Szedł za Gadianem i Ichirou w ciszy. Dobrze, że od razu zostali wprowadzeni na schody, u szczytu których znajdował się cel ich wyprawy. Souei nie wiedział, czego powinien spodziewać się po mieszkających tu mnichach, więc ta gościnność nieco ulżyła owej niepewności. Rozglądał się przy tym dookoła, ponieważ nigdy w życiu nie widział niczego podobnego i ogarnęło go przekonanie, że chyba już nigdy nie zobaczy. Krok za krokiem Biblioteka odkrywała się przed nimi i mafiozo miał szansę przyjrzeć się wszystkiemu z bliska. Rzeźbieni masywni strażnicy, ogromne, ciężkie wrota... Gadian opowiadał coś o tubylcach, ale w tym momencie Matsuda bardziej skupiał się na tym co widzi, niż co słyszy. Wyłapał te informacje dotyczące tutejszej struktury społecznej, ale szczerze mówiąc, jakoś nie bardzo go to interesowało. Zbliżali się, a z każdym krokiem wioseczka zbudowana na pniu wielkiego drzewa zostawała za ich plecami, a przed nimi rozciągała się wielka sala z tysiącami ksiąg. To miał być dopiero przedsmak tego, co czeka ich dalej, a Souei już był zdumiony tym, co zobaczył.
Co było w nich wszystkich spisane? Jaką historyczną wartość miały wszystkie te wolumeny, że okazały się warte składowania w tym miejscu? Czy były to tylko kroniki, tajemna wiedza? W jakim języku były spisane? Pazur nie mógł się oprzeć przed odejściem nieco na bok i przeleceniu wzrokiem po grzbietach książek, gdy wciąż jeszcze byli prowadzeni wgłąb budynku, wprost pod te wielkie wrota, które teraz wydawały się naprawdę ogromne.
W jego głowie już teraz pojawiało się mnóstwo pytań, choć dobrze wiedział, że nikt mu na nie nie odpowie. Potrzebowaliby naprawdę dużo czasu i o wiele większego zaufania do siebie nawzajem, żeby zdradzić mu całą historię tego niezwykłego miejsca. A już nawet to, czy oboje z Ichirou byli w ogóle godni wejścia do środka, wcale jeszcze nie było dla Gadiana oczywiste.
- Ja tak samo jak kolega. - Dodał do wypowiedzi Asahiego trochę lekceważąco, a trochę na odczepnego, bo wciąż gdzieś na boku zajęty był wpatrywaniem się w zebrane tu księgi, zamiast w swojego rozmówcę.
- To jakie, w takim razie, są wasze warunki? - Obrócił się w stronę Gadiana. Mimo tych zachwytów Souei nie stracił swojego pragmatyzmu i biznesowego podejścia do sprawy. Przede wszystkim nie tego spodziewał się, wyruszając na wyprawę do Biblioteki Oświecenia. Spodziewał się czegoś dużo mniejszego i z dużo mniejszym potencjałem. Jego celem rzeczywiście było dowiedzenie się jak najwięcej o Świątyni Żywiołów i wisiorkach, ale gdy widział teraz cały ogrom zgromadzonej tu wiedzy, docierało do niego, że wyjście stąd tylko z tym, byłoby zmarnowaniem ogromnej szansy. Nie spodziewał się jednak, że zabijaka na usługach mafii będzie czegokolwiek godzien w ocenie tych uduchowionych mnichów. Dlatego chwilowo nie wychylał się z żadnym propozycjami i przyjął postawę o wiele bliższą prawdy i pozwalającą mu jednocześnie na większą swobodę w całej tej rozmowie.
- Jak to mówią... wiem, że nic nie wiem. - I to była chyba istota tej wizyty tutaj. Razem z Ichirou nie mieli pojęcia, czy w tej Bibliotece kryje się moc, wiedza i bogactwo, czy może bezużyteczne zapiski starych ludzi, które są bezcenne ale tylko dla historyków.
Znaleziono 1459 wyników
- wczoraj, o 14:28
- Forum: Tajemniczy Las
- Temat: Satori no Bunko
- Odpowiedzi: 15
- Odsłony: 1919
- 11 mar 2026, o 21:09
- Forum: Tajemniczy Las
- Temat: Satori no Bunko
- Odpowiedzi: 15
- Odsłony: 1919
Re: Satori no Bunko
Z każdym kolejnym ruchem wioseł ogromna sekwoja górowała nad nimi coraz bardziej i bardziej. Souei musiał już zadzierać głowę wysoko w górę, aby zobaczyć rozłożyste gałęzie, na które miał dobry widok z brzegu jeziora. Z tamtej perspektywy nie docenił w pełni skali Biblioteki, która teraz wydawała się większa, niż jakikolwiek budynek w jego rodzinnym mieście. Trudno było uwierzyć, że w dzikim Tajemniczym Lesie znajdowało się miejsce takie jak to.
Płynąc mieli szansę uciąć sobie pogawędkę ze swoim przewoźnikiem, jednak dobre wrażenie, jakie zrobił on Matsudzie, zostało szybko zatarte. Po co pytał o ich pochodzenie, skoro jego świat kończył się na najbliższej rzece? Można było z tego wyciągnąć już pierwszy wniosek - w ogromnym zbiorze wolumenów brakowało map świata, albo ten gość ewidentnie nie miał do nich dostępu. Na jego absurdalną odpowiedź, Pazur przewrócił tylko oczami ze zrezygnowaniem i zauważył tą samą reakcję u Ichirou. Oboje chyba nie mieli ochoty wplątywać się w kolejny bezsensowny dialog, więc może kolejne wydarzenia były im w istocie na rękę.
Zupełnie niespodziewanie dla mafioza, po zaprezentowaniu wisiorka mnichowi, ten po prostu osunął się na nogach, zanim wydusił z siebie cokolwiek sensownego. To spotkało się z kolejnym zrezygnowanym westchnięciem Soueia. Naprawdę zaczynał mieć już powoli dość tych dziwaków, a spotkali przecież dopiero trzech. Czy uda im się tu w ogóle porozmawiać z kimś normalnym?
Chwilę później łódź zatrzymała się na brzegu przystani, która było tylko malutką częścią kompleksu, który dopiero teraz ukazał im się w pełnej okazałości, gdy podpłynęli do ogromnego drzewa z innej strony. Parę zabudowań, które widział gdy wyjechali na pupach z tunelu było jedynie przedsmakiem cywilizacji, która wrosła w pień ogromnego drzewa i żyła w nim w symbiozie, choć może jednak bardziej jak huba...? Pazur nie spodziewał się tu aż tak sielankowej i rodzinnej atmosfery, ale w takim razie odniósł wrażenie, że to małe społeczeństwo jest bardziej odizolowane od świata, niż początkowo przypuszczał. Nie to jednak przyciągnęło najwięcej jego uwagi. Ogromne kolumny podtrzymujące konstrukcję znajdującą się na szczycie szerokich schodów były tutaj centralnym punktem i chyba celem ich podróży, która zaczęła się kilka dobre kilka lat temu. Oby tylko byli w stanie wynegocjować wejście do środka, zamiast je wywalczać...
Pierwszy napotkany mnich już ich prześwietlił, a Ichirou zdążył mu odpowiedzieć. Souei nie czekał już na nic. Po tym jak tubylcy zaprezentowali się przed nimi do tej pory, spodziewał się, że facet zaraz wpadnie w jakąś histerię, rozpłacze się albo też zemdleje. W najlepszym wypadku odpowie znowu jakąś zagadkową metaforą, żeby tylko uniknąć prostej i jasnej odpowiedzi. Jasne, rób swoje, panie mnichu.
Płynąc mieli szansę uciąć sobie pogawędkę ze swoim przewoźnikiem, jednak dobre wrażenie, jakie zrobił on Matsudzie, zostało szybko zatarte. Po co pytał o ich pochodzenie, skoro jego świat kończył się na najbliższej rzece? Można było z tego wyciągnąć już pierwszy wniosek - w ogromnym zbiorze wolumenów brakowało map świata, albo ten gość ewidentnie nie miał do nich dostępu. Na jego absurdalną odpowiedź, Pazur przewrócił tylko oczami ze zrezygnowaniem i zauważył tą samą reakcję u Ichirou. Oboje chyba nie mieli ochoty wplątywać się w kolejny bezsensowny dialog, więc może kolejne wydarzenia były im w istocie na rękę.
Zupełnie niespodziewanie dla mafioza, po zaprezentowaniu wisiorka mnichowi, ten po prostu osunął się na nogach, zanim wydusił z siebie cokolwiek sensownego. To spotkało się z kolejnym zrezygnowanym westchnięciem Soueia. Naprawdę zaczynał mieć już powoli dość tych dziwaków, a spotkali przecież dopiero trzech. Czy uda im się tu w ogóle porozmawiać z kimś normalnym?
Chwilę później łódź zatrzymała się na brzegu przystani, która było tylko malutką częścią kompleksu, który dopiero teraz ukazał im się w pełnej okazałości, gdy podpłynęli do ogromnego drzewa z innej strony. Parę zabudowań, które widział gdy wyjechali na pupach z tunelu było jedynie przedsmakiem cywilizacji, która wrosła w pień ogromnego drzewa i żyła w nim w symbiozie, choć może jednak bardziej jak huba...? Pazur nie spodziewał się tu aż tak sielankowej i rodzinnej atmosfery, ale w takim razie odniósł wrażenie, że to małe społeczeństwo jest bardziej odizolowane od świata, niż początkowo przypuszczał. Nie to jednak przyciągnęło najwięcej jego uwagi. Ogromne kolumny podtrzymujące konstrukcję znajdującą się na szczycie szerokich schodów były tutaj centralnym punktem i chyba celem ich podróży, która zaczęła się kilka dobre kilka lat temu. Oby tylko byli w stanie wynegocjować wejście do środka, zamiast je wywalczać...
Pierwszy napotkany mnich już ich prześwietlił, a Ichirou zdążył mu odpowiedzieć. Souei nie czekał już na nic. Po tym jak tubylcy zaprezentowali się przed nimi do tej pory, spodziewał się, że facet zaraz wpadnie w jakąś histerię, rozpłacze się albo też zemdleje. W najlepszym wypadku odpowie znowu jakąś zagadkową metaforą, żeby tylko uniknąć prostej i jasnej odpowiedzi. Jasne, rób swoje, panie mnichu.
- 11 mar 2026, o 09:13
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Dzień Mężczyzn 2026
- Odpowiedzi: 20
- Odsłony: 312
Re: Dzień Mężczyzn 2026
Odbieram 30 PH i 6250 znaków skrócenia treningów.
- 9 mar 2026, o 09:40
- Forum: Tajemniczy Las
- Temat: Satori no Bunko
- Odpowiedzi: 15
- Odsłony: 1919
Re: Satori no Bunko
Tak jak się spodziewał, było cicho, spokojnie i bardzo poważnie. Wyglądało również na to, że całkiem konkretnie, co nie zwiastowało powtórki z pitolenia bez sensu, które zafundował im Owari. Pilnujący przystani jegomość nie robił im żadnych problemów z przewiezieniem ich na drugą stronę. Po chwili rozmowy drugi męzczyzną, zostali zaproszeni do łódki, co było dość zaskakujące. Widocznie tubylcy wyznawali bardzo niebezpieczną doktrynę "najpierw ich wpuśćcie, a potem sprawdzimy kim są". W tym przypadku jednak bardzo im się poszczęściło, bo nie mieli do czynienia z kimś, kto chce rozwalić ich niewielką społeczność od środka. Souei i Ichirou byli nastawieni pokojowo i posłusznie udawali się tam, gdzie im wskazano, więc póki co wszystko szło jak po maśle.
Spokojna tafla jeziora zmarszczyła się nieznacznie, gdy niewielka łupina została wprawiona w ruch. Wszyscy trzej wskoczyli do niej, a Matsuda zajął miejsce na jednej z ławeczek rozpostartych między burtami. Przyjrzał się zwinności człowieka, których był ich gondolierem. Miał w sobie dużo gracji i godności, jakimi zazwyczaj emanują ci wszyscy łysi mnisi. Do tej pory nie był wiadome, czy mają tu do czynienia z jakimś jednym zakonem lub klasztorem, czy społeczność przypomina tu bardziej regularną osadę. Niemniej jednak fakt, że wszyscy skupili się wokół wielkiego, legendarnego drzewa które robiło za skarbnicę wiedzy świata, nasuwało już pewne przypuszczenia.
- Shigashi no Kibu. - Odpowiedział krótko, choć przez chwilę wahał się, czy w ogóle mówić coś o sobie. Po krótkim namyśle, w czasie gdy Ichirou zaczął się zaprzyjaźniać, stwierdził jednak, że w tym miejscu nie ma dla niego takich samych zagrożeń, jak w rodzimym mieście.
- Szukamy informacji o tych wisiorkach. - Kciukiem wyciągnął spod ubrania wisior, który znajdował się na jego szyi. W ten sposób zaprezentował go wioślarzowi, gdyby na swoje pytanie oczekiwał szerszej odpowiedzi. Obserwował przy tym jego reakcję na ten widok. Czy po facecie spłynie to, jakby codziennie widywał takie błyskotki, czy jednak rozpozna je jako coś wyjątkowego? Nie sposób było na razie domyślić się, ze sprawami jakiej wagi tutejsi mnisi mają do czynienia studiując zawartość Biblioteki, więc może dla nich cała gonitwa Soueia i Ichirou będzie po prostu trywialną drobnostką w skali wszechświata?
Spokojna tafla jeziora zmarszczyła się nieznacznie, gdy niewielka łupina została wprawiona w ruch. Wszyscy trzej wskoczyli do niej, a Matsuda zajął miejsce na jednej z ławeczek rozpostartych między burtami. Przyjrzał się zwinności człowieka, których był ich gondolierem. Miał w sobie dużo gracji i godności, jakimi zazwyczaj emanują ci wszyscy łysi mnisi. Do tej pory nie był wiadome, czy mają tu do czynienia z jakimś jednym zakonem lub klasztorem, czy społeczność przypomina tu bardziej regularną osadę. Niemniej jednak fakt, że wszyscy skupili się wokół wielkiego, legendarnego drzewa które robiło za skarbnicę wiedzy świata, nasuwało już pewne przypuszczenia.
- Shigashi no Kibu. - Odpowiedział krótko, choć przez chwilę wahał się, czy w ogóle mówić coś o sobie. Po krótkim namyśle, w czasie gdy Ichirou zaczął się zaprzyjaźniać, stwierdził jednak, że w tym miejscu nie ma dla niego takich samych zagrożeń, jak w rodzimym mieście.
- Szukamy informacji o tych wisiorkach. - Kciukiem wyciągnął spod ubrania wisior, który znajdował się na jego szyi. W ten sposób zaprezentował go wioślarzowi, gdyby na swoje pytanie oczekiwał szerszej odpowiedzi. Obserwował przy tym jego reakcję na ten widok. Czy po facecie spłynie to, jakby codziennie widywał takie błyskotki, czy jednak rozpozna je jako coś wyjątkowego? Nie sposób było na razie domyślić się, ze sprawami jakiej wagi tutejsi mnisi mają do czynienia studiując zawartość Biblioteki, więc może dla nich cała gonitwa Soueia i Ichirou będzie po prostu trywialną drobnostką w skali wszechświata?
- 6 mar 2026, o 15:37
- Forum: Tajemniczy Las
- Temat: Satori no Bunko
- Odpowiedzi: 15
- Odsłony: 1919
Re: Satori no Bunko
Ten niezręczny moment, gdy masz się z kimś pożegnać, ale w sumie wracacie w tym samym kierunku... Dla Matsudy było już jasne, że Owari jest częścią tej społeczności, którą im przedstawił. Mafiozo nie do końca rozumiał, co mężczyzna miał na myśli mówiąc, że to dopiero początek ich podróży, bo swój cel mieli już przecież tuż pod nosem. Wystarczyło przeprawić się przez niewielkie, spokojne jeziorko i zapytać o pozwolenie. I właśnie tutaj był pies pogrzebany. Po tubylcach można było spodziewać się praktycznie wszystkiego. Tak samo dla Pazura było prawdopodobne to, że są zwykłymi wieśniakami, jak i to, że to najlepiej na świecie wyszkoleni wojowniczy mnisi strzegący tajemnic świata od pokoleń. Rozsądek nakazywał ostrożność i brak gwałtownych ruchów, a na pewno doradzał zacząć od spokoju i uprzejmości. Wiedza zawarta w legendarnej bibliotece na pewno ogromna, ale może nie oznaczało to, że jest niedostępna i zakazana.
Pozwolił sobie na chwilę rozluźnienia zamiast ciągłego pozostawania czujnym, aby nie zostać wyprowadzonym w pole przez podstarzałego szaleńca.
- Może jeszcze kiedyś się spotkamy. - Odparł do mężczyzny, gdy ostatecznie wszyscy trzej schodzili na brzeg jeziora w kierunku niewielkiej przystani. Wyglądało bardzo prosto i skromnie, co robiło na nim w sumie dobre wrażenie. Czułby się bardziej nieswojo, gdyby Biblioteka i wszystko wokół lśniło od złota i przepychu. Ascetyczny niemal tryb życia dawał nadzieję na to, że mieszkający tu ludzie nie będą "zepsuci" w jego rozumieniu.
- Zróbmy to po ichniemu, może mają jakiś protokół do tego wszystkiego. Facet doprowadził nas na miejsce bez problemu, a jest od nich, więc może nie będzie tak źle. - Czekają ich próby, inicjacja, rytuały? Ciężko było powiedzieć. Nie wiedzieli o tych ludziach niczego, ale w sumie jakie to wyzwania mogły ich tu czekać?
Matsuda zmierzył obu nieznajomych panów wzrokiem, czekając na ich odpowiedź na powitanie Ichirou.
Pozwolił sobie na chwilę rozluźnienia zamiast ciągłego pozostawania czujnym, aby nie zostać wyprowadzonym w pole przez podstarzałego szaleńca.
- Może jeszcze kiedyś się spotkamy. - Odparł do mężczyzny, gdy ostatecznie wszyscy trzej schodzili na brzeg jeziora w kierunku niewielkiej przystani. Wyglądało bardzo prosto i skromnie, co robiło na nim w sumie dobre wrażenie. Czułby się bardziej nieswojo, gdyby Biblioteka i wszystko wokół lśniło od złota i przepychu. Ascetyczny niemal tryb życia dawał nadzieję na to, że mieszkający tu ludzie nie będą "zepsuci" w jego rozumieniu.
- Zróbmy to po ichniemu, może mają jakiś protokół do tego wszystkiego. Facet doprowadził nas na miejsce bez problemu, a jest od nich, więc może nie będzie tak źle. - Czekają ich próby, inicjacja, rytuały? Ciężko było powiedzieć. Nie wiedzieli o tych ludziach niczego, ale w sumie jakie to wyzwania mogły ich tu czekać?
Matsuda zmierzył obu nieznajomych panów wzrokiem, czekając na ich odpowiedź na powitanie Ichirou.
- 5 mar 2026, o 11:47
- Forum: Tajemniczy Las
- Temat: Satori no Bunko
- Odpowiedzi: 15
- Odsłony: 1919
Re: Satori no Bunko
Podczas podróży przez las nie działo się nic i było to absolutnie w porządku. Z dwóch skrajności Matsuda wolał wyjątkowo nudną przechadzkę, niż walkę o życie na każdym kroku. Droga była daleka, to fakt, ale była pokonywana dość sprawnie. Owari pokazywał im rzeczy, ale nie dzieląc się na ich temat żadnymi szerszymi wyjaśnieniami. Mafiozo też nie palił się z pytaniami, więc przeprawa upływała w większości w ciszy, co było w sumie komfortowe dla Pazura, który nie przepadał za czczymi pogaduszkami.
Dopiero spotkanie z jaguarem nieco go ożywiło. Dla Matsudy było to pierwsze zetknięcie z tym wielkim kotem i to od razu oko w oko. Nie odczuwał strachu ale nie dlatego, że dzikie zwierzę nie mogło mu w żaden sposób zagrozić. Po prostu zazwyczaj dobrze dogadywał się z "mniejszymi przyjaciółmi", i to dosłownie. Tutaj jednak nie skorzystał z okazji ku temu, aby się odezwać, zapytać czy chociażby przywitać. Po prostu patrzył w oczy drapieżnika, który był chyba zaciekawiony nimi tak samo, jak Jugo nim. Gdyby spotykali w tym lesie więcej takich cudów natury, być może byłby to etap bardziej warty zapamiętania.
No i udało się. Nareszcie dotarli do wielkiej, ziejącej dziury w ziemi, która wręcz krzyczała, aby do niej nie wchodzić.
- Czyli mamy tam wejść? - Upewnił się, bo śmierdziało to pułapką na kilometr. Dopiero więc gdy okazało się, że pozostali panowie naprawdę mają zamiar zjechać tą dziwną zjeżdżalnią, jemu nie pozostało nic innego, jak tylko przystać na to, co kazał im zrobić Owari. Dla bezpieczeństwa spróbował jeszcze prześwietlić byakuganem to co czeka na nich w środku, ale nie dostrzegł tam żadnych śladów chakry, a ciemność nie pozwalała zbadać niczego więcej. W gruncie rzeczy zrobił więc to samo co oni, choć naprawdę przez cały czas czekał tylko na moment, w którym sufit zawali mu się na głowę i zginą oboje razem z Ichirem w najbardziej naiwny sposób -wykiwani przez staruszka bez piątej klepki. Gdy więc dotarł do końca tunelu i bezpiecznie wylądował na drugim jego końcu, którym nie były zaświaty, malutki kamień spadł mu z serca. Otrzepał się z tego, co było w stanie samo odpaść z ubrania, a następnie wyprostował się i przyzwyczaił oczy ponownie do światła. Przed nimi, nareszcie, rozpostarł się widok godny zapamiętania. Struktura, która ukazała się ich oczom była dzika, pierwotna i imponująca. I o dziwo nosiła oznaki bytności ludzkiej. Nie tak wyobrażał sobie Bibliotekę, której szukali, ale to było nawet lepsze. Ogromne drzewo, którego pień był w centrum całego kompleksu wznosiło się wysoko ponad ich głowami i skutecznie przysłaniało niebo. Było zabudowane różnymi konstrukcjami, które wyglądały prosto i skromnie, ale nie jak ruina. Z tej odległości wyglądały one jak domki na drzewie, jednak to był chyba tylko efekt skali, która naprawdę zrobiła na nim wrażenie.
- Kto by pomyślał... - Wyrzucił z siebie trochę podświadomie, robiąc kroki w tamtym kierunku. Staruch naprawdę przeprowadził ich przez las, w pewnym momencie wskoczyli do dziury i już. Wielka tajemnica stała teraz u ich stóp, gotowa na odkrycie. Matsuda upewnił się, że ma na sobie swój wisior i teraz to on czekał, aż zacznie wibrować. Wyglądało na to, że znajdą tutaj o wiele więcej, niż w rzeczywistości szukali, ale mieli chyba czas na wszystko po kolei.
- Zwracam honor... - Rzekł jeszcze do Owariego, bo chyba nie musiał dodawać, jak sceptycznie był on do niego nastawiony od samego początku tej podróży. Pazur czekał jednak na dalsze wskazówki i oprowadzenie, bo nie zamierzał rwać się na hurra do drzwi i wpadać tam jak do siebie. Nie miał wątpliwości, że nie są tutaj sami, co zamierzał zaraz potwierdzić byakuganem.
Dopiero spotkanie z jaguarem nieco go ożywiło. Dla Matsudy było to pierwsze zetknięcie z tym wielkim kotem i to od razu oko w oko. Nie odczuwał strachu ale nie dlatego, że dzikie zwierzę nie mogło mu w żaden sposób zagrozić. Po prostu zazwyczaj dobrze dogadywał się z "mniejszymi przyjaciółmi", i to dosłownie. Tutaj jednak nie skorzystał z okazji ku temu, aby się odezwać, zapytać czy chociażby przywitać. Po prostu patrzył w oczy drapieżnika, który był chyba zaciekawiony nimi tak samo, jak Jugo nim. Gdyby spotykali w tym lesie więcej takich cudów natury, być może byłby to etap bardziej warty zapamiętania.
No i udało się. Nareszcie dotarli do wielkiej, ziejącej dziury w ziemi, która wręcz krzyczała, aby do niej nie wchodzić.
- Czyli mamy tam wejść? - Upewnił się, bo śmierdziało to pułapką na kilometr. Dopiero więc gdy okazało się, że pozostali panowie naprawdę mają zamiar zjechać tą dziwną zjeżdżalnią, jemu nie pozostało nic innego, jak tylko przystać na to, co kazał im zrobić Owari. Dla bezpieczeństwa spróbował jeszcze prześwietlić byakuganem to co czeka na nich w środku, ale nie dostrzegł tam żadnych śladów chakry, a ciemność nie pozwalała zbadać niczego więcej. W gruncie rzeczy zrobił więc to samo co oni, choć naprawdę przez cały czas czekał tylko na moment, w którym sufit zawali mu się na głowę i zginą oboje razem z Ichirem w najbardziej naiwny sposób -wykiwani przez staruszka bez piątej klepki. Gdy więc dotarł do końca tunelu i bezpiecznie wylądował na drugim jego końcu, którym nie były zaświaty, malutki kamień spadł mu z serca. Otrzepał się z tego, co było w stanie samo odpaść z ubrania, a następnie wyprostował się i przyzwyczaił oczy ponownie do światła. Przed nimi, nareszcie, rozpostarł się widok godny zapamiętania. Struktura, która ukazała się ich oczom była dzika, pierwotna i imponująca. I o dziwo nosiła oznaki bytności ludzkiej. Nie tak wyobrażał sobie Bibliotekę, której szukali, ale to było nawet lepsze. Ogromne drzewo, którego pień był w centrum całego kompleksu wznosiło się wysoko ponad ich głowami i skutecznie przysłaniało niebo. Było zabudowane różnymi konstrukcjami, które wyglądały prosto i skromnie, ale nie jak ruina. Z tej odległości wyglądały one jak domki na drzewie, jednak to był chyba tylko efekt skali, która naprawdę zrobiła na nim wrażenie.
- Kto by pomyślał... - Wyrzucił z siebie trochę podświadomie, robiąc kroki w tamtym kierunku. Staruch naprawdę przeprowadził ich przez las, w pewnym momencie wskoczyli do dziury i już. Wielka tajemnica stała teraz u ich stóp, gotowa na odkrycie. Matsuda upewnił się, że ma na sobie swój wisior i teraz to on czekał, aż zacznie wibrować. Wyglądało na to, że znajdą tutaj o wiele więcej, niż w rzeczywistości szukali, ale mieli chyba czas na wszystko po kolei.
- Zwracam honor... - Rzekł jeszcze do Owariego, bo chyba nie musiał dodawać, jak sceptycznie był on do niego nastawiony od samego początku tej podróży. Pazur czekał jednak na dalsze wskazówki i oprowadzenie, bo nie zamierzał rwać się na hurra do drzwi i wpadać tam jak do siebie. Nie miał wątpliwości, że nie są tutaj sami, co zamierzał zaraz potwierdzić byakuganem.
- 3 mar 2026, o 08:47
- Forum: Tajemniczy Las
- Temat: Leśne gęstwiny
- Odpowiedzi: 456
- Odsłony: 98259
Re: Leśne gęstwiny
Spacer po Tajemniczym lesie póki co okazywał się o wiele mniej interesujący, niż wskazywałyby na to opowieści o nim, czy legenda o Bibliotece. Mając za przewodnika trochę bardziej ogarniętego, ale wciąż mało konkretnego Staruszka, a za przeszkody rzekę lub bagno, Souei z nudów zaczął co jakiś czas spoglądać byakuganem w dal, aby rozejrzeć się po okolicy i przygotować się na to, jakie "atrakcje" umilą im jeszcze tą podróż. Po kilku godzinach tego błąkania się, na myśl nasuwało mu się jedno i to samo pytanie.
- Daleko jeszcze? - Rzucił od niechcenia, gdy przedzierali się przez ten czyszczący bór, czy jakkolwiek Owari go nazwał. Sprawa to była niesłychana, ściółka leśna w tym miejscu miała jakieś fantastyczne właściwości czyszczące, tak samo chyba jak powietrze, bo cała trójka po pokonaniu tego odcinka drogi była odświeżona, przynajmniej z zewnątrz.
Póki co Matsuda oglądał wszystko co do tej pory napotkali w milczeniu. Nie było w sumie niczego nadzwyczajnego we wszystkim, co do tej pory spotkali, może z wyjątkiem tego boru, który nazwałby raczej dziwnym. Myśląc o tym, Pazur prześwietlił byakuganem całą ich trójkę aby przekonać się, czy drzewa nie oczyściły ich z czegoś jeszcze, niż tylko brud.
Gdy dotarli przed ruinę budynku, który Owari związał ze swoimi wspomnieniami, Matsuda lekko się zdziwił. To, że ktoś kiedyś pobierał tu nauki mówiło wiele o tym miejscu, lecz w ogóle nie pasowało do wyobrażenia tego, czym Tajemniczy Las był. Gdy on o tym myślał, miał na myśli pierwotny las, niedostępny i nieprzebyty ludzką stopą. Powoli okazywało się jednak, że prawda jest nieco bardziej przyziemna, i że ktoś tu albo w pobliżu wcześniej mieszkał, a do tego wcale nie tak dawno. Chyba trzeba było częściej opuszczać Shigashi, aby weryfikować to, co opowiadają klienci, którzy przychodzą do Fugu na obiad.
Gdy Ichirou się z nim zrównał i szepnął o swoich wątpliwościach, Souei wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem... on na pewno zna drogę, ale też pewnie będzie nam jeszcze robił te jakieś swoje testy, tak jak na początku. Nawet teraz może nas wodzić za nos, żeby przetestować naszą cierpliwość... Wariata siłą do gadanie nie zmusisz, więc odbębnijmy te jego "próby", to może szybciej pójdzie. I tak powie nam tylko tyle, ile sam chce. - Matsuda starał się trzeźwo ocenić sytuację, bo cały czas nie podobał mu się ten przewodnik. Ciężko było go zrozumieć, a więc i za nim podążać. Umiał mówić konkretnie, ale z jakiegoś powodu ograniczał się tylko do niejasnych zdań. Pazur nie zamierzał grać w tą jego grę i dopraszać się wyjaśnień, bo na tym chyba temu gościowi zależało. Szedł spokojnie w krok za nim, ominął rzekę, ominął bagno, przeszedł przez las, obejrzał stary budynek, a teraz duży kamień. Wisior wibrował, więc może rzeczywiście zbliżają się do celu. Zobaczymy.
- Daleko jeszcze? - Rzucił od niechcenia, gdy przedzierali się przez ten czyszczący bór, czy jakkolwiek Owari go nazwał. Sprawa to była niesłychana, ściółka leśna w tym miejscu miała jakieś fantastyczne właściwości czyszczące, tak samo chyba jak powietrze, bo cała trójka po pokonaniu tego odcinka drogi była odświeżona, przynajmniej z zewnątrz.
Póki co Matsuda oglądał wszystko co do tej pory napotkali w milczeniu. Nie było w sumie niczego nadzwyczajnego we wszystkim, co do tej pory spotkali, może z wyjątkiem tego boru, który nazwałby raczej dziwnym. Myśląc o tym, Pazur prześwietlił byakuganem całą ich trójkę aby przekonać się, czy drzewa nie oczyściły ich z czegoś jeszcze, niż tylko brud.
Gdy dotarli przed ruinę budynku, który Owari związał ze swoimi wspomnieniami, Matsuda lekko się zdziwił. To, że ktoś kiedyś pobierał tu nauki mówiło wiele o tym miejscu, lecz w ogóle nie pasowało do wyobrażenia tego, czym Tajemniczy Las był. Gdy on o tym myślał, miał na myśli pierwotny las, niedostępny i nieprzebyty ludzką stopą. Powoli okazywało się jednak, że prawda jest nieco bardziej przyziemna, i że ktoś tu albo w pobliżu wcześniej mieszkał, a do tego wcale nie tak dawno. Chyba trzeba było częściej opuszczać Shigashi, aby weryfikować to, co opowiadają klienci, którzy przychodzą do Fugu na obiad.
Gdy Ichirou się z nim zrównał i szepnął o swoich wątpliwościach, Souei wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem... on na pewno zna drogę, ale też pewnie będzie nam jeszcze robił te jakieś swoje testy, tak jak na początku. Nawet teraz może nas wodzić za nos, żeby przetestować naszą cierpliwość... Wariata siłą do gadanie nie zmusisz, więc odbębnijmy te jego "próby", to może szybciej pójdzie. I tak powie nam tylko tyle, ile sam chce. - Matsuda starał się trzeźwo ocenić sytuację, bo cały czas nie podobał mu się ten przewodnik. Ciężko było go zrozumieć, a więc i za nim podążać. Umiał mówić konkretnie, ale z jakiegoś powodu ograniczał się tylko do niejasnych zdań. Pazur nie zamierzał grać w tą jego grę i dopraszać się wyjaśnień, bo na tym chyba temu gościowi zależało. Szedł spokojnie w krok za nim, ominął rzekę, ominął bagno, przeszedł przez las, obejrzał stary budynek, a teraz duży kamień. Wisior wibrował, więc może rzeczywiście zbliżają się do celu. Zobaczymy.
- 28 lut 2026, o 10:49
- Forum: Tajemniczy Las
- Temat: Leśne gęstwiny
- Odpowiedzi: 456
- Odsłony: 98259
Re: Leśne gęstwiny
Dziwnie było oglądać cudowne ozdrowienie umysłowe dziadka, który okazał się tylko udawać swoje obłąkanie. Mimo, że dyskusja w obozie Klepsydry trwała jakiś czas zanim Owari powrócił do obozu, to jego słowa, gdy już się pojawił, ucięły wszystkie ich spekulacje i ewentualne plany. Mieli iść tylko on, Souei i Ichirou i taka była poprawna odpowiedź od samego początku. Jedyne, co dobrego wyszło z tej całej sytuacji, to że Pustelnik w końcu ujawnił się nie jako ktoś kto jedynie zna drogę, ale również jako ktoś, kto przeprowadza swoje "próby" na ewentualnych śmiałkach. Cóż, im szybciej sytuacja stała się jasna i klarowna, tym lepiej dla Klepy, więc bardzo dobrze, że ta przykrywka i zabawa w kotka i myszkę nie trwała za długo.
- Żałosne... - Matsuda splunął na bok, gdy cała ta intryga wyszła na jaw, ale oznaczało to chyba, że w końcu mogą już wyruszyć w towarzystwie... kogo? Tak naprawdę wciąż było ciężko jednoznacznie stwierdzić. Skoro Owari robił te swoje próby i testy, to znaczy, że podążał za jakimś protokołem tych, którzy ustalali zasady wejścia do tej legendarnej Biblioteki. Z tej perspektywy należało więc mieć się na baczności wobec wszystkiego, co wydarzy się od tej pory, bo przecież wszystko może okazać się "próbą".
Jeśli ktoś zapytałby o opinię Pazura powiedziałby, że trochę to dziecinne. Oczywiście, w bajkach i legendach bohaterowie zawsze musieli udowadniać, że są godni tego czy tamtego, ale nie spodziewał się, że on sam również stanie się kiedyś bohaterem jednej z takich historii. Ostatecznie mieli tylko dojść z miejsca A do miejsca B, ale teraz okazywało się, że prawdopodobnie będą musieli po drodze odwiedzić jeszcze C, D, a może nawet i E.
Koniec końców, zanurzyli się w dżungli w z góry ustalonym składzie. Matsuda starał się mieć na wszystko oko, ale oprócz większych i potencjalnie bardziej groźnych wersji normalnych zwierząt nie spostrzegł w tym lesie niczego, co naprawdę przyprawiłoby go o ciarki. Wielkie pająki, wielkie węże, wielkie ptaki - wyglądało to tak, jakby otaczająca ich puszcza rozkwitała życiem bardziej, niż zwykły las, chociażby ten, jaki można znaleźć blisko Shigashi. W końcu, po dłuższym marszu napotkali kolejną próbę albo test. Rzeka. Z pozoru niepozorna przeszkoda, opatrzona jeszcze dodatkowo kolejnym bezsensownym komentarzem Owariego wydawała się po prostu czymś, po czym przechodzisz nawet się nad tym nie zastanawiając. Dlaczego więc nagle był to jakiś problem? Souei bez pośpiechu wskoczył na piaskową chmurkę i czekał na przeniesienie na drugi brzeg.
- Żałosne... - Matsuda splunął na bok, gdy cała ta intryga wyszła na jaw, ale oznaczało to chyba, że w końcu mogą już wyruszyć w towarzystwie... kogo? Tak naprawdę wciąż było ciężko jednoznacznie stwierdzić. Skoro Owari robił te swoje próby i testy, to znaczy, że podążał za jakimś protokołem tych, którzy ustalali zasady wejścia do tej legendarnej Biblioteki. Z tej perspektywy należało więc mieć się na baczności wobec wszystkiego, co wydarzy się od tej pory, bo przecież wszystko może okazać się "próbą".
Jeśli ktoś zapytałby o opinię Pazura powiedziałby, że trochę to dziecinne. Oczywiście, w bajkach i legendach bohaterowie zawsze musieli udowadniać, że są godni tego czy tamtego, ale nie spodziewał się, że on sam również stanie się kiedyś bohaterem jednej z takich historii. Ostatecznie mieli tylko dojść z miejsca A do miejsca B, ale teraz okazywało się, że prawdopodobnie będą musieli po drodze odwiedzić jeszcze C, D, a może nawet i E.
Koniec końców, zanurzyli się w dżungli w z góry ustalonym składzie. Matsuda starał się mieć na wszystko oko, ale oprócz większych i potencjalnie bardziej groźnych wersji normalnych zwierząt nie spostrzegł w tym lesie niczego, co naprawdę przyprawiłoby go o ciarki. Wielkie pająki, wielkie węże, wielkie ptaki - wyglądało to tak, jakby otaczająca ich puszcza rozkwitała życiem bardziej, niż zwykły las, chociażby ten, jaki można znaleźć blisko Shigashi. W końcu, po dłuższym marszu napotkali kolejną próbę albo test. Rzeka. Z pozoru niepozorna przeszkoda, opatrzona jeszcze dodatkowo kolejnym bezsensownym komentarzem Owariego wydawała się po prostu czymś, po czym przechodzisz nawet się nad tym nie zastanawiając. Dlaczego więc nagle był to jakiś problem? Souei bez pośpiechu wskoczył na piaskową chmurkę i czekał na przeniesienie na drugi brzeg.
- 17 lut 2026, o 16:16
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Tłusty czwartek 2026
- Odpowiedzi: 32
- Odsłony: 998
Re: Tłusty czwartek 2026
Odbieram 20PH, 3125 zzs krótszy trening i bojową pigułkę żywnościową.
- 17 lut 2026, o 16:13
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 1030
Re: Baza wypadowa
Sam już nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Po dłuższym obcowaniu z Pustelnikiem coraz bardziej był zdania, że siłą niewiele uda się z niego wyciągnąć. O ile jego pierwotnym pomysłem było to, żeby posadzić go na krześle i tłuc, dopóki nie wypluje z zębami całej prawdy, o tyle teraz jego perspektywa zmieniała się w kierunku bardziej subtelnych metod. Obserwacja byakuganem dała mu ku temu kolejny argument, gdy widział, ile życia pozostało jeszcze w tym wiotkim i na pozór słabym ciele. Matsuda podszedł wtedy do Asahiego, gdy obok nich nie było nikogo innego.
- Dziadek nagle bardzo się ożywił. Nie spaceruje po lesie, tylko biega, a laskę miał bardziej dla ozdoby. - Zdał krótki raport, zastanawiając się przez chwilę nad znaczeniem tego co zaobserwował a przede wszystkim nad tym, czy Owari wie, że oni wiedzą. Pazur być może na razie odstąpił od siłowego planu, ale za to wzmógł swoją podejrzliwość wobec tego pomyleńca jeszcze bardziej.
Na klepowej naradzie w namiocie, gdy wszyscy omawiali możliwe warianty i wpatrywali się w rozłożoną na stoliku mapę, Souei rozmyślał o tym, jakie motywy może mieć Pustelnik. Wiadomo już było, że nie mówi im całej prawdy. Wiadomo, że odgrywa przed nimi jakąś rolę i czy w takim razie wystawia ich na jakąś próbę? Pustelnik żyjący samotnie w Tajemniczym lesie nie mógł być przypadkową osobą. Musiał jakoś tam przetrwać przez tyle lat, a wszystko wskazywało przecież na to, że wśród normalnej cywilizacji nie był od dawna. Wyglądało więc na to, że w jego osobie jest więcej, niż tylko ścieżka prowadząca do Biblioteki.
Pocieszające było to, że Klepsydra również znała kilka faktów i wskazówek, o które można było się zaczepić, gdyby relacja z Owarim skręciła w niekorzystną stronę. Dziwne było to, że gość spotykał się już wcześniej i z Yoichim, i z Akaruiem, zanim rzeczywiście zgodził im się pomóc. Matsuda nie mógł nie wysnuć swojej pierwszej roboczej teorii na temat tego, co tu się dzieje, jednak na razie zachował ją dla siebie. Postanowił podążać za rozkazami Ichirou, czyli wszystko tak jak do tej pory. Miał jednak oczy i uszy otwarte, gotowe na przyjęcie nowych faktów. Plan Asahiego był prosty i dobry. Bezpośrednia konfrontacja była również w stylu Soueia, więc na pewno nie zaszkodzi jej spróbować zwłaszcza po tym, co przed chwilą udało mu się wydedukować. Pewnie znowu usłyszą w odpowiedzi jakiś bełkot, ale póki co Pazur nie zamierzał odpowiadać na niego rękoczynami.
- Dziadek nagle bardzo się ożywił. Nie spaceruje po lesie, tylko biega, a laskę miał bardziej dla ozdoby. - Zdał krótki raport, zastanawiając się przez chwilę nad znaczeniem tego co zaobserwował a przede wszystkim nad tym, czy Owari wie, że oni wiedzą. Pazur być może na razie odstąpił od siłowego planu, ale za to wzmógł swoją podejrzliwość wobec tego pomyleńca jeszcze bardziej.
Na klepowej naradzie w namiocie, gdy wszyscy omawiali możliwe warianty i wpatrywali się w rozłożoną na stoliku mapę, Souei rozmyślał o tym, jakie motywy może mieć Pustelnik. Wiadomo już było, że nie mówi im całej prawdy. Wiadomo, że odgrywa przed nimi jakąś rolę i czy w takim razie wystawia ich na jakąś próbę? Pustelnik żyjący samotnie w Tajemniczym lesie nie mógł być przypadkową osobą. Musiał jakoś tam przetrwać przez tyle lat, a wszystko wskazywało przecież na to, że wśród normalnej cywilizacji nie był od dawna. Wyglądało więc na to, że w jego osobie jest więcej, niż tylko ścieżka prowadząca do Biblioteki.
Pocieszające było to, że Klepsydra również znała kilka faktów i wskazówek, o które można było się zaczepić, gdyby relacja z Owarim skręciła w niekorzystną stronę. Dziwne było to, że gość spotykał się już wcześniej i z Yoichim, i z Akaruiem, zanim rzeczywiście zgodził im się pomóc. Matsuda nie mógł nie wysnuć swojej pierwszej roboczej teorii na temat tego, co tu się dzieje, jednak na razie zachował ją dla siebie. Postanowił podążać za rozkazami Ichirou, czyli wszystko tak jak do tej pory. Miał jednak oczy i uszy otwarte, gotowe na przyjęcie nowych faktów. Plan Asahiego był prosty i dobry. Bezpośrednia konfrontacja była również w stylu Soueia, więc na pewno nie zaszkodzi jej spróbować zwłaszcza po tym, co przed chwilą udało mu się wydedukować. Pewnie znowu usłyszą w odpowiedzi jakiś bełkot, ale póki co Pazur nie zamierzał odpowiadać na niego rękoczynami.
- 5 lut 2026, o 08:17
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 1030
Re: Baza wypadowa
Przyglądał się tym wszystkim scenom w milczeniu, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że lepiej poradziliby sobie bez bełkoczącego starca. Nie dość, że nie dowiedzą się niczego konkretnego, to jeszcze stracą czas na zastanawianie się, co autor miał na myśli. Niejako potwierdzeniem tych domysłów była reakcja Misae na zawartość jego głowy. Matsuda nawet nieco wzdrygnął się na krześle, gdy nagle przyssała mu się do głowy, a potem z łoskotem się od niej odczepiła. Teraz było już jasne, że Pustelnik ma mętlik w głowie i równie dobrze może gadać po prostu to, co ślina mu na język przyniesie. Z drugiej jednak strony wyglądał na zdecydowanego w pewnych kwestiach. Może kluczem było tutaj odpowiednie dotarcie do niego? Souei miał oczywiście swoje metody, ale po zapoznaniu z kim ma do czynienie, zaczął w nie wątpić. Tortury i mordobicie rzadko działają na obłąkańców, chyba że mocne uderzenie wbiłoby mu do głowy resztę brakujących klepek.
Nie obeszło go za bardzo to, że staruszek po śniadaniu chciał jeszcze rozprostować nogi. Matsuda i tak zamierzał mieć go na oku swoim byakuganem, chociaż domyślał się już, co się stanie. Dokończył więc swój posiłek i powędrował za Ichirou, aby dokończyć swoje przygotowania, choć swoich klamotów miał zdecydowanie mniej. Jego byakugan był jednak od tej pory aktywny i śledzący Owariego, który zniknął gdzieś między drzewami.
- Albo to, albo po prostu skręcę mu kark, jak dalej będzie tylko bełkotał bez sensu. Nie powinniśmy za bardzo na nim polegać. - Odpowiedział Asahiemu, rozglądając się po namiocie i szukając czegoś dodatkowego do zabrania na wycieczkę do lasu. Może jakieś racje żywnościowe, wodę do picia, zestaw do rozpalania ognia i tak dalej. Ciężko było nawet ocenić, czy czeka ich wyprawa na kilka godzin, dni czy tygodni. Nawet w tym Owari nie był w stanie im pomóc. Pazur nie zastanawiał się w ogóle nad jego słowami, które nie było dla niego enigmatyczne, lecz po prostu bezużyteczne.
- Nie mam nic przeciwko, ale na razie jedynym, który kazał nam iść tylko we dwóch, jest jakiś stary grzyb. - Chciał zauważyć tylko, że Pustelnik od razu ustawił ich jak chciał, choć nie podał przy tym żadnego powodu. Matsuda zdecydowanie wolał rozwiązania siłowe i tak jak on to sobie wyobrażał, to weszliby do lasu, rozwaliliby drogę, żeby przestała się zmieniać, a potem po gruzach poszli nią prosto do celu. Na jego niekorzyść działał jednak brak doświadczenia w takich ekspedycjach (w sumie będzie to jego pierwsza taka wyprawa), a do tej pory rozwiązanie pięść-twarz sprawdzało się wewnątrz murów Shigashi bezbłędnie. Problem, o którym czasem zapominał był jednak taki, że nie znajdują się teraz w Shigashi.
Nie minęło długo, zanim był zwarty i gotowy do drogi. Z kimkolwiek przyjdzie mu wejść do tego lasu, chciał już to zrobić w myśl zasady, że im szybciej zaczną, tym szybciej skończą. Jeśli mu się udało, szepnął jeszcze tylko Ichirou o tym, co zobaczył swoim byakuganem, gdy obserwował staruszka błąkającego się po lesie.
Nie obeszło go za bardzo to, że staruszek po śniadaniu chciał jeszcze rozprostować nogi. Matsuda i tak zamierzał mieć go na oku swoim byakuganem, chociaż domyślał się już, co się stanie. Dokończył więc swój posiłek i powędrował za Ichirou, aby dokończyć swoje przygotowania, choć swoich klamotów miał zdecydowanie mniej. Jego byakugan był jednak od tej pory aktywny i śledzący Owariego, który zniknął gdzieś między drzewami.
- Albo to, albo po prostu skręcę mu kark, jak dalej będzie tylko bełkotał bez sensu. Nie powinniśmy za bardzo na nim polegać. - Odpowiedział Asahiemu, rozglądając się po namiocie i szukając czegoś dodatkowego do zabrania na wycieczkę do lasu. Może jakieś racje żywnościowe, wodę do picia, zestaw do rozpalania ognia i tak dalej. Ciężko było nawet ocenić, czy czeka ich wyprawa na kilka godzin, dni czy tygodni. Nawet w tym Owari nie był w stanie im pomóc. Pazur nie zastanawiał się w ogóle nad jego słowami, które nie było dla niego enigmatyczne, lecz po prostu bezużyteczne.
- Nie mam nic przeciwko, ale na razie jedynym, który kazał nam iść tylko we dwóch, jest jakiś stary grzyb. - Chciał zauważyć tylko, że Pustelnik od razu ustawił ich jak chciał, choć nie podał przy tym żadnego powodu. Matsuda zdecydowanie wolał rozwiązania siłowe i tak jak on to sobie wyobrażał, to weszliby do lasu, rozwaliliby drogę, żeby przestała się zmieniać, a potem po gruzach poszli nią prosto do celu. Na jego niekorzyść działał jednak brak doświadczenia w takich ekspedycjach (w sumie będzie to jego pierwsza taka wyprawa), a do tej pory rozwiązanie pięść-twarz sprawdzało się wewnątrz murów Shigashi bezbłędnie. Problem, o którym czasem zapominał był jednak taki, że nie znajdują się teraz w Shigashi.
Nie minęło długo, zanim był zwarty i gotowy do drogi. Z kimkolwiek przyjdzie mu wejść do tego lasu, chciał już to zrobić w myśl zasady, że im szybciej zaczną, tym szybciej skończą. Jeśli mu się udało, szepnął jeszcze tylko Ichirou o tym, co zobaczył swoim byakuganem, gdy obserwował staruszka błąkającego się po lesie.
- 1 lut 2026, o 11:48
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 1030
Re: Baza wypadowa
Nie obudził się jako pierwszy. Widocznie po trudnym poprzednim dniu potrzebował więcej czasu, żeby dobrze wypocząć. Pomimo polowych warunków czuł się dobrze. Nic nie łamało go w krzyżu, tylko trochę zdrętwiał mu kark, ale to po prostu się rozchodzi. Przeciągnął się, jednak nie dane było mu wylegiwać się do dziesiątej. Na zewnątrz już coś się działo. Pan Pustelnik chyba był rannym ptaszkiem. Zanim Matsuda wyszedł z namiotu, zdążył usłyszeć już głosy toczące ze sobą rozmowę o tym, co ma zdarzyć się dalszej części dnia. Gdy w końcu wywlókł się na światło dzienne, prawie wszyscy byli już obecni na zgromadzeniu wokół ich gościa.
Wyglądał rzeczywiście jak pustelnik, choć raczej przyjaźnie nastawiony. Pazur pozostawał jednak wobec niego podejrzliwy. Nie odpowiedział na jego powitanie, tylko stojąc z boku przyglądał mu się badawczo. Nie był może ekspertem w czytaniu ludzi, ale ciężko było uwierzyć, że jakiś staruszek pomoże im rozwikłać jakąś legendarną tajemnicę wyłącznie z dobroci serca. Ichirou też na pewno to wiedział. Musiał wiedzieć, chociaż oczywiście nie mógł o tym powiedzieć, prawda? Rozsądek nakazywał podchodzić do wszystkich obietnic, a nawet próśb z odpowiednią rezerwą. Słuchając odpowiedzi na pytanie Asahiego, Matsuda rozejrzał się za czymś do picia po przebudzeniu. Nie, nie alkoholu. Wody. Może nie było tutaj już tak sucho jak na środku pustyni, ale i tak usta miał jak popiół.
Wyglądał rzeczywiście jak pustelnik, choć raczej przyjaźnie nastawiony. Pazur pozostawał jednak wobec niego podejrzliwy. Nie odpowiedział na jego powitanie, tylko stojąc z boku przyglądał mu się badawczo. Nie był może ekspertem w czytaniu ludzi, ale ciężko było uwierzyć, że jakiś staruszek pomoże im rozwikłać jakąś legendarną tajemnicę wyłącznie z dobroci serca. Ichirou też na pewno to wiedział. Musiał wiedzieć, chociaż oczywiście nie mógł o tym powiedzieć, prawda? Rozsądek nakazywał podchodzić do wszystkich obietnic, a nawet próśb z odpowiednią rezerwą. Słuchając odpowiedzi na pytanie Asahiego, Matsuda rozejrzał się za czymś do picia po przebudzeniu. Nie, nie alkoholu. Wody. Może nie było tutaj już tak sucho jak na środku pustyni, ale i tak usta miał jak popiół.
- 28 sty 2026, o 09:21
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 1030
Re: Baza wypadowa
- Huh. - Mruknął tylko, gdy otrzymał od Misae instrukcje. Wyglądało na to, że prym wiódł tylko we własnej kuchni, ale może była to nawet miła odmiana. Posłusznie zarzucił sobie wór ryżu na plecy i poczekał, aż Yamanaka zbierze wszystko, co było jej potrzebne. Danie rzeczywiście było dobrym wyborem jak na ich polowe warunki, więc nie zaczynał żadnej rozmowy na ten temat. Po wyczerpującej podróży każdy i tak pewnie rzuci się na swoją miskę, cokolwiek by w niej nie było. Szedł w krok za nią, rozeznając się przy tym, jak urządzony był obóz. Fenek towarzyszył im obojgu, wyglądając jak wierny przyjaciel, a w rzeczywistości czekając chyba na to, czy jakiś kawałek mięsa nie spadnie przypadkiem na ziemię. Ten to miał łeb na karku.
Na niewielkim palenisku postawił garnek tudzież kociołek i czekał, aż woda zacznie bulgotać, zanim wrzuci ryż. I to chyba tyle, wykonał swoje zadanie już prawie w całości. Nie wrócił jednak do grupki, lecz usiadł w pobliżu dziewczyny, patrząc na to co robi, jak kroi warzywa i jak powoli składniki zamieniają się w danie. Pasowało mu to bardziej, niż angażowanie się w luźną pogawędkę w większym gronie. Tutaj mógł po prostu siedzieć w milczeniu i czasem tylko przeczesać Hoyta po głowie. Odpoczywał w swoim naturalnym środowisku. Więc gdy tylko jedzonko było gotowe, z lekkim ociąganiem zabrał ze sobą część miseczek i znowu w ślad za Misae powędrował do stołu, przy którym wszyscy czekali. Usiadł gdzieś na krańcu, aby nikt go nie trącał i miał spokój podczas jedzenia.
Zapowiedź postaci jakiegoś Pustelnika bardzo mu się nie spodobała. Z relacji Yoichiego wynikało, że będą musieli polegać na kimś nieznanym. Tamten miał może i dług wdzięczności, ale oprócz tego na pewno swoje motywy. Matsudzie w głowie od razu zapaliła się czerwona lampka, a w wyobraźni pojawiły się dwa albo trzy mało realne scenariusze, jak to przez tego Pustelnika wszyscy kończą w piachu. Jadł jednak, na razie jedynie przysłuchując się temu, co wszyscy mieli do powiedzenia.
Pazur podzielał sceptycyzm Ichirou. Zmieniająca się droga była bardzo ogólnym i enigmatycznym stwierdzeniem i do tej pory w sumie nikt, ani Yoichi, ani wcześniej Akarui nie sprecyzowali, co mają na myśli. Na pytanie o jego wiarygodność, Souei wtrącił swoje trzy grosze.
- Łatwo możemy to sprawdzić. Misae może przeszukać mu głowę zanim wyruszymy. Sprawdzimy, o co naprawdę mu chodzi, a w najlepszym wypadku w ogóle nie będziemy go potrzebować. - Jego metody były może nieco inne, niż siedzących przy tym stole, ale nie gryzł się przez to w język. Był przekonany, że wyszarpanie drogi do Biblioteki z głowy Pustelnika byłoby lepsze, niż bycie zdanym na jego łaskę.
Skończył jeść. Został mu tylko ostatni kawałek suszonego mięsa, który zostawił sobie na koniec jedzenia. Popatrzył na niego i znowu kątem oka dostrzegł siedzący mu pod nogami cień z wielkimi uszami.
- A masz ty... - Mruknął z niezadowoleniem, rzucając swój ostatni smakowity kąsek temu małemu żebrakowi, a następnie podniósł się z siedziska.
- Dobranoc. - Rzucił do wszystkich, ignorując zupełnie pytanie "co tam jak tam?", oddalając się do którego z namiotów, aby w końcu trochę odpocząć.
Na niewielkim palenisku postawił garnek tudzież kociołek i czekał, aż woda zacznie bulgotać, zanim wrzuci ryż. I to chyba tyle, wykonał swoje zadanie już prawie w całości. Nie wrócił jednak do grupki, lecz usiadł w pobliżu dziewczyny, patrząc na to co robi, jak kroi warzywa i jak powoli składniki zamieniają się w danie. Pasowało mu to bardziej, niż angażowanie się w luźną pogawędkę w większym gronie. Tutaj mógł po prostu siedzieć w milczeniu i czasem tylko przeczesać Hoyta po głowie. Odpoczywał w swoim naturalnym środowisku. Więc gdy tylko jedzonko było gotowe, z lekkim ociąganiem zabrał ze sobą część miseczek i znowu w ślad za Misae powędrował do stołu, przy którym wszyscy czekali. Usiadł gdzieś na krańcu, aby nikt go nie trącał i miał spokój podczas jedzenia.
Zapowiedź postaci jakiegoś Pustelnika bardzo mu się nie spodobała. Z relacji Yoichiego wynikało, że będą musieli polegać na kimś nieznanym. Tamten miał może i dług wdzięczności, ale oprócz tego na pewno swoje motywy. Matsudzie w głowie od razu zapaliła się czerwona lampka, a w wyobraźni pojawiły się dwa albo trzy mało realne scenariusze, jak to przez tego Pustelnika wszyscy kończą w piachu. Jadł jednak, na razie jedynie przysłuchując się temu, co wszyscy mieli do powiedzenia.
Pazur podzielał sceptycyzm Ichirou. Zmieniająca się droga była bardzo ogólnym i enigmatycznym stwierdzeniem i do tej pory w sumie nikt, ani Yoichi, ani wcześniej Akarui nie sprecyzowali, co mają na myśli. Na pytanie o jego wiarygodność, Souei wtrącił swoje trzy grosze.
- Łatwo możemy to sprawdzić. Misae może przeszukać mu głowę zanim wyruszymy. Sprawdzimy, o co naprawdę mu chodzi, a w najlepszym wypadku w ogóle nie będziemy go potrzebować. - Jego metody były może nieco inne, niż siedzących przy tym stole, ale nie gryzł się przez to w język. Był przekonany, że wyszarpanie drogi do Biblioteki z głowy Pustelnika byłoby lepsze, niż bycie zdanym na jego łaskę.
Skończył jeść. Został mu tylko ostatni kawałek suszonego mięsa, który zostawił sobie na koniec jedzenia. Popatrzył na niego i znowu kątem oka dostrzegł siedzący mu pod nogami cień z wielkimi uszami.
- A masz ty... - Mruknął z niezadowoleniem, rzucając swój ostatni smakowity kąsek temu małemu żebrakowi, a następnie podniósł się z siedziska.
- Dobranoc. - Rzucił do wszystkich, ignorując zupełnie pytanie "co tam jak tam?", oddalając się do którego z namiotów, aby w końcu trochę odpocząć.
- 25 sty 2026, o 09:36
- Forum: Atsui
- Temat: Baza wypadowa
- Odpowiedzi: 18
- Odsłony: 1030
Re: Baza wypadowa
Trzy namioty, jakiś dół w ziemi i pustka dookoła. Nie było to wiele, a jednak i tak było lepsze niż przeprawa wielbłądem przez pustynię. Souei z wdzięcznością przywitał moment, gdy ponownie dotknął stopami ziemi. Rozprostował gnaty, wyprostował plecy i odetchnął. Dotarli szczęśliwie i bez żadnych niespodzianek, więc nadszedł czas na kolejną nieprzyjemną część tej wyprawy. Spotkania i powitania po długiej rozłące zawsze był dla niego niezręczne, no może z wyjątkiem jednego. Pędzący w jego stronę był naprawdę miłą niespodzianką, lecz jak na mafioza przystało, Matsuda nie był równie wylewny, co jego futrzasty... przyjaciel? Pazur kucnął jednak przy nim i pogłaskał go między uszami. Hoyt wyprzedził wszystkich innych, więc zdecydowanie na to zasłużył.
- Ah, mój dobrodziej. - Odezwał się do niego miękko i nawet z uśmiechem, gdy poświęcał mu chwilę na rozładowanie tego entuzjazmu. Dziwne, ale ten mały szybko sprawił, że Matsuda od razu zapomniał o niedogodnościach podróży, którą właśnie odbył i zdecydowanie poprawił mu humor.
Tak samo jak Misae, jej różowa głowa wystająca z namiotu była miłym widokiem. Spodziewanym oczywiście, zwłaszcza po obecności pustynnego liska. Ta para była przecież nierozłączna. Mafiozo przywitał się z nią po tym, gdy wymieniła już uściski tudzież dygnięcia z Ichirou.
- Czyli wybierasz się z nami? Bardzo dobrze. - Powiedział, pamiętając jej udział w wyprawie po szefa Ekibyo. Nie była im potrzebna do walki, ale posiadała inne bardzo przydatne umiejętności.
Potem skupił wzrok na Yoichim. Był to dla niego ktoś nowy i na pierwszy rzut oka wyglądał na bardzo poturbowanego przez życie. Sztuczna ręka i noga były widoczne tak samo jak proteza Akaruia. Patrząc po nich można by pomyśleć, że Klepsydra to zrzeszenie kombatantów i inwalidów.
- Miło mi. - Mruknął do niego tylko, gdy stanęli naprzeciwko siebie. Nie, w żadnym wypadku nie oznaczało to wrogości czy niechęci. Było to całkiem standardowe powitanie w wykonaniu Pazura.
Po odbębnieniu konwenansów można było nareszcie przejść do coraz mniej formalnych części spotkania, rozluźnić się i rzeczywiście odpocząć. Gdy Misae zaoferowała przygotowanie posiłku, Matsuda wstał i poszedł za nią. O wiele bardziej pasowało mu pomaganie w czymś, w czym miał jakieś tam doświadczenie, zamiast prowadzenie pogawędki o niczym w gronie, które znało się na długo przed tym, gdy do nich dołączył.
- To z czym pracujemy? - Zagadnął do niej, gdy rozglądał się po namiocie, gdzie zamierzała przygotować coś na ząb. Mistrzem kuchni może nie był, ale trochę już liznął pustynnej kuchni. Może przynajmniej obierze ziemniaki albo odwiruje sałatę.
- Ah, mój dobrodziej. - Odezwał się do niego miękko i nawet z uśmiechem, gdy poświęcał mu chwilę na rozładowanie tego entuzjazmu. Dziwne, ale ten mały szybko sprawił, że Matsuda od razu zapomniał o niedogodnościach podróży, którą właśnie odbył i zdecydowanie poprawił mu humor.
Tak samo jak Misae, jej różowa głowa wystająca z namiotu była miłym widokiem. Spodziewanym oczywiście, zwłaszcza po obecności pustynnego liska. Ta para była przecież nierozłączna. Mafiozo przywitał się z nią po tym, gdy wymieniła już uściski tudzież dygnięcia z Ichirou.
- Czyli wybierasz się z nami? Bardzo dobrze. - Powiedział, pamiętając jej udział w wyprawie po szefa Ekibyo. Nie była im potrzebna do walki, ale posiadała inne bardzo przydatne umiejętności.
Potem skupił wzrok na Yoichim. Był to dla niego ktoś nowy i na pierwszy rzut oka wyglądał na bardzo poturbowanego przez życie. Sztuczna ręka i noga były widoczne tak samo jak proteza Akaruia. Patrząc po nich można by pomyśleć, że Klepsydra to zrzeszenie kombatantów i inwalidów.
- Miło mi. - Mruknął do niego tylko, gdy stanęli naprzeciwko siebie. Nie, w żadnym wypadku nie oznaczało to wrogości czy niechęci. Było to całkiem standardowe powitanie w wykonaniu Pazura.
Po odbębnieniu konwenansów można było nareszcie przejść do coraz mniej formalnych części spotkania, rozluźnić się i rzeczywiście odpocząć. Gdy Misae zaoferowała przygotowanie posiłku, Matsuda wstał i poszedł za nią. O wiele bardziej pasowało mu pomaganie w czymś, w czym miał jakieś tam doświadczenie, zamiast prowadzenie pogawędki o niczym w gronie, które znało się na długo przed tym, gdy do nich dołączył.
- To z czym pracujemy? - Zagadnął do niej, gdy rozglądał się po namiocie, gdzie zamierzała przygotować coś na ząb. Mistrzem kuchni może nie był, ale trochę już liznął pustynnej kuchni. Może przynajmniej obierze ziemniaki albo odwiruje sałatę.
- 21 sty 2026, o 16:33
- Forum: Ogłoszenia i Kontakt z Administracją
- Temat: Prośby do administracji
- Odpowiedzi: 2513
- Odsłony: 415033
Re: Prośby do administracji
