed użytkownikiem pojawia się potok błota pędzący w wybranym przez niego kierunku. Ilość błota i jego siła jest na tyle duża by porwać ze sobą przeciwnika i spowolnić jego ruchy, a w przypadku najsłabszych rywali, którzy nie zdążą wykonać jakiegokolwiek uniku - utopić w mknącej mazi. Doryū Taiga ma jednak niewielki zasięg więc najlepiej używać jej z zaskoczenia tuż przy przeciwniku, inaczej szanse na złapanie go są niewielkie. Błoto powstałe z tej techniki można wykorzystać do innych jutsu Dotonu.
0 x
- Deku Orochi
- Posty: 48
- Rejestracja: 31 sty 2026, o 10:47
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avatar
- Widoczny ekwipunek: Torba biodrowa
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=236262#p236262
- Multikonta: Brak
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość
