Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
- Uchiha Tsuyoshi
- Posty: 854
- Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
- Wiek postaci: 20
- Ranga: Kōgō
- Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
- Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
- Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
- Sosuke
- Posty: 135
- Rejestracja: 6 maja 2024, o 14:53
- Wiek postaci: 30
- Ranga: Sentoki
- Widoczny ekwipunek: Katana i Wakizashi przy pasie
- Link do KP: viewtopic.php?p=218699#p218699
- Multikonta: Daisuke
- Sosuke
- Posty: 135
- Rejestracja: 6 maja 2024, o 14:53
- Wiek postaci: 30
- Ranga: Sentoki
- Widoczny ekwipunek: Katana i Wakizashi przy pasie
- Link do KP: viewtopic.php?p=218699#p218699
- Multikonta: Daisuke
- Sosuke
- Posty: 135
- Rejestracja: 6 maja 2024, o 14:53
- Wiek postaci: 30
- Ranga: Sentoki
- Widoczny ekwipunek: Katana i Wakizashi przy pasie
- Link do KP: viewtopic.php?p=218699#p218699
- Multikonta: Daisuke
- Nobuo
- Posty: 238
- Rejestracja: 2 sty 2026, o 13:30
- Wiek postaci: 21
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Avek
- Widoczny ekwipunek: Plecak, 2 kabury
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=233599#p233599
- Multikonta: Emi, Pączuś
- Uchiha Tsuyoshi
- Posty: 854
- Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
- Wiek postaci: 20
- Ranga: Kōgō
- Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
- Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
- Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Lato 396 roku
Zupełnie niespodziewanie, a przynajmniej zupełnie niespodziewanie dla Tsuyoshiego, zostało zwołane zabranie klanowe. Już samo to było sporym zaskoczeniem dla wielu Uchihów, ale w tym miejscu "zabawa" dopiero się rozpoczynała. Zebranie miało się bowiem odbyć w... posiadłości rodziny Tsuyoshiego! Tak, kiedy dwudziestolatek się o tym dowiedział, był w ogromnym szoku. A dowiedział się o tym z... osobistego zaproszenia, które otrzymał, co również było nie lada zaskoczeniem. Oznaczało to bowiem, że jego obecność będzie do "czegoś" potrzebna. Oczywiście od samego początku domyślał się co to będzie - awans. Przez pierwszych kilka dni od kiedy się dowiedział, pozostawał w ciężkim szoku. Taka kombinacja wydarzeń brzmiała jak jakaś koniunkcja planet, która zdarzała się raz na sto lat. Chodził więc wyraźnie podekscytowany, rozmawiając o tym z rodzicami, rodzeństwem i kuzynostwem, czasem nawet uśmiechając się samemu do siebie na myśl o tym, co miało nadejść. Ależ wyróżnienie spotkało ich zamieszkującą w Hachimantai rodzinę!
Ta noc miała być wyjątkowa. Musiała być wyjątkowa! Tsuyoshi założył elegancką, odświętną szatę, którą kupił w Sarufutsu specjalnie na tę okazję za pieniądze, które zaoszczędził na misjach. Przez cały dzień pomagał mamie i rodzeństwu w organizacji, ale pod sam koniec dnia zwolnił już nieco tempo i uspokoił umysł. Kiedy przyszedł czas, jako Sentoki zajął jedno z mniej prestiżowych miejsc, ustępując pola bardziej zasłużonym shinobi klanu. Nie odczuwał z tego powodu nawet najmniejszego dyskomfortu. Już sama obecność na zebraniu klanowym była czymś wyjątkowym.
Nie mówiąc już o tym, że w obecności wszystkich został wyróżniony i pochwalony za zdobycie Teppu. Kiedy podchodził do Masahiro, żeby odebrać swój strój i odznakę, czuł wielką wagę tej chwili. Przyklęknął, a później się ukłonił, oddając hołd shirei-kanowi, jak i całemu klanowi. Całe szczęście, że poza krótkim "Dziękuję, Masahiro-dono" nie musiał nic mówić, bo pewnie łamałby mu się głos ze stresu i emocji. Czuł jednocześnie niepewność, dumę, nerwowość, ogromną radość, wdzięczność i wiele innych emocji, które trudno nawet nazwać - a wszystko to kotłujące się bezustannie. Dawno nie czuł takiej karuzeli emocji, dawno emocje nie buzowały w nim z tak ogromną siłą.
Z upływem czasu jednak przewagę zyskiwała radość i duma - w tym nie tylko ze swoich osiągnięć. Miał szczęście bowiem gościć w progach swojego domostwa również Azumę, którego awans został oficjalnie potwierdzony i przypieczętowany na zebraniu klanowym. Ale wyróżnieni zostali także członkowie jego rodziny. Harumi miała czuwać nad bezpieczeństwem części prowincji. Jego ojciec miał zarządzać sprawami klanowymi w Sarufutsu. A ciocia Emi... cóż, to była dla niego największa zagadka i zaskoczenie. Kojarzył coś-niecoś z tego, czym się zajmuje i zajmowała kiedyś, ale taka funkcja była dla niego zaskoczeniem.
W milczeniu wysłuchał też wszystkiego, co do powiedzenia miał Uchiha Masahiro. Była to kolejna porcja zaskakujących informacji. Przede wszystkim, Ryuzaku włączało się do wojny na całego. Była to świetna informacja, szczególnie że Uchiha nie oddawali wszystkiego w ich ręce. Tsuyoshi kojarzył informacje o zdobyciu portu i spodziewał się, że jakaś reakcja Ryuzaku nastąpi, ale takiego zaangażowania się nie spodziewał. Należało się jednak bardzo z tego powodu cieszyć, bo Ryuzaku to rezerwuar ogromnych zasobów - i materiałowych, i ludzkich.
Kiedy zakończyła się bardziej formalna część, Tsuyoshi jeszcze przez moment siedział w milczeniu i rozważał wszystko, co zostało powiedziane. Wydarzyło się strasznie dużo, a wojna miała wejść na kompletnie nowe tory. Jego życie także! Jako Kōgō otrzyma prawdopodobnie misje dowodzenia ludźmi, o której przecież tak żywiołowo opowiadał Yumiko. Chwilę mu zajęło otrząśnięcie się z emocji. Później jednak podszedł do Azumy, żeby z nim porozmawiać. Pogratulował również swojej siostrze, Harumi, ojcu i ciotce Emi, z którą rozmowa zajęła mu dłuższą chwilę. Chciał się wypytać jak to się stało i w ogóle. Pogratulował nawet Kenjiemu, choć była to zdecydowanie najchłodniejsza z rozmów.
Dalsza część wieczoru przebiegała... cóż, wybornie. Tsuyoshi odbierał gratulacje od członków swojej rodziny, ale nie tylko. Częstował się przysmakami przygotowanymi przez jego mamę, nie stronił również od alkoholu. Rozmawiał z Takeru na temat Rantori i tego, co się działo potem - w końcu mieli czas, żeby zjeść smażoną wołowinę, którą ten obiecywał mu jeszcze dawno temu. Uchiha starał się też zwrócić uwagę na to, czy Takeru rzeczywiście będzie się zachowywał władczo albo nieodpowiednio, ale w stosunku do niego nic takiego nie miało miejsca. Dalej porozmawiał też przez krótką chwilę z ojcem na temat tego, jak będą teraz wyglądały sprawy. Nie mogli jednak dojść do żadnych konkretów, bo wszystkie te plany wojenne dopiero się kształtowały. Miał okazję rozmawiać też z wieloma innymi osobami, ciesząc się ich obecnością oraz tym, że tak wielu ludzi przetrwało boje z Dzikimi. Była to najbardziej niezapomniana noc w jego życiu! Do tej pory, przynajmniej.
0 x
- Uchiha Hiromi
- Posty: 728
- Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
- Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
- Multikonta: Yuki Hoshi
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Świętowanie w Hachimantai trwało do wczesnych godzin porannych. Dwóch nowych Kogo. Harida jako pełniący obowiązki Shirei-kana. Harumi odpowiadająca całkowicie za bezpieczeństwo osady. Emi jako generał. To było wiele. I cała rodzina to doceniała. Nawet po wyjściu gości, był jeszcze alkohol, były gratulacje rodzeństwa i kuzynostwa, było jedzenie, śmiechy i prawdziwa duma, która wprost wylewała się - przede wszystkim z braci - Haridy i Shiniego. Oczywiście, jakiś dupek zawsze się znalazł - Daichi zadał znaczące pytanie “A ten Azuma to nie jest od was młodszy?”, za co zgarnął od ojca, zwykle wyważonego i spokojnego, celnie wymierzoną lepę w potylicę.
Następnego ranka było jeszcze lepiej. W obstawie swoich ludzi oraz ze swoją córką - Ikuko - przybył lider klanu Nakano. Oczywiście, chciał rozmawiać z ojcem Tsuyoshiego i ojcem Kenjiego, a także dziadkiem. Okazało się też jednak, że mężczyzna też chciał zamienić słowo z dwoma nowymi Kogo. Nie było to nic szczególnego - gratulacje, zapewnienie, że zawsze u niego będą mieli zatrudnienie na wysokich stanowiskach w armii. Wspomnienie, iż córka wciąż szuka męża. Oraz dwa piękne konie. Dla każdego z nich po jednym.
- Taki awans należy świętować, moi drodzy. A to dwa konie z czystej krwi Wietrznych równin. Mkną jak wiatr, cicho, jak cienie. Oba czarne dla Uchiha.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby radosna Tsumi nie powiedziała, że konie mówią, że Uchiha nie są. Pewnie byłoby to o wiele więcej z tym zamieszania, gdyby nie to, że wezwał ich do siebie dziadek. Obu na raz. Kenjiego i Tsuyoshiego. Końmi zajęła się Sanae, Nakano zostali wprowadzeni do sali, żeby rozmawiać z ojcem, a nowi Kogo mieli ruszyć w stronę gabinetu dziadka.
- Wiesz co, nie miałem jak ci powiedzieć, ale to dość imponujace, że zdobyłeś most i Rantori - stwierdził Kenji, kiedy szli obok siebie. Wydawał sie wyluzowany i zadowolony, jakiś taki lepszy niż ostatnio. - Zazdroszczę ci, że aż takie widowiskowe te zwycięstwa miałeś, bo ja niby też, ale kurcze, z daleka od ważniejszych miejść. Ale ty się znasz z Shirei-kanem, nie?
Tsuyoshi miał szansę na odpowiedzenie, ale nie na rozmowę, ponieważ już dotarli do gabinetu dziadka i od razu musieli wejść do środka.
Światło poranka sączyło się do wnętrza przefiltrowane przez papier shōji. Pokój był prosty, niemal ascetyczny. Tatami nosiły ślady lat, a niski, ciemny stół stał pośrodku. Na jego powierzchni leżały starannie ułożone zwoje, kamień do tuszu, pędzle oczyszczone z resztek atramentu. Obok paliła się oliwna lampa, jej płomień drżał nieznacznie. Może nie byłaby potrzebna, ale z latami wzrok się psuł.
Za mężczyzną, na zasłonie, widniał znak wachlarza: herb klanu.
On sam siedział w seiza, nieruchomo, z wyprostowanymi plecami. Ciemne kimono opadało na niego ciężkimi fałdami, jakby było częścią jego ciała, a nie strojem. Dłonie spoczywały na stole. Spracowane, poorane drobnymi bliznami, spokojne. Twarz miał surową, pobrużdżoną zmarszczkami i cienkimi śladami dawnych ran. Czarne włosy opadały luźno, niedbale, lecz nie było w tym zaniedbania, raczej obojętność wobec rzeczy nieistotnych. Patrzył wprost,jakby już wiedział, po co ktoś przyszedł, zanim ten zdążył uklęknąć. Nie było tak jednak tym razem. Tym razem to on czekał. Bez nerwów, bez zniecierpliwienia. Czekał aż jego wnukowie oddadzą mu szacunek, a on będzie mógł im powiedzieć to, co miał im do powiedzenia.
