Znaleziono 298 wyników
- wczoraj, o 17:58
- Forum: [S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)
- Temat: Sztab Generalny Ryuzaku
- Odpowiedzi: 70
- Odsłony: 2750
- wczoraj, o 10:58
- Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
- Temat: Biała Wstęga
- Odpowiedzi: 37
- Odsłony: 1421
- 28 mar 2026, o 17:08
- Forum: Ningyō-shi (Osada Rodów Ayatsuri i Kaguya)
- Temat: Siedziba władzy [Wydarzenie]
- Odpowiedzi: 4
- Odsłony: 485
Re: Siedziba władzy [Wydarzenie]
Chyba w najśmielszych snach Nizan nie oczekiwałby, że jego przykrywka tak ładnie żeżre. Goro został momentalnie kupiony przez miłe słowa Nizana i dzięki temu, ich losy miały się krzyżować. Przynajmniej, przez ten jeden dzień.
Okazało się, że Nizan dobrze wyczuł fakt, że Saori nie jest tutaj zbytnio lubiana. Goro nazwał ją nawet suką, co tylko potęgowało niechęć, skoro używał takich słów. Co jednak było ciekawsze, okazało się, że od dwóch tygodni mężczyzna nie wziął żołdu do łapy. Czyli nawet, jeżeli Nariko opłacała tutejszych najemników, to albo nie miała kasy, albo musiała zacisnąć sama pasa. Chyba, że płaciła im jakoś inaczej, albo obiecała zapłatę po wszystkim. Nie, żeby najemnicy mieli wyjście, bo jak wtargnie tu armia Ayatsuri, to brak żołdu będzie ich najmniejszych zmartwieniem.
- Ta, żołd żołdem, ja prawie zleceń nie mam, bo nikt nie ma kasy. We wschodniej dzielnicy jest taka bieda, że stary Renko zaczął pasek żuć, by głodu nie czuć. Widziałem na własne oczy, mówię kierownikowi, że to nie są już żarty. Wykończą nas, kurwa, normalnie nas wykończą. - Nizan postanowił ponarzekać trochę z Goro, żeby jeszcze bardziej podjudzać chłopaka do sprzedania się z jakimiś informacjami.
Finalnie, biznes, który wymyślił Nizan zaskoczył, bo Goro zaczął już liczyć ile to nie zarobią.
- Sie wie. Co wyłowie, to odrazu do kierownika i podział po wszystkim. Po cichu, bez świadków. - powiedział, kiwając głową.
Na sam koniec trafiła do Kunisaku informacja o tym, że na samej górze jest Nariko z przybocznymi gwardzistami.
- Taaa, tylko akurat tutaj nie kłamię. Raczej napewno będziemy musieli tam zajrzeć. - powiedział do Goro. - Chyba, że nas nie wpuszczą, no to nic nie poradzimy. W każdym razie, zobaczy się jak sytuacja. Sam nie bardzo chcę się tu plątać, bo każdy łypie jakbym jakimś bandziorem był, a przecie żadna praca nie hańbi, nie? Jak baby sie kurwią, to nikt nic nie mówi, a jak facet czyści kible to odrazu wielkie mi halo. - dodał. - A kierownik słyszał o tym całym Ario? Ostatnio na ognisku coś gadali, ale chuja zrozumiałem. Wolałbym go chyba nie spotkać. - zagaił jeszcze po drodze, starając się cokolwiek wyciągnąć, a nóz widelec chłop sam z siebie zacznie opowiadać. Jeżeli dostał się do niewoli, to może Nizan przy okazji go jakoś uwolni. Ryzyko było takie, że jeżeli to tajna misja, to mógł właśnie zdradzić przykrywkę brata, ale... najwyżej powie, że coś pojebał i nie było tematu.
Ruszyli na górę i dotarli do miejsca, gdzie stało dwóch elitarnych strażników. Nizan momentalnie rozpoznał różnicę w tym, że raz byli pewni siebie, a dwa że po prostu dużo lepiej wyglądali.
- Do gówna, hehe. - powiedział Nizan, szczerząc się i drugi raz wykorzystując swój żart. Jednak nie chciał dostać wpierdolu więc momentalnie uniósł rękę z wiadrem i narzędziami. - Poważnie. Przyszedłem przepchać kanalizację. Pewnie wrzucacie jakiś syf do środka i dlatego się zapycha. Kierownik tutaj ze mną jest by mnie pilnować. Raz dwa się uwiniemy i po sprawie. - powiedział.
Nizan starał się wydawać pewny siebie bo... przecież nie miał nic do ukrycia. Tak by zachowywał się łajnonurek.
- Na waszym miejscu bym pootwierał okna i nie zbliżał się przez jakiś czas, bo może trochę capić. Ja już przywykłem, ale Wasze arystokrackie nosy mogą tego zapachu nie polubić. - wzruszył ramionami, po czym odwrócił się do Goro. - Chodźmy kierowniku, bo czas to pieniądz, a ja chcę wrócić na kolację do domu.
Po tych słowach Nizan zamierzał spokojnie ruszyć przed siebie jakby przyszedł do roboty. Bo przecież przyszedł, prawda?
Okazało się, że Nizan dobrze wyczuł fakt, że Saori nie jest tutaj zbytnio lubiana. Goro nazwał ją nawet suką, co tylko potęgowało niechęć, skoro używał takich słów. Co jednak było ciekawsze, okazało się, że od dwóch tygodni mężczyzna nie wziął żołdu do łapy. Czyli nawet, jeżeli Nariko opłacała tutejszych najemników, to albo nie miała kasy, albo musiała zacisnąć sama pasa. Chyba, że płaciła im jakoś inaczej, albo obiecała zapłatę po wszystkim. Nie, żeby najemnicy mieli wyjście, bo jak wtargnie tu armia Ayatsuri, to brak żołdu będzie ich najmniejszych zmartwieniem.
- Ta, żołd żołdem, ja prawie zleceń nie mam, bo nikt nie ma kasy. We wschodniej dzielnicy jest taka bieda, że stary Renko zaczął pasek żuć, by głodu nie czuć. Widziałem na własne oczy, mówię kierownikowi, że to nie są już żarty. Wykończą nas, kurwa, normalnie nas wykończą. - Nizan postanowił ponarzekać trochę z Goro, żeby jeszcze bardziej podjudzać chłopaka do sprzedania się z jakimiś informacjami.
Finalnie, biznes, który wymyślił Nizan zaskoczył, bo Goro zaczął już liczyć ile to nie zarobią.
- Sie wie. Co wyłowie, to odrazu do kierownika i podział po wszystkim. Po cichu, bez świadków. - powiedział, kiwając głową.
Na sam koniec trafiła do Kunisaku informacja o tym, że na samej górze jest Nariko z przybocznymi gwardzistami.
- Taaa, tylko akurat tutaj nie kłamię. Raczej napewno będziemy musieli tam zajrzeć. - powiedział do Goro. - Chyba, że nas nie wpuszczą, no to nic nie poradzimy. W każdym razie, zobaczy się jak sytuacja. Sam nie bardzo chcę się tu plątać, bo każdy łypie jakbym jakimś bandziorem był, a przecie żadna praca nie hańbi, nie? Jak baby sie kurwią, to nikt nic nie mówi, a jak facet czyści kible to odrazu wielkie mi halo. - dodał. - A kierownik słyszał o tym całym Ario? Ostatnio na ognisku coś gadali, ale chuja zrozumiałem. Wolałbym go chyba nie spotkać. - zagaił jeszcze po drodze, starając się cokolwiek wyciągnąć, a nóz widelec chłop sam z siebie zacznie opowiadać. Jeżeli dostał się do niewoli, to może Nizan przy okazji go jakoś uwolni. Ryzyko było takie, że jeżeli to tajna misja, to mógł właśnie zdradzić przykrywkę brata, ale... najwyżej powie, że coś pojebał i nie było tematu.
Ruszyli na górę i dotarli do miejsca, gdzie stało dwóch elitarnych strażników. Nizan momentalnie rozpoznał różnicę w tym, że raz byli pewni siebie, a dwa że po prostu dużo lepiej wyglądali.
- Do gówna, hehe. - powiedział Nizan, szczerząc się i drugi raz wykorzystując swój żart. Jednak nie chciał dostać wpierdolu więc momentalnie uniósł rękę z wiadrem i narzędziami. - Poważnie. Przyszedłem przepchać kanalizację. Pewnie wrzucacie jakiś syf do środka i dlatego się zapycha. Kierownik tutaj ze mną jest by mnie pilnować. Raz dwa się uwiniemy i po sprawie. - powiedział.
Nizan starał się wydawać pewny siebie bo... przecież nie miał nic do ukrycia. Tak by zachowywał się łajnonurek.
- Na waszym miejscu bym pootwierał okna i nie zbliżał się przez jakiś czas, bo może trochę capić. Ja już przywykłem, ale Wasze arystokrackie nosy mogą tego zapachu nie polubić. - wzruszył ramionami, po czym odwrócił się do Goro. - Chodźmy kierowniku, bo czas to pieniądz, a ja chcę wrócić na kolację do domu.
Po tych słowach Nizan zamierzał spokojnie ruszyć przed siebie jakby przyszedł do roboty. Bo przecież przyszedł, prawda?
- 27 mar 2026, o 09:30
- Forum: [S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)
- Temat: Sztab Generalny Ryuzaku
- Odpowiedzi: 70
- Odsłony: 2750
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Takamori - Wyzwolenie
Misja S - Azuma
Posty
Kolejka 9/X
Azuma wparował do namiotu jak do siebie, spoglądając na sytuację, którą zastał z dużą dozą niepokoju. Jego załoga miała się dobrze bawić i niezbyt przejąć tym, że Azuma - ich kierownik, przełożony, seinin i generał w jednym - znalazł się nagle w pomieszczeniu z nimi.
To co Azuma zobaczył... napewno nie przypominało armii w jego wizji. To tym bardziej nie tak wyobrażał sobie swoich oficerów, którzy mieli odpowiadać za jego armię. Łatwo mógł się domyślić, że każdy z pięciu ludzi, którzy byli w środku, byli dwutysięcznikami. Chyba, że był jakiś inny podział, o którym nie wiedział.
Seinin postawił na demonstrację siły i jasnych oczekiwań względem tego, jak ma wyglądać ich współpraca. Azuma ruszył wyprostowany i z całej siły wykonał kopnięcie w krzesło, na którym siedział jeden z jego oficerów. Noga od krzesła pękła, a co więcej poleciała w tył, lądując w ścianie namiotu. Chłopak, który siedział, upadł na ziemię, bo krzesło od impetu miało naruszoną strukturę i grzmotnął na ziemię, w miejscu, w którym siedział.
Następnie Azuma wytworzył aurę. Aurę, która miała sprawić, by płachty od namiotu zafalowały. Chłopak powiedział wprost, że skoro tu są, to wiedzą kim jest. Powiedział, że nie zna imion oficerów, ale wprost nazwał, że w jego namiocie jest pośmiewisko. Potem jasno przekazał, że dyscyplina zaczyna się przy stole, a jeżeli ma to być festiwal, to może odejść.
Na sam koniec użył stwierdzenia, że nie będzie tracił czasu na uciszanie amatorów. I tak jak wszyscy go słuchali w ciszy przez cały czas, tak po ostatnim zdaniu cała piątka zmrużyła delikatnie oczy. Sugiyama stanął przy wyjściu z namiotu, trzymając ręce skrzyżowane na piersi.
I nastała cisza. Chłopak, który leżał na ziemi, cały czas miał nogi w górze, na stole - ale pionowo - bo upadł tyłkiem na podłogę. Co było jednak najgorsze, nie ruszył się nawet o milimetr. Siedział tak jak siedział. I w sumie, też pierwszy się poruszył i podniósł, otrzepując swoje ubranie.
- Widzisz... i tutaj jest pierwszy zgrzyt. - powiedział chłopak, który się otrzepywał. - Bo według nas, to Ty jesteś tutaj gościem, a nie odwrotnie. - dodał, po czym oparł się o stół. - Przychodzisz do nas jak do siebie, zaczynasz rzucać rozkazy i oczekiwania, a nawet nie zapytałeś, kim my jesteśmy.
Na chwilę ucichł, wbijając wzrok w Azumę.
- Myślisz, że poprowadzimy nasze wojska za chłopaczkiem, który został ledwo co awansowany na generała? - zapytał unosząc brew. - Który zamiast zacząć od tego, z kim ma do czynienia, wysłuchać nas, to przychodzi i zaczyna strofować i opowiadać o... o czym? O pośmiewisku?
- Cóż, techniczne rzecz biorąc, to jest nasz przełożony. - powiedziała dziewczyna, odwracając się do chłopaka, który przemówił pierwszy. -Świeżo mianowany, ale nadal.
- Poprzedni też był przełożonym, a jeszcze poprzedni tak samo. Myślisz, że robi różnice, pod kim robimy? - uniósł brew, po czym spojrzał pytająco na Azumę. - Byliśmy jedyną armią, która utrzymała południową flankę na ostatniej wojnie. Zostawiliście nas samych. Straciliśmy najlepszych mężów i kobiety, osamotnieni broniąc przejścia do tego, co teraz się nazywa północnym Ryuzaku. Gdyby nie poświęcenie naszych ludzi, linia frontu by tak nie wyglądała. I co dostajemy w zamian? - zapytał. - Przychodzisz tu, nazywasz nas amatorami, nie wiedząc nawet, ilu naszych ludzi pochowaliśmy przez ostatnie trzy lata. To pozwól, że ja Ci zadam pytanie. - wyprostował się. - Gdzie Ty byłeś na wojnie, bo jakoś Cię nie widziałem, generale? - jego słowa mocno zaakcentowały "generale".
- Był w Saimin, z Hiromi, siostrą Masahiro. Chronił ją.
Na chwilę nastała cisza.
- Świetnie. To teraz się wyspowiadaj z tego, kim jesteś przed człowiekiem, co nawet nie służył w Kotei, kiedy każdy był nam najbardziej potrzebny, amatorko.
Chłopak powtarzający słowo "amator" bardzo ruszało każdego z siedzących.
- Teraz odbił Rantori.
Chłopak skinął z uznaniem.
- A nie, no to jak odbił Rantori, to wszystko jasne. To jesteśmy w domu. Nie było tematu. - powiedział. - Dobra, ja wysiadam. Przedstawcie się grzecznie koledze i powodzenia.
Następnie chłopak ruszył do wyjścia z namiotu, jednak gdy mijał Sugiyamę, który go piorunował wzrokiem, zatrzymał się, wyprostował, oddał mu honor, a następnie dopiero opuścił namiot. Wyciągnął fajkę i odpalił ją, po czym oparł się o namiot i wydawał się czekać.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech.
- Źle zaczęliśmy. Azuma...ym...Generale? Musisz zrozumieć, że nasz oddział jest...
- Długo już ze sobą żyjemy i po prostu wiele razem przyszliśmy. - przerwał jej białowłosy mężczyzna, który siedział obok. - Mamy tego pecha, że każdy nas dowodzący albo umarł, albo okazywał się tchórzem, a teraz ze wszystkich generałów po naszym niebywałym sukcesie na wojnie, otrzymaliśmy Ciebie, który pierwszy raz będzie dowodził tak liczną armią. - powiedzial i delikatnie się uśmiechnął. - Uważam, że nie byłoby najgorzej od tego, nim ktokolwiek tutaj będzie się wypowiadał o tym, czy jest czy nie jest amatorem, może byśmy się wszyscy przedstawili i po prostu o sobie opowiedzieli? Chyba tak byłoby najlepiej.
- Tak, dokładnie o to chodziło.
- Żeby dowodzić tak liczną armią, musisz zrozumieć, Azuma-san, że mamy tutaj wytworzone bardzo... specyficzne więzi. Takie, które nawiązuje się, gdy przelewasz krew ramię w ramię. Takie, gdzie gdy ktoś z Twoich bliskich umrze, to my jesteśmy dla siebie oparciem. Jesteś dla nas trochę obcy i realnie obawiamy się tego, jak podejdziesz do sprawy no i chyba nie wyszło narazie najlepiej. - westchnął. - To zacznę. Na start, żeby ułatwić, wszyscy jesteśmy w randze Kogo. Ja nazywam się Sanagi, jestem tysięcznikiem i dowodzę zaopatrzeniem i logistyką w zespole. To jest Nonaba, nasza analityczka i jest dwutysięcznikiem. Dowodzi wszystkimi łucznikami. Pomiędzy nami siedzi Suginobu i jest również tysięcznikiem, który dowodzi całą jazdą. Za nami jest Tomiwa, również tysięcznik, który odpowiada za dywersję i zwiad. Tomiwa jest najmłodszy stażem jeżeli chodzi o kadrę oficerską.
- Ten co wyszedł to Bashino. Pięciotysięcznik. Dowodzi całą piechotą w oddziale. - dopowiedziała kobieta, na co Sanagi skinął głową.
- Przejdzie mu. - powiedział, skinając głową w kierunku Bashino, który opuścił namiot. - Tylko musicie się dotrzeć i... musi zrozumieć, że nie jesteś po prostu kolejnym zwierzchnikiem wysłanym przez Dowództwo, tylko... jednym z nas. Czy coś w tym stylu.
- To Wy? - zapytał Sugiyama, który był czerwony ze złości, ale teraz jakby na chwilę zelżał. Sugiyama odwrócił się do Azumy, jakby chciał mu coś powiedzieć. Nawet otworzył usta... ale finalnie je zamknął. Obserwował reakcję Azumy.
- Może... opowiedz coś o sobie, Azuma-san? Przejść do szczegółów zadania zawsze zdążymy, a warto poświęcić czas, by lepiej się poznać.
Chinatsu - klik
Amaya Kioto - Klik
Bashino Uchiha - klik
Nonaba Uchiha - klik
Sanagi Hotomu - klik
Uchiha Masahiro
Sugiyama Kuroyami
Uchiha Takeru
Uchiha Emi
Uchiha Shizue
Amakumo Noritsune
Arcykapłan Rintaro
- 27 mar 2026, o 08:28
- Forum: Ningyō-shi (Osada Rodów Ayatsuri i Kaguya)
- Temat: Siedziba władzy [Wydarzenie]
- Odpowiedzi: 4
- Odsłony: 485
Re: Siedziba władzy [Wydarzenie]
Plan Nizana okazał się lepszy, niż się spodziewał. Miał już przybraną tożsamość, a co więcej, dostał się do środka. Nizan starał się przyjmować neutralną posturę, będąc obojętnym na obelgi, które rzucał pod jego kątem Kaguya. Akurat tutaj Kunisaku w ogóle się tym nie przejmował, bo fortel wydawał się być coraz lepszy w rytm tego, jak zachowywał się strażnik.
W tym momencie, Nizan otrzymał wsparcie pod postacią jakiegoś chłopa, który sam wydawał się być popychadłem. Mężczyzna zagroził mu tym, że jeżeli Nizan coś odwali, to niejaki Goro ma być winny wszystkiemu i stracić rękę. Kowal zrobił szybki rys psychologiczny takiego osobnika, starając się wyłapać w jego zachowaniu jak najwięcej punktów, które mógł wykorzystać. W każdym razie, narazie o tym nie mówił, tylko poddał się w pełni temu, by wejść do Siedziby i zniknąć z oczu Kaguyi.
Nizan potrzebował zacząć delikatnie, ale też ustalić hierarchię w ich duecie.
- Kierownik się nie martwi, to będzie raz dwa. Widziałem gorsze przypadki. - powiedział na start.
Tacy ludzie jak Goro, pod ciągłym butem silniejszych od siebie łaknęli uwagi, a szczególnie wyniesienia ich od miejsca, gdzie będą mogli... poczuć choć trochę władzy. Nie wymuszonej - ale takiej z autorytetem. Od tego zamierzał zacząć Nizan. Od zbudowania między nimi nici porozumienia. - Sam miałem zajmować się dziś synem, bo dopiero co mi się urodził, a tu wpadła robótka i tyle z wolnego. - kolejny krok. Zaczęcie opowiadania o sobie, ale bez szczegółów. - Teraz wszystko kurwa tak zdrożało, że nie można nie brać żadnej fuszki, bo przecież nie idzie tego wszystkiego utrzymać. Pierdolona Saori i jej pomysły.
Tutaj jest zastawiona pułapka. Nizan strzelał, że jeżeli Goro pracuje dla Kaguyów, to Saori będzie jego wrogiem. Nie będzie jej lubił, bo nikt jej nie lubi. Nawet, jeżeli on sam ją lubił, to jego przełożeni nie będą jej lubić, a on zapewne chciałby się przypodobać, stąd powinna wychodzić jego niechęć.
Nizan zamierzał iść najpierw na poziom -1 i powolnie podgadywać Goro.
- Kierownik zadowolony z fuszki tutaj? - zapytał, starając się trochę przekroczyć granicę i nawiązać relację. - Chłopaki mówią, że robota w siedzibie to najlepsze co można mieć. Że pracują tutaj najważniejsi strażnicy, tak jak kierownik. - dodał.
Jak Nizan wejdzie do magazynu, to zamierza wziąć jakieś wiaderko i powrzucać tam podstawowe narzędzia - młotek, śrubokręt i inne takie rzeczy, a dodatkowo jakiegoś mopa. Chciał, by z daleka było widać, że są ekipą sprzątającą.
- Często trafiają się niezłe fanty w rurach. Kierownik ma jakąś babę? Ostatnio wyłowiłem złoty pierścionek! - powiedział mimochodem. - Facet schował swojej pierścionek w jedzeniu, bo niby tak miało być romantycznie, a ona to zeżarła, a potem wysrała, hehe. No i powiedziałem, że nic nie znalazłem, ale wziąłem i dałem swojej. Trochę capiło, ale wymyłem, w jakieś kadzidła wsadziłem i tyle. A co więcej, moneta została w kieszeni, bo nie musiałem nic płacić. No sam zysk, a nawet podwójny. Kto wie, co tutaj dziś znajdziemy. Oczywiście z kierownikiem dzielimy się pół na pół, bo widzę, że kierownik to fachowiec. Albo lepiej. Trzydzieści procent dla mnie, a siedemdziesiąt dla kierownika, żeby było sprawiedliwie. - wizja wspólnego łupu miała uspokoić Goro i wzbudzić kolejną dozę tymczasowej sympatii do Nizana.
Gdy był gotowy z wiaderkiem i narzędziami, odwrócił się do Goro.
- To gdzie tera? Od górnych zacznijmy, będzie prościej. - powiedział. - Które kible są najwyżej w siedzibie?
W tym momencie, Nizan otrzymał wsparcie pod postacią jakiegoś chłopa, który sam wydawał się być popychadłem. Mężczyzna zagroził mu tym, że jeżeli Nizan coś odwali, to niejaki Goro ma być winny wszystkiemu i stracić rękę. Kowal zrobił szybki rys psychologiczny takiego osobnika, starając się wyłapać w jego zachowaniu jak najwięcej punktów, które mógł wykorzystać. W każdym razie, narazie o tym nie mówił, tylko poddał się w pełni temu, by wejść do Siedziby i zniknąć z oczu Kaguyi.
Nizan potrzebował zacząć delikatnie, ale też ustalić hierarchię w ich duecie.
- Kierownik się nie martwi, to będzie raz dwa. Widziałem gorsze przypadki. - powiedział na start.
