To zdecydowanie miała być wzniosła chwila. Sayuri czuła podekscytowanie, radość i chyba nawet nutkę niepewności. Gdzieś w jej głowie oprócz zachwytu błądziły pytania, jak to spotkanie przebiegnie? Jak upłynie rozmowa, chociażby krótka? Czy nie palnie jakiejś głupoty? Nie były to raczej dziwne myśli, jak na młodą dziewczynę, która pierwszy raz miała mieć możliwość rozmowy z przywódcą klanu. Owszem, wiedziała jak się zachować, rodzice wpoili jej odpowiednie wartości, z którymi jak najbardziej się zgadzała, ale wciąż gdzieś tam w środku czuła się dzieckiem. Tym trochę raczkującym, zwłaszcza w świecie ninja. Głęboko wierzyła jednak, że jej upór, determinacja i zaangażowanie jest zauważane, i że nie jest kolejną osobą na polu bitwy, która może coś zdziała, a może nie. Chciała dojść do momentu, gdzie jej obecność będzie wzbudzała poczucie bezpieczeństwa, otrzymane wsparcia i chociażby szczyptę spokoju, że będzie dobrze. Oczywiście, jeszcze długa droga przed nią. Jednak właśnie stawiała kolejny krok na tej drodze, z czego była przeogromnie szczęśliwa.
Wszystko tutaj wydawało się takie doniosłe. Nawet te drzwi, które w oczach czerwonowłosej kunoichi wręcz mieniły się od tej srebrnej nici. Być może na jej odbiór wpływał fakt tego, co się miało niedługo stać, a może po prostu pierwsza wizyta w tej sali miała zrobić na niej takiej wrażenie. Zresztą, czy to było aż tak ważne? Tak po prawdzie Sayuri zachwycając się takimi rzeczami, wciąż pielęgnowała swoje wewnętrzne dziecko, tkwiące w jej duszy. I oby jak najdłużej.
Jej rozmyślania przerwał dźwięk rozsuwanych drzwi. Spojrzenie białych oczu przeniosło się ze splotu srebrnej nici na młodzieńca, niewiele chyba od niej starszego. Tutejszy urzędnik, chociaż nie piastował jakiegoś wysokiego stanowiska. Jego skromny ubiór przywiódł jej na myśl, że sama musi zakupić sobie nowe ubranie, które niekoniecznie będzie kojarzyć się z wyskokami na misję. Zdecydowanie powinna wymienić swoją biała yukatę, która robiła się już ciasnawa, a biel nieco poszarzała. Do tego dobrać długą, bordową spódnice i strój na cywila gotowy. Jednakże te rozważania czy plany trzeba było zostawić na później. Teraz została zaproszona do środka sali, więc gdy tylko młoda mężczyzna usunął się w bok, skinęła głową nieco w dół, po czym wyprostowała się i pewnym krokiem, na tyle na ile potrafiła, weszła do środka. Tu, chcąc czy nie chcąc, zbadała swoim nienachalnym spojrzeniem otoczenie. Wielkie, dwa okna, które wpuszczały ogromną ilość światła, dzięki czemu robiła się tutaj jakoś tak przyjemnie, przytulnie. Wyłożona na podłodze tatami, w przepięknym, jasnozielonym kolorze. O dziwo, chociaż nie każdy pewnie to wiedział, czerwień i zieleń dobrze ze sobą współgrały, bo podkreślały swoje kolory nawzajem. Jednak w tym wszystkim najważniejsze było co innego. A raczej ktoś inny. Sam Shirei-kan we własnej osobie wraz z dwoma urzędnikami. Byli tuż za nim, ale bardziej po jego bokach, niż za plecami. Nie umknęło uwadze czerwonowłosej, że byli wyżej postawieni niż mężczyzna, który ją tu wpuścił. Piękne odzienie ozdobione było już bardziej bogato, wyszyte herby klanu Hyuuga prezentowały się dumnie i okazale.
Żyją? Zapytała się sama w myślach, przez sekundę jakby chcąc to zweryfikować spojrzeniem, ale zaraz się zreflektowała. Nie wypadało się tak wgapiać, niczym małe dziecko, jak tylko zobaczy małego kotka albo pieska. Zwłaszcza, jak zwierzątko śpi, bo czy to rzeczywiście zwierzątko czy maskotka.
Panowie na pewno maskotką nie byli. Żywe posągi. Siedzieli tak nieruchomo, jakby byli tu dodatkową ozdobą. Swoją drogą, zdecydowanie czerwonowłosa kunoichi nie chciałaby mieć takiej roboty. Co w tym fajnego? No dobra, przebywanie przy Liderze Klanu to na pewno wiele wynagradzało, ale tak… tak bez życia zupełnie? Nie no. Bo mimo, iż naprawdę można by myśleć, że wstaną obaj, albo chociaż jeden z nich, to jednak nadal byli nieruchomo. Jednak nader wszystko, kluczowym punktem w całym tym pomieszczeniu, był sam Shirei-kan. Choćby ktoś nie wiedział, jak wygląda czy jak się nazywa, to wystarczyło na niego spojrzeć. Doniosła postawa, szlachetny ubiór, ze zdobieniami w takiej ilości, w jakiej Sayuri jeszcze nie widziała. Nie dałoby się go pomylić z kimś innym. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego osobę, na jego prezencję i już człowiek czuł respekt i zachwyt w jednym. Przynajmniej taki człowiek jak młoda Hyuuga. Nie panując za bardzo nad tym, na jej twarzy wykwitł pogodny, bardzo ciepły uśmiech. Może czuła się nawet jak taka mała księżniczka, która właśnie miała dostać pochwałę, bo całkiem nieźle sobie radzi. Znajdując się w tak pięknym miejscu, wśród wysoko postawionych ludzi, chyba przez krótką chwilę mogła odnieść takie wrażenie, powołując się gdzieś na te dziecięce marzenia. Wszystko tu miało swoje miejsce. Wszystko do siebie pasowało, było zaplanowane z przemyśleniem. Belki znajdując się nad ich głowami potęgowały wrażenie przestronności tego miejsca.
Drzwi zasunęły się, a jej zostało wskazane miejsce na poduszkę, która najwidoczniej była przygotowana dla niej. No dobra, pewnie nie tylko dla niej, toż nie była tutaj dzisiaj jedyna, ale w tym momencie zdecydowanie to miało być jej miejsce. Tuż przed samym Reiko-sama. Czy to nie będzie jeden z lepszych, o ile nie najlepszy dzień w jej dotychczasowym życiu?
Nie wchodząc jeszcze głębiej, młoda kunoichi zdjęła swoje obuwie, pozostając w tabi na stopach. Ustawiła je starannie pod ścianą blisko drzwi i ruszyła dalej. Chciała chłonąć każdą sekundę z tego wydarzenia. Nie ukrywała swojego czujnego, wręcz ciekawskiego spojrzenia, obserwując całość rytuału. To właśnie mężczyzna, który otwierał jej drzwi i zaprosił ją do środka, zajął się przeprowadzeniem ceremonii. Widać było, jak Sayuri spokojnie oddycha, siedząc na przygotowanej poduszce. Jej nogi były zgięte w kolanach, pośladki posadziła niemalże na swoich piętach, a dłonie ułożyła na udach. Ruchy młodego urzędnika wskazywały na to, że nie robił tego pierwszy raz. A że czerwonowłosa była tak w to wszystko zapatrzona, to nawet nie zwróciła zbytnio uwagi na ewentualnie dłuższe przerwy, które robił. W sumie dzięki temu mogła spędzić tu chociaż o te parę sekund więcej, niż standardowo. W końcu jednak napar wylądował w czarce, którą napełnił sam Shirei-kan. Nie zwlekając, ujęła niewielkie naczynie w swoje dłonie i rozkoszowała się smakiem herbaty, która naprawdę była wyjątkowo dobra. Może nie była jakaś niezwykła, ale całą ta otoczka jakoś sprawiała, że wszystko zdawało się być jeszcze lepsze.
Odstawiła pustą czarkę na czarny, niski stolik i podniosła swoje spojrzenie na Lidera. Skończyli w końcu pierwszą część tego spotkania. Dość szybko też padły słowa o awansie na wyższą rangę. Nikomu z przebywających tutaj nie umknęło na pewno to, że na jej policzki wpłynął róż. Nie, nie była zawstydzona, ale ogarnęło ją takie przyjemne ciepło. Być może to też ta herbata. Ale zdecydowanie większą zasługę miały w tym słowa mężczyzny, który przewodził Shiroi-iwie.
- Jestem zaszczycona, Reiko-dono. – powiedziała, chcąc w ten sposób podziękować za wyróżnienie, jakie dostała. – Niezmiernie się cieszę. – dodała może trochę mniej formalnie, zwłaszcza, że jej oczy wręcz błysnęły, mieszając ze sobą radość i wzruszenie tą chwilą. Zacisnęła nieznacznie palce na materiale kimona, starając się nie wybuchnąć tutaj jakąś niekontrolowaną radością.
Wzięła jeden głęboki wdech, na sekundę odrywając spojrzenie od Lidera. Mimowolnie spojrzała na wciąż siedzącego nieruchomo jednego z mężczyzn, jakby chciała wyłapać, czy aby na pewno nic się w ich posturze nie zmieniło. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem na Reiko-sama, nie ignorując jego prośby o opowiedzeniu czegoś o sobie.
- Ah, o sobie. – powtórzyła i podrapała się lekko po prawym policzku, mrużąc oczy. – Długo starałam się odnaleźć swoją drogę, którą chciałabym tak naprawdę podążać. Bez żadnych wątpliwości, pytań czy zawahania. Żeby starać się nigdy nie postawić kroku wstecz. – zaczęła, w sumie chyba jeszcze nie do końca wiedząc, jak dobrze odpowiedzieć na to pytanie. Czy miała mówić o swoich zainteresowaniach? O jej osiągnieciach przecież wiedział, więc nie mogła stawiać mężczyzny przed jakimiś oczywistościami i suchymi faktami. Uważała, że ta chwila powinna zostać wykorzystana na to, by Lider widział i poznał ją taką, jaka jest naprawdę. – Wiem, że ona dopiero się zaczyna. I że tak wiele radości z sukcesów przede mną, chociażby tak jak dzisiaj… - urwała i odwróciła na chwilę wzrok, spoglądając na okno. – …tak i wiele smutku z porażek i start. – dodała ciszej, przypominając sobie o Shirako. Zdecydowanie był iskrą światła dla każdego, kto stanął na jego drodze. A ona tę iskrę zachowa. I nie puści. – Ale zrobię wszystko, by przeważały te pozytywne odczucia i wydarzenia. By nasz klan, klan Hyuuga, wszyscy mieszkańcy Shiroi-iwy, Karmazynowych Szczytów, a może kiedyś i całego naszego świata, czuli się bezpieczni. – dopowiedziała z zapałem, w połowie wypowiedzi wracając spojrzeniem na Shirei-kana. Pewnie gdyby się dało, w jej oczach widać byłoby ogień, ale zamiast tego jej harde spojrzenie mówiło o tym, że wierzy w swoje przekonania. Że owszem, są to dość obszerne cele czy marzenia. Być może w większości niemożliwe do zrealizowana za jej kadencji, ale od czegoś trzeba było zacząć, czyż nie? Jak jej pokolenie coś zapoczątkuje, to była większa szansa, że następne będą to praktykować i efekty będą jeszcze lepsze.
Podczas tej wypowiedzi można było zauważyć, jak jej ciało napina się. Jakby zaraz gotowa była wstać na równe nogi, jeszcze bardziej podbijając zaangażowanie, jakie czuć było w jej głosie, jakie malowało się na jej twarzy i w jej spojrzeniu. Wszystko to jednak, mimo iż było w zdecydowanym tonie, to brzmiało łagodnie. Może dlatego jakoś powstrzymała się, by nie zerwać się na równe nogi.
- Wiem, że medyczni ninja są potrzebni. Że w szpitalu też każda para rąk jest znacząca, ale jeśli mogłabym prosić, to zdecydowanie lepiej czuję się w terenie. Nie tylko jako medyk, ale przede wszystkim jako realne wsparcie w walce. – powiedziała, nie spuszczając wzroku z Reiko-dono. Był starszy od niej, zdecydowanie przystojny, ale wciąż oficjalnie nie był związany z żadną kobietą, ale parę plotek już chodziło po osadzie. Zwłaszcza, że jego obecność w siedzibie stanowczo się zmniejszyła w stosunku do tego, co było wcześniej. Rzecz jasna to były jedynie plotki, które gdzieś zasłyszała czerwonowłosa, ale być może była w tym jakaś prawda? Trochę ją to ciekawiło, ale w zażyłości z Liderem była w żadnej, więc nawet przez myśl by jej nie przeszło, by o to pytać. Zdecydowanie nie była to jej sprawa. A tu, w tej chwili, istotniejsze było to, że właśnie wyraziła swoją gorącą prośbę co do jej przyszłości. O to, gdzie chciała się znajdować, w czym brać udział. I liczyła, że jej sugestia będzie wzięta pod uwagę w najbliższych misjach. Oczywiście brała pod uwagę to, że może przyjść taki moment, że będzie potrzebna na miejscu, w szpitalu. Nie zamierzała tego negować. Jednak jeśli nie było takiej potrzeby, to zdecydowanie wolała sprawdzać się w terenie.
Znaleziono 237 wyników
- 12 mar 2026, o 13:59
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Sayurcia
- Odpowiedzi: 25
- Odsłony: 2748
- 12 mar 2026, o 12:18
- Forum: Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 248
- Odsłony: 36448
- 11 mar 2026, o 10:41
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Sayurcia
- Odpowiedzi: 25
- Odsłony: 2748
- 9 mar 2026, o 12:31
- Forum: Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 248
- Odsłony: 36448
Re: Siedziba władzy
To zdecydowanie nie była letnia aura. Chociaż na dobrą sprawę i deszcz był potrzebny w tę porę roku, by wszystko co zielone, nie usłychło nagle z braku wody. Mimo wszystko pogoda nie rozpieszczała i to akurat w dzień jej awansu. No dobra, zapewne nie tylko jej, ale chyba każdy wolałaby dzisiaj słoneczko, a nie gromę chmur, z których wręcz strumieniami lał się deszcz. Jednak... Co mogła na to poradzić? Tylko starać się dotrzeć do celu, by jak najmniej się zabrudzić. A później ogarnąć, by wyglądać porządnie przy najwyższych władzach Shiroi-iwy.
Kiedy dotarła do budynku, mogła śmiało stwierdzić, że nie była pierwsza. Mężczyzna, który zajmował się porządkiem, ewidentnie nie był zadowolony z kolejnej osoby, która dołożyła mu roboty. Czerwonowłosa rzuciła mu jedynie przepraszające spojrzenie, ale mógł nawet tego nie zauważyć, wracając do swoich obowiązków. Sayuri zaś zdjęła płaszcz i poczuła jak nagle obejmuje ją chłód. Wiatr, który się zerwał, jakby wzmożył deszcz, a nadlatujące zimno wywłowało u niej nieprzyjemny dreszcz. Młoda Hyūga wzdrygnęła się, zaciskając mocniej dłonie na mokrym płaszczu. Nim jednak zdążyła się ogarnąć, pojawił się przy niej urzędnik, który wyjaśnił co i jak, zaprowadzając ją do znajomej już sali. Słuchała jego słów, potakując głową, że wszystko zrozumiała.
- Oczywiście. - odpowiedziała, zawstydzając się nieco na wzmianę o doprowadzeniu się do ładu. Wiedziała, że ten człowiek nie miał nic złego na myśli, ale rzeczywiście sytuacja wymagała tego, by godnie się prezentować.
Sala nagle wydała się być ogromna. Wcześniej, kiedy byli tutaj shinobi i kunoichi w ogromnej ilości, wszyscy w ścisku, nie było aż tak widać wielkości tego pomieszczenia. A teraz, kiedy była ich zarazem piątka razem z nią, a nikogo stąd nie znała, miała wrażenie, że mogłoby się tu nieść nawet echo. Idąc jednak za radą urzędnika, nie zamierzała tego sprawdzać, a postanowiła spędzić ten czas, by doprowadzić się do porządku. Odłożyła swój płaszcz i parasol w miejsce, które albo było do tego przeznaczone, albo Sayuri uznała, że nie będzie nikomu wadzić. Sama zaś wyjęła z torby ściereczkę, którą wzięła ze sobą i przetarła dół stroju i obuwie. Tak, by wyglądać schludnie i czysto. Co prawda nie widziała czy jej upięte włosy wyglądają tak, jak przy wyjściu, ale odruchowo poprawiła też je. W tym momencie cieszyła się, że jej kimono było ciemne, bo na jasnym materiale zdecydowanie trudniej byłoby pozbyć się zabrudzeń. Czerownowłosa upewniła się jeszcze, że kimono dobrze leży, a dekolt nie odsłania zbyt wiele - była dość skromną dziewczyną, aczkolwiek nie wstydziła się swojego ciała. Jednakże na taką okazję niewskazane było, by świeciła golizną. Dlatego pod kimonem znajdował się dodatkowy, jasnoróżowy materiał, który odsłaniał niewiele ciała poniżej obojczyków. Na jej szyi widniał wisiorek z połową shurikena, który dawno temu został zakupiony podczas turnieju w Yinzin. Chciała go mieć dzisiaj przy sobie.Co prawda przypuszczała, że Azuma już dawno zaszedł o wiele dalej, to miała cichą nadzieję, że nie zapomniał o niej, tak jak ona o nim.
Co chwilę ktoś przychodził, ktoś odchodził. Minęła może godzina, coś chyba koło tego, kiedy urzędnik pojawił się ponownie w drzwiach i przywołał ją gestem ręki. Oczywiście bezzwłocznie ruszyła w jego stronę. Znowu dostała instrukcje, aczkolwiek kilka rzeczy było na pewno istotnych. Chociażby informacja o tradycyjnym rytuale wypicia herbaty. Nie miała jeszcze okazji uczestniczyć w takim wydarzeniu z głową rodu Hyūga. Co prawda jej brat już miał nominacje za sobą, ale nigdy nie prosiła go o szczegóły, bo chciała sama to przeżyć. Tak na nowo, bez ustalonego wcześniej scenariusza.
- Dziękuję za wskazówki. - powiedziała i skłoniła się w stronę mężczyzny. Co mogłaby mu więcej powiedzieć? Żeby wyluzował? Przecież nie zamierzała zabierać czasu Liderowi, bo na pewno miał ważniejsze rzeczy na głowie. Przyjmował dzisiaj nie tylko nią i jakby tak z każdym miał wdawać się w pogawędkę, to by dnia zapewne nie starczyło. Osobiście nie przychodziło jej nic do głowy, o co mogłaby się zapytać Lidera. Pragnęła jedynie zapewnić o swojej lojalności i chęci działania na rzecz dobra klanu. I mimo, że potrafiła w sztukę medyczną, to zdecydowanie wolała działać na froncie, a nie w szpitalu. Tam też przecież byli potrzebni medycy.
Stanęła pod drzwiami i wzięła głęboki oddech. Opuszkami palców dotknęła wisiorka i wypuściła powietrze z płuc. Po krótkiej chwili obie jej dłonie wylądowały na wysokości bioder. Była gotowa. Podekscytowana, serce biło dość mocno i szybko, ale była gotowa. Przecież to wesoła chwila. I kiedy tylko została zaproszona, by wejść do środka, zrobiła to. Postąpiła ledwo kilka kroków w głąb pomieszczenia, w którym przebywał Lider klanu Hyūga i skłoniła się w jego stronę.
- Witaj, Reiko-sama. - przywiatała się, kiedy już tylko się wyprostowała. Jeśli przebywał tutaj ktoś jeszcze, również jej ukłon miał być powitaniem względem pozostałych. - Hyūga Sayuri, jestem do twojej dyspozycji. - zakomunikowała, jednocześnie oznajmiając swoją czynną służbę pod jego rozkazami. Nie chciała od razu mówić, jaka była podekscytowana i jak cieszyła się tym wyróżnieniem. To już mówiła sama jej twarz, bo oczy wręcz świeciły jej z radości, a na twarzy błąkał się uśmiech, niczym u o ośmioletniego dziecka. Chwila pewnie wzniosła, ale tak naprawdę pierwszy raz miała okazję spotkać się z Hyūga Reiko tak praktycznie twarzą w twarz. Czy miała udawać sztywną pannicę, którą nie była? Chyba nie powinna w ten sposób oszukiwać Lidera klanu. Była sobą, ale zachowywała przy tym stosowane zachowanie. Nie chełpiła się, ale całą sobą wyrażała radość z tego dnia.
Kiedy dotarła do budynku, mogła śmiało stwierdzić, że nie była pierwsza. Mężczyzna, który zajmował się porządkiem, ewidentnie nie był zadowolony z kolejnej osoby, która dołożyła mu roboty. Czerwonowłosa rzuciła mu jedynie przepraszające spojrzenie, ale mógł nawet tego nie zauważyć, wracając do swoich obowiązków. Sayuri zaś zdjęła płaszcz i poczuła jak nagle obejmuje ją chłód. Wiatr, który się zerwał, jakby wzmożył deszcz, a nadlatujące zimno wywłowało u niej nieprzyjemny dreszcz. Młoda Hyūga wzdrygnęła się, zaciskając mocniej dłonie na mokrym płaszczu. Nim jednak zdążyła się ogarnąć, pojawił się przy niej urzędnik, który wyjaśnił co i jak, zaprowadzając ją do znajomej już sali. Słuchała jego słów, potakując głową, że wszystko zrozumiała.
- Oczywiście. - odpowiedziała, zawstydzając się nieco na wzmianę o doprowadzeniu się do ładu. Wiedziała, że ten człowiek nie miał nic złego na myśli, ale rzeczywiście sytuacja wymagała tego, by godnie się prezentować.
Sala nagle wydała się być ogromna. Wcześniej, kiedy byli tutaj shinobi i kunoichi w ogromnej ilości, wszyscy w ścisku, nie było aż tak widać wielkości tego pomieszczenia. A teraz, kiedy była ich zarazem piątka razem z nią, a nikogo stąd nie znała, miała wrażenie, że mogłoby się tu nieść nawet echo. Idąc jednak za radą urzędnika, nie zamierzała tego sprawdzać, a postanowiła spędzić ten czas, by doprowadzić się do porządku. Odłożyła swój płaszcz i parasol w miejsce, które albo było do tego przeznaczone, albo Sayuri uznała, że nie będzie nikomu wadzić. Sama zaś wyjęła z torby ściereczkę, którą wzięła ze sobą i przetarła dół stroju i obuwie. Tak, by wyglądać schludnie i czysto. Co prawda nie widziała czy jej upięte włosy wyglądają tak, jak przy wyjściu, ale odruchowo poprawiła też je. W tym momencie cieszyła się, że jej kimono było ciemne, bo na jasnym materiale zdecydowanie trudniej byłoby pozbyć się zabrudzeń. Czerownowłosa upewniła się jeszcze, że kimono dobrze leży, a dekolt nie odsłania zbyt wiele - była dość skromną dziewczyną, aczkolwiek nie wstydziła się swojego ciała. Jednakże na taką okazję niewskazane było, by świeciła golizną. Dlatego pod kimonem znajdował się dodatkowy, jasnoróżowy materiał, który odsłaniał niewiele ciała poniżej obojczyków. Na jej szyi widniał wisiorek z połową shurikena, który dawno temu został zakupiony podczas turnieju w Yinzin. Chciała go mieć dzisiaj przy sobie.Co prawda przypuszczała, że Azuma już dawno zaszedł o wiele dalej, to miała cichą nadzieję, że nie zapomniał o niej, tak jak ona o nim.
Co chwilę ktoś przychodził, ktoś odchodził. Minęła może godzina, coś chyba koło tego, kiedy urzędnik pojawił się ponownie w drzwiach i przywołał ją gestem ręki. Oczywiście bezzwłocznie ruszyła w jego stronę. Znowu dostała instrukcje, aczkolwiek kilka rzeczy było na pewno istotnych. Chociażby informacja o tradycyjnym rytuale wypicia herbaty. Nie miała jeszcze okazji uczestniczyć w takim wydarzeniu z głową rodu Hyūga. Co prawda jej brat już miał nominacje za sobą, ale nigdy nie prosiła go o szczegóły, bo chciała sama to przeżyć. Tak na nowo, bez ustalonego wcześniej scenariusza.
- Dziękuję za wskazówki. - powiedziała i skłoniła się w stronę mężczyzny. Co mogłaby mu więcej powiedzieć? Żeby wyluzował? Przecież nie zamierzała zabierać czasu Liderowi, bo na pewno miał ważniejsze rzeczy na głowie. Przyjmował dzisiaj nie tylko nią i jakby tak z każdym miał wdawać się w pogawędkę, to by dnia zapewne nie starczyło. Osobiście nie przychodziło jej nic do głowy, o co mogłaby się zapytać Lidera. Pragnęła jedynie zapewnić o swojej lojalności i chęci działania na rzecz dobra klanu. I mimo, że potrafiła w sztukę medyczną, to zdecydowanie wolała działać na froncie, a nie w szpitalu. Tam też przecież byli potrzebni medycy.
Stanęła pod drzwiami i wzięła głęboki oddech. Opuszkami palców dotknęła wisiorka i wypuściła powietrze z płuc. Po krótkiej chwili obie jej dłonie wylądowały na wysokości bioder. Była gotowa. Podekscytowana, serce biło dość mocno i szybko, ale była gotowa. Przecież to wesoła chwila. I kiedy tylko została zaproszona, by wejść do środka, zrobiła to. Postąpiła ledwo kilka kroków w głąb pomieszczenia, w którym przebywał Lider klanu Hyūga i skłoniła się w jego stronę.
- Witaj, Reiko-sama. - przywiatała się, kiedy już tylko się wyprostowała. Jeśli przebywał tutaj ktoś jeszcze, również jej ukłon miał być powitaniem względem pozostałych. - Hyūga Sayuri, jestem do twojej dyspozycji. - zakomunikowała, jednocześnie oznajmiając swoją czynną służbę pod jego rozkazami. Nie chciała od razu mówić, jaka była podekscytowana i jak cieszyła się tym wyróżnieniem. To już mówiła sama jej twarz, bo oczy wręcz świeciły jej z radości, a na twarzy błąkał się uśmiech, niczym u o ośmioletniego dziecka. Chwila pewnie wzniosła, ale tak naprawdę pierwszy raz miała okazję spotkać się z Hyūga Reiko tak praktycznie twarzą w twarz. Czy miała udawać sztywną pannicę, którą nie była? Chyba nie powinna w ten sposób oszukiwać Lidera klanu. Była sobą, ale zachowywała przy tym stosowane zachowanie. Nie chełpiła się, ale całą sobą wyrażała radość z tego dnia.
- 8 mar 2026, o 21:42
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: Sayurcia
- Odpowiedzi: 25
- Odsłony: 2748
- 8 mar 2026, o 21:37
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Dzień Kobiet 2026
- Odpowiedzi: 6
- Odsłony: 226
Re: Dzień Kobiet 2026
Dziękuję niezmiernie
Również życzę wszystkim nam, kobietkom, wszystkiego superaśnego! Niech nam się wiedzie, niech nam się spełnia
Odbieram PeHaczki i Ryō
Odbieram PeHaczki i Ryō
- 8 mar 2026, o 21:31
- Forum: Misje i Fabuły
- Temat: Wycena Fabuły
- Odpowiedzi: 656
- Odsłony: 200604
- 8 mar 2026, o 14:32
- Forum: Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 248
- Odsłony: 36448
Re: Siedziba władzy
Misja się zakończyła, więc otrzymali za nią zapłatę i tak naprawdę mogli się rozejść. Oczywiście, że fajnie było przytulić trochę pieniążka, no ale rzeczywiście od momentu, kiedy Takayama się ujawniła, nie działo się nic zbytnio ciekawego. Czasami wręcz panowała grobowa cisza, a czerwonowłosa przesuwała spojrzeniem swoich jasnych oczy po kompanach, jakby szukała gdzie punktu zaczepienia do rozmowy. Nic takiego jednak nie znalazła, więc gdy tylko otrzymali zapłatę, pożegnała się ze wszystkimi, życzyła powodzenia i ukłoniła się przed odejściem.
Minęły raptem trzy dni, a u drzwi zjawił się chłopak, który ostatnim razem wezwał ją na misję. Pierwsze, co przyszło jej na myśl, to właśnie kolejne zlecenie, więc nawet poczuła podekscytowanie. Miała w końcu czas, żeby się zregenerować i wypocząć. A prawda była taka, że mieli przecież co robić. Senrankai, yokai... Tego nie można było odsuwać na później. Trzeba było kuć żelazo póki gorące, więc nic dziwnego, że z tym skojarzyło jej się pojawienie posłańca.
- Dzień dobry. Tak, to ja. - potwierdziła młodzieńcowi, po czym również skłoniła się lekko, zaraz jednak zawiesiła na nim swoje czujne spojrzenie. W oczach widniała ciekawość, której nawet nie zamierzała ukrywać, chociaż nie snuła jeszcze scenariusza kolejnego zadania. Zdecydowanie nawet nie zdążyłaby tego zrobić, bo zaraz do jej rąk trafił list, na którym widniała pieczęć władz Shiroi-iwy. Usta Sayuri nieco się rozchyliły w lekkim zdziwieniu, bo ostatnim razem tak oficjalnie to nie wyglądało, ale może to jakaś większa akcja? Nim jednak otworzyła list, posłanieć pożegnał się i pośpiesznie się oddalił, więc pożegnała go krótko i zasunęła drzwi. Tak się złożyło, że akurat była sama w domu, więc powędrowała do niewielkiego salonu i usiadła, żeby spokojnie przeczytać treść, która była do niej skierowana.
- Za trzy dni?! - wykrzyczała nagle, jakby to było najistotniejsze w tej informacji. A nie było. Po prostu była zdziwiona, ale przepełniała ją radość. Właśnie miało się spełnić jedno z jej marzeń. Awans na Akoraito. Czerownowłosa przyłożyła do siebie list, jakby chciała go przytulić i wzięła głęboki wdech. - Na bogów... To się dzieje. - wyszeptała pod nosem z zamkniętymi oczami, po czym energicznie podniosła dłonie do góry, wciąż w jednej ręcę trzymają list. - Jaaaaaaaaaaaaaaaj! - krzyknęła z radości i gdyby stała, to pewnie by podskoczyła. A zamiast tego wstała szybko i popędziła do swojego pokoju. No przecież musiała coś wybrać na tę okazję! A jak nie to kupić. Trzeba było to załatwić szybko.
Oczywiście nowina w jej domu rozeszła się szybko. Najpierw dowiedziała się matka, a zaraz po niej ojciec i brat. Wszyscy serdecznie jej gratulowali i mocno ją wyściskali, wychwalając ją za zaangażowanie. Mówili, że byli przekonani o tym, że to się stanie w niedługim czasie, bo widzieli jak ciężko trenuje i ile z siebie daje. Wsparcie bliskich było nieocenione. Sayuri uroniła kilka łez radości, a od ciągłych uśmiechów bolały ją policzki.
W końcu nadszedł ten dzień. Minęły trzy dni, przepełnione ekscytacją, nieopisaną radością i chęcią dalszego działania. Kiedy tylko nastał dzień nominacji, Sayuri miała w głowie już cały plan na najbliższe godziny. Jednak kiedy wstała z łóżka, jej uwagę przykuła paskudna pogoda, która tego dnia ją powitała. Panowała ulewa, nawet ciężko byłoby postawić nogę, żeby nie wdepnąć w błoto. Początkowo czerownowłosa lekko posmutniała, ale zaraz uświadomiła sobie, że przecież pogoda, na która nie ma wpływu, nie może zepsuć jej tego dnia. Zawzięła się w sobie, ubrała swoje odświętne kimono, spięła włosy w dość sporego koka, pozwalając by pojedycze pasemka czerwonych włosów otulały jej twarz po bokach i zeszła na dół. Zjadła nieduże śniadanie, bo żołądek miała lekko ściśnięty.
- Weź parasolkę, dziecko. - rzekła matka i sama zerknęła za okno. - Może powinnaś wziąć inne buty na zmianę? - zaproponowała i zerknęła na swojć córkę. W sumie przeszło to Sayuri przez myśl, ale zdążyła już wymyślić co innego.
- Powinnam dać radę bez tego. - odpowiedziała i wyszczerzyła się od ucha do ucha. - Ale będe potrzebowała jakieś ściereczki na wszelki wypadek. I płaszcza. - dodała i zrobiła dzióbek z ust, jakby się jeszcze nad tym zastanawiała. Ale nie, już postanowione! Wzięła więc kawałek materiału, który posłużyłby jej do ewentualnie wytarcia obuwia, które założyła. Narzuciła też na siebie płaszcz z kapturem. Upewniła się, że ma swoją torbę i odznakę, no i list. Pożegnała rodzicielkię i rozsunęła drzwi, patrząc na tę ulewę. Wzruszyła jednak tylko ramionami i w sumie mogłaby przejść w tym deszczu, ale nie będzie stała w siedzibie niczym smutna fotanna. Dlatego rozłożyła parasol, żeby ochronić dodatkowo głowę i ramiona i postanowiła wybrać trochę inną drogę. A mianowicie drogę górą. Tam błota nie była, ale musiała zachować ostrożność, żeby się nie poślizgnąć ani nie wywyinąc orła przeskakując z dachu na dach. Nie biegła na złamanie karku, aczkolwiek energicznie się poruszała, by jak najszybciej znaleźć się u celu i wejść do siedziby, zapewne schodząc jakąś boczną ścianą niedaleko wejścia. Następnie przed samym wejściem zamierzała przetrzeć buty, jeśli tego wymagały. No i udać się na upragniony awans, wcześniej zdejmując płaszcz, żeby nie narobić z niego kałuży oraz zostawiając parasol w odpowiednim do tego miejscu.
Hyūga Sayuri w tym dniu.
Minęły raptem trzy dni, a u drzwi zjawił się chłopak, który ostatnim razem wezwał ją na misję. Pierwsze, co przyszło jej na myśl, to właśnie kolejne zlecenie, więc nawet poczuła podekscytowanie. Miała w końcu czas, żeby się zregenerować i wypocząć. A prawda była taka, że mieli przecież co robić. Senrankai, yokai... Tego nie można było odsuwać na później. Trzeba było kuć żelazo póki gorące, więc nic dziwnego, że z tym skojarzyło jej się pojawienie posłańca.
- Dzień dobry. Tak, to ja. - potwierdziła młodzieńcowi, po czym również skłoniła się lekko, zaraz jednak zawiesiła na nim swoje czujne spojrzenie. W oczach widniała ciekawość, której nawet nie zamierzała ukrywać, chociaż nie snuła jeszcze scenariusza kolejnego zadania. Zdecydowanie nawet nie zdążyłaby tego zrobić, bo zaraz do jej rąk trafił list, na którym widniała pieczęć władz Shiroi-iwy. Usta Sayuri nieco się rozchyliły w lekkim zdziwieniu, bo ostatnim razem tak oficjalnie to nie wyglądało, ale może to jakaś większa akcja? Nim jednak otworzyła list, posłanieć pożegnał się i pośpiesznie się oddalił, więc pożegnała go krótko i zasunęła drzwi. Tak się złożyło, że akurat była sama w domu, więc powędrowała do niewielkiego salonu i usiadła, żeby spokojnie przeczytać treść, która była do niej skierowana.
- Za trzy dni?! - wykrzyczała nagle, jakby to było najistotniejsze w tej informacji. A nie było. Po prostu była zdziwiona, ale przepełniała ją radość. Właśnie miało się spełnić jedno z jej marzeń. Awans na Akoraito. Czerownowłosa przyłożyła do siebie list, jakby chciała go przytulić i wzięła głęboki wdech. - Na bogów... To się dzieje. - wyszeptała pod nosem z zamkniętymi oczami, po czym energicznie podniosła dłonie do góry, wciąż w jednej ręcę trzymają list. - Jaaaaaaaaaaaaaaaj! - krzyknęła z radości i gdyby stała, to pewnie by podskoczyła. A zamiast tego wstała szybko i popędziła do swojego pokoju. No przecież musiała coś wybrać na tę okazję! A jak nie to kupić. Trzeba było to załatwić szybko.
Oczywiście nowina w jej domu rozeszła się szybko. Najpierw dowiedziała się matka, a zaraz po niej ojciec i brat. Wszyscy serdecznie jej gratulowali i mocno ją wyściskali, wychwalając ją za zaangażowanie. Mówili, że byli przekonani o tym, że to się stanie w niedługim czasie, bo widzieli jak ciężko trenuje i ile z siebie daje. Wsparcie bliskich było nieocenione. Sayuri uroniła kilka łez radości, a od ciągłych uśmiechów bolały ją policzki.
W końcu nadszedł ten dzień. Minęły trzy dni, przepełnione ekscytacją, nieopisaną radością i chęcią dalszego działania. Kiedy tylko nastał dzień nominacji, Sayuri miała w głowie już cały plan na najbliższe godziny. Jednak kiedy wstała z łóżka, jej uwagę przykuła paskudna pogoda, która tego dnia ją powitała. Panowała ulewa, nawet ciężko byłoby postawić nogę, żeby nie wdepnąć w błoto. Początkowo czerownowłosa lekko posmutniała, ale zaraz uświadomiła sobie, że przecież pogoda, na która nie ma wpływu, nie może zepsuć jej tego dnia. Zawzięła się w sobie, ubrała swoje odświętne kimono, spięła włosy w dość sporego koka, pozwalając by pojedycze pasemka czerwonych włosów otulały jej twarz po bokach i zeszła na dół. Zjadła nieduże śniadanie, bo żołądek miała lekko ściśnięty.
- Weź parasolkę, dziecko. - rzekła matka i sama zerknęła za okno. - Może powinnaś wziąć inne buty na zmianę? - zaproponowała i zerknęła na swojć córkę. W sumie przeszło to Sayuri przez myśl, ale zdążyła już wymyślić co innego.
- Powinnam dać radę bez tego. - odpowiedziała i wyszczerzyła się od ucha do ucha. - Ale będe potrzebowała jakieś ściereczki na wszelki wypadek. I płaszcza. - dodała i zrobiła dzióbek z ust, jakby się jeszcze nad tym zastanawiała. Ale nie, już postanowione! Wzięła więc kawałek materiału, który posłużyłby jej do ewentualnie wytarcia obuwia, które założyła. Narzuciła też na siebie płaszcz z kapturem. Upewniła się, że ma swoją torbę i odznakę, no i list. Pożegnała rodzicielkię i rozsunęła drzwi, patrząc na tę ulewę. Wzruszyła jednak tylko ramionami i w sumie mogłaby przejść w tym deszczu, ale nie będzie stała w siedzibie niczym smutna fotanna. Dlatego rozłożyła parasol, żeby ochronić dodatkowo głowę i ramiona i postanowiła wybrać trochę inną drogę. A mianowicie drogę górą. Tam błota nie była, ale musiała zachować ostrożność, żeby się nie poślizgnąć ani nie wywyinąc orła przeskakując z dachu na dach. Nie biegła na złamanie karku, aczkolwiek energicznie się poruszała, by jak najszybciej znaleźć się u celu i wejść do siedziby, zapewne schodząc jakąś boczną ścianą niedaleko wejścia. Następnie przed samym wejściem zamierzała przetrzeć buty, jeśli tego wymagały. No i udać się na upragniony awans, wcześniej zdejmując płaszcz, żeby nie narobić z niego kałuży oraz zostawiając parasol w odpowiednim do tego miejscu.
Hyūga Sayuri w tym dniu.
- 6 mar 2026, o 10:15
- Forum: Shiroi-iwa (Osada Rodu Hyūga)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 248
- Odsłony: 36448
Re: Siedziba władzy
Ten dzień nawet miał przejaw taki, by być bardzo podobnym do popoprzednich. Przynajmniej względem zachowań osób, które znała. I już widziała ten błysk w oku u Masakiyo, już był ten uśmiech, ale wystarzyło jedno spotkanie jego spojrzenia ze spojrzeniem Takayamy i zgasł. Nagle, niespodziewanie. Nie, żeby Sayuri musiała narzekać na brak tej taniej adoracji, ale w sumie takiego go znała. I niezależnie czy kierował te słowa do niej czy do kogoś innego, on taki po prostu był. Jednak rozumiała to, że w pewnych sytuacjach trzeba było się dostosować. Ta była jedną z tych.
- Dzięki, mogłam nadrobić trochę spanko. - rzuciła jeszcze z uśmiechem, chcą dać mu do zrozumienia, że wierzy na tyle w jego umiejętności i siłę, że mogła spać spokojnie i czuła się bezpiecznie. Może chociaż to trochę podniesie go na duchu, przy tym grobowym nastroju?
Za to Ayame wracała do pełnej formy! Najwidoczniej czerwonowłosa wyrwała ją z jakiegoś letargu, głebokiego zamyślenia. Znowu jakieś wizje? Chyba na to wychodziło. Dziewczyna wygladała na nieco przejętą, ale w sumie głęboko wierzyła w to, co widziała. Na jawie czy we śnie. W pierwszym odruchu Sayuri miała tylko nadzieje, że zaraz żaden gniew na nią nie spłynie. Ale w końcu Ayame szybko się pomodliła, więc chyba sytuacja uratowana? Tak mogłaby pomyśleć czerwonowłosa, ale zaraz Ayame odpowiedziała na jej pytanie i wcale się tego nie spodziewała. Same złe rzeczy? Podróżuje z nimi zły duch?! Była w tym wszystkim tak przekonująca, że aż Sayuri dyskretnie chciała się rozejrzeć się dookoła, jakby chciała się upewnić, że on rzeczywiście gdzieś tam jest. Zanim jednak to zrobiła, Ayame skinęła głową w stronę Takayamy, sugerując, że to o niej mowa. Czy aż taka zła aura od niej bije? Owszem, była dość przytłaczająca, potrafiła też wywołać dreszcz, ale żeby od razu zły duch?
Spojrzała z powrotem na Ayame i tylko kiwnęła jej głową na znak, że zrozumiała jej słowa i przesłanie. Nie chciała jednak zbytnio wdawać się w dyskusję na ten temat. Nie była przekonana co do tego, żeby uczennica Ryuunosuke była rzeczywiście zła. Jednakże dalszą drogę przeszła już w ciszy. Aż dotarli do osady, prosto pod samą siedzibę. Trzeba było zdać raport. No, co prawda zapewne zrobi to Takayama i Akabane, a oni albo zostaną oddelegowani, albo dotrzymają im towarzystwa, jedynie się pokazując i nie odzywając ani słowem. Dlatego Sayuri czekała na dalsze zalecenia - czy ma wracać do domu czy wchodzą do siedziby.
- Dzięki, mogłam nadrobić trochę spanko. - rzuciła jeszcze z uśmiechem, chcą dać mu do zrozumienia, że wierzy na tyle w jego umiejętności i siłę, że mogła spać spokojnie i czuła się bezpiecznie. Może chociaż to trochę podniesie go na duchu, przy tym grobowym nastroju?
Za to Ayame wracała do pełnej formy! Najwidoczniej czerwonowłosa wyrwała ją z jakiegoś letargu, głebokiego zamyślenia. Znowu jakieś wizje? Chyba na to wychodziło. Dziewczyna wygladała na nieco przejętą, ale w sumie głęboko wierzyła w to, co widziała. Na jawie czy we śnie. W pierwszym odruchu Sayuri miała tylko nadzieje, że zaraz żaden gniew na nią nie spłynie. Ale w końcu Ayame szybko się pomodliła, więc chyba sytuacja uratowana? Tak mogłaby pomyśleć czerwonowłosa, ale zaraz Ayame odpowiedziała na jej pytanie i wcale się tego nie spodziewała. Same złe rzeczy? Podróżuje z nimi zły duch?! Była w tym wszystkim tak przekonująca, że aż Sayuri dyskretnie chciała się rozejrzeć się dookoła, jakby chciała się upewnić, że on rzeczywiście gdzieś tam jest. Zanim jednak to zrobiła, Ayame skinęła głową w stronę Takayamy, sugerując, że to o niej mowa. Czy aż taka zła aura od niej bije? Owszem, była dość przytłaczająca, potrafiła też wywołać dreszcz, ale żeby od razu zły duch?
Spojrzała z powrotem na Ayame i tylko kiwnęła jej głową na znak, że zrozumiała jej słowa i przesłanie. Nie chciała jednak zbytnio wdawać się w dyskusję na ten temat. Nie była przekonana co do tego, żeby uczennica Ryuunosuke była rzeczywiście zła. Jednakże dalszą drogę przeszła już w ciszy. Aż dotarli do osady, prosto pod samą siedzibę. Trzeba było zdać raport. No, co prawda zapewne zrobi to Takayama i Akabane, a oni albo zostaną oddelegowani, albo dotrzymają im towarzystwa, jedynie się pokazując i nie odzywając ani słowem. Dlatego Sayuri czekała na dalsze zalecenia - czy ma wracać do domu czy wchodzą do siedziby.
- 5 mar 2026, o 21:56
- Forum: Kyuzo
- Temat: Szlak transportowy
- Odpowiedzi: 182
- Odsłony: 31752
Re: Szlak transportowy
No i zaczął się teatrzyk. Mimo, iż chciała tego uniknąć i naprawdę po prostu pomóc koledze, to oczywiście Masakiyo musiał powiedzieć, co swoje. Naprawdę, bez tego chyba by się jeszcze bardziej rozchorował. Jednakże przez to przeszkodził jej w tym, by mogła mu pomóc, co oczywiście nie umknęło uwadze Takayamy. W sumie odkąd się ujawniła, to ona grała tutaj tak naprawdę pierwsze skrzypce. Akabane i Ayame wyjątkowo milczały. Chociaż bardziej to dziwne było dla niej drugiej. Może już też miała styczność z Takayamą i wolała się przy niej hamować? To by nie zdziwiło Sayuri, bo dość konkretną wiązankę kobieta puściła w stronę Masakiyo. Sama czerwonowłosa nie miała pojęcia czy to rzeczywiście niechęć do takich tanich tekstów czy wręcz niechęć do płci przeciwnej. A może jedno i drugie, kto wie. W każdym razie nie żałowała sobie. Wyraz jej twarzy też mówił wiele. Ona z nikim się nie droczyła, nikomu nie chciała sprzedać delikatnego pstryczka. Mówiła z pełną powagą, a każde jej słowo wyrażało dobitnie, jak zniesmaczona była tym, co zaprezentował młody mężczyzna. Jednakże wszystko ma swoje plusy, czyż nie? Przynajmniej teraz mogła go na spokojnie wyleczyć, a ewidentnie tego wymagał. Gdyby nie teraz, to później, ale skoro młoda Hyūga miała takie możliwości, to nie zamierzała z nich nie skorzystać.
Dokończyła leczenie, podczas którego w międzyczasie zerknęła na swojego pacjenta. Nie wydusił z siebie już ani słowa. Chyba był wystraszony i obrażony jednocześnie. Cóż, groźba więzienia nie była zbyt przyjemna. Jednakże Takayama uznała, że taki argument skutecznie do niego przemówi. I chyba miała rację.
- Gotowe. Jednak przez chwilę jeszcze nie szarżuj, Masakiyo-kun. - powiedziała cicho i odsunęła się od niego, kiedy lecznica aura wokół jej dłoni zniknęła.
Ruszyli w drogę. Najwyższa pora wracać do osady i może dowiedzieć się, co to wszystko miało na celu, skoro finalnie i tak nie pojmali żadnego Senrankai ani ich wszystkich nie zneutralizowali. Z tego, co czerwonowłosa kunoichi zdążyła zauważyć, to jednak nie tylko ona była zdziwiona obecnością Takayamy. Ta jednak dość szybko wyjaśniła, co tu się wydarzyło. I dlaczego. Jak najbardziej Sayuri była w stanie to zrozumieć. Im mniej osób wiedziało o tym, że to nie wcale lord Tao jest w lektyce, którą eskortują, tym większa szansa powodzenia obu misji. Poza tym otrzymali pochwałę od kobiety. A to nie byle co przecież! Od razu na twarzy czerwonowłosej rozpromienił się szeroki uśmiech, który zaraz zmienił się w nieco zakłopotany, kiedy ponownie oberwało się Masakiyo. Tak czy siak, wszyscy wiedzieli, że i on dobrze się spisał, dzielnie walczył, tylko po prostu jego styl bycia nie wpisuje się w upodobania Takayamy. Jakoś musiał z tym żyć. I pewnie się dostosować, co zresztą robił.
- Dziękujemy za wyjaśnienia, Takayama-sama. W sumie dzięki tajemnicy, lord Tao przekaże te ważne informacje. Zrozumiałe zagranie. - powiedziała, idąc gdzieś blisko Ayame, ale też niezbyt daleko od samej uczennicy Ryuunosuke. Mimo, iż nie do końca odpowiadał jej chłód, jaki z kobiety się wydostował, to podziwiała jej sztukę walki. Była szybka i niesamowicie precyzyjna. Tego wymagała walka łukiem. Ciekawe, ile musiała trenować, żeby osiągnąć taki poziom.
Tej nocy mogła już trochę pospać, więc ochoczo z tego skorzystała, jak tylko rozbili obóz. Jednak ta noc minęła naprawdę szybko. Na całe szczęście nic się nie wydarzyło, więc mogła wstać spokojnie, odświeżyć się i jeśli mieli w planach jakieś śniadanie, to rzecz jasna zamierzała też pomóc.
- I jak? Nie przysnąłeś ani na minutkę? - zapytała i klepnęła Masakiyo po ramieniu, szczerząc się do niego. Jakoś to wczorajsze milczenie praktycznie wszystkich, trochę jej dokuczało. Nie czuła skrępowania, tylko po prostu wyczuwała, że to inni się krępują, może trochę boją nie wypalić niczego głupiego. W sumie wczoraj sama nie była lepsza. Nie należała do gaduł. Przez chwilę nawet biła się z myślami czy nie wspomnieć uczennicy Ryuunosuke o tym, że Shirako nie żyje, ale... Czy powinna? Nie kojarzyła, żeby jakoś często ze sobą współpracowali, chociaż jakby powiedziała, że to ten, co rozdarł namiot przed Zlotem Czterech, to pewnie by skoajrzyła. Na samą myśl o tej sytuacji uśmiechnęła się lekko. Może i były z nim perypetie, ale zawsze na wesoło.
- Ayame-chan, nie śniłaś dzisiaj nic? - zagaiła, bo w sumie nie słyszała żadnych słówek od koleżanki. Być może spała na tyle głęboko, że nic do niej nie docierało. Ich dowódczyni też chyba miała okazję na spokojny sen, nie ryzykując obłapiania przez Masakiyo. Chociaż gonitwa była akurat zabawna.
Dokończyła leczenie, podczas którego w międzyczasie zerknęła na swojego pacjenta. Nie wydusił z siebie już ani słowa. Chyba był wystraszony i obrażony jednocześnie. Cóż, groźba więzienia nie była zbyt przyjemna. Jednakże Takayama uznała, że taki argument skutecznie do niego przemówi. I chyba miała rację.
- Gotowe. Jednak przez chwilę jeszcze nie szarżuj, Masakiyo-kun. - powiedziała cicho i odsunęła się od niego, kiedy lecznica aura wokół jej dłoni zniknęła.
Ruszyli w drogę. Najwyższa pora wracać do osady i może dowiedzieć się, co to wszystko miało na celu, skoro finalnie i tak nie pojmali żadnego Senrankai ani ich wszystkich nie zneutralizowali. Z tego, co czerwonowłosa kunoichi zdążyła zauważyć, to jednak nie tylko ona była zdziwiona obecnością Takayamy. Ta jednak dość szybko wyjaśniła, co tu się wydarzyło. I dlaczego. Jak najbardziej Sayuri była w stanie to zrozumieć. Im mniej osób wiedziało o tym, że to nie wcale lord Tao jest w lektyce, którą eskortują, tym większa szansa powodzenia obu misji. Poza tym otrzymali pochwałę od kobiety. A to nie byle co przecież! Od razu na twarzy czerwonowłosej rozpromienił się szeroki uśmiech, który zaraz zmienił się w nieco zakłopotany, kiedy ponownie oberwało się Masakiyo. Tak czy siak, wszyscy wiedzieli, że i on dobrze się spisał, dzielnie walczył, tylko po prostu jego styl bycia nie wpisuje się w upodobania Takayamy. Jakoś musiał z tym żyć. I pewnie się dostosować, co zresztą robił.
- Dziękujemy za wyjaśnienia, Takayama-sama. W sumie dzięki tajemnicy, lord Tao przekaże te ważne informacje. Zrozumiałe zagranie. - powiedziała, idąc gdzieś blisko Ayame, ale też niezbyt daleko od samej uczennicy Ryuunosuke. Mimo, iż nie do końca odpowiadał jej chłód, jaki z kobiety się wydostował, to podziwiała jej sztukę walki. Była szybka i niesamowicie precyzyjna. Tego wymagała walka łukiem. Ciekawe, ile musiała trenować, żeby osiągnąć taki poziom.
Tej nocy mogła już trochę pospać, więc ochoczo z tego skorzystała, jak tylko rozbili obóz. Jednak ta noc minęła naprawdę szybko. Na całe szczęście nic się nie wydarzyło, więc mogła wstać spokojnie, odświeżyć się i jeśli mieli w planach jakieś śniadanie, to rzecz jasna zamierzała też pomóc.
- I jak? Nie przysnąłeś ani na minutkę? - zapytała i klepnęła Masakiyo po ramieniu, szczerząc się do niego. Jakoś to wczorajsze milczenie praktycznie wszystkich, trochę jej dokuczało. Nie czuła skrępowania, tylko po prostu wyczuwała, że to inni się krępują, może trochę boją nie wypalić niczego głupiego. W sumie wczoraj sama nie była lepsza. Nie należała do gaduł. Przez chwilę nawet biła się z myślami czy nie wspomnieć uczennicy Ryuunosuke o tym, że Shirako nie żyje, ale... Czy powinna? Nie kojarzyła, żeby jakoś często ze sobą współpracowali, chociaż jakby powiedziała, że to ten, co rozdarł namiot przed Zlotem Czterech, to pewnie by skoajrzyła. Na samą myśl o tej sytuacji uśmiechnęła się lekko. Może i były z nim perypetie, ale zawsze na wesoło.
- Ayame-chan, nie śniłaś dzisiaj nic? - zagaiła, bo w sumie nie słyszała żadnych słówek od koleżanki. Być może spała na tyle głęboko, że nic do niej nie docierało. Ich dowódczyni też chyba miała okazję na spokojny sen, nie ryzykując obłapiania przez Masakiyo. Chociaż gonitwa była akurat zabawna.
- 5 mar 2026, o 13:13
- Forum: Kyuzo
- Temat: Szlak transportowy
- Odpowiedzi: 182
- Odsłony: 31752
Re: Szlak transportowy
Kiedy shurikeny ruszyły w jej stronę, wtedy mogła zrozumieć, że dałaby radę ich uniknąć. Wciąż jednak nie będąc w stu procentach pewna możliwości, jakie mogłyby te twory zaprezentować, wolała tego aż tak nie testować i użyła jednej z defensywno ofensywnej techniki klanu Hyūga. Tutaj miała pewność, a dodatkowo zapewniając sobie bezpieczeństwo, mogła zaatakować swoją rywylkę, a nie tylko się przed nią obronić. I jej plan się powiódł. Kopuła z chakry skutecznie zniwelowała atak, a idąc za ciosem i nie dając przeciwniczce czasu na kolejny atak, sama zaatkowała. Tego chyba członkini Senrankai się nie spodziewała, bo dość mocno oberwała. Jej krzyk rozniósł się po okolicy, chociaż cały czas i tak było słychać ogłosy innych walk. Sayuri jednak była skupiona na niej, bo w głowie miała ułożone dalsze kroki tej potyczki. I kiedy zauważyła, że oponentka znowu chce zaatakować, musiała zareagować. Jej ruchy były zdecydowanie wolniejsze, nie można było przepuścić tej okazji. Dlatego czerwonowłosa kunoichi od razu z całą swoją szybkością ruszyła na nieznajomą i zaatakowała ją jedną z charakterystycznych technik klanowych - Hakke Rokujūyon Shō. Nie przestawała, mimo iż w pewnym momencie Senrankai nie miała jak się bronić. Ten atak należało wyprowadzić do końca. Jej ruchy były precyzyjne, pewne siebie, nie zawahała się nawet na ułamej sekundy. Przystanęła dopiero wtedy, kiedy wyprowadziła ostatnie uderzenie. Wtedy jakby czas się zatrzymał. Kosmyki włosów, które tańczyły w powietrzu podczas jej energicznych ruchów, teraz opadły na ramiona i plecy. I opadła też członkini Senrankai, wydając z siebie ostatni oddech.
Sayuri cofnęła rękę, zbliżając ją do swojej klatki piersiowej. Czuła, jak szybko bije jej serca. Jak adrenalina jej podskoczyła, podczas gdy właśnie ktoś stracił życie. Ale czy to nie tak musi wyglądać? Że właśnie będzie pozbawiać kogoś życia, żeby samej żyć. Gdyby teraz to ona umarła, to śmierć Shirako poszłaby na marne. To, że ocalił ją też Masakiyo, też mogłoby pójść na marne. Na to pozwolić nie mogła.
Odwróciła się, chcąc rozeznać się w sytuacji. Wyglądało na to, że szala wygranej była raczej po ich stronie, chociaż cały oddział lorda Tao padł. Uniosła brwi, widząc masę bezwładnych ciał, chyba nie do końca spodziewając się, że absolutnie wszyscy stracą życie. Ale tym sposobem została się ich czwórka i ośmiu ludzi Senrankai. A wśród nich był ten, który od jakiegoś czasu przewijał się w jej myślach i wspomnieniach. Zacisnęła usta, czując jak jej ciało lekko się spina, a on... Czy on się do niej uśmiechnął? Nie wiedziała czemu, ale jakoś zbijało ją to z tropu. Chcąc się z tego otrząsnąć, zamierzała spojrzeć na ich dowódczynię, ale tu jej wzrok skupił się na Masakiyo, który postanowił zaatakować oficera Senrankai, gdy tylko ten wysunął swoje żądania. Widziała obu w akcji, ale w sumie to pewnie był jedynie ułamek ich umiejętności. A tutaj... Mimo, iż Masakiyo był silny, to oficer z łatwościa umknął jego atakowi. Niby w ostatnim momencie, ale to wszystko nie wyglądało na przypadek. Zdecydowanie wiedział, że da radę to zrobić. A to stworzyło mu idealną okazję do ataku. Ataku doskonale znaną jej techniką. Mogła jedynie patrzeć jak jej kolega obrywa i to dość boleśnie. Mimo to dalej chciał atakować, chociaż podnoszenie się z ziemi było teraz dla niego nie lada wyzwaniem. A Senrankai wciąż miało żądania. Chcieli lorda, wtedy puszczą ich wolno. Przecież musieli zdawać sobie sprawę, że nie odpuszczą od tak. I kiedy ponownie mężczyzna złożył ofertę, to z lektyki wystrzeliła strzała. Szybko ugodziła jednego z wrogów. Zaraz drzwi się otworzyły i ich oczom ukazał się sam lord Tao. Ale zaraz, czy na pewno?
Takayama-sama?! Niemal krzyknęła w swoich myślach, chcąc natychmiast rozeznać się w sytuacji. Czy lord Tao w ogóle jest w tej lektyce? Czy tam były dwie osoby czy tylko przebrana Takayama? Czy to była po prostu zasadzka na Senrankai, o której nie wiedzieli nawet oni? Niezależnie jakby był zamiar tego całego przedsięwzięcia, wycofali się. Oficer ewidentnie nie był zadowolony z obecności kobiety. Obawiali się jej. Co oznaczało, że renoma o jej sile wiodła się już daleko. Dojść do takiego poziomu, by na sam twój widok przeciwnik zwiewał? Niesamowite.
Masakiyo był oczywiście w gorącej wodzie kąpany. Nie mógł od tak odpuścić i mimo iż był obolały to dalej chciał atakować. Na to nie pozwoliła mu Takayama, której strzała wylądowała tuż przed nim w ziemi. Dobitnie skomentowała jego zachowanie. Oj, ta kobieta nie przebierała w słowach.
- Takayama-sama. - powiedziała Sayuri, zwracając się w stronę kobiety i skłoniła się lekko. Od razu przypomniała jej się uwaga kobiety dotycząca jej rozpuszczonych włosów, ale nie sprawiło to, że poczuła się teraz skrępowana. Zamiast tego, gdy tylko się wyprostowała, zwróciła swój wzrok w stronę dowódczyni Akabane, chcąc wyłapać, czy ta jest równie zaskoczona co oni, czy może też o wszystkim wiedziała. Zaraz jednak ruszyła w stronę Masakiyo, chcąc sprawdzić czy nie odniósł obrażeń, którymi mogłaby się zajać.
- Boli cię coś, Masakiyo-kun? - zapytała tuż po tym, gdy kucnęła przy nim. Dłonią dotknęła jego klatki piersiowej, jakby chciała sprawdzić jego tkliwość. Przypuszczała, że mógł dobrze oberwać, inaczej nie miałby takich trudności z poruszaniem się. W najlepszym wypadku to obicie, będzie trochę siników i tyle. Mógł mieć też złamane jakieś żebro. Ale mogła mu pomóc medycznym jutsu i to zamierzała uczyć, obserwując jego reakcję na swój dotyk. - I tylko nie mów, że teraz gdy jestem obok, to już nic. - dorzuciła pogodnie z lekkim uśmiechem. To nie był czas na takie mydlenie oczu.
Sayuri cofnęła rękę, zbliżając ją do swojej klatki piersiowej. Czuła, jak szybko bije jej serca. Jak adrenalina jej podskoczyła, podczas gdy właśnie ktoś stracił życie. Ale czy to nie tak musi wyglądać? Że właśnie będzie pozbawiać kogoś życia, żeby samej żyć. Gdyby teraz to ona umarła, to śmierć Shirako poszłaby na marne. To, że ocalił ją też Masakiyo, też mogłoby pójść na marne. Na to pozwolić nie mogła.
Odwróciła się, chcąc rozeznać się w sytuacji. Wyglądało na to, że szala wygranej była raczej po ich stronie, chociaż cały oddział lorda Tao padł. Uniosła brwi, widząc masę bezwładnych ciał, chyba nie do końca spodziewając się, że absolutnie wszyscy stracą życie. Ale tym sposobem została się ich czwórka i ośmiu ludzi Senrankai. A wśród nich był ten, który od jakiegoś czasu przewijał się w jej myślach i wspomnieniach. Zacisnęła usta, czując jak jej ciało lekko się spina, a on... Czy on się do niej uśmiechnął? Nie wiedziała czemu, ale jakoś zbijało ją to z tropu. Chcąc się z tego otrząsnąć, zamierzała spojrzeć na ich dowódczynię, ale tu jej wzrok skupił się na Masakiyo, który postanowił zaatakować oficera Senrankai, gdy tylko ten wysunął swoje żądania. Widziała obu w akcji, ale w sumie to pewnie był jedynie ułamek ich umiejętności. A tutaj... Mimo, iż Masakiyo był silny, to oficer z łatwościa umknął jego atakowi. Niby w ostatnim momencie, ale to wszystko nie wyglądało na przypadek. Zdecydowanie wiedział, że da radę to zrobić. A to stworzyło mu idealną okazję do ataku. Ataku doskonale znaną jej techniką. Mogła jedynie patrzeć jak jej kolega obrywa i to dość boleśnie. Mimo to dalej chciał atakować, chociaż podnoszenie się z ziemi było teraz dla niego nie lada wyzwaniem. A Senrankai wciąż miało żądania. Chcieli lorda, wtedy puszczą ich wolno. Przecież musieli zdawać sobie sprawę, że nie odpuszczą od tak. I kiedy ponownie mężczyzna złożył ofertę, to z lektyki wystrzeliła strzała. Szybko ugodziła jednego z wrogów. Zaraz drzwi się otworzyły i ich oczom ukazał się sam lord Tao. Ale zaraz, czy na pewno?
Takayama-sama?! Niemal krzyknęła w swoich myślach, chcąc natychmiast rozeznać się w sytuacji. Czy lord Tao w ogóle jest w tej lektyce? Czy tam były dwie osoby czy tylko przebrana Takayama? Czy to była po prostu zasadzka na Senrankai, o której nie wiedzieli nawet oni? Niezależnie jakby był zamiar tego całego przedsięwzięcia, wycofali się. Oficer ewidentnie nie był zadowolony z obecności kobiety. Obawiali się jej. Co oznaczało, że renoma o jej sile wiodła się już daleko. Dojść do takiego poziomu, by na sam twój widok przeciwnik zwiewał? Niesamowite.
Masakiyo był oczywiście w gorącej wodzie kąpany. Nie mógł od tak odpuścić i mimo iż był obolały to dalej chciał atakować. Na to nie pozwoliła mu Takayama, której strzała wylądowała tuż przed nim w ziemi. Dobitnie skomentowała jego zachowanie. Oj, ta kobieta nie przebierała w słowach.
- Takayama-sama. - powiedziała Sayuri, zwracając się w stronę kobiety i skłoniła się lekko. Od razu przypomniała jej się uwaga kobiety dotycząca jej rozpuszczonych włosów, ale nie sprawiło to, że poczuła się teraz skrępowana. Zamiast tego, gdy tylko się wyprostowała, zwróciła swój wzrok w stronę dowódczyni Akabane, chcąc wyłapać, czy ta jest równie zaskoczona co oni, czy może też o wszystkim wiedziała. Zaraz jednak ruszyła w stronę Masakiyo, chcąc sprawdzić czy nie odniósł obrażeń, którymi mogłaby się zajać.
- Boli cię coś, Masakiyo-kun? - zapytała tuż po tym, gdy kucnęła przy nim. Dłonią dotknęła jego klatki piersiowej, jakby chciała sprawdzić jego tkliwość. Przypuszczała, że mógł dobrze oberwać, inaczej nie miałby takich trudności z poruszaniem się. W najlepszym wypadku to obicie, będzie trochę siników i tyle. Mógł mieć też złamane jakieś żebro. Ale mogła mu pomóc medycznym jutsu i to zamierzała uczyć, obserwując jego reakcję na swój dotyk. - I tylko nie mów, że teraz gdy jestem obok, to już nic. - dorzuciła pogodnie z lekkim uśmiechem. To nie był czas na takie mydlenie oczu.
- 4 mar 2026, o 12:01
- Forum: Kyuzo
- Temat: Szlak transportowy
- Odpowiedzi: 182
- Odsłony: 31752
Re: Szlak transportowy
Wybory były nieodłącznym elementem życia każdego ninja. Często musiały być podejmowane intuicyjnie, szybko, bez głębszej analizy. Tak jak teraz, kiedy jeden z Senrankai przedarł się przez ludzi lorda Tao i ewidentnie zamierzał zaatakować samego eskortowanego. Myśl tutaj była prosta: eskortowali, mieli chronić. A skoro lord Tao był w zagrożeniu, a ona była najbliżej, to decyzja wydawała jej się prosta. Chociaż już jedna z jej decyzji niemal kosztowała życie Aoko. Owszem, udało się ją uratować, ale co, gdyby to jednak ją wspomogła jako pierwszą? Czy wtedy Jin wyszedłby bez szwanku? Czy też wymagałby takiej dużej pomocy medycznej? Jakkolwiek by na to nie patrzyła, nie pozna odpowiedzi na te pytania, więc nie mogła się nimi zadręczać. To już się stało. I jakoś im się udało z tego wyjść. Nie licząc Shirako. Ale teraz było teraz. I właśnie zadecydowała, by zaatakować nieproszonego gościa.
Na jej szczęście przeciwnik nie zdołał uniknąć zaplanowanego ataku. No, a raczej przeciwnika, bo wydany przez nią dźwięk po uderzeniu ewidentnie o tym świadczył. Sayuri liczyła na to, że to uderzenie wyeliminuje ją na jakiś czas z dalszych prób atakowania, ale była gotowa dodatkowo zneutralizować swoją przeciwniczkę, jeśli tylko byłaby taka konieczność. Dlatego bacznie obserwowała jej „lot”, a widząc, że ta nie zamierza leżeć spokojnie i odpoczywać, napięła swoje mięśnie, przyjmując pozę gotową do reakcji na to, co może się wydarzyć.
Nieznajoma złożyła pieczęci i wytworzyła.. kryształowe shurikeny? Czerowonowłosa zmrużyła nieco oczy, chcąc szybko przeanalizować obecną sytuację. Przypuszczała, a raczej sądziła, że lepiej tak zrobić, że kobieta z Senrankai ma pełną władzę nad kontrolą lotu swoich tworów. Pytanie, jak szybkie były? Jak wytrzymałe? Nie walczyła jeszcze z nikim, kto posiadał takie umiejętności, chociaż kogoś takiego znała. Swoją drogą, co za zrządzenie losu. Ilu ludzi, którzy mogliby robić coś na rzecz klanu, para się robotą dla Senrankai. Na razie miała styczność z pojedynczymi osobami, ale ile takich jak ona czy Yukari mogło tam być? Skoro ich liczebność ogółem była ogromna.
Czerwonowłosa kunoichi zacisnęła usta, obserwując też to, co dzieje się dookoła. Każdy miał zajęcie, ale nikt jeszcze nie wyglądał na takiego, który potrzebowałby jej wsparcia. Zresztą, dopóki nie zneutralizowała przeciwniczki, nie mogła od tak jej zostawić, dając jej wolną rękę. Poza tym była już na świeczniku. Jak dalej będzie tak stać, to te kryształowe shurikeny wylądują na jej twarzy. I zdecydowanie nie będzie to ani przyjemna ani ładna ozdoba.
Nie mogła ryzykować. Mając na uwadze nieznajomość tego, co te twory tak naprawdę potrafią, musiała zareagować szybko. Bronią się i atakując jednocześnie. A do tego najlepsza była technika Shugohakke Rokujūyon Shō, która w mniemaniu Sayuri, powinna poradzić sobie ze zniszczeniem broni, jeśli te ją zaatakują. Poza tym, zasięg był dość spory, zważywszy na to, że kobiet nie dzieliła zbyt duża odległość. Na początek zamierzała utworzyć kopułę tak, by obejmowała i chroniła ją, ale w dowolnym momencie mogła nią manipulować, by reagować na ruch kryształowych shurikenów. Tu już ważna była też jej szybkość, by w odpowiednim momencie zareagował. Poza tym, kopuła miała jeszcze jeden cel – rozszerzając jej zasięg, i oczywiście uważać na swoich sojuszników, zamierzała zaatakować nią kobietę z Senrankai. Liczyła, że jutsu chociażby zada jej na tyle poważne rany, by wyeliminować ją z dalszej walki lub dać możliwość dobiegnięcia do niej, by użyć na niej Hakke Rokujūyon Shō.
W przypadku, gdyby zauważyła, że Shugohakke Rokujūyon Shō nie radzi sobie z kryształem, musiała natychmiast zaprzestać wykonywać tę technikę i chronić siebie, jak i lorda. W tym celu widziała już tylko jedno jutsu, które mogła wykonać natychmiast i miało największe szanse powodzenia, jeśli chodzi o obronę. Oczywiście, że Hakkeshō Kaiten tkwiło w jej myślach, jako technika ostateczna do obrony, gdyby wcześniejsze działania zawiodły. Cały czas miała również aktywny byakugan, na razie w widzeniu sferycznym.
Na jej szczęście przeciwnik nie zdołał uniknąć zaplanowanego ataku. No, a raczej przeciwnika, bo wydany przez nią dźwięk po uderzeniu ewidentnie o tym świadczył. Sayuri liczyła na to, że to uderzenie wyeliminuje ją na jakiś czas z dalszych prób atakowania, ale była gotowa dodatkowo zneutralizować swoją przeciwniczkę, jeśli tylko byłaby taka konieczność. Dlatego bacznie obserwowała jej „lot”, a widząc, że ta nie zamierza leżeć spokojnie i odpoczywać, napięła swoje mięśnie, przyjmując pozę gotową do reakcji na to, co może się wydarzyć.
Nieznajoma złożyła pieczęci i wytworzyła.. kryształowe shurikeny? Czerowonowłosa zmrużyła nieco oczy, chcąc szybko przeanalizować obecną sytuację. Przypuszczała, a raczej sądziła, że lepiej tak zrobić, że kobieta z Senrankai ma pełną władzę nad kontrolą lotu swoich tworów. Pytanie, jak szybkie były? Jak wytrzymałe? Nie walczyła jeszcze z nikim, kto posiadał takie umiejętności, chociaż kogoś takiego znała. Swoją drogą, co za zrządzenie losu. Ilu ludzi, którzy mogliby robić coś na rzecz klanu, para się robotą dla Senrankai. Na razie miała styczność z pojedynczymi osobami, ale ile takich jak ona czy Yukari mogło tam być? Skoro ich liczebność ogółem była ogromna.
Czerwonowłosa kunoichi zacisnęła usta, obserwując też to, co dzieje się dookoła. Każdy miał zajęcie, ale nikt jeszcze nie wyglądał na takiego, który potrzebowałby jej wsparcia. Zresztą, dopóki nie zneutralizowała przeciwniczki, nie mogła od tak jej zostawić, dając jej wolną rękę. Poza tym była już na świeczniku. Jak dalej będzie tak stać, to te kryształowe shurikeny wylądują na jej twarzy. I zdecydowanie nie będzie to ani przyjemna ani ładna ozdoba.
Nie mogła ryzykować. Mając na uwadze nieznajomość tego, co te twory tak naprawdę potrafią, musiała zareagować szybko. Bronią się i atakując jednocześnie. A do tego najlepsza była technika Shugohakke Rokujūyon Shō, która w mniemaniu Sayuri, powinna poradzić sobie ze zniszczeniem broni, jeśli te ją zaatakują. Poza tym, zasięg był dość spory, zważywszy na to, że kobiet nie dzieliła zbyt duża odległość. Na początek zamierzała utworzyć kopułę tak, by obejmowała i chroniła ją, ale w dowolnym momencie mogła nią manipulować, by reagować na ruch kryształowych shurikenów. Tu już ważna była też jej szybkość, by w odpowiednim momencie zareagował. Poza tym, kopuła miała jeszcze jeden cel – rozszerzając jej zasięg, i oczywiście uważać na swoich sojuszników, zamierzała zaatakować nią kobietę z Senrankai. Liczyła, że jutsu chociażby zada jej na tyle poważne rany, by wyeliminować ją z dalszej walki lub dać możliwość dobiegnięcia do niej, by użyć na niej Hakke Rokujūyon Shō.
W przypadku, gdyby zauważyła, że Shugohakke Rokujūyon Shō nie radzi sobie z kryształem, musiała natychmiast zaprzestać wykonywać tę technikę i chronić siebie, jak i lorda. W tym celu widziała już tylko jedno jutsu, które mogła wykonać natychmiast i miało największe szanse powodzenia, jeśli chodzi o obronę. Oczywiście, że Hakkeshō Kaiten tkwiło w jej myślach, jako technika ostateczna do obrony, gdyby wcześniejsze działania zawiodły. Cały czas miała również aktywny byakugan, na razie w widzeniu sferycznym.
- 4 mar 2026, o 09:21
- Forum: Ogłoszenia i Kontakt z Administracją
- Temat: Prośby do administracji
- Odpowiedzi: 2513
- Odsłony: 415419
Re: Prośby do administracji
Sprawa: Awans z Dōkō na Akoraito
Uzasadnienie: Spełnione wymagania odnośnie:
Uzasadnienie: Spełnione wymagania odnośnie:
- Osiągniętej sumy PH na postaci,
- Wykonanej misji C na rzecz klanu.