Uchiha Kenji
0 x
- Uchiha Tsuyoshi
- Posty: 854
- Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
- Wiek postaci: 20
- Ranga: Kōgō
- Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
- Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
- Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Lato 396 roku
Rzadko który wieczór i noc była tak intensywna i niezapomniana, jak ta. Rodzinę Tsuyoshiego spotkała ogromna nobilitacja i to na tak wielu płaszczyznach, że nawet najdalsi, nieżyjący już, przodkowie, gdyby zostali przywołani z powrotem do świata żywych mogliby mieć problem, żeby wspomnieć o czymś podobnym. Ojciec Tsuyoshiego, jego siostra i ciotka. Wreszcie on sam i jego kuzyn. Pewnie niektórzy spodziewali się… czegoś, ale czy ktokolwiek był w stanie przewidzieć, że będzie tu tak wiele nowych godności i znaczenia ich wszystkich? Z pewnością nie. Nie powinno zatem dziwić, że świętowania było co niemiara i pewnie gdyby nie konieczność szybkiego objęcia nowych stanowisk, to równie dobrze to właśnie świętowanie mogłoby potrwać jeszcze z tydzień. I nie była to przesada.
Sam Tsuyoshi był w doskonałym, szampańskim wręcz nastroju (i nie zmąciło tego dobrego nastroju nawet gadanie Daichiego). Awans na Kōgō był dla niego ogromnym wyróżnieniem, nawet biorąc pod uwagę to, jaki osobisty wkład wniósł w przełamanie frontu. Przez cały wieczór buzowały w nim emocje – ogromna radość, ekscytacja, wdzięczność i… niepewność. Ta ranga niosła ze sobą już coś więcej niż tylko zwykły awans w hierarchii. Kōgō byli bardzo samodzielnymi jednostkami, posiadali rozeznanie w świecie i sytuacji klanu, który zdarzało im się reprezentować nawet w pojedynkę. Bardzo często byli też dowódcami znaczniejszych formacji wojskowych, a ci silniejsi byli porównywani wręcz do jednoosobowych armii. Modelowy Kōgō powinien być więc jednocześnie potężnym wojownikiem, sprawnym dyplomatą, mądrym doradcą dla shirei-kana i umiejętnym nauczycielem. Uchiha nie był pewien, czy rzeczywiście na tym etapie będzie potrafił sprostać wszystkim tym wymaganiom. Wiedział jednak, że zrobi wszystko, żeby właśnie tak było.
Wróćmy jednak do Hachimantai, gdzie niespodzianek nie było końca. Doskonale rozeznany w sytuacji lider rodu Nakano wraz z córką odwiedził posiadłość rodziny Tsuyoshiego, a także… zażyczył sobie rozmowy z dwoma nowo mianowanymi Kōgō – Tsuyoshim i Kenjim. Złożył on im zwyczajowe gratulacje, które Tsuyoshi przyjął z wielką kurtuazją i zapewnieniami, że jego umiejętności na pewno przysłużą się również klanowi Nakano. Przypomniał także, że Ikuko wciąż szuka męża, co pewnie nawet zainteresowałoby Tsuyoshiego po tych akcjach Kenjiego z Hiromi (taki polityczny mariaż mógłby być doskonałym krokiem w kontekście umacniania sojuszu, między rodzinami), ale w tej chwili najzwyczajniej nie zdążył tego jeszcze przeprocesować w swojej głowie. Najbardziej jednak zrobiło na Tsuyoshim wrażenie to, że razem z Kenjim… otrzymali po koniu. I to nie byle jakim koniu. To znaczy nie to, żeby Uchiha był specjalistą w tej dziedzinie, ale mógł na ślepo postawić cały swój majątek na to, że taki człowiek z takiej okazji nie sprezentowałby im niczego gorszego, niż znakomite wierzchowce. Oczywiście Tsuyshi podziękował uniżenie za wszystko i zapewnił o tym, że rodzina Nakano ma i zawsze będzie miała w nim sprzymierzeńca.
Rzecz jasna nie obeszłoby się bez komplikacji. Katsumi znowu zaczęła… rozmawiać? Udawać, że rozmawia? Być przekonana, że rozmawia? …z końmi. Na dokładne analizowanie tej sprawy czasu jednak nie było, bo szybko zostali wezwani przez dziadka, a takie wezwanie oznaczało, że nie można było sobie pozwolić na zwłokę.
I wtedy wydarzyła się kolejna rzecz, której Tsuyoshi kompletnie by się nie spodziewał. Kenji zagadał do niego, ale wyglądało na to, że… szczerze mu pogratulował? Dwudziestolatek nie był przyzwyczajony do takiego właśnie uznawania zasług przez jego kuzyna, wręcz przeciwnie – dominująca była rywalizacja. Było tak do tego stopnia, że pierwszą reakcją Tsuyoshiego było badawcze zerknięcie na tego drugiego, po którym odpowiedział:
- Dzięki? To znaczy… no tak, ale to batalion F dał radę, ja tylko… uh, dzięki, ale jestem pewien, że ty też zrobiłeś kawał dobrej roboty - powiedział średnio składnie, ale raczej zrozumiale, a przy tym szczerze. Nie leżało w naturze Tsuyoshiego podsycanie płomienia konfliktu w rodzinie, więc odpowiedział, co odpowiedział - tak, znam się, ale no wiesz... nie tak jakoś bardzo, żeby coś załatwić czy coś. Rozmawiałem z nim kilka razy, to niezwykły gość.
Więcej powiedzieć nie zdążył, bo wchodzili już do dziadka, ale zapamiętał sobie to, w jaki sposób zwrócił się do niego kuzyn. Choć oczywiście nie wiedział co o tym sądzić. Chwilowa słabość spowodowana poprawą nastoju po awansie?
W środku zastał ich oczywiście sam Kazuya. W jego postawie było coś, co sprawiało, że człowiek (a przynajmniej jego wnuk) od razu się mobilizował do tego, by wypaść jak najlepiej. Tsuyoshi wszedł pierwszy i stanął przed biurkiem. Zaraz potem ukłonił się, jak nakazywał zwyczaj i grzeczność, po czym powiedział:
- Dobry wieczór, dziadku. Chciałeś nas widzieć. Oto jesteśmy - powiedział spokojnie i czekał na reakcję starszego mężczyzny. Ukradkiem spojrzał tylko na symbol klanu. Jeśli Kazuya skinął głową albo wprost im na to pozwolił, to Tsuyoshi zajął pozycję przed dziadkiem, również klęcząc w tradycyjny sposób.
Ukryty tekst
0 x
- Uchiha Hiromi
- Posty: 728
- Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
- Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
- Multikonta: Yuki Hoshi
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Kazuya uniósł nieco głowę, gdy tylko Tsuyoshi i Kenji weszli do jego gabinetu, i gestem dłoni polecił im zająć miejsce na tatami naprzeciwko siebie. W półmroku poranka, Kazuya wyglądał niemal jak posąg – nieruchomy, opanowany, o surowej twarzy pooranej zmarszczkami. W brązowych oczach dziadka igrały jednak ciepłe iskry. Wnukowie uklękli w seiza, kładąc przed sobą dłonie i skłaniając nisko głowy w geście głębokiego szacunku.
Kazuya przez chwilę milczał. Gdzieś za oknem zaćwierkał wróbel, a w oddali słychać było przytłumione odgłosy pełnego życia domu z domownikami i gośćmi. Wreszcie starzec powoli skinął głową i przemówił niskim, spokojnym głosem, w którym pobrzmiewała duma:
- Dobrze, że przyszliście. - Słowa dziadka brzmiały poważnie i uroczyście. - Wczoraj nasz ród świętował wasz awans do rangi Kogo. Oficjalnie dołączyliście do grona najlepszych wojowników klanu. To zaszczyt nie tylko dla was, ale i dla całej naszej rodziny. - Spojrzał uważnie to na Tsuyoshiego, to na Kenjiego, jakby chciał zajrzeć w głąb ich dusz. - Wasze czyny na polu bitwy przyniosły mi dziś tę radość, że mogę zwać was Kogo. Tsuyoshi - twoje zwycięstwo pod Rantori i zdobycie tamtejszej przeprawy Teppu ułatwiło naszym wojskom przełamanie linii wroga. Odwaga i strategia, jaką się tam wykazałeś, przejdą w naszym rodzie z ust do ust. Kenji i ty nie pozostajesz w cieniu. Wiem, że walczyłeś daleko od głównego frontu, ale wieści o twoich czynach również do mnie dotarły. Twoja brawura w bitwie o Wąwóz Kagane, gdy rozgromiłeś oddział nieprzyjaciela czyhający na nasze tyły, ocaliła życie wielu naszych wojowników. Dowiodłeś swej siły i mądrości, nawet jeśli nie było blasku wielkiej publiczności. Jestem dumny z was obu. Wasze osiągnięcia są dowodem, że krew naszego klanu płonie w was silnym płomieniem.
Po tych słowach Kazuya powoli podniósł się z klęczek. Mimo sędziwego wieku poruszał się z godnością i opanowaniem. Sunąc cicho po matach tatami, podszedł do ściany, gdzie na dwóch drewnianych stojakach spoczywały duże pakunki okryte ciemnym płótnem. Delikatnym ruchem odsłonił tkaninę, ukazując dwa komplety lśniącej zbroi shinobich. Każdy pancerz składał się z kilku warstw czarnych, lakierowanych płyt oraz utwardzanych skórzanych elementów, połączonych dyskretnie okutymi pasami. W przyćmionym świetle poranka metal połyskiwał głęboką czernią, a na napierśnikach obu zbroi widniał herb klanu - karmazynowo-biały wachlarz Uchiha - poniżej zaś misternie wyhaftowano srebrną nicią symbol gałęzi rodowej. Woń garbowanej skóry i oleju do konserwacji unosiła się w powietrzu, przywołując wspomnienie zbrojowni rodu.
Dziadek ujął jeden z pancerzy i podszedł najpierw do Tsuyoshiego. Ciężar zbroi ledwie zdawał się mu ciążyć; starzec trzymał ją pewnie, jakby prezentował najcenniejszy skarb. Kazuya pochylił się, by własnoręcznie przełożyć pancerz przez ramię wnuka. Materiał i metal zaszeleściły cicho. Kenji mógł dostrzec, że na moment surowe oblicze dziadka złagodniało, gdy poprawiał zbroję na barkach Tsuyoshiego. Gdy upewnił się, że zbroja leży jak należy, cofnął się krok i wrócił po drugi komplet. W podobny sposób wręczył zbroję Kenjiemu, układając mu ją w rękach. Młody wojownik poczuł pod palcami chłód metalu i wypukłość ornamentów, a serce zabiło mu mocniej na widok symboli klanu lśniących przed nim. Kenji ukłonił się nisko.
Kazuya znów zajął miejsce za stołem i przez chwilę wpatrywał się w nich, jakby zapamiętywał tę scenę. W półmroku gabinetu, przy migotliwym świetle lampy, dwaj młodzi mężczyźni klęczeli z nowo otrzymanymi zbrojami w rękach. Na tle prostych ścian i skromnego wyposażenia pomieszczenia, czerwień klanowego wachlarza na czarnym pancerzu zdawała się płonąć niczym żar. Dziadek odetchnął głęboko. Gdy znów się odezwał, w jego głosie było słychać powagę:
- W naszym rodzie od pokoleń istnieje zwyczaj, iż każdy nowo mianowany Kogo wyrusza w pielgrzymkę do Świątyni Ognia, położonej daleko w północno-zachodnim krańcu Sogen. To święte miejsce naszego klanu. Nasi przodkowie od stuleci pielgrzymowali tam, by złożyć dziękczynienie i prosić Amaterasu o pomyślność dla naszego rodu. Ja sam, dawno temu, podjąłem tę wędrówkę, gdy otrzymałem tę rangę, tak jak i wasi ojcowie. Wtedy ziemie te były spokojne. Dziś jednak wszystko się zmieniło. - Pokręcił z wolna głową, a w jego głos wkradła się nuta smutku. - Północno-zachodnie rubieże Sogen w dalszym ciągu są w rękach zdradliwych Kaminari oraz Dzikich. Droga do Świątyni Ognia jest teraz niebezpieczna.
- Mimo to tradycja jest święta - kontynuował Kazuya, - a miejsce to jest dla naszego rodu niezwykle ważne. W kamiennych murach Świątyni Ognia spoczywają prastare artefakty naszego klanu, złożone tam przed laty w czasach pokoju, by były bezpieczne pod opieką kapłanów ognia. Najcenniejszym z nich jest starodawny zwój zawierający potężną technikę ognia, sekret naszego rodu. - Oczy dziadka błysnęły, gdy wspomniał o zwoju. - Waszym zadaniem, jako nowo mianowanych Kogo, będzie udać się do tej świątyni i odzyskać nasze dziedzictwo. Macie przynieść ów zwój oraz pozostałe rodowe pamiątki, które tam znajdziecie, z powrotem do domu. Nadszedł czas, by skarby naszego klanu znalazły schronienie na naszej ziemi, w naszej własnej świątyni, z dala od wojny i chaosu.
Starzec umilkł na chwilę, jakby pozwalając, by ciężar jego słów zapadł w pamięć wnuków. Za oknem wiatr zaszumiał w koronach drzew, niosąc ze sobą rześki zapach poranka. Kazuya powiódł wzrokiem po twarzach młodzieńców, szukając w nich zrozumienia powagi misji.
- Shirei-kan wyraził już zgodę na waszą wyprawę. - Podjął znów, kładąc nacisk na każde słowo. - Wyruszycie, gdy tylko będziecie gotowi. - Potem, ku ich zaskoczeniu, uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie. Surowość ustąpiła miejsca dumie i trosce, które malowały się w wyrazie jego twarzy. - Wierzę, że podołacie temu zadaniu. Jesteście młodzi, ale wasze serca płoną jasno niczym ogień, który od wieków płonie w naszej rodzinie. Niech prowadzi was mądrość naszych przodków i niech ich duchy czuwają nad wami w każdej chwili podróży. Pamiętajcie, że nie jesteście już tylko wojownikami. Jako Kogo jesteście tarczą naszego klanu i jego dumy.
Kazuya uniósł dłoń i wskazał na symbole klanu widniejące na przekazanych zbrojach, po czym dodał cicho:
- Nieście ten znak z honorem. Wracajcie ze zwojem i chwałą dla naszego rodu.
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
- Uchiha Tsuyoshi
- Posty: 854
- Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
- Wiek postaci: 20
- Ranga: Kōgō
- Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
- Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
- Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Lato 396 roku
Tsuyoshi milczał, gdy dziadek referował aktualną sytuację, w tym to co stało się wczoraj oraz z czym też wiązał się ich awans. Słuchał w skupieniu, z całkowicie spokojnym wyrazem twarzy, przez którą może tylko momentami przebiegała nutka napięcia, szczególnie gdy ten mówił o zaszczytach i zasługach. Po tym wstępie, w którym Kazuya przywołał zarówno Teppu, jak i Rantori oraz Wąwóz Kagane, Tsuyoshi skłonił delikatnie głowę, jakby w geście podziękowań za te pochlebne słowa. Nie przerwał jednak ciszy. Oczywistym było, że dziadek nie wezwałby ich tylko po to, żeby ich chwalić. To spotkanie musiało mieć jakiś konkretny cel, a dwójka świeżo pasowanych Kōgō miała go poznać chwilę później. Nie uprzedzajmy jednak faktów.
Kazuya wstał ze swojego miejsca za biurkiem i skierował się do ściany pomieszczenia, gdzie coś okrytego znajdowało się na stojakach. Dwudziestolatek dopiero teraz zwrócił na to uwagę. Przez moment nie był w stanie powiedzieć, co to takiego, ale z każdą sekundą stawało się to coraz bardziej oczywiste. Kiedy dziadek zdjął tkaninę, brwi Tsuyoshiego powędrowały do góry, a źrenice delikatnie się rozszerzyły. Jego oczom ukazał się wspaniały widok. Były to dwa komplety wspaniałych zbroi. Tak pięknych i misternie wykonanych, że Uchiha jeszcze do tej pory nie spotkał się z takimi. Miały one czarną barwę i oczywiście emblematy klanu, jak i rodu, znakomicie zresztą wkomponowane w całość. Tsuyoshi nie wprost nie mógł oderwać oczu od tak znamienitego artefaktu, który wkrótce otrzymał z rąk dziadka. Przejechał delikatnie opuszkami palców po jej śliskich i przyjemnie chłodnych metalowych płytach, niemal zapominając o oddychaniu. Odebrało mu też przez to na moment mowę. Dopiero gdy nestor rodu odstąpił od niego na krok, pokłonił się głęboko i podziękował.
- Dziękuję, dziadku. To ogromny zaszczyt – wydusił z siebie, siląc się na to, żeby sprawiać wrażenie opanowanego. W rzeczywistości jednak buzowały w nich emocje, a ekscytacja była tak duża, że ledwo stał w jednym miejscu. Od zawsze walczył bez zbroi, ale od dawna wiedział, że musi sobie ją kupić, jeśli chce brać udział w ważnych bitwach i wzbudzać należyty respekt zarówno u swoich, jak i u wrogich żołnierzy. Ale że otrzyma coś tak kunsztownego z ręki dziadka chwilę po awansie? To było wprost niesamowite!
