Znaleziono 663 wyniki
- 26 sty 2026, o 19:03
- Forum: Północne Ryuzaku
- Temat: Szlak prowadzący na północny-zachód
- Odpowiedzi: 163
- Odsłony: 16287
- 25 sty 2026, o 17:17
- Forum: Tereny Sporne - Zachodnie Sogen
- Temat: Rantori (We władaniu Północne Ryuzaku)
- Odpowiedzi: 74
- Odsłony: 9951
- 23 sty 2026, o 23:16
- Forum: Tereny mieszkalne
- Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
- Odpowiedzi: 77
- Odsłony: 8581
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Misja Zakończona Sukcesem!
Tsuyoshi, zrób proszę jeszcze jeden odpis na koniec
- 23 sty 2026, o 21:25
- Forum: Północne Ryuzaku
- Temat: Szlak prowadzący na północny-zachód
- Odpowiedzi: 163
- Odsłony: 16287
- 22 sty 2026, o 22:12
- Forum: Atsui
- Temat: Szlak transportowy
- Odpowiedzi: 455
- Odsłony: 87889
Re: Szlak transportowy
Ren
Mężczyzna na zadane pytanie uniósł brwi i przez chwilę milczał, po czym wypił nieco trunku postawionego przez Ren. W końcu jednak skinął głową i przytaknął.
- O takich rzeczach się tutaj nie mówi. Nie na głos - powiedział cicho, zasłaniając sobie usta kuflem, aby nie było widać, co mówi. Ren musiała się nachylić bliżej, aby dobrze słyszeć. - Ale komuś z Shigashi nie podobała się zmiana głównego traktu handlowego i co jakiś czas przychodzą tu tacy, co mówią o tym. I spowalniają pracę. Jesteśmy już trzecią zmianą.
W domyśle dla Ren zostawił to, co się stało z dwiema poprzednimi zmianami. Nie wyjaśniał się też, co tutaj oni robią, ale mężczyzna chyba myślał, że Ren pytając o jego pracę, rozumiała jaką prace ma na myśli.
- Każdy w mieście może dla nich pracować - spojrzał uważnie na kobietę, uświadamiając chyba sobie, że ona też właściwie mogła. - Ale głównie co jakiś czas tu przybywają z południa. Robią swoje, przeszkadzają w pracy, powodują opóźnienia. Kinkotsu nie jest zadowolone. Jakby się dało, żeby Kinkotsu zadowolone było… dowiedziałbym się więcej, gdzie siedzą.
Ren chwilowo nie miała świadomości, że Mayu właśnie patrzyła na to, co miało być zbudowane i z powodu opóźnień czego Kinkotsu miało być niezadowolone.
Mayu
Nieświadoma tego, że Ren właśnie dostawała - prawdziwe lub nie - informacje na temat okolicznych Szakali, Mayu zbierała informacje na temat posągów strzeżących nowego wejścia do Atsui od różowowłosej dziewczyny, która nie miała za bardzo poszanowania do niczego. Stanowczo nie do posągów Asahi Ichirou oraz Sabaku no Jou.
- E, to nie mnie trzeba takie zażalenia składać, tylko do artystów. Oni się zajmują tym, żeby nasi wielcy panowie byli wielce wspaniali. Ja tam różnicy nie widzę, tylko co Diabła Świtu to na malunkach widziałam.
Skrzywienie się. Dziewczyna z trudem wypowiedziała przydomek Ichirou, który wyrażał chyba najwięcej szacunku do jego osoby jako Shinobiego. Wydawało się nawet, że wolałaby sarknąć niż to powiedzieć. Nie wychodziła z roli. A może trochę wychodziła, a przynajmniej wychodziła z niej nieco nerwowa nastolatka - którą pewnie była.
- No wiem, że artyści zalegają, ale co zrobić? Poprzednia ekipa strażników dała ciała, my sobie radzimy. Żadnych incydentów, no. Poza wulgaryzmami, ale dopóki nie rozwalają kamienia, to się zczyści. Pani Kontrol się nie gniewa, bo tu wszystko na cacy idzie.
Mayu jednak wspomniała o zlikwidowaniu Szakali, co spowodowało, że jednak nieco się wyprostowała.
- Hej, nie moja wina, że Unia woli wydawać pieniądze Łby niż na dobrze dopasowane mundury. Ale Szakale to my chętnie byśmy wykopali stąd w cholerę. Ale ni cholery nie wiemy, skąd przyłażą. Nie mamy wszystkiego obstawionego, znaczy miasta, bo trzeba siedzieć na dupie tutaj i pilnować, żeby łby miały łby. Ale jak wiadomo gdzie się gniazdują… czy szakale gniazdują? - zapytała nagle, jakby faktycznie zainteresowana, na chwilę odrywając myśli od temat. - Co ja…? A tak, my chętnie wyrżniemy całe stadko.
Maji Akiyoko
Sabaku Sachiko
Sabaku no Jou
Shouji
Hinae
Rinka
Iori
Ryo
Mei
Tetsu
Kotaro
Saya
- 22 sty 2026, o 19:55
- Forum: Tereny Sporne - Zachodnie Sogen
- Temat: Rantori (We władaniu Północne Ryuzaku)
- Odpowiedzi: 74
- Odsłony: 9951
Re: Rantori (We władaniu Północne Ryuzaku)
Pomocnicy przy pracy w magazynie wydawali się wdzięczni, uśmiechali się do niej i dziękowali, pomagając przy sortowaniu, tak jak ona to zrobiła. Jej praca była doceniona, ładunek dotarł bezpiecznie. Nikt nie zginął, nikomu nic złego się nie stało. Poza przeciwnikami.
Raport też był przyjęty z uwagą i powagą. Podziękowano jej i zostawili w spokoju, żeby mogła pracować. Co robiła głęboko w noc.
Kiedy wyszła z magazynu, aby zgłosić się do dowódcy, Shizaki czekał na nią pod magazynem. Właściwie, to sobie siedział pod nim i ucinał drzemkę, wyraźnie zmęczony, ale oko na jej widok otworzył i uśmiechnął się do dziewczyny.
- Hej, powiedzieli mi, że oboje mamy się stawić. Ja zresztą i tak mam rozkazy do dostarczenia - stwierdził powoli wstając i się rozciągając. - Stanowczo powinni nam pozwolić się wyspać zanim mamy załatwiać jakie rzeczy.
Kiedy ruszyli, Shizaki ziewał i masował się po karku, ale też opowiadał, jakby chciał Yumiko ułatwić spotkanie z dowódcą.
- Bywa nerwowy, więc go nie prowokuj, ale ogólnie jest kompetentny. Chyba chce zobaczyć, kto jest wysłany i takie tam. A może mu dostarczyli wiadomość o Somie, więc chce pozbierać jak najwięcej informacji. Wiesz, jest odpowiedzialny za tą część frontu i jakby mu się jakieś obce wojska prześlizgnęły… no nie byłoby ciekawie.
Doszli do budynku, który pełnił w czasach pokoju siedzibę zarządcy, teraz w czasie wojny - siedzibę dowódcy. Shizaki po drodze podpytał patrol, gdzie mają iść. Patrol prawie go wylegitymował - była godzina policyjna w mieście, ale odznaki ninja załatwiły sprawę.
Do odpowiedniego pokoju zostali wpuszczeni szybko, bo była noc i nie było petentów. Tylko oni. Sam pokój był całkiem spory, z ogromnym stołem na środku, na którym była ułożona rozrysowana mapa okolicy. Yumiko być może rozpoznała część tej mapy, ponieważ patrzyła z góry na to, a może tylko tak się jej wydawało. Niektóre miejsca na mapie były pocieniowane różnymi kolorami, a w pewnych miejscach były postawiane drewniane figurki.
Nad mapą stał wysoki mężczyzna o ciemnym, wojskowym stroju i blond włosach. Rysy miał wyraźnie Uchiha, ale jego włosy wyraźnie odstawały od typowego wyglądu. Zdarzały się jednak wyjątki, Yumiko je widywała. Mężczyzna był skupiony, ale podniósł wzrok na wchodzących Yumiko i Shizakiego. Skinął do nich głową i zaprosił dłonią do środka.
Wchodząc głębiej, Yumiko zobaczyła, że pod jedną ze ścian, na poduszce, śpią kocięta.
- Dzięki za dostarczenie zapasów - powiedział, ale jego ton głosu był suchy. - Jestem Uchiha Takeru - przedstawił się Yumiko. - Dowodzę tą częścią frontu. Chciałem wiedzieć, co z Somą.
- My też byśmy chcieli - odpowiedział mu Shizaki, a Takeru mocniej zacisnął zęby.
- Czekam na odpowiedź. Wszystkie szczegóły, jakie pamiętacie. Kto z nim walczył? Jak wyglądał? - warknął ostro, a Shizaki skinął do Yumiko.
- Ona z nimi walczyła i pokonała.
- Z najmniejszymi szczegółami - zażądał mężczyzna.
I tak oto, po raz kolejny, Yumiko musiała opowiadać o poprzedniej nocy.
Takeda Masatoshi
Uchiha Shizaki
Uchiha Takeru
- 22 sty 2026, o 18:50
- Forum: Tereny mieszkalne
- Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
- Odpowiedzi: 77
- Odsłony: 8581
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Yoru no Hoshi zrobił kilka dostojnych kroków i zatrzymał się przed Tsuyoshim. Następnie usiadł, a jego oczy spojrzały uważnie na Tsuyoshiego. Koty wokół polany zamilkły. Nawet te, które jeszcze przed chwilą trzęsły się jak przebudzone ze snu, teraz siedziały nieruchomo jak posągi. Nawet ten biały, który wcześniej udawał, że wcale podniósł ogona ze strachu.
- Jestem kotem, a to ty mówisz w naszym języku, Uchiha.
- Cunii nie miauczy! - powiedziała ostrożnie Katsumi, ciągnąc brata za włosy, żeby czasami nie spaść z jego ramion. - Czy miauczy?
- Dziękujemy za pomoc. Klany z północy sobie dobrze przemyślą czy wrócą i będą chciały zabrać nasze ziemie i nasze jedzenie. Człowiek nie zawsze jest zły. A Uchiha wcale. Dziękujemy, że tu byłeś i nas zrozumiałeś.
Katsumi otworzyła buzię.
- Cunii-san jest… jest… KOCIM UCHIHA?! - zapytała dramatycznie.
Yoru no Hoshi zamrugał do niej powoli, dając do zrozumienia, ze owszem, miała rację, po czym kot odwrócił się.
- Klan Księżyca zostaje ci wdzięczny - powiedział jeszcze, stając znów dumnie w centrum polany. - I zawsze odpowie, gdy nas zawołacie. Żegnajcie, Uchiha. Niech drogi będą wam miękkie, a kroki ciche.
Wszystkie koty jednocześnie uniosły ogony na znak pożegnania. Wyglądało to tak samo podniośle, jak absurdalnie. Potem, tak nagle jak wyłoniły się z cieni, tak szybko też zniknęły. Cicho i lekko. Jak to koty.
A oni zostali na polanie sami.
Uchiha Tsumi
Yoru no Hoshi - Nocna Gwiazda
- 21 sty 2026, o 18:01
- Forum: Piszemy o wszystkim!
- Temat: Shinobi Zbijak - Mecz
- Odpowiedzi: 59
- Odsłony: 2445
Re: Shinobi Zbijak - Mecz
Hiromie nadal tańczą i nic nie robią szczególnego poza zabawianiem widowni i wszystkich dookoła
- 20 sty 2026, o 21:07
- Forum: Północne Ryuzaku
- Temat: Szlak prowadzący na północny-zachód
- Odpowiedzi: 163
- Odsłony: 16287
Re: Szlak prowadzący na północny-zachód
Kiedy Azuma wspomniał o tym, że należy się jeńcowi pomoc medyczna, Shizaki chwilę się zastanowił i kiwnął głową.
- Dobre by było, jakby w ogóle udawała nieprzytomną, żebyś jej nie przesłuchał czy coś… ale chyba nie… nie? - uniósł brwi. - Ja zostanę tutaj, Yumiko-san - wyjaśnił. - Znaczy, ty pewnie będziesz wracać czy coś, albo dostaniesz jakieś inne zadanie, ja za to będę musiał robić swoje jako dostarczyciel wiadomości. Mam nadzieję, że nie wyślą mnie jako zwiadowcę. Do zwiadu się nie nadaję, ale tak trzeba to trzeba.
Rantori po odbiciu przez Uchiha przeszło niewielką przemianę, co było widoczne dla Azumy, który był tutaj niedawno. Oczywiście, pozostało miastem pogranicza, podporządkowanym dyscyplinie, porządkowi i praktycznym potrzebom wojny. Jednak wyraźnie straciło te drobiazgi, które pokazywały, że wcześniej zostało przejęte przez Dzikich. Dla Yumiko było kolejnym - podobnym do Sarufutsu, chociaż mniejszym - miastem.
Miasto rozciągało się przy dawnym trakcie handlowym, który przecina je ze wschodu na zachód. Wzdłuż głównej drogi stały niskie, drewniane budynki o spadzistych dachach, z warsztatami i magazynami na parterach oraz skromnymi izbami mieszkalnymi powyżej. W bocznych uliczkach, węższych i krętych, mieszkali głównie rzemieślnicy oraz rodziny chłopskie, które znalazły schronienie w murach miasta po wojnie. Zabudowa nosiła ślady pożarów i prowizorycznych napraw - łatane dachy, nowe belki o jaśniejszym drewnie, ściany wzmocnione gliną. Magazyny, które, jak Azuma wiedział, zniszczyła Hiromi, nadal były zburzone i nikt nie wziął się jeszcze za ich naprawę.
W centrum Rantori znajdował się plac, który dawniej pełnił funkcję targowiska. Obecnie jest to serce administracyjne miasta - miejsce ogłoszeń, zbiórek i wymierzania sprawiedliwości. Przy placu stał największy zachowany budynek, wykorzystywany jako siedziba dowództwa oraz urzędu Uchihów. Nie jest to zamek ani rezydencja daimyo, lecz solidny, drewniany gmach, strzeżony i zawsze pełen ruchu: posłańców, kogo i sentokich, skrybów i petentów.
Obecność Uchihów była w mieście stale odczuwalna. Patrole shinobi i straży porządkowej poruszały się po ulicach o ustalonych porach, a ich obecność wprowadza porządek i spokój wśród mieszkańców. Prawo było surowe, lecz jasne: grabież, sabotaż i współpraca z wrogiem karane były bezwzględnie, natomiast zwykli mieszkańcy mogli liczyć na ochronę i stabilność.
W końcu się rozstali, kiedy dotarli do miasta. Yumiko z kupcami została skierowana do magazynu, który był w całości i tam miała zdać całość dostarczonych towarów - to znaczy odpieczętować - wraz z pomocą kogoś z Rantori, nie to, że sama - zawartość wszystkich zwojów i odznaczyć na liście, że wszystko było dostarczone. Robota żmudna, mająca zająć nawet pół nocy.
Po jakimś czasie, do tego magazynu wszedł jeden z żołnierzy Uchiha, który stacjonował w Rantori, skinął lekko głową do Yumiko.
- Yumiko-san, potrzebujemy raportu na temat waszej drogi. Dowódca słyszał, że mieliście problemy. Proszę powiedzieć, co się stało, a kiedy Yumiko-san skończy, proszę podejść do strażnika magazynu. Dowódca chce się spotkać, bez względu na porę.
Azuma tymczasem w strażnicy - z Shizakim czyhającym gdzieś w pobliżu, ale nie podsłuchującym - wyłącznie oczekującym na cokolwiek, co mu Azuma powie, zanim faktycznie pójdzie się zgłosić dalej. Nie przeszkadzał. Przeszkadzali - a raczej zabrali się za swoją robotę - przysłani medycy, którzy zajęli się kobietą. Mieli sporo pretensji do Azumy, że po drodze zgubił język, bo przecież "przyszyć się dało", jakby zrobił wszystko tak, jak trzeba.
Zanim kobieta została wybudzona, minęło jednak trochę czasu. Było już dość późno, ale zabiegi medyczne ocuciły ją.
- Wcale nie wydawało się, że miała aż takie obrażenia, żeby tyle czasu być nieprzytomna - wyjaśniła Azumie stara medyczka. - Ale kto wie, może szok z bólu? Nie jest trudno sobie odgryźć język, każdy by mógł, ale nasze ciało nas powstrzymuje. To, że to zrobiła… ja nie wiem. Ale interesujący jest kamon na jej szyi. Ma też wyszyty na stroju. Przypomina mi znak rodziny Shiba z pogranicza z Ryuzaku. Wyszkoleni zabójcy. Znaczy, to plotki, oczywiście, ale jak byłam młoda, to sporo się o tym mówiło. Podobno mają techniki, które zabijają bijuu. Ale no, plotki.
Sugiyama Orochi
Ueda Rin
Nakano Ikuko
Uchiha Haruka
Date Nao
Takeda Masatoshi
Uchiha Shizaki
- 20 sty 2026, o 17:38
- Forum: Tereny mieszkalne
- Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
- Odpowiedzi: 77
- Odsłony: 8581
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Ogień wystrzelił w śnieg jak spadające gwiazdy, jedna kula po drugiej. Zasyczał, rozświetlił zimowe powietrze i odbił się w oczach wszystkich kotów jak w lustrach.
A potem nastało piekło.
Ale nie takie, jakie Tsuyoshi sobie wyobrażał.
Najpierw koty z północy - te wrogie, szarawo-bure, z nastroszonym grzbietem - wydały z siebie dźwięk przypominający jednoczesne:
- MRRREEEEEEEOOOOOOOWWWWWWWWW!!!
Jednocześnie, Tsuyoshi był pewien, że słyszał: „OGIEŃ! OGNIEEEEEŃ! RATUNKU! RATUNKUUU!!!”
Rozproszyły się natychmiast, każde w inną stronę, jak wystraszone… koty. Jedno kocisko wpadło w krzaki, drugie pobiegło na drzewo i próbowało wspiąć się po ośnieżonej korze (spadając natychmiast, bo ślizgało się jak po lodzie, nie mogąc wbić pazurów). Trzecie wykonało w powietrzu obrót o 180 stopni, jakby w panice zapomniało, gdzie ma przód.
Wszystkie uciekły.
Koty Uchiha wytrzymały dwie sekundy dłużej.
Dokładnie dwie.
Potem:
- MRREEEO!?
- AAAAOOW?!
- MORAAAAAWR?!
Skoczyły w tył, rozłożyły łapy, wygięły grzbiety, a kilka przewróciło się na plecy ze zdziwienia i oburzenia.
Yoru no Hoshi - dumny, majestatyczny przywódca kotów Uchiha z Klanu Księżyca - również odskoczył. W sposób godny, oczywiście. Jak ktoś, kto to zaplanował. Tylko ogon trząsł mu się w taki sposób, który zrujnował powagę sytuacji.
W polanie zapadła idealna cisza połączona z nerwowym drżeniem 27 kocich ogonów.
Katsumi na barkach Tsuyoshiego zaczęła łkać.
- CUNII! - krzyknęła, chwytając go mocno za włosy. - Ty zrobiłeś AUŁA kotkom!!! Naszym! NASZYM KOTKOM!!!
I tak, jak przed chwilą Tsuyoshi myślał, że zaraz ogłuchnie od wrzasków kotów, tak teraz pewnie przysiągłby, że ogłuchnie od wrzasku jednej, bardzo małej istotki.
- ŹLEEEE!!! To BARDZO ŹLEEEE!!! - wytargała go za włosy. - Kotki się bojeją ognia! Nie wolno im robić AUŁA!
Przez chwilę wyglądało na to, że zaraz spadnie mu z ramion, żeby pobiec przepraszać każde z kotów osobno.
A wtedy Yoru no Hoshi, zebrał resztki dumy, przeczesał łapą futro na piersi i powiedział głosem mężczyzny, którego po walce właśnie opatruje kobieta.
- Ognisty wojowniku…
Przełknął ślinę.
- Twoja moc… jest… jest… ogromna…
Koty Uchiha, wciąż roztrzęsione, ale dumne z Tsuyoshiego, zaczęły:
- Mrrr… mrrrow… mrrooow… - Co mogło znaczyć zarówno: „Niech żyje!”, jak i „Nigdy więcej ognia, błagamy.”
- Uchiha, ocaliłeś nasz klan.
Katsumi przestała płakać. Zamarła. Oczy rozszerzyły jej się jak dwa księżyce w pełni.
- Cuuunii…! - szepnęła z zachwytem. - Ty… ty jesteś BOHATELEK KOTKÓW!
Yoru no Hoshi kiwnął głową z ciężką powagą.
- Shinobi Ognia, wojowniku bez lęku. Koty Klanu Księżyca przyrzekają ci wdzięczność i ochronę i opiekę twojego rodu… - przerwał, bo biały kot obok niego potknął się jeszcze ze strachu i próbował udawać, że wcale nie przed podniesienie ogona do góry
Uchiha Tsumi
Yoru no Hoshi - Nocna Gwiazda
- 19 sty 2026, o 19:28
- Forum: Tereny mieszkalne
- Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
- Odpowiedzi: 77
- Odsłony: 8581
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Katsumi siedziała na barkach Tsuyoshiego i trzęsła się tak mocno, jakby cały mróz lasu wlazł jej pod skórę. Małe palce wczepiły mu się we włosy, a jej policzki już były mokre.
- Cunii-san… - wychrypiała, cienko, łamiącym się głosem. - Ty… ty nie chcesz pomóc kotkom…?
W jej świecie to nie miało sensu. Kotki były ich. Kotki się kocha. Kotki się ratuje. A on stał nieruchomo.
Katsumi zacisnęła usta, próbując nie płakać, ale dolna warga zaczęła jej drżeć. Z gardła wyrwał się stłumiony szloch.
Zanim Tsuyoshi zdołał cokolwiek powiedzieć, Yoru no Hoshi wysunął się naprzód. Jego sierść lśniła jak czarne szkło, a oczy błysnęły zimno. Kot się odezwał, wyraźnie, z wyrzutem i niezadowoleniem:
- Uchiha…? Czy naprawdę jesteś jednym z nas? Czy prawdziwy Uchiha odwróci wzrok, gdy koty zza Muru przejmują ziemie Klanu Księżyca? Kotów Uchiha?
Słowa uderzyły i wymuszały wybór.
I wtedy usłyszał dźwięk.
Najpierw pojedynczy syk gdzieś niedaleko. Potem drugi - głębszy, gęsty, wrogi. A zaraz po nim wrzask tak wysoki, że przeszył las jak płacz dziecka.
Tsuyoshi poczuł, jak Katsumi sztywnieje na jego barkach.
Z lewej strony, spod uginających się pod śniegiem krzaków, wyrwały się dwa koty - jeden czarny jak noc, drugi pręgowany, z futrem nastroszonym jak szczotka. Uderzyły w siebie z taką siłą, że śnieg eksplodował bielą. Pazury błysnęły, zęby zatopiły się w futrze przeciwnika, a ich wrzaski rozdarły ciszę.
Z prawej strony rozległ się kolejny skowyt i nagle z zasp wyskoczyła cała grupa kotów: białe, bure, rude - oczy miały jak ogniki w ciemności. Wpadły na siebie w dzikim tańcu walki. Śnieg pryskał na wszystkie strony, a w powietrzu unosił się strzępki futra i krople krwi.
Koty z północy i południa zderzały się w śniegu jak fale w sztormie. Trzask łamanych gałęzi, świszczące syki, gryzienie i wrzaski.
- Oni… oni się biją… - wyszeptała dziewczynka, jakby to słowo bolało. - Nasze kotki…
Katsumi przestała tylko płakać. Teraz żądała.
- Cunii! - krzyknęła, aż echo odbiło się od drzew. - Musimy pomóc kotkom! Naszym! Teraz!
Zacisnęła paluszki na jego włosach jeszcze mocniej, jakby chciała go przywiązać do tej decyzji.
- Nie wolno nie pomóc! - wyrzuciła z siebie przez szloch. - Kotki nasze!
Yoru no Hoshi podszedł bliżej. Jego oczy, jak dwa księżyce, wydawały się świecić.
- Udowodnij, że jesteś Uchiha. Albo odejdź i pozwól, by północ pożarła południe.
Uchiha Tsumi
Yoru no Hoshi - Nocna Gwiazda
- 19 sty 2026, o 12:30
- Forum: Tereny mieszkalne
- Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
- Odpowiedzi: 77
- Odsłony: 8581
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Śnieg pod stopami Tsuyoshiego skrzypiał z każdym jego krokiem w bardzo przyjemny sposób. Aż nie pasował do dziwnego niepokoju, który wciąż był w jego głowie. Sharingan nic mu nie powiedział. Nic złego się nie działo, nie było żadnych technik, nie było żadnego niebezpieczeństwa - był tylko kot. Szybkie ruchy gałek ocznych przy nudnościach i tym bólu głowy nie były zbyt przyjemne, ale Tsuyoshi to silny shinobi. Nie takie rzeczy wytrzymywał.
Katsumi siedziała na jego barkach, trzymając się jego włosów i z miną zupełnie pozbawioną lęku, bo przecież obok był kotek, a kotek wiedział, gdzie iść.
Czarny kot sunął przed nimi z cichą elegancją władcy wieczornego ogrodu. Wyglądał, jakby nie zostawiał śladów, choć oczywiście zostawiał, tylko tak drobne i lekkie, że wydawały się znikać sekundę po tym, jak na nie spojrzeć.
Las gęstniał. Drzewa stawały coraz wyższe, ich gałęzie splatały się nad nimi jak sklepienie jakiejś starożytnej świątyni. Powietrze pachniało żywicą i zimą, ale było w nim coś jeszcze, zupełnie jak wtedy, kiedy w powietrzu gromadzi się chakra. Tsuyoshi też to czuł. Docierał do miejsca, które wydawało mu się niemal bajkowe. Jak z opowieści babci.
Kot nagle przystanął.
Podniósł ogon.
I zamiauczał krótko, ostro:
- Mrrr-tt!
Z krzaków po lewej stronie coś zaszeleściło.
A potem las ożył.
Z drzew, śniegu i cienia zaczęły wyłaniać się inne koty. Niektóre czarne jak on, inne bure, pręgowane lub białe z plamkami. Choć różne, miały jedną wspólną cechę: oczy. Wszystkie świeciły intensywnie… nienaturalnie.
Zatrzymały się wokół polanki, tworząc krąg.
- Cunii! - Katsumi szturchnęła go w głowę piętami. - Patrz! Patrz, ile kotków!
Koty wyglądały, jakby zebrały się tu w jakimś bardzo ważnym celu. Ten, który ich przyprowadził wyszedł przed nich, a dołączył do niego smukły, ciemno bury kocur o oczach barwy topniejącego lodu. Usiadł tuż za nim i z powagą spojrzał na Tsuyoshiego oraz na Katsumi. Podobnie jak reszta kotów.
- Mrrr-YAAO.
Katsumi zareagowała natychmiast.
Unosząc rączki w górę, krzyknęła z absolutną powagą:
- Dzieeeń dobly, ja jestem Tsumi a to mój Cunii! My przyszli ratować wasze kolana!
- Mrrr? - zapiał jeden z mniejszych kotów - biały, z puszystym szarym ogonem, który poruszał się jak pasma mgły o zmierzchu.
- Klan. Dziewczynka i Shinobi Uchiha przyszli pomóc Klanowi Księżca - wyjaśnił słowa Katsumi czarny kot. - Dziękujemy wam. Ja, Yoru no Hoshi, jesteśmy wdzięczni za zaoferowanie pomocy przeciwko klanom z północy.
- Bo to źle wychowane kotki!
Koty spojrzały po sobie, ale nie odpowiedziały poza pojedynczymi miauknięciami nie chcąc poprawiać dziewczynki. Najwyraźniej rozumiały, że to tylko kociak, chociaż stanowczo większy niż wszyscy tutaj zebrani.
A Tsuyoshi się zorientował, że coś było bardzo nie tak.
Uchiha Tsumi
Yoru no Hoshi - Nocna Gwiazda
- 18 sty 2026, o 20:46
- Forum: Północne Ryuzaku
- Temat: Szlak prowadzący na północny-zachód
- Odpowiedzi: 163
- Odsłony: 16287
Re: Szlak prowadzący na północny-zachód
Shizaki wysłuchał wszystkiego w milczeniu, nie przerywając ani Azumie, ani Yumiko. Kiedy ta ostatnia wspomniała o potencjalnym wysyłaniu nowych wrogów, westchnął powoli i potarł dłonią kark, jak ktoś, kto układa w głowie zbyt wiele elementów naraz.
- Odpowiadając po kolei - zaczął spokojnie, niskim głosem. - Ci co nas zaatakowali to były zwykłe zbiry moim zdaniem. Nie wyglądali w ogóle jak ta - wskazał głową na kobietę. - Wiem, mieli Somę, tych co są bliźniakami, ale… ech, damy znać na posterunku, a potem Takeru w Rantori. I ja nie wiem, może ona nas obserwowała i wykorzystała ten moment, jak byliśmy zaatakowani, żeby strzelić ci w tyłek? - Spojrzał na Azume, a potem w ciemność poza kręgiem światła ogniska. - Nie wiem, na razie wydaje się spokojnie, ja bym dotrwał do rana i znikał stąd.
Zerknął na nieprzytomną kobietę leżącą na ziemi, związaną, wciąż bladą, z krwią zaschniętą przy ustach.
- A ona… - urwał na chwilę. - Samookaleczenie tego typu oznacza jedno: zleceniodawca był ważniejszy niż ona sama. Albo strach przed nim większy niż strach przed nami.
Uniósł spojrzenie na Azumę.
- Jeśli była wysłana po ciebie i nie wróci… tak, jest szansa, że ktoś się zorientuje. Ale nie dziś. Nie jutro. Takie rzeczy sprawdza się ostrożnie. - Jego ton był rzeczowy, pozbawiony dramatyzmu. - Najpierw czekają. Patrzą, czy cel jeszcze żyje. To daje nam kilka dni, nie kilka godzin. Więc myślę, że jeśli jest na ciebie jakieś zlecenie, na razie jesteśmy bezpieczni, o ile ona się nie obudzi i nie okaże się jakimś potworem.
Podszedł do ogniska, dorzucił kawałek drewna, ale tak, by płomień nie wzbił się zbyt wysoko.
- Teraz robimy jedno: przeczekujemy noc. - Spojrzał po obozie. - Stanę na warcie i przetrzymam do rana. Jak was obudzę, obejrzę teren z góry. Nie grzebiemy przy więźniarce więcej niż trzeba. Jeśli się obudzi… - zerknął znacząco na Azumę - …to twoja sprawa. Ale na razie straciła za dużo krwi. Nie wstanie. Brakuje nam medyka, ale kto by się spodziewał.
Noc ciągnęła się długo i niespokojnie. Bagna żyły własnym rytmem: coś chlupotało w oddali, coś zapiszczało, czasem dało się słyszeć przeciągłe, niskie odgłosy, których nie dało się przypisać żadnemu znanemu zwierzęciu. Mgła podnosiła się falami, pełznąc między wozami jak ostrożne, wilgotne stworzenie. Kuro siedział przy Azumie - wrócił do niego po jakimś czasie i tym razem nie rozglądał się, a po prostu wydawało się, że odpoczywa.
Kupcy spali niespokojnie, z bronią pod ręką albo dłonią na linach uprzęży. Więźniarka ani razu nie odzyskała przytomności. Oddech miała płytki, nierówny, ale stabilny - ktoś zadbał, by nie zadławiła się krwią.
O świcie obóz został zwinięty szybko i sprawnie. Bez śniadania na ciepło, bez zbędnych przerw. Karawana ruszyła, zanim słońce zdążyło wznieść się wysoko.
Bagna przyjęły ich ciężko. Droga była wąska, miejscami ledwie widoczna, wyłożona kłodami i kamieniami, które zapadały się pod kołami wozów. Powietrze było wilgotne, gęste, przesycone zapachem gnijących roślin. Każdy krok konia rozchodził się głuchym mlaśnięciem.
Shizaki poruszał się blisko czoła kolumny, często zeskakiwał z konia, by sprawdzić grunt, wskazać bezpieczniejsze przejście, ostrzec woźniców przed zdradliwymi fragmentami drogi. Wcześniej sprawdził teren z nieba, wydawało się, że było bezpiecznie. Nic nie zauważył.
- Tu wolniej. Trzymajcie się lewej strony. Nie zjeżdżaj z traktu.
W połowie dnia napięcie było wyczuwalne u wszystkich. Nikt nie rozmawiał więcej, niż było trzeba. Każdy dźwięk wydawał się głośniejszy, każdy ruch w trzcinach przyciągał spojrzenia.
Więźniarka wciąż była nieprzytomna, przewożona na jednym z wozów, osłonięta płachtą przed słońcem (lub przerzucona przez konia Azumy, w zależności, co ten wybrał). Jej stan się nie pogorszył, ale też nie poprawił.
Pod koniec dnia, kiedy zmęczenie zaczynało ciążyć, jak mokre ubranie, bagna zaczęły rzednąć. Teren powoli się podnosił, trzciny ustępowały niższym krzewom, a droga stała się wyraźniejsza. Wtedy ukazał się posterunek Uchiha - drewniano-kamienna konstrukcja wzniesiona na palach, z palisadą i niewielką wieżą obserwacyjną. Symbol klanu był wyraźnie widoczny, wypalony na belkach.
Strażnicy zauważyli karawanę z daleka. Brama została otwarta ostrożnie, ale bez wrogości.
Dopiero tu wszyscy mogli naprawdę odetchnąć.
Dano im wodę, miejsce do odpoczynku, suchy grunt. Konie zostały oporządzone, wozy sprawdzone. Więźniarkę przeniesiono do chłodnego, zacienionego pomieszczenia - nadal nie odzyskała przytomności, co tylko potwierdzało, jak dużo krwi straciła.
Shizaki, stojąc na podwyższeniu posterunku, spojrzał w stronę północy.
- Jeszcze jeden dzień. - Powiedział cicho, bardziej do siebie niż do innych. - Rantori już blisko.
Następnego ranka wyruszyli ponownie. Teren był nadal nieprzyjemny i błotnisty, a teraz byli na "terenie wroga", który jakiś czas temu został odbity między innymi przez Azumę. Znał tę drogę, szedł nią już raz w drugą stronę, a raz pędził na złamanie karku z wojskiem. Nie wspominając o tym, ile razy już nią podążał w czasie pokoju.
Dla Yumiko, niestety, wszystko było nowe.
W połowie dnia przed nimi było Rantori.
Sugiyama Orochi
Ueda Rin
Nakano Ikuko
Uchiha Haruka
Date Nao
Takeda Masatoshi
Uchiha Shizaki
- 18 sty 2026, o 18:30
- Forum: Tereny mieszkalne
- Temat: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
- Odpowiedzi: 77
- Odsłony: 8581
Re: Posiadłość rodziny Tsuyoshiego
Katsumi spojrzała na Tsuyoshiego szeroko otwartymi oczami, z wyrazem twarzy, który mówił przecież to oczywiste, czemu pytasz?, ale zanim zdążyła odpowiedzieć bratu, czarny kot poruszył ogonem w sposób, który wyrażał spore poirytowanie, prawdopodobnie zachowaniem Tsuyoshiego.
Katsumi wzięła dramatyczny wdech.
- Neko mówi… - zaczęła, a czarny kot wyprostował się dumnie, jakby właśnie potwierdzał jej słowa. - Że musimy iść mu pomóc. Że kotki mają… maaaajooo… - tu musiała poszukać słowa, aż zmarszczyła czółko - przy… pro…blem!
- Mrrr-aaaow. - Kot potwierdził z powagą, a jego głos brzmiał jak poważny, dorosły człowiek, który właśnie potwierdza swojemu protegowanemu rację.
Tsuyoshi słyszał tylko miauu, ale to zdecydowane miauu, które brzmiało jak próba złożonego monologu. W jego głowie zakręciło się jeszcze bardziej i trochę zaczęła go boleć, po czym poczuł lekkie nudności. Chyba absurd kociej sytuacji go uderzał
Katsumi kiwnęła głową z przejmującą powagą. Wskazała paluszkiem na las.
- Tam. TAM są złe… - zawahała się, natychmiast przypominając sobie własne zasady moralne, i poprawiła pośpiesznie: - Nie złe! Źle wychowane! Kotki! Z północy!
I tupnęła nóżką, żeby zaznaczyć różnicę między „złe” a „źle wychowane”, co dla niej było absolutnie podstawowym rozróżnieniem.
Kot, jakby zadowolony z tego rozstrzygnięcia, podszedł do niej bliżej i dotknął łebkiem jej kolana i się o nią otarł. Mała Uchiha aż podskoczyła. Znów chciała coś powiedzieć i już otwierała usta, gdy czarny kot nagle obrócił głowę w stronę drzew. Jakby usłyszał coś, czego ludzkie ucho nie mogło wychwycić.
Uszy uniosły mu się wysoko i zastrzygły. Ogon nisko opadł.
- Mrrrrow. - dźwięk był krótki, napięty.
Katsumi natychmiast złapała Tsuyoshiego za rękę.
- On mówi, że się spiiiieszmy! - zadeklarowała, biegnąc już pierwszym krokiem, choć jej nóżki były zbyt krótkie, by naprawdę dokądś biec. - Bo kotki północne robią AŁA kotkom południowym!
Kot ruszył przed siebie, znikając w śnieżnych zaspach jak czarna smuga między drzewami. Po kilku krokach zatrzymał się i obejrzał przez ramię - wprost na Katsumi.
To nie było spojrzenie kota zwykłego kota. On ich zapraszał, oczekiwał i błagał, żeby szli z nim.
Katsumi wzięła głęboki oddech, jakby zbierała całą odwagę świata, po czym oznajmiła bardzo, bardzo poważnie:
- Cunii-san, idziemy ratować kotki.
Uchiha Tsumi
Kot
- 16 sty 2026, o 20:31
- Forum: Północne Ryuzaku
- Temat: Szlak prowadzący na północny-zachód
- Odpowiedzi: 163
- Odsłony: 16287
Re: Szlak prowadzący na północny-zachód
Kobieta po raz kolejny pokazała, że była niesamowicie twarda. Pewnie byłaby niesamowitą pomocą w wojnie z dzikimi (wydawało się to oczywiste, że nie była "Dzika"), ale zdecydowała się zastawić pułapkę na Azumę i zaatakować go. Przynajmniej tak sugerowała, podając jego nazwisko zanim… no, zrobiła to, co spowodowało, że krew spływała z jej ust. A spływała. I to w sporej ilości. Wydawała się też nie przełykać, a jej usta coraz bardziej wypełniały się krwią.
Nie odpowiedziała na pytanie, kto ją przysłał. Nie mogła. Splunęła… jeżeli można to tak nazwać i Azuma zobaczył, że ona sama ugryzła… czy nawet odgryzła sobie język. Nic nie mogła powiedzieć, nie w takim stanie. Jednak zrozumiała go i uniosła dłonie poddając się. Nie mogła uciec, przynajmniej tak uznała.
Na ziemię padła po spojrzeniu mu w oczy. Wydawało się, że się nie bała, kiedy patrzyła w jego oczy. Prawdopodobnie wiedziała też, że genjutsu będzie na niej użyte, ale nic nie zrobiła. Ot, padła na ziemię, zasypiając i pozwalając Azumie robić, co mu się podoba z kobietą.
Teraz bezpiecznie mógł się jej przyjrzeć. Miała na sobie czarny, przylegający do ciała i wygodny strój kunoichi, który zakrywał niemal całe jej ciało. Maska była zsunięta z twarzy. Twarz - chociaż trochę poraniona - była normalna, typowa dla mieszanki Sogen. Włosy były długie, związane w ciasny warkocz. Z ust wciąż wypływała krew.
Azuma jednak zauważył niewielki symbol wytatuowany na jej szyi. Musiał nieco odchylić jej kołnierz, żeby dojrzeć czarny symbol - kamon - herb rodowy. Wyglądał jak motyl lub kwiat. Azuma nigdy wcześniej go nie widział.
***
Shizaki prychnął cicho na jej pytanie o straszenie ludzi, ale w jego spojrzeniu nie było irytacji. Po prostu widział już to zbyt często.
- Muszę? Nie. - Odpowiedział półgłosem, ruszając za nią w stronę wozów. - Ale czasem łatwiej jest im się bać czegoś konkretnego, niż wszystkiego naraz. Będą uważać i nie spanikują. Strach przed nieznanym jest najgorszy, wiesz? A przed takedziarzem schowają się za drzewem czy pod wozem.
Kiedy podeszli bliżej obozu, Shizaki od razu zmienił ton. Głos stał się spokojniejszy, pewniejszy, jakby celowo przyjął na siebie ciężar odpowiedzialności, żeby trochę odciążyć teraz Yumiko. Kilku kupców siedziało przy wozach, ktoś opatrywał skaleczoną rękę, ktoś inny poił konia, który wciąż drżał po wybuchach. Zapach spalenizny i mokrej ziemi wciąż wisiał w powietrzu, choć wiatr od bagien powoli go rozpraszał.
- Słuchajcie - odezwał się Shizaki wyraźnie, ale bez podnoszenia głosu. - To było krótkie starcie. Napastnicy zostali odparci. Jeżeli ktokolwiek tu jeszcze jest, nie ośmieli się nas już zaatakować, bo pokazaliśmy, kto ma większego kunaia.
Kilka spojrzeń uniosło się ku niemu, napiętych, ale uważnych.
- Konie są całe, wozy też. Zostajemy w tym miejscu do powrotu Azumy. Potem zdecydujemy, czy wyruszamy teraz, czy ruszamy o świcie. Teraz potrzebuję, żebyście zrobili dokładnie to, co potraficie najlepiej: zajęli się sobą i nie wchodzili sobie w drogę. Ogarnijcie obóz.
To wystarczyło. Ludzie nie uspokoili się całkiem, ale panika została zastąpiona przez jakiś cel. Ktoś skinął głową, ktoś wrócił do pracy przy jukach.
Shizaki odszedł kilka kroków, stając z Yumiko nieco na uboczu. Spojrzał w ciemniejącą linię bagien i lasu.
- Co do tego, co mówiłaś… - odezwał się ciszej. - Masz rację. Wybuchy nie biorą się znikąd. Ktoś musiał je przygotować wcześniej.
Przeciągnął dłonią po karku.
Na chwilę zapadła cisza, przerywana tylko skrzypieniem drewna i cichymi rozmowami kupców. Gdzieś dalej plusnęło coś w wodzie — ciężko, jakby coś dużego poruszyło się w trzcinach.
Shizaki uniósł dłoń, dając znak, żeby zachować czujność.
- Jeśli Azuma nie wróci wkrótce… - urwał na moment, jakby chciał dodać "do rana", ale chyba zrezygnował i dokończył spokojnie. - Poradzi sobie. Cokolwiek się dzieje. Pamiętaj, że każde z nas ma inne zadanie tutaj, więc nie ma się co martwić.
Sugiyama Orochi
Ueda Rin
Nakano Ikuko
Uchiha Haruka
Date Nao
Takeda Masatoshi
Uchiha Shizaki