Znaleziono 1213 wyników
- wczoraj, o 17:49
- Forum: Domy mieszkalne
- Temat: Dom rodzinny Anzou
- Odpowiedzi: 47
- Odsłony: 8433
Re: Dom rodzinny Anzou
Anzou po gorzkiej rozmowie w siedzibie klanu przyszedł do swojego domu. To było miejsce, które od dawna stanowiło dla niego bezpieczną przystań, nawet jeżeli bywał tutaj rzadko, jeżeli nie miał możliwości spędzać tutaj tak dużo czasu jakby sobie życzył... Mimo to, zanim ruszy na wojnę chciał się pożegnać ze swoimi najbliższymi - w tym siostrą. Do tego do momentu opanowania na odpowiednim poziomie sztuki walki mieczem - Kaminari w ogóle nie potrzebuje ich przy sobie. Spędził wiele czasu, dokonał wiele trudu, aby je zdobyć, a utrata na froncie takiego cudu kowalstwa byłaby problematyczna. I przykra. Niebieskooki schował fanty dość precyzyjnie, następnie udał się do łaźni, aby ogarnąć, odświeżyć. Na wojnie musi się prezentować nienagannie. Teraz, gdy Chino odzyskała oko i nogę kompas jego priorytetów diametralnie się zmienił. Kobieta też miała kogoś, co chyba finalnie jest... dobre - dla niej jak i dla klanu. Anzou może stracił szansę na jakąś bliską relację, ale w końcu spadł też z niego ciężar dostarczenia tego za wszelką cenę. Teraz miał właśnie jeden cel, który był prosty. Iść na wojnę. Walczyć dla klanu. Do końca, do śmierci. Był gotowy na to, co przyniesie mu los.
- wczoraj, o 17:40
- Forum: Raigeki (Osada Rodu Kaminari)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 203
- Odsłony: 38152
Re: Siedziba władzy
Anzou wszedł do środka i rozpoczął rozmowę z przywódczynią klanu. Gołym okiem było widać, że ona jakby odżyła, że rozpromieniała, jakby coś tchnęło w nią dodatkową energię. Władca Piorunów wiedział, a przynajmniej tak czuł, że ona nie będzie zadowolona z tego, że znowu dużo czasu go nie było, a co gorsza, że w trakcie tego czasu nie załatwił tego, co od niego oczekiwano. W zasadzie - Białowłosy chyba niewiele myślał w tej materii. To było jedno z zadań, które ciągnęło się za nim, jak jakiś glut, cholernie też mu to uwłaczało. Chino wysłuchała jego wywodu, ale chyba niewiele sobie z tego robiła. Jej zachowanie było inne.
- Nie olałem. W żadnym wypadku.
Władca Piorunów czuł zawód w głosie swojej rozmówczyni. Czuł, że ponownie pokładała w nim nadzieje, że czekała, aż Kaminai przyniesie jej te trzy rzeczy. Ten jednak ponownie nie dowiózł. To było bolesne, ale przecież w ostatnim czasie Niebieskooki też nie próżnował. Sama też praktycznie w ogóle nie zareagowała na miecze, które dostarczył Anzou. Jakby to nie było nic. Dalej Chino opowiedziała nieco więcej, otworzyła się, poruszyła tematy i jakby... zrzucała z siebie pewnego rodzaju ciężar. Anzou uważnie jej słuchał, próbował wyłapać każdy niuans tej rozmowy. Chłopak czuł, że musi się tłumaczyć. Nawet jeżeli tylko winny się tłumaczy... on musiał to zrobić. Czuł się winny.
- Pół roku to dużo czasu, masz rację. Za dużo straciłem na poszukiwanie tych mieczy. Wyprawa do Ayatsuri pewnie pochłonęłąby jeszcze więcej. Atrapę pies trącał, ale te miecze... reagują na Raiton, wtedy są w stanie przeciąć praktycznie wszystko.
Anzou lekko chciał podkreślić, że to co przyniósł to nie jest jakiś zwykły miecz. Dalej jednak utrzymywał kontakt wzrokowy z Chino, która kontynuowała swoją ofensywę i dopiero się chyba rozkręcała. Nie była jednak w tym wszystkim chamska, zachowywała się zupełnie przyzwoicie, ale... Kaminari dalej czuł, że jest zawiedziona. A gdy usłyszał o oku... Jego ciało delikatnie zmiękło. Gzik załatwił oko. W trzy tygodnie. Gdzie Niebieskooki nie zrobił tego przez tak wiele czasu.
- Gzik... czyli to załatwił... z jednej strony się ciesze, z drugiej... to chciałem być ja. Mimo wszystko, to on jest Seininem i potrafi się teleportować...
Białowłosy mówił trochę ciszej, jakby sam do siebie, słowa ciężko przechodziły mu przez gardło. Nie czuł się komfortowo, a gdy usłyszał o tym, że Chino odzyskała nogę... I do tego od Sióstr Nocy... To poczuł ponowny cios. Nie fizyczny, ale psychiczny. Nie był zadowolony. Zacisnął nawet swoją pięść, lekko przygryzł wargę. Spojrzał na Chino.
- I protezę... kurwa, jest mi z tym źle, ale cieszę się, cieszę się, że odzyskałaś to, co straciłaś, co straciłaś przeze mnie. Przepraszam, że nie dostałaś tego wszystkiego z moich rąk.
Anzou patrzył już nie na swoją rozmówczynię, ale gdzieś dalej, jego wzrok był pusty, a nagle Kaminari został jakby pozbawiony energii, motywacji. Nie stracił sensu swojego życia, ale raczej możliwości, aby spłacić swój dług wdzięczności wobec Chino, która nadstawiła swoje życie by go ratować. Mimo wszystko, dobrze, że tak się sprawy potoczyły. Shirei-kan klanu Kaminari zyskała ogromną moc. To duża wartość dodana. Dalej Anzou mógł już tylko słuchać jak to nie zawiódł swojej liderki. Anzou wcale nie szlajał się po świecie, był też na wojnie, przez co nie mógł dowieźć zadania. Miał też jakieś swoje powody, ale tłumaczenia chyba tutaj nie mają sensu. Zwłaszcza, że Chino nawet nie chce mieczy. Kaminari dostał też instrukcje, zgłosić się do Jina, czyli do Gzika, elitarnej jednostki klanu i brać udział w wojnie. To przynajmniej Władcy Piorunów wychodziło.
- To szlajanie po świecie też nie zawsze jest dla przyjemności, przecież wiesz. Stoczyłem niejedną bitwę, niejedną wojnę, po to, aby klan miał... lepiej. Mam swoje braki, mam swoje wady, doskonale to wiem. Dlatego też chcę być silniejszy, żeby móc chronić tych, na których mi zależy - Ciebie, klan, swoją rodzinę, siostrę. Zgłoszę się do Jina i rusze na wojnę. Tylko tyle mi pozostało. Rozumiem Twój żal, sam też jestem zły, że nie udało mi się dostarczyć tego wszystkiego. Przepraszam. Po prostu przepraszam. I życzę Ci wszystkiego dobrego, na Twojej nowej drodze. Wierzę, że będziesz szczęśliwa. A ja... zajmę się tym, co mi faktycznie wychodzi. Walka dla klanu. Tylko co do tych mieczy... przecież ja nawet nie wiem jak ich używać... Zostawię je u siebie w domu, na razie, może kiedyś zmienisz zdanie. Albo ja się nauczę ich sensownie używać. Od dziś - nie będę stanowić dla Ciebie żadnego problemu. Dziękuję za wszystko i przepraszam za wszystko, Chino.
Anzou mówił powoli, z lekkim smutkiem w głosie. Nie czuł się komfortowo, ale przynajmniej chciał jakoś to wszystko wyjaśnić z Chino. Zabrał te wszystkie miecze, które miał. Nie było nic innego jak ruszyć na wojnę. Zebrać odpowiedni ekwipunek, dozbroić się i zwyczajnie ruszyć na front. Klan wzywa. Kaminari pożegnał się ukłonem i opuścił siedzibę.
z.t
- Nie olałem. W żadnym wypadku.
Władca Piorunów czuł zawód w głosie swojej rozmówczyni. Czuł, że ponownie pokładała w nim nadzieje, że czekała, aż Kaminai przyniesie jej te trzy rzeczy. Ten jednak ponownie nie dowiózł. To było bolesne, ale przecież w ostatnim czasie Niebieskooki też nie próżnował. Sama też praktycznie w ogóle nie zareagowała na miecze, które dostarczył Anzou. Jakby to nie było nic. Dalej Chino opowiedziała nieco więcej, otworzyła się, poruszyła tematy i jakby... zrzucała z siebie pewnego rodzaju ciężar. Anzou uważnie jej słuchał, próbował wyłapać każdy niuans tej rozmowy. Chłopak czuł, że musi się tłumaczyć. Nawet jeżeli tylko winny się tłumaczy... on musiał to zrobić. Czuł się winny.
- Pół roku to dużo czasu, masz rację. Za dużo straciłem na poszukiwanie tych mieczy. Wyprawa do Ayatsuri pewnie pochłonęłąby jeszcze więcej. Atrapę pies trącał, ale te miecze... reagują na Raiton, wtedy są w stanie przeciąć praktycznie wszystko.
Anzou lekko chciał podkreślić, że to co przyniósł to nie jest jakiś zwykły miecz. Dalej jednak utrzymywał kontakt wzrokowy z Chino, która kontynuowała swoją ofensywę i dopiero się chyba rozkręcała. Nie była jednak w tym wszystkim chamska, zachowywała się zupełnie przyzwoicie, ale... Kaminari dalej czuł, że jest zawiedziona. A gdy usłyszał o oku... Jego ciało delikatnie zmiękło. Gzik załatwił oko. W trzy tygodnie. Gdzie Niebieskooki nie zrobił tego przez tak wiele czasu.
- Gzik... czyli to załatwił... z jednej strony się ciesze, z drugiej... to chciałem być ja. Mimo wszystko, to on jest Seininem i potrafi się teleportować...
Białowłosy mówił trochę ciszej, jakby sam do siebie, słowa ciężko przechodziły mu przez gardło. Nie czuł się komfortowo, a gdy usłyszał o tym, że Chino odzyskała nogę... I do tego od Sióstr Nocy... To poczuł ponowny cios. Nie fizyczny, ale psychiczny. Nie był zadowolony. Zacisnął nawet swoją pięść, lekko przygryzł wargę. Spojrzał na Chino.
- I protezę... kurwa, jest mi z tym źle, ale cieszę się, cieszę się, że odzyskałaś to, co straciłaś, co straciłaś przeze mnie. Przepraszam, że nie dostałaś tego wszystkiego z moich rąk.
Anzou patrzył już nie na swoją rozmówczynię, ale gdzieś dalej, jego wzrok był pusty, a nagle Kaminari został jakby pozbawiony energii, motywacji. Nie stracił sensu swojego życia, ale raczej możliwości, aby spłacić swój dług wdzięczności wobec Chino, która nadstawiła swoje życie by go ratować. Mimo wszystko, dobrze, że tak się sprawy potoczyły. Shirei-kan klanu Kaminari zyskała ogromną moc. To duża wartość dodana. Dalej Anzou mógł już tylko słuchać jak to nie zawiódł swojej liderki. Anzou wcale nie szlajał się po świecie, był też na wojnie, przez co nie mógł dowieźć zadania. Miał też jakieś swoje powody, ale tłumaczenia chyba tutaj nie mają sensu. Zwłaszcza, że Chino nawet nie chce mieczy. Kaminari dostał też instrukcje, zgłosić się do Jina, czyli do Gzika, elitarnej jednostki klanu i brać udział w wojnie. To przynajmniej Władcy Piorunów wychodziło.
