Papyrus
Administrator
Posty: 3944 Rejestracja: 8 gru 2015, o 15:36
Ranga: Fabular
GG/Discord: Enjintou1#8970
Multikonta: Yuki Hoshi; Uchiha Hiromi; Sans
Post
autor: Papyrus » 19 maja 2024, o 20:20
0 x
you best prepare for a hilariously bad time
Kaito Ishikawa
Posty: 1023 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Błękitna Zbroja Długi łuk Kołczan Lis Kruk ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » 18 sty 2026, o 15:18
Fabuła
W szedłem do szpitala, lisowi nakazałem czekać na mnie. Choć nie byłem w stanie wytłumaczyć mu, że zwierzęta nie można wchodzić do szpitala to zrozumiał to instynktownie, zostając na zewnątrz.
W środku, zajęli się mną należycie, już po kilku minutach, wymyty, opatrzony leżałem na łóżku, przyjmując leki oraz zabiegi medyczne tutejszych shinobi, którzy otaczali mnie swoją leczniczą chakrą. Choć po godzinie czułem się już lepiej i chciałem wyjść to mogłem zapomnieć, personel wyśmiał moje sugestie i kazał leżeć. Znali mnie na tyle dobrze, że pogrozili iż jeżeli nie będę współpracował to napiszą do Yamamoto-dono.
C hcąc nie chcąc zostałem w szpitalu. Nie zapomniałem jednak o swoim lisie, z którym dzieliłem się otrzymywanym jedzeniem, rzucając mu kolejne porcje jadła z okna.
K ilku uzdrowicieli o kilku różnych porach zadawali mi te same pytania, chcąc wyciągnąć ze mnie jak najwięcej. Pozostałem w pełni szczery, nie miałem nic do ukrycia. Dlatego opowiedziałem im całą historię, która mnie spotkała. Byłem na to przygotowany, liczne rany, których doświadczyłem znikąd raczej się nie biorą. Dlatego najpierw opowiedziałem im o wszystkich ranach, w jaki sposób je nabyłem, a jak jeden ze starszych uzdrowicieli dopytał mnie jak do tego doszło, to opowiedziałem mu całą historię, od samego początku, która zaczęła się właśnie w tym miejscu, w centrum Atarashi.
0 x
Kujaku Haruka
Posty: 746 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11834&p=224917#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » 20 sty 2026, o 19:12
Post Fabularny
Wiosna 396 roku
Atarashi
Kaito Ishikawa
Minęły dwa dni, spędzone na odpoczynku i regeneracji. Dwa dni, które jednak nie dawały ci spokoju, ponieważ wiedziałeś doskonale, że gdzieś tam pozostała Mai - niespodziewana sojuszniczka, kobieta, którą być może dałbyś radę namówić na dołączenie do świty Yamamoto-dono oraz pozostałych klanów, gdyby nie to, że poświęciła się, by zatrzymać istoty, jakie stanęły wam na drodze do wyjścia. Złożyłeś jej jednak przysięgę - i choćbyś miał znaleźć tam tylko kości, wiedziałeś, że powrócisz do tego miejsca i znajdziesz sposób na jego ponowne odpieczętowanie. Problem tkwił jednak w tym, że choć siła i szybkość twojego ostrza była w oczywisty sposób potężna, tak materiały lub pieczęci chroniące tamto miejsce... jeszcze silniejsze. Pozostawało zatem znaleźć kogoś, kto miałby wiedzę na temat podobnych miejsc lub jeszcze bardziej zwiększyć treningi i własną moc.
Kiedy tak rozmyślałeś, wpatrując się we wschód słońca, usłyszałeś gdzieś na korytarzu zamieszanie - szybkie kroki i próbę cichej, ale jednak nadal dość wyraźnej kłótni. Twoje wyostrzone zmysły bez problemy wychwyciły rozmowę miedzy jednym z pielęgniarzy, a jakimś wyraźnie starszym mężczyzną o grubym głosie.
