Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Anzou sugerował Chino pewne rozwiązania, które w jego ocenie mogłyby w jakiś pozytywny sposób zoptymalizować jej sposób pracy, a przede wszystkim - ułatwić jej takie podstawowe zadania, takie, które ją irytowały i sprawiały, że nie do końca czuła się komfortowo w nowej roli, której została postawiona. Taki klon, ktoś, kto sprawia tylko pozory, ale z drugiej strony może samoistnie działać - to zbawienie. Chłopak nie znał tej techniki, raczej nie było to coś prostego, ale z drugiej strony - świat stoi przed nim otworem, a zwłaszcza teraz, gdzie jeden front się zamknął - być może będzie mieć nieco więcej czasu dla siebie.
- Pełnomocnik brzmi dobrze, w zależności od rangi podpisu - odpowiednie uprawnienia, wtedy na Tobie leżałyby te najważniejsze decyzje. Yai mógłby Ci w tym jakoś pomóc, ma chłopak łeb na karku. Powiedział Anzou spokojnym głosem biorąc kolejny łyk napoju, tym razem postawił na zwyczajny napar ziołowy, którego ciepła temperatura przechodziła przez przełyk, a potem dalej była odczuwalna w brzuchu. Anzou siedział wyprostowany, jak przystało na Kaminari, ale nie był spięty. Rozmowa z Chino była specyficzna, może czasami trudna, ale nie była to dla niego osoba, która jakoś plątała mu ręce i język, która stresowała go tak, że nie wiedział co ze sobą zrobić. Kagada w najlepsze siłowała się z innymi demonstrując swoją siłę i dosłownie miażdżąc rywali. Była piekielnie silna, Bestia z Atarashi nie bierze jeńców.
- Siłą to chyba ciężko jej dorównać. Może kiedyś się jej zrewanżuję, a teraz... chyba Shirei-Kan klanu Pawia ma szansę, a przynajmniej... takie stwarza pozory. Gość był potężny, nie tylko pod kątem wzrostu, ale również masy mięśniowej i takiej aury, która od niego biła. Był poważny, stonowany i zachowywał się jak należy. Kaminari powiedział to tylko do Chino. Anzou uważnie się mu co chwila przyglądał, gość posiadał odpowiednie maniery, jakby... w ogóle nie był zza Muru. W sumie... wychodzi na to, że wszystkie klany, które były za Murem posiadają jakieś swoje struktury, tradycje i kulturę, co tylko i wyłącznie świadczy o tym, jak niewiele o nich inni wiedzieli. Teraz może napisać się nowy, lepszy rozdział historii tego świata. Taki, gdzie ludzie względnie się szanują, docierają w imię lepszego dobra. Chino doprecyzowała swoje życzenia i padło na legendarny miecz. Wspaniała sprawa, lista została zamknięta, a Anzou miał jasne instrukcje co dalej. Wiedział, od czego zacząć. Sharingan, proteza i miecz. Taką wybrał kolejność. Front z Uchiha chyba dalej był otwarty, więc takie starania wojenne można połączyć z zadaniem specjalnym od Chino.
- Z takimi wzmocnieniami... zmieciesz wszystkich. Sharingan na pewno zaogni sytuację z Uchiha, oczywiście... jak się już kiedyś dowiedzą, w sumie na froncie ginie wielu ludzi, więc jedne zwłoki, które gdzieś zaginą... raczej nie powinny stanowić większego problemu, przynajmniej krótkoterminowo. A miecz... coś wymyślę. Sam też chciałem sobie taki zorganizować... Anzou lubił walkę mieczem, a starcie z Fugatą, czy też obserwacja Shiry udowodniła mu jedno - broń też może stanowić OGROMNE zagrożenie. Czasami stawianie tylko i wyłącznie na techniki to proszenie się o śmierć. A co, gdy przeciwniki skróci dystans? Gdy nie będzie czasu na robienie pieczęci i używanie technik? Sama szybkość i percepcja to nie wszystko. Anzou musi się podszkolić również w tym elemencie i zdobyć do tego odpowiedni ekwipunek. Godny klanu Kaminari. Dla Chino, a potem może dla siebie. Rozmowy i zabawa trwała dalej w najlepsze, na środek wyszła jakaś kapela, która od razu zwróciła na siebie uwagę, Anzou znał część refrenu, ale nie porywał się do śpiewu. Nie czuł tego klimatu, ale naprawdę cieszył się, że inni się bawią. Niektóre z tekstów były zabawne, chłopak aktywnie reagował śmiechem i brawami, gdy uznał, że tekst go rozbawia. Zwłaszcza ten tekst, który zaczepił Zaku, Anzou tutaj zagwizdał dając upust swoim emocjom. I wtedy, zespół poszedł o krok dalej, co skomentowała Chino, twierdząc, że to o Władcy Piorunów jednocześnie szturchając go łokciem. Anzou nie wiedział co ma myśleć. Przy samym kontakcie fizycznym poczuł skrajne emocje, jedne to strach, a drugie... to coś miłego, coś pozytywnego, taką swego rodzaju radość. Chino chyba była delikatnie pod wpływem alkoholu, ale dobrze się bawiła, w pełni na to zasługiwała, zwłaszcza po tym czasie, gdzie ciągle musiała odpowiadać za jakieś rzeczy związane z wojną, po tym całym stresie z negocjacjami. Anzou sam też ją delikatnie szturchnął, nie tak zdecydowanie, w końcu to była Shirei-kan, powstrzymał się też od jakiejś reakcji, która skupiała się na lekkim przekąsie. Nie przystoi.
- Aż tak to nie, nie lubię ryb. Wolę ludzi, zdecydowanie. Władca Piorunów się uśmiechnął, nie miał pojęcia w jaki sposób zareaguje Chino, zapewne zaraz się o tym przekona, ale tymczasem... Sama zabawa się rychło skończyła, ponieważ Kagada dość specyficznie zaznaczyła swoje niezadowolenie z tekstu i zakończyła jakże wspaniały występ artystyczny. Było miło, ale się skonczyło. Nie było też chętnego do siłowania na rękę. Kaminari spojrzał na Shirei-kan klanu Pawia, już chciał mu sugerować takie starcie, ale... powstrzymał się. Za cholerę nie wiedział, jaką siłą dysponuje, a co gorsza, jak zareaguje Bestia w przypadku potencjalnej porażki. Dla niej mogłaby to być największa ujma na honorze, co więcej - przy wszystkich, w trakcie środku wydarzenia. Lepiej nie tworzyć jakichś niedopowiedzeń, nieklarownych sytuacji, nie teraz, gdy sojusz dopiero powstał.
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Chłopak z klanu Kaminari całkiem sprawnie poruszał się w sytuacjach, gdzie wymagało to używania umysłu, dobierania odpowiednich słów. Anzou nie czuł się też w żadnym stopniu skrępowany siedząc przy jednym stole z ludźmi, którzy stanowią pewnego rodzaju elitę na świecie. Wręcz przeciwnie - czuł się wyśmienicie. Nie spożywał jedynie alkoholu, ale czerpał praktycznie garściami tę chwilę, jadł, pił i korzystał póki mógł.
- Yai dużo mówi, często za dużo, ale łeb ma nie od parady. Będą z niego ludzie, jak nauczy się dobierać słowa i mówić konkretnie - skorzysta na tym cały klan. Powiedział Władca Piorunów z uśmiechem na twarzy. Dalej rozmowa skupiała się na potencjalnej sile, a w zasadzie niewiadomej sile Shirei-kana klanu Pawia. Gość wyglądał imponująco, miał swego rodzaju aurę, energię, która biła od niego, miał w sobie coś tajemniczego. Na dobrą sprawę ten klan był jedną, wielką zagadką, która w sumie może być rozwiązana, ponieważ pewnego rodzaju współpraca między klanami została nawiązana. Pierwszy krok ku lepszej przyszłości odbywa się właśnie tu i teraz, w trakcie festiwalu w osadzie Kujanari. Sama Chino nie tylko nie znała jego siły, ale również była zaciekawiona umiejętnościami Kagady, bestii z Atarashi. Nastolatek utrzymywał kontakt wzrokowy ze swoją rozmówczynią.
- Specjalnie tego nie ujawnia albo... może też blefuje, kto wie. Nieważne, teraz nastąpi nowy etap, oby pozytywny. A jeżeli chodzi o Kagadę... jest potężna. Od jej uderzeń pękają skały, a do tego ma taką jedną technikę, nie wiem co to jest, ale pokrywa ją jakaś energia, a wtedy... jakby jest jeszcze silniejsza i szybsza. To ogromna wartość klanu, ale... ale uważam, że nie dorównuje Tobie. Anzou mówił spokojnie, a ostatnią cześć swojej wypowiedzi wypowiedział z lekkim uśmiechem, natomiast cicho, aby usłyszała to tylko i wyłącznie zainteresowana.