- To szlajanie po świecie też nie zawsze jest dla przyjemności, przecież wiesz. Stoczyłem niejedną bitwę, niejedną wojnę, po to, aby klan miał... lepiej. Mam swoje braki, mam swoje wady, doskonale to wiem. Dlatego też chcę być silniejszy, żeby móc chronić tych, na których mi zależy - Ciebie, klan, swoją rodzinę, siostrę. Zgłoszę się do Jina i rusze na wojnę. Tylko tyle mi pozostało. Rozumiem Twój żal, sam też jestem zły, że nie udało mi się dostarczyć tego wszystkiego. Przepraszam. Po prostu przepraszam. I życzę Ci wszystkiego dobrego, na Twojej nowej drodze. Wierzę, że będziesz szczęśliwa. A ja... zajmę się tym, co mi faktycznie wychodzi. Walka dla klanu. Tylko co do tych mieczy... przecież ja nawet nie wiem jak ich używać... Zostawię je u siebie w domu, na razie, może kiedyś zmienisz zdanie. Albo ja się nauczę ich sensownie używać. Od dziś - nie będę stanowić dla Ciebie żadnego problemu. Dziękuję za wszystko i przepraszam za wszystko, Chino.
Anzou mówił powoli, z lekkim smutkiem w głosie. Nie czuł się komfortowo, ale przynajmniej chciał jakoś to wszystko wyjaśnić z Chino. Zabrał te wszystkie miecze, które miał. Nie było nic innego jak ruszyć na wojnę. Zebrać odpowiedni ekwipunek, dozbroić się i zwyczajnie ruszyć na front. Klan wzywa. Kaminari pożegnał się ukłonem i opuścił siedzibę.
z.t
- 12 mar 2026, o 17:13
- Forum: Raigeki (Osada Rodu Kaminari)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 203
- Odsłony: 38152
Re: Siedziba władzy
Było ciepłe lato, choć czasem padało, dużo... wrogów się biło i mało się spało, tak zaczyna się - wakacyjna przygoda, Anzou jeszcze młody i Chino była młoda. Zapewne gdzieś w innym uniwersum, gdzieś w innych taki tekst uznano by za wstęp do pięknej piosenki. Realia i rzeczywistość były jednak zgoła inne. Niebieskooki po dość solidnej podróży wrócił do stolicy, która niewiele różniła się od jego ostatniego pobytu. W ciągu kilku dni zdążył już się nieco podszkolić w zakresie technik, spędzić trochę czasu z siostrą, która też wyrosła i stała się solidną Kunoichi. W siedzibie władzy jednak Anzou zderzył się z murem w postaci biurokracji. Kaminari jednak nigdzie się nie spieszył, nie miał nic konkretnego do załatwienia, oczywiście poza okiem i protezą. Część swoich zobowiązań już wykonał. Miał je przy sobie. Zwarte i gotowe do użycia. Anzou usłyszał też plotki o jakiejś delegacji. Władca Piorunów nie miał żadnego pojęcia o co chodzi, ale być może - Chino odwiedziła nowych sojuszników z klanu Pawia i tam spędziła nieco czasu z Siostrami Nocy, może widziała ten słynny meteoryt? W końcu chyba takie też były założenia. Anzou doczekał się i został poproszony do środka. Wszedł jak przystało na Kaminari - wyprostowany, dumny i z wysoko uniesioną brodą. Wewnątrz spotkał go nie tylko nietypowy widok samej Chino, która wyglądała inaczej. Ona dosłownie promieniowała pozytywną energią. To było nietypowe, bardzo nietypowe. Po tym przygaszeniu... jakby ślad zniknął? Do tego miała dłuższe włosy, zdecydowanie bardziej zadbane. Różnice było widać gołym okiem. Anzou ukłonił się w geście szacunku. Uwagę Władcy Laserów przykuła nie tylko sama Shirei-kan, ale również wystrój pomieszczenia. Odbiegał zdecydowanie od tego, co zapamiętał Anzou. Ogromna liczba kwiatów. Czyżby... Chino poznała kogoś? Pół roku to dość dużo czasu, aby z kimś się zaprzyjaźnić czy też... zakochać. Białowłosy tego nie wykluczał. Anzou uśmiechnął się delikatnie słysząc, że jest zgubą klanu. Fakt, trochę go nie było, ale w tym czasie nie próżnował, a co lepsze - klan dalej prosperował, co jest dość... pozytywne.
- Bardzo dobrze wyglądasz. Lato Ci służy.
Powiedział Anzou spokojnym głosem, w którym dało się wyczuć nieco radości. Młody Kaminari utrzymywał kontakt wzrokowy. Chino nie mogła mu pomóc. Anzou nawet tego nie oczekiwał. To on miał wobec niej dług, to on miał coś, co zamierzał jej wręczyć. Posiadał trzy miecze. Dwa, które udało mu się wywalczyć od strażnika oraz jeden, który... zakupił od starej handlarki, która zwyczajnie zrobiła go w konia. Wszystko to wyląduje właśnie w dłoniach Chino. Władca Piorunów przejechał wzrokiem po sali, a następnie wrócił do rozmówczyni.
- Trochę mi to zajęło. Po negocjacjach od razu ruszyłem po artefakt. Spotkałem jakiegoś dziaduszka... długa historia, nie wiem czy na tyle istotna. Do konkretów - mam coś dla Ciebie. Trzy miecze.
Anzou położył na stole, tuż obok Chino to, co udało mu się zdobyć. Dwa miecze były oczywiście lśniące, z daleka było widać, że są wyjątkowe.
- Jeden z tych mieczy to Kōmyōken. Sprzedała mi go jakaś Staruszka, mówiła, że w rękach właściwej osoby potrafi pokonać strach w drugim człowieku. To atrapa, tak go kupiłem, bo pięknie wygląda.
Powiedział Anzou spokojnym głosem pokazując na miecz, który zakupił od staruszki. Wtedy dłoń skierował na dwa te same ostrza.
- A te... udało mi się zdobyć w trakcie pojedynku. Trochę to trwało, musiałem pobłądzić, ale finalnie są. Reagują na Chakrę Raitonu. Co o nich myślisz? Są Twoje. Ja nie zamierzam zabierać Ci więcej czasu. Od razu ruszam po oko.