Na tym jednak zaskoczenia się nie zakończyły. Wskazywało na to to, że dziadek powrócił na swoje miejsce i przez moment się nie odzywał. Napięcie wzrastało, bo oznaczało to, że przygotowuje się, żeby oznajmić im coś ważnego.
I tak też się stało. Tsuyoshi siedząc ze zbroją w rękach, znowu skupił się na tym, co miał do powiedzenia Kazuya. Usłyszał o ważnym, rytualnym wyzwaniu, które miało być udziałem każdego świeżo mianowanego Kōgō z ich gałęzi rodowej. Pielgrzymka do Świątyni Ognia. Artefakty klanowe. Podróż w głąb terytorium opanowanego przez siły Kaminarich oraz Dzikich. Rodowy obowiązek. Prawie zakręciło u się w głowie od tego, ale gdy dziadek skończył i pozostawił przestrzeń na odpowiedź, Tsuyoshi odpowiedział z determinacją w głosie:
- Tak, dziadku. Podołamy temu wyzwaniu. Nie zawiedziemy ani ciebie, ani rodziny, ani klanu – po tych słowach chciał uderzyć się w pierś pięścią, ale nie miał jak, bo w jego rękach nadal tkwiła zbroja. Dał też wypowiedzieć się Kenjiemu, w końcu byli równi rangą.
- Dziadku, czy mamy jakieś rodowe albo klanowe mapy, na których zaznaczona jest lokalizacja świątyni? Z całą resztą będziemy oczywiście radzić sobie sami, ale dobrze byłoby choć w przybliżeniu wiedzieć, gdzie mamy szukać – dodał po chwili. Jeszcze sobie to wszystko w głowie układał, ale w gruncie rzeczy to była chyba jedyna pomoc, jakiej mogli razem z Kenjim oczekiwać. Prześlizgnięcie się przez linię frontu, długa podróż oraz poradzenie sobie z tym, co zastaną na miejscu będzie rzecz jasna spoczywać na ich barkach. Ale pokazanie im dokąd mają zmierzać wydawało się być konieczne.
Jeśli dziadek udzielił im stosownych wyjaśnień, to Tsuyoshi po raz kolejny bardzo podziękował za zbroję, zapewnił o niezwłocznym wyruszeniu i wyszedł z gabinetu.
Ukryty tekst
0 x
- Uchiha Hiromi
- Posty: 728
- Rejestracja: 17 mar 2023, o 17:18
- Wiek postaci: 19
- Ranga: Akoraito
- Krótki wygląd: Czarne, długie włosy, ciemne oczy, delikatne rysy twarzy, lekka nadwaga.
- Widoczny ekwipunek: Torba na pośladku, kabura na udzie
- Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=11005&p=205011#p205011
- Multikonta: Yuki Hoshi
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Kazuya milczał przez chwilę, mierząc wzrokiem klęczących wnuków. W półmroku gabinetu rozbrzmiewało jeszcze echo jego słów, a w powietrzu unosiła się mieszanina zapachu starego papieru, atramentu oraz delikatnego aromatu oliwy z lampy. Tsuyoshi jako pierwszy przerwał ciszę. Cień uśmiechu przemknął przez twarz dziadka, a jego surowe oblicze nieznacznie złagodniało.
Kenji również trzymał swój nowy pancerz w obu rękach, wyprostowany i nieruchomy, jak posąg młodego wojownika. Mimo że zwykle znany był z zawadiackiej pewności siebie, teraz trwał w milczeniu, próbując opanować kłębiące się w nim uczucia. Słowa uznania dziadka powodowały, że się zawstydził, ale też pękał z dumy. Wiedział, że jego czyny zostały dostrzeżone. W końcu odchrząknął cicho i również zebrał się na odwagę, by przemówić:
- Dziękuję za twoje słowa, dziadku. - Zaczął pewnym, lecz pełnym szacunku tonem. - Dokonałem w Kagane jedynie tego, co należało do obowiązków wojownika naszego rodu. - Skłonił się jeszcze raz, ściskając w dłoniach krawędź pancerza. - Przysięgam, że wraz z Tsuyoshim spełnimy twoje oczekiwania. Nie spoczniemy, dopóki nie wypełnimy powierzonej nam misji i nie przyniesiemy chwały klanowi Uchiha. - Kończąc, Kenji również pochylił głowę.
Kazuya słuchał w milczeniu, a kiedy obaj młodzieńcy złożyli swoje deklaracje, dziadek skłonił głowę na znak zadowolenia. Dumę, jaką czuł, ukrywał pod maską powagi, ale iskra w jego oczach zdradzała poruszenie.
W tej chwili Tsuyoshi podniósł się nieco i odezwał ponownie, pytając o mapę.
W pokoju zapanowała cisza, a Kazuya zmrużył oczy, jakby rozważał prośbę Tsuyoshiego, po czym wolno skinął głową. Młodzieńcy byli bystrzy i przezorni - to dawało nadzieję na powodzenie misji. Starzec nie odrzekł ani słowa. Zamiast tego płynnym ruchem wstał, prostując się z godnością. Snuł się wzdłuż ściany gabinetu, aż dotarł do niskiego kredensu z ciemnego drewna, przyozdobionego rzeźbieniami w kształcie płomieni. Z szacunkiem odsunął drzwiczki. Ze środka wyciągnął podłużną, skórzaną tubę podróżną przewiązaną czerwonym rzemieniem. Rozwinął rzemień i ostrożnie wysunął ze środka stary, pożółkły zwój mapy.