- Bez dwóch zdań, zdobędę co trzeba, bez jakichś udziwnień. Honor to podstawa. A co do mnie, moich planów? Nie wybiegam w przód dopóki nie załatwię wszystkiego. Pewnie w trakcie tych wypraw też wzbogacę się o pewne doświadczenia. Na pewno muszę przybrać na sile fizycznej, zasób technik mam solidny, muszę poprawić się pod kątem szybkości, siły, percepcji. Wiele pracy przede mną. Chociaż nie ukrywam, jakaś potężna technika Raitonu też by się przydała. Może ten smok? Anzou nawiązywał tutaj do tego, co zna Kagada, legendarny smok, od którego należy uciekać, gdy tylko się go zobaczy. Brzmi jak jakaś broń ostateczna, coś, do czego warto dążyć, na co warto napierać i osiągnąć. Anzou wyczuł specyficzną energię bijącą od Chino. Muzyka i zabawa trwała w najlepsze, ludzie bawili się, cieszyli, ten widok to było coś, co cieszyło Władcę Laserów, właśnie po to ten cały trud, który wykonał on jak i każdy inny z klanu Kaminari czy też Pawia. Siostry nocy również. Anzou w swojej rozmowie z Chino delikatnie się droczył, ale takiej reakcji na jego słowa i szturchnięcie się nie spodziewał. Alkohol ewidentnie miał w tym swój udział, a Niebieskooki był typem człowieka, który raczej nie wykorzystywał takich sytuacji w jakichś swoich osobistych celach. Tym razem jednak tylko rozmawiał, a jego relacja z przywódczynią całego klanu była bliżej nieokreślona i... raczej należałą do tych pozytywnych, okraszonych dobrymi emocjami. Anzou patrzył prosto na nią.
- Szczęściu trzeba czasami pomóc. Niedawno też znalazłem koniczynę, może to właśnie dzisiaj? Zdecydowanie nie dla ryb. Myślisz, że mam dziś trochę szczęścia? Anzou też odpowiedział to cicho z delikatnym, lekko zadziornym uśmiechem na swojej twarzy. Nie miał pojęcia do czego go to zaprowadzi, nie wiedział, czy robi dobrze, ale teraz nie był na misji, nie wykonywał żadnego konkretnego zadania. Rozmawiał, na stopie prywatnej z ludźmi, którzy są dla niego istotni. Z ludźmi, których też chce chronić, z Chino, którą musi doprowadzić do porządku, pomóc jej wrócić jeszcze silniejsza, jeszcze mocniejsza. Ona zwyczajnie na to zasługuje, Kaminari wobec niej ma ogromny dług do spłacenia, który zamierza uregulować. Jak najszybciej. Siostry nocy chyba też dobrze się bawiły, w typowy dla siebie sposób, głośno, wybuchowo, na swój sposób. One też na to zasługiwały, ponieważ wykonały kawał dobrej roboty, nie tylko w walce z Bestią, ale również z taką pracą u podstaw, w doprowadzaniu całej osady Kujanari do jednego kawałka. W układaniu życia ludzi.
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.
Widoczny ekwipunek: - odznaka Ninja, zawieszona na szyi - Kabura na lewym i prawym udzie - plecak - blaszane rękawiczki - opaski na dwóch przedramionach - kamizelka Shinobi pod płaszczem
Rozmowy, zabawy - wszystko trwało w najlepsze. Akcja była bardzo dynamiczna, ludzie wymieniali się spostrzeżeniami, rywalizowali z innymi, spożywali pyszne potrawy i trunki i byli zadowoleni. Anzou również - nadal czerpał radość z miejsca, w którym jest, z miejsca, gdzie udało się zajść klanom. To był powód do dumy. Władca Piorunów rozmawiał z Chino, był przy niej, żartował i był poważny, w zależności od tematu konwersacji. Niebieskooki odnajdował wspólny język z przywódczynią klanu, w miarę sprawnie odczytywał też jej emocje oraz fakt, że brakuje jej takiego typowego bycia na froncie, robienia różnicy, ale nie tylko... w tym wszystkim było chyba coś bardziej głębszego... chyba brakowało jej też takiego życia, drugiej osoby, albo i większej liczby osób, na której może polegać, z którymi może się pokłócić, pośmiać. Coś jak te Siostry Nocy. To jest wybuchowa mieszanka charakterów, czasami się nie zgadzają, czasami się kłócą, ale gdy trzeba, gdy sytuacja tego wymaga to się jednoczą. Chino słusznie to zauważyła.