Anzou mówił spokojnie i oczekiwał odpowiedzi Chino. Uważnie też ją obserwował, patrzył jak reaguje, co myśli. Cieszył się, że wrócił i wykonał część zadania. To wiele dla niego znaczyło. To pokazało, że jego słowa nie są rzucane na wiatr. Teraz pora na realizacje kolejnych zadań. Kaminari przekazuje miecze Kiba nowej właścicielce - Chino Kaminari.
- Bardzo dobrze wyglądasz. Lato Ci służy.
Powiedział Anzou spokojnym głosem, w którym dało się wyczuć nieco radości. Młody Kaminari utrzymywał kontakt wzrokowy. Chino nie mogła mu pomóc. Anzou nawet tego nie oczekiwał. To on miał wobec niej dług, to on miał coś, co zamierzał jej wręczyć. Posiadał trzy miecze. Dwa, które udało mu się wywalczyć od strażnika oraz jeden, który... zakupił od starej handlarki, która zwyczajnie zrobiła go w konia. Wszystko to wyląduje właśnie w dłoniach Chino. Władca Piorunów przejechał wzrokiem po sali, a następnie wrócił do rozmówczyni.
- Trochę mi to zajęło. Po negocjacjach od razu ruszyłem po artefakt. Spotkałem jakiegoś dziaduszka... długa historia, nie wiem czy na tyle istotna. Do konkretów - mam coś dla Ciebie. Trzy miecze.
Anzou położył na stole, tuż obok Chino to, co udało mu się zdobyć. Dwa miecze były oczywiście lśniące, z daleka było widać, że są wyjątkowe.
- Jeden z tych mieczy to Kōmyōken. Sprzedała mi go jakaś Staruszka, mówiła, że w rękach właściwej osoby potrafi pokonać strach w drugim człowieku. To atrapa, tak go kupiłem, bo pięknie wygląda.
Powiedział Anzou spokojnym głosem pokazując na miecz, który zakupił od staruszki. Wtedy dłoń skierował na dwa te same ostrza.
- A te... udało mi się zdobyć w trakcie pojedynku. Trochę to trwało, musiałem pobłądzić, ale finalnie są. Reagują na Chakrę Raitonu. Co o nich myślisz? Są Twoje. Ja nie zamierzam zabierać Ci więcej czasu. Od razu ruszam po oko.
Anzou mówił spokojnie i oczekiwał odpowiedzi Chino. Uważnie też ją obserwował, patrzył jak reaguje, co myśli. Cieszył się, że wrócił i wykonał część zadania. To wiele dla niego znaczyło. To pokazało, że jego słowa nie są rzucane na wiatr. Teraz pora na realizacje kolejnych zadań. Kaminari przekazuje miecze Kiba nowej właścicielce - Chino Kaminari.
- 12 mar 2026, o 16:29
- Forum: Piszemy o wszystkim!
- Temat: Shinobi Zbijak - Mecz
- Odpowiedzi: 117
- Odsłony: 6727
Re: Shinobi Zbijak - Mecz
Stary Anzou mocno śpi, stary Anzou mocno śpi, nikt się go nie boi, nikt na palcach nie chodzi, jak się zerwie to nikogo nie zje.
- 11 mar 2026, o 08:57
- Forum: Rozliczenia PH
- Temat: [PH] Anzou
- Odpowiedzi: 73
- Odsłony: 9606
- 11 mar 2026, o 08:46
- Forum: Raigeki (Osada Rodu Kaminari)
- Temat: Siedziba władzy
- Odpowiedzi: 203
- Odsłony: 38152
Re: Siedziba władzy
Władca Piorunów po dokonaniu treningu ruszył do Siedziby Władzy. Był najedzony, ogarnięty, pachnący i przy sobie miał miecze, które udało mu się ostatnio zdobyć. Od ostatniego czasu minęło już trochę, dobre pół roku był poza klanem, ten czas spędził nie tylko na treningu i poprawie własnych umiejętności, ale również zdobyciu odpowiedniego artefaktu dla szefowej klanu - Chino Kaminari. Niebieskooki nie miał bladego pojęcia w jaki sposób może się ta rozmowa zakończyć, z jakim nastawieniem zostanie przyjęty. Zapewne będzie tak jak zawsze, chłopak dostanie ochrzan, że tyle czasu to zajęło, że tyle czasu minęło, a nadal brakuje kluczowych elementów takich jak oko czy też proteza. Życie go nie rozpieszcza, ale był gotowy. Władca Piorunów nie miał z tym najmniejszego problemu, wiedział, że kolejną rzeczą jaką idzie dokonać to właśnie zdobycie Sharingana. Nic innego go teraz nie interesowało. Niebieskooki po przybyciu do Siedziby widział wiele ludzi, niektóre twarze nawet już kojarzył, ich zachowania nie wyróżniały się raczej niczym szczególnym. Po prostu sobie byli. Kaminari szukał jednak jednej, konkretnej osoby. Nie był to Yai, nie była to Kagada, to była Chino. Wiedział, gdzie urzęduje, miał pewne podejrzenia, gdzie jej szukać. Ruszył w tym kierunku, aby finalnie się do niej dostać. Jeżeli będzie trzeba - poczeka. Mimo wszystko liczy, że finalnie uda się całkiem sprawnie zobaczyć z kobietą, która jest głową całego klanu. Głową, która niedługo zyska nową siłę.
- 10 mar 2026, o 09:02
- Forum: Ogłoszenia Administracyjne
- Temat: Dzień Mężczyzn 2026
- Odpowiedzi: 20
- Odsłony: 312
Re: Dzień Mężczyzn 2026
Superaśnie, uwielbiam PH i uwielbiam sianko. Odbieram, wydam rozsądnie.
