Gdyby tylko los zalezał od nich, one już we dwie ustawiłyby życie wielu ludziom. Oczywiście w pełni szczęścia, miłości i dostatku. Niestety, chociaż bardzo by tego chciały, mogły jedynie żartować i lekko podjudzać. Przecież żadna z nich nie miała takiej mocy, by planować komuś życie. Chociaż, poniekąd, członkowie klanu Hyuuga, właśnie praktykowali takie podejście. Nieobce były w ich rejonach ustawiane małżeństwa. Sayuri wydawało się, że nawet często były one dobrze zaplanowane i być może gdzieś w tym narzuconym byciem z kimś, w końcu pojawia się uczucie. Uczucie, o którym czerwonowłosa jeszcze nigdy nie myślała na poważnie. Nie była zakochana, ani zauroczona. Była jeszcze młodą dziewczyną, której taki temat wydawał się odległy. Jednocześnie wciąż w niej tliło się poczucie, które zrodziło się, gdy była malutką dziewczynką. To, w którym spotyka swojego księcia i żyją długo i szczęśliwe. Wielce naiwne w tych czasach, ale zdecydowanie taką ścieżką chciałaby podążyć. Na ten moment mogła jedynie cieszyć się, że jej rodzice jeszcze z nikim, niczego nie ustalili i nie wybrany jej został żaden przyszły małżonek. Pewnie uznają, że ma jeszcze trochę czasu, zważywszy na to, że jako kunoichi czeka ją jeszcze długa droga.
Zaśmiała się na słowa Yukari. Ależ to byłoby komiczne i zawstydzające jednocześnie. Osobiście czerwonowłosa wolałaby nie zasypiać w takim miejscu. Jeśli już ma poddać się upojeniu alkoholowemu, a tak się na pewno stanie i sen ją znuży, zdecydowanie lepiej zrobić to w namiocie, w którym do tej pory przebywała.
- Wolę sobie tego nie wyobrażać. Jeszcze tyłek mi by zmarzł! - rzuciła rozbawiona, podczas gdy w jej głowie pojawił się obraz takiej śpiacej Sayuri, z opartą głową o stolik. Nie, zdecydowanie to nie leżało w jej naturze, ale pożartować z tego mogła.
Jak szybko Sasame się pojawiła, tak szybko zniknęła. Wiedziała, że musi być silna i jest kimś ważnym, ale nie wiedziała jak bardzo. I tu z pomocą przyszła jej Yukari.
- No kto? - zapytała też szeptem, zerkając na przyjaciółkę, bo najwidoczniej ona wiedziała znacznie więcej niż czerwonowłosa czy Nobou. On też wydawał się nie znać tej osoby, ale być może odniosła mylne wrażenie. - No co ty gadasz?! - wyrwało jej się pewnie zbyt głośno, ale jej oczy aż błysnęły w podekscytowania. Szybko rozjerzała się dookoła, jakby chcąc sprawdzić czy tym swoim emocjonalnym pytaniem, nie zwróciła uwagi ludzi dookoła. Na szczęście nie. - Uderzała od niej... To znaczy... biła taka moc właśnie. Niesamowite. Wyglądała bardzo młodo, chyba niewiele starsza od nas. - mówiła dalej, jakby próbując analizować to, co się własnie dowiedziała. - I taka silna... - wyszeptała pod nosem, czując jeszcze podekscytowanie. Dzięki pobycie tutaj poznała już kilka tak silnych osób. Głównie podelegających pod klan Hyuuga, a tu proszę, Seininka ze szczepu Juugo. - Pewnie wymiata w misjach. O matulu... chętnie obejrzałabym kogoś takiego jak ona, na przykład w takim turnieju jak w Yinzin. - dopowiedziała, doskonale pamiętając te widowiska. Jako młoda dziewczynka była tym zafascynowana i w sumie do tej pory jej tak zostało. Nie chodziło o czyste zdobywanie informacji. W sensie nie tylko o to. Po prostu niektóre umiejetności wywierały ogromne wrażenie.
Uśmiechnęła się rozczulona na słowa Yukari. Czarnowłosa zdawała się kroczyć tą samą ścieżką, co ona. I też zdawała sobie z tego sprawę. Długa ta droga przed nimi. Ale obecna sytuacja w ich regionie daje obietnice, że będą mogły ją chociaż w małej części pokonać razem.
- Masz rację. Wystrzelili jak z procy, nie wiem kiedy. - odrzekła i puknęła się w prawy policzek kilkukrotnie. Bez żadnego konkretnego celu. Ot, takich odruch. - Też mam taką ilość treningów do zrobienia, tyle do nauczenia, że chyba nawet ciężko byłoby zliczyć. Pasowałoby postarać się o awans i właśnie być użyszcz... użyczy.. użyteczna, no! - dodała i wyszczerzyła się niczym dzieciak. Plątaniem języka się nie przejmowała, za to pokazywała jeszcze tą swoją dziecięcą radość. Radość, która pojawiała się na myśl, że będzie mogła więcej. I osiągnie to, na pewno. Obie to osiągną.
- Piłaś już kiedyś? - zapytała z ciekawości, zerkając na czarnowłosą. Najchętniej już klepnęłaby na ziemię i leżała plackiem, a miała podobne obawy, co Yukari. W sumie większe. Że już by wtedy się nie podniosła i tak została do rana. - Ja nie. To znaczy, nie w takiej ilości. Niektórzy po tym mają straszny ból głowy. Mam nadzieję, że nas to ominie. - dodała szybko i skosztowała znowu wina. Trzeba było je powoli kończyć i zapewne się rozejść. Było zdecydowanie późno. Nie wiadomo jak późno, ale na pewno było. A im dłuższy sen sobie zapewnią, tym prawdopodobnie lepiej się będą czuły. - Jeszcze raz za spotkanie. - dopowiedziała, wznosząc zapewne ostatni toast tego wieczora. - Masz z kim wrócić? Blisko macie obóz? Chyba, że zostajesz ze mną do rana. - zaproponowała, nie chcąc odprawiać tak koleżanki. Obie nie były w najlepszym stanie i młoda Hyuuga zdecydowanie wolałaby, by Yukari nie musiała samotnie teraz przemieszczać się między obozami. Przecież będzie mogła z nią tutaj zostać na spokojnie.
Znaleziono 153 wyniki
- wczoraj, o 11:27
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
- 27 sty 2026, o 14:07
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Sayurcia
- Odpowiedzi: 17
- Odsłony: 2367
- 27 sty 2026, o 12:44
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
Mimo, że dziewczyny bardzo chciały namówić Nobou do dalszych, jakże spektakularnych występów, to chłopak postanowił zakończyć tymczasowo karierę w tym miejscu. Sayuri westchnęła ciężko i spojrzała na niego z udawanym, ale słodkim żalem. Niczym mała dziewczynka, która właśnie bardzo chciała coś dostać, a nie mogła.
- A więc stawiasz na karierę solową i zostawiasz nas na pastwę losu. – podsumowała, wzdychając teatralnie. Brakowało tylko, żeby otarła wyimaginowaną łzę, ale jeszcze aż tak dobra w te klocki nie była, więc nawet o tym nie pomyślała. Zresztą, nastąpiła zmiana tematu i to na taki, który w momencie dodatkowo uaktywnił czerwonowłosą. Zakochany? On leci już się oświadczyć?! Za nic nie można tego przegapić, nawet jeśli to tylko żarty. Na wszystkich bogów, chciałaby to zobaczyć. Te pijackie, zabawne przepychanki, gdzie może przekrzykują się z Nobou, jaki to on zakochany i już tutaj mogą brać ślub, jakkolwiek abstrakcyjnie by to brzmiało. Bo brzmiało.
- Ej! – krzyknęła, lekko szturchając dłonią ramię blondyna. Że one nieporadne? No wolne sobie! – Ależ ty szukasz zaczepki, no! – dodała rozbawiona, ale rozczuliło ją to, jak wypowiadał się o rodzeństwie. Jakoś tak myślała o tym, że mimo tych słów, na pewno bardzo ich kocha. I zrobiłby dla nich naprawdę wiele. Zupełnie jak ona dla swojego brata. Co prawda żyła w jego cieniu, ale nigdy jej to nie przeszkadzało. Odnajdywała się w tym. Jeśli przeznaczenie sprawi, że kiedyś wyjdzie na przód, to tak będzie. Nie dążyła do tego specjalnie. Zresztą, aktualnie nie czuła się na tyle silna, by to robić. Wiedziała, jak jeszcze wiele jej brakuje, mimo iż duża ilość jej rówieśników, jeśli żyła, była znacznie silniejsza od niej.
Odwzajemniła uścisk Nobuo, żegnając się z nim w ten sposób. Oczywiście znowu był to grupowy przytulas. Najlepsze tego wieczoru! – Nie daj się. – powiedziała z przekorą, uśmiechając się do niego. – I wierzę, że dozba… do zobaczenia! – dopowiedziała i pierwszy raz tego wieczora splątał jej się język. Zareagowała na to tylko śmiechem na koniec i pomachała chłopakowi. Szybko minęło to spotkanie. Dobre towarzystwo, alkohol… chyba można było się tego spodziewać.
- Chyba już nie tak najleplepiej, Yukari-chan. – odezwała się do przyjaciółki z lekkim zakłopotaniem, ponownie nieco się przejęzyczając, ale skorzystała z okazji i upiła kolejnego łyka. Toż dopiero co czarnowłosa zrobiła jej dolewkę. – Ale to już ostatni. – zakomunikowała, czując pierwsze poważniejsze zawirowanie w głowie. Trzeba pewnie będzie znaleźć miejsce do przenocowanie. Nie było opcji, żeby wróciła do Shiroi-iwy. I nawet nie chodziło o to, że nie chciała się pokazywać w takim wydaniu rodzicom, bo w końcu było co świętować. Po prostu nie byłby to ogólnie najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę, że alkohol krążył w jej żyłach, a czasy wcale nie były tak bezpiecznie, jakby sobie tego młoda Hyuuga życzyła.
W międzyczasie podeszła do nich nieznajoma, którą Nobou zaczepił. Dzięki temu mogła jej się lepiej przyjrzeć. Była trochę wyższa od niej i rzeczywiście, różniły je oczy, chociaż jej równie były wyjątkowo jasne, ale to jednak nie były oczy Hyuuga. I dość szybko wyjaśniło się skąd pochodzi, bo sama Sasame się przedstawiła, najwidoczniej zainteresowana nawiązaniem znajomości.
- Hyuuga Sayuri. Bardzo miło mi ciebie poznać, Sasame-san. -odpowiedziała i skłoniła lekko głowę w jej stronę. Osoba o takiej aurze musiała być postawiona wysoko, więc odruchowo wykonała taki gest, okazując jej szacunek. To już miała we krwi, po prostu. Okazało się, że kobieta była ze szczepu Juugo, co było dla Sayuri niezmiernie ciekawe, bo jeszcze z nikim takim nie miała styczności. Wiedziała jednak, że obecnie zawarty sojusz, będzie dawał różne możliwości. W tym poznania umiejętności sojuszników na wspólnym polu walki. Dzięki temu mogliby dopełniać swoje słabe punktu. Chociaż… czy ktoś taki, jak Sasame, miał w ogóle słabe punkty?
- Nic nie szkodzi, może następnym razem. – powiedziała czerwonowłosa, odwzajemniając ukłon kobiecie i odprowadzając ją wzorkiem. – Ah i zostałyśmy same. Wszyscy się wymiksowali. – dorzuciła i upiła kolejne łyka, błądząc przez chwilę wzorkiem po otoczeniu. Wielu było już w naprawdę mocnym upojeniu alkoholowym. Nie trudno było dojrzeć, że również uciekają do namiotów, by odpocząć. Był już późny wieczór, a może noc? W sumie sama nie wiedziała. Co prawda ona jeszcze nie była śpiąca, ale czuła, że niedługo ten czas będzie się zbliżał. O ile pijackie śpiewy w ogóle pozwolą jej zasnąć.
- Jutro z rana pewnie od razu ruszę do Shiroi-iwy. Gdybyś kiedyś chciała mnie odwiedzić, to wystarczy, że przejdziesz główną bramą, jakieś sto metrów prosto i skręcisz w prawo. Jest niewielka dzielnica z domami. Mój w sumie będzie pierwszy po odejściu z głównego przejścia. – powiedziała do Yukari, bo chciała, by ta wiedziała, jak ją ewentualnie znaleźć. Nie chciała zaprzepaszczać tego kontaktu. Cały czas była przekonana, że to spotkanie to nie był czysty przypadek. A za swoim przeznaczeniem należało podążać.
- Masz teraz jakieś plany? To znaczy nie, nie że już, w tej chwili. Ale po powrocie? – zapytała z ciekawości, bo sama musiała ostro wziąć się za trening. Jak się trochę podszkoli, to będzie mogła wziąć może jakieś poważniejsze zlecenie. Nie można w końcu ciągle klepać misji D, prawda? Chociaż, jeżeli będzie taka potrzeba, to i takie będzie wykonywać. Obowiązki to obowiązki, a z nich czerwonowłosa zawsze starała się wywiązywać i nie narzekała, że czegoś za mało czy za dużo. Dało się zauważyć, że jej mowa nie jest pośpieszna, jakby starała się przypilnować, żeby nie przeinaczać kolejnych słów.
- A więc stawiasz na karierę solową i zostawiasz nas na pastwę losu. – podsumowała, wzdychając teatralnie. Brakowało tylko, żeby otarła wyimaginowaną łzę, ale jeszcze aż tak dobra w te klocki nie była, więc nawet o tym nie pomyślała. Zresztą, nastąpiła zmiana tematu i to na taki, który w momencie dodatkowo uaktywnił czerwonowłosą. Zakochany? On leci już się oświadczyć?! Za nic nie można tego przegapić, nawet jeśli to tylko żarty. Na wszystkich bogów, chciałaby to zobaczyć. Te pijackie, zabawne przepychanki, gdzie może przekrzykują się z Nobou, jaki to on zakochany i już tutaj mogą brać ślub, jakkolwiek abstrakcyjnie by to brzmiało. Bo brzmiało.
- Ej! – krzyknęła, lekko szturchając dłonią ramię blondyna. Że one nieporadne? No wolne sobie! – Ależ ty szukasz zaczepki, no! – dodała rozbawiona, ale rozczuliło ją to, jak wypowiadał się o rodzeństwie. Jakoś tak myślała o tym, że mimo tych słów, na pewno bardzo ich kocha. I zrobiłby dla nich naprawdę wiele. Zupełnie jak ona dla swojego brata. Co prawda żyła w jego cieniu, ale nigdy jej to nie przeszkadzało. Odnajdywała się w tym. Jeśli przeznaczenie sprawi, że kiedyś wyjdzie na przód, to tak będzie. Nie dążyła do tego specjalnie. Zresztą, aktualnie nie czuła się na tyle silna, by to robić. Wiedziała, jak jeszcze wiele jej brakuje, mimo iż duża ilość jej rówieśników, jeśli żyła, była znacznie silniejsza od niej.
Odwzajemniła uścisk Nobuo, żegnając się z nim w ten sposób. Oczywiście znowu był to grupowy przytulas. Najlepsze tego wieczoru! – Nie daj się. – powiedziała z przekorą, uśmiechając się do niego. – I wierzę, że dozba… do zobaczenia! – dopowiedziała i pierwszy raz tego wieczora splątał jej się język. Zareagowała na to tylko śmiechem na koniec i pomachała chłopakowi. Szybko minęło to spotkanie. Dobre towarzystwo, alkohol… chyba można było się tego spodziewać.
- Chyba już nie tak najleplepiej, Yukari-chan. – odezwała się do przyjaciółki z lekkim zakłopotaniem, ponownie nieco się przejęzyczając, ale skorzystała z okazji i upiła kolejnego łyka. Toż dopiero co czarnowłosa zrobiła jej dolewkę. – Ale to już ostatni. – zakomunikowała, czując pierwsze poważniejsze zawirowanie w głowie. Trzeba pewnie będzie znaleźć miejsce do przenocowanie. Nie było opcji, żeby wróciła do Shiroi-iwy. I nawet nie chodziło o to, że nie chciała się pokazywać w takim wydaniu rodzicom, bo w końcu było co świętować. Po prostu nie byłby to ogólnie najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę, że alkohol krążył w jej żyłach, a czasy wcale nie były tak bezpiecznie, jakby sobie tego młoda Hyuuga życzyła.
W międzyczasie podeszła do nich nieznajoma, którą Nobou zaczepił. Dzięki temu mogła jej się lepiej przyjrzeć. Była trochę wyższa od niej i rzeczywiście, różniły je oczy, chociaż jej równie były wyjątkowo jasne, ale to jednak nie były oczy Hyuuga. I dość szybko wyjaśniło się skąd pochodzi, bo sama Sasame się przedstawiła, najwidoczniej zainteresowana nawiązaniem znajomości.
- Hyuuga Sayuri. Bardzo miło mi ciebie poznać, Sasame-san. -odpowiedziała i skłoniła lekko głowę w jej stronę. Osoba o takiej aurze musiała być postawiona wysoko, więc odruchowo wykonała taki gest, okazując jej szacunek. To już miała we krwi, po prostu. Okazało się, że kobieta była ze szczepu Juugo, co było dla Sayuri niezmiernie ciekawe, bo jeszcze z nikim takim nie miała styczności. Wiedziała jednak, że obecnie zawarty sojusz, będzie dawał różne możliwości. W tym poznania umiejętności sojuszników na wspólnym polu walki. Dzięki temu mogliby dopełniać swoje słabe punktu. Chociaż… czy ktoś taki, jak Sasame, miał w ogóle słabe punkty?
- Nic nie szkodzi, może następnym razem. – powiedziała czerwonowłosa, odwzajemniając ukłon kobiecie i odprowadzając ją wzorkiem. – Ah i zostałyśmy same. Wszyscy się wymiksowali. – dorzuciła i upiła kolejne łyka, błądząc przez chwilę wzorkiem po otoczeniu. Wielu było już w naprawdę mocnym upojeniu alkoholowym. Nie trudno było dojrzeć, że również uciekają do namiotów, by odpocząć. Był już późny wieczór, a może noc? W sumie sama nie wiedziała. Co prawda ona jeszcze nie była śpiąca, ale czuła, że niedługo ten czas będzie się zbliżał. O ile pijackie śpiewy w ogóle pozwolą jej zasnąć.
- Jutro z rana pewnie od razu ruszę do Shiroi-iwy. Gdybyś kiedyś chciała mnie odwiedzić, to wystarczy, że przejdziesz główną bramą, jakieś sto metrów prosto i skręcisz w prawo. Jest niewielka dzielnica z domami. Mój w sumie będzie pierwszy po odejściu z głównego przejścia. – powiedziała do Yukari, bo chciała, by ta wiedziała, jak ją ewentualnie znaleźć. Nie chciała zaprzepaszczać tego kontaktu. Cały czas była przekonana, że to spotkanie to nie był czysty przypadek. A za swoim przeznaczeniem należało podążać.
- Masz teraz jakieś plany? To znaczy nie, nie że już, w tej chwili. Ale po powrocie? – zapytała z ciekawości, bo sama musiała ostro wziąć się za trening. Jak się trochę podszkoli, to będzie mogła wziąć może jakieś poważniejsze zlecenie. Nie można w końcu ciągle klepać misji D, prawda? Chociaż, jeżeli będzie taka potrzeba, to i takie będzie wykonywać. Obowiązki to obowiązki, a z nich czerwonowłosa zawsze starała się wywiązywać i nie narzekała, że czegoś za mało czy za dużo. Dało się zauważyć, że jej mowa nie jest pośpieszna, jakby starała się przypilnować, żeby nie przeinaczać kolejnych słów.
- 27 sty 2026, o 11:37
- Forum: Domy mieszkalne
- Temat: Dom rodzinny Sayuri
- Odpowiedzi: 0
- Odsłony: 34
- 26 sty 2026, o 13:57
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
W sumie w takim towarzystwie, poruszanie jakichkolwiek tematów było tak łatwe, że z sekundy na sekundę zmieniała się tematyka. Pewnie też sprawcą tego wszystkiego był alkohol. Cud, że się jeszcze w tym wszystkim nie pogubili. Pewnie znaleźliby jeszcze mnóstwo innych tematów do rozmów, bo wszystko tutaj płynęło z taką falą, że lecieli z tym jak za tsunami. I nie tonęli. Przynajmniej jeszcze. Chociaż może jeszcze kubeczek, góra dwa i kto wie, jak to się skończy. Pod stołem? Nie, tak nie wypada. Zabawa zabawą, ale jakiś umiar trzeba zachować. Prawda? Prawda, tak?!
Pokiwała ochoczo głową, w pełni zgadzając się ze słowami swojej przyjaciółki. Zdecydowanie w takim składzie można wiele zdziałać! A wiele przed nimi. Bardzo możliwe, że ich losy się jeszcze splotą i szczerze czerwonowłosa bardzo na to liczyła. I na tę myśl nie wpływał wypity alkohol. Po prostu ich polubiła, a odnalezienie Yukari uważała za cudowny znak. Może to rzeczywiście pora odnaleźć zaginione szczęście? Przyjaźń, o którą nie zabiegała, a która pojawiła się tuż obok niej w postaci czarnowłosej dziewczyny. W tej chwili młoda Hyuugę przepełniał ogrom szcześcia, że się tu znalazła. I głeboko w sercu wierzyła, że to nie było tylko dzieło przypadku. Może to Siedmiu Bogów Szczęścia nad nią czuwa? Może to właśnie oni sprawiają, że znajduje się w odpowiednim miejscu i czasie. Pchnięta to myślą, pomyślała od razu o Azumie. Czy jego też los pozwoli spotkać na swojej drodze? Zdawała sobie sprawę, że sytuacja w jego terenach, jego klanu, nie jest zbyt ciekawa. Walka z dzikimi, co nieco było słychać o walkach z innymi klanami, ale jedynie obiło jej się o uszy. Jak odmienne stały się ich życia przez te lata. Może warto pomóc szczęściu? Na ten moment nie wiedziała, na ile to możliwe, by wybrać się na tereny Ryuzaku no Taki, zresztą to nie był czas, umysł był nieco zamglony i może zbyt pochopnie zaczęła myślec o takiej możliwości. Jednak już była pewna, że ta myśl jej nie opuści. I będzie się starała doprowadzić ją do skutku. Prędzej czy później.
Grupowy uścisk był niczym przypięczętowanie ich znajomości. Czy będę się tego jutro wstydzić? Na pewno nie! Sayuri nie nalezała do osób, które żałowały, że coś uczyniły. Prędzej żałowałoby, że czegoś nie zrobiła. Wtedy myśl, co by było gdyby, mogłaby zatruć jej głowę. A tego, posiadając w sobie jeszcze spore zapasy dziecięcej niewinności i naiwności, nie chciałaby uczynić.
Koncert był przewspaniały, ale oczywiście też musiał się skończyć. Za to Nobou nie zamierzał od tak zostawić publiki bez niczego. Sayuri omal nie zakrzytusiła się kolejnym łykiem wina.
- Żeee coooo, proszęęęę? - wydusiła, klepiąc się po klatce piersiowej. Odstawiła kubek i gdy w końcu złapała oddech, uniosła jedną brew wyżej i spojrzała na mężczyznę z wyzwaniem w oczach. - Pod warunkiem, że ty to prowadzisz. Nie ma nikogo lepszego do tego zadania. Jesteś królem sceny! - zakomunikowała, na koniec znacząco podnosząc głos, by usłyszał ją każdy zainteresowany. Na pewno wszyscy się z nią zgadzali, bo kto zrobił tutaj takie show i porwał publikę?! No właśnie. Toż to Nobou w całej swojej okazałości. I nie myliła się, bo za chwilę pojawiło się okrzyki zgadzające się z jej stwierdzeniem, dlatego, zupełnie jak sześcioletnie dziecko, wyszczerzyła się do chłopaka i wytknęła mu język, jakby chciała powiedzieć: a masz!
Wtedy, nagle, dało się wyczuć coś podobnego, co poczuła przy Ryuunosuke. Chociaż nie było to tak przytłaczające, że aż nie mogła się poruszyć, jednak odczucie tej siły było zauważalne. Może nawet początkowo niezbyt zwróciłaby na to uwagę, gdyby nie to, że Nobuo postanowił zaprosić ową osobę do ich stolika. Czerwonowłosa kunoichi zerknęła w tamtą stronę i przez krótką chwilę stała tak, marszcząc brwi, jakby próbowała coś przeanalizować.
- Czy to ja z przyszłości? - zapytała, jakby nagle ją olśniło. W pozoru brzmiała poważnie, ale nie było na serio. Nie trudno było jednak dojrzeć jakieś podobieństwo, chociaż ewidentnie nie była to kobieta z klanu Hyuuga. Nie była też od niej dużo starsza, ale nagle w głowie Sayuri pojawiła się taka żartobliwa myśl, którą wygłosiła na głos. Nim jednak sama też zachęciła nieznajomą, którą pewnie mogłaby im opowiedzieć masę swoich przygód, ale zaraz ktoś się przy niej pojawił. Jakiś młody chłopak. Coś powiedział i zniknął. Wezwanie? Ale teraz, kiedy trwa tu taka zabawa? A może tylko jakieś wieści i tyle. Nie ponaglała jednak nieznajomej, bo przecież już zaproszenie wystosowane przez Nobou było jasne i klarowne.
- Nie, ja mam tylko starszego brata. A wy? - zapytała jeszcze z ciekawości, nawiązując do pytania Yukari i tym samym rozwiewając ewentualnie wątpliwości co do tego, czy jest spokrewniona z nieznajomą. Nie pamiętała na ten moment, czy rozmawiali o tym tę kilka lat temu z Yukari na trybunach.
Młoda Hyuuga klapnęła na tyłku przy stoliku i upiła ostatniego łyka z kubeczka. Westchnęła jakby zmęczona, chociaż zmęczenia w niej nie było. Tylko lekkie upojenie alkoholowe.
- Ah, nie mam za mocnej głowy. - rzekła rozbawiona, przez moment trzymając się za czoło. Nie czuła się źle, była w doskonałym humorze, ale nie mogła zaprzeczyć temu, że wypite wino miało na nią już wpływ. Oby tylko na drugi dzień nie musiała tego odchorować.
Pokiwała ochoczo głową, w pełni zgadzając się ze słowami swojej przyjaciółki. Zdecydowanie w takim składzie można wiele zdziałać! A wiele przed nimi. Bardzo możliwe, że ich losy się jeszcze splotą i szczerze czerwonowłosa bardzo na to liczyła. I na tę myśl nie wpływał wypity alkohol. Po prostu ich polubiła, a odnalezienie Yukari uważała za cudowny znak. Może to rzeczywiście pora odnaleźć zaginione szczęście? Przyjaźń, o którą nie zabiegała, a która pojawiła się tuż obok niej w postaci czarnowłosej dziewczyny. W tej chwili młoda Hyuugę przepełniał ogrom szcześcia, że się tu znalazła. I głeboko w sercu wierzyła, że to nie było tylko dzieło przypadku. Może to Siedmiu Bogów Szczęścia nad nią czuwa? Może to właśnie oni sprawiają, że znajduje się w odpowiednim miejscu i czasie. Pchnięta to myślą, pomyślała od razu o Azumie. Czy jego też los pozwoli spotkać na swojej drodze? Zdawała sobie sprawę, że sytuacja w jego terenach, jego klanu, nie jest zbyt ciekawa. Walka z dzikimi, co nieco było słychać o walkach z innymi klanami, ale jedynie obiło jej się o uszy. Jak odmienne stały się ich życia przez te lata. Może warto pomóc szczęściu? Na ten moment nie wiedziała, na ile to możliwe, by wybrać się na tereny Ryuzaku no Taki, zresztą to nie był czas, umysł był nieco zamglony i może zbyt pochopnie zaczęła myślec o takiej możliwości. Jednak już była pewna, że ta myśl jej nie opuści. I będzie się starała doprowadzić ją do skutku. Prędzej czy później.
Grupowy uścisk był niczym przypięczętowanie ich znajomości. Czy będę się tego jutro wstydzić? Na pewno nie! Sayuri nie nalezała do osób, które żałowały, że coś uczyniły. Prędzej żałowałoby, że czegoś nie zrobiła. Wtedy myśl, co by było gdyby, mogłaby zatruć jej głowę. A tego, posiadając w sobie jeszcze spore zapasy dziecięcej niewinności i naiwności, nie chciałaby uczynić.
Koncert był przewspaniały, ale oczywiście też musiał się skończyć. Za to Nobou nie zamierzał od tak zostawić publiki bez niczego. Sayuri omal nie zakrzytusiła się kolejnym łykiem wina.
- Żeee coooo, proszęęęę? - wydusiła, klepiąc się po klatce piersiowej. Odstawiła kubek i gdy w końcu złapała oddech, uniosła jedną brew wyżej i spojrzała na mężczyznę z wyzwaniem w oczach. - Pod warunkiem, że ty to prowadzisz. Nie ma nikogo lepszego do tego zadania. Jesteś królem sceny! - zakomunikowała, na koniec znacząco podnosząc głos, by usłyszał ją każdy zainteresowany. Na pewno wszyscy się z nią zgadzali, bo kto zrobił tutaj takie show i porwał publikę?! No właśnie. Toż to Nobou w całej swojej okazałości. I nie myliła się, bo za chwilę pojawiło się okrzyki zgadzające się z jej stwierdzeniem, dlatego, zupełnie jak sześcioletnie dziecko, wyszczerzyła się do chłopaka i wytknęła mu język, jakby chciała powiedzieć: a masz!
Wtedy, nagle, dało się wyczuć coś podobnego, co poczuła przy Ryuunosuke. Chociaż nie było to tak przytłaczające, że aż nie mogła się poruszyć, jednak odczucie tej siły było zauważalne. Może nawet początkowo niezbyt zwróciłaby na to uwagę, gdyby nie to, że Nobuo postanowił zaprosić ową osobę do ich stolika. Czerwonowłosa kunoichi zerknęła w tamtą stronę i przez krótką chwilę stała tak, marszcząc brwi, jakby próbowała coś przeanalizować.
- Czy to ja z przyszłości? - zapytała, jakby nagle ją olśniło. W pozoru brzmiała poważnie, ale nie było na serio. Nie trudno było jednak dojrzeć jakieś podobieństwo, chociaż ewidentnie nie była to kobieta z klanu Hyuuga. Nie była też od niej dużo starsza, ale nagle w głowie Sayuri pojawiła się taka żartobliwa myśl, którą wygłosiła na głos. Nim jednak sama też zachęciła nieznajomą, którą pewnie mogłaby im opowiedzieć masę swoich przygód, ale zaraz ktoś się przy niej pojawił. Jakiś młody chłopak. Coś powiedział i zniknął. Wezwanie? Ale teraz, kiedy trwa tu taka zabawa? A może tylko jakieś wieści i tyle. Nie ponaglała jednak nieznajomej, bo przecież już zaproszenie wystosowane przez Nobou było jasne i klarowne.
- Nie, ja mam tylko starszego brata. A wy? - zapytała jeszcze z ciekawości, nawiązując do pytania Yukari i tym samym rozwiewając ewentualnie wątpliwości co do tego, czy jest spokrewniona z nieznajomą. Nie pamiętała na ten moment, czy rozmawiali o tym tę kilka lat temu z Yukari na trybunach.
Młoda Hyuuga klapnęła na tyłku przy stoliku i upiła ostatniego łyka z kubeczka. Westchnęła jakby zmęczona, chociaż zmęczenia w niej nie było. Tylko lekkie upojenie alkoholowe.
- Ah, nie mam za mocnej głowy. - rzekła rozbawiona, przez moment trzymając się za czoło. Nie czuła się źle, była w doskonałym humorze, ale nie mogła zaprzeczyć temu, że wypite wino miało na nią już wpływ. Oby tylko na drugi dzień nie musiała tego odchorować.
- 22 sty 2026, o 23:58
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
Łatwo powiedzieć, ale już niestety trudniej wykonać. Zwłaszcza, jeśli akurat ta pierwsza gra okazała się tak szczęśliwa.
- Nobuo, no ale sam widziałeś! Aj, mam nadzieję, że ta jedna wygrana nie przesądzi całego mojego losu. - rzekła rozbawiona, czując się już naprawdę bardzo swobodnie i dobrze w obecnym towarzystwie. I wcale nie była to zasługa tych kilku łyków wina! - Ah, najwyżej zamiast zdobywać serca, będę zdobywać zwycięstwa. - rzekła już dość hardo, aczkolwiek to nadal było w formie żartu. Toż to same wygłupy były. Jednak wśród osób, z którymi tak dobrze się rozmawiało, po prostu aż humor sam wystrzelał w górę, jak szalony.
A to ci heca! Jakoś po własnych doświadczeniach z yokai, nie wyobrażała sobie, że te mogą też wyglądać tak, jak to opisała Yukari. Gdzieś jej wyobraźnia zawędrowała na takie tereny, by móc sobie w głowie urzeczywistnić takie obrazek. I w jej mniemaniu wyglądało to dość zabawnie. Może tylko dlatego, że jednak pajęczyca zdawała się być straszniejsza, więc krasnoludek yokai zdawał się być nieszkodliwą wersją.
- To cenne wskazówki. - odpowiedziała koleżance, bo rzeczywiście, czerwonowłosa nie miała styczności z Senrakai i takie rady mogły się przydać. I nawet nie myślała o tym, żeby od razu zabijać, bo wiadomo, to tylko w ostateczności, ale zrobić tak, by nie sprowadzić na siebie zagrożenia, a jednocześnie uniemożliwić dalszy atak.
Nie miała wątpliwości, że Yukari podłapie temat i już nawet odważyła się na stwierdzenie, że Nobuo to łamacz kobiecych serc. Nawet by się nie zdziwiła, bo na pewno przyciągał spojrzenie wielu kobiet. Blondyn też złapał temat i już zaczął mówiąc, czego to nie robi z płcią przeciwną, ale... No właśnie! Czy on własnie powiedział coś o wybuchaniu? Sayuri wbiła w niego swoje jasne spojrzenie i zmrugała parę razy. Nie, nie widać było strachu po niej. Raczej coś w rodzaju ciekawości, może lekkiego zdezorientowania, bo właśnie przeszli z tematu podrywu na temat wybuchania. W sumie... Czy ten jego papier też ma takie wybuchowe możliwości?!
- O nie... No najpierw zaciekawi, a potem haha, żartuje. I tak wodzisz za nos te biedne niewiasty na pewno. No nie, Yukari? - powiedziała udając niby lekkie oburzenie, ale uśmiech na jej twarzy zdradzał wszystko. - No, niech ci będzie. Wybaczone. - dodała, kiedy tylko nalał im wina. Od razu oczywiście też upiła już większego łyczka i westchnęła z zadowolenia. - Dobre. - mruknęła pod nosem, odstawiając kubek na stół.
Mimo, że Nobuo był ewidentnie wstawiony, to takie uczucie ciepełka rozlało się w serduszku Sayuri. To było takie słodkie i zabawne jednocześnie. To, co mówił.
- Ooo, Nobuuuuooooo-kun! - zaczęła rozczulona, oczywiście korzystając z zaproszenia do pijackiego uścisku w tym zacnym trójkącie. - I vice versa. Ty nasz kochany blondasku! - dorzuciła, może nieco za bardzo się spoufalając, ale kto by się teraz tym przejmował? To było piękne spotkanie, super okoliczności, trzeba korzystać. I oby rzeczywiście było im dane jeszcze niejednokrotnie się spotkać.
Atmosfera była doskonała. Chłopak mogłby naprawdę rozkręcać imprezy. Nie wstydził się robić to, na co ma ochotę. I już po chwili śpiewał, chociaż chwilę wcześniej oczywiście jasno zasugerował, że i one powinny do niego dołączyć.
- Dobra, dobra! Dawaj, pokaż jak to się robi! - zachęciła go ponownie i zaczęła klaskać w dłonie, jak tylko zaczął swój pokaz. Przez dłuższą chwilę Sayuri klaskała w dłonie i ochoczo się bujała, ale już po chwili usłyszała, jak inne stoliki dołaczają się do tego pijackiego wykonania. Nobuo aż wskoczył na stolik i kontynuował swój występ. Czerwonowłosa na to się roześmiała, bo cała ta imprezka zmierzała w naprawdę wielce rozrywkowym kierunku. Nie tego się spodziewała jeszcze parę godzin temu, ale bardzo jej się to podobało. Potrzebowała tego. Dlatego młoda Hyuuga trzymając kubek z winem w dłoni, wstała ze swojego miejsca, ale nie zabierała całego show swojemu koledze i nie weszła na stół, a pozostała na ziemi. Dołączyła jednak do śpiewu, chociaż momentami chyba więcej było w tym krzyku niż rzeczywistego śpiewania, ale kto by na to teraz zwracał uwagę. W międzyczasie wniosła naczynie z alkoholem ku górze, jakby chciała wznieść toast i upiła kolejnego łyka. Bujała się rytmicznie, a na jej policzkach pojawiły się już wypieki. Alkohol, dużo śmiechu, trochę ruchu i rumieńce gotowe. Zerknęła jeszcze w międzyczasie na Yukari, czy też poszła w jej ślady.
- Nobuo, no ale sam widziałeś! Aj, mam nadzieję, że ta jedna wygrana nie przesądzi całego mojego losu. - rzekła rozbawiona, czując się już naprawdę bardzo swobodnie i dobrze w obecnym towarzystwie. I wcale nie była to zasługa tych kilku łyków wina! - Ah, najwyżej zamiast zdobywać serca, będę zdobywać zwycięstwa. - rzekła już dość hardo, aczkolwiek to nadal było w formie żartu. Toż to same wygłupy były. Jednak wśród osób, z którymi tak dobrze się rozmawiało, po prostu aż humor sam wystrzelał w górę, jak szalony.
A to ci heca! Jakoś po własnych doświadczeniach z yokai, nie wyobrażała sobie, że te mogą też wyglądać tak, jak to opisała Yukari. Gdzieś jej wyobraźnia zawędrowała na takie tereny, by móc sobie w głowie urzeczywistnić takie obrazek. I w jej mniemaniu wyglądało to dość zabawnie. Może tylko dlatego, że jednak pajęczyca zdawała się być straszniejsza, więc krasnoludek yokai zdawał się być nieszkodliwą wersją.
- To cenne wskazówki. - odpowiedziała koleżance, bo rzeczywiście, czerwonowłosa nie miała styczności z Senrakai i takie rady mogły się przydać. I nawet nie myślała o tym, żeby od razu zabijać, bo wiadomo, to tylko w ostateczności, ale zrobić tak, by nie sprowadzić na siebie zagrożenia, a jednocześnie uniemożliwić dalszy atak.
Nie miała wątpliwości, że Yukari podłapie temat i już nawet odważyła się na stwierdzenie, że Nobuo to łamacz kobiecych serc. Nawet by się nie zdziwiła, bo na pewno przyciągał spojrzenie wielu kobiet. Blondyn też złapał temat i już zaczął mówiąc, czego to nie robi z płcią przeciwną, ale... No właśnie! Czy on własnie powiedział coś o wybuchaniu? Sayuri wbiła w niego swoje jasne spojrzenie i zmrugała parę razy. Nie, nie widać było strachu po niej. Raczej coś w rodzaju ciekawości, może lekkiego zdezorientowania, bo właśnie przeszli z tematu podrywu na temat wybuchania. W sumie... Czy ten jego papier też ma takie wybuchowe możliwości?!
- O nie... No najpierw zaciekawi, a potem haha, żartuje. I tak wodzisz za nos te biedne niewiasty na pewno. No nie, Yukari? - powiedziała udając niby lekkie oburzenie, ale uśmiech na jej twarzy zdradzał wszystko. - No, niech ci będzie. Wybaczone. - dodała, kiedy tylko nalał im wina. Od razu oczywiście też upiła już większego łyczka i westchnęła z zadowolenia. - Dobre. - mruknęła pod nosem, odstawiając kubek na stół.
Mimo, że Nobuo był ewidentnie wstawiony, to takie uczucie ciepełka rozlało się w serduszku Sayuri. To było takie słodkie i zabawne jednocześnie. To, co mówił.
- Ooo, Nobuuuuooooo-kun! - zaczęła rozczulona, oczywiście korzystając z zaproszenia do pijackiego uścisku w tym zacnym trójkącie. - I vice versa. Ty nasz kochany blondasku! - dorzuciła, może nieco za bardzo się spoufalając, ale kto by się teraz tym przejmował? To było piękne spotkanie, super okoliczności, trzeba korzystać. I oby rzeczywiście było im dane jeszcze niejednokrotnie się spotkać.
Atmosfera była doskonała. Chłopak mogłby naprawdę rozkręcać imprezy. Nie wstydził się robić to, na co ma ochotę. I już po chwili śpiewał, chociaż chwilę wcześniej oczywiście jasno zasugerował, że i one powinny do niego dołączyć.
- Dobra, dobra! Dawaj, pokaż jak to się robi! - zachęciła go ponownie i zaczęła klaskać w dłonie, jak tylko zaczął swój pokaz. Przez dłuższą chwilę Sayuri klaskała w dłonie i ochoczo się bujała, ale już po chwili usłyszała, jak inne stoliki dołaczają się do tego pijackiego wykonania. Nobuo aż wskoczył na stolik i kontynuował swój występ. Czerwonowłosa na to się roześmiała, bo cała ta imprezka zmierzała w naprawdę wielce rozrywkowym kierunku. Nie tego się spodziewała jeszcze parę godzin temu, ale bardzo jej się to podobało. Potrzebowała tego. Dlatego młoda Hyuuga trzymając kubek z winem w dłoni, wstała ze swojego miejsca, ale nie zabierała całego show swojemu koledze i nie weszła na stół, a pozostała na ziemi. Dołączyła jednak do śpiewu, chociaż momentami chyba więcej było w tym krzyku niż rzeczywistego śpiewania, ale kto by na to teraz zwracał uwagę. W międzyczasie wniosła naczynie z alkoholem ku górze, jakby chciała wznieść toast i upiła kolejnego łyka. Bujała się rytmicznie, a na jej policzkach pojawiły się już wypieki. Alkohol, dużo śmiechu, trochę ruchu i rumieńce gotowe. Zerknęła jeszcze w międzyczasie na Yukari, czy też poszła w jej ślady.
- 14 sty 2026, o 13:55
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
Gdyby Sayuri wiedziała, jakie pytania chodzą po głowie Yukari odnośnie ich nowo poznanego towarzysza. To jasne, że i czerwonowłosa była bardzo ciekawa nie tylko jego samego, ale też jego umiejętności. Umiejętność kształtowania, być może czegokolwiek dusza zapragnie, z papieru, to było coś niezwykłego. Umiejętność, która mogła nie tylko wspomóc, budować, ale również niszczyć i wyrządzać krzywdę. Ciekawe było, jak papier reagujący na chakrę swojego użytkownika zachowuje się na deszczu. Czy mokry nie nadaje się do użytku? Czy też chronię je jakaś niewidzialna warstwa, jakby otulająca chakra chroniąca przed zamoczeniem. Mogłyby obie pytać zapewne bardzo długo, ale coś czuła, że Nobuko ostrożnie dawkowałby im wiadomości. Niby sprawiał wrażenie otwartego, chętnego do wspólnej rozmowy, ale było coś, dzięki czemu odczuwało się, że nie zdradza wszystkiego i jeszcze wiele mógłby powiedzieć. Jednakże Sayuri wiedziała, że jeśli coś ma się wydarzyć, trzeba temu dać czas. Oby jednak nie musieli poznawać się lepiej w walce na śmierć i życie. Młoda kunoichi raczej wolałaby uniknąć takiej sytuacji. Nawet, jeśli los bywa przewrotny.
- Ogólnie nie polecam. – powiedziała pół żartem, pół serio. Pewnie bardziej doświadczony ninja szybko poradziłby sobie z zagrożeniem, ale jej to trochę zajęło. I na szczęście miała wsparcie. – Akurat ten yokai posługiwał się genjutsu i właśnie pajęczymi nićmi. – dodała już poważnie, nie bojąc się zdradzić takich rzeczy. Być może oni kiedyś też napotkają na taki twór i dzięki temu będą wiedzieli co zrobić. Chociaż nie mogli mieć pewności, że kolejny yokai, będący podobny do tego, którego spotkała, będzie miał takie same umiejętności. – I jadła ludzi, brrrr! – dopowiedziała i pokręciła głową, jakby odganiała od siebie wyobrażenie tego wszystkiego. Nawet nie chciała myśleć, ilu ludzi już mogła ta pajęczyca zjeść.
Yukari za to spotkała nie tylko yokai, ale i Senrakai. Jednak jej wcześniejsza reakcja na pajęczycę sprawiło, że młoda Hyuuga pomyślała, iż yokai, jakiego czarnowłosa spotkała, mógł być troszkę mniej szkodliwy. Chętnie jednak dowiedziałaby się co nieco. Informacje w tym świecie były niezwykle ważne. Za to Nobou nie miał wątpliwej przyjemności, by zmierzyć się z zagrożeniem z jakiejkolwiek z tych dwóch grup. Za to jednak co nieco wiedział, o czym sam wspomniał.
- Ale wyszłaś cało z obu tych spotkań, Yukari-chan! – podkreśliła i objęła koleżankę ramieniem. To był taki przyjacielski, ciepły uścisk. – Na pewno masz niesamowite zdolności. – powiedziała z szerokim uśmiechem. Może i obie trochę przezimowały kilka lat, ale chyba nie były takie najgorsze. Zwłaszcza Yukari, bo wychodziło na to, że miała jednak zdecydowanie więcej przygód niż Sayuri. I siedziały tutaj razem z Nobou. Silniejsze o doświadczenia, bogatsze o wiedzę. Nie zawsze siła fizyczna czy arsenał technik przesądzał o tym, co się wydarzy. W wielu przypadkach dużo bardziej przydawał się spryt i pomysłowość. I nie wątpiła w to, że jej przyjaciółka posiada obie te cechy.
- W sumie to nie wiem, Nobou, czy życzyć ci spotkania z nimi, czy nie… - przerwała, mając na myśli oba zagrożenia. Yokai, jak i Senrakai. -…z jednej strony lepiej nie, z drugiej, chyba trzeba się tym zająć, bo z czasem może być gorzej. Giną niewinni. – dodała, ostatnie dwa słowa wypowiadając nieco ciszej, z wyczuwalnym smutkiem w głosie. Wiedziała, że tak już jest na tym świecie, ale czy musiała się na to godzić? Mogło ją to smucić, miała do tego prawo. I mogła próbować to zmieniać. I taka była jej wola.
Dowiedziały się czegoś więcej o mężczyźnie. Wydawał się być w tym wszystkim szczery, więc nie miała podstaw nie wierzyć w tę opowieść. Zresztą, po co miałby kłamać?
- Przykro mi, że cię to spotkało. – powiedziała, szczerze współczując koledze. Nie, nie użalała się nad nim, bo to przecież było dawno i już minęło. Jednak nie zazdrościła tego, że w dzieciństwie doświadczył odrzucenia. – Czasami ciężko ludziom pojąć, że ktoś może być inny. A dzieci potrafią być brutalnie szczere. – dopowiedziała nieco zakłopotana taką postawą. Sama przecież przedstawiała odwrotne wartości. Poza tym ciągle tkwiło w niej ciekawskie dziecko i chciała wiedzieć dużo, po prostu. – Teraz za to robisz furrorę, co? – zapytała rozbawiona, nie chcąc w sumie zbytnio pchać ich wszystkich w przykre tematy. Było i minęło. Zresztą Nobuo nie wydawał się być jakoś przybity wydarzeniami z dzieciństwa. Być może zdążył to przepracować i wiedział, że w sumie liczy się to co jest tu i teraz. I co będzie.
Wyglądało na to, że jednak to czerwonowłosa wygrała. Aż wyprostowała się, wstając z miejsce i w geście triumfu uniosła ręce wysoko.
- Ej! – zaprotestowała, zaraz opierając dłonie o stół i spojrzała na Yukari. – Mam być starą panną? – zapytała z wyrzutem, ale zaraz roześmiała się wesoło. Oczywiście nie brała tego do siebie. Nie wiedziała, co jej życie przyniesie. Nie planowała takich rzeczy. Bycia z kimś, zakładania rodziny. Może kiedyś, pewnie tak by wypadało, ale jeśli ma być, to przyjdzie samo. Niezmiernie nie chciała powielać tradycji ustawianego zamążpójścia.
Alkohol chyba udzielał się dość porządnie wszystkim. No może Sayuri troszkę mniej, bo wciąż dawkowało sobie tę przyjemność, ale i na jej policzkach pojawiło się zaróżowienie, mówiące o tym, że alkohol już zaczyna grzać.
- Nobuuuuoooooo. – przeciągnęła, zwracając swoje spojrzenie na chłopaka. – Nie bądź taka cwana bestia! – rzuciła, szczerząc się od ucha do ucha i wzięła swój kubeczek w dłoń. Miała tam jeszcze całkiem sporo, na parę łyków jeszcze starczy, dlatego ponownie skosztowała wina. – Jako główny prowodyr, musisz koniecznie zacząć! Może Sakura sakura? Albo Kokiriko? – zapytała, robiąc dzióbek z ust, jakby głęboko zastanawiała się nad tym, co może zaśpiewać Nobuko. Były to dwie pieśni, które raczej większość ludzi znała, no ale też nie mogła dać sobie ręki uciąć, że tak było. – No nie wstydź się! – zachęciła go i wyciągnęła kubek w jego stronę, chcąc symbolicznie stuknąć się naczyniami z winem.
- Ogólnie nie polecam. – powiedziała pół żartem, pół serio. Pewnie bardziej doświadczony ninja szybko poradziłby sobie z zagrożeniem, ale jej to trochę zajęło. I na szczęście miała wsparcie. – Akurat ten yokai posługiwał się genjutsu i właśnie pajęczymi nićmi. – dodała już poważnie, nie bojąc się zdradzić takich rzeczy. Być może oni kiedyś też napotkają na taki twór i dzięki temu będą wiedzieli co zrobić. Chociaż nie mogli mieć pewności, że kolejny yokai, będący podobny do tego, którego spotkała, będzie miał takie same umiejętności. – I jadła ludzi, brrrr! – dopowiedziała i pokręciła głową, jakby odganiała od siebie wyobrażenie tego wszystkiego. Nawet nie chciała myśleć, ilu ludzi już mogła ta pajęczyca zjeść.
Yukari za to spotkała nie tylko yokai, ale i Senrakai. Jednak jej wcześniejsza reakcja na pajęczycę sprawiło, że młoda Hyuuga pomyślała, iż yokai, jakiego czarnowłosa spotkała, mógł być troszkę mniej szkodliwy. Chętnie jednak dowiedziałaby się co nieco. Informacje w tym świecie były niezwykle ważne. Za to Nobou nie miał wątpliwej przyjemności, by zmierzyć się z zagrożeniem z jakiejkolwiek z tych dwóch grup. Za to jednak co nieco wiedział, o czym sam wspomniał.
- Ale wyszłaś cało z obu tych spotkań, Yukari-chan! – podkreśliła i objęła koleżankę ramieniem. To był taki przyjacielski, ciepły uścisk. – Na pewno masz niesamowite zdolności. – powiedziała z szerokim uśmiechem. Może i obie trochę przezimowały kilka lat, ale chyba nie były takie najgorsze. Zwłaszcza Yukari, bo wychodziło na to, że miała jednak zdecydowanie więcej przygód niż Sayuri. I siedziały tutaj razem z Nobou. Silniejsze o doświadczenia, bogatsze o wiedzę. Nie zawsze siła fizyczna czy arsenał technik przesądzał o tym, co się wydarzy. W wielu przypadkach dużo bardziej przydawał się spryt i pomysłowość. I nie wątpiła w to, że jej przyjaciółka posiada obie te cechy.
- W sumie to nie wiem, Nobou, czy życzyć ci spotkania z nimi, czy nie… - przerwała, mając na myśli oba zagrożenia. Yokai, jak i Senrakai. -…z jednej strony lepiej nie, z drugiej, chyba trzeba się tym zająć, bo z czasem może być gorzej. Giną niewinni. – dodała, ostatnie dwa słowa wypowiadając nieco ciszej, z wyczuwalnym smutkiem w głosie. Wiedziała, że tak już jest na tym świecie, ale czy musiała się na to godzić? Mogło ją to smucić, miała do tego prawo. I mogła próbować to zmieniać. I taka była jej wola.
Dowiedziały się czegoś więcej o mężczyźnie. Wydawał się być w tym wszystkim szczery, więc nie miała podstaw nie wierzyć w tę opowieść. Zresztą, po co miałby kłamać?
- Przykro mi, że cię to spotkało. – powiedziała, szczerze współczując koledze. Nie, nie użalała się nad nim, bo to przecież było dawno i już minęło. Jednak nie zazdrościła tego, że w dzieciństwie doświadczył odrzucenia. – Czasami ciężko ludziom pojąć, że ktoś może być inny. A dzieci potrafią być brutalnie szczere. – dopowiedziała nieco zakłopotana taką postawą. Sama przecież przedstawiała odwrotne wartości. Poza tym ciągle tkwiło w niej ciekawskie dziecko i chciała wiedzieć dużo, po prostu. – Teraz za to robisz furrorę, co? – zapytała rozbawiona, nie chcąc w sumie zbytnio pchać ich wszystkich w przykre tematy. Było i minęło. Zresztą Nobuo nie wydawał się być jakoś przybity wydarzeniami z dzieciństwa. Być może zdążył to przepracować i wiedział, że w sumie liczy się to co jest tu i teraz. I co będzie.
Wyglądało na to, że jednak to czerwonowłosa wygrała. Aż wyprostowała się, wstając z miejsce i w geście triumfu uniosła ręce wysoko.
- Ej! – zaprotestowała, zaraz opierając dłonie o stół i spojrzała na Yukari. – Mam być starą panną? – zapytała z wyrzutem, ale zaraz roześmiała się wesoło. Oczywiście nie brała tego do siebie. Nie wiedziała, co jej życie przyniesie. Nie planowała takich rzeczy. Bycia z kimś, zakładania rodziny. Może kiedyś, pewnie tak by wypadało, ale jeśli ma być, to przyjdzie samo. Niezmiernie nie chciała powielać tradycji ustawianego zamążpójścia.
Alkohol chyba udzielał się dość porządnie wszystkim. No może Sayuri troszkę mniej, bo wciąż dawkowało sobie tę przyjemność, ale i na jej policzkach pojawiło się zaróżowienie, mówiące o tym, że alkohol już zaczyna grzać.
- Nobuuuuoooooo. – przeciągnęła, zwracając swoje spojrzenie na chłopaka. – Nie bądź taka cwana bestia! – rzuciła, szczerząc się od ucha do ucha i wzięła swój kubeczek w dłoń. Miała tam jeszcze całkiem sporo, na parę łyków jeszcze starczy, dlatego ponownie skosztowała wina. – Jako główny prowodyr, musisz koniecznie zacząć! Może Sakura sakura? Albo Kokiriko? – zapytała, robiąc dzióbek z ust, jakby głęboko zastanawiała się nad tym, co może zaśpiewać Nobuko. Były to dwie pieśni, które raczej większość ludzi znała, no ale też nie mogła dać sobie ręki uciąć, że tak było. – No nie wstydź się! – zachęciła go i wyciągnęła kubek w jego stronę, chcąc symbolicznie stuknąć się naczyniami z winem.
- 12 sty 2026, o 09:08
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
Pewnie mogłyby tu obie snuć wiele przypuszczeń na temat Azumy, ale prawda była taka, że dopóki któraś z nich go nie spotka, to nie będą miały pewności co do tego, jakim stał się mężczyzną. Czerwonowłosa chyba nawet nie starała się snuć jakichkolwiek wyobrażeń na temat tego, jak wygląda i jaki winien być. Bo to przecież nie od niej zależało. Poza tym, po co było to robić? To groziłoby dwoma scenariuszami. Albo pozytywnym zaskoczeniem albo negatywnym. A tak to, jeśli kiedykolwiek bogowie pozwolą im się spotkać, to będzie bez większych oczekiwań. Miała jedynie nadzieje, że wciąż o niej pamięta. Dlatego słowa Yukari pokrzepiały jej serce. Posłała jej ciepły uśmiech, na ten moment uznając chyba temat za zakończony. Mieli w końcu towarzysza, który zapewne Azumy nie znał. Kiwnęła również ochoczo głową z aprobatą na kolejne wypowiedzi czarnowłosej. Wspólne treningi na pewno pozwoliłyby im się zdecydowanie lepiej rozwinąć. I poznać. Bardzo jej się podobała ta wizja. Ale na pewno zdążą się jeszcze dogadać co i jak.
Twory z kartek, możliwość zabicia nimi... W sumie to nic dziwnego. W tym świecie istniało tyle różnych umiejętności, ale każda z nich, przynajmniej według Sayuri, była na swój sposób wyjątkowa. O tym, co prezentował Noblu, nie słyszała i nie widziała na własne oczy. Jeżeli tak, to chyba nie był tutejszy. Jednakże czy to wzbudziło jakieś wątpliwości w czerwonowłosej? Na ten moment nie. Był sympatyczny, dość otwarty i nie wydawał się być nachlany. Wszystko dość naturalnie i swobodnie wychodziło.
Rzuciła swoimi kośćmi, idąc w ślad za Nobuo. I już za pierwszym razem trafiła jej się jedna para! Kolejne dwa rzuty niestety nic nie przyniosły, ale już miała jeden punkt po trzech rzutach.
- Ah, jeszcze nie miałam okazji. - odpowiedziała Nobuo, zgarniając swoje kostki po trzecim rzucie. Napiła się łyk wina, które delikatnie gryzło w gardło, ale było przyjemne w smaku. Rzeczywiście, tutaj mężczyzna nie pomylił się co do niej i raczej ostrożnie dawkowała sobie alkohol. Nigdy nie piła go w większych ilościach, więc wolałaby w takim miejscu nie przekroczyć magicznej granicy. O ile zdąży ją zauważyć. - Jednak miałam nieprzyjemność spotkać yokai. I to pajęczyce! - dodała, niemalże wzdrygając się na samą myśl. Nie, nie brzydziło ją wspomnienie o tym czymś. Raczej o tym, co ta pajęczyca chciała z nimi zrobić. Zjeść. I gdyby tak było, to wcale właśnie by tu nie siedziała, tylko już dawno zostałyby z niej pewnie tylko kości.
Wykonała parę kolejnych rzutów, przy czym za szóstym rzutem wypadły jej trzy dwójki! Czerwonowłosa aż otworzyła szerzej usta w zdziwieniu.
- Widzicie?! - zapytała zdziwiona, bo dzięki temu miała już cztery punkty w sześciu rzutach. Kolejny rzut niestety nie był już taki szczęśliwy, ale ósmy rzut przyniósł kolejną parę, więc punktów było już pięć. - To chyba szczęście początkującego, Nobuo. - roześmiała się, bo jakoś nie czuła się mocna w tego typu grach. Ale jednak nawet całkiem nieźle jej szło.
- A ty masz coś ciekawego do opowiedzenia? Nie kojarzę, by Karmazynowe Szczyty mogły poszczycić się ninja, z takimi umiejętnościami, jak ty. - dopowiedziała, zerkając uważnie na chłopaka. Nie było w tym nic złośliwego. W jej głosie słychać było ciekawość, interesowało ją to. Może uzyska odpowiedź i będą mogli pociągnąć trochę temat? Czekała też na to, co Yukari odpowie. Owszem, mówiła jej niedawno, że niezbyt wiele się wydarzyło, ale może chociaż jakaś jedna, wyjątkowa przygoda? A może i ona miała styczność yokai? W sumie dobrze byłoby zebrać więcej informacji, by wiedzieć, jak z tym czymś może jeszcze skutecznie walczyć.
- Siedem w dziesięciu rzutach! - zakomunikowała, kiedy dwa kolejne rzuty, już ostatnie, przyniosły jej dwie pary. Oj, to było coś. Czuła się jak taki mały zwycięzca, chociaż jeszcze nie wszystko było jasne. Może jednak ktoś przebije jej wynik. Kostki rzeczywiście były mocno nieprzewidywalne, decydował los. Albo jak kto woli... Decydowali bogowie.
Twory z kartek, możliwość zabicia nimi... W sumie to nic dziwnego. W tym świecie istniało tyle różnych umiejętności, ale każda z nich, przynajmniej według Sayuri, była na swój sposób wyjątkowa. O tym, co prezentował Noblu, nie słyszała i nie widziała na własne oczy. Jeżeli tak, to chyba nie był tutejszy. Jednakże czy to wzbudziło jakieś wątpliwości w czerwonowłosej? Na ten moment nie. Był sympatyczny, dość otwarty i nie wydawał się być nachlany. Wszystko dość naturalnie i swobodnie wychodziło.
Rzuciła swoimi kośćmi, idąc w ślad za Nobuo. I już za pierwszym razem trafiła jej się jedna para! Kolejne dwa rzuty niestety nic nie przyniosły, ale już miała jeden punkt po trzech rzutach.
- Ah, jeszcze nie miałam okazji. - odpowiedziała Nobuo, zgarniając swoje kostki po trzecim rzucie. Napiła się łyk wina, które delikatnie gryzło w gardło, ale było przyjemne w smaku. Rzeczywiście, tutaj mężczyzna nie pomylił się co do niej i raczej ostrożnie dawkowała sobie alkohol. Nigdy nie piła go w większych ilościach, więc wolałaby w takim miejscu nie przekroczyć magicznej granicy. O ile zdąży ją zauważyć. - Jednak miałam nieprzyjemność spotkać yokai. I to pajęczyce! - dodała, niemalże wzdrygając się na samą myśl. Nie, nie brzydziło ją wspomnienie o tym czymś. Raczej o tym, co ta pajęczyca chciała z nimi zrobić. Zjeść. I gdyby tak było, to wcale właśnie by tu nie siedziała, tylko już dawno zostałyby z niej pewnie tylko kości.
Wykonała parę kolejnych rzutów, przy czym za szóstym rzutem wypadły jej trzy dwójki! Czerwonowłosa aż otworzyła szerzej usta w zdziwieniu.
- Widzicie?! - zapytała zdziwiona, bo dzięki temu miała już cztery punkty w sześciu rzutach. Kolejny rzut niestety nie był już taki szczęśliwy, ale ósmy rzut przyniósł kolejną parę, więc punktów było już pięć. - To chyba szczęście początkującego, Nobuo. - roześmiała się, bo jakoś nie czuła się mocna w tego typu grach. Ale jednak nawet całkiem nieźle jej szło.
- A ty masz coś ciekawego do opowiedzenia? Nie kojarzę, by Karmazynowe Szczyty mogły poszczycić się ninja, z takimi umiejętnościami, jak ty. - dopowiedziała, zerkając uważnie na chłopaka. Nie było w tym nic złośliwego. W jej głosie słychać było ciekawość, interesowało ją to. Może uzyska odpowiedź i będą mogli pociągnąć trochę temat? Czekała też na to, co Yukari odpowie. Owszem, mówiła jej niedawno, że niezbyt wiele się wydarzyło, ale może chociaż jakaś jedna, wyjątkowa przygoda? A może i ona miała styczność yokai? W sumie dobrze byłoby zebrać więcej informacji, by wiedzieć, jak z tym czymś może jeszcze skutecznie walczyć.
- Siedem w dziesięciu rzutach! - zakomunikowała, kiedy dwa kolejne rzuty, już ostatnie, przyniosły jej dwie pary. Oj, to było coś. Czuła się jak taki mały zwycięzca, chociaż jeszcze nie wszystko było jasne. Może jednak ktoś przebije jej wynik. Kostki rzeczywiście były mocno nieprzewidywalne, decydował los. Albo jak kto woli... Decydowali bogowie.
- 7 sty 2026, o 22:46
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
Czerwonowłosej nie umknęło westchnięcie, jakie wydobyło się z ust Minari po jej propozycji. Oczywiście nie chciała narzucać swojej woli. Zawsze wolała, by i jej towarzysz czuł się komfortowo. Sama zaś wyraziła swoją nadzieję, jednocześnie między wierszami próbując przemycić fakt, że jest otwarta na koleżeńską znajomość. Możliwe, że nie było to jednak zbyt widoczne, dlatego nie napierała i nie kontynuowała tematu. W ogóle, kiedy od czasu do czasu spoglądała na nią, wydawała się być dość zamyślona, jakby nieco nieobecna. Oczywiście jeszcze nie znała białowłosej na tyle, by móc być tego pewnym, dlatego nie reagowała. Być może nie należała do dość śmiałych osób, które nie krępują się obecnością nowo poznanych osób. Udało się jednak zamienić parę zdań, z których co nieco się o niej dowiedziała, jednak młoda kunoichi musiała od nich odejść. Wezwanie - zrozumiała sprawa. Jednak szkoda, że tak szybko. Najwidoczniej nie każdemu będzie dane się tutaj pobawić. Kto wie, może będzie jeszcze okazja spotkać się w spokojniejszych warunkach i równie miło spędzić czas. Może w gorących źródłach?
- Do zobaczenia! - rzuciła jeszcze za nowo poznaną koleżanką i chwilę odprowadziła ją wzrokiem. Zniknęła jednak zaraz w tłumie ludzie i tylko jeszcze przez chwilę gdzieś przebijały się jej białe włosy.
- Tak, mam. I mam nadzieję, że on nadal nosi drugą część. - odpowiedziała Yukari, szczerząc się od ucha do ucha. - No pewnie, że pozdrowię! Może ściągnę go do nas i spędzimy trochę czasu w trójkę. - zaproponowała, zupełnie jakby znów była tym samym dzieckiem, co na trybunach w Yinzin. Cieszyła się ogromnie na samą myśl, że takie spotkanie mogłoby się wydarzyć. Tak jak jej czarnowłosa koleżanka, była niezmiernie ciekawa co u niego.
Młoda Hyuuga roześmiała się na komentarz Yukari dotyczący reputacji. Strzał w dziesiątkę! Mimo, że z Shirako też mogła sobie pożartować, to jednak brakowało jej dziewczęcego towarzystwa. To nie był przypadek, że się tutaj spotkały.
- No wiesz, Nobuo, może my tylko tak słodko wyglądamy. - powiedziała całkiem już poważnie, ale jej rumiane policzki zdradzały wszystko, także zaraz roześmiała się radośnie.
- Powiem ci, że to byłoby odważne. Należeć do Senrankai i wejść tutaj, prosto w paszczę lwa. - zadumała i zmrużyła oczy. Odważny to byłby krok. - Więc być może, być może... - wyszeptała, jakby chcąc zbudować napięcie, ale jasnym było, że nie mówiła poważnie. - No chyba, że ty! - dorzuciła, gwałtownie odwracając się w stronę mężczyzny. Szturchnęła go delikatnie, tak po koleżeńsku, rzecz jasna i akurat Nobuo im na chwilę odszedł, więc przeniosła swoje spojrzenie na Yukari.
- Jakbym słyszała o sobie. - odpowiedziała jej, wracając do tematu o tym, co się z nimi działo przez ten czas. - Trochę opiekowałam się moją babcią, więc zaniedbałam treningi. Później ciężko było wrócić, nie miałam większej motywacji. Dopiero teraz czuję, że coś się zaczyna dziać i że w końcu idę do przodu. - wyjawiła koleżance i dzięki jej zwiedzeniu, nie czuła się sama w tej swojej dziwnej przerwie. Że to się może zdarzyć, i że nie zawsze trzeba gnać na siłę, żyć w pogoni za czymś większym. Na wszystko przychodzi czas.
Nobuo wrócił, więc zgarnęła swój kubek i uniosła wyżej.
- To za spotkanie. - powiedziała zadowolona i skosztowała dobrego wina. Ostatnio piła jakiś czas temu, ale to też raczej była degustacja. Tutaj zresztą nie zamierzała się upijać. Tak miała w planach. I chyba żaden bóg się z tego planu nie śmieje, prawda?
I tak oto, ona i Yukari miały okazję podziwiać, jak kartki papieru zamieniają się w kostki. Sayuri mrugnęła kilka razy, bo może to nie było coś super widowiskowego, ale pierwszy raz widziała taką umiejętność na własne oczy. Rzecz jasna słuchała równiez zasad, które im przedstawił. Nie były trudne.
- Super, jasna sprawa. Ja mogę grać. Jaką wartość uznajemy za kończącą? - zapytała, bo najwidoczniej mogli sobie to ustalić. Raczej rzadko kiedy uda się wyrzucić trzy te same liczby oczek na kostkach. Para była bardziej prawdopodobna, ale to też na pewno nie zdarzało się jakoś super często. - Może do dziesięciu na start? - zaproponowała i upiła kolejny łyk wina. Nie grała, nie wiedziała, dlatego to była tylko propozycja. Mogło to być za mało, albo nawet i za dużo. Kto wie?
- Do zobaczenia! - rzuciła jeszcze za nowo poznaną koleżanką i chwilę odprowadziła ją wzrokiem. Zniknęła jednak zaraz w tłumie ludzie i tylko jeszcze przez chwilę gdzieś przebijały się jej białe włosy.
- Tak, mam. I mam nadzieję, że on nadal nosi drugą część. - odpowiedziała Yukari, szczerząc się od ucha do ucha. - No pewnie, że pozdrowię! Może ściągnę go do nas i spędzimy trochę czasu w trójkę. - zaproponowała, zupełnie jakby znów była tym samym dzieckiem, co na trybunach w Yinzin. Cieszyła się ogromnie na samą myśl, że takie spotkanie mogłoby się wydarzyć. Tak jak jej czarnowłosa koleżanka, była niezmiernie ciekawa co u niego.
Młoda Hyuuga roześmiała się na komentarz Yukari dotyczący reputacji. Strzał w dziesiątkę! Mimo, że z Shirako też mogła sobie pożartować, to jednak brakowało jej dziewczęcego towarzystwa. To nie był przypadek, że się tutaj spotkały.
- No wiesz, Nobuo, może my tylko tak słodko wyglądamy. - powiedziała całkiem już poważnie, ale jej rumiane policzki zdradzały wszystko, także zaraz roześmiała się radośnie.
- Powiem ci, że to byłoby odważne. Należeć do Senrankai i wejść tutaj, prosto w paszczę lwa. - zadumała i zmrużyła oczy. Odważny to byłby krok. - Więc być może, być może... - wyszeptała, jakby chcąc zbudować napięcie, ale jasnym było, że nie mówiła poważnie. - No chyba, że ty! - dorzuciła, gwałtownie odwracając się w stronę mężczyzny. Szturchnęła go delikatnie, tak po koleżeńsku, rzecz jasna i akurat Nobuo im na chwilę odszedł, więc przeniosła swoje spojrzenie na Yukari.
- Jakbym słyszała o sobie. - odpowiedziała jej, wracając do tematu o tym, co się z nimi działo przez ten czas. - Trochę opiekowałam się moją babcią, więc zaniedbałam treningi. Później ciężko było wrócić, nie miałam większej motywacji. Dopiero teraz czuję, że coś się zaczyna dziać i że w końcu idę do przodu. - wyjawiła koleżance i dzięki jej zwiedzeniu, nie czuła się sama w tej swojej dziwnej przerwie. Że to się może zdarzyć, i że nie zawsze trzeba gnać na siłę, żyć w pogoni za czymś większym. Na wszystko przychodzi czas.
Nobuo wrócił, więc zgarnęła swój kubek i uniosła wyżej.
- To za spotkanie. - powiedziała zadowolona i skosztowała dobrego wina. Ostatnio piła jakiś czas temu, ale to też raczej była degustacja. Tutaj zresztą nie zamierzała się upijać. Tak miała w planach. I chyba żaden bóg się z tego planu nie śmieje, prawda?
I tak oto, ona i Yukari miały okazję podziwiać, jak kartki papieru zamieniają się w kostki. Sayuri mrugnęła kilka razy, bo może to nie było coś super widowiskowego, ale pierwszy raz widziała taką umiejętność na własne oczy. Rzecz jasna słuchała równiez zasad, które im przedstawił. Nie były trudne.
- Super, jasna sprawa. Ja mogę grać. Jaką wartość uznajemy za kończącą? - zapytała, bo najwidoczniej mogli sobie to ustalić. Raczej rzadko kiedy uda się wyrzucić trzy te same liczby oczek na kostkach. Para była bardziej prawdopodobna, ale to też na pewno nie zdarzało się jakoś super często. - Może do dziesięciu na start? - zaproponowała i upiła kolejny łyk wina. Nie grała, nie wiedziała, dlatego to była tylko propozycja. Mogło to być za mało, albo nawet i za dużo. Kto wie?
- 5 sty 2026, o 19:25
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
Czerwonowłosa posłała nieco zakłopotany uśmiech Minari. Rzecz jasna rozumiała dlaczego zwróciła się do niej w ten sposób. Były jednak w podobnym wieku, więc Sayuri przypuszczała, że białowłosa jest jednak bardziej doświadczoną kunoichi, niż ona.
- Skoro już się znamy, będzie mi miło, jak pozostaniemy na ty. O ile Ci to odpowiada. - rzuciła propozycją, ponieważ sama wiedziała, jak ważne są maniery i z takimi również się wychowywała. Oczywiście chciała poznać też zdanie Minari, ponieważ i ona musiała czuć się z tym komfortowo. Nie chciała wprowadzać jej w zakłopotanie.
Na jej policzkach pojawiło się zaróżowienie, w reakcji na komplement Yukari. Wyszczerzyła się zaraz od ucha do ucha i zaśmiała cicho.
- Jednak dobrze od czasu do czasu się wyróżniać. - zażartowała, chociaż zdawała sobie sprawę, że to ma również drugą stronę medalu. Bycie bardziej rozpoznawalnym mogło nieść ze sobą niebezpieczeństwo. Czasami łatwiej było być anonimowym. - Dziękuję, Yukari-chan. Jak widać, w tym towarzystwie same piękności. - dodała zadowolona, bo naprawdę tak sądziła. Nie, żeby była jakimś narcyzem, bo to w ogóle do niej nie pasowało. Ale raczej żadnej z nich nie można było niczego ująć.
Na propozycję zajęcia miejsc przy jednym ze stołów kiwnęła ochoczo głową, zgadzając się. Nim odpowiedziała jeszcze na jakiekolwiek pytania, najpierw znalazły miejsce i oczywiście dodatkowy kubeczek dla czerwonowłosej na wino.
- Ryuunusuke-sama jest twoim wujkiem? - zapytała Minari, raczej z ciekawości, ale to była naprawdę duża nowina! - Kiedy spotkałam go pierwszy raz, nie mogłam nawet drgnać. Jego aura była tak przytłaczająca, potężna... - zaczeła mówić, przypominając sobie tę chwilę. Nie było jednak w jej tonie głosu ani krzty strachu. Raczej podziw i zaciekawienie. -...ale w tym wszystkim czuć od niego taką dobroć. Ale masz fajnie, Minari. - dopowiedziała, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech. Od takiego człowieka można się było wiele nauczyć. A nawet, jeśli nie, to same jego opowieści na pewno były fascynującego i zapierające dech w piersiach! Następnie spojrzała na swoją odnalezioną koleżankę, która zanim usiadły, wspomniała o Azumie. Trudno byłoby o nim zapomnieć. Wciąż zajmował wyjątkowe miejsce w jej sercu, mimo, że nie widzieli się tyle lat.
- Niestety nasze drogi nie zeszły się już od turnieju w Yinzin. - odpowiedziała nieco ze smutkiem, ponieważ wciąż sprawiało jej to przykrość. - Jednak wciąż jest tutaj. - przerwała, dotykając dłonią wisiorek w kształcie połowy shurikena. Miała nadzieję, że i jej przyjaciel dalej go nosi. Bo że żyje, to nie miała wątpliwości. Nie było innej opcji.
- Nam też trochę zeszło, zanim się spotkałyśmy. Może to znak, że i z Azumą niedługo się odnajdziemy? Jestem ogromnie ciekawa, co u niego. Był ambitny, gotowy do działania, ale jednocześnie pogodny i uśmiechnięty. Na pewno zaszedł juz wysoko. - powiedziała, uśmiechając się łagodnie. Mimo, iż brak kontaktu przez tak długo czas powodował u niej smutek, to zawsze miło go wspominała. Było widać po jej twarzy, że naprawdę chciałaby go jeszcze spotkać, przekonać się, kim się stał. I czy wciąż ją pamięta. - I tak, zdecydowanie musimy obgadać, jak zorganizować następne spotkanie. Nie mamy w końcu do siebie tak daleko, żeby kolejne osiem lat czekać. - zaśmiała się, bo naprawdę być tak blisko i tyle czasu nie mieć okazji się spotkać, to juz chyba niefart był po prostu. Ale sam fakt, że Sayuri przez długi czas była, ale jakby jej nie było w życiu ninja, na pewno nie ułatwiał sprawy.
- Od dawna już jesteście w obozach? - zagadała jeszcze, podsuwając swój kubeczek do Yukari. No skoro już siedzą, to chyba czas się napić za to spotkanie! Parę kropel wina nie zaszkodzi. Zwłaszcza ichniejszego. - Ja, przyznam wam, lekko na wariata się tutaj znalazłam. Myślałam już, że Tayakama-sama mnie wykurzy. - zaśmiała się, bo teraz z tego można było się śmiać. Wcześniej nie było jej aż tak do śmiechu. Ale było i minęło. Nim jednak zdążyła rozwinąć swoją wypowiedź, do ich stolika dosiadł się młody mężczyzna. - Hyuuga Sayuri. - odpowiedziała na jego pytanie, skinając lekko głową w dół w jego stronę, czekając też, aż przedstawią się jej koleżanki. Blondwłosy Nobuo zdawał się nie krępować towarzystwem trzech kobiet. W końcu sam się dosiadł. Nie kojarzyła tego mężczyzny, zapewne jej towarzyszki także, skoro się przedstawiał. Na wzmiankę o papierosie nie zareagowała. Nie była to jej bajka, ale przecież nikomu nie broniła. Byli na świeżym powietrzu. A przecież nie dmuchał jej prosto w twarz, prawda?
- Ah, Yukari bardzo chce się sprawdzić! - zakomunikowała, wyprzedzając koleżankę i posłała jej szeroki uśmiech. - Ja z chęcią wysłucham zasad. Prawdę powiedziawszy, nigdy w to nie grałam. Raczej w moim domostwie to mężczyźni właśnie, tak jak ty, Nobuo-san, praktykowali gry losowe. - dodała spokojnie, ale w sumie czemu by nie spróbować?
- Skoro już się znamy, będzie mi miło, jak pozostaniemy na ty. O ile Ci to odpowiada. - rzuciła propozycją, ponieważ sama wiedziała, jak ważne są maniery i z takimi również się wychowywała. Oczywiście chciała poznać też zdanie Minari, ponieważ i ona musiała czuć się z tym komfortowo. Nie chciała wprowadzać jej w zakłopotanie.
Na jej policzkach pojawiło się zaróżowienie, w reakcji na komplement Yukari. Wyszczerzyła się zaraz od ucha do ucha i zaśmiała cicho.
- Jednak dobrze od czasu do czasu się wyróżniać. - zażartowała, chociaż zdawała sobie sprawę, że to ma również drugą stronę medalu. Bycie bardziej rozpoznawalnym mogło nieść ze sobą niebezpieczeństwo. Czasami łatwiej było być anonimowym. - Dziękuję, Yukari-chan. Jak widać, w tym towarzystwie same piękności. - dodała zadowolona, bo naprawdę tak sądziła. Nie, żeby była jakimś narcyzem, bo to w ogóle do niej nie pasowało. Ale raczej żadnej z nich nie można było niczego ująć.
Na propozycję zajęcia miejsc przy jednym ze stołów kiwnęła ochoczo głową, zgadzając się. Nim odpowiedziała jeszcze na jakiekolwiek pytania, najpierw znalazły miejsce i oczywiście dodatkowy kubeczek dla czerwonowłosej na wino.
- Ryuunusuke-sama jest twoim wujkiem? - zapytała Minari, raczej z ciekawości, ale to była naprawdę duża nowina! - Kiedy spotkałam go pierwszy raz, nie mogłam nawet drgnać. Jego aura była tak przytłaczająca, potężna... - zaczeła mówić, przypominając sobie tę chwilę. Nie było jednak w jej tonie głosu ani krzty strachu. Raczej podziw i zaciekawienie. -...ale w tym wszystkim czuć od niego taką dobroć. Ale masz fajnie, Minari. - dopowiedziała, posyłając dziewczynie ciepły uśmiech. Od takiego człowieka można się było wiele nauczyć. A nawet, jeśli nie, to same jego opowieści na pewno były fascynującego i zapierające dech w piersiach! Następnie spojrzała na swoją odnalezioną koleżankę, która zanim usiadły, wspomniała o Azumie. Trudno byłoby o nim zapomnieć. Wciąż zajmował wyjątkowe miejsce w jej sercu, mimo, że nie widzieli się tyle lat.
- Niestety nasze drogi nie zeszły się już od turnieju w Yinzin. - odpowiedziała nieco ze smutkiem, ponieważ wciąż sprawiało jej to przykrość. - Jednak wciąż jest tutaj. - przerwała, dotykając dłonią wisiorek w kształcie połowy shurikena. Miała nadzieję, że i jej przyjaciel dalej go nosi. Bo że żyje, to nie miała wątpliwości. Nie było innej opcji.
- Nam też trochę zeszło, zanim się spotkałyśmy. Może to znak, że i z Azumą niedługo się odnajdziemy? Jestem ogromnie ciekawa, co u niego. Był ambitny, gotowy do działania, ale jednocześnie pogodny i uśmiechnięty. Na pewno zaszedł juz wysoko. - powiedziała, uśmiechając się łagodnie. Mimo, iż brak kontaktu przez tak długo czas powodował u niej smutek, to zawsze miło go wspominała. Było widać po jej twarzy, że naprawdę chciałaby go jeszcze spotkać, przekonać się, kim się stał. I czy wciąż ją pamięta. - I tak, zdecydowanie musimy obgadać, jak zorganizować następne spotkanie. Nie mamy w końcu do siebie tak daleko, żeby kolejne osiem lat czekać. - zaśmiała się, bo naprawdę być tak blisko i tyle czasu nie mieć okazji się spotkać, to juz chyba niefart był po prostu. Ale sam fakt, że Sayuri przez długi czas była, ale jakby jej nie było w życiu ninja, na pewno nie ułatwiał sprawy.
- Od dawna już jesteście w obozach? - zagadała jeszcze, podsuwając swój kubeczek do Yukari. No skoro już siedzą, to chyba czas się napić za to spotkanie! Parę kropel wina nie zaszkodzi. Zwłaszcza ichniejszego. - Ja, przyznam wam, lekko na wariata się tutaj znalazłam. Myślałam już, że Tayakama-sama mnie wykurzy. - zaśmiała się, bo teraz z tego można było się śmiać. Wcześniej nie było jej aż tak do śmiechu. Ale było i minęło. Nim jednak zdążyła rozwinąć swoją wypowiedź, do ich stolika dosiadł się młody mężczyzna. - Hyuuga Sayuri. - odpowiedziała na jego pytanie, skinając lekko głową w dół w jego stronę, czekając też, aż przedstawią się jej koleżanki. Blondwłosy Nobuo zdawał się nie krępować towarzystwem trzech kobiet. W końcu sam się dosiadł. Nie kojarzyła tego mężczyzny, zapewne jej towarzyszki także, skoro się przedstawiał. Na wzmiankę o papierosie nie zareagowała. Nie była to jej bajka, ale przecież nikomu nie broniła. Byli na świeżym powietrzu. A przecież nie dmuchał jej prosto w twarz, prawda?
- Ah, Yukari bardzo chce się sprawdzić! - zakomunikowała, wyprzedzając koleżankę i posłała jej szeroki uśmiech. - Ja z chęcią wysłucham zasad. Prawdę powiedziawszy, nigdy w to nie grałam. Raczej w moim domostwie to mężczyźni właśnie, tak jak ty, Nobuo-san, praktykowali gry losowe. - dodała spokojnie, ale w sumie czemu by nie spróbować?
- 4 sty 2026, o 12:45
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
Drobne gesty, a jak cieszyły. Rzeczywiście, witaminy, zwłaszcza pod postacią owoców i warzyw, były niezwykle ważne i należało je spożywać. Jednak, który młody ninja o tym myśli? Dlatego ten słodki, owocowy podarunek był naprawdę miłym podarkiem. Sayuri co jakiś czas kosztowała tych pysznych truskawek, patrząc to tu, to tam. Próbując wyłapać jakieś znajome twarze, albo jakieś ciekawe wydarzenia, na którym można byłoby zawiesić dłużej swój wzrok. W końcu odbywały się tu też różne rozgrywki czy gry, także wrażeń mogło być sporo. W tym lekkim zamieszaniu, wśród tłumu innych ludzi, jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem innej młodej kobiety. I nie byłoby w tym pewnie nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że czuła, że to przypadkowe "spotkanie oczu" niesie za sobą coś więcej. Niebieskie oczy wpatrywały się w nią jakby ze zdziwieniem, że aż przez chwilę czerwonowłosa myślała, żeby rozejrzeć się dookoła, czy być może tuż przy niej nie dzieje się coś, na co powinna zwrócić uwagę. Nim jednak to zrobiła, wyraźnie usłyszała swoje imię.
Że ja? Zapytała siebie w myślach, przez tę krótką chwilę nie kojarząc w ogóle dziewczyny, która wypowiedziała jej imię. Zarejestrowała jeszcze, że w jej towarzystwie była białowłosa przedstawicielka klanu Hyuuga, ale tej też nie kojarzyła. Mimowolnie jej nogi poniosły ją bliżej dwóch nieznajomych. I każdy kolejny krok, każde kolejne słowa czarnowłosej jakby przywracały jej pamięć.
- Yukari-chan! - prawie pisnęła, gdy nagle ją oświeciło. Ten kolor oczu, te czarne włosy i głos, który wcale aż tyle się nie zmienił, chociaż był nieco mniej dziecinny. Była tutaj, przecież czerwonowłosa pamiętała, że mieszkała blisko i czyżby to był właśnie ten moment, kiedy mogły się spotkać? Po tylu latach? Sayuri ogarnęła jakaś błogość, jakby na chwilę wróciła do czasów nieco beztroskiego dzieciństwa. Kiedy ona, Yukari i Azuma zachwycali się wspaniałymi pojedynkami na arenie w Yinzin.
- Zmieniłaś się tak bardzo, a jednocześnie niewiele. - powiedziała, szczerząc się od ucha do ucha, kiedy była już na tyle blisko obu dziewczyn, że nie trzeba było do siebie krzyczeć i można było spokojnie porozmawiać. - Jeju... - zaczęła i westchnęła ciężko. -...że też dopiero teraz udało się spotkać. Ale w jakich okolicznościach. - dodała i nie wahając się ani chwili, odłożyła koszyczek z truskawkami, przybliżyła się do dawnej koleżanki i przytuliła ją do siebie. Były centymetr w centymetr takie same. Dwie małe, dziesięcioletnie dziewczynki, które teraz spotkały się jako młode kobiety.
- Dobrze nareszcie cię widzieć, Yukari-chan. - powiedziała już ciszej, nieco mocniej ściskając koleżankę, ale zaraz zwolniła uścisk i odsunęła się o krok. Ogarnęło ją szczęście, bo mimo iż mieszkały blisko siebie, przez tak długi czas nie udało się spotkać. Teraz mogły nadrobić. Może, gdy są już starsze, będzie łatwiej o kolejne spotkania.
- Nie miałyśmy jeszcze okazji się poznać, chociaż nie trudno rozpoznać pobratymcę. - odpowiedziała, bo rzeczywiście, ich klan i osada były dość duże. A Sayuri jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak duże je łączy. W końcu tak jak Minari, tak i czerwonowłosa była medykiem. - Hyuuga Sayuri, miło mi cię poznać. - dopowiedziała, posyłając białowłosej szeroki uśmiech.
- Macie jakieś plany? Chcecie? - zapytała, podnosząc koszyk z truskawkami i podsuwając go dziewczynom. Zostało ich jeszcze całkiem sporo, ale jak dobiorą się we trzy, to na pewno szybko znikną. Ah, świetnie zapowiada się ten dzień i wieczór! Wciąż jakby trochę nie wierzyła w to spotkania, ale jej serce niezmiernie się radowało. Poczuła w końcu, że jest w dobrym miejscu.
Że ja? Zapytała siebie w myślach, przez tę krótką chwilę nie kojarząc w ogóle dziewczyny, która wypowiedziała jej imię. Zarejestrowała jeszcze, że w jej towarzystwie była białowłosa przedstawicielka klanu Hyuuga, ale tej też nie kojarzyła. Mimowolnie jej nogi poniosły ją bliżej dwóch nieznajomych. I każdy kolejny krok, każde kolejne słowa czarnowłosej jakby przywracały jej pamięć.
- Yukari-chan! - prawie pisnęła, gdy nagle ją oświeciło. Ten kolor oczu, te czarne włosy i głos, który wcale aż tyle się nie zmienił, chociaż był nieco mniej dziecinny. Była tutaj, przecież czerwonowłosa pamiętała, że mieszkała blisko i czyżby to był właśnie ten moment, kiedy mogły się spotkać? Po tylu latach? Sayuri ogarnęła jakaś błogość, jakby na chwilę wróciła do czasów nieco beztroskiego dzieciństwa. Kiedy ona, Yukari i Azuma zachwycali się wspaniałymi pojedynkami na arenie w Yinzin.
- Zmieniłaś się tak bardzo, a jednocześnie niewiele. - powiedziała, szczerząc się od ucha do ucha, kiedy była już na tyle blisko obu dziewczyn, że nie trzeba było do siebie krzyczeć i można było spokojnie porozmawiać. - Jeju... - zaczęła i westchnęła ciężko. -...że też dopiero teraz udało się spotkać. Ale w jakich okolicznościach. - dodała i nie wahając się ani chwili, odłożyła koszyczek z truskawkami, przybliżyła się do dawnej koleżanki i przytuliła ją do siebie. Były centymetr w centymetr takie same. Dwie małe, dziesięcioletnie dziewczynki, które teraz spotkały się jako młode kobiety.
- Dobrze nareszcie cię widzieć, Yukari-chan. - powiedziała już ciszej, nieco mocniej ściskając koleżankę, ale zaraz zwolniła uścisk i odsunęła się o krok. Ogarnęło ją szczęście, bo mimo iż mieszkały blisko siebie, przez tak długi czas nie udało się spotkać. Teraz mogły nadrobić. Może, gdy są już starsze, będzie łatwiej o kolejne spotkania.
- Nie miałyśmy jeszcze okazji się poznać, chociaż nie trudno rozpoznać pobratymcę. - odpowiedziała, bo rzeczywiście, ich klan i osada były dość duże. A Sayuri jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak duże je łączy. W końcu tak jak Minari, tak i czerwonowłosa była medykiem. - Hyuuga Sayuri, miło mi cię poznać. - dopowiedziała, posyłając białowłosej szeroki uśmiech.
- Macie jakieś plany? Chcecie? - zapytała, podnosząc koszyk z truskawkami i podsuwając go dziewczynom. Zostało ich jeszcze całkiem sporo, ale jak dobiorą się we trzy, to na pewno szybko znikną. Ah, świetnie zapowiada się ten dzień i wieczór! Wciąż jakby trochę nie wierzyła w to spotkania, ale jej serce niezmiernie się radowało. Poczuła w końcu, że jest w dobrym miejscu.
- 3 sty 2026, o 21:51
- Forum: Kyuzo
- Temat: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
- Odpowiedzi: 41
- Odsłony: 1659
Re: Mikunigaoka - Zabawa u Hyūga [Kampania]
Udało się. I to chyba bez przypału. Po dziurze ani śladu, a i pomysł ze zdjęciem płachty z karawany był naprawdę dobry! Co prawda później może być problem, że karawana ucierpiała, no ale to już chyba rzeczywiście Shirako musiał wziąć na siebie. Teraz był czas, by mogła gdzie nie gdzie udzielić pomocy, o ile takowa będzie potrzebna. I owszem, parę razy pomagała coś przenieść, przytrzymać, kogoś o czymś poinformować. Raczej nic specjalnego, ale przynajmniej nie siedziała z założonymi rękoma. Uczestniczyła w czymś, w czym chciała brać udział. Całkiem przypadkiem, z lekkim zgrzytem, ale tu była. I głęboko wierzyła, że tak miało być.
W pewnym momencie, kiedy przechodziła między jednym namiotem, a drugim, dojrzała Lidera Rodu, Hyuuga Reiko. Wyglądał dostojnie, poważnie, ale biła od niego pewność siebie. Jakby chciał przekazać, że wszystko poszło po jego myśli. Sayuri przystanęła w miejscu, bacznie obserwując mężczyznę, który zaraz skinął głową w stronę tego, przy którym ciało dziewczyny było niemal sparaliżowane, a jednocześnie uratował ją i chłopaków z opresji. Powaga Shirei-kana powodowała, że w głowie młodej Hyuuga zasiała się niepewność. A jeśli jednak nie poszło dobrze? Tak naprawdę z tej twarzy nie dało się wyczytać chociażby wskazówki. Coś, co przez chwilę wydawać mogłoby się oczywistością, nagle widniało jako niedorzeczność. I szczerze powiedziawszy, czerwonowłosa liczyła teraz, że coś zostanie przekazane. Tymczasem Lider wraz ze swoimi ludźmi udał się do namiotu.
Co tam się wydarzyło? Zapytała samą siebie w myślach. Czasami lubiła snuć różne scenariusze, pozwalało to rozwijać różne strategie. Oczywiście tylko wtedy, kiedy był na to czas. A i tu została miło zaskoczona, bo już po chwili pojawiła się dobrze znana jej postać, Takayama-sama.
- Yokatta. - wyszeptała pod nosem, uśmiechają się z ulgą. Każdy sojusz, dogadania się, wspieranie się z innymi klanami, to był sukces. Sayuri cieszyło to, że Lider klanu wyznaje właśnie takie wartości, by się jednoczyć, a nie dzielić. Samą informację o imprezie przyjęła spokojnie. Nie była typem osoby, która nadmiernie lubi się bawić na festiwalach, ale na pewno skorzystam z tutejszych dobroci. W końcu taka okazja nie zdarza się zbyt często.
Przemowa Hyuuga Reiki nie była zbyt długa, ale konkretna. Raczej wszyscy dowiedzieli się tego, co powinni. Każde wypowiedziane przez Shirei-kana zdanie, ogromnie cieszyło młodą Hyuugę. To naprawdę były dobre wieści. Co prawda stała gdzieś z tyłu, nie pchając się w pierwsze szeregi, tuż przed obliczę Reiko-sama, ale nie przeszkadzało jej to. Jakoś nigdy nie odczuwała potrzeby, by być super zauważalną. Chciała robić swoje i tyle. A teraz będzie co robić, sam Lider o tym wspomniał! No, ale nim zabiorą się do pracy, czas się trochę zabawić. Dla Sayuri mogła być to dobra okazja, by poznać parę osób, może zawiązać nowe znajomości. Takie wycofanie jej zdecydowanie nie służyło.
Kiedy chciała wejść na teren zabawy, zatrzymał ją sam Ryuunosuke. Musiała przyznać, że przy mężczyźnie czuła się niczym ta dziesięcioletnia dziewczynka, która widziała tych wielkich wojowników na turnieju w Yinzin. Tym razem jednak nie czuła tego ogarniającego paraliżu, mimo że czuła, jak potężna aura od niej bije.
- Nie było tak źle, Ryuunosuke-sama. - odpowiedziała i posłała mu szeroki uśmiech. Jeju, ta olbrzymia postura i surowy wygląd, tak rozczulająco kontrastowały z tymi czułymi zwrotami. Co jak co, ale no jego to czerwonowłosa od razu polubiła! - Ah, dało się zauważyć. Każdy chyba chce się czegoś trzymać. Jednak myślę... myślę, że na dłuższą metę na pewno byśmy się dogadały! - dodała zadowolona, czując gdzieś w serduszku, że Takayama może i wydaje się być oschła i rygorystyczna, ale na pewno broniła swoich bliskich i swoich wartości za wszelką cenę. I wszystko robiła w dobrej woli.
- Dziękuję bardzo, wyglądają pyyyyysznie! - powiedziała zachwycona, odbierając koszyk i kłaniając się delikatnie seininowi. Następnie ruszyła dalej, machając mu na pożegnanie, chociaż jego to pewnie można byłoby się spodziewać w każdej chwili.
Czerwonowłosa skierowała swe kroki w stronę samego centrum polany, gdzie rozłożony były stoły. Nie zamierzała na razie siadać i ucztować. Jej kroki były powolne, zaciekawiona obserwowała dookoła, co się dzieje, od czasu do czasu zajadając słodziutkie truskaweczki od Ryuunosuke. Ludzi było już całkiem sporo, zaczynała się zabawa, chociaż na razie było jeszcze spokojnie. W głębi duszy Sayuri liczyła na to, że nie rozpęta się tu jakaś afera, chociaż po alkoholu, którego tutaj nie brakuje, na pewno o to nietrudno.
W pewnym momencie, kiedy przechodziła między jednym namiotem, a drugim, dojrzała Lidera Rodu, Hyuuga Reiko. Wyglądał dostojnie, poważnie, ale biła od niego pewność siebie. Jakby chciał przekazać, że wszystko poszło po jego myśli. Sayuri przystanęła w miejscu, bacznie obserwując mężczyznę, który zaraz skinął głową w stronę tego, przy którym ciało dziewczyny było niemal sparaliżowane, a jednocześnie uratował ją i chłopaków z opresji. Powaga Shirei-kana powodowała, że w głowie młodej Hyuuga zasiała się niepewność. A jeśli jednak nie poszło dobrze? Tak naprawdę z tej twarzy nie dało się wyczytać chociażby wskazówki. Coś, co przez chwilę wydawać mogłoby się oczywistością, nagle widniało jako niedorzeczność. I szczerze powiedziawszy, czerwonowłosa liczyła teraz, że coś zostanie przekazane. Tymczasem Lider wraz ze swoimi ludźmi udał się do namiotu.
Co tam się wydarzyło? Zapytała samą siebie w myślach. Czasami lubiła snuć różne scenariusze, pozwalało to rozwijać różne strategie. Oczywiście tylko wtedy, kiedy był na to czas. A i tu została miło zaskoczona, bo już po chwili pojawiła się dobrze znana jej postać, Takayama-sama.
- Yokatta. - wyszeptała pod nosem, uśmiechają się z ulgą. Każdy sojusz, dogadania się, wspieranie się z innymi klanami, to był sukces. Sayuri cieszyło to, że Lider klanu wyznaje właśnie takie wartości, by się jednoczyć, a nie dzielić. Samą informację o imprezie przyjęła spokojnie. Nie była typem osoby, która nadmiernie lubi się bawić na festiwalach, ale na pewno skorzystam z tutejszych dobroci. W końcu taka okazja nie zdarza się zbyt często.
Przemowa Hyuuga Reiki nie była zbyt długa, ale konkretna. Raczej wszyscy dowiedzieli się tego, co powinni. Każde wypowiedziane przez Shirei-kana zdanie, ogromnie cieszyło młodą Hyuugę. To naprawdę były dobre wieści. Co prawda stała gdzieś z tyłu, nie pchając się w pierwsze szeregi, tuż przed obliczę Reiko-sama, ale nie przeszkadzało jej to. Jakoś nigdy nie odczuwała potrzeby, by być super zauważalną. Chciała robić swoje i tyle. A teraz będzie co robić, sam Lider o tym wspomniał! No, ale nim zabiorą się do pracy, czas się trochę zabawić. Dla Sayuri mogła być to dobra okazja, by poznać parę osób, może zawiązać nowe znajomości. Takie wycofanie jej zdecydowanie nie służyło.
Kiedy chciała wejść na teren zabawy, zatrzymał ją sam Ryuunosuke. Musiała przyznać, że przy mężczyźnie czuła się niczym ta dziesięcioletnia dziewczynka, która widziała tych wielkich wojowników na turnieju w Yinzin. Tym razem jednak nie czuła tego ogarniającego paraliżu, mimo że czuła, jak potężna aura od niej bije.
- Nie było tak źle, Ryuunosuke-sama. - odpowiedziała i posłała mu szeroki uśmiech. Jeju, ta olbrzymia postura i surowy wygląd, tak rozczulająco kontrastowały z tymi czułymi zwrotami. Co jak co, ale no jego to czerwonowłosa od razu polubiła! - Ah, dało się zauważyć. Każdy chyba chce się czegoś trzymać. Jednak myślę... myślę, że na dłuższą metę na pewno byśmy się dogadały! - dodała zadowolona, czując gdzieś w serduszku, że Takayama może i wydaje się być oschła i rygorystyczna, ale na pewno broniła swoich bliskich i swoich wartości za wszelką cenę. I wszystko robiła w dobrej woli.
- Dziękuję bardzo, wyglądają pyyyyysznie! - powiedziała zachwycona, odbierając koszyk i kłaniając się delikatnie seininowi. Następnie ruszyła dalej, machając mu na pożegnanie, chociaż jego to pewnie można byłoby się spodziewać w każdej chwili.
Czerwonowłosa skierowała swe kroki w stronę samego centrum polany, gdzie rozłożony były stoły. Nie zamierzała na razie siadać i ucztować. Jej kroki były powolne, zaciekawiona obserwowała dookoła, co się dzieje, od czasu do czasu zajadając słodziutkie truskaweczki od Ryuunosuke. Ludzi było już całkiem sporo, zaczynała się zabawa, chociaż na razie było jeszcze spokojnie. W głębi duszy Sayuri liczyła na to, że nie rozpęta się tu jakaś afera, chociaż po alkoholu, którego tutaj nie brakuje, na pewno o to nietrudno.
- 3 sty 2026, o 21:05
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Sayurcia
- Odpowiedzi: 17
- Odsłony: 2367