- Zgadzam się. Siostry Nocy to bardzo specyficzna formacja, skuteczna na polu bitwy, działająca zgodnie, z harmonią, ale łączy je nie tylko pole bitwy. One sobie ufają, mają relacje, wierzą w siebie, nawet jeżeli czasami dochodzi do jakiejś sprzeczki, gdy zajdzie taka potrzeba - robią to co należy, bez zbędnego pierdolenia. Z tego co też widzę, my jesteśmy nieco inni, mamy bardziej chłodne relacje, podobnie wybuchowe, robimy co trzeba, ale czasami brakuje nam po prostu takiej zgranej paczki znajomych, z którymi możemy się pośmiać, pokłócić. Twoja relacja z Kagadą jest silna, widać, że wiele razem przeszłyście. Zazdroszczę Wam tego, szczerze. Chyba nie udało mi się osiągnąć czegoś podobnego z nikim. Anzou mówił spokojnie. Miał pewnego rodzaju wyjątkową relacje z jedną z osób. Z klanu, na który będzie musiał niedługo zapolować. Z klanu, z którym Kaminari toczą wojnę od lat. Uchiha Azuma. Gość, z którym nastolatek wykonał kilka misji, na którego mógł liczyć, spędzić razem czas, pośmiać się, zjeść coś dobrego. Pech, że te dwa zwaśnione klany dalej toczą wojnę... A sytuacja raczej się nie ociepli, przynajmniej nie ma na to obecnie takich perspektyw. Anzou wrócił z delikatnego zamyślenia i spojrzał znowu na Chino.
- I wcale nie uważam Ciebie za jakąś gówniarę. Zostałaś postawiona przed faktem dokonanym, w trudnej sytuacji i świetnie sobie w niej radzisz. Załatwię to co trzeba, podniesiesz swoje limity. Chcę Was zobaczyć na polu bitwy, razem. Może w starciu z tą bestią. Przydałoby się nam takie wzmocnienie. Mam na myśli... Jinchuriki. Niebieskooki mówił pewnie. Możliwość oglądania swojej przywódczyni z Kagadą na jednym polu bitwy to byłoby coś wspaniałego. Istna uczta dla oczu. Istne morze doświadczeń. Władca Piorunów liczy, że niedługo tak się stanie. Na słowa o zwoju i technice Anzou uśmiechnął się, a w jego oczach pojawiła się pewnego rodzaju iskra, wizja mocy. Na horyzoncie pojawiła się perspektywa nowej mocy, nowej techniki, która może robić ogromny postrach wśród wrogów. Zwłaszcza, jeżeli wzmocni się ją Czarną Błyskawicą. Potencjał jest WIELKI. Rozmowa trwała dalej, a do Anzou i Chino dołączyła też Shira, przywódczyni Sióstr Nocy. Zaproponowała wypicie trunku, do tego specyficzny toast. Anzou uśmiechnął się pod nosem i z lekką zadziorą w twarzy spojrzał na Shirę.
- Za Sharingana. I spokojnie, wszystko ogarnę. Spokojna Twoja rozczochrana, Shiro. Anzou puścił jej oczko, nie miał większego problemu w rozmowie z tą kobietą. Ona była raczej dobra, kierowała się swoimi wartościami, scalała całą grupę Sióstr Nocy, pełniła funkcje takiego... spoiwa? Tak chyba można to określić.
- To chyba pora rozpocząć akcję: stop dymania ryb. Anzou uśmiechnął się tym razem z wysoko uniesionym czołem do Chino. Powinna zrozumieć jego przekaz, a co z nim zrobi zależy już tylko i wyłącznie od niej. Shira i Chino dalej snuły swoje jakieś plany, alkohol robił swoje, ciekawe co z tych wielkich obietnic jest prawdą, a co nie.
- Będę uważać, większe konfiguracje mnie chyba nie interesują. Anzou znowu puścił oczko do Shiry, liczył że załapie żart. Dyskusja została przerwana przez nowego rodzaju muzykę, specyficzną, taką, której Kaminari jeszcze w swoim życiu nie słyszał. To była do niego totalna nowość, ale to brzmienie było bardzo rytmiczne. Pierwsze pary, w tym Chino ruszyły na parkiet, Anzou uważnie obserwował sekwencje ruchów próbując zanotować algorytm w głowie. Po ruchach pary się wymieniały i tak na parkiecie co chwila pojawiała się większa liczba osób. Grono tańczących się powiększało. Nastolatek nie dołączył sam z siebie, ale skorzystał z okazji, aby powywijać nieco z Shirą. To była też idealna okazja ku temu, aby spędzić z nią chwilę sam na sam. Kaminari starał się wykonywać ruchy taneczne jak najlepiej i jak najbardziej zgodnie z tym, co zapamiętał, w rytm muzyki. Gdy był bliżej Shiry szepnął na jej ucho.