- ...zrozumieć, ten pacjent dopiero co wrócił zza Muru, do tego nasi Iryonini odkryli kilka starych, niezaleczonych w pełni urazów. Powinien odpoczywać jeszcze PRZYNAJMNIEJ przez najbliższy tydzień. Najlepiej dwa. Chakra... -
- Gówno mnie to obchodzi. Widziałem go już, jak walczył, do tego Kyuubi-sama za niego ręczył. Da radę wytrzymać jedną, cholerną rozmowę. -
- Zależy jaką. Stres związany... -
- Jaki kurwa znowu stres, co ty pierdolisz, chłopcze? Ma tylko powiedzieć, gdzie się szlajał, że w ogóle oberwał. No i jest jeszcze jedna sprawa, ale to już nie dla twoich uszu. -
- Wspomnienie związane z tym przeżyciem może... -
Kroki się zatrzymały i usłyszałeś... plaśnięcie? Trzask? Coś pomiędzy.
- Dość. Tym razem mówię już jako Kogo klanu Mateki, niosący rozkaz od samej seininn klanu - i nie będę się więcej powtarzać. Skoro Megumi-sama chce z nim porozmawiać teraz, a chłop jest przytomny i nie urwało mu języka ani szczęki, to porozmawia z nim teraz. Zresztą kurwa, ma do przejścia ile? Kilometr niecały? Bez przesady. -
Tym razem więcej protestów nie było, za to po paru sekundach otworzyły się drzwi, w których stanął pielęgniarz, który każdego ranka i wieczora sprawdzał twój stan oraz - co ważniejsze - postawny, ubrany w luźne, ale eleganckie kimono mężczyzna o łysej, pokrytej tatuażami czaszce i potężnych wąsach, z wianuszkiem wykonanym z kłów na szyi, paroma podobnymi bransoletami na nadgarstkach prawej ręki, fletnią przypiętą do pasa oraz... potężnym Zanbatō na plecach.
- Ishikawa-san? Mam nadzieję, że z waszym zdrowiem lepiej, bo musimy się udać na krótki spacer. Megumi-dono - z łaski Yumeki-sama seininn klanu Mateki - życzy sobie waszej obecności podczas śniadania. Potem możecie wrócić do odpoczynku. Potrzebujecie coś zabrać? -
Pielęgniarz patrzył pochmurnym wzrokiem na mężczyznę, przy czym ostentacyjnie przesunął się do szafki z lekami i skompletował kilka, które miałeś brać każdego ranka w celu szybszego odzyskania sił, kładąc zawiniątko z nimi przy twojej szafce nocnej. Zza okna usłyszałeś szelest - najwyraźniej twój zwierzęcy towarzysz również się przebudził.
Występujące postacie:
Kurogane Ryūzō - KLIK
1 x
Kaito Ishikawa
Posty: 1023 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Błękitna Zbroja Długi łuk Kołczan Lis Kruk ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » 21 sty 2026, o 09:15
Fabuła
T o były bardzo długie dwa dni, gapienie się w ściany i krótkie spacery po sali nie były dla mnie. Dziennie ograniczyłem się do pięciuset wymachów bronią, starając się oszczędzać i regenerować siły. Choć jak wspomniałem szpitalna rutyna nie była dla mnie to poddałem się jej, ufając przewrażliwionym medykom, że w taki sposób najszybciej doprowadzę do powrotu pełni swoich sił.
T ego dnia, oczekiwałem już na śniadanie przed porannym obchodem, kiedy zza mojej sali dobiegły mnie odgłosy jakiejś kłótni. Przysłuchiwałem się jej, po chwili dotarło do mnie, że chodzi o moją skromną osobę. Po chwili westchnąłem ciężko, z jednej strony byłem szczęśliwy bo w końcu wyrwę się z tego miejsca, jednak z drugiej byłem smutny chyba nawet trochę bardziej niż zwyczajnie smutny. Ktoś coś ode mnie chciał, oczywistym było, że to najnormalniejsza sprawa w świecie, jednak w tym momencie odkładało tylko mój powrót do Mai, od żywej Mai. Choć czy po takim czasie, jeszcze mogłem się jakkolwiek łudzić, że ją odnajdę żywą ? Najgorszym wizjom nie dawałem nawet możliwości, aby do mnie dochodziły, ale gdzieś tam w środku coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, że to co najgorsze może rychło okazać się najprawdziwszym.
W stałem z łóżka, zacząłem się powoli ubierać w swoje wyprane i świeże już ciuchy, gdy mężczyźni weszli do środka sali kończyłem swoje przygotowania.
- Tak, jam jest Ishikawa Kaito. Jak słyszałem sprawa wygląda na taką co nie może chwili dłużej poczekać. Zatem ruszajmy... Czy coś chcę zabrać ? Nic ponad to co zwyczajowo mam przy sobie.
Założyłem na siebie cały bojowy rynsztunek jaki miałem, tanto u lewego boku przy pasie, kołczan, łuk i... Samehada. Sama obecność nowego ostrza powodowała, że odczuwałem głód siły, jednak kiedy zetknęła się z moim ciałem, poczułem miły przeszywający dreszcz... Dreszcz siły.
S pojrzałem się na mężczyznę:
- Zatem prowadź wojowniku o imieniu ? Staraj się być też bardziej wyrozumiały dla tych ludzi, choć przewrażliwieni to robią co mogą, żeby każdego poskładać. - spojrzałem na mężczyznę z lekkim uśmiechem, choć w moim spojrzeniu nie było życzliwości.
Uśmiech ? Mimowolne odruchy mego ciała, zaczynają być coraz bardziej dokuczliwe...
0 x
Kujaku Haruka
Posty: 746 Rejestracja: 10 cze 2025, o 16:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=11834&p=224917#p224917
Post
autor: Kujaku Haruka » 22 sty 2026, o 18:26
Post Fabularny
Wiosna 396 roku
Atarashi
Kaito Ishikawa
Rzeczywiście, oszczędzałeś się, chociaż lekarze i tak parokrotnie próbowali ci wyperswadować nawet wymachy bronią, ale w końcu zaprzestali, widząc, że jest pewna granica, której nie przekroczysz. Ciało bolało, ale koniec końców stopniowo się regenerowało. Dlatego też gdy tylko dotarło do ciebie, że najwyraźniej gdzieś jesteś potrzebny, ubrałeś się i powitałeś pielęgniarza oraz obcego wojownika już w ubraniu. Widok ten zresztą wywołał uśmiech na twarzy nieznajomego.
- Nie potrzebujesz nic, ale jeśli pragniesz wziąć rynsztunek ze sobą, droga wolna. Wedle mojej wiedzy chodzi tylko o rozmowę. - stwierdził, czekając aż zabierzesz cały swój arsenał, na co pielęgniarz westchnął i przeciągnął dłonią po twarzy, jednak więcej się nie odzywał. Wojownik tymczasem wyciągnął ku tobie prawicę, zwyczajem części mniej cywilizowanych plemion zza Muru.
- Kurogane Ryūzō. Dobrze poznać kolegę po fachu. A dla konowałów to przecież wyrozumiały jestem, jakbym nie był, to już bym mu w pysk na wejściu przecież dał. - stwierdził tubalnym głosem, po czym wskazał podbródkiem na Samehadę, która - wyczułeś to wyraźnie - drgnęła lekko, jakby węsząc dookoła i wyginając się delikatnie ku Ryūzō. Ten widząc poruszenie, gwizdnął pod nosem. - Niby miecz, a trochę Yokai... fascynujące. Parę legend się słyszało o tej broni, ale co innego słyszeć, a co innego widzieć. Miałeś okazję już dzierżyć ją w boju? -
Ruszyliście korytarzami, wychodząc ze szpitala i kierując się na północ, w stronę nowopowstałej części "administracyjnej" miasta. Idąc pustymi raczej, ale stopniowo budzącymi się do życia uliczkami, mogłeś poczuć zmianę powietrza dookoła.
- Teraz tak, z zasad... Megumi-dono będzie nalegać, żebyś coś zjadł, a ja tam nie wiem, czy czasem jakichś postów nie robisz czy co - gorąco zalecam zjeść, co oferuje, bo jeśli zaprasza cię na posiłek, to znaczy, żeś czegoś takiego dokonał, co ją zainteresowało, a odmowę traktuje jako wielką obrazę. Ja słyszałem tylko, że brałeś udział w odbiciu twierdzy z rąk czerwonookich, czego w sumie zazdroszczę, bo sam bym chętnie wpadł na taką potyczkę. Trzymali mnie na ochronie karawan i tyłów przed Ryuzackim ścierwem ostatnie miesiące to tam wiele sportu nie było. -
Po krótkiej chwili doszliście do bramy opatrzonej symbolem klanu Mateki, gdzie obecnie straż trzymała dwójka strażników, którzy ukłonili się, widząc was nadchodzących ścieżką i przepuścili od razu do środka. Tam ruszyliście w stronę domostwa i czułeś, jak twoje stopy chrupią na żwirze, czasami tylko przerywanym kamieniami. Było pusto, a przy ścieżce dopalały się właśnie lampy oświetlające drogę w nocy. Po wejściu do środka, skierowaliście się na lewo, gdzie znajdowały się między innymi kuchnie i sala jadalna. Samehada ożywiła się znowu, tym razem o wiele gwałtowniej, wręcz wijąc się nieco i wyciągając w tym samym kierunku, z którego dochodził do ciebie zapach jedzenia. Ryūzō otworzył jedne z drzwi i weszliście do pomniejszej kuchni, gdzie przy palenisku krzątała się wysoka, szczupła, wręcz koścista staruszka w pięknej, kolorowej szacie i suchym, ostrym spojrzeniu i siwych włosach związanych w dwa warkocze opadające jej na ramiona.
- Megumi-dono, przyprowadziłem... -
- Widzę i słyszę. Nie jestem ani ślepa, ani głucha, Ryū. Siadajcie, zaraz do was przyjdę. Tylko zostawcie może to żelastwo gdzieś z boku, bo mi połowę zastawy potłuczecie podczas posiłku. -
Palcem wskazała wam stół pod ścianą, na którym były już rozłożone miseczki i trochę jedzenia, a także herbata. Czułeś, że Samehada zaczęła niemal dyszeć, niczym pies, który poczuł zwierzynę, wyciągając się w stronę kobiety. Miałeś wrażenie, jakby miała się lada moment wyrwać i rzucić w jej kierunku.
[Z/T ]
Występujące postacie:
Kurogane Ryūzō - KLIK
Kageyama Megumi - KLIK
0 x
Kaito Ishikawa
Posty: 1023 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Błękitna Zbroja Długi łuk Kołczan Lis Kruk ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » 5 mar 2026, o 23:56
Fabuła
B yłem w szpitalu poinformowałem personel, rozmawiając z uzdrowicielami o stanie Mai i co ją najprawdpodobniej spotkało. Liczyłem na to, że Megumi-sama albo chociażby i Kurogane zdążyli poinformować szpital, o moim zadaniu. Wiedziałem, że dzięki tej drobnej rzeczy łatwiej będzie mi cokolwiek wyjaśnić uzdrowicielom.
C o do Mai to nie zamierzałem jej opuszczać. W tym momencie było najpewniej zdruzgotaną psychicznie osobą. Tu czy tam, żadna różnica nikogo nie znała, może poza tym, że w szpitalu nie zamierzali zrobić jej krzywdę, a tak na dobrą sprawę wręcz przeciwnie chcieli ją uleczyć. Dlatego też postanowiłem z nią zostać, abym chociaż miała tą świadomość, że jest ktoś z kim już zdążyła się poznać, a może nawet trochę zżyć. Wszak idiotka poświęciła się za mnie...
P ilnowałem ją dzień i noc, jeśli taka była potrzeba leżałem obok niej, choć to było głupie, pamiętałem jak powiedziała mi, że wychowała się z psami, wiedziałem, że te zwierzęta lubią przebywać w stadzie. Chciałem dać jej w tych najtrudniejszych chwilach chociaż namiastkę stada, które przy niej było. W pozostałych sytuacjach trzymałem kobietę cały czas za rękę będąc przy niej cały czas, bez względu na wszystko, bez względu nawet na to czy ponownie będzie chciała mnie zabić.
0 x
Kaito Ishikawa
Posty: 1023 Rejestracja: 14 sie 2025, o 11:52
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Widoczny ekwipunek: ... Samehada Tanto Błękitna Zbroja Długi łuk Kołczan Lis Kruk ...
Link do KP: viewtopic.php?p=229047#p229047
Aktualna postać: Kaito Ishikawa
Post
autor: Kaito Ishikawa » wczoraj, o 17:35
Fabuła - Timeskip
Wiosna - Lato 396 roku
Atarashi
P rzez pierwsze miesiące właściwie mieszkałem w szpitalu w Atarashi, opiekując się i dopatrując Mai. Z prowadziłem wszystkich znanych uzdrowicieli w okolicy, większość nie nadawała się nawet do tego, żeby wodę zaparzyć, jednak znalazła się uzdrowicielka, która poinstruowała mnie co powinienem zrobić.