- 9 mar 2026, o 12:12
- Forum: Raigeki (Osada Rodu Kaminari)
- Temat: Pole treningowe
- Odpowiedzi: 98
- Odsłony: 19359
- 9 mar 2026, o 10:39
- Forum: Daishi
- Temat: Górska Samotnia
- Odpowiedzi: 63
- Odsłony: 1105
Re: Górska Samotnia
Chłopak został skutecznie namówiony przez staruszkę do zakupu miecza, tudzież przyrządu, który ponoć posiada jakieś specjalne właściwości. Młody Kaminari oczywiście nie wierzył w te rzeczy. Wiedział, że to tylko piękna historia, aby sprzedać jakiś towar. Niemniej, Niebieskooki nie miał z tym najmniejszego problemu. Raczej na brak gotówki nie narzekał, ciężko pracował, doceniał też pracę innych, jeżeli mógł w ten sposób jakoś pomóc kobiecie - to był powód, dla którego warto było dokonać zakupu.
- Dziękuję. Zamiast wojowania... bardziej bym chciał, aby na tym świecie zapanował spokój. Bez ciągłych wojen, bez ciągłego strachu o jutro. Oczywiście... jeżeli to możliwe. Wszystkiego dobrego.
Powiedział Anzou chowając swój fant do plecaka. Dwa miecze, które zdobył w trakcie zadania, mitycznej próby Raijina miał przypasane do pasa, w pochwie, jeżeli udało mu się to również dokupić. Teraz nie pozostało nic innego jak wrócić do domu. Miejsca, gdzie wiele rzeczy się zaczęło, gdzie jeszcze więcej dobrego się udało zrobić. Chwila odpoczynku, spotkanie z Chino i dalsza służba dla klanu. Nadchodzi moment, gdzie istotne będzie... zdobycie oka. Sharingan. Potężna broń w arsenale klanu Uchiha. Niebieskooki nie do końca rozumiał dlaczego te dwa klany trawi ta wojna, lubił Azumę, pewnie ten jest piekielnie silny. Mimo to... dołoży nieco cegiełek do tego konfliktu, zwłaszcza mordując dla Kekkei Genkai. Pewien rozdział się zakończył. Kaminari ruszył na szlak, czeka go podróż, do domu.
z/t -> ruszam do Raigeki.
- Dziękuję. Zamiast wojowania... bardziej bym chciał, aby na tym świecie zapanował spokój. Bez ciągłych wojen, bez ciągłego strachu o jutro. Oczywiście... jeżeli to możliwe. Wszystkiego dobrego.
Powiedział Anzou chowając swój fant do plecaka. Dwa miecze, które zdobył w trakcie zadania, mitycznej próby Raijina miał przypasane do pasa, w pochwie, jeżeli udało mu się to również dokupić. Teraz nie pozostało nic innego jak wrócić do domu. Miejsca, gdzie wiele rzeczy się zaczęło, gdzie jeszcze więcej dobrego się udało zrobić. Chwila odpoczynku, spotkanie z Chino i dalsza służba dla klanu. Nadchodzi moment, gdzie istotne będzie... zdobycie oka. Sharingan. Potężna broń w arsenale klanu Uchiha. Niebieskooki nie do końca rozumiał dlaczego te dwa klany trawi ta wojna, lubił Azumę, pewnie ten jest piekielnie silny. Mimo to... dołoży nieco cegiełek do tego konfliktu, zwłaszcza mordując dla Kekkei Genkai. Pewien rozdział się zakończył. Kaminari ruszył na szlak, czeka go podróż, do domu.
z/t -> ruszam do Raigeki.
- 9 mar 2026, o 08:21
- Forum: Daishi
- Temat: Górska Samotnia
- Odpowiedzi: 63
- Odsłony: 1105
Re: Górska Samotnia
Chłopak musiał wygrać pojedynek, nie mógł przegrać, nawet jeżeli oberwał, nawet jeżeli jego rana sprawiała mu jakiś dyskomfort - musiał przeć. Musiał iść do przodu. Jego miejsce, w którym może umrzeć nie jest tutaj. Chłopak jak umrze to będzie to śmierć na jego zasadach, w imię walki o klan, w imię walki o lepsze jutro dla ludzi, którzy są mu bliscy. A teraz... było jeszcze za wcześnie. Jeszcze trochę trzeba było zapisać na kartach historii. Anzou sprawnie i bez większych komplikacji uniknął fali energii wysłanej przez strażnika. W tym samym czasie Kaminari szykował się do swojej techniki, tworzył wiązkę Rantonu, która solidnie raniła rywala, jeszcze bardziej go skołowała, jeszcze bardziej sprawiła, że Władca Piorunów był bliższy finalnej wygranej. To był jasny i klarowny znak dla Anzou, Kaminari nie wypuszcza takiej okazji z rąk. Chłopak nacierał mocno, silnie swoją wiązką, używał jednej, silnej i szybkiej wiązki, zgodnie z instrukcjami Kagady. Bez kombinowania. Pozwolił, by Ranton go poprowadził i z każdym kolejnym uderzeniem widział, jak życie powoli... uchodzi z jego przeciwnika. Nie było to przyjemne uczucie bowiem sam Władca Laserów nie wiedział, dlaczego do walki doszło. W sumie nic do niego nie miał, widział go pierwszy raz na oczy, ale to chyba była próba Raijina. Coś, co było przygotowane, aby finalnie Anzou stał się bardziej kompletnym Shinobi. Przeciwnik został wyeliminowany, a sam Anzou dostrzegł gablotę, w której były dwa miecze. Wyglądały pięknie. Imponująco. Anzou szedł powoli, nie wiedział, czy gdzieś nie czai się wróg czy też jakaś jeszcze kolejna zagadka. Musiał być ostrożny. Władca Laserów podniósł gablotę i miał okazję przyjrzeć się tym pięknym ostrzom z bliska. Pokusa była ogromna, Białowłosy wziął miecze w dłonie, które jakby same zostały pokierowane i wtedy zaczęło się... coś niebywałego, coś nieziemskiego. Pioruny waliły dosłownie z każdej strony, Anzou czuł je, starał się reagować i je jakoś przepuszczać przez swoje ciało zgodnie z instrukcjami Dziaduszka. Nie miał jednak jak się ruszyć, energia była przytłaczająca. Kaminari widział jak sklepienia i ściany pękają. Moc była ogromna, destrukcyjna, ale też piękna. Sama siła też wystrzeliła z Anzou i sprawiła, że ten znalazł wyjście. Wtedy też usłyszał głos Raijina.