Tacy ludzie jak Goro, pod ciągłym butem silniejszych od siebie łaknęli uwagi, a szczególnie wyniesienia ich od miejsca, gdzie będą mogli... poczuć choć trochę władzy. Nie wymuszonej - ale takiej z autorytetem. Od tego zamierzał zacząć Nizan. Od zbudowania między nimi nici porozumienia. - Sam miałem zajmować się dziś synem, bo dopiero co mi się urodził, a tu wpadła robótka i tyle z wolnego. - kolejny krok. Zaczęcie opowiadania o sobie, ale bez szczegółów. - Teraz wszystko kurwa tak zdrożało, że nie można nie brać żadnej fuszki, bo przecież nie idzie tego wszystkiego utrzymać. Pierdolona Saori i jej pomysły.
Tutaj jest zastawiona pułapka. Nizan strzelał, że jeżeli Goro pracuje dla Kaguyów, to Saori będzie jego wrogiem. Nie będzie jej lubił, bo nikt jej nie lubi. Nawet, jeżeli on sam ją lubił, to jego przełożeni nie będą jej lubić, a on zapewne chciałby się przypodobać, stąd powinna wychodzić jego niechęć.
Nizan zamierzał iść najpierw na poziom -1 i powolnie podgadywać Goro.
- Kierownik zadowolony z fuszki tutaj? - zapytał, starając się trochę przekroczyć granicę i nawiązać relację. - Chłopaki mówią, że robota w siedzibie to najlepsze co można mieć. Że pracują tutaj najważniejsi strażnicy, tak jak kierownik. - dodał.
Jak Nizan wejdzie do magazynu, to zamierza wziąć jakieś wiaderko i powrzucać tam podstawowe narzędzia - młotek, śrubokręt i inne takie rzeczy, a dodatkowo jakiegoś mopa. Chciał, by z daleka było widać, że są ekipą sprzątającą.
- Często trafiają się niezłe fanty w rurach. Kierownik ma jakąś babę? Ostatnio wyłowiłem złoty pierścionek! - powiedział mimochodem. - Facet schował swojej pierścionek w jedzeniu, bo niby tak miało być romantycznie, a ona to zeżarła, a potem wysrała, hehe. No i powiedziałem, że nic nie znalazłem, ale wziąłem i dałem swojej. Trochę capiło, ale wymyłem, w jakieś kadzidła wsadziłem i tyle. A co więcej, moneta została w kieszeni, bo nie musiałem nic płacić. No sam zysk, a nawet podwójny. Kto wie, co tutaj dziś znajdziemy. Oczywiście z kierownikiem dzielimy się pół na pół, bo widzę, że kierownik to fachowiec. Albo lepiej. Trzydzieści procent dla mnie, a siedemdziesiąt dla kierownika, żeby było sprawiedliwie. - wizja wspólnego łupu miała uspokoić Goro i wzbudzić kolejną dozę tymczasowej sympatii do Nizana.
Gdy był gotowy z wiaderkiem i narzędziami, odwrócił się do Goro.
- To gdzie tera? Od górnych zacznijmy, będzie prościej. - powiedział. - Które kible są najwyżej w siedzibie?
- 26 mar 2026, o 19:24
- Forum: Ningyō-shi (Osada Rodów Ayatsuri i Kaguya)
- Temat: Ulice miasta [Wydarzenie]
- Odpowiedzi: 7
- Odsłony: 286
Re: Ulice miasta [Wydarzenie]
Nizan stanął w kolejce, wtapiając się w tłum. Chociaż Siedziba Władzy była pokaźna, tak teraz jego misja dopiero się zaczynała. Musiał znaleźć jakiś patent na to, by dostać się do środka, a potem zniknąć jakoś w tłumie ludzi, dostać się do pokoju Shirei-kana i... i już wtedy witałby się z gąską.
Tymczasem przed nim wyrósł strażnik, który wyglądał zdecydowanie groźniej niż wcześniejsze badziory. Tutaj zaczynały się schody. Nizan musiał przyjąć więc rolę osoby, która po pierwsze - będzie mogła w miarę swobodnie się poruszać po siedzibie, po drugie - będzie miał taką potrzebę, która nie wzbudzi podejrzeń, a po trzecie - nikomu nie będzie chciało się z nim iść.
Kunisaku widząc więc zdenerwowanego strażnika, łypnął na niego tak, jak patrzy ktoś, kto wcale nie chce tu być.
- Co? - powiedział zdziwiony do strażnika. - Gówna szukam, do roboty przyszedłem, tej. - dodał, wykrzywiając się. - Poważnie mówię. Mam przeczyścić kanalizację, bo jakiś syf spuszczacie do rur i podobno się zapchała. Ściągnęli mnie kurwa z wolnego psia mać, bo mi się syn urodził, a podobno jakaś gwiazdeczka oficer wrzucił coś ważnego i mam to teraz znaleźć. - uniósł brew. - Który idiota wrzuca coś do rur, co? Zresztą, nieważne. - prychnął. - Powiedz mi do kogo mam się zgłosić, a jak nie to przynajmniej gdzie macie składzik na narzędzia, bo nie pozwolili mi kurwa nawet moich przynieść. Taka ochrona. Ochrona najwyższych lotów, tylko zaraz będziecie srać do wykopanych dziur, jak się kible pozapychają.
No więc jego przykrywką miało być udawanie jakiegoś hydrauliko-inżyniera. Taki dozorca miał być osobą, która nie wzbudza podejrzeń. Miał robotę przy gównie, więc raczej nikt nie będzie go śledził. Wystarczyło tylko zgarnąć jakieś narzędzia po drodze i plan był niemalże doskonały.
Ale czy napewno?
- To gdzie mam iść?
Tymczasem przed nim wyrósł strażnik, który wyglądał zdecydowanie groźniej niż wcześniejsze badziory. Tutaj zaczynały się schody. Nizan musiał przyjąć więc rolę osoby, która po pierwsze - będzie mogła w miarę swobodnie się poruszać po siedzibie, po drugie - będzie miał taką potrzebę, która nie wzbudzi podejrzeń, a po trzecie - nikomu nie będzie chciało się z nim iść.
Kunisaku widząc więc zdenerwowanego strażnika, łypnął na niego tak, jak patrzy ktoś, kto wcale nie chce tu być.
- Co? - powiedział zdziwiony do strażnika. - Gówna szukam, do roboty przyszedłem, tej. - dodał, wykrzywiając się. - Poważnie mówię. Mam przeczyścić kanalizację, bo jakiś syf spuszczacie do rur i podobno się zapchała. Ściągnęli mnie kurwa z wolnego psia mać, bo mi się syn urodził, a podobno jakaś gwiazdeczka oficer wrzucił coś ważnego i mam to teraz znaleźć. - uniósł brew. - Który idiota wrzuca coś do rur, co? Zresztą, nieważne. - prychnął. - Powiedz mi do kogo mam się zgłosić, a jak nie to przynajmniej gdzie macie składzik na narzędzia, bo nie pozwolili mi kurwa nawet moich przynieść. Taka ochrona. Ochrona najwyższych lotów, tylko zaraz będziecie srać do wykopanych dziur, jak się kible pozapychają.
No więc jego przykrywką miało być udawanie jakiegoś hydrauliko-inżyniera. Taki dozorca miał być osobą, która nie wzbudza podejrzeń. Miał robotę przy gównie, więc raczej nikt nie będzie go śledził. Wystarczyło tylko zgarnąć jakieś narzędzia po drodze i plan był niemalże doskonały.
Ale czy napewno?
- To gdzie mam iść?
- 26 mar 2026, o 19:08
- Forum: [S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)
- Temat: Sztab Generalny Ryuzaku
- Odpowiedzi: 70
- Odsłony: 2750
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Takamori - Wyzwolenie
Misja S - Azuma
Posty
Kolejka 8/X
Przez całą drogę do obozu Uchiha, Sugiyama milczał. Szedł sztywno, nienagannie wyprostowany, a jego twarz z każdym krokiem i z każdym kolejnym słowem Azumy przybierała coraz bardziej surowy wyraz. Ciche prychnięcia, które od czasu do czasu uciekały z jego gardła, były jedynym zwiastunem burzy.
- Skąpa?! - warknął, a jego głos, choć wciąż trzymany w ryzach ze względu na kręcących się na zewnątrz żołnierzy, wibrował czystą wściekłością. - To nie jest skąpa pomoc, Azuma! To jest wyrachowana jałmużna kupczyków, którzy rzucają nam ochłapy, żeby sprawdzić, czy będziemy merdać ogonami jak wdzięczne kundle!
Wystarczyła jednak sekunda. Kuroyami wziął głęboki, świszczący wdech, zamknął na moment oczy i wygładził niewidzialne zagniecenie na swoim rękawie. Kiedy na powrót spojrzał na Azumę, po furii nie było już śladu. Zastąpiła ją lodowata, perfekcyjna analityczność.
- Noritsune to nadęty głupek, który pomylił pole bitwy z politycznym salonem. Brak szacunku to brak dyscypliny. A armia bez dyscypliny to motłoch - kontynuował twardo, zrzucając z tonu. - Masahiro-dono postawił granice, zgadza się. Ale on będzie dalej nas testował. Żeby wydać jak najmniej pieniędzy, żeby wprowadzić jak najwięcej kontroli ze strony Ryuzaku. A on i tak będzie robił wszystko, żeby mnie wyprowadzić z równowagi, bo wcale nie cieszy mnie jego widok. Ale nie myśl, że tylko to za nim stoi.
Szedł dalej wwiercając się spojrzeniem w ucznia. Przez maskę wiecznego niezadowolenia przebił się nikły cień uznania.
- Dobrze, że to widzisz. Ryuzaku nie wysyła wojska z dobroci serca, oni inwestują. Ale dopóki to my dowodzimy naszymi ludźmi i dopóki trzymamy ich w żelaznych ryzach, żadne złoto nie skruszy ich lojalności. Jesteś Uchiha, a to są twoi ludzie. Twoje zadanie w Takamori ma być wykonane perfekcyjnie. Nie zostawisz im marginesu na krytykę. Pamiętaj, to im zależy na tym, żeby klan Uchiha istniał w ich strukturach. Zależy im na ziemiach, które mamy odbić i na surowcach, które są za Murem. Musisz zrobić wszystko, żeby Uchiha mimo wszystko o sobie mogli stanowić.
Zbliżali się do obozu dowodzenia. Sugiyama wyprostował się i stanął nieco z boku, splatając ręce za plecami, niczym drapieżnik gotowy rzucić się na każdą, najmniejszą nawet oznakę niekompetencji.
- Kiedy już się zbiorą, masz być precyzyjny i zwięzły- rzucił chłodno. - [color=#BF8000]Oczekuję, że to, co było mówione na naradzie, będzie przełożone na twarde, wojskowe rozkazy, krok po kroku. Jeśli którykolwiek z Kogo albo Sentokich się zawaha lub poprosi o powtórzenie, będę bardzo zwiedziony. [/color]
Wtedy też Azuma wraz z Sugiyamą mieli wejść do namiotu... w którym okazało się, ze jest coś gwarno? Było to dziwne, bo wręcz dochodziły z środka jakieś krzyki, a nawet śmiechy. Trudno było to określić.
Azuma wszedł do środka pierwszy i zobaczył... coś dziwnego.
Przy stole siedziała piątka, a raczej czwórka ludzi, bo jeden z nich stał. Pierwszy - chłopak z lewej był dość wysoki i dobrze zbudowany, ale siedział odchylony na krześle, nogi miał założone na stole, a ręce za głową i śmiał się, a raczej kończył się śmiać, bo właśnie wszedłeś do środka. Obok niego siedziała dziewczyna w okularach, która trzymała jakiś raport i wskazywała na niego palcem, próbując chyba zmusić drugiego chłopaka obok niej, by przestał drzeć się na tego siedzącego z nogami na stole i skupił na tym co mówi. Obok tego krzyczącego, czyli ostatnia osoba przy stole, to mężczyzna o srebrnych włosach, który patrzył z dziwnym wyrazem twarzy na całe to zajście, ale ewidentnie najbardziej zaintrygował go Azuma, bo to na nim skupił swój wzrok. Ostatni, blond włosy - stał w drugim wejściu do namiotu i też przyglądał się w ciszy.
Wszyscy spojrzeli na Waszą dwójkę i umilkli... lecz nikt się nie odezwał pierwszy.
Oficerowie Azumy najwidoczniej już na niego czekali.
Chinatsu - klik
Amaya Kioto - Klik
Uchiha Masahiro
Sugiyama Kuroyami
Uchiha Takeru
Uchiha Emi
Uchiha Shizue
Amakumo Noritsune
Arcykapłan Rintaro
- 26 mar 2026, o 15:29
- Forum: Kinoko no rakuen
- Temat: Kinoko no rakuen
- Odpowiedzi: 157
- Odsłony: 20658
Re: Kinoko no rakuen
Całkowite Harpii Unicestwienie. Jednotomnik.
Wyprawa B - Haruka
Posty
Kolejka 18/X
Haruka stanęła na pozycji, machając widowni na znak gotowości, gdzie Shira i Niyomi jej odmachały. Wtedy też Haruka zrozumiała, że żarty się skończyły. Zaczęła zapamiętywać układ kopuł. Jednak nie miała zbytnio czasu, bo momentalnie dziewczyny przeszły do ataku, zrzucając na nią bombki dymne, które ograniczyły jej widok do minimum.
Wtedy też Haruka zrobiła coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Wyjęła swój nowiutki chakram i złapała go pewnie w dłoń, szykując się do tego, by móc blokować bombki. Dziewczyna wiedziała, że użycie blasku momentalnie ją odkryje, więc postawiła wszystko na używanie broni, z którą nie była aż tak zaznajomiona, ale umiała przynajmniej rzucić, pociągnąć linkę i wrócić go do rąk.
W każdym razie, Pierwsze Pióro rozpoczęło swój bieg przez tor przeszkód. Co było najgorsze, panowała totalna cisza, która w przypadku Haurki była bardzo niepokojąca. Tak naprawdę tylko jej kroki odbijały się echem w dymie. Dziewczyna co chwilę zmieniała pozycję, machając chakramem i starając się przeżyć starcie z Nagome i Wabą.
Najgorsze w tym wszystkim było to oczekiwanie. Haruka na własnej skórze przekonała się, że najgorsze i najbardziej wyprowadzające z równowagi było to czekanie na atak. Haruka zdążyła trzy razy zmienić miejsce, nim nadszedł pierwszy atak.
Raczej nie tyle atak, co gdy Haruka biegła do kolejnej kopuły, nagle nad jej głową przeleciała Nagome. Było to tak nagłe, a zarazem tak krótkie, że Haruka zamachnęła się odruchowo chakramem, lecz nim ten zdążył opuścić jej dłoń, Nagome już dawno zniknęła. Co więcej, podmuch sprawił, że Haruka zachwiała się na nogach i cofnęła, ale utrzymała równowagę.
Wtedy też spod nóg Haruki wyrosły ręce, które złapały ją za kostki. Dziewczyna z przerażeniem spojrzała pod siebie i nie czekając już dłużej, złożyła pieczęć i ogon z jej pleców wystrzelił... lecz to była typowa pułapka. Przed nią pojawiła się Waba, która pikując jej stronę, zamachnęła się i w odwróconą Harukę rzuciła bombką.
To na nią najbardziej czekała Haruka. To ona miała nie dopaść Pierwszego Pióra. To jej chciała utrzeć nosa. Haruka olała więc to, że jakieś ręce złapały ją za kostki, a ona sama przekierowała ogony do obrony przed bombką. Rzut był silny, lecz Haruka zamachnęła się i wybiła bombkę niczym najlepszy pałkarz daleko przed siebie.
Waba wylądowała w miejscu, patrząc podejrzliwie na Harukę, ale wtedy z boku pojawiła się Nagome, która zamachnęła się i z całej siły rzuciła bombką w Harukę. Pierwsze Pióro schyliła się, lecz Nagome wykonała drugi rzut, który Haruka musiała zablokować... i o dziwo! Udało jej się to!
Była przygotowana na więcej ataków ze strony Nagome, lecz wtedy stało się coś, czego Haruka się nie spodziewała. Nagle Waba wzięła zamach i rzuciła kolejną bombką w jej stronę. Dziewczyna totalnie nie spodziewała się takiego podstępu, więc musiała rzucić drugą część ogona by rozdzielić uwagę pomiędzy Wabę i Nagome. Jednak rzut Waby był słaby, a co za tym szło - ogon Haruki rozciągnął się maksymalnie.
- Mamy Cię. - powiedziała nagle Waba.
Wtedy nastąpił podmuch wiatru, który ukazał całe pole bitwy... a Haruka z przerażeniem spojrzała w niebo. Nagome była nad nią jakieś dziesięć metrów i pikowała w jej kierunku, po czym zamachnęła się. Tak, to była ta ciężka bombka. Piłka wystrzeliła jak pocisk pionowo w dół, centralnie w Harukę.
- IIIII CENTRALNIE W BANIE!!!!!! - wydarła się, a piłka którą rzuciła poleciała Ci w głowę. Twój ogon był maksymalnie rozciągnięty, a fakt, że dziewczyny zastawiły taką pułapkę przeszedł chyba najśmielsze oczekiwania. Cóż. Pozostał Ci tylko szybki nokałt i cucenie przez Muwarę za parę godzin.
Zamknęłaś oczy, godząc się na ten los lecz wtedy, gdy miałaś dostać nic się nie stało. Poczułaś jakiś dziwny wiatr we włosach, po czym otworzyłaś oczy. Nagome wylądowała przed Tobą, lecz nie patrzyła na Ciebie. Patrzyła na drzewo, w którym wbita była katana i bombka, która miała trafić Cię w głowę. Wtedy też nastąpiło podwójne puff - tam, gdzie stała wcześniej Nagome na ziemi, stała Kana, a pod Twoimi nogami ręce rozpadły się na kamień.
- Co jest kurwa! - krzyknęła wściekła Nagome. - Co to za wtrącanie się w mecz! - powiedziała obruszona, rzucając spojrzenie ławce kibiców, czyli Shirze, Fugacie i Niyomi. Shira wydawała się zachwycona, że są jakieś dymy, Fugata stała z wyciągniętą dłonią po rzucie, a Niyomi była spuchnięta i nie wiadomo było, jaki ma wyraz twarzy. - Shira, powiedz jej coś! To złamanie zasad gry! - powiedziała grzmiąc.
Fugata opuściła rękę, po czym przeskoczyła przez płot i zaczęła iść w Waszym kierunku.
- Poskarż się yokai, gdy okaże się, że zdarzy się coś, czego nie przewidziałaś. - powiedziała Fugata. - Ta gra ma na celu uczyć wszystkich, żeby być gotowym na wszystko. - Fugata stanęła obok Ciebie, spoglądając na Nagome, potem Wabę. Nie spojrzała na Kanę. - Gra psychologiczna dziewczyn zaczęła się w momencie, gdy Waba wzięła jedną bombkę. W locie, dziewczyny wymieniły się tak, by każda miała po równo, bo nie sądziłaś, że Kana też będzie rzucać. Chciały rozciągnąć Twoją obronę, by na końcu cios kończący wykonała Nagome kiedy się tego nie spodziewasz, bo przeżyłaś szok orientując się w pierwszym podstępie. - spojrzała na Ciebie swoim neutralnym wzrokiem. - To co dziewczyny Ci zaprezentowały, to typowe polowanie yokai, które wykształciły inteligencję. Jednak nie widzę potrzeby, by Cię krzywdzić bombką. Przynajmniej nie przy pierwszym razie, bo się dopiero uczysz. - powiedziała po czym spojrzała na Wabę i potem na Nagomę. - Zajmę miejsce Haruki. Zagramy jeszcze raz. - odwróciła się do Ciebie. - Idź do Shiry.
- Jak chcesz. Z chęcią zetrę Ci ten uśmieszek z twarzy.
Fugata popatrzyła tylko na Nagome, po czym ruszyła po swoją katanę. Mocno szarpnęła, wyciągając ostrze, a bombka została na czubku. Dziewczyna zdjęła ją i wracając podała to Wabie.
- Ty też się odsuń. - powiedziała Fugata. - Nie zamierzam się chować.
Kana skinęła głową po czym wraz z Haruką stanęła za płotem obok Shiry.
- No i co? Mówiłam, że sobie poradzisz. - powiedziała zadowolona Liderka Sióstr Nocy.
Fugata zaś przypięła katanę przy pasie i umiejscowiła się centralnie na środku placu. Nagome przegryzła wargę, po czym skinęła głową w kierunku Waby i we dwie wytworzyły skrzydła, po czym zamachnęły się i wzniosły w powietrze.
Fugata stanęła prosto i patrzyła w niebo obserwując, jak dziewczyny robią kółko, przed tym, jak zaczną pikować. Wydawała się dziwnie spokojna.
Fugata wsadziła katanę do pochwy przy pasie, po czym schyliła się i zgarnęła w garść trochę piachu. Następnie wyprostowała i czekała na pierwszą szarżę. Wtedy zarówno Nagome jak i Waba wystartowały w jej kierunku. Waba machnęła ręką, jednak nic widocznego się nie stało. Fugata na moment przechyliła się na bok, lecz po chwili odzyskała prostą postawę. Haruka mogła zakładać, że Waba rzuciła w nią jakimś genjutsu.
Wtedy Nagome przelała chakrę i obok Fugaty zaczął formować się potwór z ziemi. Kamienny golem, który był wielkości dziewczyny, ruszył odrazu na samurajkę, starając się ją trafić, lecz Fugata poruszała się bardzo lekko na nogach i dosłownie zaczęła przeskakiwać z jednego miejsca na drugie, za każdym razem unikając ataku golema. Co ciekawe, Fugata zupełnie nie patrzyła na golema, a skupiała się tylko i wyłącznie na tym, co robią dziewczyny. Waba jeszcze raz czy dwa starała się rzucić genjutsu na Fugatę, lecz ta za każdym razem co wychodziła z niego po sekundzie. Nagome rzuciła raz bombką , gdy Fugata była trafiona przez Wabę iluzją, lecz Fugata wyszła z niej i skoczyła tak, że golem przyjął na swoje cielsko bombkę, blokując dostęp do Fugaty.
Ewidentnie Nagome i Waba nie miały pomysłu jak zaatakować Fugatę, więc w pewnej chwili Nagome zapikowała i zaczęła składać pieczęci.
Wtedy nastąpił ten moment. Fugata widząc jak tylko Nagome zbiera się do złożenia pieczęci, wyskoczyła wysoko w górę. W jej rękach pojawiła się ostrze, a ona sama leciała w kierunku pikującej w jej stronę Nagome. Obie dziewczyny zbliżały się tak szybko do siebie, że Nagome nie miała szans na złożenie pieczęci. Fugata zamachnęła się, celując od boku - jej zamiarem nie była sama nagome, ale najwidoczniej pas z bombkami przypiętymi przy nogawce. Dziewczyna wykonała cięcie... lecz wtedy jej dłoń oplotła różowa chakra. Fugata spojrzała w bok i zobaczyła Wabę, która stała na jednej z kopuł i trzymała ją za rękę nie pozwalając dokończyć cięcia. Wtedy też Nagome minęła Fugatę i pikując w dół, zrobiła dokładnie to samo - z jej dłoni wystrzeliła różowa chakra, która złapała z kolei nogę Fugaty. W ten sposób, dwie dziewczyny trzymały ją po środku i ciągnęły, starając się unieruchomić. Jednak Fugata wydawała się totalnie niewzruszona tym, że uwięziły ją w pułapce. Miała wolną rękę i nogę, a sama wisiała w powietrzu między dwoma dziewczynami.
Wtedy z nieba coś błysnęło. Wszystkie spojrzały w górę, patrząc jak w dół spada pionowo katana. Odruchowo wszystkie spojrzały na Fugatę, która w ręku... trzymała pochwę. Katanę musiała wyrzucić wcześniej.
Nagle Fugata obróciła się wokół własnej osi, a że nie siłowała się wcześniej z dziewczynami, sprawiło, że same nie były gotowe na taki opór. Wabą i Nagome bujnęło, a Fugata robiąc ewolucję w stylu Niyomi kopnęła w katanę. Ta z kolei zmieniła trajektorię lotu i z pełnym impetem przecięła różową chakrę Waby, uwalniając rekę Fugaty. Wtedy nagle pochwa, którą miała w ręku Fugata błysnęła, pokrywając się chakrą raitonu, a Fugata z impetem przecięła więzy, które ją wcześniej blokowały. Nagome skrzywiła się, widząc jak Fugata skacze w jej kierunku, lecz golem zablokował jej przejście. Fugata zamachnęła się i przecięła golema w pół, lądując tuż przed Nagome.
Nagome zaś kończyła pieczęci, a Fugata miała za daleko na szarżę w jej kierunku, więc zamachnęła się i rzuciła w jej kierunku pochwą naładowaną raitonem. Nagome musiała puścić mieszanie chakry i schylić się, by nie dostać uderzenia. To kupiło czasu Fugacie, na zebranie sił i ponowne wystrzelenie w kierunku Nagome.
Haruka zobaczyła, że Waba patrzyła pytająco na Shirę, a ta zrobiła w jej stronę znak.
"Zostaw."
Fugata doskoczyła do Nagome. We dwie były na ziemi. Fugata wyprowadziła cios na twarz, lecz Nagome zrobiła podwójny blok i przyjęła cios na gardę, po czym zamachnęła się, wyprowadzając kontrę. We dwie zderzyły się niczym modliszki, atakując pięściami i kopiąc na zmianę. Fugata była przeokrutnie skuteczna w swoich atakach, bo chociaż mimo tego, że Nagome za nią nadążała, tak w pewnej chwili Fugata po prostu stanęła na podwyższeniu, które było po golemie i wyprowadziła atak z kolana na szczękę, trafiając Nagome bezpośrednio. Przy tym, sama musiała zainkasować uderzenie w bok z pięsci, lecz zdecydowanie to Fugata mocniej huknęła Nagome. Co więcej - piąte pióro było na chwile oszołomione, a Fugata nie zamierzała odpuszczać. Wystrzeliła w jej kierunku i zaczęła atakować pięściami, starając się przełamać obronę, lecz Nagome nie odpuszczała. Dopiero w pewnej chwili Fugata wykonała kopnięcie na kolano Nagome, po którym wyższa dziewczyna lekko kucnęła.
To był ten moment, o którym wszyscy zapomnieli. Gdy twarz Nagome była blisko Fugaty, ta zamachnęła się... i sypnęła jej centralnie w oczy piachem, który zebrała na początku walki. Piach ten dostał się do nosa i oczu Nagome, która momentalnie stała się ślepa na to co się dzieje. Fugata wtedy wykonała atak ręką w okolicach brzucha Nagome, lecz tamta złożyła pieczęć i przywołała duży ogon z różowej chakry, który opatulił Nagome. Dwa ogony miały ochraniać Nagome, zaś trzecim zaczęła na ślepo atakować do przodu, nim pozbyła się piachu z oczu.
Dopiero gdy otworzyła oczy, zobaczyła, że Fugata stoi od niej jakieś piętnaście metrów, starając się unikać ataku. Nagome ewidentnie wściekła, że musiała przywołać ogon, rozszczepiła go na trzy i ruszyła w kierunku samurajki, starając się ją ugodzić. Wtedy jednak Fugata również złożyła pieczęć i na jej plecach pojawił się równiez identyczny ogon, którym wystrzeliła w kierunku ogona Nagome.
Oba ogony oplotły się i zaczęły siłować bez wyraźnej przewagi, aż w pewnej chwili oba ogony przełamały się i pękły.
Fugata stała w bezpiecznej odległości od Nagome, a ta wystawiła palec w jej stronę.
- Ty oszustko! - krzyknęła. - Tak zawsze gadasz o tym, jak to się jest honorowym, a teraz co!? Sypiesz piachem w oczy!? - zagrzmiała.
- Przegrałaś. - powiedziała spokojnym tonem Fugata.
- Przecież stoję, nie pokonałaś mnie! - krzyknęła Nagome.
Po czym Fugata podniosła rękę... trzymając pas z bombkami Nagome.
Piąte Pióro otworzyło usta i z przerażeniem spojrzała na swój bok. Rzeczywiście, wtedy kiedy Fugata sypnęła jej w oczy piachem, to atak na udo nie miał na celu zranić Nagome. Wtedy Fugata jej po prostu ukradła bombki.
- Jakby to był pojedynek na śmierć i życie, to nie walczyłabym z Tobą pochwą, a ostrzem. - wyjaśniła spokojnie Fugata, co chyba jeszcze bardziej zdenerwowało Nagome.
- Nie masz jaj stanąć sam na sam w pojedynku i oszukujesz!
- Mniej mówienia, więcej treningu. - odparła Fugata, po czym ruszyła po swoją katanę i pochwe.
Nagome prychnęła, po czym ruszyła w kierunku siedziby sióstr, po drodze nie patrząc na nikogo obok.
- Cóż... i tak kończymy na dziś. Nie martw się Nagome, dobrze Ci poszło! Nie trzeba wołać Muwary, więc jest już nieźle. - zachichotała Shira, tylko jeszcze bardziej podkręcając Nagome, ale ta tylko pokazała jej środkowy palec i zniknęła w siedzibie.
Waba zaś podeszła przed Fugata do Was.
- Chciałaś sprowokować do tego pojedynku, dlatego wystawiłaś Harukę. - powiedziała Waba. - Ustalałaś która jest silniejsza? - zapytała unosząc brew.
- Nie do końca. Nagome dobrze zrobi zimny prysznic na głowę, poza tym, nie mogą ciągle się drapać o to, która jest silniejsza. A nie wiem, czy będę robić testy na pióro, czy nie przydzielę ich według uznania. W każdym razie, to co zobaczyłam, dużo mi rozjaśniło. - powiedziała teatralnie wzruszając ramionami.
- Niby co?
- A no to, że... - po czym doskoczyła do Kany, złapała ją i zaczęła tulić, jak wcześniej Fugatę. - ... Kana nadal potrafi walczyć jak Siostra Nocy.
Kana była pod tym względem podobna do Fugaty - też wyglądała trochę grumpy, gdy Shira tarła swoim polikiem o jej, ale Kana nie miała potrzeby z tym walczyć.
- Serdecznie nie podoba mi się, że naruszasz moją przestrzeń osobistą. - mruknęła tylko Orochi.
Wtedy też Fugata zjawiła się jak gdyby nigdy nic i spojrzała na Ciebie.
- Chodź, dam Ci literaturę. - powiedziała, po czym ruszyła do siedziby.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Chishiba Kujaku - klik
Jirou Kujaku - klik
Kana - klik
- 26 mar 2026, o 08:44
- Forum: Atarashi (Miasto Rodów Soma, Orochi i Mateki)
- Temat: Biała Wstęga
- Odpowiedzi: 37
- Odsłony: 1421
Re: Biała Wstęga
Kampania przeciwko Dzikim
Arii,Gosui, Shins,Osamu,Minoru- Gōsutoburanchi, Oddział Widmo
Godzina 12:04 Shinsu z Yattą popatrzyli na siebie. Jeden wyrzutek, który dostał misję niezwiązaną z jego przynależnością, drugi Uchiha, który miał celowo dać się pochwycić. Ich światy były tak różne, że w życiu Orochi, który został zdekapitowany nie powiedziałby chyba, że będą wstanie spreparować tak dobry atak w duecie.
Teraz jednak był martwy, a reszta zespołu już planowała konkretny ruch.
Arii, który wziął na siebie korzystanie z technik dotonowych, by zwiększyć przewagę na polu bitwy, skupił się i zaczął przelewać mieszać chakrę, by wytworzyć ponownie kamiennego golema - tym razem, pod stopami drugiego z przybocznych. Orochi widząc, co się dzieje, desperacko przyłożył dłonie do ziemi, ponownie sprawiając, by mnóstwo węży wystrzeliło z ziemi i zaatakowało co tylko znajdywało się w ich zasięgu. Ponownie, Arii stał się celem ataku, lecz teraz nie miał przygotowanej żadnej obrony. Węże wgryzły się w jego skórę, przypominając mu o tym, jak dotkliwy jest jad Orochich. Mężczyzna poczuł mocniejsze zabicie serca i ponownie zrobiło mu się słabo, lecz nadal mimo krwawienia i śladów po ugryzieniach, był zdolny do dalszej walki.
Jednak to był dosłownie ostatni ruch desperacji tego, co zrobił Orochi. Pozbawiając się węży i atakując wszystkim czym miał wyrastającego golema i Ariiego, nie dał rady pokonać dotonowego monstrum, które właśnie powstawało pod jego nogami. Potwór dosłownie złapał go w ręce i uniósł wysoko w ziemię, miażdżąc jego wnętrzności, by następnie z wielkim hukiem uderzyć nim o ziemię.
Wzniósł się tuman kurzu, a gdy opadł, golem ciągle trzymał oponenta w miejscu, jednak ten... jeszcze trzymał otwarte oczy i łypał wściekle na Ariiego. Co gorsza, golem po wcześniejszym ataku węży nie wydawał się być na granicy rozpadu, dlatego Orochi skierował rękę w kierunku Ariiego, chcąc wykonać jakiś ruch.
Wtedy jednak gigantyczny, ognisty pocisk wystrzelił w kierunku leżącego Orochiego i nastąpił przeokrutny wybuch. Ziemia zadrżała, golem rozpadł się na drobne kawałki, robiąc ziemny prysznic, zaś Arii nawet nie czuł, że jest cały we krwi.
Gdy wszystko ucichło, okazało się, że w miejscu, w którym był wcześniej Orochi, pozostała dziura, a dookoła niej były flaki i krew. Przeciwnik dosłownie wyparował z miejsca walki. Arii odwrócił się, z miejsca skąd nadszedł pocisk, widząc, że Yatta ciężko dyszy i trzyma rękę przy ustach, z których leciały resztki pary. Arii przygotował idealne otwarcie dla zmęczonego Uchihy, którego Sharingan w oku zaczął tracić swoją moc i jego źrenica co chwilę wracała do zwykłej spojówki, by potem ponownie rozpalać się czerwienią. Zmiany te nachodziły w rytm tego, jak Yatta oddychał.
Chłopak upadł na kolano i podparł się na ziemi, zamykając oczy. Był równie obity, jak i Arii. Shinsu w tym czasie, mógł być świadkiem widowiskowego pokonania drugiego z oponentów, przy czym wykorzystał ten moment, by nałożyć na siebie zbroję z dotonu, a potem jeszcze uszczelnić defensywę włosami.
To nie był koniec tej walki. Generał, który podróżował po niebie z smokiem, rozbijał go krok po kroku, sprawiając, że ledwo się trzymał. W ostatniej chwili, Arii skierował smoka w ziemię, a dotonowy potwór uderzył z generałem w ziemię, ponownie zatrząsając ziemią dookoła. Smok przy tym ruchu rozpadł się na dobre, lecz generał, który upadł 20 metrów dalej, wydawał się być martwy.
Czy aby napewno?
Nagle jego ciałem targnęło, a on sam zaczął telepać się na boki. Coś się ewidentnie działo. Jego głowa nagle rozszerzyła się, a z jej wnętrzności zaczęło... wychodzić coś, co wyglądało na kopię Bubaigawary. To, co widzieli Arii, Shins i Yatta wyglądało potwornie, jakby właśnie Orochi rodził drugiego, oślizgłego siebie. Po chwili wyszedł z jego ciała, cały w jakiejś mazi i odwrócił się do stojących przed nim Ariim, Shinsem i Yattcie.
- Zapierdolę Was wszystkich... - wysyczał, jednak - ewidentnie ruch, który zrobił miał jakieś konsekwencje, bo nie stał wyprostowany, lecz bujał się na boki.
Arii zdążył w tym czasie rzucić na siebie kamienną zbroję i nie miał już czasu biec do Shinsa i Yatty.
- N-nie... nie odpuszcza, zasraniec. - wydyszał Yatta.
Sytuacja więc wyglądała następująco.
Dwóch Orochich umarło. Shinsu miał na sobie kamienną zbroję i był otoczony włosami w podwójnym kokonie. Był ranny, ale w porównaniu z Yattą i Ariim, chyba wygladał najlepiej z towarzystwa.
Arii po dzielnym wzięciu na siebie trudów pojedynku, ledwo się trzymał i wydawało się, że kolejna rana może przypieczętować jego los, tak samo jak i Yatty. Z tą różnicą, że Arii miał na sobie jeszcze zbroję z dotonu i dość spory zapas chakry. Yatta wydawał się tej chakry za dużo nie mieć.
Shins i Yatta byli blisko siebie, zaś Arii zdążył podejść do nich na odległość około pięciu metrów.
Przed nimi zaś w odległości 20 metrów stał Generał, który po użyciu dziwnej techniki, trochę bujał się na boki.
To był ten moment. To właśnie po to tutaj przyszli. Startowali w pięć osób, by skończyć jako dwóch dzielnych shinobich, którzy przeszli przez wszelkie trudy. Musieli poradzić sobie z wywiadem, ze znalezieniem sposobu na przejście przez granicę. Ich przygody zawierały poznanie Fukuhiry - gejszy, która przybrała rolę księżniczki i tylko dzięki temu, że finalnie jej zaufali, ochronili się przed atakiem Harpich Wiedźm - yokai, które miały wywołać niemałe spustoszenie w nadchodzącej wojnie. Co więcej, Arii podpisał pakt z Nori - liderką Gejsz, która pomogła im dostać się Białej Wstęgi i wyzadaniowała Fukuhirę, by ta zadbała o to, by ich plan się powiódł. W międzyczasie, poznali Kyabajo, która miała być jedenastą Siostrą Nocy i na samym końcu byli świadkiem sceny między Admirałem i Generałem, w przybytku, który prowadziła Naza - drobna dziewczyna, twardo stojąca na swoim i nie bojąca się zbytnio nawet takich osób jak Generał.
Cała ta przygoda miała rozstrzygnięcie właśnie w tej chwili. To był ten moment. Zmęczeni jako postacie, zmęczeni jako gracze - a ich rany odzwierciedlały nie tylko trudy tego pojedynku, ale wszystko, co musieli przejść.
Arii, Shinsu i Yatta kontra Bubaigawara.
Oddział Widmo kontra Generał Dzikich.
Ostateczne starcie.
Hoshi Yuki - klik
Kodari Hoshigaki - klik
Mikoto Yuki - klik
Azumi Kuni- klik
Minda Hoshitsu - klik
Sugihaya Shitsuyo - klik
Rikisone Hone - klik
Aritsuka Umekiko - klik
Nozuki Kaneya - klik
Mizami Kuni - klik
Shi Kiyoko
Fukuhira - klik -> klik
Yatta Uchiha - klik
Nori Mateki - klik
Kamibara
Sagawa
Kagawa
Hinagi Hozuki - klik
Bubaigawara - klik
Naza - Klik
- 25 mar 2026, o 16:54
- Forum: Ningyō-shi (Osada Rodów Ayatsuri i Kaguya)
- Temat: Ulice miasta [Wydarzenie]
- Odpowiedzi: 7
- Odsłony: 286
Re: Ulice miasta [Wydarzenie]
Nie trwało to długo jak Nizan zaczął zmieniać swoją lokalizację. Zamiast pchać się na w ręce ludzi, którzy zlokalizowali, że coś się dzieje, zamiast tego wykorzystał swoje położenie i... przeniósł się po prostu w zupełnie przeciwną stronę. Chwilę trwało, zanim znalazł miejsce, w którym mógł w miarę bezpiecznie wyjść na powierzchnię.
Niestety, miły chłód szybko minął, a on sam był zmuszony do tego, by światło słoneczne znowu zagościło na jego skórze, chociaż chronionej przez ubrania. Wyszedł w jakimś zaułku, z którego miał już prostą drogę do Siedziby Władzy, jednak wtedy ku jego zdziwieniu, nagle dwóch Szakali patrolujących miasto zdecydowało się zatrzymać i odbyć dialog, który sprawił, że Nizan się skrzywił.
A więc mieli sensorów rozstawionych dookoła. Nizan trochę się tego obawiał, ale brał ten scenariusz za prawie pewnik. W końcu, Ayatsuri to byli shinobi i podkop to pierwsze co każdemu przyjdzie do głowy. Jasnym jest, że ustawienie sensorów dookoła sprawi, że wyczują jak ktoś się przedrze do miasta.
Tym kimś był Nizan. Napewno jeden z nich znał już sygnaturę Kunisaku i w związku z tym, lada moment uruchomią się poszukiwania. Nizan dawał sobie kilka godzin zanim go znajdą... bo tak naprawdę to była już tylko i wyłącznie kwestia czasu. W tym momencie ruszył jego licznik do uprowadzenia zwojów i wydostaniu się z miasta. W jego głowie zaczął układac się pierwszy... drugi... a nawet trzeci plan, a najgorsze było to, że każdy był do dupy. Totalnie nie wiedział, jak najlepiej byłoby przeniknąć do środka. Musiał uknuć fortel, musiał jak najbardziej zbliżyć się do pokoju shirei-kana, ale nadal była niewiadoma, pod postacią tego, czy prototypy nadal tam były.
Jeszcze na domiar złego, jeden z Szakali podszedł się wylać. Miał do niego trzy metry, a więc Nizan miał doskonałą okazję przyjrzeć się z bliska - jak ten jegomość wygląda. Starał się zapamiętać wszystko - twarz, ubiór, umiejscowienie narzędzi czy broni, a także pieprzyki. Miał na to chwilę, więc postawił wszystko na jedną kartę.
Musiał wstrzymać powietrze by nie oddychać i nie poruszyć się nawet o milimetr. Musiał wytrzymać.
Po wszystkim, gdy facet potencjalnie wróci do dalszego patrolu, Nizan odczeka dwie - trzy minuty, po czym wykona technikę przemiany - henge. Tutaj miał trochę zgryz, bo facet który sikał miał byc od pilnowania Siedziby. Mógł na niego wpaść, ale chyba nie miał lepszego wyjścia za bardzo.
Nizan westchnął. Miał dwa podejścia. Narazie spróbuje na fortel.
Henge w człowieka, który sikał, a następnie wyjrzy delikatnie zza rogu, czy jest w miarę pusto. W sensie - pusto pewnie nie będzie, ale ruszy...
... stop. Nie.
Nie są aż tacy głupi. Napewno mają sensorów przed wejściem do Siedziby. To jest centrum osady, tak głupia i podstawowa sztuczka nie przejdzie. Podkop też się nie uda. Pozostało mu tylko jedno.
Ruszy bezpośrednio do Siedziby Władzy. Jako obywatel.
I tak zamierzał zrobić - zarzucic kaptur na głowę, chyba, że ludzie chodzą bez, to wtedy bez i najzwyczajniej w świecie pójdzie do Siedziby prosząc o możliwość spotkania się z Shirei-kan Nariko. Ta pewnie będzie zajęta i odeślą go gdzieś indziej... a wtedy będzie kombinować.
Niestety, miły chłód szybko minął, a on sam był zmuszony do tego, by światło słoneczne znowu zagościło na jego skórze, chociaż chronionej przez ubrania. Wyszedł w jakimś zaułku, z którego miał już prostą drogę do Siedziby Władzy, jednak wtedy ku jego zdziwieniu, nagle dwóch Szakali patrolujących miasto zdecydowało się zatrzymać i odbyć dialog, który sprawił, że Nizan się skrzywił.
A więc mieli sensorów rozstawionych dookoła. Nizan trochę się tego obawiał, ale brał ten scenariusz za prawie pewnik. W końcu, Ayatsuri to byli shinobi i podkop to pierwsze co każdemu przyjdzie do głowy. Jasnym jest, że ustawienie sensorów dookoła sprawi, że wyczują jak ktoś się przedrze do miasta.
Tym kimś był Nizan. Napewno jeden z nich znał już sygnaturę Kunisaku i w związku z tym, lada moment uruchomią się poszukiwania. Nizan dawał sobie kilka godzin zanim go znajdą... bo tak naprawdę to była już tylko i wyłącznie kwestia czasu. W tym momencie ruszył jego licznik do uprowadzenia zwojów i wydostaniu się z miasta. W jego głowie zaczął układac się pierwszy... drugi... a nawet trzeci plan, a najgorsze było to, że każdy był do dupy. Totalnie nie wiedział, jak najlepiej byłoby przeniknąć do środka. Musiał uknuć fortel, musiał jak najbardziej zbliżyć się do pokoju shirei-kana, ale nadal była niewiadoma, pod postacią tego, czy prototypy nadal tam były.
Jeszcze na domiar złego, jeden z Szakali podszedł się wylać. Miał do niego trzy metry, a więc Nizan miał doskonałą okazję przyjrzeć się z bliska - jak ten jegomość wygląda. Starał się zapamiętać wszystko - twarz, ubiór, umiejscowienie narzędzi czy broni, a także pieprzyki. Miał na to chwilę, więc postawił wszystko na jedną kartę.
Musiał wstrzymać powietrze by nie oddychać i nie poruszyć się nawet o milimetr. Musiał wytrzymać.
Po wszystkim, gdy facet potencjalnie wróci do dalszego patrolu, Nizan odczeka dwie - trzy minuty, po czym wykona technikę przemiany - henge. Tutaj miał trochę zgryz, bo facet który sikał miał byc od pilnowania Siedziby. Mógł na niego wpaść, ale chyba nie miał lepszego wyjścia za bardzo.
Nizan westchnął. Miał dwa podejścia. Narazie spróbuje na fortel.
Henge w człowieka, który sikał, a następnie wyjrzy delikatnie zza rogu, czy jest w miarę pusto. W sensie - pusto pewnie nie będzie, ale ruszy...
... stop. Nie.
Nie są aż tacy głupi. Napewno mają sensorów przed wejściem do Siedziby. To jest centrum osady, tak głupia i podstawowa sztuczka nie przejdzie. Podkop też się nie uda. Pozostało mu tylko jedno.
Ruszy bezpośrednio do Siedziby Władzy. Jako obywatel.
I tak zamierzał zrobić - zarzucic kaptur na głowę, chyba, że ludzie chodzą bez, to wtedy bez i najzwyczajniej w świecie pójdzie do Siedziby prosząc o możliwość spotkania się z Shirei-kan Nariko. Ta pewnie będzie zajęta i odeślą go gdzieś indziej... a wtedy będzie kombinować.
- 25 mar 2026, o 13:48
- Forum: [S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)
- Temat: Sztab Generalny Ryuzaku
- Odpowiedzi: 70
- Odsłony: 2750
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Takamori - Wyzwolenie
Misja S - Azuma
Posty
Kolejka 7/X
Azuma powtórzył plan, spoglądając na ludzi dookoła, lecz ewidentnie nikt nie miał nic więcej do powiedzenia. Po prawdzie pozostało tylko ruszyć i wykonać założone cele.
- Nie jestem przekonana wysyłaniem tych grup dywersyjnych do środka. To jest tajna misja, która ma wysoką szansę niepowodzenia w przypadku wykrycia. To będą ludzie, którzy w sumie ze sobą nie współpracowali, a w takiego rodzaju zadaniach, powinni porozumiewać się niemal bez słów. - powiedziała dziewczyna, spoglądając na mapę i robiąc głośne "hmmm". - Z drugiej strony, Shinobi z rangą Kogo są weteranami w klanach i wiedzą co robić. No nie wiem, tutaj już trochę zależy to wszystko jak Ty to czujesz. Czy można im zaufać? Chociaż lepszym pytaniem byłoby, czy... jesteś gotowy na takie ryzyko?
- Dobrze, Chinatsu-kun, na tym zaprzestańmy. - powiedział nagle Sugiyama, który skinął głową w jej kierunku. - Zaczynamy wchodzić w zbyt duże szczególiki. Chyba lepiej poświęcić ten czas na to, by Azuma spędził czas ze swoją armią. Nie mamy dużo czasu do wymarszu. - zauważył Sugiyama, spoglądając po pozostałych.
Chinatsu jedynie skinęła głową na słowa Sugiyamy.
- Rozumiem. Jestem tu tylko by pomagać. Nikogo nie trzymam na siłę. - powiedziała, wycofując się z dalszej rozmowy.
Na sam koniec Azuma przekazał informację o tym, że każdy oddział powinien posiadać użytkowników zarówno genjutsu ja i katonu. Od Harpich Wiedźm, o których usłyszał od Hiromi, a także na wypadek chyba mazi, czy też mogił - mieli mu się przydać katonowcy.
Nikt tego nie skomentował, bo chyba nie za bardzo miał kto.
- Z niecierpliwoscią będę wyczekiwał Twojego raportu, Uchiha Azuma. - powiedział na sam koniec Noritsune, zaś Amaya tylko prychnęła, ciągle podważając każdy ruch Noritsune, chociaż ten stawał się coraz bardziej odporny na jej zachowania.
Azuma zapytał o resztę działań.
- Ja zacznę organizować logistykę i zaopatrzenie na kolejne ekspedycje. Z moich armii jedynie wyruszy część na tę misję związaną ze szpitalem, o którym mówiła Hiromi. - powiedziała Emi jako pierwsza.
- Postawię armie w gotowości w strażnicy. Jeżeli Dzicy ruszą na Takamori, odpowiednio zareagujemy. - dodał drugi Takeru.
Wszyscy odwrócili wzrok na Rintaro.
- Cóż... a mi zostało podzielić wojska i zobaczyć, kto się wybije. Nie deklaruję żadnych ruchów. Zobaczę, czy łaska Lorda Jashina spadnie na nas i w tym aspekcie. - odparł.
Cóż... wszystko było postanowione. Każdy wziął głęboki oddech i tym samym, generałowie zaczęli się rozchodzić. Sugiyama skinął głową do Azumy i we dwóch opuścili namiot, kierując się do armii Azumy Uchiha.
- Co o tym wszystkim uważasz? - zapytał swoim donośnym głosem Sugiyama.
Panowie mieli kawałek drogi do przejścia, bo wszystkie armie były wydzielone. Musieli więc wyjść poza sztab generalny i znaleźć trochę podosadzie, która oznaczona była banerami tudzież chorągwiami młodego Uchihy. Dzisięć tysięcy ludzi wyglądało... imponująco. Jednak trzeba było ich jeszcze zebrać. Póki co nikt nie zwracał uwagi na Azumę, a życie w obozie wydawało się wolno upływać.
Chinatsu - klik
Amaya Kioto - Klik
Uchiha Masahiro
Sugiyama Kuroyami
Uchiha Takeru
Uchiha Emi
Uchiha Shizue
Amakumo Noritsune
Arcykapłan Rintaro
- 24 mar 2026, o 17:38
- Forum: Kinoko no rakuen
- Temat: Kinoko no rakuen
- Odpowiedzi: 157
- Odsłony: 20658
Re: Kinoko no rakuen
Całkowite Harpii Unicestwienie. Jednotomnik.
Wyprawa B - Haruka
Posty
Kolejka 17/X
Chociaz incydent z Kaną nie sprawił, że poświęciłaś temu dużo czasu, z wybawieniem przyszła Shira, która zarządziła zarówno manerwy, jak i potem na sam koniec powiedziała Ci, że Siostry Nocy mają swojego rodzaju grę. Jak widać, nie tylko test z kukłą był czyms, co dziewczyny trzymały w tajemnicy przed Tobą.
Gra w yokaia.
I o tyle, o ile można było sobie wyobrazić to jako prostą grę dla dzieci, po dłuższym namyśle wcale taka nie była. Dwóch szukających, czyli dwie Siostry Nocy miały szukać i rzucić bombkami w Siostrę Nocy, która była na ziemi i ukrywała się. Do dyspozycji miały Kanę, czy sensora, co miało tylko utrudnić tej dziewczynie, co była na ziemi.
- Te co są szukające zaczynają z lotu, ale wygrywają tylko wtedy, kiedy trafią bombką. Owszem, można próbować pokonać rywalkę i wtedy rzucić jej rozłożonej na plecach bombką w głowę, ale raczej to nie zdawało nigdy egzaminu, bo ta na dole może używać czego chce i tym bardziej atakować swoje przeciwniczki by im utrudnić. Aha, no i uważaj, bo celowanie w Kanę źle się kończy, więc... to taka moja podpowiedź, jakbyś chciała od sensora zacząć. - powiedziała, klepiąc Cię po plecach niczym nieświadome dziecko przed zjazdem na sankach z gigantycznej górki. - Będzie wszystko daijobu, zaufaj mi. Po prostu... schowaj się dobrze, nie daj się trafić i spróbuj sprowokować jakoś pięć bombek dziewczyn, bo jak użyją wszystkiego to gra się kończy. - wyszczerzyła się.
- Dokładnie tak. Wszystko będzie daijobu, zaufaj mi. - powtórzyła Nagome, która W OGÓLE nie przypominała dawnej Nagome. Uśmiechała się do Ciebie i była miła. - Wabo, ja wezmę te najcięższe bombki, a Ty co preferujesz? - zapytała Nagome.
- Najlepiej to w ogóle nie brać w tym udziału, ale jak już muszę, to wezmę tylko jedną bombkę. - powiedziała Waba.
Następnie gdy Nagome i Waba była przygotowana, Kana głęboko westchnęła.
- Serdecznie nie podoba mi się, że muszę brać w tym udział. - powiedziała Kana, spoglądając na Shirę, lecz tamta udawała, że nie widzi i nie słyszy słów Jedenastej Sióstr Nocy.
Finalnie jednak Waba zapięła uprząż na Kanie, po czym wraz z Nagome wzbiły się w powietrze.
- Dasz radę Haruko! Powodzenia! Gambareeee! - krzyczała Shira, machając Ci jakbyś brała udział... w jakimś pokazie tanecznym, a nie miała walczyć o życie przeciwko Nagome i Wabie.
Poszłaś na środek placu i... i mogłaś dobrać strategię jaką chciałaś. Za płotem stała Shira, która obserwowała z wypiekami na twarzy co się stanie, Fugata, która była obojętna i Niyomi, której twarz coraz bardziej puchła.
Jednak nim zrobiłaś ruch, nagle wokół Ciebie spadły trzy bomby... dymne.
A wszędzie zapanował mrok, bo widziałaś jedynie na wyciągnięcie dłoni. Dziewczyny zaczęły już akcję, a pierwszą z nich było wprowadzenie Ciebie w stan, w którym sama nie wiedziałaś, co się dzieje.
Shira Kujaku - klik
Hisamida Kujaku - klik
Waba Kujaku - klik
Fugata Kujaku - Klik
Nagome Kujaku - klik
Muwara Kujaku - klik
Niyomi Kujaku - klik
Urasano Kujaku - klik
Yadasu Kujaku - klik
Chishiba Kujaku - klik
Jirou Kujaku - klik
Kana - klik
- 24 mar 2026, o 15:16
- Forum: Ningyō-shi (Osada Rodów Ayatsuri i Kaguya)
- Temat: Ulice miasta [Wydarzenie]
- Odpowiedzi: 7
- Odsłony: 286
Re: Ulice miasta [Wydarzenie]
Nizan nie potrzebował dużo czasu by przetransportować się podkopem do środka osady. Co prawda, pod ziemią na poziomie minus pięćdziesięciu metrów było ciemno, ale za to przyjemnie chłodno. Można powiedzieć, że Kunisaku nawet cieszył się z tego, że może ochłodzić tak swój organizm i nie musi chwilo przejmować się gorącem. Ot, przyjemna część podróży.
Czuł jak mija fundamenty murów, a także słyszał, że na powierzchni coś się dzieje. Jednak nie przejmował się tym zbytnio tylko odrazu udał się do celu jego destynacji, to jest domu rodzinnego. Zaczął wyłaniać się w miejscu, w którym, miał znajdywać się jego dom rodzinny i... i... okazało się, że ktoś tam jest.
Co więcej, jego poruszanie się nie było bezszelestne, bo ktokolwiek tam był, usłyszał jego przedzieranie się przez kolejne warstwy ziemi. Słyszał kobietę i mężczyznę, a także to, jak mówią o jakichś szakalach przy głównej bramie. Nizan zrozumiał, że w takim razie... Nariko ustawiła bandziorów na środku obrony? Przeciwko wyszkolonej armii Ayatsuri? Szturm bram i murów był zapewne tylko kwestią czasu.
Nie mniej, to co się zadziało dalej to to, że ludzie w jego domu zaczęli się barykadować i bić na alarm, co sprawiło, że momentalnie zrobił się duży hałas. Nizan wiedział, że nie może tu się wydostać, ponieważ no... no było to bez sensu. Jednak chciał przekuć to na swoją korzyść. Skoro tutaj bili na alarm, to z drugiej strony osady zapewne będą mniej czujni.
W związku z tym, skierował się pod ziemią i ruszył dalej - w kierunku centrum miasta - by po przeciwnej stronie osady wyjść jakoś na powierzchnię ziemi.
Oczywiście tak, by nikt go nie widział.
Czuł jak mija fundamenty murów, a także słyszał, że na powierzchni coś się dzieje. Jednak nie przejmował się tym zbytnio tylko odrazu udał się do celu jego destynacji, to jest domu rodzinnego. Zaczął wyłaniać się w miejscu, w którym, miał znajdywać się jego dom rodzinny i... i... okazało się, że ktoś tam jest.
Co więcej, jego poruszanie się nie było bezszelestne, bo ktokolwiek tam był, usłyszał jego przedzieranie się przez kolejne warstwy ziemi. Słyszał kobietę i mężczyznę, a także to, jak mówią o jakichś szakalach przy głównej bramie. Nizan zrozumiał, że w takim razie... Nariko ustawiła bandziorów na środku obrony? Przeciwko wyszkolonej armii Ayatsuri? Szturm bram i murów był zapewne tylko kwestią czasu.
Nie mniej, to co się zadziało dalej to to, że ludzie w jego domu zaczęli się barykadować i bić na alarm, co sprawiło, że momentalnie zrobił się duży hałas. Nizan wiedział, że nie może tu się wydostać, ponieważ no... no było to bez sensu. Jednak chciał przekuć to na swoją korzyść. Skoro tutaj bili na alarm, to z drugiej strony osady zapewne będą mniej czujni.
W związku z tym, skierował się pod ziemią i ruszył dalej - w kierunku centrum miasta - by po przeciwnej stronie osady wyjść jakoś na powierzchnię ziemi.
Oczywiście tak, by nikt go nie widział.
- 24 mar 2026, o 09:42
- Forum: [S2] Pola Tenran (天乱の原 – Tenran no Hara)
- Temat: Sztab Generalny Ryuzaku
- Odpowiedzi: 70
- Odsłony: 2750
Re: Sztab Generalny Ryuzaku
Takamori - Wyzwolenie
Misja S - Azuma (+ gościnnie Hiromi)
Posty
Kolejka 6/X
Azuma nie przejął się tym, że pierwszy jego pomysł został nie tylko odsunięty przez taktyczkę, co raczej zaparkowany na boku. Dziewczyna dała mu kredę i wymagała wręcz, by podszedł do tematu jeszcze raz, bardziej jako generał, niż shinobi mający tylko i wyłącznie swoje własne umiejetności do dyspozycji. Seinin wziął kredę i zaczął kreślić plan.
Dwie drużyny zwiadowcze, które wchodzą do środka. Potem, przejmują księżniczkę. Druga grupa gdy Azuma zrobi szum przed murami - eliminuje przywódcę bandytów. Noritsune kiwał głową w rytm tego, co mówił Azuma, szczególnie gdy ten powiedział, że rozbije obronę od środka.
- Nawet, jak dziewczyna powiedziała Ci, że Twój pierwszy plan był słaby, to nie poddałeś się i nie obraziłeś, tylko kombinujesz dalej. - powiedziała Emi, stając przy mapie. - To bardzo dobrze cechy. Uchronią wiele żyć.
- O ile się nie zepsuje przy pierwszym triumfie, bo historia zna i takie przypadki. - Amaya westchnęła i przelotnie zerknęła na Noritsune.
Chinatsu popatrzyła na to i skinęła głowa.
- Dobre podejście. - powiedziała, kiwając głową. - Wystarczyłoby tylko doprecyzować szczegóły i już mógłbyś się szykować do wymarszu. - zamknęła na chwilę oczy, wzięła głęboki oddech, po czym wyjęła drugą kredę z woreczka przy pasie. - Ale nim przejdziemy do szczegółów, wykorzystamy trochę mojej wiedzy. - puściła Ci delikatny uśmiech, po czym sama nachyliła się nad mapą. - Miasto ma cztery wejścia, a trzeba założyć, że w środku są ludzie, którzy znają się na tym co robią, z wyśmienitym wywiadem. Zaczynając od podstaw, mamy trzy frakcje, które ma następujący podział sił. - Chinatsu zaczęła od Kaminari. - Klan Kaminari z oddziałem mniej więcej dwudziestu tysięcy zbrojnych. - zaznaczyła potem Ryuzaku. - Sojusz Ryuzaku z siła około czterdziestu tysięcy zbrojnych. - zaznaczyła dzikich. - Dzicy, których jest najwięcej, czyli około pięćdziesięciu tysięcy zbrojnych.
Na chwilę zatrzymała się nad mapą.
- Jakbym była takim... dowódcą w środku Takamori to bym pomyślała sobie tak. Jesteśmy stolicą i jeżeli utrzymam osadę jako neutralną, aż zbiorą się trzy armie pod miastem, to nie będą mogli jej szturmować. Wtedy będę mógł negocjować z którąkolwiek ze stron i osiągnąć jak najlepsze warunki dla nas. Poprosiłabym pewnie o trzy wozy złota w zamian za poddanie miasta i możliwość opuszczenia jej ze swoją armią. Wtedy bym gdzieś zniknęła i żyła przez kolejne dziesięć lat jak pani na włościach. - spojrzała na Azumę. - Inaczej mówiąc, ich celem jest wytrzymać, aż wszystkie trzy frakcje zbiorą się pod murami. Teraz idźmy dalej, skoro planem jest wyczekanie na trzy armie, to kogo spodziewam się najbardziej? Kaminari ma najmniej wojsk więc wątpliwe, by rzucili otwarte wyzwanie w ten sposób, bo będą oczekiwać, że ruszymy z siłą dwudziestu tysięcy ludzi. Wtedy... szanse są pół na pół. Tylko, że jeżeli my przegramy, to mamy całe zaplecze wsparcia, a przynajmniej potencjalnego wsparcia. Oni nie mają nic. Dlatego Kaminari raczej napewno nie zaatakuje miasta, tylko będą czekać przygotowani. Pozostaje Ryuzaku i Dzicy. Dzicy są potencjalną opcja, ale u nich jest problem natury... czasowej. - postukała kredą. - Są za daleko. Nie zdążą przyjść tak szybko. Więc trzeba założyć, że to Ryuzaku wykona pierwszy ruch i zgodnie z tym, co mówisz - nawet bym trafiła, bo chcesz uderzyć od strony Ryuzaku.
Dziewczyna pokiwała głową.
- Wykorzystaj tę wiedzę i dostosuj plan. - powiedziała, a jej wzrok nagle się wyostrzył, gdy patrzyła na mapę. - Weź dwa tysiące ludzi i podprowadź pod południowe wejście. Niech sprawiają wrażenie, że będą szturmować mury, ale niech nie szturmują. Uzbrój ich w łuki i niech z bezpiecznej odległości ostrzeliwywują mury. Jednak na spokojnie, bez szarży. Celem tego jest skupienie uwagi na południowym murze, gdzie i tak będzie większość obrony. Następnie przyszykuj tysiąc konnicy i ustaw ich po stronie Kaminari. Mają udawać, że szturmują osadę. Zarówno od północnego zachodu jak i zachodniej ścieżki. Muszą jeździć od jednego do drugiego wejścia, by cały czas obrońcy musieli mieć podzieloną uwagę. - uśmiechnęła się. - Łuczników i konnicę dzielisz na pół i wymieniasz ich co 6 godzin, by mogli odpocząć. Różnica między Twoim wojskiem, a bandziorami i strażą jest taka, że bandziory i straż przy pierwszej takiej walce dostaną strasznej adrenaliny, która wyczerpie ich organizmy. Ty zaś będziesz podjudzać te emocje, cały czas stosując przerywany atak. A wszystko po to, by po 18 godzinach takiej prowokacji... - Chinatsu narysowała strzałkę.
Od strony Dzikich.
- ...zaatakować z pełnym impetem w sile siedmiu tysięcy zbrojnych od strony, z której najmniej się spodziewają. - Chinatsu wzięła głęboki oddech i wyszła z trybu analizy, spoglądając z lekkim przerażeniem na ludzi dookoła, którzy jej słuchali. - Erm... przynajmniej ja bym tak zrobiła. - kropla potu pojawiła się na jej skroni.
Na sam koniec Hiromi jeszcze przyjęła oba awanse i zagwarantowała, że nie dość, że będzie z duma nosić nową rangę i odpowiedzialność, tak zrobi wszystko w sprawie mazi i szpitala. No i, że będzie dbała o żołnierzy Noritsune. Mężczyzna jednak od momentu, w którym Masahiro wziął na barki finansowanie - zupełnie się nie interesował tym, co miała do powiedzenia Hiromi. Ot, cel, który założył osiągnął. Nie musiał za nic płacić.
Dalej, Hiromi miała za zadanie iść odpocząć i tak też zrobiła. Jednak nadal miała do wykonania jedną pracę. Spisanie raportu, w którym opisała to co widziała.
A jej wiedza miała okazać się przydatna nie tylko dla niej... ale dla wszystkich.
Hiromi - odkrycie ukrytej mechaniki Harpich Wiedźm.
Chinatsu - klik
Amaya Kioto - Klik
Uchiha Masahiro
Sugiyama Kuroyami
Uchiha Takeru
Uchiha Emi
Uchiha Shizue
Amakumo Noritsune
Arcykapłan Rintaro
- 23 mar 2026, o 14:40
- Forum: Sabishi
- Temat: Obóz oblężniczy [Wydarzenie]
- Odpowiedzi: 12
- Odsłony: 509
Re: Obóz oblężniczy [Wydarzenie]
Nizan uzbrojony w oficjalne pismo od Saori, a następnie przebrany w strój ludzi z pustyni i z planami Siedziby Władzy, wyszedł na zewnątrz porozmawiać z Shimą. O tyle, o ile Saori nie powiedziała mu nic odkrywczego, tak Nizan jeszcze trochę obrudził, a raczej obkurzył płaszcz, by nie wygladał jak nowy, tylko rzeczywiście, wtapiał się dużo bardziej w trudy wojny.
- Nikogo nie zgrywam, biorę prototypy i wracamy. Jutro z rana chcę być już w trasie. - powiedział dość spokojnie, ale i poważnie. - To nie nasza wojna, my musimy zadbać o pracę u Takane. Te prototypy to przepustka do lepszego życia. Dla mnie, Ciebie i Araty. - skinął głową, gdy był przygotowany.
Nie chciał czekać do wieczora. Chciał ruszać odrazu, bo póki było widno, liczył, że więcej ludzi kręci się po mieście. Musiał wtopić się w tłum.
- Czemu wszyscy myślą, że idę się tam bić? - zapytał delikatnie zaskoczony, kątem oka patrząc na namiot z Saori w środku. - Nic się nie bójcie. To szybka akcja. - powiedział.
Arata powtórzyła, że chce by ten wrócił, no i że chce poznać wujka Ario.
- Zobaczę, co da się zrobić. Jednak to nie jest wyprawa w celu odbijania czy ratowania kogokolwiek. Jesteśmy z Ryuzaku, a to sprawy Pustynne. Tym bardziej, że oficjalnie jestem posłem. Sprawa jest skomplikowana. Wyjaśnię Ci to w drodze powrotnej. - powiedział, po czym potargał Aratę.
Następnie cicho westchnął i stanął przed namiotem Saori. Wziął kawałek patyka, po czym... zaczął sobie kreślić na piachu plan podróży. Narysował sobie osadę z pamięci, by nie korzystając z map być w stanie odzwierciedlić jej strukturę. Szczególnie interesowało go jedno miejsce, na które też zwracał uwagę.
Gdy narysował wszystko, otworzył mapę i porównał, czy dobrze naszkicował. Następnie wszystko starł i zrobił tak jeszcze dwa razy, aż dosłownie jego pamięć potrafiła mięśniowo odwzorować trasę podróży.
- Dobra, wyśpijcie się dziś, bo jutro wracamy do Ryuzaku. - powiedział, po czym pomachał.
Miał do przebycia kawałek trasy w linii prostej, ale... nie było tak źle.
Następnie Nizan zapadł się pod ziemię i schował na poziom +/- 50 metrów pod ziemię, po czym ruszył w kierunku... swojego rodzinnego domu w Ningyo-shi. Tam zamierzał się dopiero wynurzyć.
- Nikogo nie zgrywam, biorę prototypy i wracamy. Jutro z rana chcę być już w trasie. - powiedział dość spokojnie, ale i poważnie. - To nie nasza wojna, my musimy zadbać o pracę u Takane. Te prototypy to przepustka do lepszego życia. Dla mnie, Ciebie i Araty. - skinął głową, gdy był przygotowany.
Nie chciał czekać do wieczora. Chciał ruszać odrazu, bo póki było widno, liczył, że więcej ludzi kręci się po mieście. Musiał wtopić się w tłum.
- Czemu wszyscy myślą, że idę się tam bić? - zapytał delikatnie zaskoczony, kątem oka patrząc na namiot z Saori w środku. - Nic się nie bójcie. To szybka akcja. - powiedział.
Arata powtórzyła, że chce by ten wrócił, no i że chce poznać wujka Ario.
- Zobaczę, co da się zrobić. Jednak to nie jest wyprawa w celu odbijania czy ratowania kogokolwiek. Jesteśmy z Ryuzaku, a to sprawy Pustynne. Tym bardziej, że oficjalnie jestem posłem. Sprawa jest skomplikowana. Wyjaśnię Ci to w drodze powrotnej. - powiedział, po czym potargał Aratę.
Następnie cicho westchnął i stanął przed namiotem Saori. Wziął kawałek patyka, po czym... zaczął sobie kreślić na piachu plan podróży. Narysował sobie osadę z pamięci, by nie korzystając z map być w stanie odzwierciedlić jej strukturę. Szczególnie interesowało go jedno miejsce, na które też zwracał uwagę.
Gdy narysował wszystko, otworzył mapę i porównał, czy dobrze naszkicował. Następnie wszystko starł i zrobił tak jeszcze dwa razy, aż dosłownie jego pamięć potrafiła mięśniowo odwzorować trasę podróży.
- Dobra, wyśpijcie się dziś, bo jutro wracamy do Ryuzaku. - powiedział, po czym pomachał.
Miał do przebycia kawałek trasy w linii prostej, ale... nie było tak źle.
Następnie Nizan zapadł się pod ziemię i schował na poziom +/- 50 metrów pod ziemię, po czym ruszył w kierunku... swojego rodzinnego domu w Ningyo-shi. Tam zamierzał się dopiero wynurzyć.