Kenji spojrzał na Tsuyoshiegi i niemal równocześnie odłożyli otrzymane zbroje obok siebie na matę tatami, by móc podejść bliżej. Gdy dziadek rozwinął mapę na stole, młodzi Uchiha unieśli się z klęczek i przysunęli, klękając z obu stron stołu. Kazuya rozpostarł arkusz pergaminu, wygładzając go dłonią. Na mapie cienkie linie rzek i dróg przecinały połacie puszczy i pasma górskie, nakreślone wprawną ręką dawnego kartografa. Tu i ówdzie widniały symbole i dopiski klanowych kronikarzy sprzed lat; oczy Tsuyoshiego wyłowiły na południowo-wschodnim skraju mapy znak oznaczający ich rodzinną posiadłość w Hachimantai, a niedaleko – Rantori, niedawno przez niego zdobytego. Kenji z kolei rozpoznał linię jaru opatrzoną drobnym pismem: Wąwóz Kagane - miejsce swojej niedawnej bitwy. Dostrzegł też naniesioną na mapę stara drogę, która wiodła dalej na północny zachód, za znane mu tereny.
Kazuya powoli przesunął pociemniałym od lat palcem po drobnych, wyblakłych znakach. W ciszy słychać było cichy szelest pergaminu, gdy wskazał odległy kraniec mapy, gdzie gęstwina rysunkowych gór oznaczała północno-zachodnie rubieże Sogen. W miejscu, które zaznaczył, znajdując się niemal na krawędzi kartografii, zobaczyli niewielki symbol stylizowanego płomienia.
- Tutaj leży Świątynia Ognia - oznajmił starzec, delikatnie muskając pędzelkiem to miejsce i stawiając maleńką, czerwoną kropkę, by jeszcze wyraźniej zaznaczyć punkt. - U lesie Fusetsu, na pograniczu ziem, które teraz stały się areną naszych walk z Kaminarimi. - Uniósł wzrok na wnuków, upewniając się, że rozumieją. - Dawniej pielgrzymowało się tam bez oręża w dłoni, jedynie z wiarą w sercu. Ja również, jako młody Kogo, wyruszyłem samotnie tą ścieżką. Pamiętam, jak przed laty wschodzące słońce wyprowadziło mnie z doliny na kamienne schody świątyni. Krocząc po nich, czułem ciężar zbroi młodego wojownika, ale i wsparcie pokoleń Uchiha ciążyło mi na ramionach. Gdy dotarłem do samego szczytu i przekroczyłem próg Świątyni, otoczył mnie żar wiecznego płomienia. To święty ogień, podtrzymywany tam nieprzerwanie od stuleci. Mówi się, że zapłonął od iskry władanej niegdyś przez naszego praprzodka. - Dziadek przerwał na moment, a w ciszy można było niemal usłyszeć oddechy Tsuyoshiego i Kenjiego. - Przyklęknąłem wtedy przed ołtarzem ognia. W blasku płomienia złożyłem przysięgę, że poświęcę życie obronie klanu. Ten ogień to dusza naszego rodu.
Przez chwilę było cicho, po czym Kenji jako pierwszy przerwał milczenie, unosząc głowę i spoglądając dziadkowi w twarz. W oczach młodzieńca płonął ogień może nawet ekscytacji, ale wyraz twarzy zachował pełną powagę.
- Twój przykład, dziadku, napawa nas otuchą - powiedział, starannie ważąc słowa. – To zaszczyt podążyć tą samą ścieżką, którą i ty kroczyłeś.
Kazuya powrócił spojrzeniem do wnuków, po czym ponownie, tak jak czynił to setki razy przy mapach bitewnych, przesunął palcem po wyznaczonej trasie.
- Stare drogi prowadzące do świątyni biegną przez te przełęcze i doliny - rzekł, podkreślając trasę na mapie. - W czasach pokoju było to zwykłe trakty kupieckie i ścieżki pielgrzymów. Teraz… - Westchnął cicho. - Teraz mogą tam grasować oddziały Kaminarich oraz bandy Dzikich. Dlatego wyruszycie we dwóch, ramię w ramię. Dawniej Kogo podróżowali samotnie, by udowodnić swą niezłomność, lecz czasy się zmieniły i mądrość nakazuje trzymać się razem, zwłaszcza na wrogich ziemiach. - Oczy dziadka zwęziły się, gdy dodał stanowczo. - Strzeżcie się pychy. Odwaga jest cnotą, ale rozwaga ocali wam życie. - Te słowa skierował szczególnie do Kenjiego, który wciąż miał w sobie młodzieńczy zapał bitewny. - Tam, dokąd zmierzacie, czyha nie tylko ostrze nieprzyjaciela, lecz i kaprysy natury oraz duchy przeszłości. Pamiętajcie o przestrodze.
Kazuya obszedł stół i podszedł bliżej, kładąc spracowane dłonie na ramionach obu wnuków. Spojrzał najpierw na Tsuyoshiego, potem na Kenjiego. W jego wzroku malowała się niewypowiedziana miłość i troska, lecz i nieugięta surowość przywódcy rodu.
- Idźcie - rzekł na koniec. – Zmierzcie się z losem i wróćcie silniejsi. Cała rodzina będzie oczekiwał wieści o waszej podróży.
Po tych słowach dziadek odwrócił się, dając do zrozumienia, że audiencja dobiegła końca. Tsuyoshi i Kenji jeszcze raz głęboko się ukłonili, niemal dotykając czołami mat tatami, po czym ostrożnie podnieśli z podłogi swoje zbroje. Ruszyli do wyjścia, starając się zachować spokój i opanowanie, choć w ich żyłach pulsowała adrenalina.
Gdy tylko przesunęli drzwi shoji i wyszli na korytarz, uderzyło ich jasne światło poranka. Słońce unosiło się już nieco nad horyzontem, zalewając dziedziniec ciepłym, złotawym blaskiem. Tsuyoshi i Kenji przystanęli na moment w progu, pozwalając by oczy przywykły do jasności.
