Znaleziono 4143 wyniki
Wyszukiwanie zaawansowane
autor: Ichirou
wczoraj, o 14:57
Forum: Atsui
Temat: Baza wypadowa
Odpowiedzi: 8
Odsłony: 271
Wyglądało na to, że sytuacja jest bezpieczna i nawet Souei nie musiał fatygować swoich zdolności. Ichirou pozwolił więc sobie na odrobinę rozluźnienia i zajął miejsce przy stole w namiocie, który miał służyć jako miejsce obrad czy spożywania posiłków. Część ekipy w tym czasie działała w kuchni, a Ichirou - jak na szefa przystało - po prostu czekał sobie na gotowe. Uraczył się więc winem, żeby czymś się zająć i nie myśleć tylko o głodzie.
Później pojawił się posiłek, przy którym towarzysze zdradzili trochę co nieco o ich dotychczasowych poszukiwaniach.
- Pustelnik? - powtórzył tylko pytająco. W zasadzie i bibliotece do tej pory wiedzieli niewiele. Na pierwszą myśl przed oczami Sabaku pojawiał się widok wielkiego, zakurzonego archiwum, zawierającego największy zbiór ksiąg na kontynencie. Ale w sumie miejsce to nie musiało być przecież zakurzone i zapomniane. Może miało jakiegoś opiekuna?
- Droga się zmienia - powtórzył znowu, ale tym razem już kpiącym tonem. - Że niby rośliny co noc spacerują sobie i las się zmienia? Brzmi jak bujda. Może to po prostu iluzja. Znam takie sztuczki, wbrew pozorom nie są trudne... - stwierdził, przejawiając dość sporą dozę sceptycyzmu. Może wierzył w legendę wisiorków i świątyni żywiołów, ale z reguły stąpał twardo po ziemi i trudno zyskać jego wiarę.
Potem nieco zdziwiony spojrzał na wisiorki, które chyba... jakoś zadrgały? Asahi zmarszczył brwi i spoglądał na nie przez moment, próbując upewnić się, czy nie było to czasem po prostu jakieś mylne wrażenie.
A potem Misae postanowiła zebrać zaległości, na co westchnął ciężko, przypominając sobie całe to swoje liderowanie.
- Pewnie już słyszeliście. Teraz mam więcej na głowie. Same problemy - buntownicy podburzający cywili, susze, polityczne gierki... Jakoś mam wrażenie, że kiedyś polityka była prostsza. Jak był jakiś zatarg, to finalnie dochodziło do otwartej konfrontacji, potem wygrywał silniejszy i ustalało się nowy porządek. Każdy teraz kombinuje i wszystko jest zagmatwane. Wojny to jednak są łatwiejsze... - zreflektował się na koniec po tej treściwej relacji. To nie był czas, miejsce ani ludzie by wykładać konkretne problemy, z jakimi borykał się na co dzień. Może pozostali członkowie mieli coś ciekawszego i lżejszego do opowiedzenia.
- To co za ten pustelnik? Jest wiarygodny? - odezwał się jakiś czas później, kiedy luźne rozmowy przygasły. Mimo wszystko jego myśli co jakiś czas wracały na tor ich wspólnego planu.
autor: Ichirou
wczoraj, o 11:49
Forum: Publiczna beta
Temat: Toksyny i ich humorki
Odpowiedzi: 31
Odsłony: 5508
Żelazny Organizm — po wielu latach eksperymentowania z najróżniejszymi trunkami i szkodliwymi substancjami ciało shinobiego nauczyło się znosić działanie trucizn znacznie lepiej od innych. Osoby takie kompletnie ignorują efekty prostych i umiarkowanych mikstur, a każda bardziej skomplikowana substancja jest traktowana jak o rangę niższą. Trucizna wybitna nie zabije, a mistrzowska zdoła to osiągnąć po znacznie dłuższym czasie niż u reszty shinobi. Odporność ta nie dotyczy substancji wspomagających, które ciało z chęcią przyjmuje z mniejszymi skutkami ubocznymi.
Ponad to, postać otrzymuje pasywny bonus w wysokości +10% Wytrzymałości (maksymalnie +20).
Żelazny Organizm — po wielu latach eksperymentowania z najróżniejszymi trunkami i szkodliwymi substancjami ciało shinobiego nauczyło się znosić działanie trucizn znacznie lepiej od innych. Efekty trucizn są zmniejszone o 1 poziom / 2 poziomy. Odporność ta nie dotyczy substancji wspomagających, które ciało z chęcią przyjmuje z mniejszymi skutkami ubocznymi. Ponad to, postać otrzymuje pasywny bonus w wysokości +10% Wytrzymałości (maksymalnie +20).
1 lub 2 poziomy mniej - do ustalenia. Nie wiem czy jest sens pisania takiej oczywistości, że przy zbiciu do poziomu 0 jest brak efektu.
autor: Ichirou
21 sty 2026, o 20:58
Forum: Atsui
Temat: Baza wypadowa
Odpowiedzi: 8
Odsłony: 271
Ichirou zsiadł z wielbłąda, czując jak napięte mięśnie odrobinę protestują po długiej jeździe. Nogi lekko zesztywniały, plecy dawały znać o sobie, ale to wszystko było drugorzędne. Byli na miejscu. Pobieżnie omiótł wzrokiem bazę wypadową, którą ocenił jako przyzwoitą, a potem zwrócił uwagę na poruszająca się kotarę, zza której wyłoniła się Misae.
- Długo musiałaś na nas czekać? - zapytał na dzień dobry, ściągając z wielbłąda torby czy inne tobołki. Spojrzał na scenę z Tomoe i Soueim, unosząc brew.
- Widzę, że niektórzy tęsknili bardziej niż inni - rzucił z lekką ironią, ale bez złośliwości.
Zanim jednak zajęli się jedzeniem, odpoczynkiem i ogólnym rozluźnieniem, Sabaku zwrócił się jeszcze do białowłosego.
- Rozejrzałbyś się po okolicy i sprawdził, czy mamy spokój? - Kto jak kto, ale Matsuda był do tego zadania idealny.
Misae nie musiała ich namawiać. Ichirou nie zamierzał od razu wykładać trudnych spraw do omówienia. Nie po tej przeprawie przez piaski pustyni, gdzie wszyscy jej uczestnicy pewnie byli odrobine zmęczeni, no i przede wszystkim głodni.
Później objawił się również Yoichi - swego rodzaju weteran świata shinobi, który porzucił bohaterskie życie na rzecz... no właśnie, czego? Krążył swoimi ścieżkami już od wielu lat, że raczej wszyscy o nim zapomnieli. Ale kiedyś zadeklarował się wspomóc ich grupę w ich w planie i najwyraźniej dotrzymał danego słowa.
- Zakładam, że dotarła do ciebie wiadomość - sprawa twojej zemsty jest załatwiona - odezwał się do niego ściszonym głosem podczas witania uściskiem dłoni. Chodziło rzecz jasna o eliminację szefa już nieistniejącej mafii w Shigashi.
Nie zamierzał wtrącać się w rozmowę między Soueiem a Yoichim. Byli dużymi chłopcami, dadzą sobie radę. Po zrzuceniu swoich bagaży w bezpieczne miejsce i odstawieniu wielbłąda, był bardziej zainteresowany tym, co jest akurat w garze.
- Kyoushiego raczej nie będzie, ale zostawił mi swój wisior. A Kuroi... chyba ma jakąś prywatę do przetrawienia - oznajmił reszcie, chociaż niczego nie można było być pewnym. A potem z zainteresowaniem sprawdził, co tam Misae dla nich szykuje.
- Zjadłbym wielbłąda z kopytami. Tylko nie mówcie tego tym na zewnątrz - zażartował, zasiadając na swoim miejscu.
A później, jeżeli wszyscy zasiedli, pogadał o tym i owym, podejmując tematy różnorakie i na ten moment mało istotne dla celu ich misji. Po prostu nadrobienie zaległości. Sam co najwyżej mógł poopowiadać o liderowaniu i tym, jak bardzo uciążliwa jest ta funkcja.
autor: Ichirou
19 sty 2026, o 22:15
Forum: Atsui
Temat: Baza wypadowa
Odpowiedzi: 8
Odsłony: 271
Podróż przez pustynię miała w sobie coś hipnotycznego. Bezkresne morze złotego piasku rozciągało się we wszystkich kierunkach, falujące wydmy ciągnęły się po horyzont niczym zastygłe fale oceanu. Słońce wisiało nad głową bezlitośnie, zamieniając powietrze w drżącą, rozgrzaną mgłę, a każdy oddech smakował suchym, gorącym kurzem. Wielbłąd kołysał się miarowo pod Ichirou, jego kopyta zapadały się w miękki piasek z cichym szumieniem. To był jego żywioł, jego dom - choć czasem o tym zapominał, siedząc w chłodnych komnatach stolicy.
Dla Soueia sytuacja wyglądała zapewne zupełnie inaczej. Ichirou od czasu do czasu z rozbawieniem zerkał na jego cierpienie - sposób, w jaki Matsuda próbował się wygodniej ułożyć na grzbiecie wielbłąda, jak ocierał pot z czoła, jak jego wzrok błądził po monotonnym krajobrazie z wyraźnym znużeniem. Pustynia była dla niego pewnie tak samo monotonna i męcząca, jak dla Ichirou przeprawa przez morza. Każdy miał swój żywioł. I każdy miał miejsca, które go męczyły.
Po kilku godzinach drogi, gdy słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi, Akarui odezwał się, komentując rozwój regionu.
- Jeszcze sporo do zrobienia - odparł Ichirou krótko, nie wchodząc w szczegóły, ale na jego twarzy pojawił się mały grymas niezadowolenia. Jako lider znacznie lepiej znał bóle głowy obecnych terenów i problemy gospodarcze. Odbudowa infrastruktury, zarządzanie zasobami wodnymi, równoważenie budżetu przy jednoczesnej megalomanii Koteia - to wszystko ciążyło mu na barkach każdego dnia. Ale nie teraz. Teraz miał inne priorytety.
Zbliżająca się realizacja celu napawała go rosnącym niecierpliwością. Czuł to gdzieś pod skórą - podniecenie, które starał się kontrolować, ale które i tak dawało o sobie znać. Kilka razy lekko popędził wielbłąda, chcąc przyspieszyć tempo. Kilka razy zagaił do towarzyszy, próbując zmotywować ich do szybszej jazdy. Nie przejmował się zbytnio zdrowiem zwierzęcia - wielbłądy były stworzone do takich warunków. A czas się nie zatrzymywał.
Akarui w pewnym momencie zauważył jego napięcie, komentując że to powrót do korzeni.
- Trochę tak - przyznał Ichirou z lekkim uśmiechem. - Zapomniałem o tym, że twardo pod dupskiem.
Przez resztę drogi rozmawiał z nimi od czasu do czasu, poruszając niezbyt konkretne tematy - pogoda, krajobraz, wspomnienia z dawnych wypraw. Nie narzucał jednak rozmowy przez całą podróż. Dał im wytchnąć i pogrążyć się we własnych myślach. Sam też potrzebował takiej chwili.
Dalej wędrował w ciszy, dając sobie przynajmniej trochę okazji do nie myślenia o niczym konkretnym, na co w ostatnim czasie nie za często mógł sobie pozwolić. Obowiązki lidera, narady, decyzje - wszystko to zawsze wypełniało mu głowę. Teraz, na pustyni, pod otwartym niebem, mógł po prostu... istnieć. Jechać. Oddychać.
- Dobra, to nie ma co zwlekać, ruszajmy dalej - powiedział stanowczo, kiedy słońce zaszło na horyzont, a niebo zabarwiło się na ciemny fiolet. Odrzucił pomysł obozowiska. Chłodniejsze nocne wiatry pustyni były miłą, orzeźwiającą odmianą od upalnego klimatu dnia. Dwie godziny to nie było szmat czasu. Lepiej było dotrzeć na miejsce.
W końcu w oddali dostrzegli kilka świateł. Obozowisko. Trzy namioty, ustawione w niewielkiej odległości od siebie, tuż przy granicy gdzie piasek powoli ustępował miejsca twardszemu gruntowi i rzadkiej roślinności. Nie było to spektakularne miejsce, ale na potrzeby eskapady raczej powinno wystarczyć. Dobrze, że się przygotowali i nie wszystkim musiał zajmować się samemu. Delegowanie zadań miało swoje zalety.
- To gdzie ten komitet powitalny? - rzucił półżartem, patrząc na Akaruia.
Spodziewał się, że ktoś jeszcze będzie. Czy to będzie jedna, dwie, a może i więcej osób? Trudno ocenić. Mimo wszystko Klepsydra nie była zbyt liczną grupą, więc raczej można było się nastawiać na bardziej kameralne zgromadzenie. Ale ktoś powinien tu być. Marionetkarz wspomniał wcześniej o innych.
autor: Ichirou
17 sty 2026, o 13:03
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 240
Odsłony: 33710
Ichirou skinął głową, obserwując jak Akarui cofa się od stołu, zachęcając ich gestem do działania. Nie trzeba było go prosić dwa razy. Dekada. Mniej więcej tyle czasu minęło od założenia Klepsydry, od momentu, gdy garstka ludzi zjednoczyła się wokół wspólnego celu - odnalezienia legendarnej Biblioteki Oświecenia. Przez te wszystkie lata zbierali informacje, tropili wskazówki, łączyli kropki. Często po prostu robili inne rzeczy, czekając na właściwy moment. I teraz, po tak długim czasie, wreszcie mieli coś konkretnego. Coś, co mogło ich rzeczywiście doprowadzić do celu.
Wstał z krzesła, poprawiając lekko togę i sprawdzając automatycznie swoją gurdę przy pasie. Ekwipunek miał już spakowany wcześniej - wszystko, czego mógł potrzebować w drodze. Zwoje, broń, podstawowe narzędzia. Wisiorki bezpiecznie schowane. Nic nie zostało zapomniane. Był przygotowany.
Kiedy byli już na zewnątrz, spojrzał na marionetkarza z lekkim uznaniem.
- Wielbłądy, płaszcze, prowiant - doceniam profesjonalizm - powiedział spokojnie, choć w głosie zabrzmiała nutka ironii. - Choć jeśli chodzi o jedzenie i napoje, wolałbym zabrać coś bardziej... strawnego.
Wrócił się jeszcze na moment do knajpy, skąd pozabierał trochę lokalnych przysmaków, soków czy innych napojów. Nie zamierzał żywić się wyłącznie suchym prowiantem jak zwykły podróżnik, czy pić tylko wodę jak jakiś zwierz. Miał swoje standardy.
Souei chyba też był gotowy do drogi. Biorąc pod uwagę, że aktualnie przebywał w "delegacji" , to wszystkie ważne rzeczy miał pewnie przy sobie.
- Gotowi? - zapytał retorycznie, zarzucając torbę na wierzchowca. Później zaciągnął na ramiona płaszcz, głowę skrył pod kapturem, a parę chwil później mieli już kierować się razem w trójkę w kierunku Tajemniczego Lasu. Mała, spokojna okazja była lepsza do dyskretnego wyjazdu niż tłoczna stolica, więc dobrze się składało.
Przez moment w jego głowie przemknęła myśl - zastanawiał się ile lat minęło, odkąd po raz pierwszy w zaufanym gronie przedstawił enigmatyczny plan i zachęcił znajomy do poszukiwania magicznych wisiorków. Długo to trwało. Tyle czasu zajęło, żeby w końcu dojść do tego punktu. Może to była ironia losu, że właśnie teraz, gdy miał tyle obowiązków jako lider klanu, nadszedł czas na finałową wyprawę. A może to było po prostu przeznaczenie. Tak czy inaczej - nie zamierzał się cofać.
- Dawno tak nie podróżowałem - powiedział spokojnie, lekko popędzając wielbłąda. Pustynia przyjęła go z powrotem jak starego znajomego. Piasek sypał się spod kopyt wielbłąda, wiatr niósł ze sobą zapach suchej ziemi i dalekich oaz, a słońce wisiało nad głową jak rozżarzone żelazo. Wydmy ciągnęły się po horyzont, jedna za drugą, bezkresne i obojętne. Ichirou zapomniał już, kiedy ostatnio tak po prostu jechał - bez eskorty, bez protokołu, bez tłumu oczekujących spojrzeń. Tylko piasek, żar i niebo.
autor: Ichirou
16 sty 2026, o 09:17
Forum: Misje i Fabuły
Temat: Wynagrodzenie za misje
Odpowiedzi: 4183
Odsłony: 801881
Nick prowadzącego: Ichirou
Nick biorącego/biorących udział: Himeji, Shachi
Rodzaj misji: Wyprawa B grupowa
Streszczenie misji: Bohaterki rozglądały się za sposobem opuszczenia kontynentu. Trafiły do starego porciska i statku, który chyba szykował się do odpłynięcia. Zaczęły negocjować z załogą. Czy im się udało i jaki dalszy był bieg historii? Tego się już nie dowiemy.
Link do misji: viewtopic.php?p=233263#p233263
Ilość postów: 3/17 kolejek
Rozpoznawalność po misji*: NIE
Prowincja: -
Wynagrodzenie dla gracza *: idk
Prośba o podwyższenie uprawnień*:
autor: Ichirou
14 sty 2026, o 21:21
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 240
Odsłony: 33710
Nie musiał niczego obiecywać czy przesadnie nagabywać, by Souei uwierzył w opowiedzianą historię i skusił się na ruszenie jej śladem. Fakt, że wierzył w to sam Ichirou jak i pozostali towarzysze był na swój sposób mocnym argumentem, ale prawda jednak była taka, że przecież cała ich grupka mogła się mocno mylić. Może ta cała legenda była tylko wymyślona i powielona przez następnych. Może to, co było do odkrycia, było reliktem przeszłości i dawno już przepadło. Może...
Wszyscy chyba mniej lub bardziej liczyli się z tym ryzykiem. Rozwiązanie zagadki było zupełnie nieznane, ale jednak każdy liczył, że jakieś ono będzie.
- Nie, to dawny temat. Chyba już zapomnieli lub odpuścili... - odparł na pytanie, czy ktoś jeszcze jest zainteresowany wisiorkami. Później poczęstował się suszonym daktylem. Przeżuł go spokojnie, tak samo jak przeżuł w myślach kolejne pytanie Soueia, które już należało do trudniejszych. Matsuda miał ten mafijny sznyt - dość szybko przechodził do konkretów.
- No cóż, tutaj pojawiają się schody... Coś szukałem, ale nie znalazłem za bardzo. Te wskazówki co do Tajemniczego Lasu to najwięcej, co mam w tej chwili. Ale możemy się rozejrzeć. Zresztą, nasi już się rozglądają i to od dłuższego czasu. Yoichi, Akarui... mówią ci coś te imiona? Chyba nie miałeś z nimi do czynienia. Nie są na froncie jak chociażby Kyoushi, ale od paru ładnych lat są oddani sprawie. Zbierają informacje, każdy na swój sposó. Węszą tu i tam... - urwał z lekkim rozbawieniem, ale rozmówca raczej nie mógł wychwycić gry słownej. Raczej nie wiedział, że Yoichi to Inuzuka. Krwawe Pokolenie to chyba był już trochę przeżytek, chociaż cholera wie.
Miał potem zacząć się rozwodzić, że skorzysta z zasobów klanowych, że może inni coś wniosą do sprawy, ale uprzedził go kolejny gość lokalu. Akarui. Nie widział go szmat czasu. Jak się okazało, poczciwy marionetkarz wcale nie przyszedł dla samego towarzystwa czy skorzystania z okazji zwilżenia gardła za darmo.
Ichirou klasnął w dłonie, zdradzając lekkie rozbudzenie i satysfakcję z przyniesionych wieści.
- Jak z nieba mi spadłeś! - oświadczył ukontentowany, zamaszystym gestem ręki zapraszając do zajęcia miejsca przy stole. Potem przedstawił ich sobie w trybie ekspresowym, żeby nie przeciągać nowin przybysza.
- Souei, Akarui. Akarui, Souei.
Wysłuchał potem krótkiego wykładu starego znajomego. Co tu dużo mówić, brzmiało to... mądrze. Ichirou pokiwał głową z pełnym zrozumieniem, a przynajmniej udając pełne zrozumienie, bo pewnie na ten moment z mapą przed sobą wciąż i tak by się nie połapał. Debilem nie był, ale jednak wszelkiego rodzaju zagadki logiczne, matematyczne, kartograficzne, czy jakie tam jeszcze są, nie były jego konikiem. Takie sprawy zawsze dla niego były zbyt nużące i szybko przy nich stracił cierpliwość. Dobrze zatem, że miał od tego ludzi.
- No i jak, brzmi to już lepiej, co nie? - zwrócił się do Soueia, otwartym gestem dłoni wskazując na Akaruia, który trochę wyratował go z opresji i wyjawił, że startują ze znacznie lepszego położenia, niż mogłoby się wydawać. - Z twoimi zdolnościami do zwiadu przeczesalibyśmy Las znacznie szybciej. Zakładam więc, że wybierasz się z nami - odezwał się bardziej twierdząco, niż pytająco. Dał jednak białowłosemu chwilę na odpowiedź.
- Zobaczmy, czy się jeszcze ktoś pojawi. Później przygotujemy wyprawkę i ruszymy do bazy wypadowej. Trzeba pić wodę, gdy źródło jeszcze płynie. Tak się mawia u nas na pustyni - wtrącił na koniec, do Soueia, wyjaśniając regionalne powiedzonko. Chyba w innych stronach świata mówiło się coś o kuciu żelaza.
autor: Ichirou
13 sty 2026, o 22:12
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 240
Odsłony: 33710
Niby nic nie ustalili, a jednak się dogadali. Chyba tak wyglądała ta cała polityka, czyż nie? Trochę czczej gadaniny, z której nic na ten moment nie wyniknęło. Ale nie miało wyniknąć. To jeszcze nie ten czas, nie to miejsce, nie ta okazja. To było tylko zagajanie tematu na temat przyszłych interesów. Obecne spotkanie było zorganizowane w zupełnie innym celu i póki co Ichirou był zorientowany na dokończenie wątku, który ciągnął się za całą ekipą na tyle długo, że pewnie część zdążyła już o nim zapomnieć lub przynajmniej zwątpić w jego realizację. Asahi jednak pamiętał o tym, co ma w posiadaniu, choć moc unikatowych wisiorków była dla niego raczej bezużyteczna. A szkoda.
Potem przyszła pora na męskie sprawy.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim, że Matsuda pojawił się ze wszystkich pierwszy, a w zasadzie chyba jako jedyny nie był w pełni wtajemniczony w całe przedsięwzięcie Klepsydry. Może właśnie dlatego się zjawił, bo nie wiedział, o co chodzi? Inni może nie mieli czasu łazić za bajkowymi historyjkami.
Zanim przeszedł do wyjaśnień, położył na stole pozostałe wisiorki. Był zatem komplet - tak się przynajmniej wydawało, sądząc po ilości podstawowych żywiołów chakry. Zaczął układać je z zainteresowaniem, tworząc z listków coś na kształt kwiatka.
- Cholera wie, ile w tym wszystkim jest prawdy. Trafiłem na jakąś legendę o Mędrcu Sześciu Ścieżek, o jakimś mistycznym drzewie, jego liściach rozrzuconych po świecie celem ukrycia wielkiej mocy. Ale to traktuję akurat jako bajeczkę - stwierdził, kończąc małą układankę. Rzecz jasna nic spektakularnego się nie wydarzyło. To nie mogło być takie łatwe.
- Jestem niemal pewien, że coś się jednak za nimi kryje. Swego czasu nawet kruki się nimi zainteresowały. Innym razem, gdy byliśmy na tropie Antykreatora, dostaliśmy dziwny sygnał, który mógł sugerować, że nasz cel nie jest wcale taki z dupy. Za dużo opowiadać, żeby to wszystko wyjaśniać, ale chodzi mi o to, że coś w tym wszystkim jest - przerwał na chwilę. Skorzystał z pauzy na łyk soku.
- No ale dobra, przechodząc do konkretów. Jest ponoć jedno miejsce, w którym możemy dowiedzieć się prawdy i zrozumieć, co w tym wszystkim chodzi. Biblioteka Oświecenia. Niewiele wiem o tym miejscu oprócz tego, że swego czasu Antykreator tam bywał. Zdobyliśmy pewne wskazówki co do jej lokalizacji. Znajduje się w Tajemniczym Lesie. To tylko tyle i aż tyle - skończył, wzdychając ciężko. Zdawał sobie sprawę, że ta cała opowiastka mogła być dość rozmyta, mało konkretna, no ale tak chyba właśnie wyglądało uganianie się za legendami. Tak czy inaczej, poszlaka była jedna i należało w końcu ją sprawdzić i albo rozwikłać zagadkę wisiorków, albo włożyć ich legendę między bajki.
autor: Ichirou
11 sty 2026, o 12:49
Forum: Kaigan
Temat: Stare porcisko
Odpowiedzi: 7
Odsłony: 950
Wyprawa rangi B
Himeji, Shachi
3/17 Sytuacja w starym porcisku utknęła w impasie na kilka dłuższych chwil. Shachi chętnie podłapywała każdy temat, szukając furtki do wciśnięcia się na podkład, dwóch drabów agresywnie okazywało niechęć, Himeji jak najprawdziwsza syrena koiła marynarzy swoim głosem, z kolei siwy kapitan był w coraz większej rozterce, chcąc połapać się w sytuacji i znaleźć jej sensowne rozwiązanie. A nad tym wszystkim (dosłownie i w przenośni) stał drugi dziadek o lwiej grzywie, którego rola w całym tym przedsięwzięciu była najmniej jasna, jednak na pewno istotna.
Genzo pokręcił przecząco głową na pytanie, czy porcisko jest ich własnością i ograniczył się od dalszych dygresji. Chyba ponaglenie przez starca na statku zadziałało.
- Cóż, prawdę mówiąc, to wszystkie role w załodze mamy obsadzone, choć przyznam, że wyglądacie dość poważnie... - stwierdził, drapiąc się intensywnie po brodzie, sygnalizując intensywne myślenie. Na koniec zerknął sugestywnie na wielkie mieczysko Shachi, które z pewnością budziło respekt i zdradzało profesję właścicielki.
- No bez jaj, baby na pokładzie to pech gwarantowany. Po co wam one? - wtrącił się drugi z drabów, który do tej pory się nie odzywał. Chyba chciał szybko przeciągnąć na stronę kapitana, widząc, że ten jest w sporym dylemacie i rozważa wszelkie opcje.
- Mamy czwarty wiek, no błagam. Kto by wierzył w te zabobony? - odpowiedział mu z rozbawieniem od razu kapitan, nie dając się zbić tropu. W jego tonie było sporo kpiny. Wrócił szybko do namysłów, zerknął to na dwie morskie zjawy, potem na duet drabów, potem znowu na baby, potem znowu na chłopów... Parę sekund później chyba na coś wpadł. Przeniósł wtedy wzrok w stronę statku z psią głową na dziobie, gdzie wciąż stał mężczyzna o majestatycznej grzywie. Uśmiechnął się do niego, ale nic nie odpowiedział. Tak, jakby dogadywali się bez słów. Starzec na statku bowiem wtedy skinął głową wymownie i obwieścił zgromadzonym swoje postanowienie.
- A więc... czas na zakład - zaczął enigmatycznie, po czym klasnął w dłonie z ekscytacją. Dotychczas był raczej spokojny, co najwyżej lekko znudzony lub poirytowany zbędną zwłoką, jednak hasło o zakładzie wzbudziło w nim jakąś dziwną ekscytację.
A potem to ten drugi na dole - czyli kapitan Genzo - zaczął wyjaśniać szczegóły.
- Rozstrzygniemy to w klasyczny sposób. Szybki sparing, jeden na jeden. Zobaczymy, kto się lepiej nada jako ochroniarz, hehe. Każda strona wystawia jedną osobę i robimy szybki pojedynek, ale bez poważnych obrażeń ma się rozumieć. Szanowne panie, jeśli wygracie, zapraszam na pokład. Panowie, jeśli wygracie, zachowujecie swoją rolę i podnoszę wam wynagrodzenie. To co, co wy na to? - zapytał zadziornie, szczerząc się szeroko, eksponując odrobinę niekompletne uzębienie. Spojrzał wymownie to na jedną, to na drugą stronę sporu.
- No to szykuj kasę, dziadku - odezwał się pewny siebie osiłek, trzymający wciąż dłoń na ostrzu przy pasie. Zrobił krok do przodu, a jego postawa jak i twarz emanowały ogromną pewnością siebie.
Teraz piłeczka była po stronie bab wodnych.
Reszta pracowników w tym czasie jeszcze bardziej zwolniła lub wstrzymała swoje prace. Co ciekawe, gdyby spojrzeć na pokład cumującego obok statku, pan o lwiej grzywie zaczął robić jakieś notatki, ustalać coś z pobliskimi marynarzami, przeliczać monety... Ktoś mający choćby minimalne pojęcie o hazardzie mógłby jasno wywnioskować, że na statku właśnie trwa obstawiane potencjalnego starcia, choć rękawica po jednej stronie konfliktu jeszcze nie została podjęta.
W przypadku podjęcia tej rękawicy, Genzo miał rozstawić walczących parę metrów przed sobą i ogłosić start.
W przypadku podjęcia się wyzwania proszę o wybraną osobę o jakąś wstępną taktykę na początek walki.
autor: Ichirou
11 sty 2026, o 12:00
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 240
Odsłony: 33710
Westchnął ciężko, niemal teatralnie, kiedy białowłosy okazał się bardziej wybredny, niż można było się tego spodziewać. W ich przypadku normalność oznaczała zupełnie różne rzeczy. Ichirou co prawda z jabłkiem czy gruszką miał styczność nie raz, bo w końcu bywał w różnych stronach świata, jednak na co dzień owoce to były dla niego... egzotyczne tak samo jak kokos czy ananas dla Soueia.
- Będzie z melona - odpowiedział stanowczo, nie dając już pola do wyboru. Nie miał niczego normalniejszego dla przybysza z Shigashi. Sok z melona wydawał mu się trochę bardziej neutralny od pozostałych na stanie. W ostateczności była jeszcze woda jak dla wielbłąda.
Wrócił do stołu, wysłuchując dalszych wieści o mafii. Nie było może szczegółów, bo sam Souei ze względu na dłuższy pobyt pustyni nie był w nie wtajemniczony, ale kurs działań Akiyamy był nakreślony. Trzeba przyznać, że ten był on nieco zaskakujący.
- No proszę. Z cienia prosto na świecznik. Całkiem odważna ta Hibiki. Tylko jak chce zapanować nad opinią publiczną? Wcale nie tak łatwo o przychylność ludu. Coś o tym wiem... - wtrącił z grymasem na twarzy. Doszedł jednak szybko do refleksji, że trudno porównać obie prowincje - zupełnie inny klimat polityczny, zupełnie inne problemy. Wrócił więc szybko na tory dyskusji.
Propozycja była jednak ciekawa. Kupiecka osada odgrywała istotną rolę na całym kontynencie. Dotychczasowe relacje były raczej jako-takie. Niby dobre, ale nic specjalnego i raczej na tych samych zasadach jak pozostałe regiony. Z Hibiki u władzy była szansa na bliższy sojusz. I trzeba przyznać, w obliczu obecnego nieurodzaju na Wydmach żaden grosz nie śmierdział.
Podumał chwilę lub dwie, sącząc przy tym sok z granata, by wreszcie wygłosić dość stonowaną deklarację.
- Rozważę, rozważę. Jak mniemam, należałoby się z nią znowu spotkać i pogadać o szczegółach. Jak będziesz miał okazję, możesz przekazać moje wstępne zainteresowanie. - Nie zamierzał na dzień dobry ujawniać większego zaintrygowania sprawą. Podpalanie się przy politykowaniu było absolutnym błędem, ale był jak najbardziej skłonny pociągnąć dalej temat potencjalnego sojuszu. Trochę czasu już zresztą minęło, odkąd objął stołek lidera. Wypadało zrobić coś konkretniejszego, a nie tylko zajmować bieżącymi sprawami i podpisywać się pod megalomańskimi zapędami rządów Jou, które chyba coraz mniej podobały się ogłówi.
Temat mafijny był chyba zamknięty - przynajmniej na ten moment. Ichirou przeszedł potem do paru luźnych dygresji, nawijając o tym i tamtym, czyli w sumie o niczym szczególnym. W pewnym momencie wrócił jednak do spraw ważniejszych. Bez zapowiedzi wyłożył wtedy dość charakterystyczny wisiorek w kształcie płatka w kolorze ognistej czerwieni.
- Kyoushi mnie ostatnio odwiedził, a raczej zostawił mały liścik. Chyba znowu coś go pochłonęło, ale zostawił to nam, żebyśmy mieli komplet do planowanej wycieczki - wyjaśnił, zdradzając tym samym cel zebrania Klepsydry. Nie wspomniał bowiem wcześniej o zamiarze wyruszenia w wyprawę, a taki był właśnie zamiar obecnego spotkania.
autor: Ichirou
9 sty 2026, o 09:50
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 240
Odsłony: 33710
Ichirou siedział spokojnie przy jednym ze stolików, w najlepszym miejscu lokalu - z widokiem na wejście i okna wychodzące na główną uliczkę wioski. Nie spodziewał się tłumów, ale przynajmniej chciał widzieć, kto przybywa. Lokal jak na te małą wioskę był przyzwoity, choć rzecz jasna jak na jego gust trochę za skromny. Nie było jednak lepszej opcji. Przynajmniej tyle, że było czysto, spokojnie i bez zbędnego rozgłosu.
Gdy drzwi otworzyły się i do środka wszedł Souei, Ichirou uniósł lekko brew, ale szybko na jego twarzy pojawił się dyskretny uśmiech. Pierwszy gość (i oby nie ostatni...). Podniósł się z miejsca, by przywitać przybyłego, po czym wskazał mu miejsce przy dużym stole.
- Jak twój pobyt na pustyni? Zatęskniłeś bardziej za prowadzeniem knajpy czy eliminowaniem wrogów Akiyamy? - rzucił swobodnie na początek. Przypuszczał, że dla Matsudy - doświadczonego, mafijnego zakapiora - ubijanie wrogiej organizacji było równie rutynowe co gotowanie zupy w Fugu.
- Czego się napijesz? Jest woda kokosowa, sok z granata, mleko wielbłąda, daktylówka... - kontynuował, wymieniając mniej lub bardziej egzotyczne i lokalne napoje, póki białowłosy nie wybrał dla siebie czegoś dobrego. A potem spełnił jego życzenie, zahaczając o bar, by później postawić na blacie butelkę i odpowiednie naczynie do wybranego napoju.
- Och, a to ciekawe. Bo ja miałem w zamiarze ruszyć sprawę Klepsydry i zebrać ekipę wypadową... No ale o tym może później. Skoro nie ma jeszcze innych, możesz spokojnie wyłożyć, co tam masz dla mnie... - odparł spokojnie, zasiadając ponownie na swoim miejscu. Spodziewał się, że Soueiowi chodziło o jakieś mafijne sprawy, więc na ten moment kameralna atmosfera była odpowiednia, by w cztery oczy omówić lub przynajmniej zacząć ten temat.
Sam sączył sok z granata i raz na jakiś czas raczył się wystawionymi na stole przekąskami, jak suszone daktyle i inne regionalne przysmaki. Wewnątrz lokalu panowała spokojna, wręcz leniwa atmosfera. Nawet dla kogoś tak lubiącego tłumy i przepych jak Ichirou była to całkiem miła, chwilowa odskoczenia na wzięcie oddechu.
autor: Ichirou
8 sty 2026, o 19:50
Forum: Atsui
Temat: Wioska przy rzece Asahi
Odpowiedzi: 240
Odsłony: 33710
Kiedy uznał porę za odpowiednią, spróbował skontaktować się z każdym ze znajomych z Klepsydry. Nie przetrzepał może kontynentu do góry nogami, ale posłał jakiś liścik, popytał gdzie trzeba, dal znać o swoim zaproszeniu. O ile nikt nie zapadł się akurat pod ziemię, zaproszenie powinno raczej dotrzeć. Ichirou i tak nie spodziewał się kompletu ekipy. To było wręcz niemożliwe, biorąc pod uwagę, jak bardzo różnymi ludźmi byli, jak bardzo różniły się ich funkcje, codzienne sprawy, czy miejsce zamieszkania. Dał im jednak trochę czasu i szansę, więc jeżeli ktokolwiek miał czas i chęć, mógł wziąć udział w planowanym przedsięwzięciu. A jeżeli nie, to trudno i tyle. Asahi nie zamierzał układać się pod każdego, a przeciąganie sprawy w nieskończoność nie miało sensu. Nawet i solo ruszyłby ku realizacji dawnego marzenia, a zaproszenie do współudziału traktował jako formę szacunku.
Zebranie ludzi w wiosce nazwanej na jego cześć może nie było czymś zaskakującym, ale przynajmniej odrobinę łechtało ego bohatera pustyni i podsumowywało jego wkład w dokonania regionu. Była to wyraźnie mniejsza osada od samej stolicy, więc sławny Sabaku mógł opędzić się tu od tłumów, ale przy tym było blisko Kinkotsu i miejsca jego codziennego urzędowania i pełnienia obowiązków lidera. Nie można było więc zarzucić, ze wybór miejsca spotkania był wyłącznie dla szpanu.
Wybrał najlepszy lokal w tym miejscu i wynajął na wyłączność na cały dzień lub na tyle dni, ile było to potrzebne, jeżeli pojawiliby się jacyś przyjezdni i potrzebowali noclegu na dłużej. Miał dylemat, czy pojawić się pierwszy - jako dobry gospodarz, czy jako ostatni - jako gwiazda wieczoru, jednak wybrał tę pierwszą opcję. Nie wiedział, na ile osób może liczyć (a co do niektórych miał już pewne podejrzenia), ale nie narzucał sobie jakichś nadziei i oczekiwań. Ile będzie, tyle będzie.
No chyba, że nie pojawi się nikt, to wtedy rozwiązuje te klepę w pierony i sam se idzie dalej w przygodę.
autor: Ichirou
8 sty 2026, o 19:32
Forum: Domy mieszkalne
Temat: Rezydencja Ichirou
Odpowiedzi: 123
Odsłony: 31715
Kolejny dzień politykowania i radzenia sobie z problemami pustyni, który utwierdzał tylko w przekonaniu, że funkcja lidera klanu wcale nie jest taka cudowna i bywa bardziej uciążliwa niż satysfakcjonująca. Ale nie o tym teraz.
Ważniejsze w tym dniu to, co czekało na niego w domu. Ot, kawałek biżuterii, który na pozór nie wyróżniał się szczególnie niczym ponad to, co było w posiadaniu Ichirou, czy co można było nabyć w lokalu piętro niżej. Tak naprawdę jednak krył w sobie coś więcej, co wiedział wtajemniczony krąg znajomych. Oprócz tego notatka, trochę enigmatyczna, ale nawiązanie do pijaństwa potwierdzało podpis autora. Kyoushi zostawił kolegom element klucza, najwyraźniej samemu planując w najbliższym czasie jakieś inne rzeczy. Zebranie całej grupy w jednym miejscu było nie lada wyzwaniem, biorąc pod uwagę że byli zbieraniną z całego świata, gdzie większość na swoim terenie odgrywała istotne role, więc podarunek był dość wymowny i oznaczał zgodę na popchnięcie wspólnej sprawy naprzód.
Przez kolejne dni czy nawet tygodnie skupił się na tym, by nadać rytm wszystkim ważnym klanowym sprawom. Planował jeszcze jedną, małą nieobecność, by dokończyć klepsydrowy cel. W związku z tym odezwał się do wszystkich znajomych, o ile było to rzecz jasna możliwe, by chętni wkrótce stawili się na jego zaproszenie.
[zt]
autor: Ichirou
6 sty 2026, o 23:26
Forum: Kinkotsu (Osada Rodu Sabaku i Maji)
Temat: Plac treningowy
Odpowiedzi: 66
Odsłony: 11986
Przez kilka, może kilkanaście dni w przerwach od obowiązków i dla rozwiania rutyny pojawiał się na placu treningowym, gdzie rezerwował sobie prywatnie niedużą, odizolowaną od głównego placu salkę, w której mógł popracować w spokoju i bez gapiów. Mimo pozycji Shirei-kana i rangi Seinina nie chciał zatrzymywać się w rozwoju. W przeciwieństwie od poprzednika, nie zamierzał zapuszczać korzeni na fotelu lidera, lecz wciąż aktywnie pełnić rolę shinobi.