- Dziękuję, Raijinie. Niewiele z tego rozumiem, z tego, co się tutaj wydarzyło, ale... zadbam o to, spróbuję, postaram się, aby... świat stał się choć trochę lepszy. Oby do zobaczenia.
Anzou mówił to z lekką nutą radości w głosie. Poczuł ulgę widząc wyjście. Szukał jeszcze jakiejś sakwy, pochwy, do której mógłby włożyć miecz, aby ułatwić mu podróżowanie. Anzou ruszył ponownie na szlak i zamierzał wrócić do klanu. Sam fakt tego wydarzenia chyba wystarczy, aby powiedzieć, że są to wyjątkowe ostrza, może spodobają się Chino. Na szlaku Niebieskooki spotkał starszą kobietę, która miała dość sporo mieczyków różnej maści na sprzedaż. Władca Piorunów zauważył napis, który go zaintrygował. Kobieta od razu wyczuła okazję i spróbowała swoich sił, aby sprzedać coś Anzou. Ten pierwotnie słuchał. Sama historia brzmiała całkiem poważnie, wiarygodnie. Sam wydatek też raczej nie był... jakiś ogromny.
- Szanowna Pani, to wszystko brzmi pięknie. Mistrz Kowalstwa! Taki miecz nie może się chyba tutaj marnować, prawda? Jeżeli będę w stanie rozproszyć nim noc... niech będzie. Biorę.
Powiedział Anzou z lekkim uśmiechem na twarzy. Dalej sięgnął po swoją gotówkę i wręczył ją kobiecie, o ile to będzie koniec - ruszy dalej do swojej stolicy, uprzednio ogarniając się i doprowadzając do stanu użytku w trakcie pierwszej, lepszej okazji na trasie.
- Dziękuję, Raijinie. Niewiele z tego rozumiem, z tego, co się tutaj wydarzyło, ale... zadbam o to, spróbuję, postaram się, aby... świat stał się choć trochę lepszy. Oby do zobaczenia.
Anzou mówił to z lekką nutą radości w głosie. Poczuł ulgę widząc wyjście. Szukał jeszcze jakiejś sakwy, pochwy, do której mógłby włożyć miecz, aby ułatwić mu podróżowanie. Anzou ruszył ponownie na szlak i zamierzał wrócić do klanu. Sam fakt tego wydarzenia chyba wystarczy, aby powiedzieć, że są to wyjątkowe ostrza, może spodobają się Chino. Na szlaku Niebieskooki spotkał starszą kobietę, która miała dość sporo mieczyków różnej maści na sprzedaż. Władca Piorunów zauważył napis, który go zaintrygował. Kobieta od razu wyczuła okazję i spróbowała swoich sił, aby sprzedać coś Anzou. Ten pierwotnie słuchał. Sama historia brzmiała całkiem poważnie, wiarygodnie. Sam wydatek też raczej nie był... jakiś ogromny.
- Szanowna Pani, to wszystko brzmi pięknie. Mistrz Kowalstwa! Taki miecz nie może się chyba tutaj marnować, prawda? Jeżeli będę w stanie rozproszyć nim noc... niech będzie. Biorę.
Powiedział Anzou z lekkim uśmiechem na twarzy. Dalej sięgnął po swoją gotówkę i wręczył ją kobiecie, o ile to będzie koniec - ruszy dalej do swojej stolicy, uprzednio ogarniając się i doprowadzając do stanu użytku w trakcie pierwszej, lepszej okazji na trasie.
- 8 mar 2026, o 09:46
- Forum: Daishi
- Temat: Górska Samotnia
- Odpowiedzi: 63
- Odsłony: 1105
Re: Górska Samotnia
Władca Piorunów przeszedł do swojej ofensywy, liczył, że uda mu się dorwać swojego rywala. Podszedł do tego starcia z dozą szacunku do swojego przeciwnika. Nie wiedział przecież nawet czemu walczą, chłopak widział go pierwszy raz na swoje oczy, co więcej, też nie prosił się o pojedynek. Los jednak poprowadził go w ten sposób, że teraz z całych sił walczył o przetrwanie. I co gorsza, nie była to prosta walka. Jedna wiązka pierwotnie trafiła przeciwnika, uszkodziła jego pancerz, przez co Anzou miał stosunkowo prostą drogę do tego, aby go trafić. Niebieskooki postanowił za wszelką cenę wykorzystać ten moment i ruszyć z ofensywą ciskając w niego swoją wiązką. Ten jednak znacznie przyspieszył tempo i też znalazł się szybko przy Anzou przez co zdążył go naciąć swoim mieczem. Kaminari poczuł, jak ostrze go uszkadza, poczuł nieprzyjemny ból. Nie było to jednak największe uderzenie, jakie przyjął w swoim życiu. Nie było też tak głębokie i chyba nie uszkodziło w żaden sposób narządów. To był dobry znak. Jeszcze lepszy był taki, że jego przeciwnik też oberwał. Przyjął wiązkę, tym razem czysto na klatę, bez żadnego pancerza. Kaminari zauważył grymas bólu na przeciwniku. Ten dalej ruszył na Białowłosego, który musiał reagować, widział, że ten nie porusza się też tak szybko, przez co Niebieskooki całkiem sprytnie ominął jego atak. Anzou nie miał jednak wiele czasu na triumfowanie, ponownie w jego kierunku leciała ta sama energia Chakry, którą chłopak zamierzał uniknąć, jeszcze bardziej zwiększyć dystans i jednocześnie jeszcze raz wytworzyć wiązkę Rantonu. Silną, jedną wiązkę, którą zamierza pokierować w swojego przeciwnika. Uważnie go obserwuje, czuje, że tym atakiem postawi kropkę nad 'i'. Chłopak jest ogromnie skupiony, nie może się dać ponownie trafić, Kaminari jak przystało na prawdziwego wojownika ignoruje dyskomfort i prze do przodu. Ku chwale. Najpierw musi się uporać z przeciwnikiem, potem wrócić do klanu i pomóc Chino. To jest jego priorytet. To go prowadzi. Piorun i Chino.
- 7 mar 2026, o 16:58
- Forum: Daishi
- Temat: Górska Samotnia
- Odpowiedzi: 63
- Odsłony: 1105
Re: Górska Samotnia
Kości zostały rzucone. W momencie, gdy Strażnik rzucił się na Anzou nie było już innej opcji. Chłopak musiał reagować, musiał postawić opór, w przeciwnym razie - straciłby życie. Nie miał pojęcia tylko po co walczy, o co w tym chodzi, ale żeby dowiedzieć się czegokolwiek więcej - musiał przetrwać. W głowie ciągle miał słowa Raijina. Nadchodzi niebezpieczeństwo, a sam Kaminari ma zdobyć jakąś moc, która mu pomoże chronić bliskie mu osoby. To wszystko brzmi niezwykle tajemniczo, ale w obecnej chwili - inaczej się nie dało. Niebieskooki przeszedł do ataku wykorzystując swoje Reberu. Tak jak nauczyła go Kagada - konkretnie, jedna wiązka została ciśnięta w przeciwnika. Ten nie był na tyle szybki, aby uniknąć ataku. Oberwał, raczej solidnie. Anzou to widział, jego zbroja została naruszona, ale ten nie zwalniał tempa, nie dawał chłopakowi chwili wytchnienia, ale Białowłosy też nie zamierzał zwalniać. Ba, zamierzał dalej nacierać. Anzou jedyne co miał do zrobienia to uderzyć ponownie, tym razem przeciwnik ma uszkodzony pancerz, przez co uderzenie taką wiązką będzie wiązać się z jeszcze większymi ranami. Władca Piorunów korzystając z tego, że miał złożoną pieczęć automatycznie wystrzelił kolejną wiązką w swojego rywala, bez najmniejszego momentu zawahania, nie stał też w miejscu, poruszył się na tyle mocno ile mógł w swoje prawo, delikatnie po skosie w tył, aby jeszcze utrzymywać dystans. Nie mógł pozwolić sobie na to, aby jego przeciwnik go dopadł, stąd atak wiązką i do tego zmiana położenia to klucz do sukcesu. Władca Laserów uważnie obserwuje swojego przeciwnika i chce trafić w punkt, w którym zbroja została naruszona. Nie wiedział czy jego możliwości poruszania zostały ograniczone przez trafienie wiązką. Anzou musiał uważać, być czujny. Wierzył, że niedługo starcie się zakończy, ale nie można triumfować. Jeszcze nie. Jest zdecydowanie za wcześnie na świętowanie. Jedno trafienie wiosny nie czyni. W każdym momencie Niebieskooki może zostać rażony, czy to techniką czy mieczem, więc ostrożność i gotowość do uników - maksymalna.
- 7 mar 2026, o 10:03
- Forum: Daishi
- Temat: Górska Samotnia
- Odpowiedzi: 63
- Odsłony: 1105
Re: Górska Samotnia
Anzou nie znał zamiarów, które towarzyszyły strażnikowi. Nie miał też pojęcia o co w tym chodzi, nie pisał się przecież na jakąkolwiek walkę, a tymbardziej zwiedzanie górskich czeluści. Chłopak próbował więc ustalić na tyle, ile to możliwe o co tu chodzi, co się dzieje, niemniej - rozmówca nie był zbyt skory do wymiany spostrzeżeń. Chwila milczenia, wymiany spojrzeń i Anzou wiedział, że nie ma już odwrotu. Wiedział, że tylko jedna osoba wyjdzie stąd żywa, czuł, że może to być właśnie tylko i wyłącznie on. Kaminari widząc ofensywę człowieka skorzystał z techniki, którą doskonale znał, która niejednokrotnie ratowała mu tyłek. Mógł na niej polegać. Przeciwnik jednak uniknął tego ataku, w stosunkowo zgrabny sposób. Młody Kaminari dostrzegł, że jego szybkość jest na podobnym poziomie co on sam, pocieszające było jednak to, że nie poruszał się aż tak szybko jak Fugata. To był moment, w którym wszelkie żarty się skończyły. Technika zniszczyła filar, co bylo uzupełnione swego rodzaju hukiem, który przeszył pomieszczenie. Po chwili z kurzu, z dymu pocisnęła w Białowłosego pewna struktura energii, poruszała się jednak nie na tyle szybko, przez co Anzou zamierzał wykonać unik jednocześnie składając pieczęci do innej techniki. Chłopak zamierzał wytworzyć jedną wiązkę swojego Reberu, tym razem korzystając z ostatnich nauk. Jedną, silną wiązkę, która zgodnie z instrukcjami Kagady - ma być potężna, ma być okropnie silna, bez kombinowania. Cel jest jeden - atakować wiązką, jedną, silną swojego rywala tak potężnie, do samego końca, na tyle ile to możliwe.
- A kim Ty jesteś, żeby mnie oceniać...
Odpowiedział jedynie pod nosem Anzou w momencie wykonywania swojego ataku. Jego mięśnie są wytężone, zmysły wyostrzone. Sama wiązka porusza się zdecydowanie szybciej niż pantera. Gotowość do obrony.
- A kim Ty jesteś, żeby mnie oceniać...
Odpowiedział jedynie pod nosem Anzou w momencie wykonywania swojego ataku. Jego mięśnie są wytężone, zmysły wyostrzone. Sama wiązka porusza się zdecydowanie szybciej niż pantera. Gotowość do obrony.
- 6 mar 2026, o 12:59
- Forum: Daishi
- Temat: Górska Samotnia
- Odpowiedzi: 63
- Odsłony: 1105
Re: Górska Samotnia
Władca Piorunów przemierzał tajemnicze tunele, komnaty, wszystko miało jakiś cel. Raijin powiedział, że wiąże się to z jakimś zagrożeniem, z tym, że Anzou musi stać się silniejszy, aby móc być żołnierzem pokoju. Korytarz stawał się większy, a sam. Białowłosy dotarł do ogromnych drzwi. Instynktownie Anzou spróbował je otworzyć i ku jego zdziwieniu - nie było to powiązane z żadną zagadką, dosłownie z niczym. Sala, w której znalazł się Władca Laserów była imponująca. W swoim życiu Władca Piorunów chyba nie znalazł się w podobnym miejscu. Na pewno nie w miejscu, które było wyryte jakby w górach? Ktoś ewidentnie dołożył wielu starań, aby coś takiego zbudować. Zachwyt jednak szybko minął. Na końcu sali pojawił się człowiek, istota - cokolwiek. Wyglądał na bardzo opanowanego. W zbroi. Anzou wymieniał się z nim wzrokiem, na chwilę obecną jednak nikt nie reagował. Kaminari bardzo uważnie obserwował osobę, która znajdowała się po drugiej stronie sali. Posiadał miecz, więc zapewne w pokojowy sposób sprawa nie zostanie rozwiązana. Raijin wspominał, że piorun ma prowadzić Niebieskookiego. Czy to oznacza, że sposobem na pokonanie przeciwnika jest potencjalnie... użycie techniki Raitonu? Zanim chłopak dokona jakiegokolwiek ataku - zamierza spróbować ustalić co w zasadzie się tutaj dzieje, oczywiście - bacznie obserwując jegomościa, w pełnej gotowości do uniku i użycia odpowiedniej techniki.
- Możesz mi wyjaśnić, co tutaj się dzieje?
Zapytał spokojnym głosem Anzou licząc, że uda mu się cokolwiek ustalić. Dzielił ich pewnego rodzaju dystans, a samo echo poniosło się po całym pomieszczeniu dając bardzo, ale to bardzo mityczną atmosferę wydarzenia. W przypadku braku odpowiedzi lub też jakiegokolwiek ataku - Anzou postawi na technikę, która mocno zraniła jedną z Sióstr Nocy, wysoko postawioną, elitarną jednostkę - Fugatę. Na planszy pojawi się Czarna Pantera, która ma bronić Anzou i atakować rywala. Chłopak też próbował się zorientować w terenie poszukując jakichś... punktów, które potencjalnie mogą służyć do podmiany.
- Możesz mi wyjaśnić, co tutaj się dzieje?
Zapytał spokojnym głosem Anzou licząc, że uda mu się cokolwiek ustalić. Dzielił ich pewnego rodzaju dystans, a samo echo poniosło się po całym pomieszczeniu dając bardzo, ale to bardzo mityczną atmosferę wydarzenia. W przypadku braku odpowiedzi lub też jakiegokolwiek ataku - Anzou postawi na technikę, która mocno zraniła jedną z Sióstr Nocy, wysoko postawioną, elitarną jednostkę - Fugatę. Na planszy pojawi się Czarna Pantera, która ma bronić Anzou i atakować rywala. Chłopak też próbował się zorientować w terenie poszukując jakichś... punktów, które potencjalnie mogą służyć do podmiany.
- 6 mar 2026, o 10:16
- Forum: Daishi
- Temat: Górska Samotnia
- Odpowiedzi: 63
- Odsłony: 1105
Re: Górska Samotnia
Władca Piorunów musiał działać. Nie było innej możliwości, musiał podejmować ryzyko, różne działania, tylko i wyłącznie dzięki temu mógł zbierać nowe doświadczenie, ogarniać nowe rzeczy, dowiadywać się potencjalnych niuansów i finalnie - wydostać się z góry, w której został uwięziony. Niebieskooki musiał to zrobić, o ile chciał wrócić do klanu, o ile chciał wrócić do Chino i móc zapewnić jej niesłychaną moc, jaką jest Sharingan. Kaminari stale nasłuchiwał otoczenia, starał się z nim zintegrować i pozwolił, aby metoda prób i błędów i sam też piorun, czysty, nieskazitelny piorun prowadził go dalej. Pierwsza próba z filarami nie była aż taką porażką, jak mogło się to wydawać. Niemniej, zabrakło czegoś, co Anzou chyba wyłapał i spróbował dodać w następnej próbie. Okazało się, że chyba kolejność ładowania filarów była dobrana w sposób odpowiedni. Władca Piorunów z podziwem obserwował to, co się dzieje, to jak całe otoczenie reaguje na to, jak chłopak ładuje Chakrą te konstrukcje. Białowłosy w głębi siebie zastanawiał się o co tutaj chodzi. Dlaczego Raijin w taki sposób z nim pogrywa? Co za ten trud finalnie otrzyma Anzou? Czy uda mu się zdobyć jakąś tajemną moc? Może ten zwój, o której mówiła Chino? Czasu na przemyślenia nie było jednak wiele, Anzou uważnie obserwował zmieniające się otoczenie oraz to, że pojawiła się kolejna dziura, kolejny korytarz. Jakby... świat chciał mu dać znać, że właśnie warto udać się tą drogą. W sumie... żadnej innej nie było.
- Prowadź mnie, piorunie...
Powiedział ponownie pod swoim nosem Anzou widząc tą dziurę. Nie miał pojęcia dokąd doprowadzi go ta droga, co uda się osiągnąć, ale cofanie się nie miało sensu. Niebieskooki stosunkowo szybko wszedł w korytarz, w skupieniu i poszanowaniu do miejsca, w którym się znajduje, gotowy do reakcji obronnych. Ktoś to wszystko zaplanował i stworzył. Pytanie tylko - po co?
- Prowadź mnie, piorunie...
Powiedział ponownie pod swoim nosem Anzou widząc tą dziurę. Nie miał pojęcia dokąd doprowadzi go ta droga, co uda się osiągnąć, ale cofanie się nie miało sensu. Niebieskooki stosunkowo szybko wszedł w korytarz, w skupieniu i poszanowaniu do miejsca, w którym się znajduje, gotowy do reakcji obronnych. Ktoś to wszystko zaplanował i stworzył. Pytanie tylko - po co?