Pierwszy miesiąc
M ai za dnia bała się wszystkich ludzi doookoła, gdy ktoś ją dotknął, panikowała... Gdy widziałem to zapierwszym razem, o mało co nie pozbawiłem ręki uzdrowiciela sądząc, że celowo ją skrzywdził. Jak słyszałem, dziewczyna miała problem z odróznieniem "teraz" od "tamtego miejsca". Często wtedy siedząc oddalony cicho powtarzałem
- Już po wszystkim, jestem tutaj przy tobie, nikt cię nie skrzywdzi.
Nauczyłem się, nie oczekiwać odpowiedzi, uzdrowicielka zaznaczała, że najważniejsze jest aby Mai słyszała czyjś spokojny głos. A wychodziło, że najlepiej do tego się nadaje, przejawiała wobec mnie najwięcej zaufania, ale osobiście były takie momenty że nie widziałem różnicy. Starałem się też często jej przypominać gdzie się obecnie znajduje
- Jesteś w szpitalu w wiosce Atarashi, wśród swoich. - mówiłem wtedy spokojnie
W nocy często towarzyszył dziewczynie niespokojny sen i wrzaski. Właśnie wtedy przybliżałem się, a nawet kładłem obok. Dzięki temu mimowolnie wyczuwała mój zapach, zapach który miał zapewniać ją o bezpieczeństwie, z początku często to nie wystarczało i budziła się, jednak z każdym minionym dniem było coraz lepiej, z reguły wystarczało to aby się uspokoiła.
W ażne też było, aby poczuła, że odzyskuje kontrolę nad swoim życiem, dlatego też wybierałem kilka posiłków i stawiałem przed nią, aby sama mogła wybrać co chce zjeść i gdzie chce zjeść.
Drugi miesiąc
P o około czterech tygodniach Mai zaczęła zauważalnie więcej mówić, oczywiście to nie znaczyło, że wróciła do swojej żywiołowej paplaniny bez zastanowienia. Były to krótkie zdania.
W ciąż nie przychodziło do niej zbyt dużo osób, takie były zalecenia, dlatego byłem też protektorem Mai nikogo do niej nie dopuszczając z klanu Mateki. Jeżeli klan chciał ją przesłuchać, musiał poczekać. Jak długo ? Aż w pełni wyzdrowieje, ale kiedy to nastąpi ? Nikt nie wiedział. Dostrzegłem też wtedy, że dziewczyna dobrze reagowała na spokojne osoby.
W cześniej przynosiłem jej posiłki, po wyborze jadła, a ja siedziałem gdzieś w kącie, pewnego dnia, kiedy chciałem odejść na swoje miejsce delikatnie, nieśmiało, strachliwie z widocznym przerażeniem położyła swoją dłoń na moim ręku. Rozczytałem to jako wyrażenie chęci, żebym zjadł tutaj, przy niej. Tak też się stało.
N ocy były spokojniejsze, nie musiałem już bliżej zakradać się, żeby czuła mój zapach, akceptowała moją bliską obecność zanim jeszcze zasnęła.
C hoć z tygodnia na tydzień było coraz lepiej to momentami dostawała ataku paniki, jakby wszyskie wspomnienia z tamtego miejsca właśnie na nią spłynęły. Starałem się wtedy ją mocno przytulić, aby zaznaczyć, że tamto jest już tylko wspomnieniem, że jest już w bezpiecznym miejscu.
U dało nam się nawet kilka razy wyjść na spacer, choć muszę przyznać, że Mai była we mnie bardzo mocno wczepiona, widziałem, że nasze eskapady sprawiają jej dużo stresu, dlatego też dbałem, aby wystawianie ją na tego typu bodźce były dla niej jak najmniej stresujące, chodź nie zawsze się udawało.
Trzeci miesiąc
M ai coraz śmielej sobie poczyniała, przełomowym momentem było kiedy na początku miesiąca zapytała mnie niepewnie:
- Mogę iść sama do szpitalnego ogrodu ?
Zgodziłem się, ale niech mi Bogowie świadkiem byłem chyba wtedy bardziej zestresowany od niej, w napięciu, gotowy do obrony, jakbym spodziewał się, że po środku Atarashi zjawią się nagle wszystkie dręczące ją demony.
