Zakończyłem ciężki blok treningowy, mogłem w końcu spokojnie wrócić do domu rodzinnego. Odwiedzałem go co chwilę podczas całego procesu ale teraz mogłem wejść i po prostu usiąść na kanapie, rozkładając przy tym szeroko nogi. Z drugiej strony kanapy siedział już mój młodszy brat Asahi. -
Już się zdecydowałeś na powrót do robienia misji? - Rzucił jakby był całkowicie nie zainteresowany temat, jednak pytanie miało głębszy sens. -
Nie wiem, na razie poświęciłem się treningowi. - Założyłem ręce za głowę i rozluźniłem się na oparciu.
-
Czyli dalej nie zapomniałeś? - Spojrzał na mnie z szyderczym wzrokiem, doskonale zdawał sobie sprawę, że ta szpilka będzie idealnie wymierzona. -
Powinienem był ci teraz przyjebać. - Skręciłem głowę lekko w jego kierunku. -
No co tylko przecież zapytałem. - Próbował zgrywać w tym niewiniątko. -
Jak kiedyś kogoś pokochasz to zrozumiesz ile to znaczy... Strata to jest coś co zostaje nawet po tym jak się pozbierasz na długo w tobie, dlatego daruj sobie, bo to było ostatnie ostrzeżenie. - Zimny tonem starałem się ukrócić te przytyki w zarodku.
Asahi wstał z kanapy, po czym spojrzał na mnie. -
Czyli mówisz, że jak posypie się domek z kart to nie da się go odbudować i zostaje gównem do końca? - Przeszedł do kuchni by nalać sobie wody. -
Wiem, że tobie trzeba wszystko powtarzać, ale czasem mógłbyś już zamknąć tę dupę. - Zaczynałem się lekko gotować, ale dalej nie chciałem po sobie poznać by dolać oliwy do ognia.
-
Tutaj nie chodzi tylko o ciebie, jesteś silniejszy ode mnie to jest raczej oczywiste. Jakbyś chciał to byś bez problemu mnie zabił... jeszcze... ale tutaj nie jesteś pępkiem tej rodziny. Ojciec już tylko dorabia szkoląc innych shinobi, matka codziennie ryzykuje życie, Reina próbuje zrobić karierę w urzędzie a ty? Zamiast przekuć swoje zdolności w coś co pozwoli nam żyć normalnie to zasłaniasz się Yuną. - Przerwałem mu w tym momencie. -
Nie wymawiaj jej imienia w tym tonie. - Wystrzeliłem dwie kartki papieru tak by skończyły tuż przy jego twarzy ale mu nic nie zrobiły.
-
Widzisz nawet nie zdążyłem zareagować, czemu mnie już teraz nie zabijesz? Bo wiesz, że to prawda? - Wziął łyk wody z kubka. -
To było fizyczne ostrzeżenie, że się nie zawaham. - Próbowałem na wszystkie możliwe sposoby go odciągnąć od tej rozmowy, pierwszym pomysłem było przestraszenie. -
Ile jeszcze tych ostrzeżeń będzie? Słowne? Fizyczne, mam dwa, może zaraz poprosisz matkę by mi w głowie pogrzebała to mamy już trzy bo będzie też psychiczne... daj spokój. - Wrócił po tych słowach do salonu, usiadł gdzie siedział wcześniej ale teraz tak się oparł by być skierowanym w moją stronę.
-
Czego chcesz? - Zapytałem będąc już lekko podłamany tą rozmową. -
Byś ogarnął pizdę i zaczął żyć normalnie, od tamtego czasu, jedyne co robisz to chlejesz, nawet poszedłeś na zlot tylko po to by się napierdolić, kończą nam się pieniądze przy takich dochodach. Ojciec musi spędzać maksymalnie dużo z jakimiś szczylami ucząc je pdostaw, albo wyjeżdzać na szkolenia dla Kami, naprawdę jedna marna pensja z urzędu, pensja akoraito i pensja sentokiego nie wystarczy by wyżywić tyle dusz. - Zaczął prowadzić tłumaczyć co się dzieje a następnie sięgnął po ciasteczka znajdujące się na ławie.
-
Nie mam siły na tę rozmowę. - Wstałem i poszedłem w stronę wyjścia by zapalić papierosa. -
Znowu uciekasz, przed faktami. - Wtracił Asahi, kiedy otwierałem drzwi zderzyłem się z Reiną, która wracała po pracy do domu. Upadła na ziemię. -
Ała!... Nobuo! - Szybko wstała, otrzepała się i mnie przytuliła po dłuższym okresie mijania się w domu. -
Przepraszam muszę wyjść. - Spojrzałem na nią, całą zmęczoną, całą w brudzie.
Stanąłem na zewnątrz, usiadłem na schodku i zapaliłem papierosa, po mojej głowie przechodziło wiele myśli co mam zrobić. Może faktycznie przez ten cały okres uciekałem przed prawdą? Tylko ta prawda dobijała mocniej, bolało to bardziej niż sama rozmowa z Asahim, spojrzenie prosto w lustro, uświadomienie sobie kim jestem.
Moje rozmyślania przerwał dzwięk krzyków z domu. -
Musiałeś?! Nie widzisz jak on wygląda?! - Darła się Reina. -
Jak to dalej będzie ciągnął to zaraz skończy w rynsztoku, nie pamiętasz ostatniej rozmowy z ojcem?! - Wydarł się na nią, po czym poleciało coś szklanego i się stłukło. -
Kurwa ile w was emocji, logiki trochę ojca to by krew zalała jacy wy miękcy się zrobiliście! - Kłócił się z nią.
Nie mogłem tego słuchać, przytłaczało mnie to jeszcze bardziej. Przecież ojciec na treningach opowiadał mi, że był ze mnie dumny, co się działo jak mnie w domu nie było. Czy to co on mówił było prawdą, czy to było tylko tym co był w stanie z siebie wykrzesać?... Rodzina to ciężki temat. Jak jest dobrze, to jest dobrze, jak jest źle to jedyne miejsce, które postawi na nogi.
Wykonałem technikę sprawiającą, że rozłożyłem się na tysiące motyli, które zaczęły lecieć w kierunku najwyższego drzewa w okolicy tylko po to bym mógł usiąść na gałęzi, w ciszy w samotności, było ono niedaleko naszego domu, dosyc charakterystyczne. Jedno z moich ulubionych miejsc, jak miałem wszystkiego dosyć. Obserwowałem co się działo w centrum tętniącego życiem miasta. Paliłem sobie papierosa za papierosem, to był moment przemyśleń, resetu, czy Asahi miał rację?
Moje rozmyślania nad sensem istnienia przerwał krzyk w centrum miasta. Jakąś młodą z zakupami okradł zamaskowany mężczyzna, nawet nie wzruszyłem brwią. Już został przez kogoś powstrzymany, to był moment w którym pękłem. Straciłem już kilka lat przez ten incydent, nie mogłem tracić więcej czasu, to, że podjąłem próby powrótu na treningach to jeszcze nie było to.
Ponownie techniką motylkową przeniosłem się ponownie pod dom. Wparowałem do niego tym razem pewniej, tym razem z poskładaną głową ponownie. Tym razem była i moja matka na miejscu, w końcu siedziałem na drzewie z dwie godziny. -
Ty jesteś jakaś nienormalna! - Darł się na Reinę Asahi. -
Bo postanowiłam cię doprowadzić do porządku? - Stali na przeciwko siebie dwa metry, ręce mieli wzdłuż ciała. -
Ale by kurwa rzucać szklaną tacką?! - Nikt tak na niego nie działał jak Reina, a ona też jako osoba z krótkim zapalnikiem nie pozwalała sobie w kasze dmuchać, miała to matce. Ta jedna potrafiła to sprytnie maskować. -
Już dzieciaki się uspokoiły? - Zapytałem stojąc w drzwiach.
Obydwoje obkręcili się w moim kierunku i było widać na ich twarzach lekko pojawiający się uśmiech. -
Miałeś rację, muszę się ogarnąć. - Podszedłem do Asahiego, z papieru uformowałem pięść a następnie strzeliłem mu sierpowego prosto w szczękę. -
Obiecywałem, że ci jebnę jak się nie zamkniesz, a słowa trzeba dotrzymywać. - Uśmiechnąłem się i podałem mu rękę jak leżał na ziemi.
-
POGRZAŁO WAS?! JEDEN Z DRUGIM! JESTEŚCIE NORMALNIE?! - Wydarła się Reina na nasza dwójkę. -
Właśnie rozwiązali sprawy pomiędzy sobą, nie ma co się ich czepiać... Chyba, że któryś mi uświnił krwią dywan. - Wbiła Hanako nóż mocno w deskę do krojenia. -
A co te zasłonki takie porwany są w kuchni i co tu robią dwie kartki papieru? - Odwróciła się w naszym kierunku, a we trójkę jak jeden mąż zaczęliśmy biec w stronę drzwi.
Nobuo
Asahi -
Klik!
Reina -
Klik!
Hanako -
Klik!