Kenji pierwszy przerwał milczenie, wypuszczając z siebie długi oddech, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o oddychaniu:
- No to wkrótce ruszamy, kuzynie - rzucił półgłosem, w jego tonie pobrzmiewała ekscytacja starannie skrywana pod maską swobody. - Świątynia Ognia czeka.
Teraz musieli się przygotować na wyjazd.
Uchiha Kenji
Uchiha Kazuya
0 x
- Uchiha Tsuyoshi
- Posty: 854
- Rejestracja: 23 sty 2023, o 21:03
- Wiek postaci: 20
- Ranga: Kōgō
- Krótki wygląd: Czarne włosy, często związane w kucyk, czarne oczy, średniego wzrostu, szczupły -> po resztę zapraszam do KP
- Widoczny ekwipunek: Torba przy boku, dwa małe zwoje przyczepione do pasa
- Link do KP: viewtopic.php?p=202214#p202214
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Lato 396 roku
Audiencja u dziadka obfitowała w niespodziewane wydarzenia i duże emocje. Rzadko się zdarzało, żeby Kazuya rozmawiał w ten sposób z wnukami, a jeszcze rzadziej, by wysyłał ich na tak odpowiedzianą i istotną misję. Choć... czy w istocie była to misja? To słowo kojarzy się raczej ze służbą klanowi, panom feudalnym i wojną. Oni mieli wyruszyć raczej w celu wykonania zadania dla ich własnego rodu i po trosze dla nich samych. Takie wydarzenia odczuwało się znacznie głębiej, bardziej osobiście. W takich wyprawach nie było się już bowiem najemnikiem, albo żołnierzem walczącym dla większej sprawy. W takich sytuacjach walczyło się dla własnej sprawy.
Audiencja była jednak zakończona. Tsuyoshi nie miał już więcej pytań ani uwag. Zapamiętał też, w którym miejscu znajdowała się Świątynia, a jeśli Kazuya zechciał oddać im mapę, albo przynajmniej jakąś jej kopię, to oczywiście ją przyjął. Ze zbroją w rękach, towarzysząc Kenjiemu, opuścił gabinet dziadka i cicho zamknął drzwi. Zaraz potem odetchnął, podobnie jak Kenji dając upust sporej ilości napięcia.
- Tak, też sądzę że nie możemy zwlekać ani chwili. Proponuję dzisiaj się przygotować i wyruszyć jutro rano, najlepiej skoro świt, jeszcze przed śniadaniem - zwrócił się do kuzyna i ponownie popatrzył na niego badawczo - ze zbroi użytku nie będzie, bo po pierwsze ma nasz symbol, a po drugie wyglądalibyśmy jak wojskowi i na terenie wroga zaraz by nas ktoś namierzył. Konie natomiast... - zawiesił się na chwilę, i zmarszczył brwi, myśląc - z jednej strony nadałyby nam mobilności i pozwoliły na szybsze zgubienie ewentualnego pościgu. Ale są też problematyczne, bo w niektóre miejsca nie wjadą. I też zwracają na siebie uwagę, bo są piękne i doskonale utrzymane, a my przekraczając linię frontu i idąc dalej musimy się kryć. I chyba głupio byłoby utracić prezent od rodziny Nakano przy pierwszym użyciu. Proponuję je zostawić tutaj i udać się pieszo. Będzie to trwało dłużej, ale będzie też bezpieczniejsze - podzielił się swoim punktem widzenia.
- A jeśli chodzi o drogę, to ustalimy jutro. Wydaje mi się jednak, że powinniśmy iść zachodnim traktem jak najdłużej i dopiero głęboko w zachodnim Sogen skręcić na północ, żeby jak najdłużej iść naszymi ziemiami - dodał.
- No dobra, to w drogę. Muszę powiedzieć rodzicom, że mnie nie będzie i rozpisać wachty w kapliczce. I trochę się przygotować - powiedział, gdy kwestia koni była ustalona. W dalszej kolejności ruszył prosto do swojego pokoju, żeby zostawić tam tę przepiękną i epicką wręcz zbroję. Skombinował sobie stojak, być może nawet od dziadka i ceremonialnie ją na nim ułożył. Jeśli... to znaczy jak tylko wróci z wyprawy, to uda się na front, bo zapewne będzie już na niego czekał nowy przydział. I wtedy zrobi użytek zarówno z konia, jak i ze zbroi. Przeszedł go nawet niewielki dreszcz na myśl o tym, jak będzie wyglądał, na czarnym koniu w czarnej zbroi z herbem rodu. Z pewnością będzie godnie reprezentował zarówno klan, jak i swój ród!
Dalsza część dnia minęła mu zgodnie z tym, co powiedział Kenjiemu. Po pierwsze, od razu udał się do Haridy i Sanae żeby powiedzieć o wszystkim, w tym o swojej nieobecności. Po drugie, dostosował harmonogram wart przy kapliczce. Zaczynał on jednak stanowić coraz większy problem ze względu na to, że zasoby osobowe się kurczyły. Póki co jednak Tsuyoshi dawał radę. Wreszcie, przygotował on sobie niezbędny ekwipunek, jedzenie i picie na drogę. Zadbał też o to, żeby się wyspać, bo wbrew pozorom jest to bardzo istotne i potrafi to zrobić różnicę na każdej misji. Wystarczy wspomnieć o misji z Hiromi, podczas której pod koniec oboje wyglądali, jakby ktoś ich żywcem wyciągnął z grobu - tak byli zmęczeni z powodu dwóch (chyba?) dób, podczas których bardzo mało spali.
Rano natomiast zjadł w kuchni lekkie śniadanie (być może w towarzystwie Kenjiego), spakował wszystko na gotowo i gdy dołączył do niego kuzyn, wyruszył w podróż. W podróż, która jawiła się ekscytująco, ale i zarazem śmiertelnie poważnie. Dwaj mężczyźni mieli stać się bohaterami historii o poszukiwaczach zaginionych skarbów.
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość