Znaleziono 3386 wyników
Wyszukiwanie zaawansowane
autor: Papyrus
5 mar 2026, o 13:54
Forum: Osada Ryuzaku no Taki
Temat: Warsztat Kunisaku
Odpowiedzi: 43
Odsłony: 2682
Post Fabularny - Kunisaku Nizan
Rok 396
Shima nabrała powietrza, by odpowiedzieć Nizanowi - by wreszcie wyrzucić z siebie, że nie zmyśla, że to wszystko, co mówi, jest prawdziwe i realne. Ale tłumaczyć coś Nizanowi to jak grać w szachy z gołębiem - zrzuci figury, narobi na szachownicę i z triumfem odleci, przekonany, że wygrał.
Tym razem jednak nie ciągnął tematu. Przynajmniej nie próbował jej już uciszać.
- I myślisz, że mówienie o tym, że Cesarstwo może tu wkroczyć, mnie uspokaja? - jej głos zadrżał, ale nie ze strachu tylko z gniewu. - Mówię ci tylko, że będzie ciężko. Że będzie niebezpiecznie. I że chcę, żebyś był przy mnie, bo tylko wtedy czuję się bezpieczna. To, że nie traktujesz poważnie walk z Kaminari, nie znaczy, że one nie są poważne. Boję się, Nizan. A to, że mówisz, że nie chcesz iść na Pustynię… Nie wierzę ci. Cały czas o tym mówisz. Takane to może być tylko pretekst. Albo wygodna zasłona dymna…
W jej głosie brzmiała złość, ale i rozpacz. Wyrzucała z siebie słowa, które w innych okolicznościach ugrzęzłyby jej w gardle. Ale teraz wszystko się w niej gotowało. Czuła się osaczona, zmuszona do decyzji, na którą nie była gotowa. A Nizan - jakby nie rozumiał, że potrzebuje czasu. Że nie wszystko da się rozstrzygnąć w jednej rozmowie.
Zasypywał ją kolejnymi propozycjami, a ona już miała odpowiedzieć, gdy nagle powietrze przeciął przeraźliwy, wysoki krzyk.
Krzyk ich dziecka.
Shima zerwała się jak rażona piorunem. Nizan ruszył tuż za nią – szybszy i zwinniejszy. Wypadli z kuźni, serca dudniły im w piersiach. Nie musieli długo szukać. To, co zobaczyli, zmroziło im krew w żyłach.
Dziewczynka biegła w ich stronę, potykając się o własne nogi. Jej drobne ciało było całe pokryte czymś czerwonym - farbą? Ciecz spływała z czubka głowy, zalewała twarz, przesiąkała sukienkę, kapała z rękawów i rączek. Przez ułamek sekundy Shima miała nadzieję, że to tylko dziecięca zabawa, że może przewróciła się w warsztacie, że to tylko barwnik…
Ale wtedy Nizan zmarszczył brwi. Pochylił się, wciągnął powietrze nosem.
To nie była farba.
To była krew.
Dziewczynka płakała, szlochając spazmatycznie, i rzuciła się w ramiona Shimy. Jej słowa były niezrozumiałe, urywane, jakby język nie nadążał za przerażeniem. Shima tuliła ją mocno, próbując zetrzeć krew z jej twarzy, zrozumieć, czy to jej własna, czy cudza. Oczy miała szeroko otwarte, dłonie drżały, ale działała - instynktownie, bez wahania.
Nizan już widział, że dziewczynka porusza się bez trudu. Że nie kuleje, nie trzyma się za brzuch, nie krzywi z bólu. Nie była ranna.
Ale była oblana krwią. Od stóp do głów.
autor: Papyrus
4 mar 2026, o 21:01
Forum: Osada Ryuzaku no Taki
Temat: Warsztat Kunisaku
Odpowiedzi: 43
Odsłony: 2682
Post Fabularny - Kunisaku Nizan
Rok 396
Z Takane Nizan ustalił jeszcze trochę szczegółów. Przed wyruszeniem, oczywiście, będzie musiał się do niej zgłosić, ale na razie był wolny. Cóż, po ustaleniu wszystkiego z zarządcą budynku. Jutro mieli rozpocząć pracę.
W domu Shima akurat myła naczynia, kiedy Nizan wszystko tłumaczył. Arata stała obok, pomagała je wycierać i nuciła pod nosem coś, co było jakąś rymowanką niezrozumiałą dla osoby pochodzącej z Antai oraz z Pustyni.
Mężczyzna, przy tym wszystkim, natychmiast zauważył, że kobieta się napięła, ale nie przerywała mu. Dopiero kiedy skończył, spokojnie domyła naczynia, po czym oddała ostatni talerz Aracie i uśmiechnęła się do córki.
- Pójdziesz się pobawić na dworze? - zapytała dziewczynkę, która wyraźnie chciała wyjść i wystrzeliła, żeby pobiec na zewnątrz, biorąc ze sobą kota i lalkę. Wcześniej coś mówiła, że chciała wyjść się pobawić, dlatego Shima dała radę pozbyć się jej chwilowo z domu dość szybko.
Shima za to wytarła rękę w ścierkę i odwróciła się do męża, patrząc na niego. Na jej twarzy malował się nieukrywany strach i niepokój, a jej całe ciało było spięte. Była gotowa do kłótni.
- Chyba nas teraz tutaj samych nie zostawisz? - powiedziała, a głos jedynie trochę jej drżał. - Ryuzaku ruszyło na wojnę. Z ludem, z którego pochodzę. Już nie tylko na Cesarstwo będą patrzeć, jak na obcych. Co jak przyjdą i zrobią krzywdę mnie lub Aracie? Co jeżeli spalą nasz dom? Co jeżeli ci Uchiha tam na froncie przegrają i wojna przyjdzie tutaj? Nie… nie czuję się komfortowo z tym, żebyś teraz nas zostawiał.
autor: Papyrus
3 mar 2026, o 15:19
Forum: Osada Ryuzaku no Taki
Temat: Siedziba władzy
Odpowiedzi: 198
Odsłony: 33631
Post Fabularny - Kunisaku Nizan
Rok 396
Takane przez chwilę nie odpowiedziała. Nie dlatego, że nie miała odpowiedzi. Ona dokładnie wiedziała, jak chciała odpowiedzieć, zanim jeszcze Nizan otworzył usta. A kiedy Nizan powiedział: „Pani już wie”, nawet nie drgnęła.
- To bardzo wygodne założenie - odezwała się w końcu cicho. - Że „pewnie już wiem”. Wygodne dla ludzi, którzy nie chcą mówić. I dla tych, którzy wolą, żebym zgadywała. Nizan-san, ma pan rację co do jednego. Uchodźcy z pustyni powiedzą mi tyle, ile będą mogli powiedzieć komuś, kto płaci i pyta wprost. Czyli: mało. A jeśli powiedzą więcej, to znaczy, że ktoś chce, żebym to usłyszała.
Dopiero gdy rzucił propozycję: „z Pani upoważnieniem”, „osobiście sprawdzić prototypy”, „dogadać umowę”, Takane położyła dłoń na stole. Nie mocno. Wystarczająco, by zatrzymać rozmowę w miejscu, w którym przestawała być luźna.
- Upoważnienie - powtórzyła, smakując słowo.
Spojrzała na niego z tą irytującą dla większości ludzi pewnością, że już widzi konsekwencje.
- Jeśli pojedzie pan na pustynię jako „ja”, każda pańska decyzja będzie moją decyzją. Każde ustępstwo - moją słabością. Każda obietnica - moim długiem.
Pauza.
- A ja nie lubię długów, których nie podpisuję własną ręką. Ma pan jednak rację w jednym - dodała. - Korespondencja to najwolniejszy sposób prowadzenia wojny. I najłatwiejszy sposób jej sabotowania.
Przesunęła palcem po blacie - drobnym ruchem, który u niej zawsze oznaczał decyzję.
- Jedzie pan na pustynię. Rozmawia pan z Ayatsuri Sayuri albo z kimś, kto realnie mówi dziś w jej imieniu. Ale nie jedzie pan negocjować umowy. Jedzie pan zebrać stan faktyczny: kto kontroluje produkcję, kto kontroluje dostęp i kto kontroluje ludzi.
- Upoważnienie dostanie pan ograniczone. Mandat do rozmów i oceny - nie do podpisów. Warunki przywozi pan do mnie. Ja decyduję, co kupuję.
Na koniec spojrzała na niego tak, jak patrzy się na zamkniętą księgę rachunkową.
- Wróci pan z odpowiedzią na trzy pytania: Czy Ayatsuri Sayuri nadal kontroluje projekt, czy tylko firmuje go nazwiskiem. Czy nastąpiły przeszkody w dalszym projektowaniu prototypów. Oraz czy Kaguya jest dla Ayatsuri problemem politycznym… czy logistycznym.
Odchyliła się na krześle.
- Chcę jednak mieć całkowitą pewność, że budowa tutaj będzie nieprzerwana i pańska nieobecność nie sprawi problemów. Siedziba Władzy i remont jest sprawą najwyższego priorytetu i będzie on na językach wszystkich w mieście. Zanim pan się zdecyduje wyruszyć, proszę przemyśleć, czy jest pan gotów do zapewniania wszystkiego, co jest niezbędne, żeby projekt okazał się sukcesem. Bo jeżeli chodzi o cenę, w porządku, mamy konkret. Można zaczynać jak tylko umówi się pan z zarządcą budynku. Materiałami również zajmuje się pan. Ufam profesjonaliście.
autor: Papyrus
2 mar 2026, o 18:42
Forum: Osada Ryuzaku no Taki
Temat: Siedziba władzy
Odpowiedzi: 198
Odsłony: 33631
Post Fabularny - Kunisaku Nizan
Rok 396
Takane nijak nie podchwyciła zaczepki Nizana, prawdopodobnie wcale jej nie zauważając, że jej się w jakikolwiek sposób podstawił. Wydawała się być nieco zainteresowana pomysłem na biznes Nizana, ale nie był to temat wystarczająco interesujący, żeby ją oderwać od tego najważniejszego. Znając ją, jednak, Nizan mógł się spodziewać, że wyciągnie to w najmniej spodziewanym momencie.
Sprawa Sayuri była ważniejsza.
- Mnie też się to nie podoba. Sprawa uchodźców z Pustyni również. Są tam przewroty, a ja dostaję wyłącznie plotki o terrorystach i problemach z Kaguya, co zajęli domenę Ayatsuri. I ja rozumiem, że mają oni swoje problemy, ale nie tak jesteśmy umówieni. Mamy umowę, płacę krocie za te plany. Jestem bardzo zainteresowana poznaniem prawdy, a nie wypada mi wypytywać. Za to tobie, Nizan-san… jak pan wie, za informację płacę również dużo. Nie tak dużo jak namacany przedmiot, którym mogę wzmocnić naszą armię… Bo jeżeli pan, Nizan-san, jest mi w stanie zaproponować coś w zamian teraz, to zamieniam się w słuch.
Wyraźnie dowiedzenie się czegokolwiek zależało od samego Nizana. Ale pojawiło się coś, co mogłoby go potencjalnie zainteresować. Jeżeli by się tego podjął.
Następnie jednak przeszli do planów ogrzewania, które zamówili Możni, aby było im ciepło w nóżki i nie tylko. Kobieta wysłuchała Nizana, wyglądając zupełnie tak, jakby rozumiała to co mówi. Nie wydawała się w żaden sposób znudzona. Wprost przeciwnie. Jednak w pewnym momencie zawiesiła wzrok na rysunku małego kotka na planach i uniosła brwi… ale nie skomentowała.
- Rozumiem. To pan jest specjalistą. Ile to będzie kosztować i jak długo zajmie? - zapytała wprost.
autor: Papyrus
1 mar 2026, o 18:42
Forum: Osada Ryuzaku no Taki
Temat: Siedziba władzy
Odpowiedzi: 198
Odsłony: 33631
Post Fabularny - Kunisaku Nizan
Rok 396
Siedziba władzy Ryuzaku wyrastała ponad miasto. Rozległy kompleks otoczony murami i bramami, złożony z wielu skrzydeł o stromych, warstwowych dachach. Z daleka wyglądał jak miniaturowe miasto w mieście: tarasy, dziedzińce, przejścia, ganki i wieże strażnicze tworzyły układ, w którym łatwo się zgubić bez przewodnika.
Budynek wykonano w dużej mierze z prostych materiałów - drewna, kamiennych bloków i szkła - całość prezentowała się bogato przez samą jakość wykonania. Urok był w perfekcji detalu: równe łączenia, wypolerowane belki, dopasowane okucia, czyste linie zdobień. Z zewnątrz dominowała stonowana elegancja, a wewnątrz porządek i estetyka. Posadzki były gładkie i nieskazitelnie czyste, jakby brud nie miał prawa przekroczyć progu siedziby Rady Możnych. Ściany wyłożone były przeróżnymi gatunkami drewna, co dawało wrażenie lekkiego chaosu, ale kontrolowanego, zamierzonego, jakby różnorodność była symbolem zasobów i wpływów.
Nizan, zjawił się na czas i na czas został zaprowadzony do jednego z gabinetów. Długie, bogate korytarze, pięknie wykonane podłogi. Oceniał to wcześniej, ale jeszcze raz na pewno przyszło mu do głowy, że robota tutaj nie tylko zajmie całą wieczność, ale też będzie irytująca i precyzyjna. Za to na pewno jego rodzina będzie miała co jeść przez bardzo dużo czasu.
Wiedział, gdzie był prowadzony. Gabinet Takane Chieko znajdował się w środku jednego ze skrzydeł, wśród innych gabinetów Radnych. Mimo, że dość daleko musieli dojsć, nie minęli żadnego innego Radnego, ale wielu urzędników i kilku petentów do innych Możnych. W końcu jednak wpuszczono go do gabinetu.
Gabinet Takane Chieko nie uderzał przepychem. Był w nim perfekcyjny ład, który od razu porządkował myśli. Drzwi były jednoskrzydłowe, cięższe niż przeciętne w budynku, z prostym okuciem i dyskretnym znakiem jej klanu. Po wejściu czuło się zapach czystego drewna i atramentu - bez kadzideł, bez perfum, jakby nawet powietrze musiało pozostać neutralne.
Kolorystyka była chłodna: głębokie szarości, stonowane zielenie i przygaszone złoto, które pojawiało się tylko w detalach. Ściany wyłożono drewnem, a wszystko dobrano tak, by nic nie rozpraszało. Jedno większe okno, wysoko osadzone, wpuszczało światło, aby nie trzeba było używać lamp w czasie dnia.
Centralnym punktem było biurko: solidne, z ciemnego drewna, o blacie niemal ascetycznie pustym. Zawsze leżały na nim tylko trzy rzeczy: pióro, kałamarz i stos uporządkowanych dokumentów spiętych drewnianymi klamrami. Reszta znikała w szufladach i w płytkich skrytkach, których nie dało się dostrzec na pierwszy rzut oka. Nad biurkiem nie wisiały krzykliwe obrazy, znajdowała się tam tylko płaskorzeźba przedstawiająca sowę, a obok prosta półka z kilkoma zwojami: kodeksami cechowymi, taryfami portowymi, rejestrami długów.
Przy jednej ze ścian stała niska gablota z przedmiotami, które wyglądały jak pamiątki. Leżała tam mała figurka wojownika w hełmie bez twarzy, obok kamień do ostrzenia, a także gałązka oliwna zasuszona w lakierowanej ramce. W rogu gabinetu rosła żywa roślina w ciężkiej donicy.
Miejsce dla gości ustawiono nieprzypadkowo. Dwa krzesła stały naprzeciw biurka, ale minimalnie pod kątem, tak by rozmówca nie czuł się przesłuchiwany, a jednocześnie nie mógł przyjąć pozycji całkowicie swobodne.
Takane Chieko, kobieta w trudnym do określenia wieku, o brązowych, kunsztownie spiętych włosach i jasnych oczach, w bogatym stroju, zdradzającym jej pozycję, siedziała za swoim biurkiem. Kiedy drzwi za Nizanem się zamknęły, skinęła do niego dłonią i wskazała na krzesło dla gościa.
- Kunisaku-san, miło pana zobaczyć. Mam nadzieję, że żona i córka mają się dobrze - zaczęła Chieko. Niestety, nie miała zamiaru zbyt długo rozmawiać o rzeczach, które jej w tej chwili nie interesowały i przeszła do interesów. - Od dłuższego czasu nie dostałam żadnego prototypu z Pustyni. Czyżby skończyła się inwencja twórcza? Wysyłamy wojska na wojnę z Północą i zdołałam wyposażyć część wojsk w niektóre z tych ciekawych innowacyjnych drobiazgów, ale potrzeba nam ich więcej. Czy Sayuri-sama się kontaktowała?
autor: Papyrus
25 lut 2026, o 07:51
Forum: Urlopy graczy
Temat: Admin Fabularny
Odpowiedzi: 9
Odsłony: 4458
Imię i nazwisko postaci: Papyrus - Administrator Fabularny/ Hiromi
Okres nieobecności: Sobota 28.02
Powód: Wyjazd służbowy. Będe, ale mogę później odpowiadać.
autor: Papyrus
17 lut 2026, o 12:25
Forum: Pomysły
Temat: Jaki model upływu czasu fabularnego na forum uważasz za najlepszy?
Odpowiedzi: 10
Odsłony: 724
Ogólnie według regulaminu opcja C jest w mocy. Zmiany są elastyczne - chociaż obecnie ustawione na tempo 2 lata fabularne to jeden rok w życiu. Dlaczego tak się stało? W 2023 roku zatrzymaliśmy czas dla Forum, ponieważ za szybko płynął i nie można było dobrze się wbić w wydarzenia. W lipcu 2025 - po dwóch i pół roku - czas znów został przywrócony do tempa 2 lata fabularne na rok zwykły - aby przez jakiś czas nadgonić (ogłoszone na czacie, powinno być w poście).
Dlaczego? Wydarzenia muszą się uklepać, uleżeć, musi minąć jakiś czas pomiędzy nimi. Inaczej jest bardzo trudno wprowadzić jakiekolwiek prawdziwe zmiany, bo wciąż jesteśmy w tym samym czasie. Dla dobra fabuły uważam, że czas płynie z odpowiednią szybkością obecnie. Są wojny, są różne sprawy, które potrzebują przygotowania, postacie powinny dorastać.
Nie jestem przekonana do wersji 1 do 1. Uważam, że będzie się ciągnęło. Że zanim dojdziemy do jakiegoś rozsądnego punktu, minie mnóstwo czasu. I bardzo długo zastanawiałam się nad tą sprawą - oraz nadal nie jestem pewna, co do tej decyzji.
Ale na razie macie 1:1, bo wiele osób chce i rozumiem dlaczego. Nie cofamy lata, będzie trwało do jesieni zwykłej. Możecie potrwać jeszcze w wiośnie, jak jesteście. Przenieście się, kiedy stosowne.
W każdej chwili jednak - ze stosownym wyprzedzeniem - mogę dać znać, że zmieniamy rok, porę roku.
autor: Papyrus
10 lut 2026, o 22:11
Forum: Strefa ZMG
Temat: Ryuzaku no Taki - Fabuła
Odpowiedzi: 0
Odsłony: 162
Siedziba Uchiha w Hachimantai
Lato 396
Noc była jeszcze młoda, ale w domu rodziny Uchiha z Hachimantai, już od dawna panował ruch, który nie miał nic wspólnego z codziennym życiem. Kamienne latarnie zapalano jedną po drugiej, aż dziedziniec spowity dotąd cieniem rozjaśnił się ciepłym, złotawym światłem. Ich blask odbijał się w polerowanych płytach kamiennych i w lakierowanym drewnie kolumn, nadając miejscu niemal świątynny charakter.
Zgromadzenie klanowe odbywało się w najstarszym budynku kompleksu, wzniesionym jeszcze w czasach, gdy klan Uchiha był jeszcze bardzo młody. Wysokie sufity wspierały masywne belki, nadpalone symbolicznie ogniem podczas dawnych ceremonii. Na ścianach wisiały chorągwie z wachlarzem klanu, a między nimi zwoje z imionami poległych z całego klanu, nie tylko z rodziny, która tu mieszkała. Zwoje te były jednym ze skarbów, które wywiózł z Kotei Sugiyama Kuroyami - mężczyzna, który cenił ludzi, bogactwo i tradycję niemal tak samo mocni.
Sala została przygotowana z bezwzględną precyzją.
Na podwyższeniu, na wprost wejścia, ustawiono długą, niską platformę dla starszyzny i dowództwa. Najbliżej środka znajdowało się miejsce Shirei-kana, za nim miejsca doradców, protektorów i weteranów. Im dalej od podestu, tym niższa ranga: boczne rzędy dla oficerów - Kogo klanu Uchiha, dalej dla wybranych, zaproszonych Sentoki.
Na samym środku sali pozostawiono pustą przestrzeń. Kamień w tym miejscu był jaśniejszy. To tutaj mieli uklęknąć i zasiąść ci, którzy chcieli wypowiedzieć się przed Shirei-kanem i całyk klanem Uchiha. Dziś również miało to nastąpić.
W powietrzu unosił się zapach kadzideł zmieszany z chłodem kamienia. Rozmowy stopniowo milkły. Starsi Uchiha zajmowali swoje miejsca bez pośpiechu. Uchiha Masahiro już był, siedział wyprostowany, poważny, patrzący na swoich ludzi. Wokół niego siedzieli zaufani i ważniejsi shinobi klanu - tacy, których zdanie miało ogromną wagę. Oczywiście, był to Sugiyama Kuroyami, wyprostowany, szeroki w barkach i ze swoimi tak charakterystycznymi wąsami. Siedział po prawej stronie Masahiro. Po lewej stronie Shirei-kana siedział staruszek - Seiki - łagodny i postępowy, zawsze stawiający na dobre stosunki z innymi klanami, szczególnie z klanem Senju, co nigdy nie spotykało się poparciem. Brakowało Uchiha Kurou - doskonałego genusera, który zasiadał w radzie klanu poprzednio, ale zrezygnował i teraz był w rzędzie z innymi Kogo. Brakowało też Yaseichiego zza Muru, reprezentanta Gazo - zmarł niedawno. Jednak w ogóle brakowało reprezentanta Gazo wśród starszyzny, co zostało zauważone. Szepty między sobą to potwierdzały.
Było za to dwóch nowych członków Rady. Uchiha Harida, twardy mężczyzna z Hachimantai - ten, do w którego domu spotykano się i którego rodzina od lat była shinobimi na tej ziemi. Drugim był Suyunami Hashi, Uchiha z Ziem Spornych, którzy nie dali się z nich wypchnąć i działali prężnie, aby utrzymać ziemie w Wolnym Sogen. Obaj mężczyźni wyraźnie na siebie łypali, a klan szeptał do siebie.
Jeszcze dalej, z tyłu, siedzieli najbardziej szanowani starcy klanu. Główni doradcy, którzy już dawno odłożyli miecze, ale nadal oferowali swoje słowo. Kobiety i mężczyźni o niezwykłej wiedzy i doświadczeniu.
Na podeście były trzy wolne miejsca.
Było ich niewielu.
Przy stołach za to siedziało całkiem sporo osób. Większość z nich to byli Kogo Uchiha, posiadaczy Sharingana. Część to byli Uchiha z umiejętnościami posługiwania się pędzlem i atramentem. Część to członkowie klanu, którzy nigdy nie rozwinęli swoich oczu, ale zajęli się doskonaleniem innych sztuk. Kobiety, mężczyźni, starsi, młodsi. Kogo oraz pięcioro Sentokich, wśród których można było dojrzeć Uchiha Tsuyoshiego oraz Uchiha Kenjiego. Piątka została zaproszona na spotkanie niemal w ostatniej chwili, ale było oczywistym, dlaczego tu byli.
Kiedy wszyscy usiedli na swoje miejsca, powoli zapadała cisza. Kiedy odezwał się Uchiha Masahiro, wszyscy go słuchali. Nikt nie ośmielił się mu przerwać.
Po przywitaniu i grzecznościach, Masahiro przeszedł do pierwszego punktu.
- Spotykamy się rzadko, jednak skoro tutaj jesteśmy wszyscy razem, chciałbym, żebyście byli tu ze mną, kiedy uhonorujemy naszych wspaniałych Sentokich za ich trud, który włożyli walkę z naszym wrogiem i ochroną ludzi, którzy są dla nas ważni. Przede wszystkim, chciałbym wspomnieć o Tsuyoshim, dzięki któremu zdobyto most Teppu na rzece Ishikari. Bez tego nie byłoby kampanii na Rantori oraz odbicia naszych ziem. Ale o tym za chwilę.
Masahiro spojrzał na każdego z Sentokich.
- Każde z was wykazało talent do dowodzenia. Każde z was wie, jak ważne jest życie i jak ważna jest misja. Wiecie, jak oceniać sytuację. Każde z was nadaje się na Kogo. I każde z was Kogo zostaje. Wśród wszystkich Kogo naszego klanu - obecnych i nieobecnych, przed naszymi przodkami oraz dla naszych potomków, wyróżniam was awansem. Pamiętajcie tylko, że jest to nie tylko nobilitacja, ale też obowiązek.
Każde z pięciorga Sentokich następnie zostało wezwanych przed Masahiro, gdzie każdy z nich musiał przyklęknąć, ukłonić się i przyjąć klanową odznakę Kogo oraz klanowy mundur - czarne kimono z symbolem Uchiha.
Każdemu złożono hołd, a oni dołączyli do reszty, jako pełnoprawni Kogo Uchiha.
Na tym się jednak nie zakończyło.
- Uchiha Azuma - powiedział Masahiro.
Azuma siedział na skraju jednego ze stołów, blisko podestu. Obok niego siedziała ładna kobieta około czterdziestki, a obok niej jedyny blondyn w pomieszczeniu - Uchiha Takeru. Wywołany młodzieniec musiał teraz wstać i skierować się przed swojego lidera, usiąść na kolanach przed nim i oddać szacunek ukłonem, tak jak chwilę wcześniej zrobił to Tsuyoshi oraz reszta nowych Kogo klanu.
- Twoje umiejętności i zasługi dla Uchiha są nieocenione. Odkąd jestem Shirei-kanem trzymam cię blisko i do tej pory nigdy nie zawiodłeś moich oczekiwań, a wręcz przeciwnie. Rada Uchiha, wszyscy, którzy są tu teraz przed tobą, jednogłośnie opowiedzieli się, że należy przydzielić ci jeden z najważniejszych obowiązków, jaki może spocząć na ramionach jednego człowieka.
Masahiro wstał, biorąc w dłonie czarne haori z wyszytym wzorem płomieni na dolnym jego brzegu, następnie podał mu dłoń i pomógł wstać.
- Uchiha Azuma, Seinin klanu Uchiha.
Hołd jemu też został oddany - ukłony członków klanu były głębokie. Masahiro również zgiął swoją sylwetkę, pochylając głowę przed Azumą. Szacunek do siły i umiejętności oraz do każdego poświęcenia, które Azuma musiał podjąć. I które będzie musiał podjąć.
Shirei-kan jednak nie byłby sobą, gdyby po oficjalnym ogłoszeniu i oddaniu szacunku, nie objął Azumy po bratersku i wskazał mu poduszkę na podeście.
- Witaj w Radzie Klanu, bracie - mruknął do młodzieńca tak, żeby tylko on słyszał. - Jest beznadziejnie.
Kiedy Azuma zajął swoje nowe miejsce - najmłodszy - nie dość, że na podeście, ale również wśród wszystkich zebranych, Masahiro wrócił na swoje miejsce.
- Skoro już przy naszym Seininie jesteśmy, przejdźmy dalej. Zebraliśmy się tutaj przede wszystkim dlatego, że mimo tego, że wielu naszych ludzi się poświęciło, że mimo tego, że zostali zabici lub zamordowani, mimo, że odebrano nam ziemie… odbijamy je. Wbrew wszystkim i wbrew wszystkiemu. Bohaterowie klanu Uchiha obecnie przesunęli front daleko na północ i w tej chwili ponad połowa Zachodniego Sogen wróciła do naszych rąk.
Przez salę przeszedł szmer.
- To oraz, niestety, strata strażnicy na Murze przy morzu oraz stojącego tam portu, spowodowało, że Ryuzaku, które jest naszym zwierzchnikiem, zgodnie z porozumieniem wypracowanym przez Katsumi-sama, opamiętało się. Zrozumieli, że nasze ziemie i nasi ludzie są ważniejsi i lepsi żywi, niż stojący na granicach. Bronimy się z determinacją, z siłą. Ale potrzebujemy więcej ludzi. Ryuzaku wysyła w końcu wojska. Wysyła zapasy. Teraz rozpocznie się prawdziwa wojna, a każde z was będzie miało tam swoje zadanie. Niektórzy jako dowódcy, niektórzy wykonując innego typu misje. Niektórzy pilnując porządku. Każde z was jest ważne.
- Ryuzaku, oczywiście, ma swoje warunki. Takeda-sama oraz ja będziemy negocjować, żeby były jak najlepsze dla naszych ziem i naszych ludzi. - Kiedy Masahiro wspomniał o Takedzie, przez salę przeszedł niezadowolony pomruk, ale Masahiro nie przerywał. Było jak było, nie zamierzał się o to spierać z ludźmi. Były pewne rzeczy, których nie można było zmienić. - Wysyłają swojego dowódcę do sztabu. Amakumo Noritsune. Niektórzy z was może o nim słyszeli. Chcą, żeby zajmował się całą kampanią. Na co nie pozwolę. Nie odrzucam go, ale nie będzie tam sam. Nie tylko on będzie odpowiedzialny za życie Uchiha i Sogeńczyków. Będę tam, w sztabie z nim. Żeby dopilnować, aby żaden Uchiha nie stracił życia przez zaniedbania.
- Oczywiście, wolałbym być na froncie. Niejednokrotnie walczyliśmy ramię w ramię. Ratowaliście moje życie, ja ratowałem wasze. Teraz jednak jestem potrzebny przy mapie.
- Wojskami będzie w polu dowodzić czterech generałów. Z Ryuzaku przybędzie kapłan Rintaro, którego mogliście spotkać w czasie Bitwy o Kotei. Od nas będzie ich trzech. Jeden z oddziałów przejmie nasz Seinin, Uchiha Azuma. Wierzymy w jego umiejętności, ale to będzie jego pierwsza wojna, na której będzie dowodził taką armią, dlatego Sugiyama-san dołączy do niego, jako mentor i doradca.
- Drugim dowódcą zostaje Uchiha Takeru. Takeru-san, proszę tutaj. - Masahiro wskazał dłonią na poduszkę na podwyższeniu obok Azumy. - Takeru-san dowodził przy zdobywaniu Rantori, które udało się odbić mimo przeciwności i niemal tylko z najemnikami. Następnie dzięki jego dowodzeniu, powoli przesuwaliśmy się na północ.
- Trzecim dowódcą zostaje przywrócona z emerytury kunoichi - Uchiha Emi z Hachimantai. Tutaj w Sarufutsu Emi-san obecnie zajmowała się zapasami i logistyką, jednak większość z was pamięta jej strategie dowodzenia w czasie konfliktu z Kaminari i Inuzuka. Emi-san, proszę - wskazał na ostatnią wolną poduszkę.
- Wielu z was dostanie również swoje oddziały i będziecie odpowiadać jednym z dowódców. Rozłożenie wojsk i ludzi zostanie obmyślone i omówione w najbliższym czasie, kiedy przybędą do nas siły z Ryuzaku.
Masahiro na chwilę się uciszył i sięgnął po czarkę z wodą, aby nawilżyć gardło oraz pozwolić szumowi przetoczyć się przez salę. Podjęte decyzje mogły się podobać lub nie. Nie wszyscy byli wszystkim znani, nie wszystko było perfekcyjnie jasne - ale nie mogło być. Masahiro starał się jednak zapewnić jak najwięcej odpowiedzi na pytania, których nikt nie zdążył jeszcze zadać.
- Wschód i port. Ochronę tych ziem zostawimy, oczywiście naszej straży. Harumi-san będzie przeprowadzać dodatkowy pobór do straży wśród Doko i Akoraito, a także ludzi niechakrowych. Dodatkowo, Yuki Mikoto i nasi sprzymierzeńcy z obozu przy Hachimantai będą odpowiedzialni za ochronę granic i odbicie portu i nie pozwolenie Dzikim wykorzystywać go do niecnych celów jak kontakt z Cesarstwem. Pamiętajcie, Yuki Mikoto oraz jej ludzie to nasi ludzie. Nie Uchiha, ale obywatele naszych wspólnych ziem.
- Sztab będzie ustanowiony na terenach Zachodniego Sogen, ale nawet jeżeli by nie był, nie miałbym czasu na zarządzanie klanem. Dlatego przygotowałem już wszystko, żeby wszystko tutaj, w Sarufutsu, działo się tak, jak należy. Siedzibą Władzy i administracją zajmie się syn Sugiyamy-sana, Orochi. Doskonale wiecie, że porusza się sprawnie wśród zwojów i papierów, a i tak wielu z was zatrzymuje się na nim i nie musi dalej docierać do mnie. Stroną ochrony zajmie się Harumi-san oraz Straż. Polityka i relacje to, oczywiście, Takeda-sama. Nasz klan mu ufa, ponieważ on ufa nam. Jednak jeżeli chodzi o doraźne sprawy klanowe - tutaj, na terenie północnego Ryuzaku, Harida-san będzie za nie odpowiedzialny. Na terenie Zachodniego Sogen - Hashi-san. Dopiero oni będą decydować, czy sprawy mają być wysłane do mnie.
Przyszedł czas na pytania. Masahiro pozwolił je zadać, odpowiadał na nie. Czasami odpowiadał Sugiyama, czasami któryś z innych członków Rady. Pytania były zadawane Emi z Hachimantai, Takeru - na temat Rantori i frontu, oraz Azumie - na temat jego dotychczasowych osiągnięć.
Po tym do pokoju weszło kilka kobiet i mężczyzn, którzy zaczęli rozlewać napitki i podawać jedzenie. Nie był to typowy punkt obrad, ale pani domu i reszta domowników uparła się, że się tym zajmą. Większość rodziny kręciła się wśród Kogo, a ci mogli porozmawiać o wszystkim, co tutaj właśnie się zadziało. Oraz zacząć przygotowywać się na to, co miało nadejść.
autor: Papyrus
10 lut 2026, o 22:01
Forum: Ogłoszenia i Kontakt z Administracją
Temat: Ogłoszenia fabularne - Wieści ze świata
Odpowiedzi: 35
Odsłony: 315723
Wojna Światów - Zakończenie
Posiadłość klanu Amakumo, Ryuzaku no Taki
Lato 396
Papier wydawał się pachnieć mokrą ziemią i dymem z paleniska. Nawet tutaj, w ciepłym skrzydle administracyjnym, raporty od Uchiha przywodziły na myśl klimat bagien. Takane Chieko przez chwilę tylko patrzyła na pieczęć lakową, w której był odciśnięty znak wachlarza, bojąc się ją przełamać. To, co było w środku, było czymś nieznanym, a ona nie lubiła nie wiedzieć. Oczywiście, mogła otworzyć raport i go przeczytać, ale nie wiedząc, czego się spodziewać, przez chwilę wahała się.
Komnata rachunkowa była uporządkowana aż do przesady. Na półkach stały równo księgi ceł i rejestry konwojów, na stole leżały trzy mapy Północnego Ryuzaku, każda z inną linią frontu, inną liczbą posterunków, inną ceną utrzymania drogi. Wszystko było dokładnie zapisane, zanotowane, obliczone razem z uwzględnionym podatkiem. Wojna na Północy Ryuzaku tutaj wyglądała zaledwie na wpis w księdze lub grę wojenną polegającą na zarządzaniu zasobami.
Takane złamała lak. Trzask przeszył ciszę komnaty. Rozwinęła zwój.
Najpierw suche zdania: o ruchach strażnic, o brakach w ryżu, o rannych, o naprawach mostów.
„Okayama utrzymana. Garnizon poniósł straty, ale Dzicy zostali wybici.”
„Strażnice na wschodzie… przerwane, obserwacja chwilowo utracona.”
Potem akapit, przy którym jej palce przystanęły, jakby papier nagle zrobił się chropowaty.
„Przybrzeżna strażnica przy Murze utracona. Wrogowie utrzymują port. Transport morski możliwy.”
Takane przymknęła oczy.
Port. Nie „wioska”. Nie „przyczółek”. Port oznaczał listy przewozowe, cła, pośredników, kontakt z obcymi kupcami, prawdziwy handel z Cesarstwem, może nawet z Aburame. Port oznaczał, że Dzicy stają się coraz bardziej samowystarczalni, mieli szansę na rozwój i zajęcie terenów Ryuzaku. Nie tylko Północnego Ryuzaku, ale prawdziwych. To nie było Morze Lazurowe. To był ich Wschodni Ocean. Jeśli ten stan się utrzyma, prędzej czy później na jego wodach zagoszczą obce bandery. Cesarstwo lub Aburame zwęszą interes, by pod pretekstem handlu zdobyć przyczółek na ziemiach kupieckiego państwa.
Drugi zwój miał więcej informacji. Szkic mapy, przekreślone linie, czerwone kropki przy posterunkach. Zachodnie bagna, most - miejsce, gdzie długo walczyli, ale potem Uchiha nagle ruszyli do przodu. Na bocznej kartce czyjś wykres: „Straty vs. utrzymany odcinek.” Pod spodem krótkie, prawie zgryźliwe zdanie:
„Uchiha wykazują się determinacją i heroizmem, ale bez wsparcia Ryuzaku nic im to nie da.”
Takane nie lubiła heroizmu. Bohaterowie byli drodzy, nieprzewidywalni i lubili umierać w najmniej korzystnym momencie. Oparła palce o skroń, pozwalając, by liczby ułożyły się w głowie w coś więcej niż raport: w rachunek.
Każdy dzień z portem po stronie Dzikich, każdy dzień Uchiha na froncie, a nie wykonujących pracę dla Ryuzaku oznaczał więcej konwojów do ochrony, więcej ludzi do opłacenia, więcej łapówek po drodze, więcej ciał do odesłania rodzinom. Już teraz w północnych prowincjach malały wpływy z podatków i ceł, a jednocześnie rosły wydatki wojenne - konflikt powoli dławił lokalną gospodarkę. Tam, gdzie inni widzieli tylko „wojnę Uchiha”, ona widziała dług Ryuzaku oraz dług Uchiha, którego - w tym wypadku - nigdy nie spłacą.
Z początku miała w sobie opór. Uchiha byli dumni, niełatwi w prowadzeniu, ich zwycięstwa zawsze miały posmak krwi. Słyszała już głosy reszty Rady: „za drogo”, „za daleko”, „niech oni sami się biją, skoro to ich dom”.
Tyle że to już nie był „ich dom”.
To była ziemia Ryuzaku.
Takane przesunęła kamienny ciężarek po mapie, zatrzymując go na oznaczeniu Sarufutsu, potem na mokradłach przy moście, a dalej ku wybrzeżu. Jeden port potrafił wyssać pieniądze z dziesięciu miast. Jeden port potrafił otworzyć obce sojusze, przywieźć broń, wywieźć zboże. Państwo kupieckie nie mogło pozwolić, żeby ktoś obcy miał swoje porty na ich wodach.
Na stole leżał jeszcze jeden zwój - lżejszy, zaadresowany do niej. Pieczęć była oczywista, a znak na nim wskazywał na najbardziej oficjalne pismo, jakie mogło być wysłane. Wiedziała, kim był nadawca. Takane znała go z opowieści o człowieku, który liczył koszty ludzkie, zanim kazał ostrzyć miecze.
Uchiha Masahiro.
Rozwinęła zwój ostrożnie. Krótka wiadomość, bez uniżenia, bez krzyku. Konkrety: przeprawy, zaopatrzenie, rotacje, potrzeba jednego uderzenia, które odciąży rozciągnięty front i odbierze przeciwnikowi inicjatywę. Nie „ratujcie nas”. Raczej: „Jeśli to wasza ziemia, to potrzebujemy waszej armii.”
Takane poczuła irytację, że ktoś musiał jej to przypomnieć.
Odsunęła raporty i sięgnęła po notatnik Rady - ten, w którym trzymała swoje argumenty, zanim stały się uchwałami. Na pierwszej czystej stronie napisała jedno zdanie: „To nie jest prośba Uchiha. To jest obowiązek państwa.”
Zatrzymała pióro. Ona uwierzyła w to, że Ryuzaku było tam potrzebne. Potrzebowała jeszcze mechanizmu, który sprawi, że reszta trzynastki również w to uwierzy, albo przynajmniej uzna, że taniej jest udawać, że wierzy. Zaniechanie interwencji nie tylko oznaczałoby utratę Północy - Ryuzaku ryzykowałoby też reputację na arenie międzynarodowej. Wrogowie i potencjalni sojusznicy pilnie obserwowali rozwój konfliktu. Jeśli kupieckie państwo nie obroni własnych ziem, Cesarstwo lub inne siły mogły spróbować sięgnąć po te tereny pod pozorem zaprowadzania porządku.
Usłyszała kroki, zanim drzwi się poruszyły. Ciężkie, pewne, bez wahania.
- Wpuść mnie - powiedział głos zza drzwi.
Takane nie odpowiedziała. Nie musiała. To nie było pytanie. Jej ojciec nigdy nie pytał o pozwolenie.
Drzwi otworzyły się szeroko i Amakumo Noritsune wszedł jak ktoś, kto całe życie był przyzwyczajony do tego, że wszystko należy do niego. Wysoki, w ciemnym, bogatym kimonie, z potężną sylwetką i prostymi plecami, których nie dało się utrzymać na sali obrad. W oczach miał gniew, ale rzadko kiedy w jego oczach błyszczało coś innego.
Nie usiadł. Wziął mapę z biurka, obejrzał ją raz i odłożył tak, jakby już od niechcenia, zapamiętując wszystkie granice i posterunki.
- Z północy? - zapytał.
- Tak - odpowiedziała spokojnie.
Noritsune spojrzał na raporty, potem na nią.
- Widzę po twarzy, że wreszcie rozumiesz.
To było niesprawiedliwe i celne, ale przyjęła to bez mrugnięcia okiem.
- Rozumiałam wcześniej. Teraz mam dowody.
Noritsune prychnął cicho.
- Dowody są dla tych, którzy się boją odpowiedzialności. Ty masz władzę. Masz jej użyć.
Takane przesunęła palcem po zdaniu o porcie.
- Port zmienia wszystko - powiedziała cicho. - Jeśli utrzymają wybrzeże, wtedy będziemy płacić za bezpieczeństwo własnych szlaków, zamiast je kontrolować.
- Więc? - rzucił krótko.
Takane podniosła wzrok.
- Więc musimy wejść wojskiem. Naszym. Nie „wesprzeć Uchiha”, tylko przejąć kampanię.
Noritsune uśmiechnął się, ale jego uśmiech nie dotarł do jego oczu.
- Właśnie.
Takane uniosła drugi zwój - ten z wykresem strat.
- Ale wejść mądrze. Z planem. Z logistyką. Z celem priorytetowym: odbicie portu i przecięcie ich dostępu do morza. Dopiero potem przeprawy i dociskanie na północ.
Noritsune pochylił się nad biurkiem. Dopiero teraz poczuła jego obecność naprawdę.
- Ty wiesz, co ja słyszę, kiedy mówisz „najpierw plan”? - spytał. - Słyszę „najpierw gadanie”.
Takane nie cofnęła się.
- A ja słyszę, kiedy ty mówisz „najpierw uderzyć”: „najpierw trupy”.
W pokoju zrobiło się cicho, ale Noritsune nie obraził się. On nigdy się nie obrażał.
- Trupy będą tak czy inaczej - powiedział. - Pytanie brzmi, czy będą nasze, czy ich. I czy będziesz miała odwagę wziąć to na siebie i kto zapłaci rachunek za pogrzeb.
Takane uniosła podbródek.
- Biorę. Dlatego ci mówię: ofensywa - tak. Ale nie jako pokaz siły, tylko jako narzędzie państwa do odzyskania ziem i utrzymania bezpieczeństwa.
Noritsune przestąpił krok bliżej.
- Narzędzia są po to, żeby ich używać, Chieko. Rada będzie biadolić o kosztach. Ty masz ich złamać. Masz im pokazać, że to nie „wojna Uchiha”, tylko ziemie Ryuzaku. Nasze podatki. Nasze cła. Nasza granica.
Takane spojrzała na niego dłużej, niż wymagała rozmowa.
- I ty chcesz iść - powiedziała w końcu.
Noritsune nie udawał.
- Chcę dowodzić ofensywą. Poprowadzić ją tak, by odciążyć Północ, zanim wszystko się rozsypie. Zanim zaczną walczyć jak desperaci.
- Wiesz, że część Rady cię za to znienawidzi?
- Nie muszą mnie kochać. Mają mnie słuchać. A jeśli nie to ich ustawisz do pionu - zawiesił głos. - To dlatego ty jesteś Możną, a nie ja.
Takane odchyliła się w krześle i postukała palcem w notatnik.
- Jeśli ty poprowadzisz ofensywę, sprzedam to Radzie jako operację stabilizacji granicy pod dowództwem człowieka, który nie przegra, bo nie zna słowa „odwrót”. Ale w zamian potrzebuję twojej zgody na trzy rzeczy.
Noritsune uniósł brew.
- Słucham.
Takane podniosła jeden palec.
- Po pierwsze: priorytet - port. Nie honor, nie symbole. Port. Odcinamy morze i ich potencjalny kontakt z Cesarstwem i Aburame.
Drugi palec.
- Po drugie: logistyka pod pełną kontrolą Ryuzaku. Żadnych prywatnych łańcuchów dostaw. Żadnych zwojów bez pieczęci. Dōko pieczętujący i rozpieczętowujący zwoje bardzo ograniczą koszty.
Trzeci palec.
- Po trzecie: rotacje i limity. Nie będziesz mielił ludzi w bagnie miesiącami, bo „tak trzeba”. Nie będziemy płacić krwią za twoją dumę. I masz współpracować z ich dowódcą.
Noritsune słuchał bez przerywania. Kiedy skończyła, oparł dłonie o blat - jak generał nad mapą, nie jak ojciec nad córką.
- Dobrze - powiedział w końcu.
Takane poczuła, jak coś w niej puszcza, ale nie było to rozluźnienie.
- Ale jest jeszcze jeden powód, dla którego idę - dodał.
Takane znieruchomiała.
- Słucham.
Przez chwilę milczał, jakby ważył, czy może powiedzieć to na głos w domu, w którym ściany miały uszy, a uszy miały właścicieli.
- Na Północy czeka mnie spotkanie rodzinne.
Takane poczuła, jak w żołądku robi jej się ciężko, a Noritsune skinął głową.
- Czy Rada wie? - zapytała ostro.
- Nie. I nie musi wiedzieć. - Noritsune odwrócił się do niej. - Wystarczy, że wie, iż ofensywa jest tańsza niż wieczna obrona. Że jeden silny cios jest tańszy niż dziesięć łatek na mokradłach. Że port, jeśli się umocni, będzie nas doił przez lata.
Takane spojrzała na mapy jeszcze raz, ale tym razem nie widziała na nich linii. Widziała rozmowy w sali obrad: spojrzenia trzynastu kupców, milczące kalkulacje, podszepty o „kosztach”, „wizerunku”, „niepewności”. I nagle poczuła, że ma w dłoniach narrację, którą da się utrzymać w ryzach.
Wzięła pióro i dopisała pod pierwszym zdaniem drugie: „Nie wysyłamy wsparcia. To Uchiha nas wspierali w obronie granic państwa, które jest nasze. Trzeba w końcu odciążyć to wsparcie.”
- Jutro mam spotkanie przed Radą - powiedziała. - Zrobię to tak, żeby zagłosowali nie sercem, tylko strachem przed bankructwem.
Noritsune kiwnął głową, zadowolony jak z dobrze naostrzonego ostrza.
- A potem - dodał - wyruszamy.
Kiedy wyszedł, cisza, którą zostawił, nie była już ciszą wahania. Takane zwinęła raporty, ułożyła mapy jedną na drugiej i zamknęła teczkę z kamon Ryuzaku kliknięciem.
Jutro nie będzie prosić. Jutro sprzeda wojnę Radzie jako inwestycję.A pojutrze wyśle ojca na Północ. Nie po chwałę, tylko po wynik. I po spotkanie, które, choć nienazwane w żadnym raporcie, nagle stało się równie realne jak port na wybrzeżu.
Siedziba Władzy, Sarufutsu, Ryuzaku no Taki
Lato 396
Zwój z listem był zgnieciony w dłoni Sugiyamy Kuroyamiego. Jego szczęka była brzydko zaciśnięta, brwi zmarszczone i wydawało się, że ledwo kontroluje wybuch, który mógł przyjść w każdej chwili. Kiedy do sali narad wszedł Uchiha Masahiro - sam z poważnym wyrazem twarzy - Sugiyama był w dalszym ciągu napięty jak struna. Młodszy mężczyzna tylko rzucił okiem na list w dłoni swojego mentora, następnie podszedł do stołu z rozłożoną mapą i położył na niej list, który sam niósł ze sobą.
- Wysyłają swoje wojska. W końcu do nich dotarło, że mamy rację - stwierdził Masahiro, kładąc jeden z ciężkich kamieni na liście, gdzie były wymienione ilości wojsk i inne dane logistyczne. Zaczął przenosić informacje na mapę, budując teoretyczne scenariusze „co dalej?”.
Sugiyama poruszył wąsami, wstał ze swojego miejsca, a list, który miał w ręce, wcisnął w poły swojego kimona i podszedł do stołu, gdzie Masahiro rozmieszczał dodatkowe wojska, zastanawiał się i przestawiał figurki, analizując. Nie musiał nic poprawiać.
- Nie dotarło do nich, że mamy rację, chłopcze - powiedział szorstko - ale dotarło do nich, że jeżeli nie wspomogą Północy, to sami stracą dużo więcej, niż stracą wysłaniem wojsk. Chodzi im wyłącznie o pieniądze i wpływy. I o port, który Ludzie zza Muru zdobyli na wschodniej granicy.
- Ale o tym im mówiliśmy.
- Musieli sami do tego dojść . - Sugiyama przesunął palcem po wschodnim skraju mapy. - Zdobycie przez Ludzi zza Muru wschodniej strażnicy przy Murze oraz portu bardzo nam pomogło, ale jakim kosztem? Rantori nas osłabiło. Front się rozciągnął. A Gazo… - urwał na moment, jakby sam dźwięk tego słowa był drażliwy. - Cholera, dobra robota, że to w ogóle było zauważone. Dowiemy się więcej już niedługo.
Masahiro skrzywił się lekko.
- Rantori było konieczne.
- Było - zgodził się Sugiyama. - Ale było też sygnałem dla nich, że potrafimy wygrać nawet wtedy, kiedy jesteśmy rozciągnięci, zmęczeni i z dziurami w raportach. Ale port ich przeraził, więc się ruszyli.
- I tak byśmy odzyskali port - mruknął Masahiro. - Nawet gdybym miał tam iść sam.
- Doskonale wiesz, że to nie twoja rola, żeby tam iść - odburknął Stary. - Mimo że Ludzie zza Muru właśnie otwierają się na Cesarstwo, może Aburame. Zaczną rozwijać handel, flotę. Otworzą tę część świata. A to oznacza niebezpieczeństwo dla nas i dla Yuki Mikoto. A ona i jej ludzie są pod ochroną Ryuzaku. Oraz naszą. Ale mimo tego, to nadal nie twoje zadanie.
Masahiro westchnął ciężko.
- Sporo warunków postawili. Oni mają dowodzić większością operacji. Przysyłają swoich najlepszych dowódców oraz kapłana Rintaro. Tego, który był w grupie negocjacyjnej z Ludźmi zza Muru. Oraz głównodowodzącego…
- Doskonale wiem - burknął Sugiyama, nagle jeszcze bardziej napięty. - I dokładnie wiem, na co nie możemy się zgodzić. Przynajmniej nie całkowicie. Nie odpuszczą, ale musimy mieć kogoś, kto będzie siedział w sztabie razem z nim. I to będziesz ty.
Masahiro spojrzał na mentora z niedowierzaniem.
- A kto zajmie się sprawami klanu tutaj?
- Mój syn, dowódczyni straży i Takeda-sama - wyjaśnił Sugiyama bez wahania. - Harumi-san ma wsparcie ojca i miejscowych Uchiha. Orochi może sam ogarnąć administrację. A Takeda spokojnie zajmie się prowincją. Doraźnie można wyznaczyć kogoś doświadczonego do podejmowania decyzji. Może Haridę. Ważniejsze będą szły do ciebie.
Masahiro zmarszczył brwi. Spodziewał się, że Sugiyama wskaże siebie. Jak zawsze. Nie był jednak człowiekiem, który przechodziłby na emeryturę.
Zapadła krótka cisza, przerwana skrzypnięciem drzwi.
Takeda Masatoshi wszedł bez pośpiechu, jak człowiek, który nie musi się spieszyć, bo i tak wszyscy będą na niego czekać. Ubrany skromnie jak na swoje możliwości, z twarzą spokojną, niemal uprzejmą. Skinął głową najpierw Masahiro, potem Sugiyamie.
- Widzę, że zaczynacie rozmieszczać wojska, których jeszcze nie mamy. Nie za szybko?
- Lepiej mieć w zanadrzu plany - prychnął Sugiyama - niż dać się złapać z rozchylonym kimonem. Zwłaszcza po Rantori.
Takeda podszedł do stołu, spojrzał na mapę, na kamienie i figurki.
- Jeśli Ryuzaku ma dowodzić większością operacji - powiedział spokojnie - potrzebuje kogoś, kto rozumie wojnę, a nie tylko mapy. I kogoś, kto jednocześnie nie pozwoli wam zniknąć w cieniu ich decyzji. Ty jesteś jedyną osobą, która spełnia oba warunki. Dowodziłeś z pola. Teraz czas na sztab.
Masahiro otworzył usta, ale Sugiyama był szybszy.
- Nie dlatego, że jesteś najmądrzejszy. Ani dlatego, że jesteś najsilniejszy. - Jego głos był twardy. - Tylko dlatego, że jeszcze nie umiesz poświęcać ludzi za „większe dobro”. I jeszcze nie wybierasz „mniejszego zła”.
Takeda przyjrzał mu się uważnie.
- To wada - przyznał. - Ale zawsze ją ceniłem.
Masahiro poczuł ucisk w żołądku. Wiedział, co to oznacza.
- Nie zostawię ich samyc h - powiedział w końcu. - Front nie może zostać bez Uchiha. Nie po Rantori. Nie po Gazo.
Sugiyama skinął głową.
- I nie zostanie. Ty schodzisz z bezpośredniego dowodzenia, ale nie oddajemy frontu w obce ręce. Ze strony klanu będzie trzech dowódców.
- Trzech?
- Rozdzielimy ciężar. I ludzi. - Zawahał się, po czym dodał ciszej: - Najmłodszy dostanie mnie. Nie rangę. Mnie. Będę przy nim w terenie. Jak przy tobie. Reszta jest doświadczona. Rozmawialiśmy o nich.
Takeda przesunął jeden z kamieni o ledwie widoczny fragment.
- To rozsądne. I politycznie wygodne. Ryuzaku zobaczy strukturę, nie chaos. A ty - spojrzał na Masahiro - zachowasz kontrolę i wpływ na to, co się dzieje.
Masahiro wciągnął powietrze.
- W porządku. Ale jeśli którykolwiek zacznie zabijać naszych ludzi dla własnych ambicji…
- …to ja pierwszy go stamtąd wyciągnę albo zmienię dowódcę - uciął Sugiyama. - Jeszcze żyję. Jeszcze myślę. I jeszcze nie pozwalam, żeby dzieci ginęły, bo komuś się spieszy.
Zapadła cisza.
Potem rozmowa zeszła na liczby, trasy zaopatrzenia, magazyny, harmonogramy przemarszów i warunki zapisane drobnym pismem między linijkami listu z Ryuzaku. Głosy zlały się w niski, jednostajny pomruk strategii. Kamienie na mapie przesuwały się powoli. Światło w sali narad przygasło.
I wojna - po raz kolejny - zaczęła zmieniać kształt.
Siedziba Władzy, Atarashi
Lato 396
Siedziba Władzy, którą zostawili za sobą Uchiha, miała zaledwie kilka lat. Budynek był nowy, przestronny i każdy z liderów Ludzi zza Muru znalazł sobie tutaj dogodne miejsce. Udekorowali ją też w swój sposób - pozbywając się znaków klanowych czerwonookich i zamieniając ich smutną, bezpłciową sztukę na coś żywszego i bardziej odpowiadającego ludziom, którzy musieli żyć w strasznych warunkach i nie byli traktowani na równi z resztą świata.
W sali narad, na środku leżała mapa: Zachodnie Sogen, wstęga mokradeł, most zaznaczony czerwonym sznurem, Okayama, Rantori i nowy, gruby znak przy wybrzeżu: port. Przy nim wbito szpilkę z muszlą.
Soma Higashimura stał nieruchomo, jakby sam był częścią ściany. Nishimura krążył jak pies na krótkim łańcuchu. Byli w tej chwili rozdzieleni. Liderka Orochi siedziała bokiem, oparta wygodnie, z ręką na rękojeści noża, który wcale nie był jej potrzebny. Liderka Mateki - chłodna i ze spiętymi ramionami - przytrzymywała zwój z raportami.
- Znowu cofnęliśmy się o trzy chorągwie w stronę meteorytu - odezwał się Nishimura, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć. Uderzył palcem w mapę tak mocno, że szpilki drgnęły. - Zanim skończymy te wasze „wyważone decyzje”, Uchiha złapią nas za gardła. A Ryuzaku sypnie im pieniądze.
Higashimura nawet nie spojrzał na brata. Jego czerwone oczy spoczywały na czarnych kreskach, którymi krążyli ich dōko z wiadomościami i rozkazami.
- Nie rozumiem, dlaczego się cofamy - powiedział spokojnie. - Mają mniej ludzi, a i tak sobie radzą. Most padł, bo zawiódł łańcuch rozkazów. Rantori okazało się pułapką, chociaż to miała być nasza pułapka na nich. Okayama też jest symbolem ich uporu.
- Uchiha walczą, nawet kiedy nie mają czym jeść - prychnęła Orochi, odchylając głowę. - To ich przeklęta cecha. A my? My mamy liczby i wciąż wyglądamy, jakbyśmy przegrywali z garstką wściekłych ludzi.
Mateki uniosła zwój.
- Garstką? - jej głos był cichy, ale cięty. - To nie wygląda jak garstka. Oni nie mają prawa odbijać Rantori. Nie mają prawa przesuwać granic przy braku zaopatrzenia. Wybiliśmy wielu, wypchnęliśmy ich, zostawiliśmy im trochę ziemi, żeby mogli wylizać rany i jakoś sobie tam żyć. A oni mają takich ludzi, co potrafią zrobić z wioski legendę, bo jeden obcy mężczyzna wyrżnął nam oddział i wyprowadził jeńców.
Nishimura parsknął.
- Więc co, mamy ich podziwiać?
- A i owszem. Ale mamy ich zrozumieć, zanim ich złamiemy - odpowiedziała Mateki. - A złamać ich jest trudno. Przydzieliliście mi więzienie, a ja nadal nie mogę ich przeciągnąć na naszą stronę. Dlatego musimy zacząć ich szanować. Bo inaczej nie mamy szans. Zdobyliśmy port. Dzięki niemu możemy sprowadzić ludzi, stal, sól, lekarstwa. Dzięki niemu możemy wreszcie przestać dusić się na naszych szlakach. I… - zawahała się ułamkiem sekundy, zbyt małym, by był przypadkiem. - …dzięki niemu możemy otworzyć drzwi na sojusze. Nie tylko jak Kujaku z Kaminari. Cesarstwo jest chętne na rozmowy.
Orochi uśmiechnęła się krzywo.
- [color=#80F40FF]Czyli sojusze. To faktycznie może nam pomóc, szczególnie że odbili już część Zachodniego Sogen. Jeżeli zaczniemy handlować, szybciej uznają nas za prawdziwych ludzi, a nie głupich dzikusów.[/color]
Nishimura przystanął, jakby nagle znalazł punkt zaczepienia.
- A yokai? - rzucił ostro. - Nadal na nas napierają z Północy, a miało być bezpieczniej. Jak otworzymy nowy front, jak pociągniemy dalej ofensywę, to w końcu zabraknie nam ludzi. I wtedy nie będzie już Ryuzaku ani Uchiha. Będą tylko rzeczy, które wejdą nam do domów.
W sali zrobiło się ciszej.
Higashimura skinął głową.
- Właśnie dlatego nie możemy pozwolić, by Uchiha wypchnęli nas za Mur. Jeśli stracimy ziemię przed meteorytem, przyjdą tutaj. A my nie mamy gdzie się cofać.
Orochi uniosła dłoń i w powietrzu zatoczyła niewidzialne koło.
- Więc nie cofać się. Proste. Wysłać ludzi. Uderzyć w ich zachodnie strażnice, jak zrobiłam, i jeszcze mocniej. Zmusić ich do rozciągnięcia.
- Uderzałaś - przerwał Nishimura, a jego ton był bardziej oskarżeniem niż pytaniem - i co? Owszem, związałaś ich, a Mateki wyciągnęła port. Pięknie. Tylko że na Zachodzie nadal tracimy grunt. A Wschód… - wskazał na mapie. - …Wschód jest teraz celem. Oni się nauczą. Przyjdą po port.
Mateki nie zaprzeczyła.
- Przyjdą. Dlatego port musi być twierdzą, zanim stanie się łupem. A Cesarstwo już wysłało poselstwo. Owszem, ich admirałowie są podzieleni i jeden z nich trzyma resztę z dala, ale to od Yukich, od Uchiha. Nie mają więcej statków. Nie mają więcej floty. A my możemy skupić się na obronie tego portu. Jeśli padnie, nie będzie zaopatrzenia, nie będzie nowych sojuszy, nie będzie żadnej „większej ofensywy”, o której Soma tak pięknie mówi. Będziemy znów żreć własne gówno na mokradłach.
Nishimura zaśmiał się krótko, bez radości.
- Soma żąda wyników, bo nasi ludzie umierają na tych mokradłach, kiedy wy rozgrywacie swoje partie.
Higashimura wreszcie spojrzał na brata.
- Żądam wyników, bo nasi ludzie widzą, że przewaga liczebna nie daje zwycięstwa. Widzą, że Uchiha wciąż idą. I widzą, że ktoś próbuje grać w cieniu. - Wskazał zwój Mateki. - Raport o zabójcach. Prawie zginął seinin Kujaku.
Orochi zmrużyła oczy.
- Kaminari?
- Może. A może ktoś, kto chce, żebyśmy skoczyli sobie do gardeł - odparł Higashimura, przesuwając palcem po liniach szlaków. - Ale jedno jest pewne: nie możemy się cofać i nie możemy się poddać.
Nishimura pochylił się nad mapą, aż jego cień przykrył Rantori.
- Więc powiedz, bracie. Co robimy? Bo ja nie zamierzam patrzeć, jak oni nas pchają pod meteor jak bydło.
Higashimura mówił wolno, jakby układał słowa w rząd, a nie rzucał je w ogień.
- Oczywiście, musimy utrzymać Zachód. Potrzebne są nam te ziemie. Uchiha muszą zostać zmuszeni do rozciągnięcia się jak najbardziej i utrzymania swoich zachodnich strażnic i miast. Mają być zajęci, ale przy tym trzeba naszych ludzi. - Zwrócił się do Orochi. - Nie możesz dawać im szans na stawanie się bohaterem. Wygłodź ich. Odetnij. Prowokuj. Musimy też zrobić z portu prawdziwą twierdzę, której nie ruszą. Ale ma być też bramą na świat. Sojusze, kupcy, najemnicy. Informacja. Stać nas na to. Zaczynamy sprowadzać dobra zza Muru. I zaczynamy handlować.
Mateki i Orochi przez chwilę patrzyły na Higashimurę, bo nie wydawało się, że już skończył. W końcu Mateki zapytała:
- Coś jeszcze?
Higashimura zawiesił głos na ułamek sekundy.
- Yami.
Nishimura prychnął, ale w tej kpince była nerwowość.
- Jinchūriki? Co z nim?
- Yami dostał Mur jako teren badań i przeznaczyliśmy mnóstwo środków, żeby go zadowolić i przekonać. Musimy włączyć go w plan tak, żeby nie mógł stać z boku.
Mateki spochmurniała, a Nishimura uderzył pięścią w stół.
- Włączymy go jak? Każemy mu iść na front? Powiesimy mu na szyi sztandar? To Zamurzec! Doskonale wiecie, co należy z nim zrobić!
Higashimura potrząsnął głową.
- Nie. Na razie niech tam sobie siedzi i bada. I każdy dzień jego pracy ma przynosić nam coś praktycznego: wzmocnienia, zabezpieczenia, sposoby na yokai… cokolwiek, co da się przełożyć na przetrwanie. Jeśli nie przynosi - kończy się przywilej. I będzie musiał spłacić dług życia na froncie.
Orochi oparła łokcie na stole, pochyliła się tak, że jej cień przykrył Okayamę i pół bagien.
- Dobrze. Zajmę im Zachód. Ale jeżeli będę musiała się wycofać, żeby oszczędzić moich ludzi, kiedy będę miała Uchiha pod zębami…
- To ich wypuścisz - wszedł jej w słowo Nishimura. - Żeby wrócili z opowieścią, że Orochi ich prawie zjadła.
Orochi uśmiechnęła się szerzej, tym razem prawie szczerze.
- Widzę, że przynajmniej ty rozumiesz teatr wojny.
Mateki zwinęła zwój.
- Port zostaje wzmocniony. Bez dyskusji. I wysyłam ludzi, żeby sprawdzili ten wątek z zabójcami seinina Kujaku. Jeśli ktoś nas pcha do wewnętrznej wojny, dowiem się kto.
Higashimura skinął, jakby odhaczał kolejne punkty.
- Doskonale. Moi ludzi wesprą was w każdej części waszych zadań, możecie brać, kogo potrzebujecie. Może większość nie jest szkolona ze sprytu tak jak wasze klany, ale jeżeli chodzi o siłę, jesteśmy gotowi jej wam użyczyć. Uchiha muszą zrozumieć, że mają siedzieć tam, gdzie im daliśmy miejsce, i przestać się wychylać, bo inaczej wybijemy ich co do jednego przeklętego oka.
Obie strony - Uchiha oraz Ludzie zza Muru - potrzebowali czasu, aby wylizać się ze strat, jakie poniesiono w wyniku Bitwy o Kotei. Ludzie zza Muru musieli zabezpieczyć zdobyte ziemie oraz zdobyć zaufanie Jinchurikiego Pięcioogoniastego - Yumichika Yamiego. Uchiha musieli osiąść w Sarufutsu na stałe i oswoić się z nową sytuacją, jaka ich spotkała, wylizać rany i zacząć przygotowywać się do próby odzyskania swojego domu.
Jinchuriki Pięcoogoniastego - Yumichika Yami - zgodził się dołączyć do klanu Mateki po dłuższym czasie przekonywania i pokazaniu mu życia za Murem. Yami zostaje wcielony jako Jinchuriki klanu pod warunkiem możliwości studiowania pieczęci ukrytych we wnętrzu Muru. Mur zostaje mu przydzielony jako teren badań.
Po ustanowieniu wstępnych granic konfliktu, ze strony Uchiha następuje natarcie na zachodnie Sogen - tereny, na które sprowadzili się Kaminari (ludność cywilna) po przejęciu części ich ziem przez klan Kujaku. W tym czasie Klan Kaminari oraz Klan Kujaku ścierają się na Półwyspie Antai. Klany Soma, Orochi i Mateki decydują się bronić Zachodniego Sogen i przejąć je jako własne ziemie.
Walki w Zachodnim Sogen są przez wiele miesięcy bardzo wyrównane i wydaje się, że ani jedna ani druga strona nie zdobywają żadnej przewagi.
Uchiha Tsuyoshi, Akoraito Uchiha pochodzący z Sarufutsu, obejmuje dowództwo nad batalionem F, przełamuje wielomiesięczny impas i w brutalnym, chaotycznym starciu zdobywa kluczowy most na bagnach, rozbijając główne siły Dzikich kosztem ciężkich strat własnych; mimo użycia skrajnych środków (w tym poświęcenia jeńców) zachowuje kontrolę operacyjną, zabezpiecza przeprawę, umożliwia nadejście posiłków i przesunięcie frontu, a po bitwie stabilizuje sytuację, organizuje pomoc rannym, bierze jeńców, odmawia masowych egzekucji dezerterów (nakładając kary pośrednie) i kończy misję jako zwycięski, lecz wyczerpany dowódca, który otworzył drogę do dalszej ofensywy Uchiha. Wydarzenie nazwano „Bitwą na Moście”.
Po zwycięstwie na moście, front został przesunięty na korzyść klanu Uchiha. W tym czasie ustanowiono szereg posterunków, które miały chronić nową granicę. Owe posterunki mogły stać tam niemal wyłącznie dzięki zasługom Doko Uchiha, którzy pracowali niestrudzenie, aby zapewnić dostawy potrzebnych rzeczy oraz dostarczać rozkazy.
Po stronie Ludzi zza Muru, wiele szlaków transportowych i rozkazów również było dostarczanych przez Doko. Również po tej stronie byli oni cichymi bohaterami, bez których większe i poważniejsze wydarzenia nie mogłyby się odbyć.
Po umocnieniu granic, Uchiha Takeru - Kogo klanu Uchiha, prowadzi kilka ataków na pozycje wroga. Ludzie zza Muru się bronią. Następuje fluktuacja granic.
Jednym z na stałe odbitych miejsc dla Uchiha była wioska Okayama. Odbita została przypadkiem, przez niezwiązanego z klanem Uchiha mężczyznę (Ayumu), który nie tylko przepędził Dzikich z tamtego miejsca, jak i uratował jeńców.
Uchiha Takeru decyduje się na dość zuchwały krok i przekonuje Shirei-kana Uchiha, żeby zaatakować i odbić Rantori, ponieważ „Uchiha potrzebują tej wygranej”. Shirei-kan się zgadza, ale zastrzega, że tylko chętni Uchiha oraz najemnicy mogą się podjąć tej brawurowej i niebezpiecznej misji. Do misji zgłasza się wielu najemników oraz dwie istotne postacie - Uchiha Azuma - Kogo klanu Uchiha oraz Uchiha Tsuyoshi - bohater Bitwy na Moście. Takeru, z ogromną pomocą Azumy i Tsuyoshiego oraz wielkim poświęceniem ze strony najemników, odbija Rantori, przesuwając linię frontu daleko od wcześniej ustalonych granic.
Uchiha są rozciągnięci na froncie. Ryuzaku widzi to jako problematyczne i drogie, dlatego zaczynają ograniczać wsparcie finansowe na wojnę. Uchiha jednak trzymają się swoich pozycji za pomocą czystej determinacji i uporu.
Chociaż Rantori zostało odbite, Uchiha Azuma, Kogo klanu Uchiha, zauważa nieścisłości. Bitwa o miasto była trudna i, po zebraniu wszystkich wskazówek, uznaje, że ktoś z Gazo zdradził i informuje wroga o działaniach Uchiha oraz przesyła złe raporty (w Rantori miało nie być Shinobich Ludzi zza Muru, a byli). Przeprowadza śledztwo, w którym odkrywa potencjalną zdrajczynię i aresztuje ją.
Dzicy przeprowadzają atak na Okayamę, aby ją odbić po tym, jak przejęli ją Uchiha. Gosui, żołnierz Ryuzaku-no-Taki, przeprowadza obronę wioski i wybija Dzikich, umacniając front.
Yuki Mikoto, przywódczyni Wyrzutków Cesarskich, mieszkająca na terenie Północnego Ryuzaku, zaczyna podejmować większe kroki przeciwko ludziom zza Muru - jako pełnoprawna mieszkanka i obywatelka Ryuzaku oraz dłużniczka Uchiha.
Uchiha Yatta, Kogo klanu Uchiha oraz Uchiha Tsuyoshi, teraz już Sentoki, wykonują atak na strażnice z punktem obserwacyjnym na wschodzie, niedaleko Muru, dzięki czemu Yuki Mikoto może wykonać swój ruch.
Dzięki przesunięciu frontu, usunięciu zdrajcy oraz działaniom Suyunami Yuriego, Takahashi Ayi oraz Uchiha Sosuke, więcej i więcej ziem Zachodniego Sogen zostaje odbitych i zabezpieczonych dla Uchiha. Ludzie zza Muru cofają się na północ i są spychani bliżej meteorytu. Liderzy klanów Soma, Orochi i Mateki nie są z tego powodu zadowoleni.
Liderzy klanów zza Muru przygotowują się do ofensywy. Liderzy klanu Soma żądają wyników. Liderka klanu Orochi wysyła swoich ludzi do ataku na zachodnie strażnice. Orochi zajmują Uchiha, którzy usilnie próbują chronić swoje ziemie i swoich ludzi, zostawiając wschodnie, przymorskie tereny mniej zabezpieczone.
Odwracanie uwagi jest skuteczne - Ishikawa Kaito, samuraj służący pod liderką Mateki oraz Yamamoto Kazuya - Kyuubim-sama - przejmuje ziemie i strażnicę przy morzu i przy Murze, otwierając port morski otwarty na Ocean Wschodni. To pierwszy, duży i prawdziwy port, do którego mają tutaj dostęp. Kiedy Uchiha się o tym dowiadują - z raportów złożonych przez Suyunami Yuriego oraz zwojów z rozkazami przejętych przez Uchiha Tsuyoshiego - było już za późno i kawał ziemi został wyrwany na korzyść Ludzi zza Muru.
Sukcesy Uchiha na froncie, mimo trudności związanych z zaopatrzeniem i pieniędzmi, przekonują Ryuzaku, że jednak warto ich wesprzeć i przeć na północ - łatwiej będzie mieć z nich pożytek, jeżeli odzyskają swoją ziemię. Takeda oraz Uchiha również przedstawili sposób na transport zaopatrzenia, który zainteresował Ryuzaku.
Ludzie zza Muru - szczególnie liderzy klanu Soma - zirytowani tym, że Uchiha jednak ich wypychają, mimo przewagi liczebnej, decydują się na większą ofensywę, wykorzystanie klanu Kujaku oraz ich nowych sojuszników. Otwierają też drzwi na nowe sojusze. Liderki Orochi i Mateki zgadzają się na to - Yokai są w dalszym ciągu problemem na północy i nie mogą sobie pozwolić na bycie wypchniętym za Mur.
Obszar Kaminari nie zmienił się ze względu na pasywność wojsk. Kaminari nie przeprowadziło oficjalnie żadnego ataku. Raporty z frontu donoszą jednak o grupie zabójców, którzy niemalże wykończyli jednego z seininów klanu Kujaku - Musana Kujaku - w skrytobójczym ataku.
Posłowie - Strefa Out of Character
No i kolejna część fabuły za nami. Tym razem bardzo długa, z różnymi perypetiami po drodze i może nie tak spójna, jakbym chciała. Jednak do przodu. Chciałabym podziękować wszystkim zaangażowanym w tę część wojny. Szczególnie - dziekuję Minoru , który zapoczątkował te zlecenia oraz Boyosowi co wziął i ukradł Kaminarich i Kujaku z układanki, dając im swoją własną piaskownicę. Dziękuję też wszystkim graczom i mistrzom gry. Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze.
A teraz statystyki!
34 - zrobione misje i wyprawy w tematyce wojennej (liczone od grającego, czyli jeżeli na misji były 2 osoby - liczy się 2)
10 misji po stronie Dzikich
24 misje po stronie Uchiha
Punktacja za każdą misję to:
1 - D
2 - C
4 - B
8 - A
16 - S
Razem zarobiono 125 punktów. Uchiha zarobili z tego 85, Dzicy - 40
Poniżej wrzucam pivoty z poszczególnymi osobami i liczbą misji.
Co mogę powiedzieć? Uchiha było więcej, od początku, aczkolwiek zdarzyło im się utknąć na długich misjach bądź były różne przerwy. Dzicy zaczynali ze sporym opóźnieniem, bo na początku nikogo tam nie było. Dlatego 40 punktów jest imponującym wynikiem. Kaito , zdobyłeś ważne miejsce i otworzyłeś drogę na przyszłość. Gratuluję! Chciałabym też pogratulowac Uchiha Tsuyoshiemu, który od samego poczatku cisnął te misje i zrobił ich kilka naprawdę sporo fabularnie znaczących. Wiem, że byłoby więcej, gdyby nie postój z misją w Rantori.
Od siebie dorzucam tym, którzy zdobyli 10 punktów wzwyż drogiaz - Voucher na wyprawę - jednorazowe zlikwidowanie okresu oczekiwania na następną wyprawę. Osoby uprawnione to:
Kaito
Tsuyoshi
Azuma
Hiromi
Yuri
Bardzo dziękuję też całemu stadu Bambików na misjach D. Mam nadzieję, że dodatkowe PH za Zlecenie pozwoliło Wam na lepszy stary!
I co? Coś się kończy, coś się zaczyna. Już niedługo kolejna część wojny. Czekajcie na wieści od Boyosa. Smaruje na ten temat od bardzo dawna i niemal wibruje, żeby Wam wszystkim opowiedzieć, co ma w zanadrzu.
MAPKA
TABELA PRZESTAWNA
autor: Papyrus
9 lut 2026, o 20:08
Forum: Tereny mieszkalne
Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Odpowiedzi: 106
Odsłony: 10896
Post Fabularny
Uchiha Sosuke
Zima 395
Sosuke spytał „jak im nie pozwolić pójść za daleko”, a Emi najpierw zamknęła oczy, jakby to pytanie ją uderzyło w skroń. Potem otworzyła je powoli i spojrzała na niego bez śmiechu. Zupełnie poważnie.
- To nie jest proste - powiedziała wprost. - Ale dam ci trzy rzeczy, które działają na moje dzieciaki i na gówniarzy, których szkoliłam. Nie jest to cudowne rozwiązanie, ale jakoś idzie.
Uniósła trzy palce.
- Po pierwsze: bądź wcześniej, nie później. Nie czekaj, aż zrobią głupotę. Jak Kenji zaczyna „posiedzieć u Nakano”, to nie pytasz go po fakcie: „co ty odwaliłeś?”, tylko wcześniej: „po co tam idziesz i czego chcesz?”. Jak Tsuyoshi zaczyna brać na siebie za dużo, to nie mówisz mu, jak padnie: „trzeba było odpocząć”, tylko wcześniej: „kiedy śpisz i kto ci pomaga”. Rozumiesz? Pilnujesz i reagujesz wcześniej.
- Po drugie: mów ich językiem. Tsuyoshi rozumie obowiązek, ciężką pracę, wynik. Kenji rozumie układ, wpływ, konsekwencję. Jak powiesz Tsuyoshiemu o „twarzy rodziny”, to wzruszy ramionami. Ale jak mu powiesz, że jak się zajedzie, to przestanie być użyteczny i ktoś go zastąpi - to go zaboli. A Kenjiemu nie mów „to niehonorowe”, bo on ci odpowie, że honor gówno daje. Powiedz mu, że jak się w coś wplącze, to potem się nie wyplącze i będzie siedział w paskudnym układzie.
- Po trzecie… - zawahała się, a potem zmrużyła oczy i uśmiechnęła się krzywo. - Ustal granicę, której nie przekroczą przy tobie. Jesteś ich wujem. Nie ojcem, nie kibicujesz żadnemu. To jest twoja przewaga. Jak będą przy tobie, to mają czuć, że przy wuju Sosuke nie ma zagrywek, które skłócają rodzinę. Po prostu, jak zacznie się rozmowa o „kto jest lepszy”, to ją ucinasz. Jak zaczną się szeptanki, to pytasz wprost.
Emi opuściła dłoń i odchyliła się na swojej poduszce przy stole
- I jest jeszcze czwarta rzecz, ale to jest brzydkie - dodała po chwili, ciszej. - Czasem trzeba powiedzieć ojcu „nie”. Nie przy stole. Nie przy dzieciach. Tylko na osobności. I bez proszenia. „Ojciec, to niszczy dom”. Jedno zdanie. I wyjść, zanim to przetrawi. A jak trzeba, to i powiedzieć naszym szanownym, starszym braciom, żeby wyciągnęli łby ze swoich tyłków. I niech się ogarną.
autor: Papyrus
5 lut 2026, o 20:27
Forum: Tereny mieszkalne
Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Odpowiedzi: 106
Odsłony: 10896
Post Fabularny
Uchiha Sosuke
Zima 395
Emi na moment zesztywniała, kiedy Sosuke podniósł głos. Nie dlatego, że ją przestraszył. Ona nigdy się Sosuke nie bała. Uznała, że ten był ten rodzaj wybuchu, który mówił więcej o zmęczeniu niż o złości. Kiedy przeprosił skinieniem głowy, Emi od razu odpuściła. Przysunęła mu się odrobinę bliżej i delikatnie, ale stanowczo, klepnęła go w ramię.
- Ej. Oddychaj - mruknęła, półżartem, półserio. - Jak będziesz tak dmuchał żarem przy stole, to Sanae cię posadzi na karnym szopie w kącie jak Tsumi.
Przez chwilę słuchała, jak wyrzuca z siebie wszystko, co go drażniło. „Powinni się wspie…” urwało się w połowie i Emi prawie uśmiechnęła się pod nosem, bo dobrze znała ten moment, kiedy Sosuke łapał się na tym, że mówi jak Harida. Tylko bez tej całej otoczki.
- Nie dziwię im się - powiedziała cicho, gdy skończył. - I wiem, że ty też się im nie dziwisz. Denerwuje cię tylko, że ktoś ich do tego pchnął i zmusił.
- Rozmawiałam z ojcem - przyznała. - I z Haridą też. Z Shinjim mniej, bo on… on potrafi być jak drzwi. Jak są zamknięte, to możesz się do nich tłuc, a on i tak otworzy, kiedy on uzna, że ma ochotę.
Westchnęła, odchylając głowę na oparcie. Na sekundę z jej twarzy zniknęły żarty.
- Ojciec udaje, że to „mobilizuje” - powiedziała, a w głosie pobrzmiewała ta mieszanina zrezygnowania i irytacji, którą znały wszystkie dzieci jego dzieci. - Że to „hartuje charakter”. Że chłopcy muszą się nauczyć, że świat ich nie będzie głaskał. I ma rację. Mamy wojnę. Mamy wielu ludzi wokół siebie. Prawdziwy lider musi sobie radzić z taką presją. Że może mu się zdarzyć córka, która ma problemy w pracy, bo stare konie ze straży mają łby zbyt głęboko we własnych tyłkach, żeby słuchać młodszej dowódczyni. Że masz dzieciaka, który próbował obmacywać swoją dowódczynię na misji. Że te, które nie potrafią jeszcze nad tym panować, pokazują umiejętności, które wolałbyś ukryć. To dużo. Doskonale wiesz, że to dużo. A to nie wszystko.
Przesunęła palcem po krawędzi miseczki, jakby szukała w tym gestie czegoś uspokajającego.
- Powiedziałam ojcu, że przesadza i nie wygląda to dobrze. Że może on ma z tym całkiem dobrą zabawę na stare lata, ale jak się rozniesie, to będzie problem. Ale jak grochem o ścianę. Nie przyzna się, że zrobił coś nie tak. Jest na to zbyt dumny
Zamilkła na krótką chwilę, po czym dodała, tym razem łagodniej:
- Z chłopcami nie rozmawiałam, bo nie wiem, czy nie zaczęłabym im moralizować, a wtedy by nie słuchali. To dorośli mężczyźni już. A nie mogę im powiedzieć, że ich dziadek ich ocenia, ale też ma używanie. Jeżeli chcesz pomóc, może po prostu z nimi rozmawiaj i nie pozwól, żeby poszli za daleko. Jesteś najmniej w to wszystko wplątany, a obaj naprawę cię szanują.
autor: Papyrus
4 lut 2026, o 21:22
Forum: Tereny mieszkalne
Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Odpowiedzi: 106
Odsłony: 10896
Post Fabularny
Uchiha Sosuke
Zima 395
- Prawdziwy Uchiha, co? Z Hachimantai? - Emi uśmiechnęła się do Sosuke, unosząc brew. Drażniła się z nim, ale nie drążyła dalej. Przez chwilę po prostu się zamyśliła i słuchała słów swojego brata, który ją przekonywał, że nie zostanie powołana do służby ponownie. Jej mina jednak wskazywała, że niekoniecznie ufa w jego ocenę sytuacji. Jego słowa jednak podniosły ją na duchu i uśmiechnęła się do siebie delikatnie, nieco uspokojona. Dzisiaj jeszcze nikt jej nie powoływał. Dzisiaj było jeszcze dobrze.
- Cała śmietanka będzie na spotkaniu klanowym. Posłano po rodziny znad morza, z południa i z zachodu. Oczywiście, przybędzie stamtąd tylko reprezentacja, ale wyraźnie Masahiro chce pełne spotkanie. Ostatnie było zwołane przez Katsumi, kiedy zrzekała się funkcji, a Masahiro był wybierany. Mam nadzieję, że się sam nie zrzeka, bo to byłby chyba najgorszy na to moment. Ale będą wszyscy. Może chce przedstawić nam swoją żonę. Jakbym ja była Shirei-kan, to na pewno zorganizowałabym wielkie spotkanie klanowe, żeby pokazać Takeshiego. Zobaczcie co mam! Fajny, nie? Ha-ha, nie oddam!
Znów rozładowywała sytuację i chyba nie chciała mówić, że chodzi o wojnę i następne ruchy klanu. Może nawet chciała coś powiedzieć, ale Sosuke ją przeniósł w zupełnie inne miejce.
- Ugrh, ciężko nie zauważyć, co zrobił ojciec, nie? Jedna wielka komedia - westchnęła głęboko. - Nie jest idealnie. W sensie, oni się nie kłócą. Wszystko jest perfekcyjnie. Ale młodzi są poszczuci na siebie. I nie wygląda to dobrze. Tsuyoshi bierze to wszystko na bardzo poważnie i bardzo stara się wykazać. Powolna, ciężka praca. Kenji za to jest… bystrzejszy i patrzy trochę szerzej. Nie jak dobry shinobi. Nie tylko zadania, nie tylko wojna, ale próbuje zdobywać wpływy. Ostatnio siedział sporo u Nakano, próbował u Takedów też posiedzieć, ale posadzili go z paniczem Yuu i się wszystko posypało. Ach, nie wiesz o paniczu Yuu pewnie. To młody Takedów, wyhuhany, wydmuchany, dziedzic. Teraz już dorósł, ma łeb do mechanizmów. No ale jak był gówniarzem i jak nasze dzieciaki były młodsze, to wiesz, był małym, aroganckim gnojkiem i nikt go nie lubił, a skopać mu tyłka nie było wolno. No ale Kenji go zaprosił. I nie wiem, co się zadziało, ale panicz Yuu wyszedł z trzaskiem drzwi. Spodziewam się, że jak wróci z misji, to wymyśli coś równie niedorzecznego… A jednocześnie obaj robią to, co do nich należy. Wiesz. Cieszę się, że Daichi i Aiko nie biorą w tym udziału.
autor: Papyrus
3 lut 2026, o 20:47
Forum: Tereny mieszkalne
Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Odpowiedzi: 106
Odsłony: 10896
Post Fabularny
Uchiha Sosuke
Zima 395
- Takeshi i tak się tobą zajmie, gówniaku i się ze mną nie kłóć - odpowiedziała mu jednocześnie ostro i żartobliwie, trącając młodszego brata ramieniem. Była niby luźna, ale zawsze była też uparta i rządziła nim. Potem zaczęła rządzić też swoim mężem, a nawet udawało się jej rządzić Haridą i Shinjim, oczywiście, zanim ci się pożenili i nimi zaczęły rządzić ich żony.
Zanim jednak przyszła kolejna fala złych myśli, Emi mu odpowiedziała na to, co mówił.
- Mam nadzieję, że w czynnej służbie nie. Swoje lata już biegając po drzewach spędziłam i do ganiania na misje już się nie nadaję. Brakuje mi cierpliwości i strzyka czasami w plecach. Jako doradcę… Masahiro ma Sugiyamę. Jednego i drugiego. No i przede wszystkim się słucha Takedy - dodała z lekkim przewróceniem oczu. - Oni mnie nie znają za dobrze, chyba że…
Emi rzuciła okiem na miejsca, które zwykle zajmował Harida oraz Shinji, po czym głęboko westchnęła.
- Chyba, że oni coś zasugerowali, że moje papiery nagle się znalazły. Ale miło, że uważasz, że byłabym dobrym doradcą i, że jestem spokojna. No ale przy Sanae, to chyba każdy tutaj jest oazą spokoju. Jest bardziej Uchiha, niż ktokolwiek z nas. W każdym razie. Czeka nas duże wydarzenie klanowe. Bo nie tylko mnie woła, ale mnie woła z emerytury. Ojca też, ale innym zaproszeniem. Moje miało taką złotą obwódkę. Harida i Shinji też są zaproszeni… a ty, gówniaku, nadal jesteś Sentokim, więc nikt cię nie woła. Może warto, żeby na następne spotkanie klanowe i ciebie zawołano. W kupie siła, wiesz. Cokolwiek będzie się dziać, najważniejsze, żebyśmy mieli siebie, nie?
autor: Papyrus
2 lut 2026, o 21:18
Forum: Misje i Fabuły
Temat: Wynagrodzenie za misje
Odpowiedzi: 4216
Odsłony: 851083
Nobuo+Takashi - Wyprawa Rangi A
Wynagrodzenie : Zakata : 61 PH podstawy i 19 PH za jakość - Łącznie = 80 PH i 850 Ryo.Takashi : 134 PH podstawy i 19 PH za jakość - Łącznie = 153 PH i Cel Wyprawy.
autor: Papyrus
2 lut 2026, o 19:28
Forum: Sarufutsu (Miasteczko szczepów Uchiha i Gazo)
Temat: Siedziba Władzy
Odpowiedzi: 178
Odsłony: 42873
Post Fabularny
Azuma
Zima 395
- Nie rozgłaszaj tego, ale Takedowie są przekonani, że to Nakano ich zaatakowało, tych kilka lat temu. Sam chroniłem wtedy Yuu i wystosowany był oficjalny list, żeby Takeda odpuścił handel z Pustynią. Zajmował się wtedy przewożeniem dóbr z Pustyni do Ryuzaku i na Mur - wyjaśnił Orochi, przypominając sobie szczegóły z misji, w której brał udział dawno temu, jeszcze przed Turniejem Pokoju.
- Przy Nanie-san myślimy, że ktoś z Ryuzaku chciał zamordować panią Takedę, bo nie wszyscy z Rady Ryuzaku są przekonani, żeby wspierać nasz klan. Tym bardziej, że chwilowo jesteśmy finansową studnią bez dna. Dla mnie oni - wskazał na kamon na papierze. - To zawodowi zabójcy, którzy wezmą zlecenie od tego, kto zapłaci. Jak najemnicy. Jak shinobi zatrudniający się u różnych panów. Tylko ci mają określony znak. Znaczy, że się gdzieś szkolą. Coś ich łączy. W każdym razie, Orochi się tym zajmie, razem ze strażą. Nie możesz zajmować się śledztwem we własnej sprawie, a Harumi-san ma kilku raczej sprawnych śledczych. To jednak nie może być priorytet dla ciebie, shinobiego, który będzie miał o wiele ważniejsze zadania teraz. Twoją rodzinę obejmę szczelniejszą ochroną - dodał. - Tobie, na razie, nikogo nie przydzielam, o ile nie zażyczysz sobie. Tutaj, w Sarufutsu.
- Co do zamachów na wsparcie Hiro… - dodał Orochi. - Ja nie wiem. Według mnie, podpadłeś komuś. Inaczej próbowaliby pozbyć się ciebie wcześniej? Mnie poddusić, bo dzięki mnie nie musi robić papierów? - dodał żartobliwie, być może chcąc trochę rozładować sytuację. - Na razie bądź uważny, ale nie przejmuj się za bardzo. Zajmiemy się tym. A jeżeli będzie eskalacja to tym bardziej.
Orochi został w gabinecie jeszcze kilka minut, następnie wyszedł. Masahiro za to jeszcze nie wypuścił Azumy - o ile ten sam się nie chciał zrywać. Spędził z nim na rozmowie jeszcze kilkanaście dobrych minut, tym razem na lżejsze, bardziej konwersacyjne tematy. Przy okazji wcisnął mu zawiniątko ze słodyczami od swojej żony. Herbata, rozmowa. Wyraźna chwila na zaciśnięcie więzi. Azuma mógł się domyślić wielu powodów, dla których Masahiro to robił, ale ostatecznie - takim był człowiekiem. Zależało mu na ludziach.
W końcu jednak był wypuszczony i mógł dostać się do domu, żeby w końcu odpocząć.
Azuma Z/T