- Pilnuj jej tylko jak już się kiedyś spotkacie. Zorganizuję jej wszystko, pewnie zostanie też z tego jedno oko. Może coś wymyślimy, aby wszyscy byli zadowoleni? Chino potrzebuje jednego oka. Człowiek zazwyczaj dysponuje takimi dwoma organami, tudzież 1 oko pozostanie w zapasie. Być może Kaminari spróbuje ukartować coś dla siebie, wyłapać jakąś technikę, wiedzę czy cokolwiek - w zamian za przekazanie jednego Sharingana Shirze. W sumie teraz byli sojusznikami, a to wygrana sytuacja dla wszystkich. Taniec trwał stosunkowo długo, a po jakimś czasie wszyscy wrócili na swoje miejsca. Kaminari siedział znowu koło Chino.
- Dobrze się ruszasz. Anzou szturchnął Chino pod żebro i napił się trochę wody. Potrzebował tego, wyłapał też dla siebie jakąś przekąskę, miał już zabierać się za kolejne słowa, ale wtedy na sali pojawiło się poruszenie. Anzou automatycznie się wzdrygnął, wyprostował. Kagada siłowała się w najlepsze z jakimś gościem, tylko... raczej on dawał jej radę! Kto to był? Kim do cholery może być człowiek, który stawia czoła Kagadzie, która otoczyła się dodatkową energią, aż finalnie stół pękł. Ta dwójka dosłownie w ułamek sekundy zwróciła na siebie uwagę.
- Co jest... Powiedział pod swoim nosem Anzou będąc wyraźnie zdziwiony zaistniałą sytuacją. To co miało miejsce było niedorzeczne. Dwójka chyba wymieniła jakieś swoje uwagi, a gość zaczął kierować się w kierunku stolika, przy którym siedział Anzou. Kaminari uważnie go lustrował, za cholerę nie wiedział z kim ma do czynienia, kto tutaj idzie, ale był obok Chino, gotowy na wszelką ewentualność, w tym taką, aby zasłonić ją swoim ciałem przed potencjalnym atakiem. Czy to był on, słynny Musan? Stanął nad Jirou i było widać, że nie podoba mu się to wszystko. Momentalnie przy stoliku pojawiła się też Shira. Musanowi ewidentnie nie pasował sojusz. W jego ocenie nie było to godne, honorowe? Anzou nie reagował, dwójka w jakiś sposób rozmawiała, Jirou zachowywał spokój, przynajmniej tak dało się odczuć w jego głosie.
- Chino, nie rób kurwa nic. Jak będzie trzeba to Ciebie zasłonie, chowaj się za mną, ale nie ingeruj. Czy ona jakkolwiek go posłucha? Nie wiadomo. Ciężko stwierdzić, ale jej głód walki jest raczej duży. Sama dyskusja się zaogniała, do tego Musan w chamski i bezczelny sposób odezwał się do jednej z przedstawicielek klanu Kaminari. Jirou dalej był niewzruszony i zachowywał spokój. Anzou oddychał spokojnie i był kurewsko uważny. Musan chciał zdjąć maskę przywódcy klanu Pawia, ale ten ruch został przerwany przez Shirę, a ten... momentalnie złapał ją za gardło i zaatakował. Anzou wstał, ale słysząc słowa Ebishiro... był ciągle przy Chino. Obok. Gotów do tego, aby ją chronić, nie tylko swoją wiązką, ale i ciałem. Bez cienia wątpliwości, skutecznie i nawet kosztem życia. W sumie to był jej winny życie. Sytuacja stała się jednak patowa, ponieważ faktycznie - to było ich wewnętrzne starcie, to klan Pawia musiał poukładać sobie na nowo, a sojusz został zawiązany. Musan to był ten element układanki, który musiał się w końcu ujawnić, tym pionkiem, który musiał wskoczyć do gry. Zapewne za chwilę rozpęta się piekło, co w przypadku Bestii... może być równoznaczne ze śmiercią wielu osób. Anzou liczył, że jednak sytuacja się opanuje albo Paw załatwi to między sobą, lub... może Gzik wkroczy do akcji i pozamiata ten burdel, o ile gdzieś tutaj jest...
Krótki wygląd: Haruka preferuje barwy krwi i zachodu słońca – jej odzież często zawiera intensywne czerwienie, burgundy i brązy. Ma długie, białawe włosy. Prawe oko – szarozielone – kontrastuje z pustym, niewidocznym pod maską oczodołem po stronie lewej.