D ziewczyna zaczęła też się więcej ruszać, biegi czy lżejsza forma treningu powoli stawała się naszą codziennością. Z każdym kolejnym dniem Mai mniej ekstremalnie reagowała na hałas czy czyijś dotyk, chodź to drugie wciąż nie było pożądane, a właściwie zdawało mi się, że na ten moment tylko mnie w pełni akceptowała.
N astąpił moment o którym rozmawiałem wcześniej ze sprowadzoną uzdrowicielką. Mai zaczęła opowiadać co przeszła, historia była tylko dla moich uszu, trzymałem ją wtedy zawsze za rękę, a kiedy było trzeba również i przytuliłem.
W łasnie wtedy też wpadłem na pomysł, który zaakceptowała uzdrowicielka, mianowicie, chciałem młodej Inuzuce z prezentować pieska, ninkena. Gdzie ja się nie napisałem, z kim ja nie rozmawiałem, ale w końcu udało się, z okolic muru po dawnej wojnie z zamurcami ostało się kilka ninkenów, które dorobiły się swojego potomstwa. Jednego z nich wręczyłem Mai
piesek
Dziewczyna ucieszyła się na jego widok, jednak w samym szpitalu o mało co mnie za to, nie zabili. Na szczęście nie musiałem zbytnio nadwyrężać ich cierpliwości gdzyż Mai wypisali, ze szpitala. Zaprowadziłem ją do swojego domu. Erumi nie była zadowolona...
P rzez te trzy miesiące nie licząc Mai oraz swoich treningów z chłopcami zaniedbałem wszystko inne... Jednak tego nie żałowałem, Mai tak jak i Erumi były mi bliskie.
W sumie jedyną dodatkową rzeczą jaką udało mi się zrobić to było sporządzenie świadectwa przeciwko klanowi Soga, które wysłałem Megumi-dono, tak jak prosiła.
list Do Czcigodnej Yumeki-dono, której przysiągłem służbę.
Ja, Ishikawa Kaito, Kogo pozostający w Twojej służbie, składam przed Tobą to pismo jako własne świadectwo. Czynię to z obowiązku wobec honoru mojego rodu oraz prawdy, która została mi powierzona. Zdrada, o której piszę, wydarzyła się wiele lat temu, zanim przyszedłem na świat. Nie mogłem więc być świadkiem tamtych wydarzeń. Jednak historia ta została mi przekazana przez człowieka, który był świadkiem tamtych wydarzeń, mojego wuja, brata mego dziadka.
Według jego świadectwa dawny pan mego klanu nie poległ w bitwie ani w uczciwym starciu. Zginął wskutek zdrady, wrogowie nie stanęli przed nim na polu walki, lecz sięgnęli po zdradę, aby odebrać mu życie i zniszczyć jeden z rodów, który mu służył. Wśród tych, którzy sprzymierzyli się z jego wrogami, znajdował się klan Soga, dawni przyjaciele i bracia klanu Ishikawa.
Taką prawdę przekazał mi mój wuj. Człowiek, który był świadkiem upadku naszego domu i który przez całe życie nosił pamięć o tamtych wydarzeniach. Jako jego krewny i ostatni z mojego rodu przyjąłem to świadectwo jako część dziedzictwa, które zostało mi pozostawione. Dopiero niedawno, służąc pod Yamamoto-dono, rozpoznałem nazwę oraz herb klanu Soga wśród tych, którzy stoją po tej samej stronie konfliktu co ja. W tamtym momencie zrozumiałem, że ludzie, o których słyszałem od dziecka jako o sprzymierzeńcach dawnego wroga, zdrajcy, dziś są naszymi sojusznikami.
Nie piszę tych słów, aby podważać Twoje decyzje pani ani wprowadzać niezgodę między klanami wiernymi Twojej sprawie. Jednak uznałem, że moim obowiązkiem jest złożyć przed Tobą tę wiedzę, którą odziedziczyłem po ocalałych z mojego rodu. Niech moja przywódczyni sama osądzi wagę tych słów. Ja zaś spełniłem jedynie obowiązek wobec prawdy i pamięci mojego klanu.
Spisane własną ręką i potwierdzone honorem mojego miecza.
Ishikawa Kaito
Kogo w Twojej służbie
0 x
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość